Najnowsze artykuły
Artykuły„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1
ArtykułyNowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać91
ArtykułyWielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2
ArtykułyNie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać54
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Wolfgang Hilbig

Źródło: Oficyna Wydawnicza Atut, fot. Jürgen Bauer
Pisze książki: literatura piękna, czasopisma
Urodzony: 31.08.1941Zmarły: 02.06.2007
Wolfgang Hilbig (urodzony w 1941 w Meuselwitz, zmarł 2.06.2007 w Berlinie) dorastał w domu dziadka, który po wyjeździe z Polski osiadł w saksońskim zagłębiu węgla brunatnego. Uzyskał kwalifikacje tokarza, był narzędziowcem, pomocnikiem ślusarza, sprzątaczem w gospodzie, a od 1970 roku przez 10 lat palaczem w Meuselwitz i Berlinie Wschodnim. Od 1981 roku uprawiał pisarstwo jako wolny zawód. W roku 1985 przesiedlił się do Republiki Federalnej Niemiec.
Hilbig był samoukiem, kształcił się na kursach w kołach piszących robotników i na seminariach poetyckich. Po wielokrotnych wykluczeniach z takich kursów z powodu "niewłaściwych" wypowiedzi politycznych zrezygnował z prób zaistnienia jako autor na terenie NRD. Przez 15 lat pisał do szuflady. Opublikowanie jego pierwszego tomiku poezji abwesenheit (nieobecność) w RFN miało zostać udaremnione przez aresztowanie autora. Hilbig zyskał rozgłos dzięki swoim opowiadaniom, jak m.in. Die Weiber, Alte Abdeckerei, Die Angst vor Beethoven, Aufbrüche.
Był - według jednego z krytyków - "ekspertem w sianiu wątpliwości różnego rodzaju", całą uwagę skupiał na tym, "co niepewne, a ambicję - na próbach sformułowania tego".
Wolfgang Hilbig otrzymał wiele nagród, m.in. nagrodę literacką Kranichsteiner-Literaturpreis (1987),nagrodę im. Ingeborgi Bachmann (1989),Berlińską Nagrodę Literacką (1992),Bremeńską Nagrodę Literacką (1994),Nagrodę Wolnej Saksonii im. Lessinga (1997) i Nagrodę im. Georga Büchnera (2002). http://
Hilbig był samoukiem, kształcił się na kursach w kołach piszących robotników i na seminariach poetyckich. Po wielokrotnych wykluczeniach z takich kursów z powodu "niewłaściwych" wypowiedzi politycznych zrezygnował z prób zaistnienia jako autor na terenie NRD. Przez 15 lat pisał do szuflady. Opublikowanie jego pierwszego tomiku poezji abwesenheit (nieobecność) w RFN miało zostać udaremnione przez aresztowanie autora. Hilbig zyskał rozgłos dzięki swoim opowiadaniom, jak m.in. Die Weiber, Alte Abdeckerei, Die Angst vor Beethoven, Aufbrüche.
Był - według jednego z krytyków - "ekspertem w sianiu wątpliwości różnego rodzaju", całą uwagę skupiał na tym, "co niepewne, a ambicję - na próbach sformułowania tego".
Wolfgang Hilbig otrzymał wiele nagród, m.in. nagrodę literacką Kranichsteiner-Literaturpreis (1987),nagrodę im. Ingeborgi Bachmann (1989),Berlińską Nagrodę Literacką (1992),Bremeńską Nagrodę Literacką (1994),Nagrodę Wolnej Saksonii im. Lessinga (1997) i Nagrodę im. Georga Büchnera (2002). http://
8,3/10średnia ocena książek autora
15 przeczytało książki autora
55 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Pić się chce. Opowiadania Wolfgang Hilbig 
9,0

Jest wiosna, duch młody i pąki i wszystko ma się zazielenić, to przecież doświadczenie, wspomnienie cudowne i wzruszające. Tymczasem w melancholii nocy rozgwieżdżonej idealizmem, z którego dobywa się jakby cichy śpiew, oglądam sobie Miami Open i Pić się chce. Opowiadania takie. Upojny, chwiejny strumień myśli. Rzeczywistość kryje się w zimnej jak lód oddali. Gdzieś za krzywizną Ziemi czai się sen. Powoli gasnę przy rześkim wietrze wpływającym przez uchylone okno wraz z poświatą, milczący anioł. Przymyka me oczy. Tak czuję na powiekach zmęczonych kojący dotyk śnieżnobiałych palców kościstej dłoni i mknę przez przestrzenie rozmigotanych mgieł na turkoczącym wozie wśród pokrzykiwań i trzasków bata wprost pod gospodę, gdzie konie zamieniają się w kamień. I leje się kufel za kuflem w tej szczelnie zamkniętej knajpie przed słodkawym trupim zapachem niosącym się z fabryki wytwarzającej środki piorące, ściśnięty w tłoku tych cieni, papkowatych bladych plam w kształcie owalnym, bezkrwiste sylwetki. A pić się chce coraz bardziej i nim się spostrzegasz ocierasz się obwieszony ociekającym futerkiem walcząc o oddech wśród bulgoczących odgłosów, pochrząkiwania trytonów, chichotu nereid i wchłaniających pianę muszli w stanie rui. Do cholery z tym miastem. Migotanie wewnątrz, a całość twa ma wzór plastra miodu z siatki drucianej i ta konsystencja pozwala ci obrać kierunek posuwania się wprzód albo wstecz. Taka owadzia egzystencja tobie nie pasuje. I z takim uczuciem szczękając zębami docierasz wreszcie cudem na przystanek. Autobus nadjechał, no znasz ten numer, to chyba do pracy, gałęzie drzew wrastają w środek nocy. I coś tam pod nosem mamroczesz, o ważnym liście w kieszeni, by kupić u czarownicy kwiaty i udać się na cmentarz. Ty, nie ja. Wciśnięty z tyłu w siedzenie z wytartej ekoskóry, wsłuchany w warczący silnik, o który rozbija się światło lamp. Błyskające ogniem zakłady przemysłowe, autobus już się nie zatrzymuje i słychać jakby wściekły rechot olbrzyma, figury robotnika, monument na dachu jednej z fabryk, śmiech boga z czarnej stali. Autobus nagle zgasł. Cisza i ciemność. Zostałeś sam. Na zewnątrz łańcuch wiszącego światła na tle ciemnego nieba, budynek dworca. Zdumiewające światło słońca i siedzisz na dworcu, uciekł ci pociąg do Berlina, może na techno w Berghain, następny za 3h. Klapnąłeś w restauracji, nad tobą w bladej atmosferze nieba myśliwce przekraczają prędkość dźwięku, wibracje powietrza, obok przy stoliku dziewczynka je lody, ty piwo na nią wylewasz niechcący, lekka wrzawa, przesiadasz się na wyższe piętro tej restauracji, zamawiasz kawę i winiak, prawie pusta portmonetka, zbliża się katastrofa, czterdzieści jeden stopni czterdzieści sześć minut szerokości północnej, pięćdziesiąt stopni czternaście minut długości zachodniej, jeśli się nie mylę. Zawiewa, brudne firanki wydymają się do wewnątrz, statek dworca się przechyla. Tam na dole, wychodzę z ust w twojej głowie, bezkresna, szara, gładka przestrzeń. Wstrzymuję oddech i pobudka. Za uchylonym oknem rozkwita wesoło pieśń kosa, balsamiczna świeżość. Jest wiosna.
































