Zwerbowana miłość

Okładka książki Zwerbowana miłość
Paweł Szlachetko Wydawnictwo: Muza Cykl: Zwerbowana miłość (tom 1) kryminał, sensacja, thriller
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Zwerbowana miłość (tom 1)
Data wydania:
2010-11-24
Data 1. wyd. pol.:
2010-11-24
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374955492
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zwerbowana miłość w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zwerbowana miłość

Średnia ocen
6,7 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
553
525

Na półkach: , , ,

✍️ Paweł Szlachetko
📚 "Zwerbowana miłość"
📓Muza 2010

Przełom 1988 i 1989r rozpoczyna się w Polsce bezpardonowa walka o wpływy,wielkie pieniądze i nietykalność polityczną. Do tego świata zostaje wciągnięta warszawska call girl Anna kobieta która była przekonana iż tylko ona decyduje o swoim życiu. Zostaje ona wplątana pod pozorem wielkiej miłości w tajemnicza grę prowadzona przez agenta SB Andrzeja. Czy kobieta ulegnie miłosnym zaklęciom i pomoże kochankowi zrealizować jego plan a może rozpocznie swoją grę gdy odkryje iż dotychczasowej karty są oznaczone?
Historia dziewczyny początkowo nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia ,nie było mi jej nawet żal,ale w miarę zagłębiania się w treść i poznawania jej moje odczucia uległy przeobrażeniom. Czas w jakim przyszło jej żyć nie należał do najłatwiejszych ale można powiedzieć że radziła sobie ona w sposób szczególny a jej postawa jaką się wykazała sprawiła że dużo zyskała w moich oczach. Nie zdradzę wam co uczyniła bo pozbawiłoby Was to zaciekawienia a tego bym nie chciała . Książka bardzo dobra dla czytelników którzy chcą się cofnąć do czasów reform ,powstania Solidarności i reform w nich panujących .

✍️ Paweł Szlachetko
📚 "Zwerbowana miłość"
📓Muza 2010

Przełom 1988 i 1989r rozpoczyna się w Polsce bezpardonowa walka o wpływy,wielkie pieniądze i nietykalność polityczną. Do tego świata zostaje wciągnięta warszawska call girl Anna kobieta która była przekonana iż tylko ona decyduje o swoim życiu. Zostaje ona wplątana pod pozorem wielkiej miłości w tajemnicza grę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

136 użytkowników ma tytuł Zwerbowana miłość na półkach głównych
  • 67
  • 67
  • 2
38 użytkowników ma tytuł Zwerbowana miłość na półkach dodatkowych
  • 29
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zwerbowana miłość

Inne książki autora

Paweł Szlachetko
Paweł Szlachetko
Debiutował w latach dziewięćdziesiątych. Jest autorem kilkunastu słuchowisk i reportaży radiowych emitowanych w Polskim Radiu. Publikował również powieści sensacyjne pod pseudonimem Arthur Ray (m.in. Poker morderców). Scenarzysta filmowy i telewizyjny (m.in. współautor serialu telewizyjnego Śladami złodziei aniołów i filmu fabularnego Zwerbowana miłość). Pod własnym nazwiskiem wydał kilka cykli reportaży (m.in. Zabijałem dla mafii, Najwięksi polscy zbrodniarze) oraz powieści kryminalnych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kamuflaż Ewa Maria Ostrowska
Kamuflaż
Ewa Maria Ostrowska
Bałam się wejść w tę powieść. Z dwóch powodów, które były jednocześnie przewrotnymi motywami jej chęci przeczytania. Po pierwsze znałam możliwości autorki. Zarówno te warsztatowo-literackie, jak i posiadaną wiedzę socjologiczno-psychologiczną zdobytą na studiach. Kiedyś, z kilkanaście lat temu, samodzielnie odkryłam jej twórczość bez wcześniejszej wiedzy o niej, poleceń i namów znajomych czy choćby jakiejś reklamy. Byłam pod tak ogromnym wrażeniem przeczytanego wówczas "Owocu żywota twego", że na jednym z forów poświęconych dyskusjom o książkach, wymieniłam autorkę jako jedną z najbardziej niedocenionych polskich pisarek, o której się nie mówi, nie słyszy, nie wspomina i nie dyskutuje nad jej twórczością. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. A przecież w swoim dorobku ma kilkadziesiąt książek. Być może bardziej znana jest jako pisarka dla dzieci niż dla dorosłych. Dla mnie była mistrzem w tworzeniu psychospołecznych obrazów małych, zamkniętych społeczności, tak sugestywnych i obrazowych, że książka, którą czytałam, dla mnie namacalnie ociekała ludzkim jadem. A tutaj powieść, jak ostrzegał napis na odwrocie, miała być dodatkowo thrillerem! I to był mój drugi powód do obawy. Lęku, że moja tak podziwiana do tej pory pisarka powieści społeczno-obyczajowych, spłyci swoje możliwości do gatunku o funkcji czysto rozrywkowej. Miałam więc solidne powody do obaw! Ale zaczerpnęłam porządny haust powietrza i zanurzyłam się w jej wykreowany świat miasteczka Nevada, gdzieś w stanie Iowa. Małego, spokojnego, sennego, bezpiecznego, w którym wszyscy mieszkańcy bardzo dobrze znają pozostałych, wiedząc o nich wszystko. Gdzie piastowane funkcje należą do kogoś z rodziny lub do rodziny sąsiada, z którym razem urządza się rodzinny grill. Gdzie "wszyscy, łącznie z okolicznymi farmerami, hodującymi bydło lub uprawiającymi kukurydzę czy soję, są w większym lub mniejszym stopniu ze sobą spowinowaceni lub zaprzyjaźnieni". Z podwórkami o niskich płotach budowanych bez obawy, że ktoś może kogoś okraść. Z niezamykanymi drzwiami samochodu czy domu, bez lęku o ewentualne włamanie. Gdzie ojciec może w spokoju poczytać gazetę, pilnując dziecka bezpiecznie bawiącego się w piaskownicy przed własnym domem, spod którego… znika! A kilka dni później jego matka odnajduje w tym samym miejscu skalp synka. Precyzyjnie zdjęty z czaszki nie post mortem. To jedno, makabryczne wydarzenie nie tylko wstrząsnęło całą społecznością Nevady, nie tylko zachwiało dotychczasowym poczuciem bezpieczeństwa, ale i zapoczątkowało proces dekamuflażu poszczególnych jej członków. Powoli wraz z miejscowym szeryfem