-
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać11 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać21 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać3
Biblioteczka
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Czasami zdarza mi się etap, w którym zamiast romantasy dużo chętniej sięgam po zwykłe romanse. Ostatnio właśnie mam taką fazę i w trakcie niej trafiłam na „Never Enough”. Niestety nie był to najlepszy wybór.
Chciałabym dać tej książce wyższą ocenę, ale poza tym, że czytało się ją szybko, a styl pisania był dość przyjemny, tak naprawdę nie mam zbyt wielu plusów do wymienienia. Może jeszcze to, że czasami bawiło mnie to, co działo się w tej historii.
Przede wszystkim nie podobało mi się tempo akcji. Książka ma około dwieście stron i bardziej przypominała mi jakieś krótkie opowiadanie niż pełnoprawną powieść. Autorka miała naprawdę sporo pomysłów, tylko problem polega na tym, że wszystkie wrzuciła do tak krótkiej historii. Przez to zarówno relacja między bohaterami, jak i poważniejsze wątki wypadły dość nijako i były słabo rozwinięte. Dodatkowo bohaterowie momentami zachowywali się bardzo niedojrzale, a w dialogach czasem pojawiały się niepotrzebne przekleństwa.
Nie przywiązałam się ani trochę do bohaterów. Madison była w porządku — nie irytowała mnie jakoś szczególnie, ale jej zachowanie nadal było dość dziecinne. Cameron został właściwie napisany wyłącznie pod główną bohaterkę. Właściwie nie miał większej historii i pojawiał się głównie po to, żeby pomagać głównej postaci.
Zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło. Niewiele rzeczy zostało tam tak naprawdę wyjaśnionych, a jeśli już, to nie do końca widziałam w tym sens. Na pewno nie sięgnę po drugi tom. Najwyraźniej ta historia po prostu nie trafiła w moje gusta.
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Czasami zdarza mi się etap, w którym zamiast romantasy dużo chętniej sięgam po zwykłe romanse. Ostatnio właśnie mam taką fazę i w trakcie niej trafiłam na „Never Enough”. Niestety nie był to najlepszy wybór.
Chciałabym dać tej książce wyższą ocenę, ale poza tym, że czytało się ją szybko, a styl pisania był dość przyjemny, tak...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Autorka serii „The Inheritance Games” była moim zeszłorocznym odkryciem. Niby czytałam od niej wcześniej jedną książkę, ale wtedy mnie nie zachwyciła. Dopiero przy „The Grandest Game” zapragnęłam poznać więcej książek autorki i powoli tego dokonuję.
Dość szybko i przyjemnie czyta mi się twórczość Jennifer Lynn Barnes, pochłaniałam każdą stronę z ciekawością. W tej części także spodobały mi się zagadki. Chciałam je rozwiązywać, nawet jeśli nie byłam w tym najlepsza. Relacja romantyczna także zachwycała. Była skomplikowana, ale i na swój sposób niezapomniana.
Miałam trochę problem z akcją z początku. Poczułam się, jakbym została wrzucona w środek wydarzeń i niezbyt prędko zostało wyjaśnione, co tak naprawdę się dzieje. Na szczęście długo to nie trwało, bo sama historia nie jest zbyt obszerna.
Nie miałam wcześniej okazji bardziej poznać Hannah, ale dość przyjemnie czytało się o jej historii i o jej sile, nieraz jej również współczułam. Nie da się jej nie lubić. Natomiast Tobiego uwielbiam odkąd pojawił się już w innych tomach. Zresztą jak prawie każdego z rodziny Hawthorne’ów, gdy tylko pojawiają się w książkach.
Wiedziałam, jak skończy się ich historia, a mimo to końcówka złamała mi trochę serce. Byłoby cudnie, gdyby ich losy potoczyły się inaczej. Takie zakończenia jednak także lubię, nie wszystko musi kończyć się szczęśliwie.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Autorka serii „The Inheritance Games” była moim zeszłorocznym odkryciem. Niby czytałam od niej wcześniej jedną książkę, ale wtedy mnie nie zachwyciła. Dopiero przy „The Grandest Game” zapragnęłam poznać więcej książek autorki i powoli tego dokonuję.
Dość szybko i przyjemnie czyta mi się...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwoyoung ]
Nadal zmagam się z zastojem i próbuję go jakoś przełamać. To już drugi tydzień, a ja chcę wrócić do czytania. Tak wyszło, że spróbowałam z „Znikniemy”. Dawno thrillerów nie czytałam, a w te wakacje kilka książek z tego gatunku przeczytałam i badzo polubiłam.
Nie spodziewałam się, że aż tak finalnie mnie wciągnie. Od początku byłam ciekawa, co się wydarzy, a ta cała zagadka i niepewność trzymały mnie w napięciu. Czułam taki lekki dreszczyk emocji. Czytało się to bardzo lekko i praktycznie skończyłam całość w jeden dzień. Bohaterowie też byli świetnie wykreowani, każdy miał w sobie coś, co sprawiało, że chciałam ich poznać.
Miałam na początku problem się wciągnąć. Sama historia wydawała się intrygująca, ale mój zastój dawał o sobie znać i przez to ciężej było mi się przebić przez pierwsze rozdziały. Jednak kiedy mnie pochłonęło to przepadłam. Poza tym naprawdę nie mam się do czego przyczepić.
