Spadkobiercy

Okładka książki Spadkobiercy
William Golding Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
202 str. 3 godz. 22 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Inheritors
Data wydania:
1991-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
202
Czas czytania
3 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
83-07-02266-5
Tłumacz:
Ryszarda Grzybowska
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spadkobiercy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Spadkobiercy

Średnia ocen
6,3 / 10
254 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2089
2089

Na półkach:

Autor światowego bestselleru " Władca much ".
Rekomendowana książka jest drugą powieścią noblisty, często uznawaną przez krytyków za kolejne arcydzieło !!!
Zderzenie grupy Neandertalczyków z bardziej zaawansowanym, ale brutalnym Homo sapiens.
To analiza mechanizmów zła, prawa siły oraz moralno - filozoficznych aspektów natury ludzkiej.
POLECAM !!!

Autor światowego bestselleru " Władca much ".
Rekomendowana książka jest drugą powieścią noblisty, często uznawaną przez krytyków za kolejne arcydzieło !!!
Zderzenie grupy Neandertalczyków z bardziej zaawansowanym, ale brutalnym Homo sapiens.
To analiza mechanizmów zła, prawa siły oraz moralno - filozoficznych aspektów natury ludzkiej.
POLECAM !!!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

612 użytkowników ma tytuł Spadkobiercy na półkach głównych
  • 365
  • 241
  • 6
137 użytkowników ma tytuł Spadkobiercy na półkach dodatkowych
  • 109
  • 9
  • 7
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Spadkobiercy

Inne książki autora

William Golding
William Golding
Pisarz brytyjski, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1983r i Nagrody Bookera w 1980, najbardziej znany z powieści Władca much. Urodził się w Newquay w Kornwalii. Dzieciństwo spędził w domu rodzinnym w Malborough w hrabstwie Wiltshire, gdzie jego ojciec był profesorem nauk ścisłych w lokalnej szkole. Do szkoły tej uczęszczał William i jego brat, Joseph. Jego matka prowadziła dom. W 1930 rozpoczął studia w Oxfordzie na wydziale biologicznym, dwa lata później przeniósł się na anglistykę. Odbywał służbę wojskową, w trakcie której wziął czynny udział w II wojnie światowej. W 1934 wydał w Londynie pierwszą książkę – Wiersze, dzięki pomocy przyjaciela z Oxfordu, Adama Bittlestona. Podczas II wojny światowej Golding walczył w Royal Navy. Uczestniczył m.in. w pościgu za niemieckim pancernikiem Bismarck oraz operacji lądowania wojsk alianckich w Normandii, podczas której dowodził okrętem. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do nauczania oraz kontynuował karierę pisarską. We wrześniu 1953 wysłał manuskrypt swojej najnowszej książki, odrzuconej uprzednio przez co najmniej dziesięciu wydawców, do oficyny Faber & Faber. Początkowo i tym razem została odrzucona przez recenzenta, jednak nowy naczelny redaktor wydawnictwa, Charles Monteih, docenił jej wartość i we wrześniu 1954 ukazała się w księgarniach pt. Władca much. Sukces pisarski pozwolił Goldingowi na rezygnację w 1961 z pracy nauczyciela. Został wówczas pisarzem-rezydentem w amerykańskim Hollins College (zlokalizowanym niedaleko Roanoke w Wirginii) i całkowicie poświęcił się pracy twórczej. W 1980 został wyróżniony Nagrodą Bookera za najlepszą powieść, a w 1983 uzyskał nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Pięć lat później został pasowany przez królową na rycerza i uzyskał tytuł szlachecki. Siedem lat przed śmiercią przeniósł się wraz z żoną do Perranarworthal w Kornwalli, gdzie zmarł na zawał serca 19 czerwca 1993. Jego ciało zostało spopielone, a prochy pochowane na cmentarzu we wsi Bowerchalke w angielskim Wiltshire. Po jego śmierci ukazała się niedokończona książka Dwoisty język.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Henderson król deszczu Saul Bellow
Henderson król deszczu
Saul Bellow
Czytanie tej książki przypomina mi lekturę lat dziecięcych, kiedy poznawałam przygody z wypiekami na twarzy i nadzieją na nowe zdarzenia na następnej stronie. To uczucie coraz rzadziej mi towarzyszy, ale pojawiło się przy książce Saula Bellowa. Mnóstwo się tutaj dzieje, a bohater jak w klasycznej powieści wikła się w tarapaty, z których można się wydobyć salwując się jedynie ucieczką. Taka lektura przysparza sporo frajdy... Jednak nie jest to książka przygodowa osadzona w Afryce. Henderson uwikłany we własne życie poszukuje jego prawdziwego celu i wyprawa na Czarny Kontynent jest (tak charakterystyczną dla literatury amerykańskiej) grand tour, gdzie dowiaduje się, czym NAPRAWDĘ jest egzystencja. I nie są to tanie nauki wyjęte z poradników. Wskazówek należy szukać między zdarzeniami, a właściwie wynikają one z sytuacji, w jakich znalazł się bohater. Niewątpliwie część mądrości przekazują mu sami ludzie, Afrykańczycy (i to ci z najbardziej odległych barbarzyńskich zakątków) np. król Dahfu. Nie bez znaczenia jest tu natura. Jej opisy są porażające, cudowne, niezwykłe i splecione z bohaterem. Ma ona (ta natura) także charakter metafizyczny. Zwierzęta, z którymi styka się 56 - letni gigantyczny grubas o czerwonym pijackim nosie też odzwierciedlają jego usposobienie, a raczej stan duszy. Więc kiedy po wszystkich przygodach wiezie do domu małego lwa, to ma to wymiar symboliczny. Zresztą dużo symbolicznych odniesień jest także do Biblii, ale to już osobna sprawa... Nie można pominąć języka: narracja prowadzona w pierwszej osobie jest autoironiczna - miejscami sarkastyczna, a niekiedy po prostu bardzo śmieszna. Pomimo że mamy do czynienia z antybohaterem - lubimy go od pierwszego spotkania i utożsamiamy się z jego ułomnym, koślawym życiem. Jednym słowem pokochałam Saula Bellowa. To naprawdę wybitny pisarz!