Haigem, któremu do tego szokującego wydarzenia tylko wydawało się, że zna swoje miasto, stanowym detektywem Petersem i psycholożką Jennifer, w poszukiwaniu porywacza i mordercy, zaczęłam odkrywać przerażające tajemnice sypialni udanych małżeństw. Wnikać w niedostępne, mroczne zakamarki umysłu powszechnie znanych i szanowanych obywateli. Poznawać ukrywane i spychane w podświadomość okrutne wydarzenia będące udziałem obecnie szczęśliwych i spełnionych kobiet. Przyglądać się nałogom, ukrywanym wieczorami za kuchenną zasłonką przez ludzi sukcesu. Odsłaniać bolesną przeszłość osób lubianych i wzbudzających zaufanie. Na moich oczach portret uśmiechniętego i zadowolonego z życia społeczeństwa, zaczął się zmieniać w przerażający przypadek kliniczny, w którym główną rolę w jego funkcjonowaniu odgrywały najniższe instynkty ludzkie, zmieniające jego członków w psychopatyczne potwory i ich okaleczone fizycznie i psychicznie ofiary. I im dalej posuwałam się drobnymi krokami odkrywającymi kolejną tajemnicę w poszukiwaniu porywacza, tym mroczniejszy otaczał mnie klimat wydarzeń, tym gęstsza i bardziej duszna stawała się otaczająca mnie i bohaterów wiodących atmosfera przesiąknięta lękiem, strachem, zagrożeniem i niepewnością kto jest kim, tym groźniejsi wydawali mi się sympatyczni i mili bohaterowie i tym trudniej, mimo wszystko, było mi oderwać się od poznania do końca całej tajemnicy Nevady. Śledzenie maestrii tworzenia i podtrzymywania kamuflażu przez ludzi fascynowało mnie, ale jednocześnie niepokoiło, pozostawiając we mnie lęk i uczulenie na pewne jego symptomy postrzegane we własnym środowisku, w którym żyję na co dzień. Patrzę na nie i zastanawiam się, co tak naprawdę kryje się pod tym kamuflażem w blasku dnia, pod uśmiechem szanowanych osób, pod życzliwym słowem ludzi znaczących, pod miłym „dzień dobry” sąsiadów i pod czujnym okiem kamer programu Bezpieczne miasto? Mistrzowsko zakamuflowana książka! Od początku czułam, że powieści autorki należy się bać. Bez względu na gatunek, jaki sobie obierze do opowiedzenia o psychice ludzkiej, potrafi skutecznie przerazić, otwierając oczy na to, co niewidoczne. Pod pozorem dobrej rozrywki, przeniosła koszmar do mojej rzeczywistości. I to jest dopiero przerażające! http://naostrzuksiazki.pl/ http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu
Carska roszada Melchior Medard
Carska roszada
Melchior Medard
Opowieść prawie sensacyjna, momentami romansowa, częściej zagadkowa, niekiedy erotyczna Koniec XIX wieku, Warszawa. Miasto niespokojne, dopiero co spacyfikowane po kolejnym spisku antycarskim. Miasto wielkich interesów i ekskluzywnych hoteli, ale też dzielnic biedy i zawszonych burdeli. Miasto, w którym ktoś w okrutny sposób morduje kobiety... Estar Pawłowicz Van Houten, tajny urzędnik do zadań specjalnych, przyjechał ze stolicy Imperium, by wyjaśnić sprawę zabójstw młodych kobiet. Radził sobie już z podobnymi wyzwaniami, nie tylko w Rosji. W pracy śledczego wykorzystuje najnowsze zdobycze nauki i techniki, czym czasem wywołuje podziw, a czasem niesmak kolegów z policji. Dopiero w Warszawie Van Houten orientuje się, że sprawa ma drugie, a nawet trzecie dno. Zaczyna się rozgrywka sięgająca szczytów władzy i europejskich dworów monarszych. Szpiedzy, mordercy, zboczeńcy, piękne kobiety, spiski, zabójstwa – oto świat tajnego radcy Estara Pawłowicza. Carska roszada jest nie tylko emocjonującą, trzymającą w napięciu opowieścią kryminalno-szpiegowską. To także bogaty, soczysty i chwilami szokujący obraz dawnej Warszawy, w której krzyżowały się interesy największych ówczesnych mocarstw. Kryminał trąci myszką, czyli retro w pełnym wymiarze. Dzięki wyobraźni autora przenosimy się do XIX wiecznej Warszawy, w owym czasie znajdującej się pod nadzorem Carstwa Rosyjskiego. Dowiadujemy się jak w ówczesnych czasach wyglądało życie elit, bogatych i wpływowych, ale i tych ubogich, nękanych biedą z nędzą. Swoistym tłem jest wątek kryminalny, który jest przedstawiony w taki sposób, że nasuwa się czytelnikowi porównanie z Kubą Rozpruwaczem. Kobiety mordowane w bestialski sposób i bezradni stróże prawa. Czegóż chcieć więcej. Napisana żywym językiem, ciekawa opowieść o ciekawych czasach. Dziękuję Wydawnictwu Erica za udostępnienie mi tej pozycji.
eR_ - awatar eR_
ocenił na 7 10 lat temu
Czwarty kąt trójkąta Ewa Siarkiewicz
Czwarty kąt trójkąta
Ewa Siarkiewicz
Były sobie dwie siostry, a ich matka Katarzyna miała wkrótce świętować pięćdziesiąte urodziny. Julia i Monika mimo odmiennych temperamentów wzajemnie się wspierają i dopingują do pozytywnych zmian. Dzięki zakładowi z Moniką Julia poznała męża Damiana, gdy jej związek z Jackiem się wypalał. Kobietom w perypetiach uczuciowych i zawodowych pomaga wróżka Eleonora. Wdowa założyła agencję matrymonialną i powoli zdobywa renomę jako że coraz więcej par w średnim wieku zostało skojarzonych z sukcesem dzięki staraniom Katarzyny. Jednocześnie ktoś obserwuje Julie i Damiana z ukrycia, i wątek kryminalny stopniowo przyćmiewa wszystkie inne pomysły fabularne. Julia jest artystką, ale od pewnego czasu cierpi na niemoc twórczą gdyż straciła dziecko (cztery lata wcześniej). Na domiar złego Damianowi przydarzył się dziwny wypadek został potrącony i z poważnymi obrażeniami wylądował w szpitalu. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Interesujące postaci, przebojowa, wojownicza i nie chcąca się ustatkować Mona kontra macierzyńska Julia to ujmujące bohaterki, o których losach chce się czytać. Mimo że sprawa wypadku i rożnych kłopotów sióstr jest poważna, wszystkie sytuacje i komplikacje opisane są z humorem i ciepłem. Jest to dość rozrywkowa lektura, zwłaszcza gdy spojrzy się na działania agencji, wymagania klientek, absurdalne sytuacje w które się pakują kobiety. Julia podejrzewa męża o zdradę, nie potrafi się tym samym zrewanżować. Damian od dwóch lat łoży na niewidomą kobietę, której mąż był jego przyjacielem. Na szczęście nieporozumienia między małżonkami da się wyjaśnić. A przygodny Adam z którym miała zdradzić męża zainteresował się Monia, co przyjechała odholować ululaną siostrę do domu. Monika i Adam odbędą podróż w przeszłość Damiana, by ustalić, kim jest prześladowca, dlaczego się chce mścić na ich rodzinie. Wątek kryminalny jest potraktowany z przymrużeniem oka, niektóre incydenty podkreślają rozrywkowy charakter tej powieści. Całkiem miła odskocznia od codziennych problemów bardziej prozaicznej natury.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 10 lat temu
