rozwińzwiń

Szczodre Gody

Okładka książki Szczodre Gody autora Volker Klüpfel, Michael Kobr, 9788362180332
Okładka książki Szczodre Gody
Volker KlüpfelMichael Kobr Wydawnictwo: Akcent Cykl: Komisarz Kluftinger (tom 5) kryminał, sensacja, thriller
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Komisarz Kluftinger (tom 5)
Tytuł oryginału:
Rauhnacht
Data wydania:
2011-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-08-01
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362180332
Tłumacz:
Grzegorz Zaręba
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szczodre Gody w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Szczodre Gody



książek na półce przeczytane 2105 napisanych opinii 237

Oceny książki Szczodre Gody

Średnia ocen
6,3 / 10
66 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Szczodre Gody

avatar
337
291

Na półkach:

Niezwykle polecam wszystkim! Doskonała seria :)

Niezwykle polecam wszystkim! Doskonała seria :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1104
1104

Na półkach: ,

10/24/2019
Pomysł nienowy :-) Zresztą trudno chyba wpaść na coś wielce odkrywczego w kryminale. Hotel w Alpach, odcięty od świata (zagrożenie lawinami i śniegi na 1,5 metra - mogłaby u nas spaść chociaż z 1/3 tego) i trup. Chciałabym napisać, że z nożem w plecach, bo tak by mi pasowało do tej zimy za oknem, ale nie... zabity w inny sposób. Nikt z hotelu nie może wyjechać, policja nie może przyjechać, ale na szczęście na miejscu jest komisarz policji z samozwańczym pomocnikiem (którego słabo toleruje, co jest powodem kilku psikusów, których nie nazwałabym niewinnymi). Kto ma motyw, kto ma możliwość? Nie powiem. Wszystko się wyjaśnia z wyjątkiem tego, dlaczego odpalali petardy, skoro mogły zejść lawiny. Hmmm...

10/24/2019
Pomysł nienowy :-) Zresztą trudno chyba wpaść na coś wielce odkrywczego w kryminale. Hotel w Alpach, odcięty od świata (zagrożenie lawinami i śniegi na 1,5 metra - mogłaby u nas spaść chociaż z 1/3 tego) i trup. Chciałabym napisać, że z nożem w plecach, bo tak by mi pasowało do tej zimy za oknem, ale nie... zabity w inny sposób. Nikt z hotelu nie może wyjechać,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2036
237

Na półkach: ,

Komisarz Kluftinger otrzymuje w prezencie darmowy pobyt w luksusowym hotelu w górach. Zabiera za sobą małżonkę oraz doktorostwo Langhammer. W odciętym od świata hotelu zamordowany zostaje jeden z gości i zamiast zaplanowanej zabawy w śledztwo, odbywa się śledztwo prawdziwe, raczej niezbornie prowadzone przez naszego dzielnego komisarza, przy udziale nieznośnego doktora Langhammera.
Intryga kryminalna jest poprawna, choć banalna. Nawiązuje do Morderstwa w Orient Expressie, co jest nawet sympatyczne. Styl autorów (lub tłumacza) jest trochę szkolny, dialogi drewniane. Postaci głównych bohaterów przerysowane. Ma być zabawnie, a dowcip polega głównie na przejaskrawianiu stereotypowo niemieckich przywar i przesądów Kluftiego, jego niezdarności i dziecinnych zachowań; wyśmiewaniu się z konfliktu między Kluftingerem a Langhammerem, przygód spotykających obu panów. Sposób narracji i natura tych wydarzeń i przekomarzanek nadaje się raczej do powieści przygodowej dla młodszej młodzieży (np. turlanie się starszych panów po zboczu aż do podnóża gór na skutek upadku z sanek) niż do kryminału dla dorosłych.
Raczej to wszystko niezdarne, mimo to ma swój urok. Pełen uprzedzeń, ale jednocześnie sympatyczny i ludzki Kluftinger, silne osadzenie w realiach regionu i brak pretensji, sprawiły, że jednak przeczytałam tę książkę do końca i właściwie, muszę przyznać, że mi się podobała. Co więcej, jest to druga książka z serii, którą czytałam, więc wiedziałam, na co się piszę, sięgając po nią.
Polecić jej jednak nie mogę, no i będzie mi szkoda kasy na kupienie kolejnych tomów, jeśli zostaną wydane po polsku (dwa tomy dostałam w prezencie).

