Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem.
Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą.
Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację….
Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”.
Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki….
Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie).
Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce).
Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało.
A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”.
“Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”.
Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”.
A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”.
I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”.
“My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”.
“Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”.
“Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”.
Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu.
Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę.
“Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”.
“Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”.
Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”.
“Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”.
“Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”.
“Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”.
“Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”.
Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”.
Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator.
“Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”.
“Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”.
Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”.
Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami.
“Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”.
Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”.
Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia….
“W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”.
Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin.
“Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”.
“Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”.
“Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”.
“Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”.
Inne cytaty
“Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”.
“Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”.
“Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”.
“Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”.
PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Opinie i dyskusje o książce Nie przed zachodem słońca
Są takie chwile w życiu żółwia, że wybiera książkę na totalne chybił-trafił, nie wiedząc kompletnie czego się spodziewać, a w rezultacie otrzymuje... coś osobliwego, można by powiedzieć. Zagadkowego. Zaryzykujmy stwierdzenie, że w pewnym sensie wyjątkowego nawet.
Sponiewierany życiem (i alkoholem) młody człowiek znajduje na ulicy trolla, po czym w przypływie fascynacji oraz odpływie zdrowego rozsądku, zabiera go z sobą do domu, no bo czemu nie, kto bogatemu zabroni, a zawsze miło jest mieć jakieś zwierzątko w domu, nawet jeśli nie wiadomo co ono właściwie je. Najwyraźniej jest to świat, w którym trolle istnieją i nie dziwi to nawet weterynarzy, więc po co drążyć temat.
Na pierwszy rzut oka wychodzi z tego trochę takie "Jak wytresować smoka" w wersji na trolla, czyli coś co w różnej formie i z udziałem różnych zwierzątek (a czasem dzieci i morderczych robotów z kosmosu) było już godzilion razy. Rzeczywiście tak przez pewien czas jest - skupiamy się głównie na oswajaniu i pielęgnowaniu trolla tudzież rozwoju relacji pomiędzy nim a głównym bohaterem. W pewnym momencie jednak książka odpływa w całkowicie niespodziewane rejony, atmosfera gęstnieje z każdą stroną, nawet pozornie oczywiste wątki rozwijają się całkiem zaskakująco, a zakończenie zostawia człowieka z kompletnym opadem szczęki.
Oprócz człowieka i trolla, mamy tu też innych ludzi i relacje między nimi, które są często tak piętrowo manipulatorskie, że nieraz trudno było jednoznacznie orzec kto kogo bardziej wykorzystuje. Na tym tle relacja bohatera z trollem wydawała się tym bardziej urocza i grzała me serce porosłe mchem i porostem. To znaczy, żeby być ścisłym, była urocza i sympatyczna przez większość czasu...
Bo w pewnym momencie autorka postanowiła wpleść tu bardzo dziwny podtekst erotyczny, który zaniepokoił mnie na tyle, że poważnie się zastanawiałam czy się natychmiast nie ewakuować. Nie wiem, być może zbyt płytko interpretuję i troll jest tu jakąś metaforą, której nie rozgryzam, ale mimo wszystko uważam, że to nie było szczególnie potrzebne. Na szczęście, jest to jednak dosyć marginalny wątek.
Są takie chwile w życiu żółwia, że wybiera książkę na totalne chybił-trafił, nie wiedząc kompletnie czego się spodziewać, a w rezultacie otrzymuje... coś osobliwego, można by powiedzieć. Zagadkowego. Zaryzykujmy stwierdzenie, że w pewnym sensie wyjątkowego nawet.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSponiewierany życiem (i alkoholem) młody człowiek znajduje na ulicy trolla, po czym w przypływie fascynacji oraz...
co tu się wydarzyło przez ponad trzy godziny czytania, to ja nawet nie! wspaniały, zupełnie odrealniony a przecież tak codzienny świat, emocje, zapachy, relacje. nie mogłam się oderwać i łyknęłam na raz
co tu się wydarzyło przez ponad trzy godziny czytania, to ja nawet nie! wspaniały, zupełnie odrealniony a przecież tak codzienny świat, emocje, zapachy, relacje. nie mogłam się oderwać i łyknęłam na raz
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO trollach i ludziach inaczej.
Warto czytać uważnie.
Dobre zakończenie.
O trollach i ludziach inaczej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto czytać uważnie.
Dobre zakończenie.
Dosyć nietypowa książka, od początku dziwnie enigmatyczna, tak jakby wtargała na zupełnie niezbadany grunt, gdzie my zwykli laicy, bez wiedzy o otaczającym nas świecie, latarki czy chociażby ułamanej zapałki musimy dostrzec coś w kawałku nocy i dzikości, jaką sprowadził do swojego domu Mikael – mitycznym Trollu, a konkretniej mówiąc, to w młodym osobniku tego gatunku, będącym niczym biała plama w naszych umysłach. Zamęt, jaki wprowadza, będzie dla nas nie lada wyzwaniem. Żeby za nim nadążyć i nie utkwić już na zawsze gdzieś po drodze w dzikich ostępach Finlandii, będziemy musieli zrozumieć, dlaczego wyzwala w Mikaelu takie, a nie inne emocje; podświadome ludzkie pragnienia skryte za kulturalną maską, która przez setki, jeśli nie tysiące lat skutecznie wrasta w ludzką twarz.