Księga kłamców Mariusz Zielke
Księga kłamców
Mariusz Zielke
Uwaga, wśród nas krąży "Księga kłamców"! Taki wilk w owczej skórze. Dopalacz o nieznanym składzie i nieprzewidywalnych skutkach. Gdybym wiedziała o niej przed przeczytaniem tyle, ile po zastanowiłabym się kilka razy nad zaglądaniem do jej treści. Bo to nie była spokojna wyprawa w realia starej, dobrej rzeczywistości kreowanej według zasad klasycznej powieści, ale zakamuflowany bilet na szaloną przejażdżkę Diabelskim Młynem i kolejką górską w jednym, prosto w odklejoną rzeczywistość zdopingowanego (nie mam pojęcia czym?!) umysłu malarki Anny Blume i jej kochanka Siergieja. A może nie jej? Może narratora "Księgi kłamców"? Jednak nie tej, którą mam w ręku, ale tej, którą otrzymują niektórzy bohaterowie powieści? A może tylko jeden bohater, ten, który kradnie jej pierwodruk z biblioteki, zastanawiając się nad jej ponownym wydaniem? Próbowałam znaleźć w tych meandrach pomieszania klucz, który otworzyłby mi drogę do jakiegokolwiek porządku, myśli przewodniej i… znalazłam! Był na okładce! A dokładniej w tytule, który jeszcze o niczym nie świadczył, ale małe, niepozorne, odwrócone „k”, już tak! To kłamstwo kreowało treść opowieści, chociaż sama w sobie scalała poplątane wątki, łączyła na swój pokrętny sposób zmiennych bohaterów, panowała na chaosem, spinając klamrą początek z jej końcem, by przestrzeń między nimi jednak wypełnić hybrydą wiedzy i wyobraźni licznych bohaterów i narratora. To kłamstwo było bazą, podstawą, normą, zasadą i wyznacznikiem kształtu świata złożonego z jeszcze mniejszych jego odmian, aberracji i mutacji, tworzonych, czytanych, opowiadanych, śnionych, poprawianych przez bohaterów i rosnących jak grzyby po deszczu z rodzaju tych halucynogennych. Rzeczywistości zmiennej i stwarzanej stale od nowa, gdzie sen mieszał się z natchnieniem, marzenia z jawą, przyszłość z przeszłością, a małe kłamstwo z większą nieprawdą. Nic nie było w niej pewne oprócz kłamstwa, a to, co było, stwarzało tylko takie pozory. Nie opowiem, co było wątkiem głównym w tej bardzo wielokrotnie złożonej fabule, bo porwałabym się na wyznaczenie toru pioruna przed jego uderzeniem, ale to właśnie ten chaos i jego nieprzewidywalność ze stale zmieniającymi się bohaterami, przybierającymi w kolejnej historii inną, choć znajomą postać lub osobowość, wyznaczały drogę mojej czytelniczej uwadze. Drogę przez mękę. Miałam wrażenie (ale nie dam sobie ręki uciąć, że było prawdziwe!), że ten świat poskładany z elementów przejawów współczesnej kultury oraz tej przeszłej, odwołującej się do mitów, historii biblijnych czy faktów historycznych, tworzy bardzo niepochlebny obraz współczesnego człowieka. Podobny hologramowi bez duszy, a tym samym bez zdolności do miłości, ale za to owładniętego seksem, który wręcz przelewał się ze strony na stronę, aż do zniesmaczenia i obrzydzenia. Człowieka wyssanego z marzeń i radości życia przez wampirów energetycznych, które rozsiewają zarazę umartwiania się i cierpienia, dającą im jedyną rozkosz i przyjemność istnienia. Człowieka okłamującego siebie oraz innych i stwarzającego w ten sposób siebie, a także świat wokół jako byty fikcyjne. Smutny, ale prawdziwy obraz. Tylko że to "Księga kłamców", więc czy, aby na pewno prawdziwy? Tak mi się przynajmniej wydawało. Takie miałam wrażenie, chociaż ubranie go w słowa wymagało ode mnie ogromnej woli skupienia się na dygresyjnej, wielowątkowej, rozgałęzionej niczym korona drzewa, fabule, za którą nie podążałam z własnej woli. To ona mnie niosła tam, dokąd chciała i w tym kierunku, w którym jej było wygodnie i po drodze. Nie było w niej miejsca na moją kreatywność, moją logikę i na moją wyobraźnię, a złapanie równowagi i gruntu pod nogami wymagało nie lada woli i uporu, by czytać dalej. Miałam dać się ponieść i przeżywać jak na rollercoasterze wizji. Czułam się wykorzystana i sprowadzona do roli bezwolnego słuchacza, ograniczonego tylko i wyłącznie do tej roli pod hasłem – Czytaj i podziwiaj moją wyobraźnię oraz umiejętność operowania słowem! A tego bardzo, ale to bardzo nie lubię. Nie sprawia mi żadnej przyjemności jednostronna komunikacja, rola przedmiotu do podziwiania sztuki dla sztuki, pogoń myśli bez przewidywanego celu lub końca, oglądanie świata zbudowanego na kłamstwie i znajdywanie ziarenka prawdopodobnej prawdy, którego koszty pozyskania przewyższają moje siły czytelnicze, ocierając się wręcz o masochizm. Z kolei zachwycać się urodą kłamliwej historii byłoby z mojej strony czystym turpizmem, którego nie jestem zwolenniczką. Dlatego wzięłam sobie do serca motto z powieści: "Porzućcie nadzieję, wszyscy wierzący w prawdę. Ona zwykle wysiada na innej stacji". Z ulgą wysiadłam również i ja, także na innej. Nie po drodze mi z kłamstwem. Ale, ale… Są tacy, którzy taką jazdę bez trzymanki uwielbiają! Nazywają się homo ludens. To właśnie dla nich są budowane Wesołe Miasteczka, a w witrynach antykwarycznych wystawiane "Księgi kłamców".