Marta - awatar Marta
oceniła na 8 7 lat temu
Przechodzimur Marcel Aymé
Przechodzimur
Marcel Aymé
Ayme to mało u nas znany wojujący humorysta. Jego twórczość pokazała, że francuski duch rewolucyjny nie skończył się dwieście lat temu, ale że kipiał aż do powojennych czasów. Szalone i zwariowane opowiadania z tej książki łączy kpina i szyderstwo z mieszczańskich rytuałów, dwulicowości, filisterstwa, dewocji i udawanej kobiecej skromności. Pod biczem satyry znalazły się też urzędnicze przepisy, biurokracja i państwowe regulacje rządzące społeczeństwem; nie brakuje też ostrej antywojennej nuty. Już w tytułowym opowiadaniu stateczny urzędnik, który odkrył swą moc przenikania przez mury, wykorzystuje ją w celach aspołecznych - aby płatać figle znienawidzonemu szefowi, romansować z mężatką, okradać banki i pokazowo uciekać z mamra. Sabinka to znudzona młoda żonka, która odkryła, że umie w nieskończoność powielać swą postać a potem bez problemu „skupiać” się z powrotem. Liczne jej klony rozchodzą się po świecie, aby romansować w najlepsze każda z innym młodzieńcem. Dewotka z „Legendy połdawskiej” nie wydaje się o wiele lepsza, bo w chwili ostatecznej próby oczekuje specjalnego traktowania i kupczy swą świątobliwością za życia, a w końcu jest gotowa wjechać do niebios choćby na grzbiecie szatana. Absurdy urzędnicze urzeczywistniają się w opowiadaniach „Kartka” czy „Dekret”, gdzie odgórnie narzucone manipulacje czasem prowadzą do spiętrzenia coraz to dziwniejszych komplikacji. A szczyt obłudy państwowych dostojników uwidacznia się w ‘Poborcy żon” – opowiastce nieco kafkowskiej, ze względu na cichą, potulną i podporządkowaną przepisom postać głównego bohatera, ale zaraz potem przełamanej reakcją najwyższych władz państwowych na rewolucyjny pomysł opłacania należności za pomocą … wpłacenia własnej (najlepiej młodej i ładnej) żony w okienku kasowym. Ileż tu możliwości dodatkowych dochodów dla Państwa! Ani tytuł, ani nazwisko Autora nie wskazały mi, czego mogę się po tej książce spodziewać. Ale warto było zajrzeć, uśmiać się szczerze z tej „Ludzkiej komedii” w groteskowym zwierciadle i podumać – ile to jeszcze zapomnianych klejnocików kurzy się gdzieś w kątach antykwariatów.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 7 miesięcy temu
Rytuały morza William Golding
Rytuały morza
William Golding
Jeśli chcielibyśmy zareklamować Williama Goldinga powieścią inną niż „Władca much”, to „Rytuały morza” są strzałem w dziesiątkę. Ta nagrodzona Bookerem książka łączy w sobie elementy przygodowe (marynistyczne) z wątkiem na poły kryminalnym (śmierć i zaimprowizowane śledztwo), a dzięki pierwszoosobowej narracji i sporej dawce humoru autor jawi się nam momentami jako całkiem niezły stendaper. Wszystko to w nietypowym już dzisiaj klimacie przełomu XVIII i XIX wieku. Powieść ma formę dziennika czy raczej luźnych zapisków prowadzonych przez dwie osoby: Edmunda Talbota, będącego główną postacią i narratorem, oraz (w niewielkiej części) wielebnego Colley’a – postać kluczową dla wydarzeń mających miejsce na statku. Ich relacje i punkty widzenia różnią się, a obserwowanie, jak obaj panowie opisują poszczególne zdarzenia i osoby oraz jak ich zapiski „zazębiają się” – stanowi główną atrakcję książki. Co prawda, mam wątpliwości, czy Golding zazębił je w stu procentach właściwie pod względem chronologii wydarzeń, ale zabrakło mi determinacji, by swoje podejrzenia poprzeć dowodami. Konkretniejszym kamyczkiem, jaki wrzucę do ogródka noblisty, jest moje przeświadczenie, że opisanie kapitana statku jako tyrana nie znajduje odzwierciedlenia w fabule powieści. Owszem, kapitan Anderson jest surowy i zasadniczy, ale taka – jak sądzę – była większość ówczesnych dowódców, a on sam mógł „przegiąć pałę” zdecydowanie bardziej. Nie jestem też przekonany do końcowego (zaskakującego!) wniosku, do jakiego doszedł Talbot. Oparł się on bowiem na wypowiedzi jednego z majtków, która mogła