Zdążyć z happy endem. Memuarów część III

Okładka książki Zdążyć z happy endem. Memuarów część III
Jeremi Przybora Wydawnictwo: Tenten biografia, autobiografia, pamiętnik
222 str. 3 godz. 42 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
222
Czas czytania
3 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
8386628995
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zdążyć z happy endem. Memuarów część III w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zdążyć z happy endem. Memuarów część III

Średnia ocen
7,5 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1289
1289

Na półkach: , , ,

Jeżeli miałbym przyporządkować konkretnej osobie znamienny cytat „Non omnis moriar”, to chyba przede wszystkim Starszemu Panu B. Od śmierci Pana Jeremiego minęło bagatela, 18 wiosen, a dla mnie jest nadal postacią żywą – dzięki piosenkom, tekstom satyrycznym, programom telewizyjnym i radiowym. Wystarczy lekko wysilić wyobraźnię i już słychać charakterystyczny, ciepły głos. Nawet drobne historie z życia codziennego, opowiedziane w niezwyczajny i dystyngowany sposób, stają się czarowną podróżą po krainie wyobraźni. A jaka w tym wszystkim przyjemność obcowania z pięknym i bogatym słownictwem. I taki pozostaje w mojej Pamięci Pan Przybora. Cieszę się, że zdążył przed „Opacznością” z ukończeniem „memuarów”.
Trzeci tom wspomnień został wydany na równie wysokim poziomie, co poprzednie części, mogąc stanowić ozdobę każdej domowej biblioteczki. Ale nie chodzi tutaj o twardą, lakierowaną okładkę, dobór zdjęć, czy miły w dotyku papier. To opowieść o pogodnym starzeniu się, kiedy radość sprawia jeszcze zmiana pór roku, pobyt letnim domku, smak herbaty, kiedy cieszy obecność przy boku ukochanej osoby. Mówią, że prawdziwa starość zaczyna się dopiero wtedy, gdy nie ma się do kogo powiedzieć: „A pamiętasz ?...”
Może tym razem brakuje szczególnych fajerwerków i zajmujących historii, w tym aspekcie tom drugi wydaje się najciekawszym. Ale podobnie jak w przypadku filmowej trylogii „Sami swoi”, po latach osobiście największą sympatią darzę część ostatnią. Za nostalgię, prostotę, wspomnienie wstecz na całe życie. Chcę wierzyć, że gdy „Zdążyć z happy endem” wydawano w 1998 roku Pan Jeremi osiągnął apogeum szczęścia, na które absolutnie zasłużył.

Jeżeli miałbym przyporządkować konkretnej osobie znamienny cytat „Non omnis moriar”, to chyba przede wszystkim Starszemu Panu B. Od śmierci Pana Jeremiego minęło bagatela, 18 wiosen, a dla mnie jest nadal postacią żywą – dzięki piosenkom, tekstom satyrycznym, programom telewizyjnym i radiowym. Wystarczy lekko wysilić wyobraźnię i już słychać charakterystyczny, ciepły głos....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Zdążyć z happy endem. Memuarów część III na półkach głównych
  • 22
  • 20
15 użytkowników ma tytuł Zdążyć z happy endem. Memuarów część III na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zdążyć z happy endem. Memuarów część III

Inne książki autora

Jeremi Przybora
Jeremi Przybora
