Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia

Okładka książki Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia
Italo Calvino Wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca publicystyka literacka, eseje
145 str. 2 godz. 25 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Lazioni americane : sei proposte per prossimo millennio
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
145
Czas czytania
2 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360318690
Tłumacz:
Anna Wasilewska
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia

Średnia ocen
7,5 / 10
64 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
552
346

Na półkach:

To bardzo przyjemna lektura, kilka anegdot to perełki (np. ta o królu, malarzu i krabie), uwagi o literaturze interesujące, niektóre na pewno ze mną zostaną, choć proza poetycka, którą hołubią to zazwyczaj nie moja bajka. Z mojej czytelniczej perspektywy brakuje punktu mówiącego że obok lekkości, szybkości, dokładności, przejrzystości, wielorakości, elementem najlepszej prozy jest przygoda, czy w bardziej metaforycznej terminologii Calvino, energia, którą ta przygoda niesie.

Podobnie jak Niewidzialnych miastach, chwilami Calvino idzie dla mnie o krok za daleko, nie nadążam za metaforą, rozmywa się ona w jakiejś mgle i przestaje istnieć lub zamienia w żart – jak ta calvinowska dokładność zawieszona kompletnym chaosie. Oczywiście, w żadnej mierze nie winię włoskiego pisarza, za to, że akurat dla mnie trzeba stawiać cięższe kroki.
Flaubert, Gadda i Musil to pisarze których po raz kolejny dodałam do kolejki lektur.

To bardzo przyjemna lektura, kilka anegdot to perełki (np. ta o królu, malarzu i krabie), uwagi o literaturze interesujące, niektóre na pewno ze mną zostaną, choć proza poetycka, którą hołubią to zazwyczaj nie moja bajka. Z mojej czytelniczej perspektywy brakuje punktu mówiącego że obok lekkości, szybkości, dokładności, przejrzystości, wielorakości, elementem najlepszej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