odnosić się do innego wydarzenia, a mianowicie do rozmowy z kapitanem. Do plusów książki należy zaliczyć jej niewielkie rozmiary. Dzięki nim obawy, że forma dziennika i związana z nią skrupulatność opisów znużą czytelnika – są niepotrzebne. Zresztą zapiski prowadzone przez Talbota są mocno pobieżne. To pokazuje, z jak dużym wyczuciem Golding zbudował swoją powieść, której ciąg zdarzeń nie jest przecież szczególnie porywający. Co do przesłania utworu, to jest ono proste: pisarz przestrzega nas przed pochopnym ocenianiem i szufladkowaniem drugiego człowieka. Zestawienie relacji dwóch bardzo dobrze skonstruowanych postaci posłużyło tutaj znakomicie. Reasumując: różnorodność elementów, ich właściwy dobór i takież proporcje, a także konfrontacja stosunkowo niewielkiej grupy ludzi na zamkniętej przestrzeni – to recepta na sukces i wysoką ocenę na LC. Pozdrawiam 8/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na 8 1 rok temu
Wróżby kumaka Günter Grass
Wróżby kumaka
Günter Grass
„Musimy uważać, żeby Polska nie znalazła się w niemieckim jadłospisie. Mówię, co widzę: Niemcy są zawsze głodni, nawet będąc już nasyceni. I tego się obawiam”. [Ja też się tego boję… Tymczasem politycy demonstrują zadziwiający ludzki talent zaprzeczania temu, co oczywiste] Historia późnej (złośliwi mogliby napisać, że geriatrycznej) miłości Niemca i Polki, którzy „spotkali się 2 listopada przy słonecznej pogodzie, na kilka dni przed runięciem berlińskiego muru”, a więc tuż po upadku komunizmu. Europę czekają przełomowe zmiany i równie przełomowe zmiany zachodzą w życiu pary starzejących się, owdowiałych bohaterów. Oboje zawodowo związani są ze sztuką – on jest profesorem historii sztuki, ona konserwatorką zabytków. Noszą praktycznie to samo imię: on – Aleksander, ona - Aleksandra. Oboje mają podobną wrażliwość i podobne doświadczenia życiowe, bowiem pochodzą z rodzin przesiedlonych z powodów politycznych. Para pięknoduchów, kierując się szlachetnymi pobudkami, zakłada biznes cmentarny, dzięki któremu urodzeni i/lub wychowani w przedwojennym Gdańsku Niemcy z RFN, mogą spocząć na tamtejszym Cmentarzu Polsko-Niemieckiego Pojednania. Powodzenie tego projektu daje nadzieję (zwłaszcza Aleksandrze), że z czasem dołączą do niego nieufni Litwini i pozwolą urodzonym w Wilnie Polakom, wrócić do Wilna po śmierci. (okazuje się jednak, że łatwiej żonglować śnieżkami w piekle, niż Litwinów przekonać do Polaków. Nawet tych martwych). Książka ma wydźwięk satyryczny, a satyra (często gorzka) wymierzona jest w kapitalizm, który nawet najszlachetniejszą ideę koniec końców sprowadzi do szmalu, w jednoczące się Niemcy i w moc niemieckiej waluty, która potrafi zdziałać to, co kilkadziesiąt lat wcześniej nie udało się niemieckim Tygrysom i Fockom. Historię opowiada zdystansowany i dość sceptyczny narrator, niewykluczone, że sam Gunter Grass, który został do jej opowiedzenia zobowiązany przez Aleksandra, swojego kolegę z lat szkolnych. Aby wywiązać się z powierzonego zadania, przegląda przesłane mu osobiste notatki, akta i listy kolegi. Ten dystans i sceptycyzm narratora jest – w mojej ocenie - mocno wyczuwalny. Duży walor tej historii stanowi jej kontekst historyczny: Polska i Niemcy w momencie upadku muru, ale przed upadkiem Związku Sowieckiego. W sensie bardziej uniwersalnym, ponadczasowym „Wróżby kumaka” to książka o miłości – późnej i niespodziewanej, lecz godnej szacunku - o starzeniu się, powolnym umieraniu, ale też o nagłej a niespodziewanej śmierci. Spostrzeżenia autora, jego intelektualna uczciwość i niezależność oraz zdolności profetyczne, którymi się wykazał (wiele wątków można odczytać jako alegorię dzisiejszej UE) powodują, że w moich oczach Gunter Grass jawi się jako postać wręcz patriarchalna. Jeszcze tylko dodam, że w tradycji niemieckiej, kumkanie kumaka zapowiada nieszczęście, jest więc znakiem złej wróżby. Tym, czym u nas krakanie wron, tylko znacznie, znacznie bardziej...