Komisarz Kluftinger otrzymuje w prezencie darmowy pobyt w luksusowym hotelu w górach. Zabiera za sobą małżonkę oraz doktorostwo Langhammer. W odciętym od świata hotelu zamordowany zostaje jeden z gości i zamiast zaplanowanej zabawy w śledztwo, odbywa się śledztwo prawdziwe, raczej niezbornie prowadzone przez naszego dzielnego komisarza, przy udziale nieznośnego doktora...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

126 użytkowników ma tytuł Szczodre Gody na półkach głównych
  • 75
  • 51
27 użytkowników ma tytuł Szczodre Gody na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Serdeczna krew Volker Klüpfel, Michael Kobr
Ocena 6,3
Serdeczna krew Volker Klüpfel, Michael Kobr
Okładka książki Operacja Seegrund Volker Klüpfel, Michael Kobr
Ocena 6,2
Operacja Seegrund Volker Klüpfel, Michael Kobr
Volker Klüpfel
Volker Klüpfel
Ur. 1971. Przez wiele lat mieszkał w Altusried, w regionie Allgäu. Był współtwórcą przedstawień pod gołym niebem i wielu inscenizacji w miejscowym teatrze Theaterkästle. Jego pasją jest pisanie kryminałów. Klüpfel, redaktor kulturalny dziennika „Augsburger Allgemeine Zeitung”, studiował nauki polityczne, dziennikarstwo i historię w Bambergu, a następnie pracował w redakcji jednego z amerykańskich dzienników i rozgłośni Bayerischer Rundfunk.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zima lwów Jan Costin Wagner
Zima lwów
Jan Costin Wagner
Przyznam, że jestem trochę zaskoczona jak zbieżne są moje wybory książkowe. Trzeci kryminał w tym roku i trzeci rozgrywający się zimą. Tym razem padło na surową Finlandię. Detektyw Joenntaa stracił żonę i od tego czasu jego święta to dyżur na posterunku i alkohol. Dokładnie takie same mają być te bieżące. Wszystko zmienia się gdy w drzwiach posterunku pojawia się młoda prostytutka. Wybija go ona z marazmu, w którym się znalazł. Ale to nie ona przykuje uwagę. Następnego ranka detektyw zostaje wezwany do ciała znalezionego w lesie. Zabitym okazuje się policyjny patolog. Krótko przed śmiercią był on gościem w popularnym talk-show. Wkrótce zostaje także zamordowany drugi z gości tego wieczora - wytwórca manekinów a sam gospodarz zostaje ranny. Wszystko koncentruje się wokół programu, który kogoś wprawił w taką wściekłość, że skłonił go do zbrodni. ,,Zima lwów" to kryminał surowy, zimny, bardzo precyzyjny i skrupulatnie zmierzający do celu. I mimo, że zagadka kryminalna jest ciekawa i nietuzinkowa to zdecydowanie więcej mówi o charakterze bohaterów. Jest opowieścią o surowych, zamkniętych w sobie ludziach, którzy nie umieją sobie radzić z traumą, śmiercią, żałobą. Są jak manekiny, wysoko funkcjonujące roboty obdarte z uczuć, na wierzchu chłodne, surowe ale wewnątrz pogubione i nie radzące sobie z uczuciami. Autor doskonale oddaje ten klimat, właściwie nie robiąc nic. Krótkie rozdziały, precyzyjnie skonstruowane sceny, niejednoznaczni bohaterowie. To wszystko wystarczy by czuć chłód i samotność. Właściwie ma się wrażenie, że cały czas panuje przytłaczający mrok i zima. ,,Zima lwów" może nie jest jakimś przełomowym kryminałem ale zdecydowanie odbiega od tego co ostatnio czytałam. Nie ma sielskiej, familiarnej atmosfery Fjallbacki czy Lipowa. Nie ma mrocznych tajemnic z przed lat. Nie ma szokujących zwrotów akcji. Jest tylko czyjś ból, czyjaś rozpacz, która musiała znaleźć ujście. Jest żałoba, jest mrok, jest pustka. Ten kryminał jest tak surowy jak finlandzka zima. I chyba dlatego tak bardzo przykuwa uwagę. Dlatego tak bardzo oddziałuje na emocje. Z pewnością jest warty uwagi.
deana - awatar deana
oceniła na62 lata temu
Zimne serca Gunnar Staalesen
Zimne serca
Gunnar Staalesen
