
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać411
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Na zachód od Alice Springs

- Kategoria:
- literatura podróżnicza
- Format:
- papier
- Seria:
- Obieżyświat
- Tytuł oryginału:
- Tracks
- Data wydania:
- 1994-11-17
- Data 1. wyd. pol.:
- 1994-11-17
- Liczba stron:
- 224
- Czas czytania
- 3 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8385661662
- Tłumacz:
- Danuta Górska
Chcąc przełamać życiową nudę i poczucie niezrealizowania, Robyn Davidson, trochę ekscentryczna dwudziestoparoletnia Australijka, postanowiła odbyć niecodzienną podróż: przemierzyć środkową, pustynną część rodzinnego kontynentu w towarzystwie jedynie psa i jucznych wielbłądów. Przez parę lat zgłębiała w Alice Springs tajniki obchodzenia sie z wielbłądami, pokonując liczne przeciwności i własną niewiarę w pomyślność przedsięwzięcia - by wreszcie wyruszyć w 2700-kilometrową drogę ku Oceanowi Indyjskiemu.
W swojej jędrnej, emocjonującej prozie autorka zdradza nam, jak pełna niezwykłych przeżyć wędrówka pozwoliła jej nie tylko poznać monumentalnie piękny, groźny i tajemniczy interior oraz zamieszkujących go ludzi, ale również - a może przede wszystkim - samą siebie.
Kup Na zachód od Alice Springs w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Na zachód od Alice Springs
Poznaj innych czytelników
339 użytkowników ma tytuł Na zachód od Alice Springs na półkach głównych- Chcę przeczytać 229
- Przeczytane 107
- Teraz czytam 3
- Posiadam 13
- Australia 4
- Ulubione 3
- Podróże 2
- Podróżnicze 2
- Literatura faktu 2
- 2017 1
Inne książki autora
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Inne materiały dotyczące książki Na zachód od Alice Springs

Cytaty z książki Na zachód od Alice Springs
Każdy może zrobić wszystko, co sobie postanowił- zmienić pracę, przeprowadzić się do nowego mieszkania, rozwieść się z mężem czy żoną; każdy naprawdę może zmienić i kontrolować własne życie, a ten proces, to działanie samo w sobie jest nagrodą.
Każdy może zrobić wszystko, co sobie postanowił- zmienić pracę, przeprowadzić się do nowego mieszkania, rozwieść się z mężem czy żoną; każdy...
Rozwiń ZwińWyprawa była łatwa. Nie była bardziej niebezpieczna niż przejście na drugą stronę ulicy albo przejażdżka na plażę, albo jedzenie fistaszków. Nauczyłam się na niej dwóch ważnych rzeczy: że człowiek ma tyle siły, ile sam sobie przyznaje, i że najtrudniejsza część każdego przedsięwzięcia to zrobić pierwszy krok, podjąć pierwszą decyzję.
Wyprawa była łatwa. Nie była bardziej niebezpieczna niż przejście na drugą stronę ulicy albo przejażdżka na plażę, albo jedzenie fistaszków....
Rozwiń ZwińW życiu zdarzają się chwile,które są punktami zwrotnymi naszej egzystencji - drobne przebłyski intuicji, kiedy wiemy, że nareszcie zrobiliśmy coś dobrego, kiedy myślimy, że wybraliśmy właściwą drogę.
W życiu zdarzają się chwile,które są punktami zwrotnymi naszej egzystencji - drobne przebłyski intuicji, kiedy wiemy, że nareszcie zrobiliśm...
Rozwiń Zwiń




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Na zachód od Alice Springs
Kiedyś zachwycił mnie film, później postanowiłam sięgnąć po książkę. Teraz po latach wracam do niej i na nowo odkrywam piękno australijskiej pustyni.