Uważałam z początku Otylię za naiwną, działającą dla dobra innych nastolatkę i trochę taka była, ale nie do końca. Właśnie to sprawiło, że ją polubiłam . Daniel też nie był idealny ani jakoś przesadnie dobry, ale mimo wszystko go darze sympatią . W sumie każdą postać nią darze. Jest jeszcze Jeremi, on był po prostu w porządku do innych.
Podłamałam się trochę końcówką, lecz bardziej w drobnym sensie. Chciałam, by fabuła potoczyła się nieco inaczej, ale jednocześnie niekoniecznie szczęśliwe zakończenia też są dobre. Dzięki temu ta książka na pewno zostanie ze mną na dłużej. Po „Znikniemy” dochodzę do wniosku, że naprawdę muszę kupić więcej książe z tego gatunku, skoro mnie tak wciąga.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwoyoung ]
Nadal zmagam się z zastojem i próbuję go jakoś przełamać. To już drugi tydzień, a ja chcę wrócić do czytania. Tak wyszło, że spróbowałam z „Znikniemy”. Dawno thrillerów nie czytałam, a w te wakacje kilka książek z tego gatunku przeczytałam i badzo polubiłam.
Nie spodziewałam się, że aż tak finalnie...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_uroboros ]
Czytałam od tej autorki „Nasze nieskończone życia” i oceniłam je wysoko, dlatego wobec „Silver Cloak” miałam spore oczekiwania. Na szczęście zostały one spełnione, a nawet więcej, bo ta historia podobała mi się jeszcze bardziej.
Uwielbiam w tym tytule praktycznie wszystko. System magii jest ciekawy i dobrze rozbudowany. Za to wątek romantyczny wciąga i czuć wyraźną chemię, a bohaterowie są napisani w ciekawy sposób. Świat przedstawiony nie zawiera nadmiaru informacji, łatwo się w nim odnaleźć. To jedna z tych książek, od których naprawdę trudno się oderwać.
Jedyny mój problem pojawiał się po odłożeniu książki. Gdy wracałam do opowieści to potrzebowałam chwili, by ponownie wciągnąć się w historii. Nie jest to duży problem, ale trochę jest.
Saff była nieco szalona, nieprzewidywalna i właśnie dlatego tak dobrze mi się o niej czytało. Takie połączenie było interesująco, choć niektóre jej decyzje uważam za głupie. Levan również wzbudził moją sympatię, mimo że ma na sumieniu wiele złych czynów. Rozumiem jego zachowanie i dlaczego tak postępuje.
Końcówka była dość mocna. Takiego obrotu spraw kompletnie się nie spodziewałam, potrzebuje wiedzieć, co się dalej stało z bohaterami. Z niecierpliwością czekam na drugi tom, jednakże nie zapowiada się, by szybko został on u nas wydany.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_uroboros ]
Czytałam od tej autorki „Nasze nieskończone życia” i oceniłam je wysoko, dlatego wobec „Silver Cloak” miałam spore oczekiwania. Na szczęście zostały one spełnione, a nawet więcej, bo ta historia podobała mi się jeszcze bardziej.
Uwielbiam w tym tytule praktycznie wszystko. System magii jest...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Z reguły nie sięgam po romanse hokejowe, bo często trafiałam na historie, w których dominowały sceny „spicy”, a fabuła schodziła na dalszy plan. „Blade” pozytywnie mnie zaskoczył, kategoria wiekowa 16+ sprawiła, że książka skupiła się bardziej na historii i relacjach, co przyjemnie mi sie czytało.
Przede wszystkim bardzo podobała mi się fabuła oraz bohaterowie. Ich przekomarzania i dialogi nieraz mnie rozbawiały. Większość fabuły czytało mi się lekko i przyjemnie, jednego dnia pochłonęłam niemal pół książki. Pojawiają się też poważniejsze wątki, lecz widać, że autorka zrobiła research.
Przeważnie jednak, gdy między postaciami zaczyna się układać, moje zainteresowanie nieco słabnie i tutaj też tak było. Nawet pojawiające się nowe problemy wydawały się wepchnięte na siłę. Niektóre wątki wyglądały tak, jakby miały zostać zakończone, po czym nagle nastąpiła zmiana zdania.
Momentami Maeve działała mi na nerwy, szczególnie gdy próbowała narzucać innym swoje nawykii i podejmowała dość nierozsądne decyzje. Niemniej ją lubię, nie było tych sytuacji za wiele. Z kolei Fane od początku wzbudził moją sympatię. Nie zawsze zachowywał się idealnie, lecz od początku rozumiałam dlaczego.
Ostatnie strony nie do końca spełniły moje oczekiwania. Wyjaśnienie jednego z wątków wydało się bezsensowne, a plot twist był dość przewidywalny. Jednak nie czuję jakiegoś wielkiego rozczarowania, z chęcią sięgnę po drugi tom.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Z reguły nie sięgam po romanse hokejowe, bo często trafiałam na historie, w których dominowały sceny „spicy”, a fabuła schodziła na dalszy plan. „Blade” pozytywnie mnie zaskoczył, kategoria wiekowa 16+ sprawiła, że książka skupiła się bardziej na historii i relacjach, co przyjemnie mi sie...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Pisząc tą recenzję nadal mam mieszane uczucia do „Gone”. Książka jest specyficzna i jedną z dziwniejszych, jakie czytałam, a jednak mam za sobą naprawdę wiele różnych historii. Rzadko spotykam się z tak dosadnie opisami jak tutaj.
