cytaty z książek autora "Marta Matyszczak"
No bo sami powiedzcie, czym my, biedne psy, zasłużyliśmy sobie na taką litanię? Psia twoja mać. Pogoda pod psem. Nienawidzić kogoś jak psa. Zimno jak w psiarni. Zejść na psy. (Moim zdaniem niejednemu by się przydało). I najlepsze: Łże jak pies. Czy ktoś widział kiedyś, żeby jakiś pies kłamał? To było wbrew logice i rozsądkowi.
Bo, jak nauczyliśmy się z Różą z filmu Mała miss, na tym świecie istnieją albo wygrani, albo przegrani. A przegrani to ci, którzy nawet nie próbują.
Chociaż przyznam się bez bicia, że jakbym już takiego kocimocza dorwał, to sam bym nie wiedział, co z nim począć. Zeżreć bym się brzydził. Ugryźć to niehumanitarnie. Naszczekać do rozsądku - to i tak nie zrozumie.
Wieści roznosiły się w tej kamienicy szybciej niż owsiki w przedszkolu.
Tymczasem nazwijcie mnie Paulo Coelho, ale byłem zdania, że nie można się przejmować tym, co ludzie o nas mówią, bo ludzi jest na świecie jakieś siedem miliardów i każdy papla co innego.
Przeczytał kiedyś, na jakimś murze wypisany sprejem napis, że samotność to piękna rzecz, ale potrzeba kogoś, komu można powiedzieć, że samotność to piękna rzecz. Coś w tym było.
Powiadają, że od bezdomności każdego dzieli kilka, wcale nie tak wielkich kroków.
- Dokądś się wybierasz? - zdziwił się Szymon. - No - odparła pełnym zdaniem Róża.
Co rusz słyszało się o wykupywaniu mazurskich ziem przez przyjezdnych, najczęściej jakichś celebrytów, muzyków, bogaczy, którzy stawiali sobie wypasione rezydencje nad jeziorem, a potem przyjeżdżali do nich na góra dwa tygodnie w czasie wakacji.
Tuż przed północą podeszłam do szafy, otworzyłam sobie łapą jej przesuwne drzwi i hyc - wskoczyłam na półkę. Rozwaliłam się jak Rosja na mapie na kaszmirowych sweterkach Ginterowej i byłam gotowa do porodu.
Lecz najwyraźniej Solańskiemu opatrzność poskąpiła inteligencji, w zamian dając wzrostu pod dostatkiem. "Wielki jak brzoza" - chciałoby się rzec. A i co do kozy mu niedaleko.
Psia obstawa to podstawa!
Ludzina dyskutowała o morderstwie, a ja skupiłem się na rzeczach naprawdę istotnych. Czyli szamaniu.
Pierwszy rząd zarezerwowano dla kremów de la kremów lokalnego światka. Na samym środku z wyciągniętymi nogami siedział rozwalony jak polski system prawny ksiądz.
Człowieki gapiły się na mnie z otwartymi buziami, jakby dotąd nie widziały takiego pięknego kundelka jak ja.
Pan doktor sobie zje - przyzwoliła. - Żeby mu się wyrównał poziom krwi w czekoladzie.
Róży się nie powiodło. Zahaczyła nogą o taśmę, wyszarpnęła ją, wywinęła orła i wylądowała nosem w klepkach, które pamiętały jeszcze czasy, gdy Edward Gierek przemawiał po sąsiedzku w Spodku do członków partii.
(...) samotność to piękna rzecz, ale potrzeba kogoś, komu można powiedzieć, że samotność to piękna rzecz.
Musicie wiedzieć o mnie coś jeszcze. Ja zawsze wszystko widzę! Mimo że mam zaćmę. Jeśli nie w standardowy sposób, to przynajmniej trzecim okiem niezawodnej psiej intyucji.
Gdzie te czasy, gdy Solański traktował Kwiatkowską jak kumpla, z którym można skoczyć na piwo, omówić zaliczenie panienki i urządzić konkurs bekania?
- Piłem w Spale, spałem w Pile, heeej, o hej!
Na domiar złego Róża darła się z przedniego siedzenia. Wokal też nie był jej najmocniejszą stroną.
- Piłem w Szczawnicy - kontynuowała własną wersję piosenki. - Szcz...
- Róża! - oburzył się Solański. Raczej na formę, nie na treść.
- ...w piwnicy - dokończyła wers.
Szymon, z doświadczenia zdobytego w relacjach ze swoją zmarłą żoną oraz Różą, doskonale wiedział, ile może ważyć przeciętna damska torebka. Tonę. Albo i ze dwie.
Biedziłem się właśnie nad prawą przednią łapą, gdy Solański wpadł do naszego pokoju.
- O! - wrzasnął. - Jesteście.
Byliśmy. Tego się ukryć nie dało”.
Skoro dopuścił się fałszerstwa spożywczego, mógł także zabić.
Solański z angielskim dżentelmenem miał tyle wspólnego, że też lubił piwo.
Biada więc wszystkim Anetkom tego świata.
Ní raibh grá mór nach bhfuil ach amháin tar éis fuath mór - Nigdy nie było wielkiej miłości, która by nie poprzedzała wielkiej nienawiści.
Chwyciła się oburącz za brzuch. Zgięła wpół. I zaczęła wyć. Początkowo nie byłem pewny, co się tu odjaniepawla.
Solański może i był przystojny, ale, jak to mówią, na swój sposób.
Od pierwszego kopa ją znielubiłem. Wiem, wiem, nie oceniaj książki po okładce i tak dalej, i tym podobne. Tere-fere kuku, strzela kocimocz z łuku!