-
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać50 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać49
forum Oficjalne Akcje i konkursy
Fałszywa tożsamość - wygraj książkę "Poprosisz mnie o śmierć".
Gdy nadinspektor Roy Grace z wydziału dochodzeniowego policji w Brighton planuje podróż poślubną, na horyzoncie pojawia się sprawa, która może pokrzyżować jego plany. Red Westwood wierzy, że wreszcie uporała się z trudną przeszłością u boku Bryce’a Laurenta, oszusta posługującego się licznymi fałszywymi tożsamościami. Niedawno związała się z troskliwym i opiekuńczym lekarzem Karlem Murphym. Jednak Karl nie pojawia się na ich kolejnej randce, a wkrótce na jednym z pól golfowych policja znajduje jego zwęglone zwłoki oraz list pożegnalny. Wszystkie ślady wskazują na samobójstwo, lecz Roy Grace i jego koledzy z wydziału dochodzeniowego mają wątpliwości.
Na co dzień wzorowi rodzice, pracownicy, uczniowie. Nie dajcie się zwieść - to wszystko fałszywe tożsamości. No właśnie, kim tak naprawdę jesteście? Napiszcie dialog, w którym pokazujecie najbliższym swoją prawdziwą twarz. Wyjawcie nam swoje tajemnice.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Poprosisz mnie o śmierć
Autor : Peter James
Regulamin
- Konkurs trwa od 11 lipca do 18 lipca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
- Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu Albatros. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
- Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [37]
Ogromnie dziękuję za wyróżnienie! Serdeczne gratulacje dla pozostałej czwórki :)
Ogromnie dziękuję za wyróżnienie! Serdeczne gratulacje dla pozostałej czwórki :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
kamillo121
wrzos
Ann81
Martina
MistySun
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
kamillo121
wrzos
Ann81
Martina
MistySun
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
- Truteń Kolonialny R2D2 do Królowej Matki, dziennik pokładowy, dzień 7; Potencjalny obiekt badawczy: Ziemianka Anna L., połknął haczyk. Przykrywka działa śpiewająco. Zaginione młode: Klara L., odnalezione po latach. Zmieniacz formy sprawdza się śpiewająco. Nawet Robert L. mąż obiektu, kolejny potencjalny obiekt badawczy, nie ma wątpliwości co do autentyczności młodego. Po metamorfozie Truteń Kolonialny R2D2 przypomina wyrośnięte młode Ziemianki Anny i Roberta L. Opracowana przez Imperium Wewnątrz Galaktyczne Sixam technologia nigdy nie zawodzi.. frrr... wyczuwam zagrożenie..
- AAAAAAA! Co zrobiłeś z moją córką potworze?! Gdzie jest Klara, wessałeś ją tą przyssawą?! Oddawaj moje dziecko! Robert!
- Truteń Kolonialny R2D2 rozpoczyna procedurę czyszczenia pamięci, cała misja pod przykrywką poszła się...
- Truteń Kolonialny R2D2 do Królowej Matki, dziennik pokładowy, dzień 7; Potencjalny obiekt badawczy: Ziemianka Anna L., połknął haczyk. Przykrywka działa śpiewająco. Zaginione młode: Klara L., odnalezione po latach. Zmieniacz formy sprawdza się śpiewająco. Nawet Robert L. mąż obiektu, kolejny potencjalny obiekt badawczy, nie ma wątpliwości co do autentyczności młodego. Po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
— Zabierz wszystkie zioła i eliksiry — powiedziała do telefonu, krzątając się po pokoju. — Broń też, przyda się. Ja będę mówić zaklęcia, a ty będziesz mnie osłaniał. Damy radę — rozłączyła się.
Zwróciła się ku drzwiom, lecz w progu stała jej zszokowana i przerażona matka.
— Jaka broń? Eliksiry, zioła, zaklęcia?
— Mamo... — Dziewczyna zagryzła wargę. — Ja muszę wyjść. Wszystko wyjaśnię, kiedy wrócę.
Chciała wyminąć kobietę w progu, ale ta złapała ją za ramię.
— Nie! Nie pozwolę ci wyjść. Powiedz mi, o co chodzi — rzekła stanowczo.
— Mamo, proszę. To ważna sprawa.
— A wyjawienie matce prawdy już nie jest takie ważne?!
— Ech... Chcesz wiedzieć? Posiadam niezwykłe moce i zabijam potwory. Możesz mnie uznać za nienormalną, jak sobie chcesz, ale teraz mnie puść. Mój przyjaciel jest w niebezpieczeństwie — wyjaśniła zdenerwowana.
Jej rodzicielka nie wyglądała, jakby uwierzyła w którekolwiek słowo córki.
— Nie wierzę, że możesz mówić mi takie bajeczki prosto w oczy.
— To nie są bajeczki! Puść mnie!
— To dlatego ostatnio coraz częściej cię nie ma w domu? Przychodzisz w środku nocy, ledwo trzymasz się na nogach, a później spóźniasz się do szkoły. Chodzi o jakiegoś chłopaka? Wplątałaś się w jakieś podejrzane towarzystwo? — dopytywała kobieta.
Córka miała już dość tej sytuacji. Przyłożyła do skroni matki dwa palce i wypowiedziała kilka słów w nieznanym języku, aby po chwili ta osunęła się śpiąca na ziemię.
— Przepraszam — szepnęła dziewczyna i wybiegła z domu.
— Zabierz wszystkie zioła i eliksiry — powiedziała do telefonu, krzątając się po pokoju. — Broń też, przyda się. Ja będę mówić zaklęcia, a ty będziesz mnie osłaniał. Damy radę — rozłączyła się.
Zwróciła się ku drzwiom, lecz w progu stała jej zszokowana i przerażona matka.
— Jaka broń? Eliksiry, zioła, zaklęcia?
— Mamo... — Dziewczyna zagryzła wargę. — Ja muszę wyjść....
- Mamo, odnosiłaś czasem wrażenie, że droga którą wybrałaś nie przynosi Ci szczęścia, zadowolenia?
- Kochana ja od dziecka chciałam być lekarzem, Ty zresztą też. Marzyłaś o tym!
- Mhmm to znaczy …
- Jestem szczęśliwa, spełniam się zawodowo i Ty też będziesz, zobaczysz.
- No właśnie bo ja nie do końca uważam, że chce pracować …
- W szpitalu? Kochana oczywiście, że chcesz, to bardzo dobry, prestiżowy zawód! Jeszcze się przekonasz, za kilka lat, tylko skończysz stu..
- Mamo nie przekonam się.
- Słucham?
- Nie przekonam się.
- O czym Ty mówisz?