"Na zachód od Alice Springs" to autobiograficzna opowieść 27-letniej Robyn Davidson o jej podróży przez australijską pustynię aż do wybrzeża Oceanu Indyjskiego, łącznie 2.700 km. W wyprawie towarzyszyły jej pies oraz cztery wielbłądy, które sama wytresowała i przygotowała do drogi. Autorka szczegółowo opisuje etapy swojej podróży - od dwuletnich przygotowań aż po wielomiesięczną wędrówkę. To książka o poszukiwaniu celu w życiu pełnym monotonii i utartych schematów społecznych, z których brak odwagi nie pozwala się wyrwać. Ten cel autorka zdecydowanie odnalazła. Jak sama mówi "najtrudniejsza część każdego przedsięwzięcia to zrobić pierwszy krok, podjąć pierwszą decyzję". Za tym krokiem rozpoczyna się Podróż.
Kiedyś zachwycił mnie film, później postanowiłam sięgnąć po książkę. Teraz po latach wracam do niej i na nowo odkrywam piękno australijskiej pustyni.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Na zachód od Alice Springs" to autobiograficzna opowieść 27-letniej Robyn Davidson o jej podróży przez australijską pustynię aż do wybrzeża Oceanu Indyjskiego, łącznie 2.700 km. W wyprawie towarzyszyły jej pies oraz cztery...
Niebanalna opowieść zwyczajnej dziewczyny, Robyn, która w 1977 roku wyruszyła w pieszą podróż przez pół kontynentu, z Alice Springs przez pustynne i niezamieszkałe tereny środkowej Australii aż do Oceanu Indyjskiego. Towarzyszyły jej jedynie wielbłądy, które sama musiała okiełznać i ukochany pies Diggity. Jej celem było nie tylko sprawdzenie siebie, ale też poznanie Aborygenów i zwrócenie uwagi świata na uwłaczające ich godności traktowanie przez rząd australijski.
Pierwsza połowa książki skupia się właściwie na 2 letnich przygotowaniach do wyprawy, która wtedy jeszcze jawiła się w bardzo niewyraźnych kształtach z dużym prawdopodobieństwem zaniechania tych planów. Na szczęście, dzięki wsparciu National Geographic wędrówka doszła do skutku. Autorka nie poszczędziła nam swoich osobistych przemyśleń i odczuć zmieniających ją wraz z upływem czasu i przebytych mil. Trud wędrówki i samotność rekompensowało odczucie wolności i przynależność do otaczającego świata. Tego typu przedsięwzięcia nie pozostały bez wpływu na osobowość co z łatwością można zauważyć w sposobie zachowania Robyn. Z czasem nabiera ona coraz większego dystansu do siebie, a wcześniejsze narzekactwo zastępuje działanie.
Książka jest objętościowo dosyć nieduża jak na taki ogrom czasu i przeżyć, ale rozumiem, że autorka podzieliła się z nami tym, co uważała za stosowne.
Doskwierają mi tutaj jednak dwie rzeczy: pierwsza to jej negatywny stosunek do National Geographic, dzięki któremu ta wyprawa w ogóle doszła do skutku, a druga to fakt, że pisała to wszystko w swoim londyńskim mieszkaniu… Ona, Australijka, tak kochająca swój kraj i ludzi, zachłyśnięta przestrzenią i wolnością, zostawiła to wszystko i przeniosła się do starej, konserwatywnej Anglii, do Londynu, zawalonego tłumami ludzi i z ograniczoną budynkami przestrzenią.
Mimo tego chętnie sięgnę po film nakręcony na podstawie tej powieści. Reasumując, pozycja warta przeczytania a jej puenta zawiera się w słowach samej autorki:
‘Każdy może zrobić wszystko, co sobie postanowił- zmienić pracę, przeprowadzić się do nowego mieszkania, rozwieść z mężem lub zona; każdy naprawdę może zmienić i kontrolować własne życie a ten proces, to działanie samo w sobie jest nagrodą’.
