-
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2
Oświadczenie wydawnictwa WasPos w sprawie „Baśni braci Grimm. Oryginalnych”
W związku z artykułem „Nadpisane w tłumaczeniu. Krótka historia „Baśni braci Grimm” wydawnictwa WasPos”, który ukazał się 15 grudnia, publikujemy oświadczenie wydawnictwa WasPos wyjaśniające zaistniałą sytuację.
Oświadczenie wydawnictwa WasPos w sprawie „Baśni braci Grimm. Oryginalnych”
15 grudnia 2018 roku prof. Eliza Karmińska opublikowała krytyczną analizę wydanych przez nas miesiąc wcześniej „Baśni braci Grimm. Oryginalnych”. Jakkolwiek chcielibyśmy w niniejszym tekście odnieść się nie tylko do tamtego artykułu, ale i całej opisywanej w nim sytuacji, wszystkich zainteresowanych odsyłamy do jego treści. Pani profesor zaprezentowała w nim nie tylko profesjonalny warsztat translatorski, ale i, w przeważającej większości przypadków, wiernie naszkicowała zaistniały stan faktyczny.
My natomiast – ze względu na potrzebę ostatecznego wyklarowania sytuacji – jako strona słusznie oskarżana chcielibyśmy uzupełnić jej analizę o nasze stanowisko w tej sprawie. Wiele słów już padło, ale też wiele jeszcze można by dodać. Dlatego musieliśmy wyselekcjonować zagadnienia, na których się skupimy. Zamknęliśmy je w czterech grupach zarzutów i problemów.
1. Treść "Baśni" jest łudząco podobna do dokonanego w 2014 roku przez prof. Jacka Zipesa przekładu z języka niemieckiego na angielski.
Prof. Karmińska wyczerpująco przedstawiła najjaskrawsze przykłady tych podobieństw, na typowo angielskiej składni począwszy i na charakterystycznym dla prof. Zipesa stylu kończąc. Jej podejrzenia oczywiście były zasadne, natomiast skala poczynionego przez nas błędu – karygodna. Faktycznie bowiem opublikowany przez nas pod tytułem „Baśnie braci Grimm. Oryginalne” zbiór był przetłumaczonym na język polski tekstem amerykańskiego autora.
Nie taki, rzecz jasna, był nasz zamiar i kiedy tylko poinformowano nas o problemie, w trakcie weekendu następującego bezpośrednio po publikacji dotyczącej „wątrobiej i krwawej kiełbasy”, wycofaliśmy ze sprzedaży wszystkie egzemplarze „Baśni”. Ostatecznie do rąk Czytelników trafiły 93 książki.
Okazało się, że wysłaliśmy do redakcji błędny plik.
Pomyłka ta wstrząsnęła nami dwojako. Przede wszystkim zdaliśmy sobie sprawę, że miesiące naszej ciężkiej pracy poszły na marne. Co więcej jednak – i to niepokoiło nas nawet bardziej – zrozumieliśmy, jak sytuacja taka wyglądać będzie z perspektywy aktywnej w Internecie społeczności translatorskiej. Spodziewaliśmy się oskarżeń o plagiat i te pojawiły się niemal od razu (czemu nie można się dziwić, na Waszym miejscu postąpilibyśmy tak samo). Bolało nas to o tyle, że WasPos – nie tylko jako wydawnictwo, ale przede wszystkim jako tworzący je ludzie – szacunek dla prawa autorskiego uważa za jeden z fundamentów zdrowego rynku wydawniczego.
Jest nam wstyd, że, nawet jeżeli był to tylko techniczny błąd, pod naszą egidą ukazała się taka publikacja.
Skąd jednak w ogóle na naszym dysku znalazł się plik z tłumaczeniem Zipesa? – pytali niektórzy. Odpowiedź jest rozczarowująco prosta, choć w niezbyt korzystnym stawiająca nas świetle. Stworzyliśmy go na własny użytek. Jak słusznie zauważono, jest to tłumaczenie pobieżne, niedokładne i pod każdym względem robocze. Nigdy nie zamierzaliśmy go rozpowszechniać, a powstało wyłącznie celem zdywersyfikowania i porównania podejść do samej idei tłumaczenia prozy tak wymagającej jak bracia Grimm. Był to tekst niejako subsydiarny, przygotowany na wczesnym etapie prac.
Tłumaczenie oryginalnego, niemieckiego tekstu odbywało się na jednym komputerze. Bez kopii zapasowych. Bez zapisów w chmurze. Dziś wiemy, że to dramatyczny wręcz błąd, karygodne organizacyjne niedopatrzenie i nieakceptowalne ryzyko przy tak długodystansowym projekcie... ale nie pomyśleliśmy o tym wtedy. W którymś momencie, podczas jednego z końcowych etapów prac, nadpisaliśmy plik tłumaczeniem Zipesa.
Wyciągnęliśmy z tej sytuacji bolesne wnioski, zmieniliśmy i zabezpieczyliśmy na przyszłość procedurę pracy edytorskiej, jednak z utraconych tłumaczeń „Baśni” zostały tylko urywki, część których opublikowaliśmy na fanpage'u wydawnictwa.
Teraz za lekkomyślność płacimy utraconymi pieniędzmi, nerwami i zszarganą na własne życzenie reputacją. Mamy tego świadomość.
2. Jakość opublikowanego tekstu, niedostateczne kompetencje osób zaangażowanych w jego opracowanie i dopisywanie brutalnych fragmentów.
Treści wydanego przez nas tłumaczenia „Baśni” bronić nie zamierzamy, bo treść ta na obronę nie zasługuje. Jak wykazaliśmy powyżej, świadomie nigdy nie oddalibyśmy go do druku.
Cała sytuacja jednakże (a przede wszystkim postawa pani prof. Elizy Karmińskiej) każe nam przypuszczać, że są w Polsce fachowcy, którzy będą w stanie wyzwaniu przetłumaczenia „Baśni” podołać na najwyższym możliwym poziomie. Ze wszystkich możliwych do przetłumaczenia książek wybraliśmy akurat „Baśnie” ze względu na szczególny sentyment, jaki dla nas i wielu czytelników się z nimi wiąże. Nie będzie jednak przesadą przyznać, że czas pokazał, iż postawiliśmy przed sobą zadanie przewyższające nasze możliwości.