Nie mogę jednak napisać, że historia nie była ciekawa. Wręcz przeciwnie, intrygowała mnie swoją niecodziennością i pomysłowością. Autorka zdecydowanie popisała się kreatywnością i było naprawdę ciężko się oderwać, a na dodatek całość szybko się czytało. Bohaterowie zostali dobrze rozpisani i kiedy już zrozumiałam, kto jest kim, bez problemu potrafiłam ich rozróżnić.
Jeszcze wracając do bohaterów, było ich po prostu za dużo. Na początku trudno było mi rozróżnić więcej niż trzy postacie.Po historii widać też, że książka ma już swoje lata, piętnaście lat to jednak kawał czasu. W starszych powieściach często dostrzegam pewne uproszczenia i tutaj również je zauważyłam. Opisów jest niewiele i przeważa akcja, momentami nie do końca dobrze napisana.
Skupię się na dwóch najważniejszych postaciach, czyli Astrid i Samie. Nie przywiązałam się do nich szczególnie mocno. Astrid była w porządku, jej wymądrzanie się niespecjalnie mi przeszkadzało. Sam również nie wzbudzał we mnie silnych emocji. Ani irytacji, ani zachwytu. Był bohaterem, którego w pewnym stopniu da się darzyć sympatią, ale nie na tyle, by stał się niezapomniany.
Skończyłam książkę dwa dni przed pisaniem tej recenzji, a mimo to musiałam sobie przypomnieć część wydarzeń. Zakończenie w pewnym stopniu mnie zaskoczyło, ale chyba nie aż tak bardzo, skoro nie zapadło mi mocniej w pamięć. Na ten moment nie wiem, czy będę kontynuować serię. Zdecyduję za kilka miesięcy, kiedy pojawi się zapowiedź kolejnego tomu.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Pisząc tą recenzję nadal mam mieszane uczucia do „Gone”. Książka jest specyficzna i jedną z dziwniejszych, jakie czytałam, a jednak mam za sobą naprawdę wiele różnych historii. Rzadko spotykam się z tak dosadnie opisami jak tutaj.
Nie mogę jednak napisać, że historia nie była ciekawa. Wręcz przeciwnie,...
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_mieta ]
Nigdy nie zgadzałam się ze stwierdzeniem, że książki nie ocenia się po okładce. Chyba każdy choć raz kupił książkę właśnie ze względu na jej wygląd. Właściwe w przypadku „Stalowych skrzydeł” to okładka przyciągnęła moją uwagę. Całość, zarówno kompozycja, jak i detale, idealnie do siebie pasują i są naprawdę prześliczne.
Historie czytało się bardzo przyjemnie i szybko. Książka nie jest długa, a w ciągu dwóch dni udało mi się przeczytać jej zdecydowaną większość. Sam zamysł fabuły był interesujący, jak to często bywa w tym gatunku. Szczególnie intrygował mnie motyw związany z rodzinami obojga bohaterów oraz wydarzenia z przeszłości, które z każdą kolejną stroną coraz bardziej przyciągały moją uwagę.
Czytałam opis książki i przyznam, że zupełnie przeoczyłam wzmiankę o centaurach i to akurat moja wina. Niestety bardzo trudno było mi przebrnąć przez liczne nawiązania do końskiej natury tej rasy i ciągłe podkreślanie tego aspektu. Przez to nie potrafiłam traktować ani bohaterów, ani samego romansu do końca poważnie.
Nie mogę powiedzieć, że rozumiałam większość decyzji głównej bohaterki. Część z nich uważałam za dość nierozsądne, choć jednocześnie były one interesujące. Zdecydowanie bardziej wolałam jej perspektywę niż punkt widzenia jej towarzysza. Karhu sam w sobie nie jest złą postacią. Wręcz przeciwnie, wydaje się inteligentny i dobrze napisany. Gdyby jednak nie fakt, że był centaurem, oceniłabym go znacznie lepiej. Ten element niestety bardzo mnie odrzucał, zarówno w jego pov, jak i w odbiorze całej postaci.
Zakończcie pod pewnym względem bardzo mnie zaskoczyło. Byłam już przekonana, że niczym mnie nie zdziwi, a jednak pojawił się pewien plot twist. Mimo to, z reguły nie kontynuuję serii, których pierwszy tom oceniam poniżej czterech gwiazdek i w tym przypadku również nie zamierzam sięgać po kolejne części.
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3,5/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_mieta ]
Nigdy nie zgadzałam się ze stwierdzeniem, że książki nie ocenia się po okładce. Chyba każdy choć raz kupił książkę właśnie ze względu na jej wygląd. Właściwe w przypadku „Stalowych skrzydeł” to okładka przyciągnęła moją uwagę. Całość, zarówno kompozycja, jak i detale, idealnie do siebie pasują i są...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Przez jakiś czas nie miałam ochoty sięgać po romanse, jednak niedawno trafiłam na historię, która całkowicie to zmieniła. Dlatego też długo się nie zastanawiałam, gdy tylko pojawiła się możliwość szybszego przeczytania nowej powieści autorki „The Prison Healer”.
Najbardziej spodobała mi się relacja romantyczna. Cudownie czytało się o zdrowej więzi opartej na zaufaniu. Od pierwszych stron historia wciągała, była bardziej skierowana dla młodzieżowe, z charakterystycznym słownictwem dla tej grupy wiekowej. Jednak w żadnym momencie to nie wydawało się wymuszone. Niespodziewanie ogromnie przypadł mi też do gustu humor Lynette Noni, niejednokrotnie śmiałam się podczas lektury.
