-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Cytaty z tagiem "laboratorium" [10]
I am among those who think that science has great beauty. A scientist in his laboratory is not only a technician, he is also a child placed before natural phenomena, which impress him like a fairy tale. We should not allow it to be believed that all scientific progresses can be reduced to mechanism...Neither do I believe that the spirit of adventure runs any risk of disappearing in our world. If I see anything vital around me, it is precisely that spirit of adventure, which seems indestructible.
To coś, co mną zawładnęło, to choroba, jestem tego pewna, choroba, która trawi mój zdrowy rozsądek, kawałek po kawałku. Może to jakiś rodzaj wirusa, a ludzie w swojej głupocie nie dostrzegają niebezpieczeństwa czyhającego ze strony każdej pary oczu, których kolor skłania do rozmyślań. Tak, już wiem, na świecie szaleje epidemia, ale dla dobra czy niedobra ogółu nie obwieszczono tego w środkach masowego przekazu. Tajną informację o chorobie zjadającej zamiast tkanek zdrowy rozsądek posiada jedynie elitarna grupa kilkorga władców, lekarzy, mędrków w białych fartuchach i jeszcze dziesięciu światłych ludzi, wyłonionych na drodze castingu. Oczywiście nie podadzą tego do publicznej wiadomości, aby nie wywołać paniki na skalę światową. Pewnie już wieki temu wyizolowali wirusa i trzymają go teraz w tajnym laboratorium, gdzieś w stanie Utah. Poddają go rozmaitym mutacjom, pomnażają, wyliczają, odmierzają, aby następnie wypuścić do ludzi, by się zarażali na potęgę." ... ;)
Czy możliwe są doświadczenia w zakresie nauk humanistycznych, na przykład w historii? Oczywiście tak.
Co prawda nie możemy tworzyć dla laboratoryjnych potrzeb eksperymentalnych parlamentów czy eksperymentalnych rewolucji, ale historia obfituje w tak rozmaite sytuacje, że zawsze można się powołać na sytuację odpowiadającą zagadnieniu, które rozpatrujemy.
Ponieważ nie ma uniwersalnych prawd, sami jesteśmy najlepszym laboratorium.
Laboratorium jest przeciążone. Na Ziemię powracają setki ekspedycji z różnych planet. Dostarczają one niezliczoną ilość szczątków znalezionych tam form życia. Ledwo nadążamy z ich ożywianiem. O grupie zajmującej się tylko „wskrzeszaczem” dla ludzi lub czystą teoria obecnie nie może być nawet mowy.
To, co bezwzględnie konieczne, jest bytem samym w sobie, ale ten jego byt sam w sobie jest jego bezpośredniością, jego możliwość jest rzeczywistością. A zatem jest, ponieważ jest, jako zbieganie się bytu z sobą samym jest ono istotą. Ale ponieważ ta niezłożoność jest w równym stopniu niezłożonością bezpośrednią, jest ono bytem.
Absolutna konieczność okazuje się tym samym refleksją albo formą tego, co absolutne. Jest jednością bytu i istoty, prostą bezpośredniością, która jest absolutną negatywnością. Dlatego z jednej strony jej różnice nie są też określeniami refleksyjnymi, lecz istniejącą różnorodnością, odróżnioną rzeczywistością, która ma postać wzajemnie sobie przeciwstawnych samoistnych „innych”. Z drugiej jednak strony, ponieważ ich wzajemny stosunek jest absolutną tożsamością, absolutna konieczność jest absolutnym odwracaniem ich rzeczywistości w ich możliwość i ich możliwości w rzeczywistość.
Konieczność absolutna jest przeto ślepa. Z jednej strony jej odróżnione momenty, określone jako rzeczywistość i jako możliwość, mają postać refleksji-w-sobie jako bytu. Toteż są wolnymi rzeczywistościami, z których żadna nie prześwieca w innej i żadna nie chce ukazać nawet śladu swego odnoszenia się do innej – jako ugruntowane w sobie samych każda jest w sobie samej tym, co konieczne. Konieczność jako istota jest w tym bycie zamknięta. Wzajemne stykanie się tych rzeczywistości przejawia się więc jako pusta zewnętrzność. Rzeczywistość jednej z nich w innej jest tylko-możliwością, przypadkowością. Byt zostaje bowiem ustanowiony jako absolutnie konieczny, jako zapośredniczenie się z sobą samym, które jest absolutną negacją zapośredniczenia przez „inne” albo ustanowiony zostaje jako byt, który jest tożsamy tylko z bytem. Inne, które ma swą rzeczywistość w bycie, określone jest więc bezwzględnie jako tylko-możliwe, jako pusta założoność.
