-
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2
Cytaty z tagiem "jeńcy" [9]
Wojna dopiero co się skończyła, a Polacy, u których przebywaliśmy w obozie, mieli inne kłopoty aniżeli organizowanie wolnego czasu dla niemieckich jeńców. Ale z ludźmi to już tak jest: bez tej czy innej zabawy nie wytrzymają zbyt długo. Niektórzy grali oczywiście w skata, młynek lub chińczyka, ale tych było właściwie niewielu. Jeśli ktoś sądzi, że skat to cząstka niemieckiego charakteru narodowego, ten przekonałby się u nas, że tak nie jest. Większość grała w szachy, to było przecież coś więcej niż zwykłe zabijanie czasu.
Pędzą jeńców, zrywają z nich mundury... tępa nienawiść przesłuchujący, zakrwawione bielizna rannego, nie dają im pić... Błagamy, aby nie zabijać jeńców...dowódca: dlaczego nie?...przebijał pałaszami, rozstrzeliwani, trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierają, drugiego dobijają, jęki, krzyki, charkot... Jakaż to wolność przynosimy, okropieństwo. Przeszukują folwark, wyciągają z ukrycia.
Małe oddziały i pojedynczy Niemcy wyłapywani przez Rosjan byli z zasady rozstrzeliwani, żeby nie komplikować marszu armii transportem jeńców. s.84.
Zamiast do Francji odstawiono mnie do obozu w Feltham pod Londynem. Był to właśnie obóz, o którym stale marzyłem. Co prawda nie był stuprocentowo polski, ale za to nie znalazł się tam ani jeden Niemiec. Grupował on cywilów i jeńców pochodzenia polskiego, francuskiego, duńskiego, serbskiego, chorwackiego, rusińskiego - ludzi wrogo nastawionych do obydwu cesarzy. Polaków było tu najwięcej, cywilów i wojskowych. (...) O tworzeniu się armii polskiej we Francji wiedziałem coś niecoś od członków Komitetu Polskiego w Londynie. W Anglii nie przystępowano jednak do werbowania ochotników wobec niezdecydowanej postawy rządu angielskiego. Życie w obozie płynęło monotonnie w ciągłym oczekiwaniu zmian. Pracowaliśmy na plantacjach ogrodniczych przy przekopywaniu zagonów. Czasami odstawiano nas do parku samochodowego, gdzie myliśmy wozy. Innym razem zatrudniono nas w przedsiębiorstwie budowlanym. Tu spotkałem się z Irlandczykami, którzy odnosili się do nas z wielką sympatią; nie dlatego, żeśmy Polacy - bo o Polsce może nic nie wiedzeli - ale że odziani byliśmy w niemieckie mundury. Irlandczycy z żywiołową nienawiścią traktowali Anglię, tak jak Polacy swoich zaborców. Pracując w przedsiębiorstwie budowlanym, większość czasu spędzali na gadaniu i tłumaczeniu nam, że Anglia musi wojnę przegrać, by Irlandia mogła się wyzwolić. My znów czekaliśmy klęski Niemiec, carskiej Rozji i Austrii, by zrzucić z siebie niewolę. Spotykanie się z Irlandczykami było dla mnie męką duchową. Rozumiałem dobrze ich stan, ale czy kosztem Anglii my nadal mamy pozostać w niewoli?
Żal za wyrządzone zło może i jest lepszy niż nic, ale nawet najgłębszy żal po fakcie nigdy nie będzie dostateczną pokują za przyjemność czerpaną z niszczenia, czy chodzi o podpalanie mrówek, czy zabijanie jeńców.
W lipcu w Normandii szeregowy żołnierz Wermachtu, Walter Zittats, pilnował kilku amerykańskich jeńców. Jeden z nich mówił po niemiecku. Zittats zapytał go: "Dlaczego walczycie przeciwko nam? Na zawsze zapamiętałem jego odpowiedź: Walczymy o to, żeby wybić wam z głowy ten obłędny pomysł, że jesteście rasą panów".
Waters urządził obóz dla jeńców wojennych w Chambois, ale był on przepełniony. Pewnego dnia polski kapitan przyprowadził jednak jeszcze jakichś dwustu jeńców, chcąc ich przekazć Amerykanom.
- Tu są wasi jeńcy - powiedział
- Nie chcę ich - odparł Waters
- Ale ja ich muszę panu zostawić. Mam takie rozkazy.
- Mimo to nie zgadzam się. Niech pan ich zabiera. (Waters otrzymał rozkaz, żeby przyjąć jeńców, ale powiedziano mu, że to ma być grupa tysiąca pięciuset żołnierzy; tych było zaledwie kilkuset.)
- Mimo to muszę ich u pana zostawić
- No dobrze, ale miał pan przyprowadzić tysiąc pięciuset jeńców. Gdzie oni są?
- Nie żyją. Zastrzeliliśmy ich. Zostało tylko tylu.
- A dlaczego nie zastrzeliliście także tych? - dowiadywał się Waters. Po chwili poprawił się. - Nie możecie tego robić.
- Owszem, możemy. Oni strzelali do moich rodaków. Wziął Watersa pod ramię i odprowadził na bok. Powiedział: - Kapitanie, nie możemy ich zastrzelić. Zabrakło nam amunicji.
Zdecydowanie nie można powiedzieć nic dobrego na temat sytuacji jeńca wojennego. Co było gorsze, być Niemcem w rękach Rosjan czy Rosjaninem w mocy Niemców? Amerykaninem w niewoli Japończyków czy Polakiem w rękach Niemców (lub Rosjan)? Trudno powiedzieć, ale w tej skali grozy na pewno lepiej wiodło się Amerykanom w rękach Niemców.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Zamek w Rydzynie podczas I wojny światowej pełnił rolę obozu dla rosyjskich i francuskich jeńców wojennych. (...) Ogrodzenie terenu obozu zbudowane było z drewnianych pali, do których przymocowano siatkę z dutu. Pale usytuowano od siebie w odległości ok. 2,5 m. Ogrodzenie miało ok. 3 m wysokości. Wokół, co kilkadziesiąt metrów, postawiono budki strażnicze. Ogrodzono Zamek wraz z parkiem. Oficyny zamkowe nie były ogrodzone, ponieważ były one siedzibą załogi obozu. Ciekawostką jest to, że obóz wielokrotnie był przedstawiany na pocztówkach wydawanych przez C. Freichtnera lub przez F. Rieschkego. Doskonale widać ogrodzenie obozu, strażników oraz budki wartownicze. (...) Obóz jeniecki w Rydzynie posiadał także własne monety obozowe. (...) Całkowita ilość wybitych monet dla obozu w Rydzynie wynosiła 35 tys. sztuk. Jednak nakład poszczególnych nominałów nie jest znany, data wprowadzenia monet do obiegu także nie została ustalona. W obozie obowiązywały nominały: 1, 5, 10, 50, 100, 1000 fenigów. Wszystkie monety zostały wykonane z cynku.