Niebanalna opowieść zwyczajnej dziewczyny, Robyn, która w 1977 roku wyruszyła w pieszą podróż przez pół kontynentu, z Alice Springs przez pustynne i niezamieszkałe tereny środkowej Australii aż do Oceanu Indyjskiego. Towarzyszyły jej jedynie wielbłądy, które sama musiała okiełznać i ukochany pies Diggity. Jej celem było nie tylko sprawdzenie siebie, ale też poznanie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to>> Recenzja z ciekawymi dodatkami na blogu kwyrloczka.pl <<
SZYBKO, SZYBKO ZANIM ZAPOMNĘ
Czas ucieka a tu tyły i tyły, zacznę się chyba nazywać człowiekiem tyłem… nie mylić z tyłkiem. Zanim zapomnę co miałam do powiedzenia o tej – nie wiem jak to określić – relacji, reportażu, bo nie powieści chyba, zabieram się za robotę. A robota ta będzie niełatwa, bo i historia miała swoje wzloty i upadki.
NA ZACHÓD OD ALICE SPRINGS
Moja przygoda z Robyn Davidson i jej wielbłądami zaczęła się na samym początku blogowej przygody. Konkretnie: od cudownego filmu nakręconego na podstawie tej historii.
http://kwyrloczka.pl/2017/08/05/davidson-robyn-na-zachod-od-alice-springs/
Do biblioteki jednak nie musiałam się udawać. Mój niezastąpiony małżonek szarpnął się i za jakieś – 90,00NieWiemDokładnieNiePamiętam – kupił dla mnie opowieść o wielbłądziej damie. Niestety… przepłacił. Nie o to chodzi, że mam mu za złe, bardzo to było z jego strony kochane, skąd też miał wiedzieć co zastanie w środku i czy to zastane wnętrze warte jest swojej ceny. Niestety nie jest. I chociaż chwilami się broni, nadal nie jest.
CZEGO SIĘ NIE SPODZIEWAĆ
Biorąc w ręce, trochę jak magiczną relikwię, spodziewam się czegoś czym ta książka kompletnie nie jest. Spodziewałam się wielkiej i niebezpiecznej podróży wgłąb ludzkiej duszy. Spodziewałam się wyprawy w poszukiwaniu… no właśnie, czego? Swojego miejsca na ziemi, Boga, spokoju, czegoś metafizycznego co taka wyprawa powinna przecież nieść. Niestety, zawiodłam się srodze. Zamiast wzniosłych idei otrzymałam opis perypetii wyjątkowo zmierzłej baby, której nawet nie sposób lubić. Do tego, choć sama temu zaprzecza, feministki, ekologa, obrońcy uciśnionych i jakiejś formy hipisa połączonego z wielbłądzim dżokejem. Z całego mistycyzmu pozostało jedynie odarcie z człowieczeństwa okraszone niewielką acz zauważalną dozą hipokryzji.
FEMINIZM
Wiecie już pewnie, że nic mnie tak nie wkurza jak feminizm. Mam alergie na wszelkie, nawet najdrobniejsze jego przejawy. Wyznające go – chciałam napisać „Panie”, ale to się nie godzi, napiszę więc istoty – trułabym azotoksem, czy innym DDT. Możecie się obrażać do woli, ale feminizmowi mówię kategoryczne i stanowcze – NIE! Pani Davidson swojego feminizmu się wypiera, oburza nawet na różnej maści feministyczne organizacje, które przypięły się (niechciane) do jej wyprawy, gloryfikując ją jako wielkie dzieło swojego gatunku. Z drugiej jednak strony krytykuje męski szowinizm, wszelkie przejawy narzuconej na kobiety roli społecznej. Macierzyństwo zamienia na matkowanie psu i wielbłądom. Z tej też przyczyny, z chęci ucieczki od narzuconych przez złe społeczeństwo norm ucieka na pustynię, a tak naprawdę, do małych wiosek, w których znienawidzone normy są jeszcze bardziej widoczne i uwypuklone. Tak naprawdę sama podróż przez pustynię jest jedynie niewielkim fragmentem, jakby obowiązkowym wtrąceniem w zupełnie inne treści.
