Za tobą na koniec świata

Okładka książki Za tobą na koniec świata
Enrique Jardiel Poncela Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Klub Interesującej Książki powieść przygodowa
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
powieść przygodowa
Format:
papier
Seria:
Klub Interesującej Książki
Tytuł oryginału:
Esperame en Siberia, vida mia
Data wydania:
1976-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Zofia Chądzyńska
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Za tobą na koniec świata w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Za tobą na koniec świata

Średnia ocen
7,1 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1525
1500

Na półkach: ,

Jedna z najdowcipniejszych książek w moim całym życiu. Autor wspaniale miesza gatunki, nie pozwala Czytelnikowi/Czytelniczce nawet na chwilę oddechu, prowadząc swą szaleńczo cudowną narrację. Wracam do niej w gorszych czasach, czyli np. teraz..... Powinno się chyba wznowić tę perełkę, Drodzy Wydawcy?

Jedna z najdowcipniejszych książek w moim całym życiu. Autor wspaniale miesza gatunki, nie pozwala Czytelnikowi/Czytelniczce nawet na chwilę oddechu, prowadząc swą szaleńczo cudowną narrację. Wracam do niej w gorszych czasach, czyli np. teraz..... Powinno się chyba wznowić tę perełkę, Drodzy Wydawcy?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

196 użytkowników ma tytuł Za tobą na koniec świata na półkach głównych
  • 154
  • 42
23 użytkowników ma tytuł Za tobą na koniec świata na półkach dodatkowych
  • 11
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Za tobą na koniec świata

Inne książki autora

Enrique Jardiel Poncela
Enrique Jardiel Poncela
Enrique Jardiel Poncela urodził się w Madrycie, jako syn dziennikarza, a karierę pisarską zaczął od adaptacji scenicznych i drobnych utworów satyrycznych. Pierwsza jego powieść powstaje w roku 1928, wkrótce po niej przychodzą następne, jak również utwory dramatyczne, które przynoszą młodemu literatowi sławę wziętego komediopisarza. Twórczość Ponceli, ciesząca się ogromnym powodzeniem przed hiszpańska wojną domową, w latach powojennych uległa zapomnieniu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czysty ton Halldór Kiljan Laxness
Czysty ton
Halldór Kiljan Laxness
„Czysty ton” to mądra i dobrze napisana historia związana z Islandią z początku XX wieku. Książka jest realistyczna i poetycka zarazem, ciepła, z nutą smutku, z dawką humoru i z tajemnicą. To z pozoru prosta opowieść o życiu małej społeczności, ale jej przesłanie jest cenne. Autor zatrzymał na kartach powieści świat który minął, a który zachwyca współczesnego czytelnika czystością moralną, mądrością życiową, człowieczeństwem głównych bohaterów – ubogich, prostych, skromnych ludzi. Główny bohater – będący narratorem, wspomina swoje dzieciństwo i młodość, które spędził na obrzeżach Reykjaviku. Ciekawe są więc opisy miejsc, mieszkańców, warunków i stylu życia, sposobów myślenia, tradycji, wierzeń, strojów, posiłków ludzi tamtych czasów. Dowcipnie przedstawiono np. „erę drutu kolczastego” i powstającą modę na chodzenie do golibrody. Ale to tylko elementy tła. Służą one pokazaniu przemian, które wówczas następują: „nowe” powoli niszczy dawny świat. Przegrywają uczciwi, pracowici, prości ludzie, którzy z godnością i pokorą znoszą biedę, a gromadzenie bogactw uważają za „sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”. Tacy się przybrani dziadkowie narratora, mądrzy życiowo, głęboko moralni, o wielkim sercu. Ich życie jest trudne, monotonne, wypełnione obowiązkami i ciężką pracą. Ale godzą się z taką codziennością, znajdując w niej sens i spokój. Są piękni w tym życiowym trudzie, twardzi, uparci, skłonni do poświęceń w imię wartości w które wierzą. Szanują naturę i innych ludzi. Ich biedna chatka z torfu jest gościnną przystanią dla życiowych rozbitków - osobliwych ludzi, których życie, postawy, poglądy skłaniają czytelnika do refleksji, czasem budzą zdziwienie, czasem podziw czy wzruszenie. Ten świat narrator opisuje z wrażliwością, wyrażając szacunek i akceptację dla ludzi ze swojego otoczenia. A co najważniejsze - obserwujemy proces, jak człowiek nasiąka wartościami, w jakich został wychowany. Problem więzi międzyludzkich jest w tej książce szczególnie pięknie pokazany. To książka o wartościach prawdziwych, za którymi my współcześni coraz bardziej tęsknimy. Więc ta warstwa utworu zrobiła na mnie największe wrażenie. Bohater podkreśla, że świat moralnego dobra, w którym dorastał, dał mu poczucie bezpieczeństwa, „zakotwiczenia”. A to ważne przesłanie. Mądrość, biało-czarna moralność (bohaterami wobec których autor zachowuje ironiczny dystans są nowobogaccy kupcy i urzędnicy, których cechuje pretensjonalność i megalomania; ale i prostaccy masowi odbiorcy sztuki), nastrojowość i sprawność językowa autora to atuty książki, decydujące o jej uniwersalności.
