Wymiar cudów

Okładka książki Wymiar cudów
Robert Sheckley Wydawnictwo: Amber Seria: Mistrzowie SF fantasy, science fiction
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Mistrzowie SF
Tytuł oryginału:
Dimension of Miracles
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
8370821731
Tłumacz:
Piotr W. Cholewa
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wymiar cudów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wymiar cudów

Średnia ocen
6,0 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1470
1000

Na półkach:

Klasyka sf, i to nie z samego czoła gatunku, ale z drugiego rzędu, bo Sheckleya się zwykle w pierwszym rzędzie nie sadza. Takie rozmieszczenia autorów zawsze są arbitralne, a czytelnik sam może ich po swojemu pozycjonować.
Tu mamy do czynienia z powiastką filozoficzną, pełną specyficznego słodko-gorzkiego humoru, powiastką, która nie może nie przywodzić na myśl Diderota z jego Kubusiem i, oczywiście, Lema - z Bajkami robotów czy Cyberiadą. Odkryć wielkich tu nie ma, ale nie o nie idzie, lecz o kolejną refleksję nad człowiekiem i ludzkością, lub też, bardziej ludzkim językiem, nad nami i tym, co wyprawiamy na świecie.
Czyta się szybciutko, rozmyśla dłużej. Może nawet coś w nas zostaje, coś... jakby mądra myśl... jedna czy dwie...

Klasyka sf, i to nie z samego czoła gatunku, ale z drugiego rzędu, bo Sheckleya się zwykle w pierwszym rzędzie nie sadza. Takie rozmieszczenia autorów zawsze są arbitralne, a czytelnik sam może ich po swojemu pozycjonować.
Tu mamy do czynienia z powiastką filozoficzną, pełną specyficznego słodko-gorzkiego humoru, powiastką, która nie może nie przywodzić na myśl Diderota z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

122 użytkowników ma tytuł Wymiar cudów na półkach głównych
  • 80
  • 42
62 użytkowników ma tytuł Wymiar cudów na półkach dodatkowych
  • 46
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wymiar cudów

Inne książki autora

Okładka książki Złoty wiek SF 8 Algis Budrys, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Alan E. Nourse, James H. Schmitz, Robert Sheckley, John Sladek, F. L. Wallace, Miriam Allen deFord
Ocena 6,3
Złoty wiek SF 8 Algis Budrys, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Alan E. Nourse, James H. Schmitz, Robert Sheckley, John Sladek, F. L. Wallace, Miriam Allen deFord
Okładka książki Złoty Wiek SF 6 Jerome Bixby, Algis Budrys, Mark Clifton, Joe L. Hensley, Henry Kuttner, Fritz Leiber, Mack Reynolds, James H. Schmitz, Robert Sheckley
Ocena 5,5
Złoty Wiek SF 6 Jerome Bixby, Algis Budrys, Mark Clifton, Joe L. Hensley, Henry Kuttner, Fritz Leiber, Mack Reynolds, James H. Schmitz, Robert Sheckley
Okładka książki Złoty Wiek SF 3 H. B. Fyfe, Raymond Z. Gallun, Edmond Hamilton, Cyril M. Kornbluth, Murray Leinster, Judith Merril, H. Beam Piper, Robert Sheckley, Jack Williamson
Ocena 6,5
Złoty Wiek SF 3 H. B. Fyfe, Raymond Z. Gallun, Edmond Hamilton, Cyril M. Kornbluth, Murray Leinster, Judith Merril, H. Beam Piper, Robert Sheckley, Jack Williamson
Okładka książki Złoty Wiek SF 4 Isaac Asimov, Stephen Barr, Leigh Brackett, Edmond Hamilton, Cyril M. Kornbluth, Keith Laumer, Murray Leinster, C. L. Moore, Robert Sheckley, Stanley G. Weinbaum
Ocena 6,7
Złoty Wiek SF 4 Isaac Asimov, Stephen Barr, Leigh Brackett, Edmond Hamilton, Cyril M. Kornbluth, Keith Laumer, Murray Leinster, C. L. Moore, Robert Sheckley, Stanley G. Weinbaum
Robert Sheckley
Robert Sheckley