Gdybyśmy dysponowali utraconym plikiem z naszym własnym tłumaczeniem, zapewne udałoby nam się oddalić oskarżenia o plagiat. Być może nawet dowiedlibyśmy własnego zaangażowania i pasji, które znalazły swoje odzwierciedlenie w naszej pracy. Obiektywnie jednak patrząc, warsztatowo nie dotrzymalibyśmy kroku pani profesor.
W całym tym zamieszaniu warto pamiętać, że dla nas – prawdopodobnie dla nas wszystkich, tak piszących, jak i czytających te słowa – najważniejsza jest literatura. Dlatego ostatecznie oświadczamy, że wydawnictwo WasPos wycofuje się z zamiaru opublikowania polskiego przekładu „Baśni braci Grimm”. Zamiast tego z nadzieją wyczekujemy premiery opracowania przygotowywanego przez panią prof. Karmińską.
Nie możemy jednak przejść do porządku dziennego nad dwoma jeszcze zarzutami, które przed nami postawiono. Po pierwsze – kwestia dopisywania niewystępujących w oryginale brutalnych (czy wręcz sadystycznych) scen. Fragmenty takie rzeczywiście pojawiły się w tekście, mimo że wcale nie powinny się w nim były pojawić. Jest to niestety pokłosie zlecania nieodpowiednich zadań nieodpowiednim osobom, a właściwie jednej z osób pracujących nad roboczym przekładem z prof. Jacka Zipesa. Zbrutalizowane sceny pojawiają się wyłącznie w tłumaczeniach jednego z naszych – teraz już byłych – współpracowników.
Wyczerpująco już w przywołanym artykule pani profesor zostało dowiedzione, że przekład ten wadliwy był na wielu polach, od detali po kwestie fundamentalne. I niepotrzebna brutalizacja, jest właśnie jedną z tych fundamentalnych kwestii. Abstrahując już od tego, że tekst miał nigdy nie zostać opublikowany, tak swobodne podejście do materiału źródłowego nie zasługuje na aprobatę. My też w pewien sposób czujemy się oszukani. Wyciągnęliśmy już z zaistniałej sytuacji konsekwencje natury personalnej. Wszystkich, którzy poczuli się okrucieństwem tych scen dotknięci, szczerze przepraszamy. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda nam się uniknąć podobnie brzemiennych w skutkach błędów kadrowych.
Wyjaśnienia wymaga jedna jeszcze kwestia. W ferworze ostatnich wydarzeń wiele oskarżeń, głównie tyczących się jego profesjonalizmu, padło pod adresem naszych redaktorów, między innymi pana Patryka Bagazińskiego. Jest on osobą w sprawie o tyle niewinną, że pomimo iż nazwisko jego faktycznie znalazło się w kolumnie „Redakcja i korekta”, w ogóle nie powinno się było tam znaleźć. Od umowy z nim odstąpiliśmy już w sierpniu, a umieszczenie jego nazwiska w ramach zespołu pracującego nad „Baśniami” jest nie tylko przeoczeniem, ale też oczywistym, dokonanym przez nas naruszeniem prawa do przetwarzania jego danych osobowych. Pan Patryk zwrócił się do nas w tej sprawie i obecnie prowadzimy rozmowy, mające na celu polubowne rozwiązanie sporu.
Użyte przez nas na stronie redakcyjnej „Baśni” sformułowanie „Redakcja i korekta” było nieprecyzyjne i faktycznie mogło wprowadzać w błąd. Dlatego dodać również należy, że pani Małgorzata Igras nie uczestniczyła w pracach redakcyjnych, skupiając się wyłącznie na korekcie tekstu.
Publicznie nie uchylamy się przed odpowiedzialnością, ale jednocześnie wierzymy, że uda się nam dyskusję wokół „Baśni” utrzymać w złotym środku pomiędzy skrajnościami ocen i ochronić tych, którzy ucierpieli w niej niesłusznie.
3. Komunikacja w mediach społecznościowych
Nie zachowaliśmy się tak, jak należałoby się zachować w zaistniałych okolicznościach. Mamy świadomość, że zachowanie fanpage'a wydawnictwa WasPos w ostatnim czasie pozostawiało wiele do życzenia. Na to nie ma logicznego uzasadnienia. Jest tylko emocjonalne. Pracujemy jako zespół i jako zespół ponosimy za ten fakt odpowiedzialność. Dla wszystkich nas w wydawnictwie ostatnie trzy tygodnie były czasem trudnym i stresującym. Nie wszyscy i nie zawsze na polu komunikacji utrzymywaliśmy takie standardy, jakie utrzymywać byśmy chcieli.
Była to pierwsza taka sytuacja kryzysowa i początkowo wprawiła nas w niemałą dezorientację. Między innymi dlatego dopiero teraz formułujemy należytą odpowiedź na krytyczną analizę pani profesor.
Niektóre aktywności podejmowane ostatnio przez fanpage wydawnictwa WasPos nie były przemyślane. Znaleźli się zapewne wśród Was i tacy, którzy osobiście poczuli się urażeni. Tych przepraszamy najmocniej. Wraz z publikacją niniejszego oświadczenia chcemy otworzyć nowy rozdział naszej historii, jednocześnie zamykając ten niechlubny, noszący tytuł „Baśni braci Grimm”.
Jesteśmy pod wrażeniem zapału, z jakim niektórzy przedstawiciele społeczności wydawniczej stanęli w obronie standardów translatorskich. Dziękujemy tym, którzy potrafili bronić ich, zachowując spokój i kulturę. Nie chowamy urazy do tych, którzy dali ponieść się emocjom. Jeżeli my daliśmy się im ponieść, prosimy o wybaczenie.
Jednego wszakże nie możemy nie wyjaśnić. Oskarżano nas bowiem i o to, że zamiast stawać z podniesioną przyłbicą, chowamy się za fałszywymi tożsamościami, za tzw. „fake-kontami”. Wiemy o koncie „Marcina Kasprzaka”, które stworzone zostało, kiedy sprawa zaczęła nabierać rozpędu. Być może kont takich było więcej. Nasze wydawnictwo nie zwykło jednakże w ten sposób prowadzić dyskusji ze społecznością, nawet w okolicznościach wyjątkowych. Podpisujemy się pod tym, co mamy do powiedzenia – czego dowodem jest między innymi niniejsze oświadczenie.
Nie posiadamy niestety wiedzy, kto stał za aktywnością wspomnianych „fake-kont”. Jednak w związku ze sprawą „Baśni” otrzymaliśmy kilkanaście maili i wiadomości od osób zapewniających nas o swoim poparciu. Podejrzewamy, że ktoś opacznie pojmujący internetową anonimowość chciał nam pomóc w ten sposób, wyświadczając nam niestety niedźwiedzią przysługę.