Johanna Sinisalom zanurza nas w głównym ośrodku ludzkiej cywilizacji – mieście – gdzie stopniowo przenika fiński folklor. Nie dba przy tym o jakąś klarowną, sztywną wręcz narrację. Miast tego jest ona wysoce skoczna i pełna różnorakich przekazów kulturalnych. Nie da się tak naprawdę tej mieszanki uporządkować w jeden zwięzły logiczny sposób. Jest niedbale, dziko, jak to w lesie. Odzwierciedla to poniekąd zmiany zachodzące krok po kroku w życiu głównego bohatera, które zresztą, jak każde inne we współczesnym świecie determinuje pewien stopień egocentryzmu, chłodu i wyrachowania. Widzimy to zresztą na jego własnym przykładzie oraz wielu innych, rzuconych jakby specjalnie pod nogi protagonisty postaci mających zatrzymać go w ścisłych ramach tego porządku towarzyszącemu współczesnemu człowiekowi, gdy napotykając Pesika, rzeczonego Trolla, wyślizguje się mu coraz to bardziej. Wszystko to za sprawą obudzenia w sobie za jego sprawą tych najbardziej pierwotnych uczuć, które zaczynają wymazywać w nim kurczowe przywiązanie do miejskich świateł; władzy, jaką sprawują nad człowiekiem. Jest to moim zdaniem książka o tlącym się gdzieś głęboko w każdym z nas pragnieniu nie tyle dzikiej natury, ile człowieka jako jej części. Powieść jest swoistą próbą siły między tym, co człowiek tak usilnie budował, a matka natura w nim zaprogramowała.
Dosyć nietypowa książka, od początku dziwnie enigmatyczna, tak jakby wtargała na zupełnie niezbadany grunt, gdzie my zwykli laicy, bez wiedzy o otaczającym nas świecie, latarki czy chociażby ułamanej zapałki musimy dostrzec coś w kawałku nocy i dzikości, jaką sprowadził do swojego domu Mikael – mitycznym Trollu, a konkretniej mówiąc, to w młodym osobniku tego gatunku,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałam w liceum, czyli 20 (sic!) lat temu... Na tamte czasy była to inna i niezwykła powieść, dzięki temu kilka szczegółów zostało w mojej pamięci i @OH_NO pomógł mi sobie odświeżyć tytuł/autora :) Książka zapadająca w pamięć - i o dziwo wątek homoseksualny to nie było to, co ze mną zostało - tylko dżinsy, stwór, dzikość i ciemny, pachnący las...
Czytałam w liceum, czyli 20 (sic!) lat temu... Na tamte czasy była to inna i niezwykła powieść, dzięki temu kilka szczegółów zostało w mojej pamięci i @OH_NO pomógł mi sobie odświeżyć tytuł/autora :) Książka zapadająca w pamięć - i o dziwo wątek homoseksualny to nie było to, co ze mną zostało - tylko dżinsy, stwór, dzikość i ciemny, pachnący las...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiepowtarzalna. Bezprecedensowa przyjaźń człowieka z dzikim zwierzęciem.. a w zasadzie istotą, różne oblicza zakazanej lub przynajmniej nie do końca akceptowanej przez społeczeństwo miłości i zdrady, zarówno uczuciowej, jak i czysto biznesowej... choć czy to często nie to samo? Do tego smaczki skandynawskiego folkloru.. Piękna w swej wymowie, psychodeliczna baśń dla dorosłych czytelników.
Niepowtarzalna. Bezprecedensowa przyjaźń człowieka z dzikim zwierzęciem.. a w zasadzie istotą, różne oblicza zakazanej lub przynajmniej nie do końca akceptowanej przez społeczeństwo miłości i zdrady, zarówno uczuciowej, jak i czysto biznesowej... choć czy to często nie to samo? Do tego smaczki skandynawskiego folkloru.. Piękna w swej wymowie, psychodeliczna baśń dla...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMikael ma anielsko piękny wygląd i dość bujne życie erotycznouczuciowe. Porzucił weterynarza o wdzięcznej ksywce Spiderman, który wciąż do niego wzdycha. Mikael wzdycha zaś do Martensa, z którym może nawet do czegoś dojdzie, mimo, że Martens to heteryk. I jest jeszcze Ecke, który umiera z pożądania do Mikaela, aranżując kolejne randki. Skomplikowane? Ani trochę, zważywszy na to, co dzieje się, gdy pewnego wieczora Mikael zastaje przy śmietniku małego chorego… trolla. Oczekujcie nieoczekiwanego.