Prosta historia, ciekawa zagadka, dziwna społeczność wiernych parafian wyżej stawiających tajemnicę od dobra krzywdzonego dziecka. Znając literaturę skandynawską – a znam jej całkiem sporo – to nie spodziewałam się czegoś tak lekkiego i z humorem. Do tego biorąc pod uwagę samą zbrodnię, jaką mamy tutaj rozwikłać i przeszłość głównego bohatera, nie spodziewałam się czegoś tak niestandardowego, a jednocześnie w klimacie. Powieść napisana jest w duchu Raymonda Chandlera – język pełen męskich żartów, ironii, bardzo przełamujący trudne sytuacje i rozładowujący wiszące w powietrzu napięcie. Świetna rozrywka! Książkę czyta się bardzo szybko i sprawnie, ponieważ nie przytłacza dramatyzmem i nie dołuje tragedią. Treść znamy z opisu wydawcy – młoda dziewczyna, prostytutka, znika z ulicy. O jej zaginięciu donosi detektywowi przyjaciółka, która z nią pracowała. Z racji jej profesji nie zdobyła się na odwagę, żeby sprawę zgłosić na policję. Veum – na początku nieufny w zeznania przyjaciółki, uznaje sprawę za przesadę, dziewczyna zapewne poszła w tango w celu lepszego zarobku – ostatecznie ze względu na spore problemy finansowe podejmuje się poszukiwań. I sprawa się komplikuje. Przez niewielką objętość powieści nie wiemy wiele o głównym bohaterze – nie jest to standardowe w skandynawskich kryminałach – ale mogę się domyślać, że to wynika z ilości tomów w cyklu. My co prawda nie mamy okazji dotrzeć do większości, więc musimy się opierać na tym, co daje nam polski wydawca. Nie zmienia to faktu, że postać Varga daje się lubić. Mam wrażenie, że z kimś takim mogłabym pracować. Człowiek z dużym dystansem do siebie i do świata, bez jakiejś chorej ambicji. Jedynie chcący prowadzić swoją agencję na tyle skutecznie, żeby zarobić na rachunki. Dlaczego nie. Ja nie miałam do czynienia z filmami tej serii, bo mam ogromny problem z ekranizacjami. I jestem uczulona na ich oglądanie przed przeczytaniem oryginału książkowego. I nie żałuję! Ta książka na pewno zachęciła mnie do powrotu do świata Veuma, ta postać zrobiła na mnie świetne wrażenie, a ponieważ książek nie ma wiele w Polsce, to zostaje serial. Autor miał dobry pomysł na zbudowanie nie tylko Varga, ale właściwie większość bohaterów (też tych drugoplanowych) opisana jest w taki sposób, że mimo obcych imion, które ciężko się zapamiętuje, wiemy o kim czytamy. Nie wiem, na ile autor jest wierny w reseachu, bo średnio znam rynek prostytucji w Norwegii :D ale czyta się dość płynnie, nie ma się wrażenia absurdu i nieścisłości. Konsekwentnie jest też poprowadzona cała intryga, chociaż wprowadzenie pewnych elementów na początku zastanawia. Nie będę Wam psuć zabawy. Czytajcie!
fmds - awatar fmds
ocenił na64 lata temu
Pani komisarz nie znosi poezji Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji
Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji. Naprawdę. Viviane nie znosi zresztą wielu rzeczy. Swojego niskiego wzrostu, życia na dietach, które nie przynoszą efektu i butów na wysokich obcasach. Lubi za to swoją pracę. Jednak nie wtedy, kiedy za sprawą nadgorliwości nowego podwładnego, zmuszona jest rozwiązać tajemniczą sprawę, w której zasadniczą rolę zdaje się odgrywać sonet przypisywany Charles’owi Baudelaire’owi. Kiedy trup ściele się gęsto, a znienawidzone przez panią komisarz media naciskają na wyniki śledztwa, Viviane zaczyna tracić cierpliwość. Brak zamiłowania do poezji nie pomaga. Pomaga za to nowy podwładny Augustin Monot, elokwentny, oczytany, doskonały w kontaktach z dziennikarzami. Momentami pani komisarz go za to nie znosi. Ale jednocześnie docenia, choć nie zawsze daje mu to odczuć. A poza tym ma do niego słabość 😉 Za to ja mam słabość do pani komisarz. Rewelacyjnie wykreowana postać. Bezpośrednia, wybuchowa, oddana swojej pracy, swoimi podwładnymi dowodzi “twardą ręką” i nie szczędzi im kąśliwych uwag, ale jednocześnie myśli o nich “moi ludzie” i ceni bardziej niż wskazują na to pozory. Czyta