O ile pewne elementy serii „The Prison Healer” byłam w stanie zrozumieć i dostrzec w nich sens, tak tutaj fabuła momentami wydawała się nieco naciągana. Zaczynając od faktu, że cała akcja rozgrywa się w czasie krótszym niż tydzień, a kończąc na ciągu tragicznych wydarzeń, które sprawiały wrażenie sztucznie wplecionych.
Jakbym była w podobnej sytuacji co Charlie, zapewne zachowywałabym się w podobny sposób, jednak jej ciągłe panikowanie potrafiło mnie chwilami irytować. Mimo to całkiem ją polubiłam, podobnie jak Zendera. Bohaterów męskich tej pisarki nie da się nie pokochać i tak miałam z nim.
Książka skończyła się mniej więcej tak, jak się spodziewałam, przynajmniej w większości. Jedno z rozwiązań fabularnych zupełnie mnie zaskoczyło i w tamtym momencie naprawdę zrobiło mi się strasznie żal obu postaci. Z pewnością sięgnę po kolejne utwory Lynette Noni, niezależnie od tego, czy będzie to romans czy fantasy.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @mustread.wydawnictwo ]
Przez jakiś czas nie miałam ochoty sięgać po romanse, jednak niedawno trafiłam na historię, która całkowicie to zmieniła. Dlatego też długo się nie zastanawiałam, gdy tylko pojawiła się możliwość szybszego przeczytania nowej powieści autorki „The Prison Healer”.
Najbardziej spodobała mi się...
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @sqn_imaginatio ]
Idealnie kilka dni po skończeniu „Czasu żniw” wydawnictwo zapowiedziało drugi tom. Co prawda w nowym tłumaczeniu, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Skusiłam się od razu, zwłaszcza że wydanie jest naprawdę przepiękne. Okładka oraz barwione brzegi prezentują się obłędnie.
Nadal uwielbiam pomysł autorki na kreację świata. W tym podziały społeczne, moce oraz rasy. W nowym tłumaczeniu wszystko zostało jeszcze dokładniej opisane, lepiej wątki się ze sobą łączą. Jeśli ktoś początkowo się w tym pogubił to na końcu książki znajduje się bardzo pomocny słowniczek, który wiele mi wyjaśnił.
Ponad siedemset stron to dla mnie już zdecydowanie za dużo. Około pięćsetnej strony zaczęłam odczuwać znużenie. Tak obszerne książki często wydają mi się zbyt szczegółowe i momentami ciągnięte na siłę. Takie wrażanie miałam i tutaj.
Widzę różnicę w zachowaniu Paige. Stała się mniej rozsądna i impulsywna, co po dwóch tomach zaczęłam dopiero zauważać. Nadal ją lubię, ale to mocno rzuciło mi się w oczy. Arcturus, nie wniósł do fabuły zbyt wiele, było go ewidentnie za mało. Uwielbiam go i chciałam więcej scen z nim, a było go właściwie jeszcze mniej niż w poprzednim tomie.
Założyłam pewne zakończenie i gdyby to był zakład, zdecydowanie bym go przegrała. Finał był częściowo przewidywalny, miałam podejrzenia wobec jednej z postaci, jednak nie spodziewałam się aż takiego obrotu spraw. Myślałam, że po zakończeniu będę chciała sięgnąć od razu po trzeci tom, ale tak się nie stało. Po takiej liczbie stron potrzebuję przerwy od tego uniwersum. Mimo to, jeśli kolejna część ukaże się za kilka miesięcy, z przyjemnością do niej wrócę.
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,25/5]
[ współpraca reklamowa @sqn_imaginatio ]
Idealnie kilka dni po skończeniu „Czasu żniw” wydawnictwo zapowiedziało drugi tom. Co prawda w nowym tłumaczeniu, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Skusiłam się od razu, zwłaszcza że wydanie jest naprawdę przepiękne. Okładka oraz barwione brzegi prezentują się obłędnie.
Nadal uwielbiam pomysł...
ዪዐጊረቿኗłሃ śሠጎልፕ
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwonowestrony ]
Twórczość Erin A. Craig była moim zeszłorocznym, bardzo pozytywnym odkryciem. Dwie jej książki otrzymały ode mnie ocenę 5/5. Poza seriami zdarza mi się to naprawdę rzadko. Gdy pojawiła się zapowiedź „Rozległego świata”, nie byłam do końca przekonana, czy chcę po nią sięgnąć, jednak fakt, że to historia tej autorki, ostatecznie mnie do tego skłonił.
Typowo jak w poprzednich tomach zarówno styl pisania, jak i sam pomysł okazały się genialne. Momentami wręcz płynęłam przez tę historię. Dodatkowo książka liczy niespełna czterysta stron, gdybym miała więcej czasu wolnego to bym szybciej skończyła. Na plus wypadają także zróżnicowani i ciekawi bohaterowie. O dziwo, nawet obecność trójkąta miłosnego zupełnie mi nie przeszkadzała.
Fabuła jednak zbyt szybko pędziła w niektórych momentach. Czytałam dwie inne książki autorki, które miały ponad pięćset stron, i tutaj wyraźnie było czuć brak tej ilości rozdziałów. Ucierpiało na tym rozwinięcie wątków oraz relacji między bohaterami, a przez ich uproszczenie czasami trudno było mi się w pełni wczuć w opowiadaną historię.