Robert Sheckley (ur. 16 lipca 1928, zm. 9 grudnia 2005), amerykański pisarz science-fiction. Używał pseudonimów Phillips Barbee oraz Finn O'Donnevan. Urodził się w żydowskiej rodzinie w Brooklynie w Nowym Jorku, ale dorastał w New Jersey. W latach 1946-1948 służył w amerykańskim kontyngencie sił pokojowych ONZ podczas konfliktu w Korei. Następnie studiował na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku. Od 1951 roku zaczął publikować swoje opowiadania fantastyczne w różnych magazynach, głównie w Galaxy, zdobywając szybko popularność i uznanie czytelników oraz krytyki. W latach siedemdziesiątych Sheckley przeniósł się na hiszpańską wyspę Ibizę. Powrócił potem do Nowego Jorku jako redaktor magazynu Omni. Później kilkakrotnie zmieniał miejsce zamieszkanie (m.in. Paryż, Portland, Floryda), aż ostatecznie osiadł w Red Hook w stanie Nowy Jork. Zachorował poważnie w kwietniu 2005 r., podczas pobytu na Ukrainie w czasie Komputerowego Tygodnia Sci-Fi i był hospitalizowany w Kijowie. Koszty leczenia i powrotu do USA pokrył ukraiński businessman. Po powrocie, w Nowym Jorku, przeszedł operację na otwartym sercu. Pół roku później przeszedł operację tętniaka. Zmarł 3 tygodnie po zabiegu. Był pięciokrotnie żonaty i miał czworo dzieci. W 1983 roku Robert Sheckley otrzymał za opowiadanie Suplikant w kosmosie (Suppliant in Space) nagrodę Jupitera. Opowiadanie Siódma ofiara (Seventh Victim) stało się kanwą filmu Dziesiąta ofiara, znanego również pod oryginalnym włoskim tytułem La Decima Vittima. W filmie występowali Marcello Mastroianni oraz Ursula Andress. Powstała również powieść pod tytułem (The Tenth Victim - 1966. Film z 1992 Freejack z udziałem Micka Jaggera, Emilio Esteveza, Rene Russo, oraz Anthony Hopkinsa inspirowany był powieścią Korporacja "Nieśmiertelność" (Immortality Inc.). W 1983 roku Robert Sheckley otrzymał za opowiadanie Suplikant w kosmosie (Suppliant in Space) nagrodę Jupitera. Opowiadanie Siódma ofiara (Seventh Victim) stało się kanwą filmu Dziesiąta ofiara, znanego również pod oryginalnym włoskim tytułem La Decima Vittima. W filmie występowali Marcello Mastroianni oraz Ursula Andress. Powstała również powieść pod tytułem (The Tenth Victim - 1966). Film z 1992 Freejack z udziałem Micka Jaggera, Emilio Esteveza, Rene Russo, oraz Anthony Hopkinsa inspirowany był powieścią Korporacja "Nieśmiertelność" (Immortality Inc.). Sfilmowano także opowiadanie Cena ryzyka (pod tytułem A stawką jest śmierć). Sfilmowano także opowiadanie Cena ryzyka (pod tytułem A stawką jest śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wieża światła Robert Silverberg
Wieża światła
Robert Silverberg
W SKRÓCIE: Bardzo interesująca pozycja z pogranicza psychologii, polityki i socjologii, w której ukazane są problemy na linii człowiek-android. PLUSY: - ukazanie świata, w którym maszyna mocno odczuwa chęć wyzwolenia się, z góry narzuconego ucisku cywilizacyjnego (tj. android ma wyłącznie służyć i nic poza tym; same androidy dzielą się na 3 klasy - im wyższa, tym ma lepiej), że chce być równa człowiekowi (pragnienie tego wyzwolenia objawia się poprzez "ubóstwianie" swego stwórcy, tworząc coś na kształt "roboreligii" i "robobiblię"), - fragment wizytacji w Gamma Town bardzo mocno pokazuje, że istnieje swoisty "półświatek robotów", zakazane miejsce (ludzie nie mieli o nim pojęcia), w którym zmutowane roboty żyją wespół z tymi "normalnymi" - nawet odmieńcy mieli tam swoje miejsce i zbytnio nikt nimi nie gardził, - pokazana więź psychiczno-seksualna na linii człowiek-android (zwłaszcza wszystkie negatywne jej skutki), - pokazanie społeczeństwa, które wiele osiągnęło, dokonując wielu postępów, czy to w nauce (np. błyskawiczne cykle rozwoju androidów, stacje na innych planetach), w życiu codziennym (np. maszyny do wymiany świadomości) lub w transporcie (np. błyskawiczny przesył ludzi niczym w "Star Treku" - chyba najbardziej to polubiłem, bo w książce nie ma typowych "spowalniaczy akcji"), - "piękna katastrofa" na zakończenie - wizja krytycznego momentu człowiek-maszyna, kiedy to stwórca androidów postanawia odciąć się od stawianych "żądań" przez jego roboty i kwestionując istnienie "roboreligii", co skutkuje poważnymi konsekwencjami. MINUSY: - dość krótka a zakończenie następuję bardzo gwałtownie, jakby autor chciał już szybciej skończyć całą opowiadaną historię, bo można było jeszcze wiele opisać. - kilka literówek i błędów w tłumaczeniu (np. opis, że zbudowano 500 metrów tytułowej wieży a potem, że było to "2/3" całej konstrukcji - sam tytuł przetłumaczyłbym na WIEŻĘ SZKŁA a nie na WIEŻĘ ŚWIATŁA, co ewidentnie poprawiono w kolejnym wydaniu).
YaReX85PL - awatar YaReX85PL
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Bilet na Tranai Robert Sheckley
Bilet na Tranai
Robert Sheckley
Właściwie miałem rzucić w cholerę książki tego autora, ale postawiłem dać jeszcze jedną szansę temu stylowi i w porównaniu do zbiorku "Pielgrzymka na Ziemię" albo "Magazyn nieskończoności" ten wybór jest pełen kapitalnych opowiadań. Jedyne tylko opowiadania "Danta - ostatni Nowotahitańczyk" jest głupkowata, ale tu przynajmniej jest to na początku wyjaśnione. Dałbym jeszcze wyższe oceny, ale ta sceneria star treckowa mnie osobiście razi. Autor idzie na łatwiznę opisując lasy, rośliny czy zwierzęta takie jak na Ziemi tylko, że tam inaczej wyglądają (ale są strasznie podobne także nazywa je kojotami, wilkami, lampartami, ptakami drapieżnymi bo mają zakrzywiony dziób itp). Po przeczytaniu tych opowiadań mogę się nareszcie zgodzić ze wszystkimi pozytywnymi komentarzami z "Pielgrzymki na Ziemię" (ale nie do tamtego zbioru tylko do tego). 1. Bilet na Tranai 9/10 - o człowieku, który chce się wynieść z Ziemi i trafia... 2. Wiatr się wzmaga 8/10 - o ludziach ze stacji badawczej na innej planecie 3. Danta, ostatni Nowotahitańczyk 7/10 też jak pierwsze o facenie, który chce się wynieść za wszelką cenę z Ziemi, ale to jest bardziej groteskowe i głupkowate (tym razem w tym pozytywnym zabawnym sensie) 4. Najszczęśliwszy człowiek na świecie 9/10 - bardzo krótkie opowiadanie w formie pamiętnika z dość przerażającą końcówką 5. Ochrona 8/10 - człowiek słyszy głosy, które mu pomagają uniknąć nieszczęść, ale co z tego wyniknie? 6. Raj II 8/10 - bardzo mocne opowiadanie o ekspedycji kosmicznej niepotrafiącej na makabryczne odkrycie 7. Zapach myśli 8/10 - oryginalne opowiadanie o listonoszu, który rozwozi po całym wszechświecie pocztę i rozbija się na planecie, która się rządzi bardzo oryginalnymi sposobami. Polecam. 8. Żona model Ultra Deluxe 7/10 - obyczajowe o człowieku, który zakupił sobie asteroidę. Bardzo zabawne wątki są z jego robotami i potem z robotem pilnującym... 9. Pijawka 7/10 - kolejne bardzo oryginalne opowiadanie o jakimś "kamieniu" co dziwnie się zachowuje. 10. Agencja Uwalniania od Kłopotów 8/10 - nie bez groteski i mocnego zakończenia opowieść o człowieku, który staje przed największym dylematem w swoim życiu. 11. Ponad dziesięć, czyli Akademia 9/10 - gdzieś w przyszłości istnieją maszyny mogące określić poziom nastawienia psychicznego (agresji)... Jak na Sheckleya jest to bardzo poważne opowiadanie.
Michał - awatar Michał
ocenił na 8 4 lata temu
Miasto Clifford D. Simak
Miasto
Clifford D. Simak
Ciekawostka dla entuzjastów retro fantastyki. A jest bardzo retro i to zarówno w formie (jest to bardziej śledzenie przemyśleń i tez autora wygłaszanych przez kolejne tworzone na ten poczet postacie) jak i w treści (np. część przygód dziejąca się na pięknej i zamieszkanej „powierzchni” Jowisza). No ale jest to książka z 1952 roku! I jak na 1952 r. trzeba oddać, że pomysły i koncepty w niej zawarte są zupełnie zwariowane. I to też dotyczy także formy. Otóż jest to zbiór opowiadań ale traktowanych jako archaiczne podania, w zasadzie „mity”, których akcja dzieje się w ogromnych odstępach czasu. Mity na temat legendarnej cywilizacji „człowieka”, do tego analizowane przez inteligentne społeczeństwo Psów. Każde opowiadanie jest opatrzone również stosownym komentarzem naukowym (Psów, i to dość sceptycznym). To jest naprawdę całkiem nowoczesna i ciekawa w tamtych czasach koncepcja literacka. A i w przypadku treści też jest wiele motywów wyprzedzających swój czas. Nie tylko podróże kosmiczne i podbój układu słonecznego czy degradacja i upadek ludzkiej cywilizacji gdy ta osiągnęła pełnię możliwości zaspokajanie swoich potrzeb. Mamy tu też transhumanizm, przenoszenie świadomości, światy równoległe, zjawiska i byty nadprzyrodzone, gadające i myślące zwierzęta, inteligentne roboty, mutantów, marsjan czy analizę natury skłonności do przemocy. Jeden wielki, imponujący mix. Tyle tylko, że… no czyta się to już dzisiaj tak sobie. Być może dlatego, że tak naprawdę są to głównie rozważania (dość ciekawe) autora, powkładane w usta pretekstowych postaci i sytuacji (dość ciekawych). Jest to bardziej rozprawka pełna odważnych pomysłów ale też i takich zupełnie absurdalnych czy rolująych oczy. Albo zdezaktualizowanych. Głównym motorem do czytania była u mnie chęć poznania tego jak ta nasza planetarna historia się wreszcie zakończy ale i to się z czasem trochę rozmyło. W raczej niezbyt angażujących oparach nadprzyrodzonych duchów i i przenikań między-wymiarowych. A być może to wszystko wina tych Psów ze sztucznie wykształconym aparatem mowy, które utrudniały mi zaangażowanie się ;) Cieszę się, że przebrnąłem choć polecam już tylko mocnym entuzjastom tego typu książek.
Szychowaty - awatar Szychowaty
ocenił na 6 1 rok temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok), w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona), uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Życie wśród gwiazd James Blish
Życie wśród gwiazd
James Blish
Ludzie nauczyli się podróżować z prędkością większą niż prędkość światła. Zaczęli opuszczać Ziemię i kolonizować planety w różnych układach gwiezdnych. Po paru stuleciach tak się pogorszyły warunki życia na Ziemi i dzięki osiągnięciom techniki całe miasta zaczęły opuszać Ziemię i dryfować w kosmosie. Miasta utrzymują się dzięki pracom wykonywanym dla kolonistów na różnych planetach. Życie na Ziemi jest coraz cięższe. Chris jest nastoletnim chłopcem, który żyje dzięki zbieraniu złomu, polowaniu na małe zwierzęta i łowieniu ryb. Nie ma żadnego wykształcenia ani kwalifikacji. Jego nauczycielami była bibliotekarka i ojciec- bezrobotny doktor ekonomi. Jest chłopcem inteligentnym, spostrzegawczym i czyta wszystko co mu wpada w ręce. Mieszkał niedaleko miasta Starantos, zostaje do niego porwany i razem z nim wyrusza w przestrzeń kosmiczną. Udaje mu się uniknąć najcięższej pracy fizycznej, poznać zasady funkcjonowania i gospodarki w takich miastach. Po paru latach jest już w innym miejscu. W nowym mieście dają mu wybór, zostać pasażerem lub obywatelem. Obywatel musi się wykazywać przydatnością dla funkcjonowania miasta, ale w zamian dostaje środki, które przedłużają mu życie. Pasażerowie są wyłącznie siłą roboczą. Czy mu się uda zostać obywatelem? Co takiego musi zrobić aby nim zostać? Czy zyska przyjaciół w tym dla niego obcym świecie? Ciekawe przedstawienie przyszłości |Ziemi i do czego doprowadzi gospodarka rabunkowa. Świat się zmienia, ale czy my się zmieniamy? Czy rozwój techniki ma jakikolwiek wpływ na rozwój człowieka? Pełna przygód historia dorastania i szukania swego miejsca na świecie., a także obraz ludzkości tak podobny do naszego. Czy jest jakaś inna droga? Polecam!!
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 7 7 lat temu
Śmierć Doktora Wyspy Gene Wolfe
Śmierć Doktora Wyspy
Gene Wolfe
Gene Wolfe jest autorem, którego znam za sprawą opowiadań i cyklu Księga nowego słońca jaki kiedyś przeczytałem. Niezwykłe pomysły łączą się z plastycznością opisów i świetnie zarysowanymi postaciami. Kiedy kiedyś zobaczyłem zbiór opowiadań tegoż autora postanowiłem przeczytać i tak stało się niedawno. Śmierć Doktora Wyspy - opowieść o przemianie bohatera i jego przygodach w drodze do celu. Zaczynając czytać zostajemy wciągnięci w stworzony świat, gdzie wszystko wydaje się możliwe. Jednak później okazuje się, że bohaterowie stają przed wyborami i konsekwencjami jakie niosą. Świetnie wypada tutaj opis świata, który był plastyczny i ciekawy. Obrazowość i lekkość w jego tworzeniu współgrał z nakreślonymi postaciami i ich przygodami. Otrzymane zakończenie jest pewną furtką do rozwinięcia pomysłu w większą całość zapowiadającą się ciekawie. Takie miałem wrażenie po lekturze. Opowiadanie niezwykle obrazowe, plastyczne, nie pozbawione szczegółów jakie poznajemy podczas toczących się wydarzeń i wciągające mimo wszystko. Pierzaste tygrysy - opowieści o wizycie w ośrodku, gdzie badane są pozostałości i legendy dotyczące dawnych ich mieszkańców. Pomysł na krótką historie bardzo dobry i przyznaje, że podobało mi się tutaj wszystko w miarę poznawania i rozwoju opowieści. Motyw z wyginięciem związanym z legendą był dobrym nośnikiem do stworzenia fantastycznej historii z końcówką zawierającą lekki ładunek grozy. Wszystko opisane plastycznie, nie pozbawione klimatu i wciągające. Wyspa Doktora Śmierci i inne opowiadania - kolejne opowiadanie jest klimatyczną opowieścią o bohaterce czytającej książkę, która działa na wyobraźnie. Przeplatanie rzeczywistości z książkowymi przygodami bohaterów było dobrym pomysłem, który zaowocował świetnym klimatem i skrywaną tajemnicą. Samo zakończenie nie wyjaśnia wszystkiego, ale ma swój wydźwięk i niedopowiedzenie. Autor potrafił w sposób obrazowy i klimatyczny przedstawić swoją opowieść wciągając czytelnika od samego początku. Bardzo dobrze wypadają przygody bohaterki. Wnoszą wiele do samego opowiadania i tworzą niezwykły klimat dziecięcej wyobraźni przenoszącej nie tylko ją, ale także nas w bajkowy świat za sprawą książki. Historia niezwykła, ciekawa, wciągająca, którą czyta się z zainteresowaniem z dobrym zakończeniem. Pieśń łowców - najdłuższe opowiadanie ze zbioru, które zabiera nas w podróż z bohaterem po świecie po części postapokaliptycznym, mrocznym i niebezpiecznym. Podzielona na konkretne dni, gdzie poznajemy jego przygody i niebezpieczeństwa na jakie natrafił. Można rzec, że jest to opowieść drogi i odkrywania świata jaki stworzył autor. Podróżując po nim bohater spotyka dziwne istoty, pozostałości dawnej świetności i brutalne prawa jakie tutaj rządzą. Jednak kolejny dzień zawsze przynosi coś nowego i ciekawego do poznania w czasie czytania. Nie ukrywam, że opowiadanie podobało mi się i było najlepszym ze zbioru jakie dostałem. Dłuższe, bardziej rozbudowane ze świetnie stworzonym światem i ciekawymi bohaterami. Po przeczytaniu chciałem znów zagłębić się w kolejne przygody bohatera. Zakończenie jest niezwykłe, krótkie i ciekawe. Dlatego tak podobało mi się, bo zawiera pierwiastek niedopowiedzenia. Wojna pod choinką - krótka przewrotna historia o zabawkach i dorastaniu. Dobrze napisana, z lekkim humorem i czyta się lekko oraz przyjemnie. Marionetki - wizyta bohatera na planecie jest pretekstem do zabawnej historii, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co iluzją. Tytułowy pomysł z marionetkami jest dobrze wykorzystany i ciekawy. Chociaż jest to krótkie opowiadania, to podobało mi się i samo zakończenie było dobre. Jak przegrałem drugą wojnę światową i pomogłem powstrzymać niemiecką inwazję - kolejne lekko zabawna opowieść o grze w jaką gra bohater z innymi. Napisane lekko i przyjemnie z wciągającą historia, przy której bawiłem się dobrze. Siedem amerykańskich nocy - historia bohatera, który przybywa do Ameryki osadzona w fantastycznych klimatach, ale także nie pozbawiona romantycznego tła. Kolejne dłuższe opowiadanie ze zbioru, które wraz z rozwojem akcji pozwala nam poznać świat w jakim bohater przebywa. Pełnym niespodzianek, zagrożeń i przygód. Pomysł na nie świetny i dobrze wykonany. Obrazowość opowiadania wraz z przygodami bohatera tworzy dobrą, niezwykłą i wciągającą historie. Na pierwszej linii - ostatnie krótkie opowiadanie związane jest z konfliktem pomiędzy różnymi frakcjami. Dobra opowieść, lekka w odbiorze i wciągająca. Książka Śmierć Doktora Wyspy jest zbiorem opowiadań, po który chciałem już wcześniej sięgnąć i udało mi się teraz. Gnany ciekawością i pewnymi oczekiwaniami chciałem dostać wciągające i pełne przygód historie. Autor potrafi jak nikt oddać plastyczność swojego stworzonego świata po przez opisy i poznawanie jego wraz z rozwojem wydarzeń. W obrazowy sposób przedstawia kolejne perypetie bohaterów, którzy zostają wrzuceni w wir zdarzeń, a my wraz z nimi. Pomysłowość i szczegółowość w opisywaniu wraz ze stworzonymi postaciami dopełniają reszty. Fantastyka miesza się z przygodą, nieraz zabarwioną grozą lub romantycznymi przypominającymi baśnie historiami. Każde tutaj opowiadanie jest na swój sposób ciekawe i wciągające. Dostajemy kilka długich i krótkich opowieści stworzonych przez autora. Nie brakuje w nich klimatu, lekkości i pomysłowości. Bohaterowie zostają nakreśleni w sposób ciekawy i potrafią zainteresować. Książka Śmierć Doktora Wyspy jest zbiorem różnych opowiadań, gdzie lekkie zabawne historie mieszają się z poważnymi opowiadaniami. Gene Wolfe potrafi wyczarować niezwykłe światy w sposób sugestywny i wyjątkowy. Każdy z nich ma w sobie coś zajmującego i przykuwającego uwagę. Dopracowane, przemyślane i wciągające od samego początku. Tak samo ma się z bohaterami, którzy mają własne problemy i dylematy jakie poznajemy w czasie czytania. Sięgając po zbiór opowiadań Śmierć Doktora Wyspy po części spodziewałem się co mogę po nim oczekiwać, bo już wcześniej czytałem opowiadania i książki jakie napisał. W tym przypadku dostałem ciekawy zbiór opowiadań, który mnie wciągnął od samego początku mimo moich pewnych obaw. Czasami brakowało mi pochylenia się nad problemami bohaterów, bo nieraz wydawały się przedstawione na szybko i nie wzbudzały większych emocji. Jednak mimo wszystko każde opowiadanie zostało przemyślane, napisane sugestywnie, plastycznie i obrazowo. Wciągnęły mnie od samego początku i dobrze bawiłem się podczas czytania. Akcje wielu z nich mimo opisów zostały poprowadzone szybko i ciągle cały czas coś dzieje się. Dlatego nie nudziłem się podczas czytania. Przy książce spędziłem miło czas i nie żałuje sięgnięcia po nią. Zbiór opowiadań Śmierć Doktora Wyspy jest ciekawą i wciągającą książką, która sprawiła, że dobrze bawiłem się, przeżyłem wiele przygód i poznałem niezwykłe światy wyobraźni Gene Wolfa. Spotkanie z autorem mogę zaliczyć do udanych i bardzo dobrych. Dlatego na pewno sięgnę kiedyś jeszcze po inne jego książki.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na 7 4 lata temu
Przebudzenie kamiennego boga Philip José Farmer
Przebudzenie kamiennego boga
Philip José Farmer
Zaczyna się tak – jesteś w pracy, eksperymentujecie z technologią, która „zamraża” materię i wydaje się, że jest to szansa na hibernację na setki lat i nagle coś idzie nie tak. Przed sekundą może marzysz o kolejnym kubku kawy, a potem budzisz się, trwa bitwa, dokoła ciebie dziwne istoty, mnóstwo dymu, pożar i poczucie, że nie masz pojęcia, gdzie ani kiedy jesteś, ale jedno przeczuwasz – minęło tysiące, a może i miliony lat. Jesteś prawdopodobnie jedynym człowiekiem na tej planecie (bo nawet nie jesteś pewny, czy to nadal Ziemia) i jeśli szybko się nie ogarniesz, to zginiesz. Tak zaczyna się „Przebudzenie kamiennego boga” Philipa J. Farmera – klasyka sci-fi (chociaż za chwilę się z tym trochę pokłócę, nie z klasyką, z tym sci-fi). Kogo ta książka zachwyci? Miłośników powieści sci-fi w vintage’owej wersji (pierwsze wydanie to 1970 rok i to czuć w sposobie pisania) oraz tych, którzy kochają Farmera jako pisarza, a jest ich sporo. Przyjrzyjmy się nieco bliżej fabule, bo dzięki temu będę się mogła kłócić z „tym sci-fi”. Główny bohater nazywa się Ulisses Singing Bear (Śpiewający Niedźwiedź) i dobrze się domyślacie, że ma indiańskie