EKOLOGIA I OBRONA RDZENNYCH MIESZKAŃCÓW
Małe, bardzo małe mamy pojęcie jak podła może być polityka, wielki biznes i interesy klasy rządzącej. Tam gdzie pieniądze lub chociaż niewielki cień nadziei na ich zdobycie, zaraz pojawia się okrucieństwo, wywłaszczenie rdzennych mieszkańców, budowa rezerwatów oraz niszczenie naturalnego środowiska. Nie inaczej w Australii. Skoszarowani w dzielnice biedy i obozy Aborygeni zmuszeni są do koegzystencji ze światem, którego ani nie rozumieją, ani nie chcą. Wygnani z własnych ziem stłoczeni w getta wiodą smutne życie bez perspektyw. Z odgórnie narzuconą administracją, szkolnictwem i medycyną, ale już nie pracą. Biali udają, że Aborygenów asymilują, a tak naprawdę trzymają ich z dala od siebie podsycając rasizm i obopólną nienawiść.
To wszystko wynika z książki. Brzmi jednak podręcznikowo i sztucznie, zbyt dużo utyskiwania na los biednych Aborygenów, a tak niewiele pozytywów z nimi związanych. Edi- to za mało. Był on kwintesencją rdzennego mieszkańca Australii i nie wyglądał wcale na rozczarowanego państwowym programem ochrony. Żył, bo żyć trzeba i robił to z niebywałą godnością. Do licznych fragmentów opisujących życie autochtonów, we wspomnianych obozach, autorka dodała nawet podziękowania i przypisy pochodzące z innych zaangażowanych w ten temat książek, sądzę więc, że jej zamiarem było dobitne unaocznienie wszelkiego zła, którego na Aborygenach dopuścił się biały człowiek.
HIPISKA
Pani Davidson nie jest niczym innym jak wędrującą, obrażoną na społeczeństwo hipiską. Tak naprawdę jej wyprawa wcale nie była niebezpiecznym, morderczym przedsięwzięciem (to parafraza jej własnych słów). Całą drogę, w spacerowym tempie, dreptała sobie od farmy do farmy, od stacji do stacji gdzie zawsze ugościli ją jacyś przemili, zakuci w społeczne okowy ludzie. Ludzie, którzy często odejmowali sobie od ust aby nakarmić ją i wielbłądy. Ludzie, u których bawiła tygodniami, siedząc przy ognisku i zajmując się kompletnie niczym, a jedynie prowadząc dysputy o problemach jątrzących świat, czyli zasadniczo pociskając pierdoły, jedząc ich ofiarowane z dobroci serca jedzenie, korzystając z ich wody, łóżek, samochodów. Zadziwiające ile dobrych ludzi ta zrzędliwa istota, której nic nie odpowiadało, która non stop marudziła, jęczała i złościła się, spotkała w swojej drodze na zachód od Alice Springs, w drodze nad morze.
WIELBŁĄDZI DŻOKEJ
Zulejka, Bub, Duckey i Goliat to najjaśniejsze punkty całej opowieści. Wszystko co z nimi związane było niesamowite i ciekawe. Wielbłąd jest zwierzęciem o niezwykłej osobowości, jest to jednak osobowość trudna, nieprzewidywalna, która wymaga z jednej strony pieszczot, a z drugiej konkretnego, naprawdę konkretnego lania. Żałuję, że autorka nie poświęciła dużo więcej przestrzeni w książce swoim ukochanym podopiecznym. Skupiała się głównie na praktycznych elementach takich jak to czy są zdrowe, czy nie obcierają je siodła, czy mają co jeść, jak je spętać na noc. Pani Davidson tak bardzo była zapatrzona w swoją osobę, że zapomniała podzielić się z czytelnikiem pięknem krajobrazu, gwieździstego nieba, wielbłądziej natury.