Jeremi Stanisław Przybora - polski poeta, pisarz, satyryk i aktor. Rodowity warszawiak. Był wyznania ewangelickiego. Studiował na UW oraz w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Jeszcze przed II wojną światową związał się z Polskim Radiem, gdzie pracował jako spiker. Po wojnie przez 10 lat należał do PZPR. Tworzył poezję, pisał opowiadania i wspomnienia (tzw. "Memuary"), ale dziś najbardziej jest kojarzony z Kabaretem Starszych Panów, który w latach 1958-1966 tworzył z Jerzym Wasowskim. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Jeremi Przybora żył 88 lat. Wybrane publikacje książkowe Jeremiego Przybory: "Baśnie Szecherezadka" (Czytelnik, 1966), "Kabaret Starszych Panów" (Czytelnik, 1970), "Dziecko szczęścia. Listy z podróży (poczta trzecia)" (Czytelnik, 1975), "Ciociu, przestrasz wujka" (Wydawnictwa Radia i Telewizji, 1979), "Przymknięte oko opaczności" (Studio Marka Łebkowskiego, 2004). Trzykrotnie żonaty: 1. Maria Burska (15.09.1939-1950, rozwód), córka Marta (ur. 1943); 2. Jadwiga Berens (rozwód), syn Jan Konstanty "Kot" (ur. 1956); 3. Alicja Wirth (do 21.08.2000, jej śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie: esej o małżeństwie Piotr Mitzner
Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie: esej o małżeństwie
Piotr Mitzner
Książka przede wszystkim dla tych, którzy Iwaszkiewicza uważają za jednego z największych polskich pisarzy ubiegłego wieku, czyli mówiąc językiem tego tysiąclecia - dla jego fanów. "Esej o małżeństwie" to historia jednego z najdziwniejszych związków miłosnych w XX wieku. W polskiej literaturze na pewno. Ona - egzaltowana i uduchowiona panna z dobrego domu. Córka polskiego przemysłowca. On - pochodzący z Ukrainy poeta, niezbyt bogaty, o nieskrywanych skłonnościach homoseksualnych. Związek niezwykły. Nie dość, że przepowiadano krótki żywot małżeństwu (Lechoń twierdził, że to ślub na sześć tygodni), to w podróż poślubną zabrał żonę i swojego ówczesnego swojego "chłopca". A mimo to, małżeństwo przetrwało, chociaż problemów nie brakowało. Anna miała depresje, posiadała problemy psychiczne, Iwaszkiewicz pisał, prezesował w ZLP, poza tym bardzo emocjonalne związki z Błeszyńskim i innymi mężczyznami, ale po kilkudziesięciu latach małżeństwa powiedział, że "...nie mogę sobie wyobrazić życia, gdybym nie był żonaty". Szczególny okres w ich życiu to okres II wojny, kiedy Stawisko stało się niemalże państwową instytucją, łącząca w jednym ministerstwo kultury i opieki społecznej z departamentem opieki nad mniejszością żydowską. Ich związek, konkludując książkę, autor określił tak: "Ich małżeństwo przetrwało ponad pół wieku. Pomimo tylu sprzeczności i przeciwności - poczynając od erotyki, poprzez dysproporcje finansowe, poglądy polityczne, na sprawach wiary kończąc. Bo po prostu kochali się i... zawsze mieli o czym rozmawiać". Książka zawiera bardzo dużo zdjęć. Oczywiście kolorowych, ale są tylko dwa kolory: biały i czarny. Poza tym książka bardzo dobra, ale w moim przypadku wszystko co się kojarzy z Iwaszkiewiczem jest bardzo dobre... no chyba, że jest wybitne.