Krystyna - awatar Krystyna
oceniła na 7 3 miesiące temu
Godzina próby Maria Corti
Godzina próby
Maria Corti
Powieść historyczna traktująca o oblężeniu przez Turków miasta Otranto w Królestwie Neapolu, w 1480 roku. Napisana bez silenia się na stylizację językową, ale za to ciekawie skonstruowaną, bowiem losy obrońców, z racji tragicznego finału określanych później męczennikami, poznajemy z perspektywy kolejnych postaci, w każdym rozdziale innej, przy czym w zasadzie dany rozdział wyczerpuje epizod głównego jego bohatera, a następnie, któraś z postaci drugoplanowych staje się główną i opowieść toczy się nadal, bądź najpierw wraca w przeszłość by z innej strony ujrzeć przeznaczenie obrońców, ich postawę, heroizm w obliczu ciężkiej próby, ale też pokorę i stoicyzm z jakim przyjmują swój los. Można jak niektórzy doszukiwać się tam chrześcijańskiego przesłania, bo wszak to książka o męczennikach za wiarę, ale dla mnie raczej był to obraz prostych ludzi z południa Italii, z samego obcasa włoskiego buta. Ich spojrzenie na życie, postawa, zaciętość, prostolinijność pozwalająca godzić się z okrutnym losem i własnymi słabościami, autorka kontrastuje z możnymi tego świata, obcymi żołnierzami, szlachcicami, szczególnie w ostatnim fragmencie, swoistym epilogu uświęcającym męczeńską postawę, ale i podważającą jej zasadność. I taką interpretacją wskazuje motto zaczerpnięte z wiersza Pablo Nerudy, umieszczone przez autorkę jak drogowskaz. Bardzo to sprawnie napisana powieść, którą czyta się szybko, a która pozwala poczuć więź z bohaterami, wzruszyć się ich losem i zachwycić charakterem. Ta książka to mój początek z czarną serią PIWowską, bardzo udany i zamierzam kontynuować odkrywania wydanych w niej takich godnych lektury tytułów.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na 7 2 lata temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Plugawy ptak nocy José Donoso
Plugawy ptak nocy
José Donoso
Posadowiona na pograniczu realizmu magicznego i surrealizmu powieść, wymaga od czytelnika uwagi i skupienia, by przy przekraczaniu owej granicy nie zatracić rozeznania w narracji i roli jej bohaterów. O ile Autor rozpoczyna legendą, to w kolejnych rozdziałach, których akcja rozgrywa się w Chile w latach 60-tych XX wieku, opisuje wydarzenia związane z miejscem i ludźmi, którzy mogą być potomkami osób z przedstawionej opowieści. Miejscem akcji jest opuszczony dom, niegdyś kontemplacji, a w czasie gdy rozgrywa się powieść, prowadzony przez zakonnice ośrodek, czy też przytułek dla starych kobiet, które mają tam swój świat, jakże inny od tego na zewnątrz, gdyż opuszczony i zaniedbany, jednak dla nich ważniejszy i bezpieczniejszy. Poprzez pryzmat świata zatrzymanego wewnątrz murów, jak i tego, związanego z życiem na zewnątrz, Autor ukazał istotę przemijania, przemiany ról życiowych i społecznych i odniesień, które dają preteks do podejmowania określonych działań i przybierania postaw, poprzez pryzmat których czujemy się bezpieczni. Nic nie jest tym, czym się wydaje, wszystko podlega zmianom, sługa może stać się kimś bardzo bogatym, zaś osoba piękna i dystyngowana zostać napiętnowana z tego właśnie powodu przez to, że różni się od oceniających. Zamknięta społeczność staruszek zastępują dziwolągi, postaci pokraczne z uwagi na różne deformacje fizyczne, to co brzydkie, staje się normą. `Nie wiadomo, czy zabieg ten nie posłużył Autorowi do skrytykowania stosunków społecznych i ustroju politycznego, to moje przypuszczenie. Brawa dla Pani tłumacz Zofii Chądzyńskiej, książka jest trudna i wymagająca, nie mniej z pewnością jej drobiazgowość pozwoliła wiernie przekazać zamysł Autora.