Mamy nadzieję, że takie sytuacje nie powtórzą się w przyszłości, choć z oczywistych względów nie możemy za to ręczyć. Gdyby na Facebooku pojawiły się podobne „fake-konta”, prosimy o kontakt. Bardzo zależy nam na przywróceniu czysto merytorycznego i profesjonalnego charakteru wymiany myśli w społeczności wydawniczej.
Ponadto z dniem dzisiejszym odblokowujemy na fanpage'u wydawnictwa WasPos wszystkie „zbanowane” w ostatnim czasie konta i odstępujemy od polityki usuwania komentarzy. W ostatnich tygodniach nadużyliśmy tych narzędzi, w przyszłości zamierzamy sięgać po nie jedynie w okolicznościach wyjątkowych, rażąco zagrażających standardom kultury dyskusji w Internecie.
4. Rekompensata
Po konsultacjach z osobami, które kupiły książkę i czują się pokrzywdzone, odkryliśmy, że brakuje wśród osób tych zgody co do sposobu zadośćuczynienia. Chcielibyśmy, żeby na koniec dnia nikt nie pozostał nieusatysfakcjonowany, dlatego wszystkie osoby oczekujące rekompensaty za nieudany zakup prosimy o kontakt mailowy na adres basniebracig@gmail.com. Postaramy się indywidualnie podejść do potrzeb każdego z klientów. Czy to przez zwrot pieniędzy, czy też przez wysyłkę darmowych książek, na pewno znajdziemy jakieś wyjście z tej sytuacji.
Podsumowanie
Dziękujemy tym, którzy nie stracili wiary w naszą uczciwość. Rozumiemy tych, którzy w trosce o standard rynku wydawniczego poddali ją w wątpliwość. Szczególne wyrazy uznania kierujemy do pani prof. Elizy Karmińskiej. Za czujność, której nam zabrakło. Wierzymy, że nadszarpnięte zaufanie uda się z czasem odbudować.
Na koniec zostawiliśmy to, co najważniejsze. Tego, który w tym zamieszaniu jest najważniejszy. Bardzo zależy nam na wyjaśnieniu całej sytuacji prof. Jackowi Zipesowi. Jeśli ktoś z Was, w kontekście sprawy „Baśni”, nawiązał już z kontakt z profesorem, bylibyśmy niezmiernie zobowiązani za zreferowanie pełnego obrazu tego nieporozumienia i przyjęcie na siebie de facto roli mediatora. My sami, gdyby sprawa okazała się warta zainteresowania i czasu pana profesora, gotowi jesteśmy wszystko wyjaśnić również jemu w korespondencji bezpośredniej.
właściciel wydawnictwa WasPos
Agnieszka Przyłucka
komentarze [106]
Dawno dawno temu, w najwyzszej komnacie w najwyzszej wiezy znajdowal sie jeden komputer a na nim jeden jedyny plik z bezcennym tlumaczeniem. Tlumacz, redaktor i korektor uzgadniali miedzy soba liste kolejkowa kiedy kto ma prawo na tym komputerze pracowac, poniewaz nie wiedzieli o czyms takim jak wspolpraca i email. I przyszedl zly smok i nadpisal ten jeden jedyny plik na jednym jedynym komputerze i dane poszly sie bujac. A moral z tego taki drogie dziatki, ze nie dajcie sobie wmowic, ze w dzisiejszym procesie wydawniczym nie ma pieniedzy na jeden jedyny drive USB zeby moc stworzyc kopie zapasowa a sa pieniadze na beznadziejne najezone bledami tlumaczenie z angielskiego ktore to tlumaczenie ma rzekomo pomoc w stworzeniu idealnego niemieckiego tlumaczenia. Ktos tu kit wciska.
Dawno dawno temu, w najwyzszej komnacie w najwyzszej wiezy znajdowal sie jeden komputer a na nim jeden jedyny plik z bezcennym tlumaczeniem. Tlumacz, redaktor i korektor uzgadniali miedzy soba liste kolejkowa kiedy kto ma prawo na tym komputerze pracowac, poniewaz nie wiedzieli o czyms takim jak wspolpraca i email. I przyszedl zly smok i nadpisal ten jeden jedyny plik na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBardzo czekałam na oryginalne tłumaczenie Baśni Grimmów, po przeczytaniu dwóch zdań wiedziałam, że to nie to. Co do oświadczenia, jak się robi coś byle jak to lepiej się przyznać a nie szukać wymówek, ze źle przesłanym dokumentem, niezapisanym i znikającym plikiem. A jakie powinno być zadośćuczynienie? Rekompensata poniesionych kosztów minimum.
Bardzo czekałam na oryginalne tłumaczenie Baśni Grimmów, po przeczytaniu dwóch zdań wiedziałam, że to nie to. Co do oświadczenia, jak się robi coś byle jak to lepiej się przyznać a nie szukać wymówek, ze źle przesłanym dokumentem, niezapisanym i znikającym plikiem. A jakie powinno być zadośćuczynienie? Rekompensata poniesionych kosztów minimum.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamtłumaczenie kuriozalne. Absurdalne i naiwne. Pokazujące, że wydawnictwo ma ludzi za idiotów, że takie wyjasnienie przyjmą.
tłumaczenie kuriozalne. Absurdalne i naiwne. Pokazujące, że wydawnictwo ma ludzi za idiotów, że takie wyjasnienie przyjmą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam nadzieję, że zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne i będą na tyle dotkliwe, by Waspos mocno je odczuło, przestało nazywać się wydawnictwem i szybciutko zniknęło (na zawsze) z rynku.
Mam nadzieję, że zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne i będą na tyle dotkliwe, by Waspos mocno je odczuło, przestało nazywać się wydawnictwem i szybciutko zniknęło (na zawsze) z rynku.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie dałem rady doczytać do końca, ale wyjaśnienia kuriozalne (na początku myślałem, że to jakiś tekst w ramach żartu). Zwróciłem uwagę w tekście na pewien zwrot "(..)Chcielibyśmy, żeby na koniec dnia...". Powiem szczerze, że nie spotkałem się w polskim języku z takim wyrażeniem. To kropka w kropkę tłumaczenie angielskiej frazy "at the end of the day". Koniec końców, ostatecznie. Całość brzmi nienaturalnie, nie jak język polski, ale jak przekład na polski. Dziwne.