Trochę się wahałam komu kibicować w trójkącie miłosnym, jednak dość szybko stało się jasne, kogo Greek ostatecznie wybierze. Główna bohaterka należy do odważnych i w miarę inteligentnych postaci, więc nie dziwi mnie pojawienie się takiego wątku. Obu bohaterów bardzo polubiłam. Elis wykazał się odwagą i czułością, natomiast Noah opiekuńczością i lojalnością.
Zakończenie było zbyt szybkie, a zbyt wiele wydarzeń zostało upchanych naraz. Przez to końcówka wydała mi się mało zaskakująca. Co prawda kilka elementów potrafiło mnie zdziwić, ale nie za wiele. Mam już kupioną kolejną książkę autorki i z pewnością sięgnę po nią w odpowiednim czasie.
ዪዐጊረቿኗłሃ śሠጎልፕ
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwonowestrony ]
Twórczość Erin A. Craig była moim zeszłorocznym, bardzo pozytywnym odkryciem. Dwie jej książki otrzymały ode mnie ocenę 5/5. Poza seriami zdarza mi się to naprawdę rzadko. Gdy pojawiła się zapowiedź „Rozległego świata”, nie byłam do końca przekonana, czy chcę po nią sięgnąć,...
ᎴᎧᎷ ᏰᏋᏕ𐐆ᎥᎥ
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Po poprzednim rozczarowaniu książką postanowiłam już nie mieć żadnych oczekiwań przy „Domu bestii”. Zapewne kilka razy jeszcze się dobrze nastawię i źle na tym wyjdę, ale staram się tego nie robić. Jednak tu sądzę, że nawet z oczekiwaniami bym się nie zawiodła.
Nie spodziewałam się, że aż tak książka mi się spodoba. Przede wszystkim zachwyciła mnie budowa świata oraz bohaterowie. Oba te elementy zostały szczegółowo rozpisane i miały w sobie głębię. Całość czytało się bardzo szybko i przyjemnie. Dodatkowo urzekł mnie gotycki klimat oraz relacja, w której świetnie została pokazana jej niezdrowa strona. Całość wyszła ciekawie, nie mogłam się oderwać.
Czasami jednak emocje opadały i to właściwie jedyna rzecz, która mi się nie do końca podobała. Nie sprawiało to jednak, że książka stawała się nudna. Po prostu przy niektórych bardziej rozległych opisach napięcie nieco słabło.
Postacie to moja ulubiona część tej historii. Nawet ci źli bohaterowie zrobili na mnie ogromne wrażenie. Każdy z nich miał swoją indywidualną, intrygującą historię. Alme bardzo polubiłam i kibicowałam jej na każdym kroku . Uwielbiam bohaterki takie jak ona. Inteligentne, odważne i wytrwałe. Astera również trochę polubiłam, mimo wszystko pomógł jej w dzieciństwie.
Nadal nieco jestem zdziwiona tym, co wydarzyło się na końcu. Nigdy bym nie zgadła, że fabuła pójdzie w tak nietypową stronę, ale bardzo mi się to podobało. Zaskoczył mnie także fakt, że jest to jednotomówka. Rzadko fantasy nie okazuje się serią. Z chęcią sięgnę po inne historie tej autorki.
ᎴᎧᎷ ᏰᏋᏕ𐐆ᎥᎥ
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Po poprzednim rozczarowaniu książką postanowiłam już nie mieć żadnych oczekiwań przy „Domu bestii”. Zapewne kilka razy jeszcze się dobrze nastawię i źle na tym wyjdę, ale staram się tego nie robić. Jednak tu sądzę, że nawet z oczekiwaniami bym się nie zawiodła.
Nie spodziewałam się, że aż tak...
รίεɗε๓ ś๓ίεɼՇεɭกฯƈɦ ƈίεɼกί
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3,5/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Opis i motywy „Siedmiu śmiertelnych cierni” brzmiały totalnie jak coś, co najprawdopodobniej mi się spodoba. Do tego wspominka, że występuje tu dramione tym bardziej mnie zaciekawiła. Chociaż całości „Harrego Pottera” nie obejrzałam do teraz to uwielbiam postać Draco.
Historia miała duży potencjał, często sięgam po tego typu książki. Fabuła i budowa świata zostały wymyślone w sposób zarazem ciekawy i zrozumiały. Bardzo szybko mi się czytało fabułę, nie miałam najmniejszego problemu skończyć historię w trzy dni. Poza tym pojawiały się dworskie intrygi, które lubię.
Niestety przyjemność z czytania odebrało mi tempo akcji, było zdecydowanie zbyt szybkie. Relacje między postaciami wydały mi się sztuczne, zabrakło chemii. Sami bohaterowie również sprawiali wrażenie nijakich i niedopracowanych. Zamysł szarych moralnie charakterów zupełnie do mnie nie trafił. Rozumiem próbę pokazania ich jako postaci złych, jedak to nie musi się łączyć z byciem obojętnym nawet wobec tragedi w ich życiach.
Ciężko napisać mi o postaciach. Viola w zamyśle miała być inteligentna, ale ten zamysł zupełnie nie wyszedł. Z początku tak mi się wydawało, lecz im dalej w fabułę, tym gorzej wypadało jej myślenie. Roze natomiast sprawiał wrażenie bohatera stworzonego wyłącznie pod wątek romantyczny i rolę bycia złym, a miał duży potencjał na coś więcej.
