Miłość po wojnie. „Tristan 1946” Marii Kuncewiczowej
Powieść Marii Kuncewiczowej „Tristan 1946” to utwór o miłości w powojennej Europie, w której niedawna przeszłość ciążyła nad wszystkimi, przyszłość budziła niepokój, podziały klasowe były jeszcze wyraźne i panował strach przed emigrantami. A jednak miłość połączyła dwoje młodych bohaterów.
To wspaniałe, że książka ukazuje się w nowym wydaniu i w ten sposób ma szansę dotrzeć do nowych czytelników. Utwór ten należy do polskiej klasyki powieściowej, podobnie jak opublikowana po raz pierwszy w 1936 roku „Cudzoziemka”, również przypomniana niedawno przez wydawnictwo Marginesy.
„Tristan 1946” odnosi się do wielkiego europejskiego mitu o miłości. Miała swoje opowieści miłosne starożytność, w mitologii greckiej mowa jest o wielkich podbojach Zeusa, zazdrosnej Herze i kolejnych dzieciach spłodzonych z pomniejszymi boginkami i zwykłymi kobietami. Opowiadano też o Filemonie i Baucis, wiernym, dozgonnie kochającym się małżeństwie, czy o pięknej miłości pasterskiej Dafnisa i Chloe. Opowieść o Tristanie i Izoldzie należy do dużo młodszych mitów celtyckich. Utrwalali go różni autorzy w XII i XIII wieku, ale w tej chwili powszechnie funkcjonuje w opracowaniu francuskiego filologa Josepha Bédiera, który nadał mu kształt zbliżony do powieści. Izolda pochodzić miała z Irlandii, a Tristan miał być siostrzeńcem króla Marka władającego Kornwalią.
Maria Kuncewiczowa pod koniec II wojny światowej osiadła wraz z mężem w Kornwalii i przekonała się, że wciąż pamięta się tam o Tristanie i Izoldzie. Poznała pasjonata dawnej opowieści, usłyszała, że wciąż pokazuje się miejsca, gdzie żeglować miał Tristan. To mocno poruszyło wyobraźnię pisarki. Jednocześnie na jej oczach zaczęła się rozgrywać prawdziwa historia miłosna. Jej syn Witold zakochał się z wzajemnością w przyszłej znakomitej aktorce szkocko-irlandzkiego pochodzenia Eileen Herlie. Wszystkie powieści Marii Kuncewiczowej opierają się w pewnym stopniu na jej własnych przeżyciach, ale literacka fikcja rządzi się własnymi prawami. Kuncewiczowa spędziła okres wojny na Zachodzie, działając bardzo aktywnie na rzecz sprawy polskiej, a Witold pływał na okrętach podwodnych.
Powieściowi bohaterowie są inni. Matka głównego bohatera to nieco narcystyczna Wanda, mimo dojrzałości – piękna i pociągająca, ale trochę bierna. Tristanem jest jej syn Michał, który spędził wojnę w Polsce i nosi w sobie bagaż tragicznych przeżyć okresu okupacji. Spotkanie dwojga młodych, Michała i Kathleen (która jest współczesnym wcieleniem Izoldy), jest próbą syntezy doświadczeń wchodzącego w powojenne życie pokolenia. Młodzi są pokazani jako ludzie, którzy nie wierzą w przyszłość, nie snują planów na temat tego, czym będą zajmować się za kilka lat. Współczesny Tristan jest trochę nieobliczalny, a nawet amoralny i tajemniczy dla tych, którzy nie rozumieją, że jego dziwne zachowania są wynikiem wojennej traumy. Michał, mimo licznych talentów muzycznych i plastycznych, nie myśli o zdobyciu wykształcenia, które pozwoliłoby mu na stabilizację czy karierę na Zachodzie. To sprawia, że młodzi poddają się miłości bez żadnych kalkulacji, po prostu podążają za romantycznym impulsem, nie zastanawiając się, gdzie i z czego będą żyli. Są więc idealnymi kochankami i z łatwością pokonują bariery, które dla starszych są dużo trudniejsze. Nawet pierwszy mąż Kathleen, znany profesor, z początku ulega czarowi młodych: oboje są piękni i bezinteresowni.