277 użytkowników ma tytuł Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia na półkach głównych
  • 177
  • 96
  • 4
36 użytkowników ma tytuł Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia na półkach dodatkowych
  • 25
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści o morzu. Z głębin do brzegu Hans Christian Andersen, Alhierd Bacharewicz, Wolfgang Bauer, Lucia Berlin, Italo Calvino, Rimantas Černiauskas, Petros Charis, Chen Chuncheng, Thórdís Helgadóttir, Tove Jansson, Konstandinos Kawafis, Andrus Kivirähk, Mychajło Kociubynski, Yanick Lahens, Ursula K. Le Guin, Clarice Lispector, Luigi Malerba, Peter Mickwitz, Sharon Millar, Edo Popović, Mercè Rodoreda, Maria Elizabeth Rothmann, Judith Schalansky, Adania Shibli, William Somerset Maugham, Tomas Tranströmer, John Updike, Deborah Vogel
Ocena 6,7
Mistrzowie opowieści o morzu. Z głębin do brzegu Hans Christian Andersen, Alhierd Bacharewicz, Wolfgang Bauer, Lucia Berlin, Italo Calvino, Rimantas Černiauskas, Petros Charis, Chen Chuncheng, Thórdís Helgadóttir, Tove Jansson, Konstandinos Kawafis, Andrus Kivirähk, Mychajło Kociubynski, Yanick Lahens, Ursula K. Le Guin, Clarice Lispector, Luigi Malerba, Peter Mickwitz, Sharon Millar, Edo Popović, Mercè Rodoreda, Maria Elizabeth Rothmann, Judith Schalansky, Adania Shibli, William Somerset Maugham, Tomas Tranströmer, John Updike, Deborah Vogel
Italo Calvino
Italo Calvino
Włoski pisarz i eseista, jeden z ważniejszych twórców XX wieku. Początkowo tworzył w stylu neorealistycznym, by później pisać teksty alegoryczne i fantasy. Rodzina Calvino po powrocie z Kuby zamieszkała w San Remo. Italo Calvino w latach 1941–1947 studiował na uniwersytecie w Turynie. Od 1945 był dziennikarzem komunistycznego dziennika „L’Unità”, później pisał również w pismach „La Nostra Lotta”, „Il Garibaldino”, „Voce della Democrazia”, „Contemporaneo”, „Cittá Aperta” i „La Republica”. Po sowieckiej inwazji na Węgry w 1956 Calvino zerwał z włoską partią komunistyczną. Od 1959 do 1967 redagował własne pismo literackie „Il Menabó di letteratura”. W latach 1948–1984 pracował także w wydawnictwie Einaudi, w którym wydał swą debiutancką powieść Il sentiero dei nidi di ragno (1947). Związany z grupą OuLiPo.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wykład profesora Mmaa Stefan Themerson
Wykład profesora Mmaa
Stefan Themerson Franciszka Themerson
Wykład profesora Mmaa Autor: Stefan Themerson Moja ocena: 10/10 To jedna z tych książek, które trudno w pełni zrozumieć, ale jeszcze trudniej się od nich oderwać. Być może nie uchwyciłem wszystkich sensów, może część przesłań wymknęła mi się gdzieś między zdaniami – a jednak „Wykład profesora Mmaa” całkowicie mnie zachwycił. Zachwycił przede wszystkim językiem – precyzyjnym, błyskotliwym, a przy tym pełnym humoru i filozoficznej głębi. Themerson bawi się formą i konwencją, tworząc dzieło, które jest jednocześnie alegorią, satyrą i przypowieścią o naturze ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) świata. Termity – bohaterowie tej niezwykłej opowieści – stają się tu zwierciadłem ludzkich przywar, absurdów i dążeń, a ich naukowe dysputy zaskakują aktualnością oraz trafnością spostrzeżeń. To książka, która zmusza do myślenia, a jednocześnie zachwyca elegancją i ironią stylu. Choć napisana została w trudnych czasach, we Francji, Szkocji i Londynie, jej przekaz pozostaje uniwersalny – dotyczy władzy, społeczeństwa, moralności i samej kondycji człowieka. Czy może być coś wspanialszego niż filozoficzna opowieść o termitach, która mówi więcej o nas samych niż niejedna powieść realistyczna? Polecam serdecznie każdemu, kto ceni literaturę nieoczywistą, wymagającą, a jednocześnie fascynującą w swojej oryginalności. ** 22:43 * 02.11.2025 * 98/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Niejaki Piórko Henri Michaux
Niejaki Piórko
Henri Michaux
Czy może być coś lepszego niż minimalistyczne, surrealistyczne opowiadania, kilkanaście małych form? A już tym bardziej, gdy nieprzegadane, piekielnie inteligentne i otwierające możliwość wielorakiej interpretacji. To moja pierwsza, od razu udana, przygoda z mocno chyba już zapomnianym Henri Michaux. A więc nie tylko Franz Kafka, Roland Topor czy Raymond Queneau…. To cudowny zbiorek uroczo makabrycznych opowiadanek, czarnego humoru pełnych, odpowiednio nierealistycznych, a przecież odnoszących się najczęściej do sytuacji jak najbardziej życiowych, jeśli nawet nie banalnych. A to bynajmniej nie jakieś płoche historyjki do śmiechu, który często szybko zresztą zamiera na ustach….. Niezbyt piękni ludzie drugiego planu, ale i sam Piórko też tylko pozornie niewadzący nikomu. Cóż, niedoskonałość człowieka jako takiego bardzo mocno tu zarysowana. W tym sensie to realizm albo nawet i weryzm. “Indyk był faszerowany robakami, sałata polana smarem, kartofle dwukrotnie wyplute. Drzewo grejpfrutowe rosnąć musiało na wielkich złożach naftaliny, grzybki pachniały stalą, pasztet pocący mi się pachami. Wino było akurat tak samo winem, jak nadmanganian potasu”. “Chcieli go tylko pociągnąć za włosy. Nie chcieli mu zrobić nic złego. I od razu urwali mu głowę. Widocznie jakoś źle była umocowana. Przecież nie urywa się zwykle tak łatwo. Coś tam musiało być nie w porządku”. “Piórko nie może powiedzieć, żeby w podróży ludzie darzyli go jakimiś specjalnymi względami. Niektórzy po prostu przełażą przez niego nie mówiąc nawet +przepraszam+, inni spokojnie wycierają sobie brudne ręce w jego marynarkę. Przyzwyczaił się do tego. Woli podróżować skromnie”. A taki jest finał wizyty u pewnej królowej: “- Ta suknia tak łatwo się zdejmuje, że aż się dziwię, w jaki sposób chodzę przez cały dzień ubrana. Można ją zdjąć nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Widzi pan, wystarczy podnieść ręce do góry i teraz dziecko mogłoby ją ze mnie ściągnąć. Oczywiście dziecku bym nie pozwoliła. (...) – Ale pan, przecież pan nie może tak zostać. Pozostawać ubranym w sypialni to jakieś takie pretensjonalne, A poza tym nie mogę na pana patrzeć, zaraz mi się zdaje, że pan sobie pójdzie i zostawi mnie samą w tym pałacu”. “W głupiej chwili roztargnienia Piórko zaczął nagle chodzić po suficie, choć nie potrzebował przecie odrywać nóg od ziemi. Niestety, gdy zdał sobie z tego sprawę, było już za późno. Z przerażeniem wpatrywał się w daleką podłogę, w fotel, niegdyś tak przytulny, w pokój, zadziwiającą otchłań”. Za wiele nieszczęść bohatera jest odpowiedzialny Sray-Club (ciekawe jak to brzmiało w oryginale), który jednak i ratuje go w potrzebie. “Pochlebiano Piórce, że taki odważny, że nie skręcił karku, gdy tylu innych zrozpaczonych rzuciłoby się w przepaść i połamało sobie ręce i nogi, więcej nawet, gdyż sufity w tym kraju są wysokie“. Najbardziej kontrowersyjne z dzisiejszego punktu widzenia jest opowiadanie “Matka dziewięciorga drobiazgu”. Chodzi o berlińską prostytutkę, która z koleżankami rzuca się na klienta, zabierając mu wszystkie pieniądze. “- My nie jesteśmy złodziejki! Dla pewności uregulowałyśmy z góry swój rachunek, ale nie bój się malutki, będziesz miał frajdę za swoje pieniądze. (...) I wzięły go siłą jedna po drugiej”. Wcześniej policjant, do którego Piórko zwrócił się ws. nagabywania, upomniał go: “- Niech ma pan litość w sercu, matka dziewięciorga drobiazgu!”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 2 miesiące temu
Ścieżka pajęczych gniazd Italo Calvino
Ścieżka pajęczych gniazd
Italo Calvino
Ciężko jest oceniać książki jednego ze swoich ulubionych pisarzy, gdy czytało się już jego arcydzieła. Chciałoby się obiektywnie podchodzić, ale zawsze ma się w głowie te kilka książek, które się uwielbia i ocena jest trochę zaburzona. "Ścieżka pajęczych gniazd" jest tego świetnym przykładem. Gdybym nie czytał wcześniej "Jeśli zimową nocą podróżny" albo "Opowieści kosmikomicznych" to pewnie stwierdziłbym, że to bardzo dobra książka, a tak to co najwyżej mogę powiedzieć, że "Ścieżka..." jest książką dobrą. W sumie nie ma w tym nic dziwnego, gdyż jest to debiut literacki Calvina i w sumie naprawdę udany. Włoski pisarz porusza temat wojny, ale w dosyć nietypowy sposób. Wszystko dzieje się w okresie II Wojny Światowej - mamy niemieckich żołnierzy, włoskie oddziały partyzanckie, zbrojenie się itd., jednak nie staje się to głównym przedmiotem utworu. Pomimo tego, że akcja jest osadzona w takich okolicznościach wszystko skupia się wokół głównego bohatera - nastoletniego Pina. To w jaki sposób jest on zarysowany wybija się ponad wszystko w tej książce. Naprawdę jest to dosyć nietypowy bohater, zagubiony w świecie dorosłych. Nie pasuje ani do równieśników, ani do starszych od siebie. Wydawałoby się, że i tak dąży do przebywania z osobnikami dojrzałymi, jednak skrycie gardzi ich postępowanie, poglądy na świat i ogólnie to jak wygląda ich życie. Calvino poprzez osadzenie swojej książki w takiej a nie innej rzeczywistości demaskuje świat dorosłych, wplata zręcznie swoje poglądy polityczne i powstaje bardzo ciekawy obraz społeczny Włoch. Zagubiony Pin, który ukrywa swoją frustrację i samotność w tonie żartów poznaje rzeczywistość i nie do końca mu się ona podoba. Jak już mówiłem, książka ta jest naprawdę dobra, ale jeśli mam ją oceniać przez pryzmat innych dzieł Calvina to wychodzi dosyć przeciętnie i w sumie jest do dosyć odpowiednie, jak przystało na debiut. I tak polecam lekturę (jak wszystko od tego Pana).