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na 7 1 rok temu
Intruz William Faulkner
Intruz
William Faulkner
William Faulkner to autor, który nigdy nie bał się zaglądać w mroczne zakamarki ludzkiej duszy, tak jak nie bał się konfrontować z najtrudniejszymi tematami własnego regionu — amerykańskiego Południa. W Intruzie z 1948 roku Faulkner podejmuje problem rasizmu w sposób, który do dziś może uchodzić za odważny, a przy tym subtelny i daleki od prostych, publicystycznych rozstrzygnięć. To powieść, która balansuje między napięciem kryminalnym a moralnym dramatem, między osobistą inicjacją chłopca a symboliczną walką o zbiorowe sumienie Południa. Na pierwszy rzut oka Intruz wydaje się być historią niemal detektywistyczną. Czarnoskóry rolnik Lucas Beauchamp zostaje oskarżony o zamordowanie białego człowieka — Vinsona Gowriego. Oskarżenie jest natychmiastowe, niemal instynktowne, jako echo starych uprzedzeń. W miasteczku Jefferson odzywają się automatyczne, atawistyczne odruchy: tłum domaga się linczu, sprawiedliwość ma być szybka, bez procesu, bez pytań. Ale Faulkner nie daje się zamknąć w ramy klasycznej opowieści o zbrodni. W rzeczywistości morderstwo staje się pretekstem do znacznie głębszej refleksji nad społecznością, historią i zbiorową winą. Lucas Beauchamp, daleki od stereotypu „uległego czarnego”, jest człowiekiem dumnym, wyniosłym, świadomym własnej wartości. Nie zabiega o sympatię białych, nie kłania się uniżenie, nie próbuje prosić o litość. W tej postawie kryje się coś niezwykle rewolucyjnego, jak na kontekst Południa lat 40. XX wieku. Głównym „białym” bohaterem jest tu szesnastoletni Chick Mallison, młody chłopak, który przeżywa swoją inicjację moralną. To właśnie Chick, wychowany w atmosferze tradycyjnych południowych przesądów, przechodzi najgłębszą przemianę. Jego proces dojrzewania to droga od biernego przyjmowania uprzedzeń otoczenia ku świadomemu aktowi sprzeciwu wobec niesprawiedliwości. Faulkner z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak trudno wyrwać się z kolektywnego myślenia. Momentem kluczowym w powieści jest nocne odkopanie trumny Gowriego. Chick wraz z prawnikiem Gavinem Stevensem i swoją ciotką Miss Habersham (postać zaskakująco silna, emanująca etyczną odwagą) wyciągają z ziemi ciało, by udowodnić niewinność Lucasa. W tej scenie, niemal gotyckiej w atmosferze, zawiera się cały symbolizm powieści: aby odkryć prawdę, trzeba zejść do ciemności, zmierzyć się z trupem — zarówno dosłownym, jak i metaforycznym, bo miasteczko Jefferson ma swoje „trupy w szafie”, w postaci długo skrywanej, zbiorowej winy rasowej. Faulkner w Intruzie konfrontuje czytelnika z problemem amerykańskiego mitu Południa — mitem opartym na honorze, rodzinie, rycerskich ideałach. Mit ten jednak od początku był skażony niewolnictwem i głęboko zakorzenionym rasizmem. Intruz staje się swoistym sądem nad tym mitem: stary porządek społeczny ukazuje się jako kruchy konstrukt, którego fundamenty zaczynają pękać. Ciekawym zabiegiem Faulknera jest zestawienie Lucasa z Chickiem. Lucas, dojrzały mężczyzna, jest w pełni świadomy mechanizmów społecznych i własnej pozycji, a jednocześnie przewyższa otoczenie moralnie i duchowo. Chick natomiast dopiero zaczyna rozumieć świat; jego bunt przeciw tłumowi linczowemu ma w sobie jeszcze pewną naiwność, ale to właśnie w tej niewinności Faulkner widzi zalążek nadziei. Warto przyjrzeć się także postaci Gavina Stevensa, lokalnego prawnika i zarazem moralnego intelektualisty. Stevens nie jest jednak postacią jednowymiarową: często bywa paternalistyczny, a jego „liberalizm” podszyty jest rodzajem wyższości wobec czarnych. Faulkner, daleki od hagiografii, pokazuje, że nawet „dobry biały” nie jest wolny od subtelnych form uprzedzenia. Język Faulknera w Intruzie jest mniej barokowy niż w takich dziełach jak Absalomie, Absalomie! czy Wściekłość i wrzask, ale nadal intensywnie zmysłowy, złożony, nasycony wewnętrznymi monologami. Opisy przestrzeni — pola bawełny, lepkie południowe noce, duszne izby sądowe — pełnią tu funkcję psychologiczną. Krajobraz staje się odbiciem wewnętrznego stanu postaci. Nie sposób nie dostrzec, że Intruz jest także powieścią o amerykańskiej wspólnocie, której istnienie opiera się na przemocy symbolicznej i realnej. Faulkner pyta: czy można zbudować nowe społeczeństwo bez zerwania z przeszłością? Czy możliwe jest pojednanie, jeśli fundamentem relacji jest rasa i przemoc? W tym kontekście postać Lucasa Beauchampa nabiera cech figury mitycznej — jest zarazem intruzem i sumieniem Południa. Odważny, niezależny, nieprzejednany — staje się