Pojawienie się innej kobiety pozwala Wandzie lepiej zrozumieć syna, który dojrzał podczas wojny i zjawił się u niej nagle już jako mężczyzna. On z kolei nie chce widzieć w niej matki, lecz przyjaciółkę, gdyż myśli wciąż o Annie, wojennej partnerce ojca, która zginęła w kraju, a była mu emocjonalnie dużo bliższa niż Wanda. W utworach Marii Kuncewiczowej związki między rodzicami a dziećmi zawsze są przedstawiane jako skomplikowane. Już jej debiut z 1927 roku, utwór „Przymierze z dzieckiem”, wywołał skandal, gdyż pokazywał kobietę, która urodziła dziecko, ale z trudnością akceptuje rolę matki. Musi do niej dorosnąć. A przecież do tej pory dość powszechne jest przekonanie, że miłość macierzyńska jest bezwarunkowa i instynktowna. W „Cudzoziemce” głównym motywem jest relacja odgrywającej się za swoje życiowe niepowodzenia matki, niezrealizowanej artystki, z jej dorosłą już córką. W „Tristanie 1946” pojawienie się Kathleen nie budzi zazdrości Wandy. Relacja z Michałem jest dla niej trudniejsza, bo byli rozdzieleni, nie mogła obserwować, jak syn przestawał być dzieckiem.
W celtyckim micie o Tristanie i Izoldzie miłość między przyszłą żoną króla a jego młodym siostrzeńcem wybucha z powodu miłosnego napoju, który pomyłkowo wypijają razem na statku żeglującym z Irlandii do Kornwalii. Miał to być miłosny eliksir przeznaczony na noc poślubną, aby zapewnić małżeństwu wzajemne uczucie. Co mogła zrobić polska pisarka w racjonalnym XX wieku, w którym nie wierzyło się już w cudowne eliksiry? W powieści miłosnym napojem jest muzyka z płyty, a konkretnie symfonia Césara Francka, Belga związanego z francuskim nurtem muzyki romantycznej. Maria Kuncewiczowa nie chciała nawiązywać do opery Richarda Wagnera „Tristan i Izolda” ze względów, które po II wojnie wydawały się oczywiste – do Wagnera odwoływali się naziści, a w operze cała akcja wiedzie do patetycznej śmierci dwojga kochanków. Także w zakończeniu książki Bédiera kochankowie umierają, a ich śmierć jeszcze raz potwierdza głębokie uczucie. W powieści dzieje się inaczej.
Celtowie to tajemniczy lud, który pozostawił swoje ślady w Irlandii, Anglii, w północnej Francji, w Niemczech, ale ślady celtyckie spotykane są także na ziemiach polskich. Gdy Juliusz Słowacki usiłował wymarzyć sobie dawną kulturę nad Wisłą – inspirował się Celtami. Jest to mitologia wspólna dla barbarzyńskiej Europy, obejmująca wiele współczesnych narodów i łącząca różne ludy.
Powieść Kuncewiczowej „Tristan 1946” ukazała się po raz pierwszy po polsku w 1967 roku. Praca nad nią zajęła wiele lat. W tym czasie pisarka najpierw z Anglii przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, tam wykładała po angielsku literaturę polską, a potem zdecydowała się na powrót do ukochanego Kazimierza nad Wisłą, gdzie pozostał jej dom. W tym czasie w Stanach jej syn Witold rozstał się z Eileen Herlie, która dzięki udziałowi w filmach amerykańskich stała się międzynarodową gwiazdą kina. Maria Kuncewiczowa łączyła wielkie nadzieje z opublikowaniem tej powieści w innych językach i sama, z pomocą zaufanej redaktorki, przetłumaczyła ją na angielski. Włożyła w to wiele trudu, wierząc, że jej utwór pozwoli zachodnim czytelnikom na lepsze zrozumienie psychicznych skutków II wojny w naszej części Europy, podczas gdy we Francji i w Wielkiej Brytanii Wielką Wojną nazywa się tę z początku XX wieku.
Nadzieje pisarki na to, że „Tristan 1946” wytłumaczy zachodnim odbiorcom polskie traumy okresu okupacji, nie do końca się spełniły. Powstała interesująca powieść, jedna z najciekawszych w dorobku Marii Kuncewiczowej.
Książka „Tristan 1946” jest już dostępna w sprzedaży online.
Artykuł sponsorowany
Tagi i tematy
komentarze [16]
W Teatrze Polskim w Poznaniu jest świetny spektakl według " Cudzoziemki" w reżyserii Katarzyny Minkowskiej w genialną rolą Alony Szostak. To potwierdza ,że Kuncewiczowa może być aktualna i ważna dziś, bo dotyka wielu kwestii dotyczących nas teraz.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam