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 4 lata temu
Amatorka Jan Mostowik
Amatorka
Jan Mostowik
Początkowo można zgubić wątek ze wstępu o jakimś gwałcie dokonanym w 1972 roku przez jakiegoś Jurka, zapomina się o tym po prostu, dopiero dokonując głębszej analizy książki powraca: Jurek=Jerzy=Jerry. Mamy tu transformację jak w ,,Dziadach” Adama Mickiewicza… Gustaw----> Konrad…. Jurek----> Jerry. Można sobie napisać na dwóch kartkach porównania [Jerry: pragnący bezgranicznej władzy, idący do celu po trupach, ciężko go nazwać socjotechnikiem raczej socjokrata, dyktator, często używa szantażu… Milewski: oficer, bardzo apodyktyczny, idący po trupach do celu, lubi wykorzystywać innych, często używa szantaży emocjonalnych…] nakłada nam się to po położeniu tych kartek obok siebie na jedną osobę… pułkownik Jerzy/Jerry Milewski, Jurek stał się Jerrym, przez zawiedzioną miłość do Marty i przez to, że ona go odrzuciła, pułkownik jest do tego stopnia zdeterminowany w wyścigu po władzę, że jest gotów zabić własne dziecko owoc swojego gwałtu, porucznika Marka Piecha. Tylko raz w książce co do Jerrego autor używa stopnia pułkownik, wytrawny smakosz książki to zauważy, poza tym Jerry świetnie orientuje się gdzie pracuje a raczej służy Marek Piech oraz zna jego plany sylwestrowe, pułkownik Jerzy Milewski wykorzystuje Marię Piech dla osiągnięcia celów dla Jerrego, czyli dla zdobycia teczki Tomahawka, klasyczny przykład rozdwojenia jaźnie dr Jeckyll i mr Hyde. Teraz charakterystyka postaci państwa Piechów, damy mają pierwszeństwo więc najpierw Marysia. Doktor nauk medycznych Maria Piech - atrakcyjna młoda kobieta bardziej spełniona zawodowo niż uczuciowo, idealistycznie zafascynowana osobowością swojego mentora profesora Kalickiego, mimo jego współpracy z mafią i twardych dowodów na to nadal uważa go za wspaniałego człowieka, zdolna chirurg, lecz i przebiegła kobieta, właściwie kobieta lis (Foxwomen), ale popełniająca błędy, początkowo przesadna idealistka przepełniona nazbyt zgubnie etycznością, następnie przepoczwarza się i sama wykorzystuje metodę szantażu przeciw mafii, w pewnym momencie przeciw profesorowi Kalickiemu, aż w końcu przeciw USA i CIA, jej spadek związany z dzieczeniem kliniki wydaję się zbyt naciąganym wątkiem- rodzi się taka szczęściara. Dość ciekawa wydaje się wizja Marii temperującej zapędy zboczonego recepcjonisty, który chciał ją zgwałcić, znów Foxwomen z ofiary nagle przeradza się w drapieżnika, ale psychika kobiet jeśli taka jest to dalej mnie zaskakuje, Marysia czuła się jakoś zbrukana przez chłopaka, ale nie przeszkadza jej to biegać z gołą cipeczką (za przeproszeniem Pań) i tyłkiem po motelu, recepcjonista mógł kłamać, że są w zajeździe sami, z drugiej strony Maria jest bardzo temperamentna uprawiała sex z Markiem na zboczach gór w ostrym deszczu, nie wstydziła się kąpać i leżeć nago przy hrabinie- ,,Babci Gapci” a jej pęciny z okładki i wizje tych nagich scen rozbudzają myśli erotyczne, przepraszam drogie Panie, ale jak już pisałem my też mamy prawo do bajek o lekkim zabarwieniu erotycznym. Co mogę jeszcze napisać o Marysi to ona charakterem bardziej nadawałaby się na nieślubną córkę pułkownika Jerzego Milewskiego. Teraz porucznik Marek Piech, szybka i dynamiczna kariera, którą zarzuca mu część czytelników nie jest przypadkiem tylko perfekcyjnym planem jego biologicznego ojca pułkownika Jerzego Milewskiego, również przesadnie patetyczny i zafascynowany swoim przełożonym, pułkownikiem Milewskim, mimo, że Maria (ach ta Marysia) twardo pokazuje mu dowody na to, że jego szef z jednostki wydał na nich wyrok śmierci, z tym idealistycznym zakochaniem w przełożonych to dobrali się oboje idealnie, Marek cały czas przesadnie wierzy w uczciwość i praworządności swojego przełożonego bo ten ma namaszczenie od generała i prezydenta, ach jakie to romantyczne i dziecinne, gdyby nie to, że jego ojcem jest Milewski nikt nie dałby mu pracy w służbach specjalnych, ta kariera też niezbyt przesadna ot drugi stopień oficerski→ porucznik. Marek też jest zbyt patro- filem…, ojczyzna to- ojczyzna tamto…, wydaje się takim średniowiecznym rycerzem ,,bóg, honor i ojczyzna”, świat służb specjalnych dość dosadnie został opisany przez jednego z byłych szefów MI6…, to świat luster, tu nie ma miejsca na honorowe pojedynki…, to właśnie honor i zbyt duża łatwowierność gubią pana porucznika Piecha, nasz as służb nie potrafił dostrzec, że najciemniej jest pod latarnią, nie mógł odkryć roli swojego szefa i jak się okazuje biologicznego ojca, nie udawało mu się także rozszyfrować prawdomówności Kazimierza Berka, jak dla mnie to dupa wołowa a nie spec agent. …,,Przypadek może zmienić życie w piekło a wtedy już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej” - książce powinno się nadać się podtytuł ,,Primum non nocere” - po pierwsze nie szkodzić, to jest jakaś myśl przewodnia Marysi…-, ale w tej bajce nie ma aniołów i demonów, są wampiry i diabły, zło nie zwycięży dobra ←→ dobro nie triumfuje, tu one się równoważą kompromisem zaproponowanym przez zewnętrznego arbitra czyli Rząd USA, mocno to przypomina kawał o pacjencie trzymającym dentystę za jaja- bo przecież nie chodzi o to aby wzajemnie zadawać sobie ból. Kto ma teczkę ten ma władzę, a każdy uszczknął sobie z tej teczuszki coś, USA, Piechowie, Milewski, Rząd III RP, każdy. Daje maksymalnie 8 gwiazdek, książkę na sucho czyta się fatalnie brak jej rytmu, ja ją czytałem potem pod muzykę Vanessy Mae i odnalazłem rytm tej książki. Plusem dla autora jest znajomość anatomii Poloneza i wiedza o silniku Rovera, to były wersje polonezów w 90% przeznaczone dla służb, mosty nie wytrzymywały w tych ,,autkach”. Jednak nie będę tylko słodził nad książką, oj dużo błędów Panie Mostowiak, jakich a już WYTYKAM!!! Umieszczenie w 1997- 1999 roku w akcji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (str.376 i inne) i Agencji Wywiadu oraz Centralnego Biura Śledczego, nie odrobił Pan lekcji, usłyszał PAN KILKA NAZW I POWRZUCAŁ DO JEDNEGO WORKA, ABW powstała tak samo jak Agencja Wywiadu w 2002 roku, w 1990- 2002 byli co najwyżej funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa, z departamentów kontrwywiadu i wywiadu, UOP za mocno zaczął, a raczej zbyt widocznie, angażować się w politykę i został rozbity na dwie agencję, to samo nastąpiło po likwidacji KGB w Federacji Rosyjskiej, tam również bano się skupienia takiej mocy agencyjnej w jednej jednostce dlatego rozbito ją na SWZ (Służbę Wywiadu Zagranicznego)- odpowiednik naszej Agencji Wywiadu, FSB (Federalną Służbę Bezpieczeństwa)- odpowiednik naszej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i u nich na FSO (Federalną Służbę Bezpieczeństwa)- odpowiednik naszego Biura Ochrony Rządu, niemożliwe jest aby Marysię szukali funkcjonariusze zarówno ABW jak i UOP- u (tu ukłony w stosunku do ex-ministra MSW Pana kapitana UOP Bartłomieja Sienkiewicza- budowniczego urzędu, który stworzył z późniejszym pułkownikiem Wojciechem Brochwiczem, Konstantym Miodowiczem i Piotrem Niemczykiem, tą jednostkę a pułkownik Brochowicz pierwsze BSW, które pojawiło się w SG), rolą ABW jest zapewnienie Polsce bezpieczeństwa kontrwywiadowczego przeciwko agentom wywiadów cywilnych innych państw działającym na naszym terenie nielegalnie, rezydenci działają oficjalnie mają pełnić rolę agentów łącznikowych, inne zadania agencji to m. in. zapewnienie bezpieczeństwa teleinformatycznego dla kraju, zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego, politycznego, oraz zwalczanie zorganizowanych grup przestępczych zwłaszcza z zakresu kradzieży VAT-u i zapobieganie nielegalnemu obrotowi paliw, a także rozpracowywanie grup terrorystycznych na terenie Polski. Marysi też nie mogli poszukiwać funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego, ponieważ dopiero w roku 2000 15 kwietnia doszło do realizacji pomysłu trzech funkcjonariuszy z ,,Narkotyków” Andrzeja Borka, Tadeusza Kotuły i Wojciecha Walendziaka aby połączyć Biuro Do Spraw Zwalczania Narkotyków i Biuro Do Spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej, Pan generał Adam Rapacki, uważany za twórcę CBŚ, był przeciwny temu połączeniu, dziś mamy CBŚP (Centralne Biuro Śledcze Policji), Wydziały ds. Przestępczości Zorganizowanej i Wydziały ds. Zwalczania Narkotyków, w niektórych komendach powiatowych jak KPP Biłgoraj zawieruszyła się nawet sekcja ds. Przestępczości Gospodarczej. Tak więc tu od znawców tej tematyki dostaje pan gwiazdki ujemne - ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆. Za okładkę i śliczne pęciny ozdobione czerwonymi szpilkami oddzielne gwiazdki (dodatnie) ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ ☆ Cytaty, które mi się podobały i które chce tu przytoczyć (oj jest ich kilka): Zacznę od kategorii erotyka, bo tu nie ma wywalonego seksu tylko lekka erotyka całkiem miła: ,,Oj Marysieńko, Marysieńko - próbował ją naśladować- okład to by mi się przydał, ale na całkiem inną część ciała i broń boże nie zimny. Ja i on marzymy o tym co najmniej od godziny” Ciekawe nadanie osobowości członkowi Marka, jakby jego penis był drugą osobą. [Marek do Marii] ,,Dewiza człowieka przełomu wieków to: dwadzieścia godzin pracy, dwie godziny snu, dwie godziny seku”. Sporo by się zgadzało, tylko jak my faceci zaśniemy to będzie 20 godzin pracy i 4 godziny sny, a seks oj żona znajdzie sobie kochanka. [Marek do Marii] ,,Dwie góry wydostały się na powierzchnię, a ich ostre szczyty jak włócznie atakowały dłoń Marka. Jego palce niczym ekipa taterników nieustępliwie dążyły do zdobycia wierchów, poszukując coraz to nowych dróg”. Jest to bardzo gustowny i wysublimowany opis pieszczenia przez Marka piersi Marysi, lekko erotyczny, a nie mocno pornograficzny Kategoria bóg (specjalnie z małej) i diabeł: ,,Pan bóg pracuje za darmo, a ty bierzesz kasę- bez chwili namysłu palnęła Maria, dodając na zakończenie: - Piesku” Tak powiedziała Marysia do swojego adwokata, znów jest w niej coś erotycznego, to- piesku ←→ kotku, aj jaka ona jest wytrawna, jak wisienka… [Maria do swojego adwokata] ,,,,Spotkamy się w piekle”- zabrzmiały mu w uszach słowa listu odczytane przez Malojzę. Co ty możesz wiedzieć o piekle profesorze”. Cytat wyjęty z ,,Psów II- Ostatnia Krew” gdy Franz opowiadał młodemu co on może wiedzieć o zabijaniu bo to on zabił tych wszystkich bandytów [Przedstawiciele mafii między sobą o profesorze] ,,...Do tej pory stwierdzono jeden przypadek zmartwychwstania. I dobrze pan wie, że nie był to Tomahawk…” [pułkownik do Marka] Kategoria dwulicowość: ,,...Chcesz teczkę odzyskać?!- z niedowierzaniem zapytał Malojza. - Jak? Napadniesz na klinikę? Porwiesz Kalickiego? - Oj Malojza Malojza- jęknął z udawanym zakłopotaniem Jerry. Ty lepiej nie myśl, za dużo tobie myślenie szkodzi. Nie masz i nie będziesz miał w tej dziedzinie sukcesów. Musimy zyskać na czasie. Na razie trzeba odpisać profesorowi, a ja zastanowię się jak odzyskać te dokumenty…” Można się już domyślić, że jest to kontynuacja i przeniesienie rozmowy pułkownika Jerzego Milewskiego na rozmowę Jerrego z Malojzą a teczkę dla niego (właściwie dla nich dr Jekylla & mr Hyda) ma odzyskać Maria Piech. Ten jest najciekawszy: ,,Profesor, którego uważałaś za swojego mistrza okazał się zwykłym bandytą. Facetem o podwójnej moralności, podwójnie skrzętnie ukrywanym życiu…”. Czy Marysia nie mogła powiedzieć dokładnie tego samego o pułkowniku Jerzym Milewskim, wystarczy zamiast profesor wstawić PUŁKOWNIK i mamy opis zarówno pasujący do profesora jak i do Jerrego [Marek do Marysi] Kategoria polityka/etyka/psychologia: ,,Biednego choćby sobie gardło zdarł i tak nikt nie wysłucha. Bogaty tylko się skrzywi, a już wszyscy się spytają co się stało” [Marysia w myślach o ujawnieniu dokumentów po przejęciu spadku] ,,Gówno masz nie dokumenty!