Na zachód od Alice Springs to raczej praktyczno – rozsądny podręcznik w temacie wypraw z wielbłądami. To strasznie mnie zawiodło, chociaż sama mam praktyczno – rozsądna naturę. Jest kilka momentów, w których można doszukać się zachwytu nad Boskim stworzeniem, ale to myśli tylko na chwilę spuszczone ze smyczy, szybko przywołane do porządku, do praktycznej strony wyprawy. Do codziennego wstawania, plejady obowiązków, herbaty i jedzenia, pakowania i rozpakowywania, marszu, odpoczynku, rutyny i nudy.
ODARCIE Z CZŁOWIECZEŃSTWA
Mamy tu chyba do czynienia z tezą główną i założeniem całości. Skoro autorka wyruszyła na wyprawę zniesmaczona normami narzucanymi przez społeczeństwo, normy te w czasie podróży odrzuciła. Chodziła goła, brudna i śmierdząca. Kiedy wyszły podpaski wędrowała z krwią miesięczną cieknącą po udzie. Niesmaczne, owszem. Z jednej strony odrzucała dobrodziejstwa czy przeszkody ludzkości, a z drugiej w obecności innych, wskakiwała w ubranie i radośnie korzystała ze zdobyczy znienawidzonej cywilizacji – łóżek, pryszniców i samochodów. Brakuje mi konsekwencji, wszystko to chaotycznie się przeplata; raz załamana, raz podekscytowana i szczęśliwa, zmów marudna i zła, narzekająca na wszystko i wszystkich, pisząca listy i rozentuzjazmowana. Nie ogarniam tej kobiety. Poszła na żywioł i zamiast o tym właśnie pisać – o tym chaosie kobiecej duszy – sili się na hołdowanie lewicowym ideałom, starając się nimi tłumaczyć własne „chciejstwa”.
CZY POLECAM?
No właśnie nie wiem. Nierówna ta książka, momentami nużąca. Bohaterka denerwująca. Dobrze zapowiada się na początku i nieznacznie rehabilituje na końcu, kiedy wreszcie przestaje zrzędzić i zaczyna choć trochę dostrzegać piękno otaczającego ją świata i szczęście z zaznanej wolności. Nie przestaje mnie Ona zadziwiać. Kobieta, która ukochała wolność i przestrzeń, tak dobitnie zaznała całego ich ogromu, jak sama opowiada, pisze tę książkę w maleńkim Londyńskim mieszkaniu. Jak po czymś takim można żyć w maleńkiej klateczce wielkiego miasta, jak powtórnie uwięziony ptak? Niezrozumiałe to i dziwne.
Trzeba jednak oddać Pani Robyn Davidson, że dokonała czegoś niesamowitego, czegoś co przeszło do historii, co zostało udokumentowane przez National Geographic. Ponieważ sama nie chciała pisać tej książki, nie powinno się jej do tego zmuszać. Czemu nie chciała pisać? Myślę, że wiedziała, wiedziała, że wyprawa straci wtedy swoją duszę, tajemniczość, piękno domysłów i niedopowiedzeń. Po całym przedsięwzięciu powinien pozostać jedynie album ze zdjęciami i to on miał opowiadać historię z wyprawy na zachód od Alice Springs.
>> Recenzja z ciekawymi dodatkami na blogu kwyrloczka.pl <<
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSZYBKO, SZYBKO ZANIM ZAPOMNĘ
Czas ucieka a tu tyły i tyły, zacznę się chyba nazywać człowiekiem tyłem… nie mylić z tyłkiem. Zanim zapomnę co miałam do powiedzenia o tej – nie wiem jak to określić – relacji, reportażu, bo nie powieści chyba, zabieram się za robotę. A robota ta będzie niełatwa, bo i historia miała...
Książka warta przeczytania z kilku względów:
1) Opisuje niebanalną podróż. I ze względu na trudność, i osobę (nie "zawodowa" podróżniczka typu M. Wojciechowskiej czy niżej),i egzotyczne miejsce, i egzotyczny środek lokomocji.