Narracja powieści Johanny Sinisalo „Nie przed zachodem słońca“ przebiega wielogłosem. Rozwój wydarzeń śledzimy oczami wszystkich bohaterów (zawsze w pierwszej osobie). W oryginalną fabułę autorka wplotła fragmenty fińskich dzieł literackich i legend o trollach.
W 2000 r. książka otrzymała najbardziej prestiżową nagrodę literacką Finlandii.
„Zoophilia coming soon“ – taki „uroczy“ baner trzymał pewien przeciwnik zeszłorocznej Parady Równości. Jemu szczególnie tę bezpretensjonalną powieść polecam.
(Mariusz Kurc, nr 7)
Mikael ma anielsko piękny wygląd i dość bujne życie erotycznouczuciowe. Porzucił weterynarza o wdzięcznej ksywce Spiderman, który wciąż do niego wzdycha. Mikael wzdycha zaś do Martensa, z którym może nawet do czegoś dojdzie, mimo, że Martens to heteryk. I jest jeszcze Ecke, który umiera z pożądania do Mikaela, aranżując kolejne randki. Skomplikowane? Ani trochę, zważywszy...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakochałem się w tej książce! Niedawno do niej wróciłem, a moja miłość jeszcze wzrosła. Jest tu wszystko, czego szukam w literaturze. A do tego z maestrią przełożone przez Sebastiana Musielka, który dokonał cudów językowych, tłumacząc tę piekielnie trudną powieść.
Zakochałem się w tej książce! Niedawno do niej wróciłem, a moja miłość jeszcze wzrosła. Jest tu wszystko, czego szukam w literaturze. A do tego z maestrią przełożone przez Sebastiana Musielka, który dokonał cudów językowych, tłumacząc tę piekielnie trudną powieść.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJohanna Sinisalo (ur. 1958) - fińska pisarka, krytyk, redaktor antologii i scenarzystka programów i seriali telewizyjnych, kreskówek i filmów oraz słuchowisk, autorka powieści science fiction i fantasy. Ta z 2000 r., to powieść fantasy, dostępna na: https://docer.pl/doc/xvccvx
Wikipedia:
„Powieść ma narrację pierwszoosobową, z kilkoma narratorami (Anioł, Ecke, Martes, Spiderman, Palomita),których głosy się przeplatają; fragmenty tekstu w I. osobie przeplecione są dodatkowo z paradokumentalnymi fragmentami fikcyjnej literatury, folkloru, dokumentów i newsów, dotyczących historii relacji ludzi z trollami”.
Główny wątek to przyjaźń geja z trollem. Czego to ludziska nie wymyślą??!!! Dochodzi do tego jeszcze sąsiadka Palomita, Filipinka zniewolona przez męża.
Mimo tych dziwactw i wskutek bardzo różnych opinii na LC (średnia 6,71) postanowiłem z uwagą przeczytać.
I czytałem do s.128 (z 264 pdf}. Pesik to troll, a bohater - gej to oryginał, który tak sobie z trollem poczynał: (Pesik po zagryzieniu świnki morskiej)
„….Pesik oczyszcza leniwie pyszczek z krwi, a ja chyba nie do końca zdaję sobie sprawę z tego, co robię, ale przyciągam go bliżej siebie, bardzo nieznacznie i ostrożnie, i w momencie, gdy jego gorący grzbiet dotyka mojego brzucha, wybucham jak wulkan.. …Sperma poplamiła Pesikowi grzbiet, a mnie uda…”
Przed laty Janek Himilsbach, naumyślnie szokował słuchaczy swoimi doznaniami erotycznymi z rurą od odkurzacza, robiąc sobie z nich „dżadża”. Ale to był niewybredny wygłup w „Harendzie”, przy piwie. W wydaniu książkowym takich talentów nie kupuję. Mimo pozytywnego nastawienia, siląca się na oryginalność autorka nie pozostawia mnie wyboru: PAŁA!!
Johanna Sinisalo (ur. 1958) - fińska pisarka, krytyk, redaktor antologii i scenarzystka programów i seriali telewizyjnych, kreskówek i filmów oraz słuchowisk, autorka powieści science fiction i fantasy. Ta z 2000 r., to powieść fantasy, dostępna na: https://docer.pl/doc/xvccvx
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWikipedia:
„Powieść ma narrację pierwszoosobową, z kilkoma narratorami (Anioł, Ecke,...
Najsmutniejsza jest dla mnie historia Palomity. Pozostali mieli za sobą prawo, władzę, pieniądze, policje, rodzinę w lesie. Ona nie miała nic i nikogo. Nikt nawet na nią nie zwrócił uwagi.
Książka została również wydana przez Oficynę Wolny Tor pod tytułem "Nim zajdzie słońce"
Najsmutniejsza jest dla mnie historia Palomity. Pozostali mieli za sobą prawo, władzę, pieniądze, policje, rodzinę w lesie. Ona nie miała nic i nikogo. Nikt nawet na nią nie zwrócił uwagi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka została również wydana przez Oficynę Wolny Tor pod tytułem "Nim zajdzie słońce"