się dobrze. Momentami można mieć co prawda poczucie lekkiego chaosu w śledztwie, ale to za sprawą głównej bohaterki, więc przymknęłam na to oko. Dla mnie zresztą to Viviane była główną atrakcją tej historii, a sprawa, którą prowadziła była poniekąd tłem dla jej osobowości. Chociaż nie znaczy to, że intryga jest nieudana. Wręcz przeciwnie. Jest sprytnie pomyślana i oryginalna. Doskonale pasuje do nieszablonowej osobowości pani komisarz. Książkę polecam przede wszystkim wielbicielom nietypowych kryminałów i ciekawych postaci oraz absurdalnego humoru. Mnie się podobało i na pewno sięgnę po kontynuację 😊
Kasiag - awatar Kasiag
ocenił na81 rok temu
Święty Psychol Johan Theorin
Święty Psychol
Johan Theorin
,,Święty Psychol” to powieść, która mną wstrząsnęła w pewnym sensie ją ,,odchorowałem” nie tylko ze względu na swą zawartość ale i kontekst w którym wykuwał się mój odbiór, interpretacja treści. Johan Theorin stworzył historię będącą w zamyśle thrillerem psychologicznym. Miejscem akcji szpital psychiatryczny w którym leczy się najbardziej niebezpiecznych pacjentów- seryjnych zabójców, gwałcicieli, pedofili. Szwedzki pisarz serwuje nam powieść o piekle samotności, cierpienia, krzywdy, piekle które może rodzić patologie ale też być trampoliną indywidualnego rozwoju wyzwalając to co najlepsze w człowieku: miłość, lojalność, empatię, poświęcenie sięgające granic świętości. Nie każdemu spodoba się dzieło Theorina. Akcja płynie wolno jak równinna rzeka. Ważniejsze tu budowanie klimatu niż efektowne zdarzenia. Fabuła wielowątkowa, rwana czasowo, teraźniejszość miesza się z przeszłością, możliwości z faktami, emocje z racjonalnym myśleniem. Labirynt brudnych i ciemnych zakamarków szpitalnych, piwnic, wind. Labirynt trzeba przejść, odkryć jego tajemnice aby wyjść , być wolnym. Puzzle układają się niespiesznie niekiedy w nastroju grozy, przenikającego dreszczyku strachu. W tej powieści nic nie jest jednoznaczne oprócz ludzkiego cierpienia. Znalazłem w niej wątki dla mnie osobiste, intymne, poruszające, refleksyjne. Okrucieństwo człowieka sąsiaduje z ekstremalnym oddaniem w obronie bezbronnej ofiary, nienawiść obok miłości, zło i dobro. Inspirujące, niejednoznaczne, bolesne. Całość recenzji tu: https://wojciechprzychodzki.blogspot.com/2025/10/johan-theorin-swiety-psychol-przekad.
wojciech przychodzki - awatar wojciech przychodzki
ocenił na66 miesięcy temu
Ten, kto zabije smoka Leif GW Persson
Ten, kto zabije smoka
Leif GW Persson
Dedykacja autora na początku książki, pełniąca rolę uprzedzenia czytelnika o tym, co go czeka za następną stroną, nie została umieszczona bez powodu. Nie bez powodu też nadał opowieści bajkowy tytuł, a monarchinią w złej bajce uczynił policjantkę. Nie byle jaką. Annę Holt. Szefową komendy rejonowej policji szwedzkiego okręgu Västerrot, która stała na straży prawa i sprawiedliwości swojego księstwa. Za bezpieczeństwo jego mieszkańców odpowiadała osobiście razem ze swoim „dworem”. Do dyspozycji miała „pięciuset policjantów, spośród których wielu zasłużenie zaliczano do najlepszych w kraju”. I nagle, to na jej ziemiach, jej włościach, w ciągu tygodnia wyczerpał się limit, a nawet znacznie go przekroczył, średniej morderstw najbardziej niebezpiecznych rejonów Szwecji. Potrzebowała rycerza na białym rumaku, który zabiłby dla niej smoka, zanim znowu wbije szpony w jej ziemie i zacznie ziać śmiertelnym ogniem, zostawiając po sobie kolejne trupy. Pomyślała i dostała! Everta Bäckströma, którego wyprzedzała „sława” z najczęściej powtarzającymi się określeniami – tłuścioch, wrzód na tyłku, pokuta za grzechy, seksista, mizantrop, rasista, homofob, ksenofob. Cynicznego zrzędę z mnóstwem uprzedzeń wobec innych ludzi, a zwłaszcza cudzoziemców i homoseksualistów. Alkoholika, którego poznałam