- Nie przekonam się, na zajęciach nie byłam już od kilku miesięcy.
- No i jak możesz stroić sobie ze mnie żarty?
- Mamo, nie chcę pracować na etacie, nie chcę być więźniem tego systemu. Moją pasją są podróże, takie dzikie, nieokiełznane, niezaplanowane. Mogłabym zająć się wolontariatem w miejscach tak bardzo niedostępnych na co dzień.
- Pasja, wolontariat, dzikie podróże … cóż za głupoty! Dziecko, jak mogłaś rzucić studia?! Kim Ty chcesz zostać? Podróżnikiem? Włóczykijem? Bezrobotnym?!
- Szczęśliwym człowiekiem.
- Nie wiesz co mówisz, nie wiesz! Tylko stabilna praca prowadzi do szczęś..
- Mamo wiem, wiem doskonale o czym mówię, a teraz pomimo wszystko wsiądę w transsyberyjski wehikuł i za jakiś tydzień będę piła kawę z termosu na tym małym końcu świata. Tak zamierzam żyć. Po swojemu, nie po Twojemu. Będę, jak to nazywasz włóczykijem i uwierz, nie widzę w tym nic złego, a wiesz dlaczego? Bo w końcu będę sobą.
- Mamo, odnosiłaś czasem wrażenie, że droga którą wybrałaś nie przynosi Ci szczęścia, zadowolenia?
- Kochana ja od dziecka chciałam być lekarzem, Ty zresztą też. Marzyłaś o tym!
- Mhmm to znaczy …
- Jestem szczęśliwa, spełniam się zawodowo i Ty też będziesz, zobaczysz.
- No właśnie bo ja nie do końca uważam, że chce pracować …
- W szpitalu? Kochana oczywiście, że chcesz, to...
Drodzy rodzice, mam dla Was wyznanie,
Dopijcie kawę, dojedzcie śniadanie,
Bo gdy wypowiem to jedno zdanie,
Zmienicie o mnie swoje mniemanie.
Codziennie gdy idę do toalety,
Czy gdy na obiad tłukę kotlety,
Gdy w tramwaju sprawdzają bilety,
Ja czuję w sobie zew poety.
Nie chcę dłużej być sekretarką,
Męża mojego prywatną kucharką,
Dla dzieci pralką i zmywarką,
Zostanę pisarką.
Zwiedzę tak Lazurowe Wybrzeże całe,
Przeżyję przygody duże i małe,
Poznam rycerzy, piratów, krasnale,
Za szarym życiem nie zatęsknię wcale.
Drodzy rodzice, mam dla Was wyznanie,
Dopijcie kawę, dojedzcie śniadanie,
Bo gdy wypowiem to jedno zdanie,
Zmienicie o mnie swoje mniemanie.
Codziennie gdy idę do toalety,
Czy gdy na obiad tłukę kotlety,
Gdy w tramwaju sprawdzają bilety,
Ja czuję w sobie zew poety.
Nie chcę dłużej być sekretarką,
Męża mojego prywatną kucharką,
Dla dzieci pralką i zmywarką,
Zostanę pisarką.
...
— Proszę, proszę — podniosłam wzrok znad komputera i zobaczyłam tą mendę — mojego kuzyna Dawida.
— Czego chcesz...Pulpet? — uśmiechnęłam się złośliwie nazywając go jak w dzieciństwie, kiedy wyglądał jak mała kulka mięsa.
— Zamknij się buraczku. — odparł patrząc na mnie z błyskiem w oku. Zacisnęłam palce wiedząc, że zbliża się kłótnia.
— No dobra, Pulwid, czego chcesz no bo chyba nie tego bym przyznała się, że widziałam cię kilka dni temu z Karoliną nad jeziorem. — Ściszyłam głos konspiracyjnie. — Przecież rodzicom to się nie spodoba.
— Oczywiście, że nie. — usiadł przede mną. — W końcu cioci i wujkowi nie przypadnie do gustu prawda, że ich córka ukradła z otwarcia muzeum narodowego cenny kamień a później wrzuciłaś go do jeziora. Do dzisiaj ślad o nim przepadł. A media tylko czekają na wieść o grupie przestępczej.
— Nie masz dowodów.
— Ależ mam, niech twoja główka o tym się nie martwi.
— A tak w ogóle to po co tu przyszłeś?
— I to jest, moja droga kuzynko, najmądrzejsze pytanie jakie zadałaś w życiu. — wzruszył ramionami. — Mama wzywa na obiad.
— Proszę, proszę — podniosłam wzrok znad komputera i zobaczyłam tą mendę — mojego kuzyna Dawida.
— Czego chcesz...Pulpet? — uśmiechnęłam się złośliwie nazywając go jak w dzieciństwie, kiedy wyglądał jak mała kulka mięsa.
— Zamknij się buraczku. — odparł patrząc na mnie z błyskiem w oku. Zacisnęłam palce wiedząc, że zbliża się kłótnia.
— No dobra, Pulwid, czego chcesz...
-Kochanie, spotykamy się już od pół roku, pomieszkujemy razem, nie sądzisz, że fajnie by było gdybym poznał Twoich rodziców?
- (czuję jak tężeje mi twarz, zaciskam zęby.. nie nie nie tak miało być, nie podejrzewałam, że się w Nim zakocham) tymczasem na głos mówię.. to nie jest dobry moment, zaczekajmy jeszcze
-wstydzisz się mnie? boisz się, że mnie nie polubią?
Podchodzi do mnie bliżej i szeptem wypowiada do mojego ucha... Obiecuję, że użyję tego samego uroku osobistego, który wykorzystałem by zdobyć Twoje serce, proszę zgódź się.
- dobrze, odpowiadam krótko i namiętnie Go całuję ( wiem, że nadchodzi moment w którym mój związek zaraz się skończy, rozpadnie pozostawiając w moim sercu dziurę, Adam nie odpuści więc nie mogę dłużej zwlekać)
Dwa dni później podjeżdżamy pod piękny duży dom, serce bije mi jak szalone.. już za kilka chwil wydarzy się nieuniknione.
I wtedy otwierają się drzwi, a w ich progu stają ONA i ONA rozkładając ramiona i wołając..
-Kochanie, spotykamy się już od pół roku, pomieszkujemy razem, nie sądzisz, że fajnie by było gdybym poznał Twoich rodziców?
- (czuję jak tężeje mi twarz, zaciskam zęby.. nie nie nie tak miało być, nie podejrzewałam, że się w Nim zakocham) tymczasem na głos mówię.. to nie jest dobry moment, zaczekajmy jeszcze
-wstydzisz się mnie? boisz się, że mnie nie polubią?