Marton - awatar Marton
ocenił na 6 3 dni temu
Historia jednego konia Izaak Babel
Historia jednego konia
Izaak Babel
W zasadzie tom powinien nosić tytuł „Dzieła wybrane”. Zawiera bowiem trzy zbiory opowiadań Izaaka Babla i dramat „Zmierzch”. Tytuł zaczerpnięto z pierwszego zbioru, pt. „Armia konna”. Izaak Babel towarzyszył wojskom Budionnego (bolszewikom) idącym w 1920 roku z południa w stronę Warszawy, mijają m.in. Lwów i Zamość (jak Chmielnicki w 1648). To, że był wówczas oficerem politycznym i redaktorem frontowej gazety nie na wiele mu się przydało kilkanaście lat później. Aresztowano go w 1939 r., oczywiście pod zarzutem trockizmu i szpiegostwa, skazano i pozbawiono życia rok później. Z chwilą zatrzymania zaginęły jego nigdy nie wydane rękopisy. Szkoda, bo talent na pewno miał, a skoro pisał do szuflady, to z całą pewnością nie były to komunistyczne dzieła propagandowe. Realistyczne, wręcz naturalistyczne opowiadania ze zbioru „Armia konna” pokazują punkt widzenia drugiej strony, dla nas trudno akceptowalny, jednak jak na czerwonoarmistę dość stonowany. W końcu sam Budionny po ich publikacji nazwał autora „degeneratem literatury”. Najciekawsza jest część druga, czyli „Opowiadania odeskie”, tylko cztery w zbiorze oraz „Opowiadania”. Autor odmalowuję nieistniejący już świat Odessy, miasta kilkudziesięciu tysięcy Żydów i kilkudziesięciu synagog (do dziś przetrwały nieliczne, a zwiedzać można tylko jedną) z mnóstwem ciekawych postaci, jak np. Benia Krzyk, niekiedy – delikatnie mówiąc – z miejscowego półświatka. Ciekawy zbiór opowiadań, czasami nierównych, ale wart przeczytania.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 5 lat temu
Ogony jaszczurki Juan Marsé
Ogony jaszczurki
Juan Marsé
Narrację tworzą dialogi pomiędzy kilkoma osobami. Jest policjant który odwiedza żonę zbiegłego anarchisty w celu zasięgnięcia informacji. Potem wraca po to samo, ale powoli obowiązek gromadzenia informacji przekształca się u niego w z trudem skrywane urzeczenie przesłuchiwaną. Stosunek kobiety do policjanta przechodzi ewolucję, od wrogości, przez ciekawość, a potem rozważanie… Cóż jest zrozpaczoną, udręczoną samotnością i rozczarowaniem brzemienną kobietą, czy lojalność do przekonań męża alkoholika to solidna baza dla wierności jego ideałom? W Europie właśnie skończyła się wojna, ale w Hiszpanii nikt tego nie zauważył, więc życie bez perspektyw i bieda były uciążliwe dla opuszczonej kobiety, a jej wierność mężowi i dawniej była niepewna. A w państwie rządzonym przez faszystów nikt nie użali się nad żoną anarchisty, nikt poza zauroczonym nią policjantem. Powolne, ospałe dialogi o mężu, o jej zdrowiu i o innych sprawach, bo swoje uczucia każde z nich musi ukrywać nawet przed samym sobą, więc rozmawiają o różnych rzeczach, a to co w nich obojgu się rodzi musi zostać odczytane w półsłówkach, gestach, milczeniu. Jest wreszcie najważniejsza osoba dramatu, piętnastoletni syn ciężarnej kobiety, to jemu myli się rzeczywistość z prawdą i z jego wewnętrznym fantazyjnym światem, w którym odkrywa, dzięki wyobrażanym sobie postaciom, całą prawdę dorosłych. Te postacie to jednak żadna fantazja, bo to osoby całkiem realne choć nieobecne. Ten chłopak, w przeciwieństwie do mamy, ma jednoznaczny stosunek do osoby policjanta i czuje z jego strony jakieś zagrożenie dla jego rodziny. Autor potrafi zatrzymać się na detalach, wkłada w nie tchnienie, ducha, życie, nie ma dla niego nieistotnych rzeczy, często wraca do tych samych spraw, rozpatruje je bez pośpiechu, rozsmakowuje się, rozkłada na elementy pierwsze, tak byśmy mogli domyślić się prawdy, ale prawda to jedno, a rzeczywistość to co innego. Mała perła, którą można się rozsmakować, jeśli czyta się ją bez pośpiechu.
Marek Krzystek - awatar Marek Krzystek
ocenił na 9 10 lat temu
Długa noc Grigoł Abaszydze
Długa noc
Grigoł Abaszydze
Gruzińska powieść historyczna, opowiadająca o upadku potęgi tego państwa, pod ciosami islamu i Mongołów, w XIII wieku. Fabuła opowiada, o losach nadwornego malarza królowej Gruzji, Rusudan, oraz jej nadwornego poety, dzieje życia, tych dwóch artystów, oraz ich rodzin, są dramatyczne, jak losy całej Gruzji, w chwili, gdy za sprawą barbarzyńców, ich wysoka kultura, zostaje zmieciona z powierzchni ziemi. W momenie, gdy rozpoczyna się tok opowiadania, Gruzini, po łatwym odparciu rozpoznawczych oddziałów mongolskich, są bardzo pewnymi siebie, jeden z bohaterów, mówi: ,, Nasza akademia i w ogóle wszyscy gruzińscy uczeni, filozofowie i retorzy twierdzą teraz, że Gruzja — to nowy Rzym, że powinna też zająć miejsce chylącego się ku upadkowi Bizancjum. Zjednoczymy więc pod naszymi sztandarami i Wschód, i Zachód, a dzięki świętej mocy Krzyża i samego imienia Chrystusa pokonamy niewiernych, którzy nas jak morze otaczają ze wszystkich stron.''. Dzieje się, jednak, zgoła inaczej, to niewierni, niszczą Gruzję, z nieopisanym barbarzyństwem. Uciekający ze swego kraju, przed Mongołami, sułtan Dżalal ad-Din, postanawia złupić do cna Gruzję, aby jej bogactwami, nasycić swój skarb, przed starciem z Mongołami. Jest pewnym zwycięstwa, i pełen okrucieństwa, mawia: ,, Pamiętacie, co powiedział Mahomet: dwudziestu silnych mężów pokona dwustu niewiernych. Setka zmusi do ucieczki — tysiąc, jako że Allach dał nam niewiernych, abyśmy mieli kogo niszczyć''. Muzułmanienie, łatwo zdobywają stolice kraju, Tbilisi. Łagodni i naiwni Gruzini, pozwolili bowiem, aby stolice zalała przez lata dobrobytu, fala islamskich emigrantów, którzy utworzyli w mieście swoje dzielnice, a gdy tylko, armia sułtana stanęła pod murami Tbilisi, bez mrugnięcia okiem, zdradzili swych gruzińskich dobroczyńców, atakując ich od środka miasta, uderzając w plecy obrońców. ,,Muzułmańska ludność Tbilisi nie może się doczekać wkroczenia sułtana do miasta. Wszyscy tylko o tym myślą, że nadeszła godzina zemsty i także chcą walczyć. Królowa gruzińska razem ze swoimi wezyrami uciekła w góry. W mieście jest bardzo mało wojska. My sami, prawowierni mieszkańcy Tbilisi, moglibyśmy rzucić się i wyrżnąć wszystkich Gruzinów. Ale nasz mądry imam dał nam inną radę: jawnie nawoływał w meczetach, aby wierni pomagali Gruzinom, a w tajemnicy przygotowywali się do powstania. Gruzini mają mały garnizon. Jeden odcinek muru miejskiego musieli powierzyć nam, muzułmanom. Jesteśmy dobrze uzbrojeni. Gdy tylko zacznie się szturm, rzucimy się na niewiernych i otworzymy bramy wojskom sułtana, obrońcy i zbawcy muzułmanów, którego wielkość jest równa wielkości Allacha!''. Trzeba powiedzieć, że ten fragment utworu, musi brzmieć jak memento, dla licznych współczesnych miast Europy, gdzie muzułmanienie utworzyli swoje dzielnice. Powieść jest pełna scen brutalnych, lecz w przeciwieństwie do współczesnych książek, wszystko, jest tutaj podane ze smakiem, bez epatowania brutalizmem, dla samego brutalizmu i szokowania. Najbardziej zapadają w pamięć sceny, gdy sułtan rozkazuje, na moście, przez rzekę Kurę, położyć ikonę Matki Boskiej, każdy chrześcijanin, musi przejść przez ten most depcząc nogami ikonę, jeśli chce przeżyć, mimo to, wielu Gruzinów wybiera śmierć. Scena w której, Mongołowie, napadają na klasztor, starego i kalekiego przeora, wiążą, obkładają, starannie przepisywanymi, w tym klasztorze księgami z dziełami mędrców Platona, Arystotelesa i podpalają. Męczeństwo zakonnika, jest zarazem śmiercią zachodniej kultury, którą przez cale życie pielęgnował zbierając i przepisując księgi starożytności. Trudno nie mieć uczucia, że pisząc o Czyngis - chanie, i Mongołach, autor miał na myli Stalina, bolszewików i ich okropne panowanie nad Gruzją. Książka powstała, w 1963 roku, w chwili odwilży, czuć to, po stosunku do chrześcijaństwa, zakonników, nawet katolickich, którzy są przedstawienie pozytywnie. Długa Noc, Gruzji w XIII wieku, opisuje tez długą, noc Gruzji w XX wieku. Autor zmarł, w 1994 roku, dożywając upadku imperium zła i niepodległości swej ojczyzny, dla niego długa noc, skończyła się szczęśliwie, dla bohaterów książki nie, choć jest tu cień nadziei, w młodym pokoleniu, któremu przyjdzie wyrwać naród, spod jarzma Mongołów,, żadna bowiem wybitna książka, nie jest tylko opowieścią o cierpieniu, niesie bowiem, zarodek odrodzenia i nadziej. Piękna, smutna i wybitna powieść historyczna, jakich, już dziś nie piszą.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 9 1 rok temu
Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 10 1 rok temu
Bóg nie lubi szczęśliwych Griselda Gambaro
Bóg nie lubi szczęśliwych
Griselda Gambaro
Już po kilku stronach tej powieści odniosłem wrażenie, że gdzieś już coś podobnego czytałem. Chwilka zastanowienia, no tak - „Blaszany bębenek” Guntera Grassa. Oczywiście skojarzenie jest raczej co do ogólnego klimatu powieści niż stricte odnośnie treści, choć i tutaj występuje mały chłopiec, który może przypominać małego Oskara. Ale zasadniczo na tym podobieństwa się kończą, gdyż książka Grassa osadzona jest jednak mocno na historycznym gruncie, podczas gdy w wypadku powieści „Bóg nie lubi szczęśliwych” całość zanurzona jest „po uszy” w oniryzmie. Oto bowiem mamy wrażenie, że uczestniczymy w serii pokręconych snów głównych bohaterów powieści. Nie są to sny z gatunku koszmarów lub horrorów, ale raczej paranoiczne sny, które momentami w absurdalny sposób wykrzywiają rzeczywiste przeżycia. Wspomniałem już o Tristanie, chłopcu-sierocie, który bardzo pragnie śpiewać, choć w powieści sam prawie w ogóle nie mówi. W książce argentyńskiej pisarki, Griseldy Gambaro, odnajdziemy jeszcze tak naprawdę trzy główne postacie, wokół których powstało coś na kształt fabuły. Bo ta książka ma fabułę, choć wszystko się w niej miesza. Mimo to jakaś chronologia jest tutaj zachowana, co znacząco ułatwia czytelnikowi zanurzenie się w tę raczej niełatwą lekturę. Ale wróćmy do bohaterów. Oprócz Tristana główną bohaterką powieści jest Woltyżerka, artystka cyrkowa, która uważa się za wielką gwiazdę - choć co chwila jej cyrk ucieka od niej - i jednocześnie pragnie odnaleźć miłość swojego życia. Do kompletu mamy jeszcze Niemowlaka, który, paradoksalnie, jest najbardziej dorosłą i odpowiedzialną postacią w powieści. To właśnie ono troszczy się o pozostałą dwójkę, aby nie umarli oni z głodu, gdy Woltyżerka trawiona jest beznadziejną miłością do złodzieja bez kawałka brody. Dopełnieniem bohaterów jest Maria, przyjaciółka Tristana z dzieciństwa, która stanowi jego wyidealizowany obiekt tęsknoty w chwilach, gdy przestaje wielbić Woltyżerkę. I to właściwie tyle, pozostałe postacie, przewijające się przez karty powieści, są drugorzędne, jak na przykład dyrektorzy kolejnych cyrków Woltyżerki. Dyrektor zawsze pozostaje jednak typowym dyrektorem, a więc pakuje swój cyrk i odjeżdża w siną dal. Jak zatem widać po powyższym krótkim zestawieniu bohaterów, „Bóg nie lubi szczęśliwych” to dość