Rozwiązania jednego z kluczowych wątków kompletnie się nie spodziewałam, co było miłym zaskoczeniem. Zakończenie było w miarę okej. Na plus zaliczam to, że nie widziałam, by książka miała być na siłę kontynuowana. Jesli okaże się, że historia doczeka się jednak kolejnego tomu, raczej po niego nie sięgnę.
รίεɗε๓ ś๓ίεɼՇεɭกฯƈɦ ƈίεɼกί
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3,5/5]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Opis i motywy „Siedmiu śmiertelnych cierni” brzmiały totalnie jak coś, co najprawdopodobniej mi się spodoba. Do tego wspominka, że występuje tu dramione tym bardziej mnie zaciekawiła. Chociaż całości „Harrego Pottera” nie obejrzałam do teraz to uwielbiam postać Draco.
Historia...
℘ɬąƙı, ƙɬórɛ ś℘ıɛῳąʝą ŋơƈą
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Twórczości Łabęckiej byłam nieco ciekawa już od dłuższego czasu. Praktycznie każdy ocenia jej książki bardzo pozytywnie. Od dawna planowałam sięgnąć po „Flawless”, jednak ostatecznie najpierw przeczytałam „Ptaki, które śpiewają nocą”. Jestem w stanie zrozumieć teraz, skąd bierze się popularność autorki.
Ostatnio rzadko trafiał mi się romans, który rzeczywiście przypadłby mi do gustu, ten jednak okazał się wyjątkiem. Fabuła nie należy do szczególnie oryginalnych, lecz wcześniej nie czytałam historii utrzymanej w podobnym klimacie. Książkę czytało się lekko, a z każdą kolejną stroną robiło się coraz ciekawiej. Bohaterowie oraz ich historie dodały całości jakiejś głębi.
Nie darzyłam jednak postaci sympatią od samego początku. Wydawali się nudni, a ich problemy dość błahe. Przez to liczne, trudne rozmowy potrafiły nużyć mniej więcej do połowy książki. Z czasem jednak jak się bardziej otworzyli to zmieniłam zdanie.
Towarzysz Savannah wzbudził moją największą ciekawość. Sama Savannah również wypadła dobrze, miala swoje wady, które nadawały jej autentyczności i uroku. Nie przepadam za sztucznie idealizowanymi bohaterami. Austina darzę większą sympatią. Urzekła mnie jego troska o Savannah, pozytywna energia oraz skrywana trudna przeszłość.
Zdziwiłam się końcówką, byłam przekonana, iż ta historia to jednotomówka. Oczekiwałam klasycznego szczęśliwego zakończenia, jednak tak się nie stało . Z ciekawością sięgnę po drugi tom, aby poznać dalsze losy bohaterów.
℘ɬąƙı, ƙɬórɛ ś℘ıɛῳąʝą ŋơƈą
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.beya ]
Twórczości Łabęckiej byłam nieco ciekawa już od dłuższego czasu. Praktycznie każdy ocenia jej książki bardzo pozytywnie. Od dawna planowałam sięgnąć po „Flawless”, jednak ostatecznie najpierw przeczytałam „Ptaki, które śpiewają nocą”. Jestem w stanie zrozumieć teraz, skąd...
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_blackrose ]
Tuż przed świętami, przez nadmiar obowiązków i już samą myśl o nich, kompletnie traciłam chęci do czegokolwiek , w tym do czytania. W końcu jednak sięgnęłam po „Ostatnią iskrę” i absolutnie nie żałuję zarwanych nocy spędzonych z tą książką.
Idealnie nadawała się ona na późną porę. Świat przedstawiony nie był skomplikowany, wszystko dało się łatwo zrozumieć. Pomimo, że od przeczytania pierwszego tomu minął rok, bez problemu odnalazłam się w fabule. Styl był przyjemny i lekki, dzięki czemu historię czytało się szybko. Dostrzegłam również pozytywną zmianę w jednej z postaci, zupełnie nie spodziewałam się jej po Nythe.
Natomiast główna bohaterka nadal niesamowicie mnie irytowała, szczególnie na początku. Pierwsze sto stron było dla mnie naprawdę ciężkie, Lea nieustannie obwiniała wszystkich dookoła za coś, co sama zrobiła, a do tego zmieniała zdanie niemal w każdym rozdziale.
Jak widać, nie przepadam za Leą. Jest jedną z niewielu postaci, które potrafią mnie zirytować w takim stopniu. Gdyby nie jej zachowanie, bez wahania dałabym książce lepszą ocenę. Jej głupotę ratował Nythe, choć chwilami udzielało mu się jej towarzystwo i sam wysynął głupich wniosków. Mimo wszystko nadal uwielbiam go tak samo.
Spodziałam się znacznie mniej zaskakującego zakończenia, aż takiego plot twistu kompletnie nie przewidywałam. Na szczęście to trylogia, więc zapewne w kolejnym tomie to zostanie naprawione. Na pewno dokończę serię, gdy tylko ukaże się następna część.
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo_blackrose ]
Tuż przed świętami, przez nadmiar obowiązków i już samą myśl o nich, kompletnie traciłam chęci do czegokolwiek , w tym do czytania. W końcu jednak sięgnęłam po „Ostatnią iskrę” i absolutnie nie żałuję zarwanych nocy spędzonych z tą książką.