- Żeby to wyjaśnić - powiedział Dombey - musimy cofnąć się o dwadzieścia miesięcy. Właśnie wtedy chiński uczony Li Chen uciekł do Stanów, zabierając ze sobą dyskietkę z danymi o najważniejszej broni biologicznej Chińczyków z ostatnich dziesięciu lat. Nazwali ją "Wuhan-400", ponieważ została wynaleziona w laboratorium RDNA mieszczącym się w pobliżu miasta Wuhan i była to czterechsetna odmiana zdolnego życia wirusa stworzona w ich centrum badawczym. Wuhan-400 jest bronią doskonałą.
Z typową dla mnie naiwnością brałem słowo biologia — które znaczy: badanie życia — dosłownie. Zbijał mnie okrutnie z tropu ten paradoks, że wielu moich współczesnych jak gdyby starało się unikać wszystkiego, co żyje, ile tylko można, byle zamknąć się w starannie wyjałowionej atmosferze laboratoriów, gdzie martwy — nieraz bardzo martwy — materiał zwierzęcy służył im za przedmiot.
Po 1989 roku ruch teatrów alternatywnych – rozumiany jako jednolite środowisko złożone z aktorów i widzów, których łączy podobny światopogląd i sposób myślenia o sztuce – przestaje tak naprawdę istnieć. (...) Zmieniła się też polityka kulturalna państwa: rozdział między teatrem zawodowym a alternatywnym przestał stanowić nieprzekraczalną barierę, najlepsze zespoły występowały na festiwalach obok teatrów repertuarowych, a granice i zasięg zjawiska zwanego teatrem alternatywnym, niegdyś oczywisty, teraz stały się niemożliwe do wykreślenia. (...) Pejzaż teatralny początku XXI wieku jest więc niebywale zawikłany i różnorodny. Trudno stawiać jednolite diagnozy. Teatrem niezależnym można wszak nazwać nawet Teatr Capitol Krystyny Jandy – ciekawy, interesujący, organizacyjnie samodzielny, a jednak jednoznacznie wpisujący się w nurt teatrów dramatycznych. Lecz gdzie postawić granicę? Bo takich długofalowych inicjatyw alternatywnych wobec teatrów repertuarowych powstało sporo: choćby Teatr Montownia, Laboratorium Tadeusza Słobodzianka czy nawet Łaźnia Nowa Bartosza Szydłowskiego. Ale czy da się je nazwać teatrami alternatywnymi w dawnym rozumieniu? Sądzę, że nie, choć są gdzieś na granicy. Druga droga wiąże się z dzialalnością Jerzego Grotowskiego i Teatru Laboratorium oraz pracą Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice” Włodzimierza Staniewskiego.
To co zobaczyłam w niczym nie przypominalo dawnej, tonącej w błocie olejkarni i punktu skupu w Mrodze. Na drodze dojazdowej do zakładu stały pojazdy ciągnikowe i konne załadowane zielem mięty. Panował ład i porządek, nikt się nie denerwował. Punkt skupu znajdujący się w pobliżu bramy wjazdowej był czynny i skupujący w kolejności odbierał ziele mięty, które plantatorzy dowozili i składowali pod wiatami. Zwiedzanie obiektu rozpoczęliśmy od pomieszczeń biurowych i socjalnych. Oprowadzała nas mgr inż. Jadwiga Morawska, kierowniczka laboratorium kontrolnego. Następnie przeszliśmy do pomieszczeń produkcyjnych. Czułam się tu zagubiona, tyle przestrzeni, pełna mechanizacja, nawet w kotłowni czysto i schludnie. Tylko, gdy mieliśmy oglądać załadunek kotłów – wyłączono prąd i wszystkie urządzenia stanęły. Wtedy odnalazłam się i wszystko stało się bliskie. Szef produkcji pan Tadeusz Bartosiak korzystając z przerwy mógł z nami porozmawiać. Wyłączenia prądu zdarzają się tutaj często i bardzo dezorganizzują pracę.