Nie dałem rady doczytać do końca, ale wyjaśnienia kuriozalne (na początku myślałem, że to jakiś tekst w ramach żartu). Zwróciłem uwagę w tekście na pewien zwrot "(..)Chcielibyśmy, żeby na koniec dnia...". Powiem szczerze, że nie spotkałem się w polskim języku z takim wyrażeniem. To kropka w kropkę tłumaczenie angielskiej frazy "at the end of the day". Koniec końców,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mnieja ja się spotkałem z takim zwrotem w języku polskim, sam nawet czasem go używam
a ja się spotkałem z takim zwrotem w języku polskim, sam nawet czasem go używam
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamUżywanie angielskich (i innych) idiomów w tłumaczeniu dosłownym jest poważnym błędem językowym, wprowadzaniem do polszczyzny zbędnych innowacji frazeologicznych. Ktoś w swobodnej rozmowie ze znajomymi, którzy znają angielski, może żartem (ale tylko żartem!) tak powiedzieć, ale w oficjalnym tekście, oświadczeniu zaśmiecanie ojczystego języka czymś takim to żenada. Tak jakby zamiast: „przy okazji”, „nawiasem mówiąc” ktoś mówił: „przy drodze”…
Używanie angielskich (i innych) idiomów w tłumaczeniu dosłownym jest poważnym błędem językowym, wprowadzaniem do polszczyzny zbędnych innowacji frazeologicznych. Ktoś w swobodnej rozmowie ze znajomymi, którzy znają angielski, może żartem (ale tylko żartem!) tak powiedzieć, ale w oficjalnym tekście, oświadczeniu zaśmiecanie ojczystego języka czymś takim to żenada. Tak jakby...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
no dobrze, w oficjalnym tekście może taki przetłumaczony idiom nie powinien być umieszczony.
ale może to wcale nie musi być tylko angielski idiom. w końcu Andrzej Kurylewicz już w 1976 napisał utwór Polskie Drogi i bynajmniej nie chodziło o jezdnię.
są idiomy, które źle brzmią przetłumaczone, albo takie, które nie mają sensu, ale są też i takie, które są ciekawe, mądre i wzbogacają język, a nie zaśmiecają i nie uważam, że można ich używać tylko w gronie znajomych i tylko żartem.
no dobrze, w oficjalnym tekście może taki przetłumaczony idiom nie powinien być umieszczony.
ale może to wcale nie musi być tylko angielski idiom. w końcu Andrzej Kurylewicz już w 1976 napisał utwór Polskie Drogi i bynajmniej nie chodziło o jezdnię.
są idiomy, które źle brzmią przetłumaczone, albo takie, które nie mają sensu, ale są też i takie, które są ciekawe, mądre i...
Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, ale językoznawcy prezentują inne stanowisko: jeśli w języku polskim istnieje na coś nazwa (która wyczerpująco odnosi się do danego desygnatu), nie należy posługiwać się nowym zapożyczeniem.
Ponadto języki różnią się np. na poziomie składniowym i chyba nie chciałbyś, żeby ktoś „wzbogacał” polszczyznę niemiecką składnią, mówiąc: „ja mam śniadanie zjedzone” zamiast normalnego polskiego: „zjadłem śniadanie”?
W języku polskim mówimy też np. „wziąć nogi za pas”, ale w innych językach idiom ten brzmi np. „wziąć nogi na szyję”. Dlatego idiomów nie tłumaczy się dosłownie, bo w każdym języku brzmią one inaczej – to część kultury, której nie należy niszczyć.
Nieco oddzielną kwestią są socjolekty, gdzie mogą (ale w zasadzie też nie powinny) pojawić się zapożyczenia stosowane przez konkretną grupę ludzi, np. uczniów. Ale tutaj znowu zasady stylistyki nie pozwalają na używanie takich wyrazów w tekstach oficjalnych, a niektórych nawet poza daną grupą środowiskową, zawodową itd.
Nie bardzo natomiast rozumiem, co ma tytuł serialu i tematu muzycznego do idiomów i kalk językowych? Przecież nie o tym mowa. Może masz na myśli używanie metafor? To jeszcze inna dziedzina.
Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, ale językoznawcy prezentują inne stanowisko: jeśli w języku polskim istnieje na coś nazwa (która wyczerpująco odnosi się do danego desygnatu), nie należy posługiwać się nowym zapożyczeniem.
Ponadto języki różnią się np. na poziomie składniowym i chyba nie chciałbyś, żeby ktoś „wzbogacał” polszczyznę niemiecką składnią, mówiąc: „ja mam...
tak samo jak ja nie bardzo rozumiem po co podajesz przykład związany ze składniami???
językoznawcy, językoznawcami, ale obce określenia i słowa przenikają się wzajemnie. tak jest przecież nawet z ugruntowanym już w naszym języku słowem fajnie. albo amigo, w języku angielsko amerykańskim. mimo tego, że przecież istnieje wiele słów, które opisują dokładnie to samo w ojczystym języku.
a czyż słowo nastolatkowie też nie wzięło się od angielskiego teens?
idiomów się nie powinno tłumaczyć jak mówiłem, bo często nie mają sensu. jak szukanie srebrnej nici w burzowych chmurach, albo z pojawianiem się z błękitu. ale czasem się trafi ładny idiom, który ma sens po przetłumaczeniu. ja na przykład bardzo lubię określenie, na koniec dnia. po prostu mi się podoba. nie uważam, że krzywdzi on język polski.
a o tych drogach wspomniałem, bo Ty coś pisałaś, o drodze, które właśnie było przykładem idiomu nieprzetłumaczalnego. więc Twoje porównanie trochę nie pasuje.
tak samo jak ja nie bardzo rozumiem po co podajesz przykład związany ze składniami???
językoznawcy, językoznawcami, ale obce określenia i słowa przenikają się wzajemnie. tak jest przecież nawet z ugruntowanym już w naszym języku słowem fajnie. albo amigo, w języku angielsko amerykańskim. mimo tego, że przecież istnieje wiele słów, które opisują dokładnie to samo w...
Przecież ja nie potępiam wszelkich zapożyczeń, bo niektóre są przydatne; np. słowo „fajnie” jest w polszczyźnie od dobrych paru wieków i nie ma sensu się go pozbywać. Ale zwróć uwagę, że „fajnie” należy do potocznej warstwy języka i w tekście oficjalnym też nie należy go używać. Słowa „amigo” nie słyszałam w polszczyźnie chyba nigdy, wnioskuję, że pojawia się w jakimś konkretnym, mnie obcym, środowisku. :-) Zresztą po co go używać, skoro mamy: „przyjaciela”, „kumpla”, „kompana”, „koleżkę” itd.?