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 1 rok temu
Wspomnienia z niepamięci Gustaw Holoubek
Wspomnienia z niepamięci
Gustaw Holoubek
To jest właśnie ta książka, którą warto przeczytać, jeśli naprawdę interesuje nas osoba Gustawa Holoubka. „Wspomnienia z niepamięci”, będące zbiorem luźnych reminiscencji i rozlicznych przemyśliwań na bliskie aktorowi tematy, czyta się szybko, z niesłabnącym zainteresowaniem i – w moim przypadku – z rosnącym zadziwieniem. Że Holoubek to wielki artysta, że na zawsze wpisał się w historię polskiego kina i teatru, że to legenda naszej kultury – to wszystko jest oczywiste. Ale wcale nie było dla mnie oczywistym to, jak bardzo zajmującym, dobrym i inteligentnym był on człowiekiem. Owszem, nie sposób było nie widzieć i nie cenić jego kindersztuby; szacunku, z jakim zwracał się do ludzi, jego dbałości o język ojczysty, wybitnej erudycji, pełnego profesjonalizmu oraz ogólnej życzliwości i widocznej pokory w stosunku do życia, ale w jego „oficjalnym” wizerunku zawsze brakowało mi nutki jakiejś takiej … bo ja wiem… normalności? naturalności? Czegoś, co czyniłoby go mniej księżycowym, a bardziej przyziemnym. Ciągle wydawał mi się bowiem nieco … oddzielny, nieprzystępny, irytująco emfatyczny. A tu szok! „Wspomnienia z niepamięci” pozwoliły mi odkryć Gustawa Holoubka. Tak… dla siebie. Na użytek własny. Książka zaczyna się od pięknego wstępu napisanego przez Jana Holoubka, syna aktora, a dalej czeka na nas siedem wypełnionych po brzegi treścią i okraszonych licznymi zdjęciami rozdziałów, opowiadających o najważniejszych dla Gustawa Holoubka osobach, o przełomowych momentach w jego życiu, o dzieciństwie, o Krakowie, o początkach w teatrze, o religii, kościele, także o wojnie i polityce (ot, choćby rozdział OKUPACJA: traktuje ogólnie o władzy, ale i bardziej szczegółowo, np. o Rosji; o tej nieuzasadnionej, nie dającej się wytłumaczyć tęsknocie Rosjan za ZSRR, nawet – w skrajnych przypadkach – za łagrami [syndrom sztokholmski się kłania]; również o naszej, polskiej, niezrozumiałej, a nawet niezauważanej przez nas państwowości, o jedynych słusznych drogach rozwoju kraju, o odpowiedzialności za kraj… wspaniały wywód). Z autentyczną radością i rosnącą z każdą przeczytaną stroną ekscytacją zaczęłam pojmować, jakim ciekawym człowiekiem był Holoubek, jak nieprzeciętne miał poczucie humoru, jak wiele w życiu przeszedł, na jak wiele tematów miał do powiedzenia nie coś, ale coś autentycznie głębokiego i przemyślanego. Jego gra nie rusza mnie może tak, jak rusza mnie gra moich ulubionych aktorów, czyli Świderskiego, Łapickiego czy Zapasiewicza, ale jego człowieczeństwo, sposób bycia i podejście do życia otworzyło we mnie wiele ukrytych do tej pory „szufladek” i skierowało moje myślenie na wiele nowych ścieżek. I za to jestem cholernie wdzięczna. I także dlatego polecam tę książkę z całego serducha.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Nie boję się bezsennych nocy... Józef Hen
Nie boję się bezsennych nocy...
Józef Hen