w pierwszym dniu próby odwyku zaleconego przez doktora Mengele, jak nazywał policyjnego lekarza, przez którego czuł się „rześko jak orzeł, który zaplątał się w linie wysokiego napięcia”. Ryzykanta i chciwego chytrusa. Egoistę i zadufanego w sobie i swoim wyglądzie Narcyza. Najbardziej antypatycznego i kontrowersyjnego śledczego w regionie, ale za to jedyny, według Bäckströma, pięćdziesięciopięcioletni „w pełni normalny Szwed w kwiecie wieku. Legendarny śledczy i spełnienie skrytych fantazji każdej kobiety”. Te dwa odmienne i bardzo skrajne poglądy na osobę Bäckströma łączyła tylko jedna wspólna opinia. Bäckström był bardzo dobry w swoim fachu. Posiadał, jak mało kto, intuicję i przeczucie, które w jego przypadku zawsze się sprawdzały w praktyce. I dokładnie tak było w przypadku pierwszego morderstwa, które zlecono mu do rozpracowania. Nie miał do tego, według niego, odpowiednich warunków. Był trzeźwy, miał mało ludzi i znienawidzonego „opiekuna”, który czuwał nad nim na zlecenie szefowej. Na dodatek nikt błyskotliwy, mądry i inteligentny wokół niego, kto zrozumiałby, co mówi czyli same „fujary, lesby, czarnuchy, zwykli debile”, a jego zespół dochodzeniowy to nie była „najbystrzejsza ekipa, z jaką zdarzyło mu się pracować w ciągu dwudziestu pięciu lat na stanowisku śledczego, ani nawet największa”. Tylko dziewięć osób i tylko jeden prawdziwy policjant, czyli on, a reszta to „czysty Fin, wieśniak z północy, też Fin, Chilijczyk, Rosjanka, młoda łyska, lesba, pomponiarz i stary, poczciwy Lars Zakuta Pała Alm, od urodzenia głęboko upośledzony umysłowo”. Oprócz Nadii, do której żywił coś na kształt sympatii, bo stawiała dobrą, rosyjską wódkę, dotrzymując mu kroku w opróżnianiu butelki. A samo morderstwo wyglądało na zwykłe, proste i szybkie do zamknięcia. Oficjalnie typowa ofiara czyli „samotny mężczyzna w średnim wieku z marginesu społecznego z poważnym problemem alkoholowym”. Nieoficjalnie, według Bäckströma, kłótnia miejscowych żuli zakończona trupem. I tutaj odezwała się niezawodna intuicja detektywa. Jeszcze nie wiedział, co mu podpowiadała, ale był przekonany, że coś mu się w tym wszystkim nie zgadza. Kolejne morderstwa, pozornie niezwiązane z pierwszym, potwierdzały tylko jego podejrzenia. Wbrew niechęci prawie wszystkich (oprócz Nadii, która jako jedyna była w stanie go zrozumieć),którzy znali Bäckströma, miał szansę zostać rycerzem i zabić smoka. Z ciekawością śledziłam prowadzone zawiłe i rozległe śledztwo przez detektywa i jego ekipę, ale najbardziej zafascynowała mnie jego osobowość i tok rozumowania toczony w myślach. Bezgłośne i bezcenne komentarze, kierowane wobec rozmówców, z których żadnemu nie przepuścił przyjemności okazji do napiętnowania. To schizofreniczne zestawienie oficjalnych, grzecznych słów wypowiadanych na głos ze złośliwymi opiniami pomyślanymi tworzyło warstwę kapitalnego humoru w powieści. Ale tego złośliwego, nietaktownego, wulgarnego i niezgodnego z zasadami savoir-vivre. Można było, dzięki detektywowi, podeptać meczące normy dobrego wychowania i bezpiecznie dać upust swojemu negatywnemu nastawieniu do wszystkiego i do wszystkich. Skorzystać z rzadkiej okazji odreagowania nagromadzonych emocji. To, czego nie mógę robić w realu bez konsekwencji, tutaj mogłam, wiernie wtórując detektywowi w jego sadystycznie miażdżących opiniach. Odkryć swoje nieładne, drugie ja. Małego, złośliwego „detektywa” w sobie. I w tym kryje się pół sukcesu powodzenia powieści i przewaga książki nad filmem. To tylko w powieści można czerpać pełną przyjemność obserwowania prowadzenia dwulicowej gry. W filmie monologi mentalne muszą być wypowiadane na głos, by widz mógł „rozkoszować się” celnymi tekstami śledczego, ale już nie samą grą. Ale mimo to, muszą być dobre, skoro w Internecie