Podchodzi...
Po ciężkim dniu wróciłam do domu. W drzwiach czekała na mnie mama.
- Gdzie byłaś?
- W pracy, jak zawsze. Dzień mija zbyt wolno, doba jest za krótka, a wszyscy dookoła Cię wkurzają.
- Czym Ty się właściwie zajmujesz? - zapytała mama.
- Mamo, przecież wiesz, pracuje w bibliotece, później na kilka godzin idę do baru u Stanlaya, gdzie muszę się użerać z bandą pijaków.
- Ja wiem... - powiedziała mama. Wpadłam w osłupienie, nie wiedziałam o czym mówi. Nie, ja wiedziałam, ale nie chciałam się przyznać.
Usłyszałam nagle za plecami znajomy głos:
- Ona wie, nie możesz tego dłużej ukrywać. - Kątem oka dostrzegłam, że szkatułka z pozytywką, którą dostałam od babci, otwiera się, a baletnica w środku zaczyna tańczyć do ustawionej melodyjki.
Odwróciłam się i spojrzałam jej prosto w oczy.
- Co wiesz mamo? - czułam, że płonę.
- Wiem, że nie jesteś moją córką. Moja córka nie zachowuje się w ten sposób, nie rozmawia ze zmarłymi i nie przeprwadza ich przez podziemie wprost do Hadesu.
- Mamo... Ja... Ehh...
- Kim lub raczej czym jesteś? - zapytała ze złością.
- To wszystko jest zbyt skompikowane... Zostałam WYBRANĄ, mam moc uśmiercania tych, którzy zasłużyli złymi czynami, oraz wskrzeszania niewinnie zgładzonych.
- Ale jak? - wydukała moja ukochana mama w rozpaczy.
- Pewnej nocy, idąc ulicą potrącił mnie samochód, wyszedł z niego mężczyzna i powiedział, że będę żyć, że zwróci mi to co odebrał, ale muszę zawrzeć z nim pakt. Tak też się stało. Od tego czasu stałam się Wybraną...
Po ciężkim dniu wróciłam do domu. W drzwiach czekała na mnie mama.
- Gdzie byłaś?
- W pracy, jak zawsze. Dzień mija zbyt wolno, doba jest za krótka, a wszyscy dookoła Cię wkurzają.
- Czym Ty się właściwie zajmujesz? - zapytała mama.
- Mamo, przecież wiesz, pracuje w bibliotece, później na kilka godzin idę do baru u Stanlaya, gdzie muszę się użerać z bandą pijaków.
- Ja...
- I jak jedziesz idioto?! - mocniej zacisnęłam ręce na kierownicy.
- Spokojnie Kochanie - odparł mój chłopak, jak zawsze opanowany.
- Ale widziałeś jak mi się wepchnął na drogę?! Denerwują mnie tacy ludzie.
- Będziesz częściej jeździła, to się przyzwyczaisz.
- Może i tak, ale zobacz - kolejny bałwan! Ku*** hamuje w ostatniej chwili i nie włącza kierunkowskazu przy zjeździe z ronda!
- Nie poznaję Cię Zosiu. Patrzę i nie wierzę, że to moja spokojna dziewczyna, która nigdy nie przeklina.
- Podczas jazdy wychodzi ze mnie jakiś potwór. Sama się wtedy nie poznaję - zerknęłam w jego stronę.
- Patrz na drogę.
- Ja pierniczę, gdzie się pchasz człowieku pod samochód?! Nie, nie, ja wysiadam i nie jeżdżę więcej. To ponad moje siły. Sorry, może później!
- I jak jedziesz idioto?! - mocniej zacisnęłam ręce na kierownicy.
- Spokojnie Kochanie - odparł mój chłopak, jak zawsze opanowany.
- Ale widziałeś jak mi się wepchnął na drogę?! Denerwują mnie tacy ludzie.
- Będziesz częściej jeździła, to się przyzwyczaisz.
- Może i tak, ale zobacz - kolejny bałwan! Ku*** hamuje w ostatniej chwili i nie włącza kierunkowskazu przy zjeździe...
- Co ty robisz?
- Maluje.
- Zwariowałaś? Przestań!
- Nie robię nic złego.
- Czy to jest krew? Skąd wzięłaś krew?!? Czy ona jest ludzka?!
- W pokoju leży właściciel.
- Zaraz oszaleję. Przestań nią malować po ścianie! Zaraz zadzwonię na policję.
- Nie zadzwonisz, jestem twoją córką. - Powiedziała to z taką beztroską. - Nie dasz rady.
- Dziecko, co się z tobą dzieje? Chodź, umyjesz się.
- Zostaw. Mnie. - Wysyczała.
- Ale, kochanie, przestań chociaż rysować... - To było trudne do wypowiedzenia. - Wi...wi...sielce.
- Krew się kończy. Mamusiu, jesteś gotowa do poświęceń? Dla swojej córeczki...
- Co ty robisz?
- Maluje.
- Zwariowałaś? Przestań!
- Nie robię nic złego.
- Czy to jest krew? Skąd wzięłaś krew?!? Czy ona jest ludzka?!
- W pokoju leży właściciel.
- Zaraz oszaleję. Przestań nią malować po ścianie! Zaraz zadzwonię na policję.
- Nie zadzwonisz, jestem twoją córką. - Powiedziała to z taką beztroską. - Nie dasz rady.
- Dziecko, co się z tobą dzieje?...
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, poproszę pokój z widokiem na morze.
- Oczywiście.Pokój numer 4 jest wolny, już panią zaprowadzam.
- Dziękuję.
- A pani sama? Bez męża, bez dzieci?
- Nie mam męża. A od dzieci uciekłam. Myślę,że jeśli zostałabym w domu jeden dzień dłużej, to zrobiłabym im krzywdę...
Recepcjonistka się roześmiała. Uznała,że to żart.
Nie wie, jak bardzo się myli.
Musze zacząć nowe życie. Bez nich.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, poproszę pokój z widokiem na morze.
- Oczywiście.Pokój numer 4 jest wolny, już panią zaprowadzam.
- Dziękuję.
- A pani sama? Bez męża, bez dzieci?
- Nie mam męża. A od dzieci uciekłam. Myślę,że jeśli zostałabym w domu jeden dzień dłużej, to zrobiłabym im krzywdę...
Recepcjonistka się roześmiała. Uznała,że to żart.
Nie wie,...
- Cześć kochanie!
- Cześć...
- Coś nie tak?
- Nie, jest ok.
- Ej znam Cię nie od dziś. Co jest?
- Słuchaj Grzegorz, ja Ciebie nie kocham. Nie wyobrażam sobie życia z Tobą.