2) Opisuje mało znany (w Polsce) fragment Australii. Współczesny interior, współcześni Aborygeni i inni Australijczycy.
3) Rozważania, że tak powiem, "filozoficzne" nie są rozważaniami młodzieńca, który wybrał się w podróż do Chorwacji, lecz przemyśleniami głębszymi i (IMHO) mającymi podbudowę. Głos o realizacji marzeń, szaleńczych pomysłów, okolicach feminizmu i "antyfeminizmu" (to, że podróż podjęła kobieta kilkakrotnie podbiło jej popularność. Autorka, zwana przez media "wielbłądzią damą" zastanawia się, czy gdyby na jej miejscu był mężczyzna zwano by go "wielbłądzim dżentelmenem"?
4) Może to do poprzedniego punktu: Kilkakrotnie wspomniana jest hierarchia wartości i potrzeb. Co czuje/robi człowiek na pustyni, zdany na siebie, kiedy zabraknie papieru toaletowego, czy ważne są guziki itp.
Książka warta przeczytania z kilku względów:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1) Opisuje niebanalną podróż. I ze względu na trudność, i osobę (nie "zawodowa" podróżniczka typu M. Wojciechowskiej czy niżej),i egzotyczne miejsce, i egzotyczny środek lokomocji.
2) Opisuje mało znany (w Polsce) fragment Australii. Współczesny interior, współcześni Aborygeni i inni Australijczycy.
3) Rozważania, że tak powiem,...
Powiem szczerze, jedna z lepszych książek podróżniczych, które czytałam (a było ich już trochę). Pokazuje trud wędrówki, ale również to, co dzieje się w głowie człowieka IDĄCEGO(!) przez pustynię. Obrazuje całkowitą wolność, której znakomita większość europejczyków/ amerykanów może pozazdrościć autorce. Właśnie przez to opisanie uwolnienia się od wszelkich stereotypów, ta pozycja jest warta przeczytania ( i pozazdroszczenia autorce niesamowitej odwagi).
Powiem szczerze, jedna z lepszych książek podróżniczych, które czytałam (a było ich już trochę). Pokazuje trud wędrówki, ale również to, co dzieje się w głowie człowieka IDĄCEGO(!) przez pustynię. Obrazuje całkowitą wolność, której znakomita większość europejczyków/ amerykanów może pozazdrościć autorce. Właśnie przez to opisanie uwolnienia się od wszelkich stereotypów, ta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ciekawa, biorąc pod uwagę,że autorka wcale nie chciała jej pisać, jak również nie pragnęła by jej wędrówka była w jakikolwiek sposób 'monitorowana' przez media. Bardzo ciekawe przemyslenia na temat naszych socjologicznych uwarunkowań, na temat narzuconego wizerunku kobiety, na temat szeroko rozumianej wolności i powiązań ze światem przyrody. Robyn otwarcie opowiada o zaistniałych zdarzeniach, z których niektóre opisywane są z rzadkim brakiem zażenowania i dość realistycznie. Bardzo podobało mi się również posłowie autorki z 2012 roku. Książke polecam.
Książka ciekawa, biorąc pod uwagę,że autorka wcale nie chciała jej pisać, jak również nie pragnęła by jej wędrówka była w jakikolwiek sposób 'monitorowana' przez media. Bardzo ciekawe przemyslenia na temat naszych socjologicznych uwarunkowań, na temat narzuconego wizerunku kobiety, na temat szeroko rozumianej wolności i powiązań ze światem przyrody. Robyn otwarcie opowiada...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczera do bólu opowieść o pustyni, wędrówce i tym, co ważne.
Szczera do bólu opowieść o pustyni, wędrówce i tym, co ważne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe opisy Uluru, okolicznych zwyczajów, wierzeń, konfliktów.
Ciekawe opisy Uluru, okolicznych zwyczajów, wierzeń, konfliktów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to