Natomiast wyrażenie „na koniec dnia” NIE MA w języku polskim znaczenia przenośnego, więc używając go w znaczeniu „ostatecznie”, to właśnie tak, jakbyś mówił: „ja mam śniadanie zjedzone” – bo tłumaczysz coś dosłownie, bo to „nie po polsku”, a w dodatku możesz zostać źle zrozumiany. Ale to Twoja osobista sprawa, tak samo jak zaczynanie zdań małą literą. :-)
Przecież ja nie potępiam wszelkich zapożyczeń, bo niektóre są przydatne; np. słowo „fajnie” jest w polszczyźnie od dobrych paru wieków i nie ma sensu się go pozbywać. Ale zwróć uwagę, że „fajnie” należy do potocznej warstwy języka i w tekście oficjalnym też nie należy go używać. Słowa „amigo” nie słyszałam w polszczyźnie chyba nigdy, wnioskuję, że pojawia się w jakimś...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
wiem, wiem, że w potocznej.
dałem przykład amigo, ale do języka angielsko-amerykańskiego nie polskiego. i akurat używanie słowa amigo tutaj w Stanach mnie denerwuję. ;)
nie zgodzę się z tym śniadaniem, ale nie kłóćmy się.
a jeśli chodzi o to zaczynanie zdań małą literą to wkurzam tym kilka osób, ale jak już kiedyś o tym pisałem, po prostu jestem leniwy i nie chce mi się naciskać shift, kiedy piszę komentarze w internecie.
wiem, wiem, że w potocznej.
dałem przykład amigo, ale do języka angielsko-amerykańskiego nie polskiego. i akurat używanie słowa amigo tutaj w Stanach mnie denerwuję. ;)
nie zgodzę się z tym śniadaniem, ale nie kłóćmy się.
a jeśli chodzi o to zaczynanie zdań małą literą to wkurzam tym kilka osób, ale jak już kiedyś o tym pisałem, po prostu jestem leniwy i nie chce mi się...
OK, mnie to nie wkurza, tyle że się różnimy – ja jestem z tych, którzy nawet w SMS-ie pilnują interpunkcji i znaków diakrytycznych. :-)
OK, mnie to nie wkurza, tyle że się różnimy – ja jestem z tych, którzy nawet w SMS-ie pilnują interpunkcji i znaków diakrytycznych. :-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nieprawdopodobne zakłamanie. Tekst "oświadczenia" wygląda na stworzony przez słabego prawnika na kanwie wspólnie z "wydawnictwem" ukutej, grubymi nićmi szytej i de facto znowu obraźliwej dla odbiorcy historyjki. Czyżby "wydawnictwo" wynajęło do pisania tego tekstu kolejnego profesjonalistę ze swojego kręgu?
Mili Państwo z WasPos - jest sporo potrzeb na rynku pracy i nie trzeba się zajmować wydawaniem książek, nawet on demand. Im prędzej zdacie sobie Państwo sprawę ze swoich deficytów, tym lepiej dla Was.
Najśmieszniej jest wtedy, gdy takie ekipy grożą pozwami i sądem.
Nieprawdopodobne zakłamanie. Tekst "oświadczenia" wygląda na stworzony przez słabego prawnika na kanwie wspólnie z "wydawnictwem" ukutej, grubymi nićmi szytej i de facto znowu obraźliwej dla odbiorcy historyjki. Czyżby "wydawnictwo" wynajęło do pisania tego tekstu kolejnego profesjonalistę ze swojego kręgu?
Mili Państwo z WasPos - jest sporo potrzeb na rynku pracy i nie...
Uwaga mamy na rynku 93 białe kruki.
Uwaga mamy na rynku 93 białe kruki.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA mnie ta afera przestała już emocjonować. Zamiast angażować się w ten spór (nie twierdzę, że nieważny), wolę poczytać, pomedytować albo spotkać się z przyjaciółmi przy dobrym winie i kominku, by porozmawiać o książkach, podróżach albo nawet przysłowiowej "dupie Maryni":)
A mnie ta afera przestała już emocjonować. Zamiast angażować się w ten spór (nie twierdzę, że nieważny), wolę poczytać, pomedytować albo spotkać się z przyjaciółmi przy dobrym winie i kominku, by porozmawiać o książkach, podróżach albo nawet przysłowiowej "dupie Maryni":)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja tam czekam na wyjaśnienie, że stara wersja pliku się nadpisała na nowej. ;)
Już raz taki tekst słyszałam, usiłowałam sobie nawet wyobrazić, co konkretnie trzeba zrobić, żeby taki efekt osiągnąć, ale bez powodzenia. Wtedy to była żenada.pl, i teraz też jest.
Ja tam czekam na wyjaśnienie, że stara wersja pliku się nadpisała na nowej. ;)
Już raz taki tekst słyszałam, usiłowałam sobie nawet wyobrazić, co konkretnie trzeba zrobić, żeby taki efekt osiągnąć, ale bez powodzenia. Wtedy to była żenada.pl, i teraz też jest.
Czytam i oczom nie wierzę. Sama pracuję jako tłumacz i nie potrafię pojąć, że w dobie Internetu, chmur i powszechnego dostępu do informacji ktoś nie dość, że próbuje tak grubymi nićmi szytego oszustwa wydawniczego, to jeszcze tłumaczy się w idiotyczny wręcz sposób, ośmieszając się i po raz drugi strzelając sobie w stopę. Zabrakło nie tylko uczciwości i odwagi, ale i polotu. Było się szczerze przyznać do oszustwa i ocalić resztki godności. Nie do wiary! :-D
Czytam i oczom nie wierzę. Sama pracuję jako tłumacz i nie potrafię pojąć, że w dobie Internetu, chmur i powszechnego dostępu do informacji ktoś nie dość, że próbuje tak grubymi nićmi szytego oszustwa wydawniczego, to jeszcze tłumaczy się w idiotyczny wręcz sposób, ośmieszając się i po raz drugi strzelając sobie w stopę. Zabrakło nie tylko uczciwości i odwagi, ale i polotu....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tłumacz pracował na komputerze w wydawnictwie, na jednym pliku, nie robił kopii bezpieczeństwa, nie przesyłał żadnych wersji roboczych tego pliku nikomu mailem, nie robił wydruków roboczych, a później ktoś to nadpisał i parę miesięcy pracy poszło w czorty i nie ma żadnych śladów po tym, co było robione? Korekta i ostateczna redakcja tekstu były robione na tym samym komputerze w tym samym pliku? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Tak samo nie chce mi się wierzyć, że musieliście robić robocze tłumaczenie wersji Zipesa, napisanej jak mniemam współczesnym angielskim. Po co? Tak słabo znacie angielski, żeby nie móc porównać polskiego przekładu z oryginału z tekstem angielskim? Bo z jakości tego dzieła wynika, że osoba przekładająca z angielskiego miała problemy przede wszystkim z językiem polskim ("imię baptyzmalne" czy "krwawa kiełbasa").