- Ale...ale mamy już wyznaczoną datę ślubu!!!
- Grzegorz...ja kocham inaczej! Rozumiesz? Kocham Ewę! Nie chcę oszukiwać Ciebie do końca życia! Zasługujesz na kogoś kto pokocha także Ciebie!
- Cześć kochanie!
- Cześć...
- Coś nie tak?
- Nie, jest ok.
- Ej znam Cię nie od dziś. Co jest?
- Słuchaj Grzegorz, ja Ciebie nie kocham. Nie wyobrażam sobie życia z Tobą.
- Ale...ale mamy już wyznaczoną datę ślubu!!!
- Grzegorz...ja kocham inaczej! Rozumiesz? Kocham Ewę! Nie chcę oszukiwać Ciebie do końca życia! Zasługujesz na kogoś kto pokocha także Ciebie!
- Cześć siostra.
- Cześć, gdzie byłaś?
- Na randce z moim nowym facetem... Kolejnym – dodałam lekko przymrużywszy oczy.
- Jak to na randce? Jak to z kolejnym, nowym facetem? Przecież ty nigdy nie miałaś chłopaka, nie umawiałaś się z nikim. Masz tylko kolegów, nikt się nigdy tobą nie interesował. Co się stało? Opowiadaj. - siostra aż wybałuszyła oczy ze zdziwienia.
No cóż, wiem, że wy wszyscy uważacie, że nie jestem dość atrakcyjna, by znaleźć sobie faceta. Już dawno stwierdziliście, że zawsze będę sama i nigdy nie założę rodziny, ale cóż muszę was rozczarować. Miałam chłopaka, wy myśleliście, że to tylko kolega z pracy. To ja z nim zerwałam. Potem zainteresował się mną jakiś chłopak na ulicy, ale go olałam. A w końcu zaczepił mnie w metrze Włoch. I co ty na to? Mam powodzenie i teraz to ja rozdaję karty, decyduję, z kim się chcę umówić, z kim związać na dłużej. - kokieteryjnym ruchem poprawiłam włosy i zatrzepotałam rzęsami.
- Niemożliwe. - Siostra do wybałuszonych oczu dodała szeroko otwartą buzię.
- Nie znasz przysłowia: „Każda potwora znajdzie swojego amatora”. Ja już znalazłam i to niejednego. Muszę lecieć. Aha, jak chcesz, możesz powiedzieć mamie i tak miałam to w końcu zrobić. - Lekkie, dumne uniesienie głowy i już mnie nie było.
- Cześć siostra.
- Cześć, gdzie byłaś?
- Na randce z moim nowym facetem... Kolejnym – dodałam lekko przymrużywszy oczy.
- Jak to na randce? Jak to z kolejnym, nowym facetem? Przecież ty nigdy nie miałaś chłopaka, nie umawiałaś się z nikim. Masz tylko kolegów, nikt się nigdy tobą nie interesował. Co się stało? Opowiadaj. - siostra aż wybałuszyła oczy ze zdziwienia.
No cóż,...
- Hej, Olka... co to za gruby zeszyt? Co tu jest zapisane?
- Zaraz! Zostaw to! To mój pamiętnik! Nie możesz...
- "25 lipca 2012 jestem beznadziejna we wszystkim za co się zabiorę", "29 lipca 2012 monotonność mojego życia mnie przytłacza", "2 sierpnia 2012 znów mam wszystkiego dość" O co w tym chodzi? Dlaczego tak pisałaś? Zaraz... kolejne wpisy są podobne. Czy Ty miałaś depresję? Masz ją nadal?! Nic nie rozumiem, przecież zawsze byłaś radosną dziewczyną, miałaś wielu znajomych, skąd to się wzięło?! Dlaczego o niczym nie powiedziałaś?
- Mieliście z tatą za dużo problemów, miałam wtedy 14 lat, nikt nie potraktowałby mnie poważnie, nie chciałam nikogo martwić. Ale teraz jest okej, trwało to ponad 4 lata, ale wyszłam z tego. W gruncie rzeczy cieszę się, że nikt wtedy nie poznał prawdy. Oszczędziłam wam bólu.
- Kochanie, gdybym wiedziała...
- Teraz to już nieważne. Po prostu czasem najbardziej cierpią ci, którzy najwięcej się śmieją... Takie jest już życie.
- Hej, Olka... co to za gruby zeszyt? Co tu jest zapisane?
- Zaraz! Zostaw to! To mój pamiętnik! Nie możesz...
- "25 lipca 2012 jestem beznadziejna we wszystkim za co się zabiorę", "29 lipca 2012 monotonność mojego życia mnie przytłacza", "2 sierpnia 2012 znów mam wszystkiego dość" O co w tym chodzi? Dlaczego tak pisałaś? Zaraz... kolejne wpisy są podobne. Czy Ty miałaś...
- Jak było w szkole?
- Zabiłam. (Trzaśnięcie drzwiami)
- Jak było w szkole?
- Zabiłam. (Trzaśnięcie drzwiami)
- Edyto nie znalazłaś sobie chłopaka w młodości to już teraz nie znajdziesz
- mamo ty nie znasz całej prawdy
- jakiej prawdy Edyto
- mamo ja mam gg
- i co z tego
- mamo ty nie zdajesz sobie sprawy z tego ilu mężczyzn do mnie pisze
- i co z tego że pisze
- mamo oni twierdzą że jestem piękna i składają mi różne propozycje
- Edyto ty masz powodzenie; nie wierzę
- mamo uwierz; wystarczy że wkleję swoje zdjęcie.
- Edyto nie znalazłaś sobie chłopaka w młodości to już teraz nie znajdziesz
- mamo ty nie znasz całej prawdy
- jakiej prawdy Edyto
- mamo ja mam gg
- i co z tego
- mamo ty nie zdajesz sobie sprawy z tego ilu mężczyzn do mnie pisze
- i co z tego że pisze
- mamo oni twierdzą że jestem piękna i składają mi różne propozycje
- Edyto ty masz powodzenie; nie wierzę
- mamo uwierz;...
5.32. budzik dzwoni nieubłaganie. Znów. Dzień jak co dzień. Wstałam i zaczęłam szykować się do pracy. Zadzwonił telefon. To Piotrek, mój przyjaciel.
-Cześć. - powiedziałam jeszcze zaspanym głosem.
-Hej! Wstawaj, Mała! - darł się jak oparzony. - Dziś meeeeeecz!
-Do meczu jesz kilka godzin, a ja mam dziś umówione spotkania z klientami. Poza tym, muszę iść do są..