lustrem, w którym biali mieszkańcy Jefferson muszą dostrzec własną hipokryzję. Jego niewinność, z początku wątpliwa dla społeczności, demaskuje groteskowy absurd linczów i pokazowych oskarżeń. Sceny zbiorowe — zwłaszcza opisy tłumu gotowego do samosądu — są mistrzostwem Faulknera. Zbiorowość nie ma twarzy, to bezkształtny organizm, karmiony plotką i pierwotnym strachem. Gdy Chick przechodzi obok ludzi zebranych przed więzieniem, ma wrażenie, że patrzy na potwora, a nie na sąsiadów. To metafora nie tylko Południa, ale każdej społeczności, która ulega psychologii tłumu. W warstwie symbolicznej Intruz można czytać jako powieść o grzechu pierworodnym Południa: niewolnictwie i rasizmie. Faulkner, który sam był dzieckiem Południa, mierzy się z dziedzictwem, które wielu chciałoby zamieść pod dywan. Nie poprzestaje na pokazaniu brutalności zewnętrznej — dociera do subtelnych form przemocy codziennej, obecnej w języku, gestach, milczeniu. Interesująca jest rola kobiet w powieści, zwłaszcza Miss Habersham, która wbrew konwenansom bierze udział w wykopaniu trumny. Symbolicznie staje się łącznikiem między starym Południem a nowym światem, który dopiero się rodzi. W jej decyzji nie ma egzaltacji ani taniego heroizmu — jest za to głęboka, wypracowana etyczna konsekwencja. Często zwraca się uwagę na zaskakujący wątek optymistyczny Intruza. W odróżnieniu od bardziej pesymistycznych dzieł Faulknera, tu w finale pojawia się cień nadziei: Lucas zostaje uniewinniony, a Chick dokonuje wewnętrznego przełomu. Ale ten optymizm jest raczej zniuansowany niż triumfalny. Faulkner nie oferuje happy endu w hollywoodzkim stylu; daje raczej moment wytchnienia, który może być początkiem, ale równie dobrze iluzją. Co istotne, Intruz powstał w momencie, gdy kwestia rasowa zaczynała ponownie wracać do centrum dyskursu publicznego w Stanach Zjednoczonych. Faulkner przewidział, że problem rasowy nie zniknie sam z siebie — przeciwnie, będzie wymagał bolesnej konfrontacji i rezygnacji z mitów. Powieść jest także ciekawym głosem na temat roli literatury. Faulkner zdaje się mówić: pisarz nie jest od pocieszania, ale od stawiania trudnych pytań, od grzebania w ciemności. W Intruzie zamiast idealistycznych reformatorów mamy ludzi uwikłanych w tradycję i własne ograniczenia, którzy jednak — w niektórych momentach — zdobywają się na odwagę przekroczenia granic. Szczególne znaczenie ma język rasowy, którym posługują się mieszkańcy Jefferson. Jest to język pełen eufemizmów, uników, stereotypów. Chick od początku przechodzi drogę od bezrefleksyjnego powtarzania zasłyszanych określeń do własnego, krytycznego języka. To pokazuje, jak głęboko przemoc może być zakorzeniona nie w czynach, lecz w samych słowach. Pod względem konstrukcji narracyjnej Faulkner znów eksperymentuje z czasem, choć mniej radykalnie niż w Wściekłości i wrzasku. W Intruzie czas jest bardziej linearny, ale wciąż pełen retrospekcji, wspomnień, wewnętrznych rozważań. Nie chodzi tu o ukrywanie fabuły, lecz o pokazanie, że wydarzenia kształtują się nie tylko w zewnętrznym porządku, ale także w świadomości uczestników. W finale Chick, patrząc na Lucasa odchodzącego w pola bawełny, zaczyna rozumieć, że wszystko dopiero się zaczyna. Symboliczna cisza, która zapada, jest bardziej wymowna niż jakikolwiek płomienny monolog. Intruz to powieść, która wykracza poza ramy społecznego komentarza. To również studium jednostki wobec zbiorowości, odwagi wobec konformizmu, godności wobec upokorzenia. Faulkner, mistrz paradoksu, nie moralizuje. Pokazuje świat w całym jego brudzie i pięknie, w rozpaczy i w nikłej nadziei. Być może dlatego Intruz wciąż pozostaje tak żywą książką. W epoce, gdy na nowo rozmawia się o rasie, tożsamości i odpowiedzialności zbiorowej, Faulkner zdaje się szeptać zza grobu: nie wystarczy zmienić prawa, trzeba zmienić serca. A to zawsze jest najtrudniejsze. Lucas Beauchamp, niezłomny „intruz”, przypomina, że prawdziwa wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach przed odrzuceniem i przemocą. Chick Mallison zaś staje się figurą przyszłości — tej, która jeszcze nie nadeszła, ale o którą warto walczyć. Intruz nie jest opowieścią o jednym procesie sądowym. To raczej traktat o długim, bolesnym procesie dojrzewania całego społeczeństwa. I choć w literackim świecie Faulknera nic nigdy nie jest proste, Intruz pozostaje jednym z jego najjaśniejszych świateł — tym bardziej przejmującym, że świeci w mroku.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Poletko Pana Boga Erskine Caldwell
Poletko Pana Boga
Erskine Caldwell