wersja audio Notatki, małe eseje, urywki myśli, wspomnienia, a czasami niemal kompletne artykuły Pana Hena o wszystkim... Mamy tu jego wspomnienia osobiste i te zawodowe, są także wydawnicze (bardzo ciekawe były te z okresu gdy na rynek trafiło "Nowolipie"). Mamy refleksje o świecie zastanym i minionym. Mamy wspomnienie ludzi, którzy w życiu autora odegrali jakąś ważną w danym okresie rolę, ale są też wspomnienia wielkich, których przez swoje długie życie miał okazje spotkać jak np to o Pani Nałkowskiej. Jest tu trochę dywagacji politycznych. Bywa też ciut zgryźliwie, bo Pan Hen lubi się czasami zdenerwować na świat. Tych wspomnień i refleksji jest wiele i bywa, że jedno przechodzi w drugie, a to daje poczucie chaosu..., ale z drugiej strony czy takie nie jest nasze życie? Czy nie jest historią, która przepływa z jednej w drugą i stapia się w pewną całość? Czy życie, a co za tym idzie, czy refleksja nad tym życiem może być czymś doskonale uporządkowanym? Ten chaos formy jest namacalny, pojawia się natychmiast, nie jest zgrzytem w narracji, nie wynika on z nieumiejętności poprowadzenia rzeczy inaczej, jest oczywisty i choć jest on nieco (przyznam) męczący chwilami, to chyba tak właśnie miało być. Wersja audio jest przeczytana wybitnie, ale nadal w tym przypadku, ze względu na konstrukcję tekstu, ze względu na mnogość tematów i nazwisk, mimo wszystko polecam raczej wersję papierową lub e book.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na 7 5 miesięcy temu
Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu praca zbiorowa
Byliśmy u Kornela. Rzecz o Kornelu Filipowiczu
praca zbiorowa Krzysztof Lisowski
Regularnie, kilka razy do roku odwiedzam prowincjonalne miasteczko Cieszyn. Od niedawna w tym mieście funkcjonuje lokal, księgarnia-antykwariat-kawiarnia, o niesamowitym wystroju, klimacie, oferującą pyszną kawę, ciastką, lody, "Kornel i Przyjaciele". http://korneliprzyjaciele.pl Nie zawsze podczas wizyty w tym lokalu miałem okazję przyjrzeć się bliżej ofercie książkowej oraz wglębić się w znaczenie nazwy. Wreszcie podczas ostatniego pobytu w Cieszynie miałem dwie godziny czasu, sam dla siebie i wykorzystałem je myszkując wśród książek tej kawiarnio-księgarni. Część z książkami podzielona jest na cztery części: 1. Sprzedarz nowych książek 2. Sprzedaż książek używanych 3. Półka z wyłącznie z książkami Kornela Filipowicza do poczytania i przejrzenia tylko na miejscu 4. Tak zwany "Books Crossing", gdzie każdy kto przyjdzie z ulicy może przynieść i zostawić dowolną książkę, oraz w ramach zdrowego rozsądku zabrać, wypożyczyć sobie dowoloną ilość książek. W tym lokalu można doznać istnego oczopląsu i rozkojarzenia, szczególnie jeśli się jest molem książkowym i lubi się dobrą literaturę. Gorąco polecam ten lokal tym, którzy planują odwiedzić Cieszyn. Podczas ostatniej wizyty w wyżej wspomnianym lokali kupiłem dwie książki, jedna to nowelka autorstwa Kornela Filipowicza pt. "Gdy przychodzi silniejszy" którą planuje przeczytać w bliżej nieustalonej przyszłości, a druga to właśnie powyższa pozycja, "Byliśmy u Kornela". Byliśmy u Kornela to, jak sam podtytuł wskazuje "rzecz o Kornelu Filipowiczu". Została wydana w dwudziestą rocznicę śmierci Kornela, w 2010 roku. Świetna pozycja aby bliżej poznać postać Filipowicza, szczególnie jeśli się mało o nim wie, a ja muszę przyznać, że bardzo mało wiedziałem o nim, w zasadzie to nic. Kornel Filipowicz ma dość ciekawą biografię. Urodził się w Tarnopolu na kresach w 1913 roku. Tuż po uzyskaniu niepodległośći naszego kraju trafia wraz z rodzicami do Cieszyna gdzie jego ojciec rozpoczyna pracę w magistracie. Kornel spędza dzieciństwo i młodość w Cieszynie, aż do matury. Studia rozpoczyna na UJ w Krakowie, na wydziale przyrodniczym, mimo, że jeszcze przed rozpoczęciem studiów zaczął pisać. W Cieszyńskim gimnazjum przyrodniczo-matematycznym gdzie maturował był uczniem Juliana Przybosia i być może