-Tak, tak, do sądu. Ja wiem. Ale przyjdziesz na mecz? To znaczy wolałbym do parkingu. Ty zawsze wiesz, jak mam najlepiej wystartować i jaka zębatkę założyć.
Westchnęłam. Znów to samo. Kocham ten sport, ale jeszcze bardziej go nienawidzę.
-Tak. Będę. O 15.30. Będę. - W końcu zawsze jestem, bo Cię kocham. Ale ostatniego zdania nie mógł słyszeć, bo się rozłączyłam.
Godzina 14.50. Zaraz muszę wychodzić i jechać na stadion. Boże, znów to samo, będę mieć stan przedzawałowy. Zaczęłam mieć mdłości z nerwów. Zawsze tak jest, gdy Piotrek ma mecz.
16.20. Zaraz zacznie się mecz. Chodzę blada jak trup, zwalam to na stres w pracy, uwierzył. Uzgodniliśmy z Piotrem co i jak, która zębatka jest najlepsza, kiedy po szerokiej, a kiedy ścinać do krawężnika. Dwie godziny nerwów. Piotrek upadł dwa razy. "To żużel, nie szachy". Znów to słyszę, jak co mecz. Prawie zemdlałam, dwa razy.
19.56. Siedzimy w busie. Piotrek cieszy się z wygranej. Ja płaczę.
-Mała, co jest? - przysunął się bliżej i objął mnie ramieniem. - Przecież wygraliśmy mecz! - Posłał mi ten rozbrajający uśmiech.
-Drużyna wygrała. Ty omal się nie zabiłeś! - odtrąciłam jego ramię. - Dwa razy leżałeś w bandzie! Dwa razy miałam zawał! Mam już dość! Nienawidzę tego! Nie mogę jeździć z Tobą, nie zniosę tego, to nie dla mnie. Nie mogę patrzeć, jak ciągle narażasz życie! - krzyczałam tak głośno, że momentami traciłam głos. - To nie na moje nerwy! Nie przeżyłabym, gdybyś miał poważaniejszy wypadek alb.. albo..
-Przestań! Nie mów tak!
-A jak mam mówić!? To prawda! Nie dam rady tak dłużej.
Wstałam i wyszłam z busa. Piotrek próbował mnie zatrzymać, ale mu się wyrwałam. Wyszedł za mną.
-Przecież jeździsz ze mną tyle lat, dlaczego dopiero teraz mi to mówisz? Poczekaj! - pociągnął mnie za rękę i zmusił, bym się obróciła tak, że patrzyliśmy na siebie.
-Bo Cię kocham, bardziej niż Ty ten pieprzony sport.
5.32. budzik dzwoni nieubłaganie. Znów. Dzień jak co dzień. Wstałam i zaczęłam szykować się do pracy. Zadzwonił telefon. To Piotrek, mój przyjaciel.
-Cześć. - powiedziałam jeszcze zaspanym głosem.
-Hej! Wstawaj, Mała! - darł się jak oparzony. - Dziś meeeeeecz!
-Do meczu jesz kilka godzin, a ja mam dziś umówione spotkania z klientami. Poza tym, muszę iść do są..
-Tak, tak,...
- Co tak wcześnie?
- Miałam nadgodziny do wykorzystania, a fatalnie się dziś czuję... Wiesz, te dni...
- W takim razie połóż się, a ja zaparzę Ci mięty.
- Dzięki mamo, jesteś kochana.
Kinga poszła do sypialni, wyjęła czarny płaszcz, maskę, rękaiwczki i wyszła przez balkon. Teoretycznie nadal była w pracy. Nie odbiła swojej karty przy wyjściu, więc miała alibi. Zadbała o to, by monitoring nie złapał jej wychodzącej z budynku. Z zimną krwią dopadła kolejną ofiarę, wbijając ostrze prosto w serce. Okolica była czysta, nikt nic nie widział. Krzyków nie było, ofiara nie miała czasu na reakcję. Kinga poczuła znane jej uczucie ekscytacji i spełnienia. Rozebrała się, spakowała ciuchy do torby i zaszła do pracy, by odbić swoją kartę. Wyszła głównym wyjściem tak, by wszyscy widzieli. Wróciła tramwajem do domu. Ponownie powitała mamę.
- Cześć, jak się dziś czujesz?
- W porządku... Kinga, czemu zniknęłaś z sypialni? Zaparzyłam Ci miętę, na pewno już wystygła.
- Mamo, spokojnie, połóż się, chyba znów coś Ci się pomyliło... Brałaś leki. Dopiero co wróciłam z pracy, miałam bardzo ciężki dzień.
- Ale... przecież niespełna 2 godziny temu byłaś tu, mówiłaś, że wyszłaś wcześniej, że...
- Mamusiu, spokojnie, weźmiesz leki i wszystko będzie dobrze, nie denerwuj się, coś Ci się pomieszało.
- Kinga... Twoja torba... Tam... To krew...
- Nie rozumiem.
- Ona jest cała we krwi.
- Może się skaleczyłam.
- Nie, ona... To... Boże, Kinga coś Ty zrobiła?!
- Nie, mamo to nie tak, ja... Nie zrozumiesz tego, nie oceniaj mnie, proszę, to nie jest moja wina! Ja nie potrafię... To jest silniejsze ode mnie. Tylko to przynosi mi tak ogromną ulgę, błagam, nikomu o tym nie mów...
- Ale czy Ty... Ty kogoś zabiłaś?! Dziecko!
- Tak mamo, jestem ode tego uzależniona, to jak narkotyk. Morduję ludzi, by wyzwolić w sobie emocje (...)
Ciąg dalszy nastąpi... ;) :D
- Co tak wcześnie?
- Miałam nadgodziny do wykorzystania, a fatalnie się dziś czuję... Wiesz, te dni...
- W takim razie połóż się, a ja zaparzę Ci mięty.
- Dzięki mamo, jesteś kochana.
Kinga poszła do sypialni, wyjęła czarny płaszcz, maskę, rękaiwczki i wyszła przez balkon. Teoretycznie nadal była w pracy. Nie odbiła swojej karty przy wyjściu, więc miała alibi. Zadbała o to,...
- Co się tutaj właściwie kuźwa stało? Pytali zszokowani Magda i Przemek, na co dzień moi koledzy z pracy.
Uznacie pewnie, że to proste pytanie. Pewnie też bym tak pomyślała, gdyby nie okoliczności. Staliśmy nad dwoma, rozłożonymi na łopatki zbirami, którzy kilka chwil wcześniej sterroryzowali moich kolegów, chcąc ich okraść.