I po raz kolejny Caldwellowe południe USA - miejsce, gdzie człowiek nie bywa człowiekowi człowiekiem, chore namiętności buzują, a poszukiwanie szczęścia zamienia się w walkę wszystkich ze wszystkimi - także, a może zwłaszcza w ramach rodziny. Efektem - zabójstwo. To także rzecz o złudzeniach. Że można wykopać żyłę złota - bo mamy tu złagodzoną, acz jak zawsze niszczącą, wersję gorączki złota (z wiadomym skutkiem). Że mężczyzna z kobietą mogą mieć równoważny, szczęśliwy związek bez przemocy. Że rasa nie ma znaczenia wobec wspólnoty losu. Tu trzeba być twardym, jeżeli nie bezwzględnym, a szukając szczęścia - egoistycznie pojmowanego - łamać prawa ludzkie, o tzw. boskich nawet nie mówiąc. Ilustracją jest np. oddanie przez patriarchę rodu Tay Taya zbiorów z wyznaczonego poletka Kościołowi. “Poletko Pana Boga” to zatem ten kawałek, który miał być świętością nie do ruszenia. Ale jak to w życiu, opętani żądzą złota, kopią i tu…. “To jest Poletko Pana Boga, Pluto. Dumny jestem, że chociaż niewiele mam, przecież dzielę się z tym z Panem Bogiem. - A co tam rośnie w tym roku? - Co rośnie? A nic. Najwyżej trochę mleczów i łopuchów, bo po prostu nie miałem czasu zasadzić bawełny tego roku. Ja, moje chłopaki i te dwa czarnuchy tacyśmy byli zajęci czym innym, że na razie musiałem zostawić odłogiem poletko Pana Boga.(...) Za nic bym nie chciał znaleźć tej żyły na panaboskim poletku, bo potem musiałbym to wszystko oddać na kościół”. “Jeszcze nie widziałem mężczyzny ani kobiety, którzy by nie ryli się w ziemi, kiedy ich złapie gorączka złota. Człowiek zaczyna myśleć, że może następnym uderzeniem kilofa wyrzuci na wierzch garść tych żółtych bryłek, a wtedy, rany boskie, kopie i kopie, i kopie!”. “- Niedługo trafię na żyłę. - To samo mówiłeś 14 czy 15 lat temu. Z wiekiem wcale nie nabrałeś rozumu”. “- Nie bardzo się mogę połapać — wtrącił Pluto — ale coś mi wygląda, że teraz kopiecie na poletku Pana Boga. - No, to nie będziesz się tym długo martwił — odrzekł Tay Tay — bo dzisiaj rano przeniosłem panaboskie poletko na drugą stronę farmy. Nie ma strachu, żebyśmy w najbliższym czasie dokopali się na nim do żyły. Poletko Pana Boga jest tam bezpieczne jak na samej Florydzie”. Ażeby wykryć mityczną żyłę złota, sympatyczna rodzinka porywa i więzi (!!!) pewnego albinosa, bo o takich ludziach krąży legenda, że umieją ją znaleźć. “- Już odgadł, gdzie złoto? - Jak dwa a dwa cztery - odparł Tay Tay. - Kiedyśmy go tu sprowadzili i powiedzieli, co ma robić, od razu pokazał to miejsce, gdzie teraz jest nowy dół. Powiedział, że tu trzeba kopać, a trafi się na żyłę. No i żyła tam jest. - A skąd wiecie? Znaleźliście już bryłki? - No, jeszcze niezupełnie. Ale z każdą minutą jesteśmy bliżej”. “- Potrafisz zgadnąć, gdzie jest żyła złota? - Albo ja wiem? Nigdy nie próbowałem. - To lepiej się pomódl, żebyś odgadł rzekł Will. – Bo jeżeli nie potrafisz, wszyscy tutaj będą wściekli na ciebie i nie wiadomo, co ci się może zdarzyć” (...) “Pod ich spojrzeniami czuł się jak zwierzę na pokazie. Wszyscy przyglądali mu się, natomiast on mógł patrzeć tylko na jedną osobę naraz”. Krótką pociechą Dave’a jest, że zainteresuje się nim Jill, córka patriarchy i ewidentna nimfomanka…. “Do tej pory Tay Tay ani przez chwilę nie uważał Dave'a za ludzką istotę. Od poprzedniego wieczora traktował go jako coś odmiennego od człowieka teraz jednak, gdy ujrzał uśmiech Dave'a, zaświtało mu w głowie, że chłopak należy do rodzaju ludzkiego”. A zarazem w chwili próby, walki o prawa pracownicze ci sami ludzie potrafią zachować się pięknie, zachowując ludzką godność. I jeszcze jedno: zawsze byłem przekonany, że Południe było bardzo purytańskie, a tu proszę: zaskakująca swoboda seksualna młodych dziewcząt i nie tylko, wymienianie się “karesami” w ramach rodziny uchodzi tu niemal za normę, tak jak i publiczne molestowanie synowej… A reakcją na takie zachowania jest nie tyle oburzenie, ile zrozumienie dla takich porywów (serca...?). “W życiu nie widziałam takiego chłopa. Ciągle próbuje mnie dotykać albo gdzieś ściskać, a teraz jeszcze chciał przyłapać mnie na golasa. Nigdy nie widziałam takiego człowieka”. “- A ja chyba sypiam z tobą dosyć często, jeżeli tylko nie zadzierasz nosa i nie zaczynasz pleść o jakiejś cholernej świętości zbliżenia z kobietą i takich tam bzdurach. Więc dlaczego do diabła nie wolno mi powiedzieć, że chcę Gryzeldy? Chyba nie możesz żądać, żeby taka dziewczyna się zaszpuntowała?”