Do tej pory moją jedyną przygodą z Hellblazerem (oprócz filmu z Keanu) był run Warrena Ellisa, który mnie nie przekonał. Sięgając więc po dzieło Ennisa nie miałem zbyt dużych oczekiwań. Okazało się, że od lektury praktycznie nie mogłem się oderwać. Bardzo podobało mi się skupienie na relacjach z innymi ludźmi z otoczenia Johna, a nie na samej akcji i walce z demonami. Gdybym miał zastrzeżenia to jedynie do szaty graficznej, która delikatnie się postarzała i może do scenariuszowej jakości jednego bądź dwóch zeszytów. Komiks polecam. Jeżeli portfel pozwoli to z przyjemnością sięgnę po pozostałe tomy runu Ennisa.
Kolejny zbiór komiksów, których głównym bohaterem jest Constantin, tym razem autorem scenariuszy jest irlandczyk Garth Ennis.
Muszę powiedzieć że Ennis jako scenarzysta bardziej mi się spodobał niż Delano (autor poprzednich scenariuszy) oraz rysunki są też lepsze niż w poprzednich tomach, a przynajmniej mi osobiście się bardziej spodobały. Historię w porównaniu z poprzednim są mniej szalone i zakończenia wątków są bardziej satysfakcjonujące. Historie skupiają się mocno na bohaterze bo dotykają go osobiście. Przykładem jest tutaj próba poradzenia sobie z rakiem.
Bohater Constantin jest tutaj nadal cwaniakiem, bawidamkem i chamem. Ma jednak tutaj ludzką twarz. Pod skorupą cynizmu kryje się dobro. Próbuje nawet ustatkować sobie życie z kobietą. Constantin jest mniej punkiem (jak miało to miejsce w poprzednich tomach) w tym tomie, a bardziej cwaniako/detektywem i zdaje mi się że dojrzał bardziej.
Rysunki są surowe i czasem niedbałe, skupiają się często to twarzy głównego bohatera. Mi osobiście ten styl spodobał.
Polecam każdemu fanowi Constantina ten tom. Dostarczy wam wiele frajdy.