mentorstwo Juliana Przybosia przyczyniło się do rozwoju literackiego talentu u Filipowicza. Filipowicz walczy w kampani wrześniowej, trafia do niewoli z której ucieka jeszcze przed końcem września. Przez jakiś czas ukrywa się. Następnie pracuje jako pracownik umysłowy w kamieniołomie gdzieś pod Krakowem. Pod koniec wojny jednak zostaje aresztowany i trafia do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu. Dożywa szczęśliwie końca wojny w strefie wyzwolonej przez aliantów. Wraca do Polski. Powrót do zdrowia trwa dwa lata. Po wojnie wchodzi śmiało w środowisko artystyczne w Krakowie i zaczyna pisać. Pierwsza żona Filipowicza z która mają syna jest artystką. Niestety pierwsza żona umiera szybko. W latach piędziesiątych i szcześćiesiątych Filipowicz współpracuje między innymi z rodzeństwem Różewiczów. Pisze scenariusze do kilku filmów reżyserowanych przez Stanisława Różewicza. Równocześnie pisze wiele opowiadań, nowelek, powieści, ale raczej krótszych. Ulubiona forma Filipowicza to opowiadanie, nowela lub mini powieść. W latach sześcdzieiątych żeni się po raz drugi. Niestety nie wiadomo jak kończy się jego drugie małżeńśtwo, bo o tym nie ma mowy w książce. Pod koniec lat sześciesiątych związuje się z Wiesławą Szymborską, późniejszą naszą noblistką i żyje z nią jako partner życiowy, ale bez zawierania małżeńśtwa aż do swojej śmierci w lutym 1990. Książka "Byliśmy u Kornela" to swego rodzaju antologia. Zawiera wywiad z samym Filipowiczem, kilka jego opowiadań o charakterze autobiograficznym, wspomnienia pisane przez jego najbliższych współpracowników, przyjaciół, w tym Jerzego Pilcha, Stanisława i Tadeusza Różewicza, Karola Dedeciusa (wybitnego tłumacza literatury polskiej na język niemiecki), dwóch synów Filipowicza, oraz wielu innych osób ze świata artystycznego, bardziej lub mniej znanych. Oczywiście książka zawiera również wywiad z samą Wiesławą Szymborską która opowiada o swojej bratniej duszy, Kornelu, z którym spędziła ponad dwadzieścia lat. Podsumowując. Biografia Kornela Filipowicza jest dość ciekawa, pokazuje jak mogą być zawiłe losy osoby żyjącej w naszym kraju w XX wieku. Cieszyn jako miasto (jedno z moich ulubionych w Polsce) przedstawione jest jako wyjątkowe miejsce i to chyba nie przypadek, że wydało artystę w postaci i pokroju Kornela Filipowicza. Ciekawe były losy Filipowicza podczas okupacji i później już za czasów reżimu komunistycznego. Potrafił funkcjonować w tak trudnych warunkach jako człowiek i artysta, będąc wiernym wartościom ludzkim, które wyznawał. Mimo, że był z przekonania socjalistą od samego początku istnienia reżimu komunistycznego wiedział, że reżim nie ma nic wpółnego z socjalizmem. Filipowicz był miłośnikiem przyrody. Regularnie wędkował, urządzał rok w rok spływy kajakowe, w tym w latach piędziesiątych po Wiśle od Krakowa aż po Warszawę. W tych spływach oprócz rodzony brali udział jego przyjaciele, w tym bracia Rozewicz oraz jego ważny mentor z młodości Przyboś. I wreszcie. Wkład w kulturę Kornela można, moim zdaniem, podzielić na dwie dziedziny. Mianowicie, po pierwsze, to jego własne książki, proza, scenariusze filmowe, poezja oraz działalność w kręgach artystycznych. Po drugie, będąc partnerem życiowym Wiesławy Szymborskiej, ba, będąc jej bratnią duszą, drugą połówką przez ponad dwadzieścia lat, był dla niej wielkim wsparciem, inspiracją i pewnie w jakimś tam niebagatelnym stopniu, wysunę tu dość odważną tezę, ma swój wkład w jej Nagrodę Nobla.