korzenie. Czy to ważne? Hmmm… Ja tej wagi nie zauważyłam. Wypadek podczas badań powoduje, że zostaje „zamrożony” i jako rodzaj kamiennego posągu przetrwa miliony lat. A kiedy się budzi (i od razu zyskuje status boga, bo mieszkańcy czcili ten posąg i wierzyli, że ożyje), to świat jest zupełnie inny i jeden z recenzentów napisał, że to trochę jak biblijny raj połączony z filmem przyrodniczym na sterydach i to określenie jest zaskakująco trafne. Ludzkość wyginęła, ale ewolucja nigdy nie stoi w miejscu, więc pojawiły się inteligentne zwierzęta, mówiące koty, waleczne szopy, sprytne i jakby dwulicowe nietoperzowate. Farmer napisał powieść, w której pokazał, jak Ziemia mogłaby wyglądać, gdyby dostała drugą szansę na istnienie bez nas. I teraz coś, co dla jednych będzie zaletą, a drugich znudzi do zaziewania. Autor umieścił w książce takie ilości opisów roślin i stworzeń, że audiobooka powinna czytać Krystyna Czubówna. I dzięki temu natężeniu „zieleni” Ziemia w powieści nagle jest zupełnie inna, a z drugiej szybko okazuje się, że bohaterowie nie przypominają ludzi z wyglądu, ale zachowania, intencje, kłótnie i wojny wydają się bardzo „ludzkie”. Ale! Co ważne, to nie jest trudna, przesiąknięta naukowymi akapitami opowieść. To mnóstwo opisów świata i jeszcze więcej akcji. Osoby, które lubią klasykę kina przygodowego pewnie poczują, że to ten sam klimat, te same schematy, tak samo kładzione akcenty. I teraz będę się w końcu kłócić z tym sci-fi. Bo jak na ten rodzaj powieści, to tutaj nie ma za dużo technologii, podróży kosmicznych zero, odniesień do nauki niewiele, chociaż w drugiej części powieści pojawia się niesamowicie ciekawy temat „zielonych technologii”. Ja bym raczej powiedziała, że to książka z nurtu postapokaliptycznego, ale przesunięta hen-hen w przyszłość i ludzkość nie próbuje tu przetrwać jako większa lub mniejsza grupa szczęśliwców (przeklętych?), którym się udało. Tutaj jeden przedstawiciel ludzkości próbuje od pierwszej strony nie zginąć i prawie od początku budować ten swój mit boskości, który mu spadł jak z nieba i może być jedyną szansą na przeżycie. Ale ostrzegam lekko, że jeśli styl pisania takich powieści w latach siedemdziesiątych uznajesz za zbyt uproszczony i wręcz staroświecki, a do tego „przydusi” cię ta ilość zieleni i zwierząt, to może być ciężko zachwycić się, a nawet dobrze się bawić z „Przebudzeniem kamiennego boga”. Ciekawostka – Philip J. Farmer i ta jego fascynacja naturą, przyrodą i jej ewolucją nie jest przypadkowa. W wielu swoich powieściach łączył motywy prosto z dziedziny biologii, ekologii, ewolucji środowiskowej, antropologii i religii. W szczególności fascynowało go to, jak biologia może wpływać na religie i kultury. Do tego miał zwyczaj konstruowania monumentalnych, ale niezwykłych światów – tutaj mamy potężne drzewo, w innej powieści niekończącą się rzekę. I zawsze takie niesamowite środowisko to punkt wyjścia do budowania fabuły i jeden z jej głównych bohaterów, bo w „Przebudzeniu kamiennego boga” to nasze drzewo będzie uznawane za inteligentne. Ode mnie powieść dostała mocne 6/10 i jako powrót do czegoś, co czytałam lata temu (nawet nie przyznam się, ile tych lat jest), to było miłe doświadczenie, ale nie poczułam się rzucona na kolana ani pomysłem, ani wykonaniem. WIĘCEJ RECENZJI ZNAJDZIECIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 6 8 dni temu

Cytaty z książki Wymiar cudów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wymiar cudów