No cóż, widocznie jestem człowiekiem małej wiary.
Tłumacz pracował na komputerze w wydawnictwie, na jednym pliku, nie robił kopii bezpieczeństwa, nie przesyłał żadnych wersji roboczych tego pliku nikomu mailem, nie robił wydruków roboczych, a później ktoś to nadpisał i parę miesięcy pracy poszło w czorty i nie ma żadnych śladów po tym, co było robione? Korekta i ostateczna redakcja tekstu były robione na tym samym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mnieja mnie ciekawi, czemu musiałeś ukrywać swoją internetową tożsamość pisząc ten komentarz z nowo założonego anonimowego konta...
a mnie ciekawi, czemu musiałeś ukrywać swoją internetową tożsamość pisząc ten komentarz z nowo założonego anonimowego konta...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamcoś tu śmierdzi...
coś tu śmierdzi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA świstak nadal w sreberka?
A świstak nadal w sreberka?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mi to wygląda jedynie jako próba wybrnięcia z potencjalnych problemów na gruncie prawa autorskiego.
Ktoś myśli, ze jak napisze, że "przez przypadek" wydał na rynek tłumaczenie tekstu, do którego nie mieli praw autorskich, to właściciele przymkną na to oko i sprawa ucichnie.
Może tak, a może nie.
Mi to wygląda jedynie jako próba wybrnięcia z potencjalnych problemów na gruncie prawa autorskiego.
Ktoś myśli, ze jak napisze, że "przez przypadek" wydał na rynek tłumaczenie tekstu, do którego nie mieli praw autorskich, to właściciele przymkną na to oko i sprawa ucichnie.
Może tak, a może nie.
Oj wydawnictwo nie ma za grosz talentu braci Grimm do bajek xD Miło, że przynajmniej zmienili podejście i próbują autokrytyki, ale tłumaczenie z angielskiego powstające równolegle nie wiadomo po co, jeden jedyny plik na jednym komputerze, przypadkowe wpisy do stopki redakcyjnej, fake konta na Facebooku a przede wszystkim wydrukowanie i sprzedaż książki, do której nikt nawet nie zajrzał?! Prawdziwy profesjonalizm! xD Wniosek jest jeden - na rynku powstają twory, które nie powinny nazywać się wydawnictwami i dobrze, że istnieją profesjonaliści i środowisko, które wyłapuje takie przypadki. Jeszcze bardziej doceniam te małe polskie wydatwnictwa, które prezentują zupełnie inny poziom i dostarczają na rynek tłumaczeń niszowych książek zamiast takiej chęci wzbogacenia się głośnym tytułem i próbami obejścia praw autorskich..
Oj wydawnictwo nie ma za grosz talentu braci Grimm do bajek xD Miło, że przynajmniej zmienili podejście i próbują autokrytyki, ale tłumaczenie z angielskiego powstające równolegle nie wiadomo po co, jeden jedyny plik na jednym komputerze, przypadkowe wpisy do stopki redakcyjnej, fake konta na Facebooku a przede wszystkim wydrukowanie i sprzedaż książki, do której nikt nawet...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDla mnie jest to jedna wielka ściema wymyślona gdy "mleko się rozlało". Ale to świadczy tylko o tym jak wydawnictwa traktują czytelników, uważając, że wszystko im można wcisnąć i kupią. Ciągle czytam w recenzjach o źle zredagowanych tekstach pełnych błędów. Z tłumaczeniami jest gorzej, bo często nie znamy oryginału i języka aby porównać. Nie wiemy czy to autor tak napisał, czy to tłumacz tak przetłumaczył. Może w recenzjach podawać, jeżeli jest źle zredagowany tekst,nazwę wydawnictwa. Może w ten sposób poznamy wydawnictwa wciskające nam buble.
Dla mnie jest to jedna wielka ściema wymyślona gdy "mleko się rozlało". Ale to świadczy tylko o tym jak wydawnictwa traktują czytelników, uważając, że wszystko im można wcisnąć i kupią. Ciągle czytam w recenzjach o źle zredagowanych tekstach pełnych błędów. Z tłumaczeniami jest gorzej, bo często nie znamy oryginału i języka aby porównać. Nie wiemy czy to autor tak napisał,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTak wyszło, że sama ostatnio musiałam odzyskać nieszczęśliwie nadpisany plik. Z pomocą informatyka wszystko zajęło pół godziny, więc jakoś nie wierzę w oficjalną wersję wydawnictwa.
Tak wyszło, że sama ostatnio musiałam odzyskać nieszczęśliwie nadpisany plik. Z pomocą informatyka wszystko zajęło pół godziny, więc jakoś nie wierzę w oficjalną wersję wydawnictwa.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTrudno mi uwierzyć w to, że ktokolwiek, kto zajmuje się profesjonalnie pisaniem lub tłumaczeniem czegokolwiek na komputerze pracował/a bez ŻADNEJ kopii zapasowej i zachowywania poprzednich wersji.
Trudno mi uwierzyć w to, że ktokolwiek, kto zajmuje się profesjonalnie pisaniem lub tłumaczeniem czegokolwiek na komputerze pracował/a bez ŻADNEJ kopii zapasowej i zachowywania poprzednich wersji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA mnie trudno uwierzyć, że nad "roboczym" tłumaczeniem na podstawie Zippsa ktoś dokonał składu typograficznego. Mętne i naiwne wyjaśnienie, bo nikt nie robi składu bez intencji druku. Przesz roboczego pliku z worda w drukarni by nie przyjęli ze względów technicznych.
A mnie trudno uwierzyć, że nad "roboczym" tłumaczeniem na podstawie Zippsa ktoś dokonał składu typograficznego. Mętne i naiwne wyjaśnienie, bo nikt nie robi składu bez intencji druku. Przesz roboczego pliku z worda w drukarni by nie przyjęli ze względów technicznych.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWas is das Pos?