lbadura - awatar lbadura
oceniła na 9 9 lat temu
Dziennik 1976-1977 Marian Brandys
Dziennik 1976-1977
Marian Brandys
Tym razem wysłuchane... nawet w pracy co pomagało mi w codziennej krzątaninie. Od ściany do ściany. Zaskoczył mnie język jakim Brandys kreślił tamte wydarzenia. Zaskoczył mnie swoją a raczej moją współczesnością. Podobnych sformułowań używa się dzisiaj... np do różnych uniesień patriotycznych. Oczywiście mam na myśli tzw. życie polityczne. Ale także "średni aktyw kulturalny" dzisiaj daje do wiwatu na demonstracjach. Uwagi, szczególnie mnie zajmujące, dotyczyły filmów "Barwy ochronne" i "Człowiek z marmuru". Po latach z wielką uwagą wsłuchiwałem się w opinię pisarza, a także w to co "mówi ulica" o filmach. W tle tego wszystkiego ponownie, w drugiej połowie lat 70, rodząca się historia, a za nią nazwiska które już kilka lat później pozna świat. Z wielkim sentymentem słuchałem tego co spotkało Halinę Mikołajską, nękania, parszywe telefony i różne inne świńskie donosy. Ten kawałek historii Marian Brandys przedstawia czytelnikowi od środka, bo z własnego mieszkania. Spotkania, rozmowy, gorilówki i tak częste powroty z Lasek. Pani Halina była wielką aktorką. Czytając a raczej odsłuchując "Dziennik" trzeba jednak dysponować pewną wiedzą o tamtych czasach. Na przykład dobrze by było aby czytelnik wiedział kto to była Tosia. To naprawdę ważne w tej historii. A poza tym podobało mi się. Jakoś mam sentyment do tamtych lat. Stryjkowski, Konwicki, Wajda... i nawet takie zdania wytłuszczam: " On wszystko wie, wiele rozumie, ale to podła świnia". Przyda się, nieprawda...?
Marek - awatar Marek
ocenił na 6 1 rok temu
Haftowane gałgany Krystyna Sienkiewicz
Haftowane gałgany
Krystyna Sienkiewicz
Krystynki są to takie ludzkiej pracy odcinki, Które poznał nie byle kto… Jedna tylko, właściwie, dziewczyna: Sienkiewicz Krystyna. Dla wypieku Krystynek nie trza mąki, maku, rodzynek, nie potrza owsa ni prosa: wystarczy ochota bosa. Potrzebna jest, oczywiście, szmatka, gałganek czy szatka gładka, guzik lub lisa kitka, a nade wszystko igła i nitka. Do tego (o tym sza) – talentu odrobinka i wyjdzie wam raz-dwa ogromnie ładna Krystynka. Tymi poetyckimi strofami Agnieszka Osiecka opisuje swoją przyjaciółkę Krystynę Sienkiewicz. Agnieszkę można w jakimś stopniu uważać za autorkę tej książki, gdyż swoimi wierszami ubarwia, a także komentuje to, co pisze Krystyna Sienkiewicz. Przez wiele lat traktowałam tę książkę wyłącznie, jako album ze wspaniałymi pracami autorki, a także wnętrzami, które stworzyła. Potrafiła stworzyć naprawdę magiczny świat, pełen fantazji. Jednak już wtedy przyjęłam i starałam się wdrożyć przesłanie autorki: „Urządzajcie go tak, żeby znajomi, wchodząc, powiedzieli: „O, to cały Jurek! (Baśka, Franciszek, Teobald)”. Oczywiście znam i zawsze zachwycałam się Krystyną Sienkiewicz, jako aktorką. Zawsze świetnie się bawiłam, gdy występowała w licznych kabaretach. Krystyna była tak charakterystyczną aktorką, że nie sposób było jej nie zauważyć i zapomnieć, zawsze swoimi występami bawiła publiczność. Wiedziałam, że ukończyła Akademię Sztuk Pięknych, jednak już na studiach występowała w Studenckim Teatrze Satyryków. Poznała tam Agnieszkę Osiecką, z którą występowała i się zaprzyjaźniła. Jak sama pisze, zaczęło się od przypadku. Trafiła do teatru, aby zrobić tam scenografię, ale z powodu choroby koleżanki aktorki, zastąpiła ją. Tak przez kolejne zastępstwa stała się pełnoprawnym