krążą już składanki ze szwedzkiej ekranizacji cyklu z detektywem - „Najlepsze z Everta Bäckströma”. Nakręcono również wersję amerykańską. W Polsce ukazały się do tej pory trzy części cyklu. Nieświadomie zaczęłam znajomość z cynicznym detektywem od części drugiej, bo akurat tę kolega dostał w prezencie i chętnie mi ją pożyczył. Nie umniejszyło to jednak przyjemności czytania, ponieważ każda część zawiera w sobie jeden, cały, skończony wątek kryminalny. Dla komentarzy niezrównanego w opiniowaniu innych Bäckströma mam ochotę zajrzeć jeszcze do części 1. Wygląda na to, że jestem cichociemna w ukrywaniu złośliwości, skoro eksponowana w powieści sprawiała mi taką przyjemność! Ale autor lojalnie mnie uprzedzał, że to bajka tylko dla dorosłych. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na66 lat temu
Śmierć w Pont-Aven Jean-Luc Bannalec
Śmierć w Pont-Aven
Jean-Luc Bannalec
Klasyka śledztwa Stara jestem. Na każdego przyjdzie pora i fajnie jak będzie mógł się pochwalić PESELEM. Bo jak mam taki numer, w którym data urodzenia jest widoczna. Mój wniosek potwierdziła książka Jeana Luca Bannaleca „Śmierć w Pont-Aven”. Młodzi ludzie rozczytują się we współczesnych kryminałach, o których zdanie mam wyrobione (profilerzy, laboratorium, trup w częściach),a ja nadal zachwycam się utworami, w których najważniejszy jest umysł detektywa. Tak jest w przypadku wymienionej książki. Wydana w 2014 roku jest tradycyjnym kryminałem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Oto takie sobie miasteczko we francuskiej Bretanii szykuje się do sezonu, bo jedynie w sezonie letnim ożywa. Na co dzień jest cichą i nudną mieściną. Do niej, niejako za karę zostaje „zesłany” komisarz Dupin. Nudzi się, bo nic się nie dzieje. Stara się, ale ciągle uważany jest za „obcego” , bo Bretania tak szybko obcych nie akceptuje. Może nie akceptuje ich wcale? Tu trzeba się urodzić. Przyjezdny zawsze zostanie przyjezdnym. I nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się trup. Zamordowany trup, nie jakiś tam zawał czy śmierć naturalna. Fakt, nieboszczyk liczył sobie ponad dziewięćdziesiąt wiosen, ale normalnie nie zszedł z tego padołu. Rozpoczyna się śledztwo. Takie zwyczajne. Policjanci zbierają dowody, komisarz przesłuchuje i obserwuje. Czy wszyscy są podejrzani? Raczej podejrzanych nie ma. Każdy ma alibi i brak motywów do zabicia jurnego jeszcze staruszka. Jednym słowem w postaci wielu – brak punktu zaczepienia. Co prawda ten nie lubi tego, a tamten podpadł kiedyś temu i zabić powinien właśnie tego, a nie właściciela hotelu. I tak sobie brniemy poprzez śledztwo. Przyglądamy się również słynnej Bretanii. Niektórzy recenzenci uważają, iż właśnie opis tej krainy jest największą wartością powieści. Mnie akurat nie wciągnęły, ale to rzecz gustu. Przypomniałam sobie natomiast kto to był Paul Gauguin. Dowiedziałam się również, iż malarska „szkoła z Pont-Aven” istniała naprawdę i nie jest to fikcja kryminalnej powieści. W końcu intryga zostaje rozwiązana. Oczywiście dzięki przenikliwemu umysłowi komisarza, który korzysta głównie z pomocy historyka sztuki. Żadnych profilerów. Żadnych badań DNA. Żadnych komputerów, przepraszam - raz był wykorzystany - tylko umysł człowieka. Umiejętność kojarzenia faktów, dociekliwość w przesłuchaniach, myślenie, myślenie, jeszcze raz myślenia. I to mi się najbardziej w kryminałach podoba. Bo co to za frajda złapać mordercę jak się ma całe współczesne laboratorium w sąsiednim pokoju, zdobycze nauki, wszechobecną inwigilację, kamery na każdym kroku, logowania telefonów komórkowych i tym podobne cuda wianki. Złap przestępcę bez tego. Potrafisz?
gks - awatar gks
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Szczodre Gody

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szczodre Gody