- wrzasnął Milewski.- Powinienem cię zastrzelić jak psa! - Zapraszam.- Marek z trudem utrzymywał spokój.- Co prawda kodeks Boziewicza odmawia chamom i bandytom prawa do honorowego pojedynku, ale czasy się zmienił…” I tu mamy średniowiecznego rycerza z jego kodeksami, jak powiedział o nim Pieczyński jeśli wszyscy pracownicy służb specjalnych w Polsce są tacy jak Marek to niech bóg ma w opiece ten kraj. [Marek ←→ Milewski] ,,Pić pierdolić, nie żałować, bieda musi pofolgować” [chyba Jerry] ,,Nie konia sprawa gdzie woźnica jedzie” [też chyba Jerry] ,,Jeśli wlazłeś w gówno porzuć nadzieję, że kąpiel pozbawi cię zapachu. Smród będzie się za tobą wlókł do końca życia” [Chyba Marysia do Marka o sytuacji w jakiej się znalazła] ,,...Nie myślę ja to wiem- oparł się dumnie.- To jest ciemnota, do której musisz mówić ich własnym językiem. Chcą wierzyć w bajki i cuda, więc musisz je opowiadać. Mamić mieszkaniami dla młodych, nowymi miejscami pracy, rozliczeniem winnych. Będą ci jedli z ręki…” idealne opisanie naszego społeczeństwa, zdebilałego przez brak czytania a atakowanego telewizją i programami na poziomie- oj ciężko tu pisać o poziomie, raczej upadku- ,,Trudne sprawy” czy ,,W-11” [Jerry do Michela] ,,...Kto? Wyborcy?! Facet, widać, że słabo znasz historię. Tu jeszcze nikt nigdy nie został rozliczony z obietnic wyborczych.Tu nawet aferzyści mogą spać spokojnie, pod warunkiem, że mają mandaty poselskie albo są społecznymi asystentami odpowiednio ustawionych posłów, immunitet poselski to najlepsza polisa ubezpieczeniowa” [Jerry do Michela] czasem się jednak kogoś rozlicza zwłaszcza jeśli obiecuje nie dawać komuś resortu a potem wbrew zapewnieniom stawia tego człowieka na czele ministerstwa, ale prawda, że immunitet to najlepsza ochrona. Teraz te dotyczące hrabiny Klonowskiej: ,,...Moi szefowie nalegają żeby ustalić kontakt bezpośredni w Krakowie- zaoponował. - Owszem, ale tylko z konsulem generalnym albo z ambasadorem. - Na razie to nie jest możliwe. - No to na razie macie nasz numer telefonu. Powiedz Wujowi Samowi, żeby się pośpieszył. Do widzenia- Klonowska wstała i narzuciwszy futro na ramiona, skierowała się do wyjścia, jednakże wróciła po paru krokach- Bądź tak uprzejmy i zapłać mój rachunek”- szapoba… [Klonowska do Pieczyńskiego]. ,,Pamiętaj Madzia, zawsze jest ktoś, dla kogo warto żyć. My jesteśmy szczęśliwi, bo mamy siebie i naszą córkę, ale zobacz co dzieje się wokoło. Ja będę cię kochał nawet po śmierci i będę tam z góry na ciebie patrzył, czy potrafisz to szczęście przekazać innym…” [Retrospekcje Hrabiny o jej mężu Maxie] ( tu się nasuwa śmieszność inicjałów u obu pat M.P/M.P, M.K/M.K). I ostatni bardzo piękny ,,Przeszłość to jak butelka po wypitym koniaku, chociażby był najstarszy i najdroższy, to jednak pusta nie ma żadnej wartości”... [Retrospekcje Max Klonowski do Hrabiny- swojej żony]
TomaszSadowski - awatar TomaszSadowski
ocenił na 8 8 lat temu
W imię zasad Marek Harny
W imię zasad
Marek Harny
Drugą powieść kryminalną tego pisarza mogę śmiało nazwać kontynuacją losów Adama Bukowskiego, głównego bohatera Pismaka, chociaż każdą z nich mogłabym czytać bez zachowania kolejności, ponieważ opowiadają o dwóch różnych morderstwach. Jednak wejście po raz drugi w środowisko, w którym żył i pracował niepokorny dziennikarz, było dla mnie zdecydowanie łatwiejsze. Przypominało powitanie starych, dobrych znajomych. Mimo to, autor nie zapomniał o czytelnikach, którzy mogli zacząć czytanie od właśnie tego tytułu. To specjalnie dla nich wplótł w treść krótkie przypomnienia o genezie powiązań między bohaterami i retrospekcje z ich przeszłości. Tym razem Bukowski wplątał się na własne życzenie, swoim zbyt niepokornym reportażem, w morderstwo znanej anarchistki. Bezkompromisowej działaczki walczącej z brudem w polskiej polityce, szukającej lekarstwa "na polski burdel, na rozkradanie narodowego majątku, , na korupcję, bezrobocie, na pijanych kierowców i żebrzących meneli". Jak się okazało później, również koleżanki córki Bukowskiego – Agnieszki. Rozpoczęła się gra o najwyższą stawkę. Dla jednych o duże pieniądze, wpływy i władzę, dla innych o realizację własnych ambicji i planów zawodowych, gdzie policja ma "sukces, nadkomisarz Fulara nagrodę, a sierżant sztabowa Kuc awans", a dla Bukowskiego o życie nie tylko swoje, ale i córki. Gra, którą każdy uczestnik rozgrywał według własnych znaczonych kart, na własnych, indywidualnych, różnie pojmowanych zasadach, opartych na odmiennych systemach wartości. Stwarzało to nieprzewidywalność jej rozwoju i wyścig z czasem, z dostępem do informacji, do świadków, do sedna rozwiązywanej zagadki i wreszcie do samych rozgrywających. Często tajemniczych, ujawnianych nawet dopiero pod koniec powieści. Również otrzymywane odpowiedzi na postawione na początku pytania, też nie okazywały się proste. Nie mogły być, bo świat polityki i biznesu taki nie był. I właśnie dlatego, gdybym miała określić w kilku słowach tę powieść, użyłabym – nieprzewidywalna i skomplikowana. Oprócz tego, dodałabym jeszcze dwa. Pierwszym byłoby słowo precyzyjność, oddające oszczędny styl wyrażający maksimum treści w minimum słowach. Krótkie i bardzo krótkie zdania w opisach rozgrywanych sytuacji. Encyklopedyczną wręcz charakterystykę bohaterów, ich przeszłości czy wzajemnych powiązań. Rzeczowe dialogi, choć bardzo enigmatyczne, zmuszające mnie do myślenia, kojarzenia faktów, stałego analizowania i wyciągania wniosków, ciągłego domyślania się. Pisarz nie pozwalał mi na jakikolwiek odpoczynek. Czułam poganiające mnie polecenie – myśl, myśl, myśl dziewczyno! I jeśli ktoś mi jeszcze raz powie, że kryminał odpręża, to podsunę mu ten tytuł! A drugim byłoby słowo hermetyczność ograniczające tematykę