. “To ja muszę ciebie prosić, żebyś się ze mną czasem przespał, a Miła Jill przyjeżdża na jedną noc I zaraz ją bierzesz! Przecież nie jest ładniejsza ode mnie”. “Powiadam tu najpiękniejsze rzeczy, jakie mężczyzna może mówić o kobiecie. Kiedy chłopa aż korci, żeby tak łazić na czworakach i coś lizać – no dziewczyno, wtedy dopiero robi się z niego prawdziwy mężczyzna”. “- Kobieta nie może kochać mężczyzny, jeżeli nie jest taki. Bo w tym tkwi coś, to wszystko zmienia. (...) A Will.. Will zerwał ze mnie wszystko, podarł mi na strzępy i powiedział że to zrobi. I zrobił tato.(...) Jak kobiecie raz ktoś da coś podobnego, już potem nigdy nie jest ta sama. Jakoś ją to otwiera, czy co. Nie potrafiłabym nigdy naprawdę kochać innego mężczyzny, jeżeli by mi tego nie zrobił”. “- Gryzelda nie będzie się starała przeszkadzać mi w podglądaniu ani następnym razem, ani nigdy w ogóle. Owszem, teraz nie wystąpi tutaj i nie powie, że mam rację, ale mimo to będzie kontenta jak wszyscy diabli, kiedy ją znowu zobaczę. Ona wie doskonale, że cenię sobie to, co widziałem. No, nie jest tak, Gryzeldo? — Dajże spokój, tato”. “- Przyjrzyj się tym dziewuchom. Żadna nie jest chora. Miła Jill jest w porządku i Gryzelda też. I Rozamunda to samo. Wszystkie trzy są porządne, czyściutkie, synku. Za nic bym nie chciał mieć w domu takiej zarażonej. Tak by mi było wstyd, że nie wiedziałbym, gdzie się schować, jakby kto do mnie zaszedł. Musi ci być ciężko żyć z taką zarażoną kobitą, jak ta twoja. Dlaczego to tak jest, że tutaj w mieście tyle bogatych dziewcząt ma te choroby? - Nie wiem - odparł cicho”. Odpowiedzią czy też usprawiedliwieniem może być to: - “Gdzieś nam zrobiono paskudny kawał (..) Pan Bóg powsadzał nas w ciała zwierząt, a kazał postępować jak ludziom. Tu był początek całej biedy. Gdyby nas stworzył takimi, jakimi jesteśmy, ale nie nazwał ludźmi, nawet ostatni z nas wiedziałby, jak żyć”. Inne cytaty “Po całej Dolinie rozsiane były miasteczka przyfabryczne i obrośnięte bluszczem przędzalnie; wszędzie były dziewczyny o jędrnych ciałach i oczach jak szafirowe kwiaty powoju, a na rozprażonych ulicach stali, spoglądając po sobie, mężczyźni i wypluwali płuca w sypki, żółty pył Karoliny”. “Przypomniał sobie czasy, kiedy fabryka szła dzień i noc. Mężczyźni, którzy tam pracowali, byli zmęczeni, wyczerpani, natomiast dziewczyny kochały się w krosnach, wrzecionach i lotnych kłaczkach bawełny. Za obrośniętymi bluszczem murami fabryki te dziewczęta o szalonych oczach wyglądały jak kwitnące rośliny w doniczkach”. “Materiały tkane w niebieskim świetle rękami dziewcząt okrywały ich ciała, ale pod tkaniną drżenie prężnych piersi było niby szybkie ruchy niespokojnych dłoni. W miasteczkach Doliny piękność była żebracza, a głód silnych mężczyzn przypominał skowyt bitych kobiet”. “Nie miał pieniędzy. Gdyby natomiast wybrano go na szeryfa, sprawa wyglądałaby inaczej. Dostawałby dobrą pensję z dodatkami, a jego zastępcę mogliby jeździć w teren, dawać komunikaty do prasy i przeprowadzać wszystkie aresztowania. On siedziałby sobie spokojnie w pokoju bilardowym i wywoływał nad stołem wyniki gry”. “Wielki siedmioosobowy wóz mknął poprzez mrok; dwa długie promienie reflektorów wyglądały jak czułki szybko lecącego owada, kiedy tak przebijał się przez stojącą przed nim ścianę ciemności”. “ - I tak to ciągniemy bez końca – rzekł ze znużeniem Tay Tay. - I coraz dalej jesteśmy od szczęśliwego życia”. “- Szkoda, że człowieka można zabić tylko raz. Ja bym go chętnie zabijał ciągle. - Póki bym mógł kupować naboje, żeby do niego strzelać”. “Przeżył swoje życie z mocnym postanowieniem utrzymania spokoju w rodzinie. Teraz to już nie było ważne. Nic nie miało znaczenia, bo oto na jego ziemi rozlana została krew – krew jego dziecka”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 4 miesiące temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Rozlewa się wstęgą w szmaragdach traw i drzew liściastych. Na Bugu, w kanu, o złotej porze wpływam na starorzecze, do krainy duchów, gdzie pośrodku zalanych łąk brodzi totemiczne drzewo, a w żyrandolu jego wieszczy kruk baśniowo przy miedzianym blasku i lśniących lazurach gasnącego dnia. Blady Księżyc rozwija jasne, wiotkie welony, białawy cień dzikich gęsi, Rozbijam namiot, rozpalam ogień, przyzywam gwiazdy i pieśń słowika. Nad wodą unosi się delikatna mgła, parada zjaw i co za księżyc, światłem nabrzmiały wylewa - diamentowy świat. Kapela żab. Gdzieś w trzcinach w butelkę dmucha bąk i ja swoją z bursztynu wydmuchuję; słońce w niej zaklęte daje ciepło niepojęte. Nagle nurkuje bóbr, derkacz wciąż nakręca, gwiżdżą zimorodki i słowik i ziemia się kręci i tańczę, gdy Jowisz złotolity króluje w oceanie gwiazd. Od drzewa jakby odrywa się cień, przenika mnie, śnię. Nazajutrz mam pomazaną czarnymi zygzakami twarz, miriady