-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Cytaty z tagiem "dom dziecka" [15]
Tamten pierwszy dom dziecka przypominał mi podręczną szufladę. Wiecie, taką na wszystkie drobiazgi, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Wszyscy byliśmy tam takimi przypadkowymi drobiazgami niemającymi związku z żadnym z pozostałych. Łączyło nas tylko to, że nie mieliśmy swojego miejsca.
Zaledwie pięciolatek. Ma na imię Janusz i do tej pory mieszkał w domu dziecka pod Warszawą.
– Look at me – mówi mężczyzna.
On mówi, a ja szepczę w głowie:
„Spójrz na niego, spójrz, musisz spojrzeć, bo spotka cię coś znacznie gorszego!”.
Kei umarła wkrótce po porodzie, ale jej córka miała Nagareho . I Kazu. Poza tym ubóstwiali ją różni stali bywalcy kawiarni, Jasne, przeżywała chwile samotności, ale nie miała poczucia, że jest sama na świecie. Zawsze ktoś ją wspierał i chronił. Choć Miki tęskniła za matką, wyrosła na zdrową i szczęśliwą dziewczynkę. Oczywiście Yayoi nie mogła tego wiedzieć.
Kiedy Miki spotkała się z matką, która przybyła z przeszłości, powiedziała jej „Dziękuję, że mnie urodziłaś".
Całkowicie odwrotną reakcją byłoby pytanie: „Dlaczego mnie urodziłaś?". Nigdy nie wiadomo, co by się stało, gdyby Miki dorastała w zupełnie innym otoczeniu - gdyby po śmierci matki nie miała przy sobie Nagarego i Kazu i nie mogła na nikim polegać.
Przez wódkę nigdy się nie ożenił i niczego większego w życiu nie dorobił. Ale od dziesięciu lat już nie pił. Lekarze mu zabronili.
Teraz trochę żałował, bo chętnie wychyliłby jednego za księdza. Niech mu ziemia ciężką będzie.
...A wiesz, kto rozpuszczał takie podłe plotki i oskarżenia? Nieudacznicy, którzy sami niczego nie osiągnęli i nie osiągną. Sami są nikim i przeszkadza im to, że komuś się chce. To jest tak jak z aktorami, sportowcami lub pisarzami. Wszyscy lepiej napisaliby książkę, lepiej namalowali obraz, celniej kopnęli piłkę. Wszyscy tacy, kurwa, zajebiści specjaliści. Zazdroszczą innym sukcesu, bo sami siedzą w domu, oglądają Na Wspólnej albo inny Klan i tak im mija życie. Podobnie jest z ludźmi, co obrabiają dupę mojemu ojcu i innym wychowawcom. Oni też gówno wiedzą, gówno zrobili, ale do rzucania fałszywych oskarżeń są pierwsi. Nie pozwolę oczerniać mojego ojca, bo na to nie zasłużył. Robił swoje i robił to dobrze.
Dzieci, rodząc się, nawiązują pierwszą relację, jakby oddają klucz do swojego serca. I tylko ta pierwsza osoba – rodzic biologiczny, czy ten, kto był z dzieckiem od początku – wie, jak zarządzać tym kluczem, gdzie on jest, jaki ma kształt, albo też nie wie, bo go to nie interesuje. Adopcja czy piecza zastępcza to przyjęcie pod swój dach i pokochanie dziecka, do którego serca klucz leży w ręku innej osoby.
Kiedy człowiek spędza dzieciństwo w sierocińcach i rodzinach zastępczych, nigdy nie bierze niczego za pewnik (...).
Z przeszłości pamiętał niewiele. Nie wiedział, skąd pochodzi ani jak się znalazł w tym mieście. Słyszał, że na świecie są inne miasta, jednak chyba nigdy w żadnym nie był.
Pamiętał bicie. Bito go często. Czasem płakał, ale potem się do tego bicia przyzwyczaił. Najwięcej bił ten pan, co dawał cukierki. Ale bili też inni chłopcy.
Nikt z bidula nie mógł powiedzieć, że potrafi ułożyć sobie życie. Każdy miał problemy, z którymi nie potrafił sobie poradzić.
Jedni popełniali samobójstwo. Kolejni wpadali w alkoholizm i przepijali swoje życie. Inni zaczynali się znęcać nad słabszymi. Kto był bity, będzie bił. Taka jest zasada.