członkiem zespołu. Później wybrała drogę aktorstwa, najpierw w radiu, a następnie już na różnych scenach. Jednak nie porzuciła sztuki, zaczęła haftować i jej niekonwencjonalna twórczość zachwyca. Nie znałam życiorysu aktorki, nie wiedziała o olbrzymich traumach, jakie przeżyła w dzieciństwie, a późniejsze życie też dostarczyło jej licznych traum. Mimo traum, których doświadczyła, z dumą podkreślała zawsze, że dużo się śmieje, bo śmiech jest lekarstwem na wszystko. ”Haftowane gałgany” jest pierwszą książką napisaną przez Krystynę Sienkiewicz, w której opowiada o sobie i swoim życiu. Przedstawia swoją biografię w formie barwnej opowieści Walerii. Snuje też opowieści o bohaterach jednego z haftowanych portretów, o Państwie Gałgankowstwie. Pełne ciepła są opowieści o zwierzętach, które przygarniała do swojego domu. Autorka określiła swoją książkę, jako gałgankowe opowieści. Tak jak są różnokolorowe gałganki, tak ta książka zawiera różne opowieści, często dowcipne, śmieszne, jak opowieść o pierwszym spotkaniu Gałganków, czy o Aniele Stróżu, którego autorka zatrudni od razu. Krystyna Sienkiewicz wpuszcza czytelnika do swojego intymnego świata, ale robi to z niezwykłą delikatnością, wręcz czułością, z humorem i wspaniałym dystansem do siebie. Integralną częścią są też wiersze Agnieszki Osieckiej, dowcipne i ciepłe, które dopełniają obraz autorki. Rzadko czyta się książki, które niosą w sobie tyle optymizmu i czytając, chcąc, nie chcą uśmiechamy się. Nieraz będę wracać do tej książki. Na strychu w Rumiankach żyła panna bez wianka lecz w koronkach i zorzach i snach. Miała serce z purpury uszy zawsze go góry i znosiła tortury aż strach.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 8 4 miesiące temu
Humor w genach Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Humor w genach
Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Hanna Zborowska z Kobuszewskich w zabawny, jak na tytuł książki przystało, opisała swoje dorastanie. Hania to nietuzinkowa osóbka, skora do psot, odkrywania świata, przekraczania granic. To kobieta o niepohamowanej energii i ciekawości życia, niepokorna, uparta w swoich postanowieniach. Hania lubiła empirycznie sprawdzać i doświadczać, co często miało skomplikowane konsekwencje, niemniej nie zrażała się łatwo. Szukająca przygód, ciekawska, poszukująca sensacji w sprawach niezrozumiałych, zwłaszcza kiedy były dla niej zakazane. Zakochana najpierw w swoim młodszym braciszku Jasiu, potem w nauczycielce i wreszcie w Rudym, który będzie przewijał się w jej życiu niejednokrotnie. Z początku urwiska, utrapienie matki, znajduje swoją pasję i misję życiową, kończy studia i staje się stateczną naukowczynią. Życie Hanny przypadło na lata międzywojnia i po II Wojnie Światowej. Przez pryzmat swoich przeżyć poznajemy Warszawę począwszy od Bródna i Śródmieścia, by podczas wojny przenieść się na Pragę. Dowiadujemy się, że na lato jeździło się do Strugi, która to dzisiaj jest częścią Marek pod Warszawą, a kiedyś była miejscem odpoczynku letniego dla Warszawiaków. Autorka napisała swoje wspomnienia z humorem, czułością i miłością do swojej rodziny. Warto zatopić się w ten świat opisany przez autorkę, dać się ponieść jej wybrykom, uroczym wariactwom, urzekającym pomysłom i oddaniu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Zdążyć z happy endem. Memuarów część III

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zdążyć z happy endem. Memuarów część III