do polskich problemów społecznych, tak charakterystyczną dla twórczości pisarza. W tym przypadku narkobiznesu i jego powiązań ze światem polityki (chociaż nie były one jedyne), nawiązującą do niedawno znowelizowanej ustawy antynarkotykowej. Zawierającą cały wachlarz niuansów ukrytych w dialogach. A które może docenić czytelnik znający historię Polski. Do głośnych wydarzeń z pierwszych stron mediów, skojarzy odbiorca śledzący na bieżąco świat polskiej polityki. Ten dodatkowy atut, wyszukiwania takich właśnie „rebusów”, sprawił mi ogromną przyjemność w odkrywaniu kolejnego skojarzenia poszerzającego wymiar treści. Dzięki temu czytanie przypominało spotkanie dwóch Polaków, dobrze znających realia swojego kraju, rozumiejących się w pół zdania, po jednym słowie-haśle. Bez tego, czytanie tej powieści kryminalnej przypominałoby jedzenie nieposolonych ziemniaków. Też smaczne, ale… I na koniec pozwolę sobie sparafrazować słowa jednego z bohaterów powieści, Horoszki, które mogłyby być mottem powieści kryminalnych tego pisarza: Nie bądź naiwny czytelniku. Jak chcesz mieć precyzyjne rozwiązanie zagadki, kup sobie "Dziesięciu małych Murzynków" albo inne nieśmiertelne dzieło pani Christie. U Harnego tak nie ma! http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 6 lat temu
Zła miłość Aleksander Sowa
Zła miłość
Aleksander Sowa
Główny walor „Złej Miłości” polega na zamknięciu akcji w dialogach i onirycznym, malowniczym stylu. Autor za pośrednictwem dziecięcego narratora tworzy magiczny, baśniowy świat, w którym wszystko żyje na równi z ludźmi, gwiazdy mrugają, słońce zasypia na dnie jeziora, bo jest zmęczone codziennym wychodzeniem na nieboskłon, a ludzie mają oczy w kolorze nieba. Dlatego też można odnieść wrażenie, że książka jest przeznaczona dla dzieci, co wprowadza czytelnika w pewną konsternację. Jednak po wnikliwiej analizie staje się jasne, że na utwór trzeba spojrzeć w szerszym kadrze i z pewnością jest przeznaczony dla dorosłego czytelnika. Trafnym będzie stwierdzenie, że utwór jest tylko stylizowany na książeczkę dla dzieci. Styl jest równy i przejrzysty, a całość czyta się dobrze pomimo złożonej, szkatułkowej kompozycji, która staje się jasna dopiero w zakończeniu. Autor stosuje ciekawy zabieg przemieszania dwóch porządków: mała Ania bez dodatkowych komentarzy przytacza wypowiedzi bohaterów ze snu, a także wypowiedzi słuchającego opowieści taty, traktując je niejako na równi. Całość jest dzięki temu dynamiczna i od strony formalnej podkreśla poetykę snu, pozostając przy tym całkowicie czytelna. Jest to podkreślenie inwencyjnego charakteru snutej opowieści – znak, że w tym świecie można zaprosić do swojego snu, kogo się chce. Dziewczynka zabiera ze sobą tatę. Opowiada i to opowiadanie ustanawia nową rzeczywistość, w której uczestniczy także słuchacz. Nie zapominajmy, że Ania jest pisarką, to znaczy pisanką(warto zwrócić uwagę na grę słów: pisarka - pisanka - osoba która pisze w języku dziecka), która przez słowa wyjaśnia świat, która dzięki aktowi opowiadania czy też pisania rozbija izolującą ją od rzeczywistości zewnętrznej skorupkę i pozwala otworzyć się na świat. Powieść czyta się dobrze, jest sprawna literacko, zawiera pogłębioną refleksję na temat miłości, otwiera szereg pytań – czym jest to uczucie, czy trwa wiecznie, jakie są jego blaski i cienie, czego wymaga, a co daje. Zrozumienie treści wymaga pewnego przygotowania literackiego oraz czytelniczego obycia. Pobrzmiewają tu bowiem echa mitologicznych wyobrażeń (np. odrastające co rano serce), a także platońskiej idei miłości i dobra, autor stosuje aluzje i gry słowne, nie dla każdego czytelne. W „Złej miłości” pod warstwą stylizowaną na baśniową fabuły znajdziemy drugą, symboliczną warstwę znaczeniową, która dotyka uniwersalnych prawd. Jednak w szerszym kontekście ta, naprawdę bardzo dobra powieść traci. Znamy już książki z dziecięcym narratorem, opowiadające o podróży po baśniowym świecie, podejmujące temat uczuć, dążące do uniwersalności. Niemniej warsztat literacki autora jest obiecujący i warto byłoby go rozwijać, a "Zła miłość" jest z pewnością warta przeczytania.
Redaktorka - awatar Redaktorka
oceniła na 9 10 lat temu
Niepamięć Krzysztof Kotowski
Niepamięć
Krzysztof Kotowski
Patryk Skalferin po nieudanej próbie samobójczej stara się poskładać swój świat od nowa i wrócić do pracy w policji. Jego osoba nie budzi jednak zaufania wśród przełozonych. Patryk jest zmuszony podejmować się rozwiązywania spraw, których nikt inny nie chciał. Błachych i słabo rokujących. Tak właśnie trafił do mieszkania Anny, emerytowanej nauczycielki, której sąsiadka prawdopodobnie zaginęła. Staruszka zyskuje sympatię Skalferina, a gdy w mieszkaniu sąsiadki zjawia się młoda dziewczyna, postanawia pójść i dyskretnie ją wypytać czym angażuje się w śledztwo. Tak poznają Sonię, która podaje się za wnuczkę zaginionej kobiety. Jednak jej zachowanie nie budzi zaufania Skalferina. Komisarz wysyła młodego policjanta w ślad za dziewczyną, co jednak kończy się tragicznie. Sonia znika im z pola widzenia, ginie policjant a z każdym kolejnym wątkiem z pozoru błacha sprawa staje się coraz bardziej tajemnicza. Czy Patryk Skalferin będzie w stanie ja wyjaśnić? Jak daleko w przeszłość prowadzą tropy? A może trzeba ich szukać w przyszłości? "Niepamięć" to ktyminał owiany nimbem tajemniczości. Tu za narratora robi nieboszczyk, seniorka ściga zloczyńców, a młoda dziewczyna w jednej chwili staje się siedemdziesięcioletnią staruszką. Nic nie jest do końca oczywiste, a tajemnica u swej podstawy ma zbrodnie hitlerowskie z czasów wojny. I choć czytało się to bardzo dobrze to zostało we mnie przekonanie, że autor ździebko przesadził z nadnaturalnymi mocami bohaterów. Jednak to tylko moja ocena i proszę się nie sugerować. Czy warto więc sięgnąć po "Niepamięć" ? Zdecydowanie tak!!