pogmatwana powieść, w której pisarka za pomocą zdawałoby się mało poważnej formy chce przemycić bardzo poważne myśli. Ta w ogólnym rozrachunku nieco smutna powieść nawiązuje bowiem do odwiecznych ludzkich pragnień, których zaspokojenie niejako stanowi sens naszego życia. W onirycznych wizjach wykreowanych przez Gambaro możemy dopatrzyć się takich tematów jak poszukiwania akceptacji, pragnienia miłości i zrozumienia, wreszcie bólu z powodu własnej samotności. To także opowieść o wyobrażeniach, które każdy z nas nosi w sobie, a które tutaj nienaturalnie wykrzywione są przez senne majaki. Pożądanie, tęsknota, fascynacja, pogoń za sławą i uznaniem - to wszystko, i wiele więcej, odnajdziemy w powieści argentyńskiej pisarki. Warto jeszcze wspomnieć o walorach literackich tej książki, gdyż rzeczywiście jest tutaj czym się zachwycać. Już sama forma powieści, a więc senne marzenia wymaga na tyle precyzyjnego posługiwania się słowem, aby oddać wizje, w których nieprawdopodobne miesza się z prawdopodobnym. Jedno następuje po drugim całkowicie naturalnie, choć dla nas, gdy próbujemy to odbierać zdroworozsądkowo, wydaje się, że ciągle obracamy się w kręgach co najmniej absurdu. Ale jest w tym jednak jakaś magia, która zachęca do ukończenia rozpoczętej lektury. Tak naprawdę już po kilkunastu stronach wiemy, że fabuła urwie się równie gwałtownie, jak się zaczęła, ale w sumie w niczym to nie przeszkadza. Trzeba tylko dać się porwać oniryzmowi, który albo się lubi, albo nie. Nie oznacza to jednak, że podczas lektury możemy „przysnąć” i stracić czujność. Co to, to nie, byłaby to niepowetowana strata, gdyż argentyńska pisarka wplotła w swoją prozę zdania, których rzeczywistość i prawdziwość nie ma nic wspólnego ze snem. Wręcz przeciwnie, to krótkie i dosadne komentarze autorki do prawdziwego życia, jak na przykład przepiękna refleksja nad stołem jako meblem, który „żyje” razem z nami; na którym się kroi, opiera łokcie, razem spożywa posiłki. Stół jako cichy świadek ludzkiej egzystencji („Porysować stół nie nożami, a gestami, słowami, kłopotami, niepojętą rutyną życia, która uczy nas dojrzewania”, s. 161). Warto zatem zachować czujność, bo takich zdań - wtrąconych niby od niechcenia i niby przypadkiem - jest tutaj więcej i to one stanowią jedną z zasadniczych zalet tej książki. Pośród sennych wizji, są niczym realne głosy, które mówią do nas, gdy śpimy - choć nadal śnimy swój sen, zdarza się tak, że to, co do nas jest mówione, odnajduje drogę do naszej świadomości. „Bóg nie lub szczęśliwych” jest powieścią nawiązującą do tzw. realizmu magicznego, w którym życie człowieka tłumaczone jest za pomocą nieraz nieprawdopodobnych scen, nie mających na pierwszy rzut oka żadnego logicznego znaczenia, ale to tylko pozór, gdyż jest to tak naprawdę zabawa pisarza z odbiorcą, z której obie strony mają jakąś korzyść (warto jeszcze odnotować nawiązanie pisarki od słynnej sceny z klasycznego spaghetti westernu Sergio Leone „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”). Przyznam się szczerze, że oniryzm nie jest moją ulubioną formą poznawania prawd o rzeczywistości. O wiele bardziej wolę trzymać się praw logiki i rachunku prawdopodobieństwa, co wcale jednak nie oznacza, że nie ma w tym sposobie myślenia miejsca na małe eksperymenty. Tak też traktuję przeczytaną właśnie książkę - jako całkiem ciekawy eksperyment literacki.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Za tobą na koniec świata

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Za tobą na koniec świata