Uratowałam im życie. Nie miałam wyboru, musiałam się ujawnić. Widok spokojnej koleżanki walczącej jak Rambo musiał ich szokować. Trudno im się dziwić, znali mnie jako nieśmiałą, mało towarzyską osobę. Skąd mogli wiedzieć, że to moja przykrywka, że jestem tajną agentką. Sekundy mijały, musiałam coś odpowiedzieć.
- Yyy, wygląda na to, że uratowałam Wam życie?
- To już wiemy, ale jak?, gdzie?, jakim cudem?- Zapytał Przemek.
- To, co Wam teraz powiem, musi zostać między nami. Inaczej będę musiała Was zabić. Żartowałam, dodałam, pośpiesznie widząc miny moich współpracowników.
- Jestem tajną agentką, od 2 lat prowadzę śledztwo. Podejrzewamy, że nasz szef współfinansuje mafię. To bardzo niebezpieczny typ.
- To są jakieś jaja. To na pewno jakiś program, w którym wkręca się kolegów z pracy — powiedziała trochę histerycznym tonem Magda.
- Obawiam się, że nie. Posłuchajcie, zrobimy tak, zaraz wykonam telefon. Moi szefowie wszystko załatwią, nigdzie nie będzie śladów napadu. Jeżeli chodzi o śledztwo, proszę Was tylko o dwie rzeczy. Gęby na kłódkę i proszę, nie mieszajcie się, ok?
- Tak, możemy nawet pomoc — powiedzieli zgodnym chórem Magda i Przemek...
- Co się tutaj właściwie kuźwa stało? Pytali zszokowani Magda i Przemek, na co dzień moi koledzy z pracy.
Uznacie pewnie, że to proste pytanie. Pewnie też bym tak pomyślała, gdyby nie okoliczności. Staliśmy nad dwoma, rozłożonymi na łopatki zbirami, którzy kilka chwil wcześniej sterroryzowali moich kolegów, chcąc ich okraść.
Uratowałam im życie. Nie miałam wyboru, musiałam...
- To co, idziemy na tą pizzę? - zapytała po raz kolejny w ciągu kilkunastu minut, już wyraźnie zirytowana.
- Dobra, ale za godzinę muszę być w domu - sądziłem, że im krócej będę w pizzerii, tym lepiej.
Na miejscu:
- Którą dziś bierzemy? - uśmiechnęła się na sam widok menu przed oczami.
- Obojętnie, którą chcesz - odparłem i głośno przełknąłem ślinę, gdy wyobraziłem sobie tą stertę cebuli, kiełbasy, sera i innych dodatków niedbale porozrzucanych na okrągłym placku.
- Zawsze tak mówisz, nie mógłbyś wykazać się większą inicjatywą?
- Daj mi spokój i zamów już tą pizzę - coraz bardziej zacząłem żałować tego, że znowu dałem się namówić na to ohydne żarcie.
- Ale o co Ci chodzi? - spojrzała na mnie dziwnie.
- Ja już dłużej tak nie mogę. Muszę Ci to w końcu powiedzieć - zacząłem wyrzucać z siebie to, co gromadziłem latami.
- Co takiego? - oczy miała jak pięć złotych.
- Tak naprawdę to nienawidzę pizzy! Udawałem, że ją lubię, by nie sprawić Ci przykrości. Wiem, że Ty za nią przepadasz.
- Poważnie? Zaskoczyłeś mnie, ale nie musiałeś się tak poświęcać. Zawsze mogę zjeść za nas dwoje :) - podeszła i ucałowała mnie w policzek.
- To co, idziemy na tą pizzę? - zapytała po raz kolejny w ciągu kilkunastu minut, już wyraźnie zirytowana.
- Dobra, ale za godzinę muszę być w domu - sądziłem, że im krócej będę w pizzerii, tym lepiej.
Na miejscu:
- Którą dziś bierzemy? - uśmiechnęła się na sam widok menu przed oczami.
- Obojętnie, którą chcesz - odparłem i głośno przełknąłem ślinę, gdy wyobraziłem sobie...
- Myślę, że powinnaś zrobić sobie prawo jazdy - powiedziała babcia, obracając w rękach teczkę z dokumentami. - To ci się bardzo przyda na studia.
Wiedziałam, że miała racje, tak jak miała racje, kiedy mówiła, że powinnam iść na studia, znaleźć dorywczą pracę i jakiegoś partnera
- Pomyślę o tym - odpowiedziałam wymijająco.
- Pomyśl, pomyśl, byle nie za długo, bo latka lecą. Patrycja z ósmego piętra, ta blondyneczka co w maju wychodzi za tego bruneta, zdała jakiś miesiąc temu i teraz wszędzie jeździ sama.
Patrycja z ósmego piętra jest ode mnie o siedem lat starsza, chciałam powiedzieć, ale ugryzłam się w język. Bo Patrycja z ósmego piętra, kiedy była w moim wieku, wynajmowała mieszkanie i chodziła na studia. Bo Patrycja z ósmego piętra zdała egzamin z angielskiego i miała z matur powyżej 90% zanim nauczyła się chodzić. Bo Patrycja z ósmego piętra ma narzeczonego, a w listopadzie spodziewa się pierwszego dziecka, a przecież nie ma nawet jeszcze zmarszczek.
-Na razie chcę się skupić na studiach - odparłam, wyjmując z rąk babci moje podanie. Było staranie zafoliowane, podpisane pożyczonym długopisem (bo to ponoć przynosi szczęście), dwa razy przejrzane przez całą rodzinę na wypadek gdybym gdzieś się pomyliła. Przede wszystkim było jednak moim paktem z diabłem. Studia, mąż, dziecko i praca w Tesco szesnaście godzin na dobę. Wszystko zostało zaplanowane z dwudziestoletnim wyprzedzeniem.
Wyjęłam zafoliowany dokument z teczki, dwa razy obróciłam go w dłoniach, a potem weszłam do Sali rekrutacyjnej.
- Pamiętaj o uśmiechu - dodała w pośpiechu babcia.
Nie ma Fałszywej Toższamości, która nie nosi uśmiechu, prawda babciu?
- Myślę, że powinnaś zrobić sobie prawo jazdy - powiedziała babcia, obracając w rękach teczkę z dokumentami. - To ci się bardzo przyda na studia.
Wiedziałam, że miała racje, tak jak miała racje, kiedy mówiła, że powinnam iść na studia, znaleźć dorywczą pracę i jakiegoś partnera
- Pomyślę o tym - odpowiedziałam wymijająco.
- Pomyśl, pomyśl, byle nie za długo, bo latka...
Tłok, parność i hałasy nadawały atmosfery napięcia tej rozmowie. Spojrzałam na jej pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu twarz.