madame_lichon - awatar madame_lichon
ocenił na 7 2 lata temu
Niemra Arkadiusz Pacholski
Niemra
Arkadiusz Pacholski
Pierwsze skojarzenie z tytułem – bardzo negatywne. Gdzieś tam w pamięci wygrzebałam widziane kiedyś zdjęcie opublikowane przez IPN, na którym golono włosy kobiecie. Jednak zaraz potem, troszkę niżej, u dołu okładki, przeczytałam wiele mówiące zdanie - "Powieść o czasach, kiedy odwaga często kosztowała życie", Które rozwiało moje jednoznaczne myśli. to, że cała powieść zdmuchnie moje dotychczasowe myślenie, wytknie skostniałe miejsca mojej wiedzy i obnaży głębię skuteczności propagandy i indoktrynacji, jakiej ulegałam w czasie edukacji szkolnej, zaskoczyło mnie i przeraziło. Moje dotychczasowe wyobrażenie na temat II wojny światowej i jej bohaterów dzieliło się na naszych – Polaków i wrogów – Niemców, a o wolność walczyli nieprawomyślni z AK i prawdziwi patrioci z LWPJednak, AL i BCh. Były tylko dwie strony konfliktu, a świat dzielił się na tych z nami i przeciwko nam. Owszem, zdarzały się jednostki zagubione, wahające się pomiędzy, ale w ostateczności opowiadające się jednoznacznie, wybierające jedną ze stron. Świat był taki prosty! To, co zrobił z moim myśleniem autor, przypominało naukę pływania na głębokiej wodzie bez zabezpieczenia. Jeśli dodam, że w czasie sztormu stulecia, niewiele wyolbrzymię. Bo wojna była jak sztorm, a ja musiałam pływać w umysłach bohaterów. Musiałam czuć, myśleć, obserwować otoczenie i ludzi, dywagować, oceniać, analizować, prowadzić monolog i dialog z samą sobą, zadawać pytania, próbując znaleźć na nie sensowne odpowiedzi, tłumacząc sobie sens bezsensowności otaczającej mnie rzeczywistości, czuć się jak zaszczute zwierzę w klatce pod presją lęku, cierpienia, bólu, strachu, zwątpienia po to, by przeżyć. By czuć dokładnie to, co czuli bohaterowie. Rozpoczynając nowy rozdział, nigdy nie wiedziałam, w czyim umyśle znajdę się. W czyją duszę zapadnę. Za każdym razem przypominało to wybudzanie się ze snu i pośpieszne kojarzenie faktów z osobowością, którą przybieram. A żeby było bardziej skomplikowanie, żadna z tych postaci nie posiadała poglądów spójnych z odgrywaną rolą społeczną czy pełnioną funkcją w czasie okupacji. Główna bohaterka Dorota Paleń, tytułowa niemra, zamieniła się w Dorotheę Pahlen wpisaną na folkslistę z polecenia przełożonych z konspiracji. Oficjalnie pracowała w antykwariacie, nieoficjalnie zbierała materiały dokumentujące niemieckie zbrodnie na mieszkańcach Kalisza i jego okolic. Dawny wieloletni wicedyrektor gimnazjum przybrał pseudonim Mechanik, kierując już jako oficer pracą komórki AK. Były profesor Łubnin, stał się białym Rosjaninem pracującym dla Gestapo, mimo że urodził się i mieszkał w Kaliszu, a jego bratanek własowcem. Folksdojcz krawiec użyczał swojego warsztatu do spotkań walczącemu polskiemu podziemiu, a właściciel antykwariatu Gregorius, oficjalnie Reichsdeutscher, a w duchu nadal kurlandzki, dwujęzyczny Niemiec przesiedlony z Rygi. Czarne owce, odmieńcy, mieszańce, ludzkie kundle, podejrzani odszczepieńcy, wyrzutki, dla których nie było "miejsca w świecie zredukowanym do wymiarów upiornej szachownicy, po której mogą skakać jedynie figury całkiem białe lub całkiem czarne", bo trwała wojna. Kto stawał po niewłaściwej stronie barykady, ponosił bolesne, bezlitosne, czasami śmiertelne konsekwencje. Cierpiałam w tym potrzasku, rozdwojeniu i w podejmowaniu trudnych wyborów razem z nimi. I próbowałam ogarnąć na swój sposób pozorny chaos, w którym autor pomagał dyskretnie mi się odnaleźć. Wprowadził chronologię czasową, próbując nadać myślom kierunek rozwoju fabuły, miejsce i czas, na tyle, na ile można ogarnąć i uporządkować rozgorączkowane myśli wielu zaszczutych osób. Każdy główny rozdział miał w tytule nazwę miesiąca, począwszy od października 1944 roku aż do stycznia 1945 roku, a każdy podrozdział szczegółową datę. To po języku, w jakim była zapisana cezura czasowa (polskim, niemieckim lub rosyjskim), wstępnie poznawałam czyimi oczyma prawdopodobnie będę obserwować rzeczywistość, by potem zawężać swoje przypuszczenia do płci, by ostatecznie, w miarę czytania, utwierdzać się w pewnym przekonaniu, kim w danej chwili jestem. Wymagało to ode mnie szczególnego skupienia nad powieścią i czujnej uwagi nad jej treścią do wyławiania faktów potrzebnych do budowania sylwetek bohaterów i ich psychologicznego portretu oraz do syntezy całości fabuły zawierającej nie tylko wątek kryminalny, ale i kreślącej ważne problemy społeczne. Autor na polskie, przedwojenne społeczeństwo podzielone politycznie, ideologicznie, religijnie, klasowo, narodowościowo, rasowo, niewolne od marginesu patologii, jakimi były kazirodztwo, narkomania, samobójstwa, morderstwa i alkoholizm, nałożył dodatkowo ekstremalne warunki wojenne, a potem kazał mi spróbować podzielić ten świat na jasny i ciemny, przypominając, że każdy chciał przeżyć, czekając na Polskę, której wizję pielęgnował lub próbował dla siebie wywalczyć. Dla każdego inną, subiektywną, często egoistyczną. Nie umiałam. I o to właśnie mu chodziło! To jedna z tych książek, której nie nosiłam ze sobą, nie podczytywałam w każdej wolnej chwili w miejscach publicznych, ale znajdowałam specjalnie dla niej czas w zaciszu domowym, by móc nie tylko poukładać sobie zawarte w niej treści i emocje (przejmująca, końcowa scena wyczerpała mnie psychicznie!), ale i odpowiedzieć, a przynajmniej spróbować, na mnożące się pytania. Od tych kontrowersyjnych – Czy narodowcy to polscy faszyści?, Czy wśród współczesnych Polaków naprawdę pojawiła się tęsknota za Żydami?, po te natury moralnej – Czy folksdojczka i kochanka własowca pracująca dla polskiego podziemia, zasługuje na śmierć czy na miano bohaterki? Zwłaszcza że to nie jedyne problemy, jakie sygnalizuje ta powieść. Było ich dużo więcej, począwszy od manipulacji historią, politycznych decyzji mających wpływ nie tylko na losy państwa, ale i na życie jednostki, celowego fałszowania faktów, dostosowywania poglądów do zmieniających się warunków politycznych, ograbiania i mordowania Żydów, destrukcyjnej roli plotki w społeczeństwie, na krytyce polskiego Kościoła katolickiego skończywszy. A w tym wszystkim pojedynczy człowiek, pragnący szczęśliwie żyć, kochać i umrzeć w miejscu urodzenia. Tylko i aż. Nie chcę się zastanawiać, kim ja byłabym w tamtych czasach z moim wielonarodowościowym pochodzeniem. Po tej książce za bardzo bolałoby. Za bardzo. Warto mieć tego wszystkiego świadomość, zanim wyjdzie się 11 listopada na ulicę, manifestować swój patriotyzm. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Zwerbowana miłość

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zwerbowana miłość