Was is das Pos?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamParis - Ostfrankreich - Südwestdeutschland [Deutsch-französisches Eisenbahnprojekt], ewentualnie: Psychoorganisches Syndrom :D
Paris - Ostfrankreich - Südwestdeutschland [Deutsch-französisches Eisenbahnprojekt], ewentualnie: Psychoorganisches Syndrom :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCoraz więcej pojawia się wydawnictw, wyrastają jak grzyby po deszczu. Zbiera się grupa i tworzy wydawnictwo aby zarobić, bez żadnego przygotowania i zaplecza. To zostało odstrzelone, a ile jest jeszcze takich na rynku, które wydają buble.
Coraz więcej pojawia się wydawnictw, wyrastają jak grzyby po deszczu. Zbiera się grupa i tworzy wydawnictwo aby zarobić, bez żadnego przygotowania i zaplecza. To zostało odstrzelone, a ile jest jeszcze takich na rynku, które wydają buble.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJeszcze takie nurtujące mnie pytanie - kto jest/był autorem tego 'prawdziwego, utraconego' tekstu tłumaczenia? Czy Pani Dorota Syguła jest germanistką? Czy w założeniu - i w tym pechowo utraconym tekście - tłumaczyła z języka niemieckiego? Nazwisko tłumacza jest jakoś dziwnie pomijane w tym oświadczeniu i we wszystkich wyjaśnieniach...
Jeszcze takie nurtujące mnie pytanie - kto jest/był autorem tego 'prawdziwego, utraconego' tekstu tłumaczenia? Czy Pani Dorota Syguła jest germanistką? Czy w założeniu - i w tym pechowo utraconym tekście - tłumaczyła z języka niemieckiego? Nazwisko tłumacza jest jakoś dziwnie pomijane w tym oświadczeniu i we wszystkich wyjaśnieniach...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie zapominajmy o RODO i takich kwestiach. Może stąd kwestia pominiętego nazwiska. W sumie, co nam po tej informacji, prawdopodobnie w świecie wydawniczym i tak wszyscy wiedzą co i jak.
Nie zapominajmy o RODO i takich kwestiach. Może stąd kwestia pominiętego nazwiska. W sumie, co nam po tej informacji, prawdopodobnie w świecie wydawniczym i tak wszyscy wiedzą co i jak.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJuż wydawnictwo oświadczyło, ( co zostało im udowodnione) że tłumaczenie było z angielskiego. ( czyli, że nigdy nie mieli tłumacza, który by to robił z niemieckiego ). Pytanie czy istnieje Dorota Syguła - myślę, że gdyby istniała,zabrałaby głos w tej sprawie. Natomiast właścicielka wydawnictwa kończyła ponoć filo ang. Przypadek? Nie sądzę. Mam wrażenie, że całe to wydawnictwo to jakaś szalona jazda trzech osób. Cała reszta nazwisk to ludzie-duchy.
Już wydawnictwo oświadczyło, ( co zostało im udowodnione) że tłumaczenie było z angielskiego. ( czyli, że nigdy nie mieli tłumacza, który by to robił z niemieckiego ). Pytanie czy istnieje Dorota Syguła - myślę, że gdyby istniała,zabrałaby głos w tej sprawie. Natomiast właścicielka wydawnictwa kończyła ponoć filo ang. Przypadek? Nie sądzę. Mam wrażenie, że całe to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCo ciekawe, jeszcze kilka-kilkanaście dni temu na stronie WasPos był dział „Nasz zespół” (https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache%3AFY3Gp7oqt2EJ%3Ahttps%3A%2F%2Fwaspos.pl%2Findex.php%2Fnasz-zespol), który zniknął w tajemniczych okolicznościach… Coraz bardziej to podejrzane ;)
Co ciekawe, jeszcze kilka-kilkanaście dni temu na stronie WasPos był dział „Nasz zespół” (https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache%3AFY3Gp7oqt2EJ%3Ahttps%3A%2F%2Fwaspos.pl%2Findex.php%2Fnasz-zespol), który zniknął w tajemniczych okolicznościach… Coraz bardziej to podejrzane ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGdyby ta pani przetłumaczyła wcześniej jakąś książkę i była znana w światku wydawniczym, dałoby się to wygooglować. Zgaduję, że wydawnictwo wzięło po prostu przypadkową osobę, która zaoferowała najniższą stawkę na oferii: https://oferia.pl/wykonawca/dorota-sygula/1010758.
Gdyby ta pani przetłumaczyła wcześniej jakąś książkę i była znana w światku wydawniczym, dałoby się to wygooglować. Zgaduję, że wydawnictwo wzięło po prostu przypadkową osobę, która zaoferowała najniższą stawkę na oferii: https://oferia.pl/wykonawca/dorota-sygula/1010758.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo zakończenie. xD
To zakończenie. xD
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTeż mnie najbardziej rozbawiło 😁 Wróciłem sobie po latach dla przypomnienia, bo WasPos nadal... (tu trzeba ocenić już samemu) 😉
Też mnie najbardziej rozbawiło 😁 Wróciłem sobie po latach dla przypomnienia, bo WasPos nadal... (tu trzeba ocenić już samemu) 😉
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDobrą agencję PR zatrudnili. XD
Dobrą agencję PR zatrudnili. XD
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu oświadczenia? "Przyznali się do błędu, wzięli wszystko na klatę, dobrze!"
Moja druga myśl? "A co innego im zostało?" Niczego innego nie można było się po nich spodziewać - gdyby wydali oświadczenie, że według nich nic złego się nie stało i wszyscy wokół się uwzięli na WasPos, to tym bardziej strzelili by sobie w kolano. Chociaż teraz ich pozycja na polskim rynku wydawniczym jest jeszcze niższa, niż przed publikacją tych baśni braci Grimm. Sami sobie ją pogorszyli.
Co do treści, to ich wyjaśnienia są trochę śmieszne - brak kopii zapasowych, wysłanie nie tego, co trzeba, do druku itd? Hm, kiedy pisałam pracę magisterską, to każdą wersję rozdziału zapisywałam, gdzie się tylko dało - nawet wysyłałam ją sobie na mejla, gdyby spełniłoby się kilka czarnych scenariuszy. Skoro niektórzy potrafią zabezpieczyć się przed utratą pliku, to od wydawnictwa książkowego tym bardziej wymaga się ostrożności i dbałości o każdy etap wydawania i publikacji. Jak dla mnie do WasPosa teraz mało który autor, redaktor, a tym bardziej czytelnik, będzie miał zaufanie.