-Twoja brew.
-Co? – odwróciła ku niej wzrok.
-Minimalnie się podniosła. Nie widziałam nigdy reakcji człowieka na wiadomość o ujawnieniu popełnienia tak wielkiej podłości, ale spodziewałam się minimum ludzkich odruchów.
-Oddycham. To nie jest ludzki odruch?
-Jak zwykle. Nigdy nie nauczę się żeby oczekiwać od ludzi dojrzałości.
Jej twarz oświetlały różowe neony, będące dekoracją w restauracji, w której się znajdowały. Dziecinny kolor przyozdobił jej osobę w łagodność, skrywając prawdziwą naturę. Nie odpowiedziała.
-Nie pomyślałaś o tym, że wdzieranie się do mojego prywatnego życia i upublicznianie go jest w porządku?
-Wdarłam się przypadkiem, zostałam z ciekawości. W żadnym innym razie nie zaprzyjaźniłybyśmy się. Szczerze? Widziałam wiele dziewczyn z depresją. Dość już. Twoje życie, opisująca je moja książka to są tylko narzędzia mogące zmienić smutną rzeczywistość.
Z otępieniem patrzyła się przed siebie. Wyraźny przed chwilą obraz za oknem nagle rozmył się. Wstała i wyszła. Rozczarowanie przybierało na sile z każdą tęgą kroplą uderzającą o jej kapelusz. Odnosiła wrażenie, że jedyną prawdziwą osobą w jej życiu była ona sama.
Tłok, parność i hałasy nadawały atmosfery napięcia tej rozmowie. Spojrzałam na jej pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu twarz.
-Twoja brew.
-Co? – odwróciła ku niej wzrok.
-Minimalnie się podniosła. Nie widziałam nigdy reakcji człowieka na wiadomość o ujawnieniu popełnienia tak wielkiej podłości, ale spodziewałam się minimum ludzkich odruchów.
-Oddycham. To nie jest ludzki...
- Siema, co słychać? - Pytanie wyleciało z dziurki ciała mężczyzny w wieku około 30 lat zalanego kilkucentymetrowym tłuszczem. U szczytu zwieńczone było głową, której twarz o arcy-typowej mimice, bezwiednie szeptała głosem ludu.
- Opowiedzieć ci bajkę? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Nie no, ziomek, he he, a jak tam, jak wakacje, jedziesz gdzieś? He he. - Rozbujał się trochę w sobie i porozglądał, czy aby są widzowie tej, możliwe że nietypowej rozmowy.
- Cały czas lecę w pionie - rzuciłem dla hecy.
- A, w góry, Tatry? He he. - nałożył sobie na mózg wieniec laurowy zwycięstwa.
- Nie, takie tam wertykalne historie, od czasu do czasu albo wychodzę na balkon.
- Yyy... a robisz tam, gdzie robiłeś? - Przygiął się nade mną, żeby nadać intymny charakter rozmowy, coraz mniej dla niego przyjemnej.
- Tak. A w zasadzie nie-robię tam, gdzie nie-robiłem.
- No tak, ty to masz dobrze... No nic, trzym się! - Uciekł psychicznie szybciej, niż fizycznie. Odszedł na zawsze.
- Siema, co słychać? - Pytanie wyleciało z dziurki ciała mężczyzny w wieku około 30 lat zalanego kilkucentymetrowym tłuszczem. U szczytu zwieńczone było głową, której twarz o arcy-typowej mimice, bezwiednie szeptała głosem ludu.
- Opowiedzieć ci bajkę? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Nie no, ziomek, he he, a jak tam, jak wakacje, jedziesz gdzieś? He he. - Rozbujał...
-Widzisz piesku, tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty wiesz , że to nie był wypadek. Kocham Cię piesku, powiedz kochasz swoją pańcię?
-Hau…
-Oczywiście, że kochasz. W końcu jaka inna pańcia wytrułaby dla ciebie wszystkie te wstrętne koty na podwórku, których tak nie lubisz. Kto by ci gotował, te przepyszne gołąbki co srają na parapety i chodniki. Nie ma innej takiej pańci prawda? Chodź się przytul, pomerdaj ogonkiem dla mamusi.
-wrrr…
-Warczysz na mamusie? Ahh… no tak to zapach płynu do udrażniania rur. To nie twoja wina przecież. Został pewnie na rękach, po tym jak go dorzucałam do babeczek dla sąsiadki z góry. Stara larwa w końcu ci piesku przestanie kaszleć tak głośno. Wiem jak się denerwujesz w nocy jak ona się dusi tak głośno. Jakby cicho sobie charczeć nie mogła. Ale pańcia to załatwi, dla swojego pieska. W końcu mamy tylko siebie prawda maluszku? Kochasz mamusie prawda?
-hau…
- Ja ciebie też kocham. Ja ciebie rozumiem. Nikt się nigdy nie dowie, co dla Ciebie robię. W końcu jestem tylko cichą sąsiadką. Nikt nie wie, że ja dla ciebie piesku zrobię wszystko.
-Widzisz piesku, tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty wiesz , że to nie był wypadek. Kocham Cię piesku, powiedz kochasz swoją pańcię?
-Hau…
-Oczywiście, że kochasz. W końcu jaka inna pańcia wytrułaby dla ciebie wszystkie te wstrętne koty na podwórku, których tak nie lubisz. Kto by ci gotował, te przepyszne gołąbki co srają na parapety i chodniki. Nie ma innej takiej pańci...
Na co dzień niepozorna nieco zakompleksiona, w za dużych ciuchach, bez widocznego makijażu, wtapiam się w tłum podsłuchuje, wyjawiam wszelkie tajemnice, nie za darmo oczywiście.
"Halo czy dodzwoniłam się do firmy "Gumowe ucho"?
"Tak! Odpowiadam z dumą siedząc w eleganckim biurze"
"Chciałabym dowiedzieć się, czy mój narzeczony jest mi wierny" usłyszałam po drugiej stronie słuchawki
"Oczywiście", odpowiedziałam podając sumę, jaka mnie interesuje
Moja skuteczność wynosi ponad 90%, bo kto by podejrzewał małą niepozorną, "zlewającą się ze ścianą" malutką kobietkę?
Na co dzień niepozorna nieco zakompleksiona, w za dużych ciuchach, bez widocznego makijażu, wtapiam się w tłum podsłuchuje, wyjawiam wszelkie tajemnice, nie za darmo oczywiście.
"Halo czy dodzwoniłam się do firmy "Gumowe ucho"?
"Tak! Odpowiadam z dumą siedząc w eleganckim biurze"
"Chciałabym dowiedzieć się, czy mój narzeczony jest mi wierny" usłyszałam po drugiej stronie...