Idealnie nadawała się ona na późną porę. Świat przedstawiony nie był skomplikowany,...
Mega polecam! Nie mogę się doczekać, aż będę mieć na papierze 🤭 uwielbiam wampiry, więc nie inna ocena niż 5/5, a to rzadkość u mnie
Mega polecam! Nie mogę się doczekać, aż będę mieć na papierze 🤭 uwielbiam wampiry, więc nie inna ocena niż 5/5, a to rzadkość u mnie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
ㄒҜ卂フą匚卂 山丨卂ㄒ尺
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,75/5]
[ współpraca reklamowa @zysk_wydawnictwo ]
Staram się nie nastawiać zbyt pozytywnie do książek. Wręcz przeciwnie, wolę nie mieć oczekiwań. Lepiej się miło zaskoczyć, niż rozczarować. Trochę obawiałam się „Tkającej wiatr”, zwłaszcza że to dość obszerna historia, a takie często mi się dłużą i potrafią znudzić w połowie.
Ta pochłonęła mnie jednak od samego początku. Świat przedstawiony nie był zbyt oryginalny, dało się bardzo szybko w nim odnaleźć. Połączenie fae, magii żywiołów i królewskiego klimatu idealnie trafia w moje gusta. Całość czytało się lekko, pięćset stron z małym drukiem połknęłam w trzy dni, a to rzadkość u mnie. Przeważnie czepiam się czcionki, ale nie w „Tkająca wiatr”. No i wątek romantyczny, chemia między bohaterami była wyczuwalna przy każdym spotkaniu, a ich sprzeczki wciągały mnie bez reszty.
Mocno musiałam się zastanowić, co właściwie mi nie pasowało. Pewnie w ogóle bym tego nie robiła, gdyby nie to, że choroba zrobiła ze mnie marudę. Zarówno relacja romantyczna, jak i rozwój mocy protagonistki postępowały nieco zbyt szybko. Do tego zdarzały się momenty, w których bohaterowie warczeli w dialogach, dziwnie się to czytało i czasem wytrącało mnie to z rytmu.
Rhya, jako bohaterka, była dość porywcza, co dobrze współgrało z jej żywiołem – wiatrem. Dało się ją polubić, nawet jeśli przez swój charakter kilka razy wpadała w kłopoty, z których zazwyczaj potrafiła wybrnąć. Scythe z kolei nie był ideałem, ale zdecydowanie był interesujący. Jego tajemnicza aura, historia, ognista moc i wybuchowy temperament. Tworzyli z Rhyą bardzo ciekawy duet. Przeczuwam też, że z Sorenem może w przyszłości powstać trójkąt miłosny, mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie. Lubię go, ale pierwszy mężczyzna zdecydowanie wygrywa.
Jak to zwykle bywa, pod koniec fabuła mocno się komplikuje i wszystko zaczyna się sypać, tutaj dość porządnie i nieco losowo, co nie do końca mi odpowiadało. Najbardziej ciekawi mnie jednak potencjalny trójkąt miłosny. Na szczęście drugi tom ma podobno się ukazać za niecałe pół roku. Oczywiście zamierzam po niego sięgnąć.
ㄒҜ卂フą匚卂 山丨卂ㄒ尺
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [4,75/5]
[ współpraca reklamowa @zysk_wydawnictwo ]
Staram się nie nastawiać zbyt pozytywnie do książek. Wręcz przeciwnie, wolę nie mieć oczekiwań. Lepiej się miło zaskoczyć, niż rozczarować. Trochę obawiałam się „Tkającej wiatr”, zwłaszcza że to dość obszerna historia, a takie często mi się dłużą i potrafią znudzić w połowie.
Ta...
𝔒𝔟𝔰𝔢𝔯𝔴𝔲𝔧 𝔪𝔫𝔦𝔢
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Minął rok odkąd skończyłam „Dotknij mnie”, a sentyment do tej serii pozostał równie silny. To właśnie dzięki niej zaczęłam czytać fantasy, które dziś jest moim ulubionym gatunkiem. Obawiałam się, że po czasie będzie mi się mniej podobało.
Nic się jednak nie zmieniło w kwestii przyjemności z czytania. Styl autorki nadal czyta się lekko i wciągają, a całość pochłonęłam w dwa dni. Pomysły wciąż są ciekawe, a kreacja postaci jest świetnie rozplanowana, zarówno nowych, jak i już wcześniej występujących, co oczywiście jest ogromnym plusem. Pojawienie się Aarona od razu poprawiało mi humor.
Nie odbyło się bez minusów. Początkowo odniosłam wrażenie, że główny bohater staje się drugą wersją Kenjego. Jego historia została rozpisana, więc nie ma potrzeby zrobienia drugiej identycznej postaci. Po połowie to wrażenie zniknęło. Nie do końca przekonał mnie również motyw wszechwiedzących niektórych bohaterów, nawet w dystopii z zaawansowaną technologią taki poziom wiedzy wydawał się chwilami przesadzony.
Widzę postęp autorki w budowaniu charakterów, szczególnie u protagonistki. Rosabella jest inteligentna, niezależna i gotowa zrobić wszystko dla bliskich. Tych cech brakowało mi kiedyś w Juliette z „Dotknij mnie”, choć obie bohaterki dążę sympatią. Także James, którego lubiłam już jako dziecko, od tego czasu wydorośniał i jestem totalnie zakochana w jego charakterze.