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu oświadczenia? "Przyznali się do błędu, wzięli wszystko na klatę, dobrze!"
Moja druga myśl? "A co innego im zostało?" Niczego innego nie można było się po nich spodziewać - gdyby wydali oświadczenie, że według nich nic złego się nie stało i wszyscy wokół się uwzięli na WasPos, to tym bardziej strzelili by sobie w kolano. Chociaż teraz ich...
Jeśli ktoś z Was, w kontekście sprawy „Baśni”, nawiązał już z kontakt z profesorem, bylibyśmy niezmiernie zobowiązani za zreferowanie pełnego obrazu tego nieporozumienia i przyjęcie na siebie de facto roli mediatora. My sami, gdyby sprawa okazała się warta zainteresowania i czasu pana profesora, gotowi jesteśmy wszystko wyjaśnić również jemu w korespondencji bezpośredniej.
Czy ja dobrze rozumiem ten fragment spóźnionej samokrytyki rodem z PRL? Szacowne wydawnictwo samo nie zamierza nawiązywać kontaktu z profesorem i będzie biernie czekać na rozwój wydarzeń, licząc, że może ów rozwój w ogóle nie nastąpi, bo przecież naruszenie praw może okazać się niewarte jego zainteresowania i czasu? A nie lepiej byłoby samemu się do niego zwrócić? Dziwię się, że do tej pory tego nie zrobiono. Czyżby ta "arcyzmyślna" wersja wydarzeń nadawała się jedynie do rozpowszechniania na naszym rodzimym podwórku?
Dziękujemy tym, którzy nie stracili wiary w naszą uczciwość. Rozumiemy tych, którzy w trosce o standard rynku wydawniczego poddali ją w wątpliwość.
Trach, trach... Przeczuwam krach! I nadal podaję w wątpliwość uczciwość wydawnictwa
Jeśli ktoś z Was, w kontekście sprawy „Baśni”, nawiązał już z kontakt z profesorem, bylibyśmy niezmiernie zobowiązani za zreferowanie pełnego obrazu tego nieporozumienia i przyjęcie na siebie de facto roli mediatora. My sami, gdyby sprawa okazała się warta zainteresowania i czasu pana profesora, gotowi jesteśmy wszystko wyjaśnić również jemu w korespondencji bezpośredniej....
E, nie, raczej zabrakło już kasy na "mediatora", skoro wynajęto kogoś od zarządzania kryzysowego (dobrze znam sposób komunikacji wydawnictwa, to oświadczenie na pewno nie powstało w WasPos :)).
E, nie, raczej zabrakło już kasy na "mediatora", skoro wynajęto kogoś od zarządzania kryzysowego (dobrze znam sposób komunikacji wydawnictwa, to oświadczenie na pewno nie powstało w WasPos :)).
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Powiadomienie profesora o zaistniałej sytuacji nie wymaga w obecnych czasach aż takiego wysiłku ani nakładu finansowego. A skoro forsują tę żałosną wersję o pomyłce, to oni pierwsi powinni się do niego odezwać, wyjaśnić, przeprosić i spróbować polubownie załagodzić sprawę. Dla własnego dobra, z ludzkiej przyzwoitości, by odzyskać resztki honoru. No ale lepiej czekać, i dopiero jak zostaną zmuszeni, to się łaskawie z nim skontaktują. I to bezpośrednio. Co za wyróżnienie! Co za zaszczyt dla profesora!
Trudno WasPos w ogóle nazywać po czymś takim wydawnictwem. To raczej zabawa w tłumaczenie, redakcję, korektę, wydawanie, kontakt z czytelnikami...
Powiadomienie profesora o zaistniałej sytuacji nie wymaga w obecnych czasach aż takiego wysiłku ani nakładu finansowego. A skoro forsują tę żałosną wersję o pomyłce, to oni pierwsi powinni się do niego odezwać, wyjaśnić, przeprosić i spróbować polubownie załagodzić sprawę. Dla własnego dobra, z ludzkiej przyzwoitości, by odzyskać resztki honoru. No ale lepiej czekać, i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
https://www.wykop.pl/link/4704125/oswiadczenie-waspos-na-wczorajsza-afere-z-glownej/najlepsze/
Można tutaj wypowiedzieć się na temat oświadczenia, a raczej kolejnej bajki ^^
https://www.wykop.pl/link/4704125/oswiadczenie-waspos-na-wczorajsza-afere-z-glownej/najlepsze/
Można tutaj wypowiedzieć się na temat oświadczenia, a raczej kolejnej bajki ^^
Zazwyczaj nie używam takich słów, ale wydawnictwo po raz kolejny dokonało epickiego samozaorania :D
Zazwyczaj nie używam takich słów, ale wydawnictwo po raz kolejny dokonało epickiego samozaorania :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam,,(...) wydawnictwo WasPos wycofuje się z zamiaru opublikowania polskiego przekładu „Baśni braci Grimm”. Zamiast tego z nadzieją wyczekujemy premiery opracowania przygotowywanego przez panią prof. Karmińską''.
,,(...) wydawnictwo WasPos wycofuje się z zamiaru opublikowania polskiego przekładu „Baśni braci Grimm”. Zamiast tego z nadzieją wyczekujemy premiery opracowania przygotowywanego przez panią prof. Karmińską''.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPo raz kolejny bajkopisanie im nie wyszło.
Po raz kolejny bajkopisanie im nie wyszło.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Całe przeprosiny wydawnictwa to właściwie jedno wielkie samobiczowanie. Pomyliliśmy się, nadpisaliśmy plik, poniosły nas emocje. W całym tekście nie ma ŻADNEGO konkretnego powodu tak kardynalnej pomyłki.
I, jak już zostało powiedziane: w jednej kopii, bez zapisania pliku chociażby w chmurze to może licealista pisać rozprawkę. Od poważnego wydawnictwa oczekuje się jednak czegoś więcej.
Mnie zastanawia jeszcze jedno - jak można PRZEZ PRZYPADEK wpisać czyjeś nazwisko do stopki redakcyjnej?
Całe przeprosiny wydawnictwa to właściwie jedno wielkie samobiczowanie. Pomyliliśmy się, nadpisaliśmy plik, poniosły nas emocje. W całym tekście nie ma ŻADNEGO konkretnego powodu tak kardynalnej pomyłki.
I, jak już zostało powiedziane: w jednej kopii, bez zapisania pliku chociażby w chmurze to może licealista pisać rozprawkę. Od poważnego wydawnictwa oczekuje się jednak...