-Kate! Co to ma znaczyć? -zapytała mama
-To co widzisz!
-Zostawiłaś mi kartkę na stole z wiadomością, że się wyprowadzasz?! Tak nagle?! Bez słowa?! Przecież wszystko układało się dobrze. Jesteśmy normalną rodziną. Od dwóch lat jesteś zadowoloną z życia studentką medycyny i przede wszystkim moją córką. Niczego Ci nie brakuje. Wspieramy Cię z tatem, jesteś naszym jedynym dzieckiem...
-Dość!
-Nigdy nie lubiłam tych studiów a wy jesteście ciągle zajęci sobą. Bankiety, znajomi, wakacje. Wymyśliłaś sobie jakąś wspaniałą utopię, w której żyjesz. To nie ma nic wspólnego z prawdą. Od dziś będę żyć tak jak mi się podoba i według swoich zasad.
-Co Ty mówisz?!
-To co słyszysz. Wyprowadzam się i mało tego. Koniec ze studiami. Idę do normalnej pracy. Mam zamiar zająć się czymś co interesuje mnie od zawsze. Będę zwyczajną kwiaciarką, bo kwiaty kocham od zawsze i to właśnie chciałam robić całe życie. Nie pasowało Ci to, bo jak mogłabym nie skończyć prestiżowych studiów. Nie wpasowałabym się w naszą wykształconą rodzinkę. Ty prawniczka, ojciec biznesmen. Cóż, teraz mało mnie to obchodzi. Chcę żyć własnym życiem i robić to co lubię.
-Ale... dlaczego? Chcesz mieć kwiaciarnię? Przecież możesz mieć ogródek pod domem i zajmować się nim po pracy...
-Ta rozmowa nie ma sensu, zawsze słyszę to samo. Spakowałam się. Nie wrócę póki nie zmienisz sposobu myślenia czyli jak mniemam nigdy.
-Nie dasz rady, skąd weźmiesz pieniądze?!
-O to się nie martw od zawsze oszczędzam w odróżnieniu od Ciebie. Poza tym mam dorywczą pracę a teraz znalazłam coś co mnie bardziej interesuje i będę mogła się temu oddać w 100%.
-Kate...jak możesz nam to...- nie dokończyła matka, bo Kate trzasnęła drzwiami.
-Kate! Co to ma znaczyć? -zapytała mama
-To co widzisz!
-Zostawiłaś mi kartkę na stole z wiadomością, że się wyprowadzasz?! Tak nagle?! Bez słowa?! Przecież wszystko układało się dobrze. Jesteśmy normalną rodziną. Od dwóch lat jesteś zadowoloną z życia studentką medycyny i przede wszystkim moją córką. Niczego Ci nie brakuje. Wspieramy Cię z tatem, jesteś naszym jedynym...
Poniedziałek, 8.15. Dopiero wstali, a już się kłócą i przepychają.
- Zepsułeś moją wieżę z klocków- krzyczy młodszy.
- A ty zjadłeś wczoraj mojego cukierka złodzieju- jeszcze głośniej wrzeszczy starszy.
Tak jest ciągle. Czasem wydaje mi się, że dopiero gdy usną potrafię się odprężyć. Robi się wtedy cicho i spokojnie, a ja siadam wygodnie w fotelu z lampką koniaku w dłoni.
Podobno macierzyństwo jest tak piękne. Dlaczego tylko ja tego nie dostrzegam?
Znów zaczynają się drzeć. Tym razem chodzi o jakiś rysunek.
- Dlaczego malujesz moją kredką, przecież masz swoje? Mamooooo !!!
- Zamknijcie się do jasnej cholery. Jeszcze jedno słowo, a zabiję was obu, przyrzekam.
Gdy tylko wypowiadam te słowa, od razu ich żałuję. Ale to przecież nie pierwszy raz. Co ze mnie za matka, która grozi śmiercią własnym dzieciom?
Nie mija godzina, gdy widzę w koncie pokoju młodszego syna, który rozbebesza misia od babci.
- Mówiłem ci, że jak nie będziesz grzeczny, to spotka cię kara- szepcze chłopiec.
Łza rozpaczy spływa po moim policzku.
Poniedziałek, 8.15. Dopiero wstali, a już się kłócą i przepychają.
- Zepsułeś moją wieżę z klocków- krzyczy młodszy.
- A ty zjadłeś wczoraj mojego cukierka złodzieju- jeszcze głośniej wrzeszczy starszy.
Tak jest ciągle. Czasem wydaje mi się, że dopiero gdy usną potrafię się odprężyć. Robi się wtedy cicho i spokojnie, a ja siadam wygodnie w fotelu z lampką koniaku w dłoni.
...
-Może pojedziemy do Paryża?- jego głos był tak monotonny.- Zawsze o tym marzyłaś. Wprawdzie jest obawa zamachów, ale nie możemy się zamknąć w domu. Co sądzisz o wrześniu w Paryżu?
-Nie chcę.- warknęłam, a on popatrzył na mnie.
-Słucham? Coś się stało? -czułam jego badawcze spojrzenie.- Okej, jak nie Paryż to może Turcja. Albo Praga lub Kraków?
-Nie chce z Tobą nigdzue jechać.- popatrzyłam mu długo w oczy cedząc słowa.- Nienawidzę Cię. Męczę się z Tobą wyłącznie dlatego, że jesteś bogaty i tak Ci na mnie zależy. Ale mam dość...
-Kotku, co się dzieje? Problemy w pracy? Pokłóciłaś się z przyjaciółką?
-Twoja rodzinka mnie mierzwi. Twoja upierdliwa siostrzyczka i jej dzieciak, który jest wiecznie obśliniony. Ochydne sweterki Twojej mamy i jej serniczki. Mam dość, odchodzę. Ale zabiorę biżuterię i wszystkie prezenty. Zabiorę też połowę oszczędności.
-Nie rozumiem... Dlaczego?
-Bo jesteś wrzodem na tyłku, małą zbitką kompleksów. Życiową niezdarą. Żegnaj.
-Może pojedziemy do Paryża?- jego głos był tak monotonny.- Zawsze o tym marzyłaś. Wprawdzie jest obawa zamachów, ale nie możemy się zamknąć w domu. Co sądzisz o wrześniu w Paryżu?
-Nie chcę.- warknęłam, a on popatrzył na mnie.
-Słucham? Coś się stało? -czułam jego badawcze spojrzenie.- Okej, jak nie Paryż to może Turcja. Albo Praga lub Kraków?
-Nie chce z Tobą nigdzue...