motyli weselą się wokół, młode promienie czule głaszczą skórę, światłem przesianym przez liście migoczą plamkami wśród kwitnących kwiatów; kielichy kłaniają się błogo pod ciężarem nektaru. Na łące obok lasu spacerują żurawie, herbata z gałązek i wrzątku smakuje wspaniale, obmywam oczy z resztek snu, czas płynąć dalej. Powoli mijam tajemnicze drzewo, szuwary, nenufary i chmury w dole i w górze płynące. Oddalam się samotnie na szerokie wody przecinające łąki i błonia, wikliny, wierzby i olchy. Towarzyszą mi zwiewne brzegówki i sympatyczny dudek, kukułka kuka, gągoły kąpią się w rzece czy może w blasku słońca, przy brzegu woda liże nogi czapli i kwitną biało dzikie sady, kołują stada bocianów, śpiewają owady. Tam odpoczywam wśród traw i skowronków, wilg, storczyków i macierzanek, czytając niezwykłą książkę o malarzu, gdy fale pluskają a wiatr i słońce malują po niebie chmurami. Spotykam w tej głuszy na wodzie przyjaciela, w strapieniu, gdyż spuchło mu oko, zapalenie spojówek. Przed nami cztery dni wiosłowania poza światem ludzi. Uleczyłem go więc wodą i mocą słów a potem zaklinałem deszcz wsłuchany w szum ptasich skrzydeł.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 2 lata temu
Psie lata Günter Grass
Psie lata
Günter Grass
Gdyby nie Wyzwanie i konieczność przeczytania książki dziejącej się w Gdańsku, książka dalej stałaby na mojej półce. Nie jest to łatwa i przyjemna lektura, dla mnie stanowiła wyzwanie. Styl autora zawiły, z jednej strony szczegółowy, z drugiej oniryczny i bajkowy, który miesza się nawzajem. Do pewnych scen autor wraca, powtarza, można to potraktować, jako pewnego rodzaju refreny, który powracają. Może o wiele ciekawsza jest to lektura dla osób znających te tereny. Kiedy autor wymienia wszystkie stacje kolejowe, które mijają bohaterowie, jadąc do gimnazjum, a później wymienia wszystkie ulice, którymi idą, to dla mnie jest to wiedza zbędna i nużąca. Takich opisów jest sporo. Książka podzielona jest na trzy części, każda pisana w innej formie. Pierwsza część jest najbardziej oniryczna i bajkowa, opowiada o dzieciństwie naszych bohaterów: Waltera Materny i Eduarda Amsela na Żuławach. Druga część dzieje się już w Wolnym Miście Gdańsk i obejmuje okres miej więcej od końca I wojny światowej, przez cały okres hitleryzmu, aż do końca wojny. Ta część jest napisana w formie listów Harrego, syna stolarza do swojej kuzynki mieszkającej razem z nim. Opisuje ich wspólną młodość i wkraczanie w wiek dorosły w okresie budzenia się hitleryzmu, a później rządy Hitlera i wybuch wojny. Występują też bohaterowie pierwszej części. Ważną częścią jest opowieść o psie stolarza, którego szczeniak zostaje podarowany Hitlerowi. Ostatnia część jest opowieścią Materny i dzieje się już po zakończeniu wojny. Materna po wyjściu z niewoli alianckiej przemierza całe Niemcy, poszukując osób, które według niego go skrzywdziły. Odnajduje te osoby i w dość ciekawy sposób dokonuje zemsty. W czasie tej wędrówki spotyka bohaterów z poprzednich części. Spotyka między innymi swojego ojce, młynarza Maternę, który co prawda mieszka w młynie, ale zajmuje się czymś innym. Spotyka też swojego przyjaciela z lat dziecinnych, Eduarda Amsela, który teraz jest Złotą Buźką. Pojawia się też pies,, który jest prawdopodobnie psem podarowanym Hitlerowi. Autor przy okazji tej wędrówki Materny opisuje powojenne Niemcy. Książka była jednak warta przeczytania, gdyż możemy poznać prawdziwe oblicze Wolnego Miasta Gdańska, które z wolnością miało mało wspólnego. Gdańsk był miastem niemiecki, gdzie Polacy byli mieszkańcami drugiej kategorii, a po wybuchu wojny większość z nich trafiła do obozu koncentracyjnego Stutthof i zostali wymordowani. Autor opisuje nagonki na Polaków, a później stertę białych kości na terenie obozu. Przedstawia też, jaką miłością mieszkańcy darzyli Hitlera, popierali go i cieszyli się, że wreszcie zaatakował Polskę. Dlatego dziwi mnie bardzo nawiązywanie przez władze Gdańska do Wolnego Miasta Gdańska. Ostatnio dowiedziałam się, że w Niemczech nadal funkcjonuje Rada Wolnego Miasta Gdańsk, do której wybierani są potomkowie niemieckich mieszkańców Gdańska. Uważają, że Gdańsk jest pod czasowym zarządem Polski. Przy tej Radzie powstało też Towarzystwo Kulturalne, które ostatnio było przyjaźnie witane w Gdańsku. Warto więc przeczytać, żeby zobaczyć prawdziwe oblicze Wolnego Miasta Gdańsk
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 7 4 miesiące temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Spadkobiercy

Więcej
William Golding Spadkobiercy Zobacz więcej
William Golding Spadkobiercy Zobacz więcej
Więcej