Po tym zakończeniu czuję potrzebę natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację. Lektura była czystą przyjemnością i aż szkoda, że skończyła się tak szybko. Ten końcowy plot twist był genialny, chciałabym wiedzieć jak się rozwinie.
𝔒𝔟𝔰𝔢𝔯𝔴𝔲𝔧 𝔪𝔫𝔦𝔢
⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,25/5 ]
[ współpraca reklamowa @weneedyabooks ]
Minął rok odkąd skończyłam „Dotknij mnie”, a sentyment do tej serii pozostał równie silny. To właśnie dzięki niej zaczęłam czytać fantasy, które dziś jest moim ulubionym gatunkiem. Obawiałam się, że po czasie będzie mi się mniej podobało.
Nic się jednak nie zmieniło w kwestii...
ᗪ尺ㄖ乃几乇 卩尺乙ㄚ丂łㄩᎶ丨
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,75/5 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwonowestrony ]
Listopad pod wglądem oceny książek był tragiczny, najgorszy w tym roku. Po takim miesiącu naprawdę potrzebne było coś dobrego, a niespodziewanie tym czymś okazały się „Drobne przysługi”. Na początku podeszłam do książki lekko negatywnie, ale szybko zmieniłam zdanie.
Po kilku stronach już wiedziałam, że totalnie przepadłam i zapewne bardzo mi się spodoba. Oryginalność i pomysły autorki od razu mnie zachwyciły, a sam styl przyjemnie się czytało. Fabuła wciągnęła mnie tak mocno, że chciałam za każdym razem wracać, a ostatnio zdarza mi się to niezwykle rzadko. Pojawia się tu napięcie, momentami nawet czułam delikatny strach, który sprawiał, że wolałam nie wychodzić na zewnątrz w nocy. Do tego dochodzi świetnie poprowadzony romans i cudownie rozbudowani bohaterowie, oderwać się było naprawdę trudno.
Jedyny minus to zbyt duża ilość postaci. Często to sprawiło, że po prostu się gubiłam. Kiedy pojawiali się bohaterowie spoza rodziny głównej postaci, zwykle zjawiało się zbyt dużo charakterów i nie rozumiałam kto w danym momencie mówi, ani, co się dzieje.
Główą bohaterkaę, Ellerie od razu polubiłam. Jest silna, mądra, potrafiła wziąć odpowiedzialność za bliskich i nie podejmuje bezsensownych decyzji. Trudno nie darzyć sympatią takiej postaci. Whitaker z kolei to typ bohatera, po którym ciężko cokolwiek przewidzieć . Intrygował swoimi tajemnicami i ma w siebie uroczą delikatność dla bliskich.
Z wszystkich rzeczy, które mogły się wydarzyć to tylko może jedną obstawiłam i to jeszcze kwestię poboczną. Ta książka zostanie ze mną na długo, a pisząc tę recenzję, wciąż czuję kaca książkowego. Od dłuższego czasu mam na oku „Trzynaste dziecko” tej samej autorki i teraz wręcz muszą je kupić.
ᗪ尺ㄖ乃几乇 卩尺乙ㄚ丂łㄩᎶ丨
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [ 4,75/5 ]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwonowestrony ]
Listopad pod wglądem oceny książek był tragiczny, najgorszy w tym roku. Po takim miesiącu naprawdę potrzebne było coś dobrego, a niespodziewanie tym czymś okazały się „Drobne przysługi”. Na początku podeszłam do książki lekko negatywnie, ale szybko zmieniłam zdanie.
Po...
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3/5]
[ współpraca reklamowa @wydawnictwojaguar ]
Rzadko spotykam się z klątwą drugiego tomu, przeważnie książka trzyma podobny poziom co pierwszy. Niestety tutaj kontynuacja okazała się po prostu słabsza od „Choćbym miała za to spłonąć”.
Głównym atutem były uwielbiane przeze mnie czarownice w „Póki świat nie spłonie”. Ogólnie cały system magiczny i świat był dość dobrze rozwinięty, miał duży potencjał. Postacie poboczne również zostały przedstawione doskonale rozbudowane, a nawet lepiej od tych głównych.
Historia przez większość czasu mnie nudziła, praktycznie nic mnie w niej nie interesowało. Po połowie było nieco lepiej, lecz nadal nie miałam ochoty wracać do tej książki. Zaczęłam też dostrzegać pewne głupie zachowania bohaterów, na które ciężko było mi przymknąć oko.
Decyzje Lav nieraz mnie denerwowały, w tej części trudno było mi darzyć ją sympatią na takim samym poziomie jak wcześniej. Natomiast Storma nadal jakoś lubię. Gdyby zaszła potrzeba, dosłownie poświęciłby wszystko dla ukochanej.
Końcówka trochę mnie zaskoczyła. Jednej kwestii się nie spodziewałam, lecz to wyjaśnienie i tak do mnie nie trafia. Reszty się domyślałam. Nie mam zamiaru kontynuować serii, mam na półce zbyt wiele innych książek.
⭐️⭐️⭐️/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ [3/5]
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[ współpraca reklamowa @wydawnictwojaguar ]
Rzadko spotykam się z klątwą drugiego tomu, przeważnie książka trzyma podobny poziom co pierwszy. Niestety tutaj kontynuacja okazała się po prostu słabsza od „Choćbym miała za to spłonąć”.
Głównym atutem były uwielbiane przeze mnie czarownice w „Póki świat nie spłonie”. Ogólnie cały system magiczny i...