Mikosek17 - awatar Mikosek17
ocenił na 7 10 lat temu
Przygody Pędrka Wyrzutka Stefan Themerson
Przygody Pędrka Wyrzutka
Stefan Themerson
Kolejna urocza filozoficzno-surrealistyczna przypowiastka Stefana Themersona (z lat 50.), która w żaden sposób się nie zestarzała, bo uniwersalnych kwestii dotyczy, w tym tożsamości, odbioru jednostki przez społeczeństwo, postawionej w obliczu Władzy, problemu 'opór czy przystosowanie' wobec wymogów społecznych. Według mnie nie jest to raczej lektura dla dzieci, choć można im czytać - by wiedziały, jakie mechanizmy je czekają wraz z dorosłością. Choć nie: wróć – bzdurę napisałem. Właśnie najmłodsi nie tylko powinni, ale muszą czytać tę książkę - nauczą się z niej tego, czego nauczał Karl Popper – kwestionowania każdej prawdy głęboko utrwalonej, a zwłaszcza uświęconej. I być może czegoś jeszcze ważniejszego: stawiania nieoczywistych, choćby nawet niemądrych w oczach innych, pytań zadawanych w poszukiwaniu prawdy. I zrozumienia dla Inności. Bo najważniejsza jest tu kwestia tożsamości, a - nomen omen - Pędrek Wyrzutek ma ją co najmniej niejednoznaczną. „Ludzie, ilekroć ich spotykam na drodze, zawsze myślą, że we mnie jest coś psiego; psy myślą, że we mnie jest coś człowieczego; ryby piły myślą, że we mnie jest coś słowiczego; a koty myślą, że we mnie jest coś z ryby, i pewien kot rzucił się na mnie niedawno i chciał mnie zjeść, i muszę przyznać, że mam tego dosyć i chciałbym wiedzieć, co ja jestem”. Pytanie ‘kim jestem’ - jak i inne, uznawane przez rozmówców za idiotyczne - nasz bohater zadaje po wielokroć. Słyszy np., że jest w jednej czwartej rybą, w jednej czwartej psem, w jednej czwartej kotem i - tylko - w jednej czwartej człowiekiem. A jego tożsamość zawsze definiuje ten, kto go w danym momencie określa, najczęściej z pozycji Władzy, Siły, Autorytetu…. Oczywiście pytania Pędrka głupie bynajmniej nie są, ba – bywają wręcz prorocze, jak np. to: „Jeśli stolarz to taki pan, co robi stoły, to pan, co robi lustra, nazywa się pewnie lustrzarz, choć - z drugiej znów strony – pisarz to nie taki pan, co robi pisy, a taki co pisze”. Jak to się stało, że tak wybitny Autor jest tak kompletnie nieznany szerszemu kręgowi odbiorców – tylko dlatego że po II wojnie był emigrantem w Londynie, skoro w Peerelii był wydawany? Owszem - wiele wymaga od czytelnika, zgoda – lekko to już niedzisiejszy styl, ale cóż tu za błyskotliwa inteligencja, zaskakujące skojarzenia i fascynujące paradoksy. Ale jak to się stało, co ktoś słusznie uznał za skandal, że Pędrka Wyrzutka nie objęła taka sława, jak Małego Księcia czy Alicji z Krainy Czarów… Już wcześniej przeczytałem arcydzieło Autora [bookLink]171741|Wykład profesora Mmaa[bookLink] - wspaniale ironiczny obraz ludzkości – przewrotnie przedstawionej jako społeczność termitów, choć ślepych, to dorównujących nam poziomem nauki i kultury, ale także niestety i polityki. To wprawdzie dziełko nie aż tak wysokich lotów, ale satysfakcja czytelnicza wręcz murowana. Wartością dodaną są fantastyczne ilustracje wykonane przez żonę autora, Franciszkę. Kilka najlepszych wyimków… „- Ja lubię poezję. Ale wykładam o elektryczności. - Ale dlaczego - rzekł Pędrek Wyrzutek - jeżeli wolno mi zapytać, dlaczego nie wykłada pan poezji, jeżeli ją pan lubi? - To proste - odpowiedział Wielbłąd. - Widzisz, za wykłady o poezji płacą tu nierozłupanymi orzechami. A ja nie mogę jeść nierozłupanych orzechów. Natomiast za wykłady o elektryczności płacą trawą. A ja lubię trawę. Zatem wykładam o elektryczności. - Och! A czy mógłby mi Pan Profesor powiedzieć, za co tu płacą chlebem i masłem, i mlekiem ? - Oczywiście! Chlebem tu płacą za kopanie dołków w ziemi, masłem płacą za wyrównywanie ziemi, a mlekiem płacą za odnoszenie szpadli i łopat do szopy. - Bardzo panu dziękuję, Panie Profesorze - rzekł Pędrek Wyrzutek i pożegnał się z Wielbłądem”. „Kiedy już był na ulicy, poprosił o szpadel i łopatę. Szpadlem wykopał dołek na środku jezdni i dostał za to bochenek chleba. Łopatą wsypał ziemię z powrotem do dołka, przyklepał i dostał za to kawałek masła. A potem zaniósł szpadel i łopatę z powrotem do szopy i dostał za to butelkę mleka. Poszedł do parku, usiadł na ławce i jadł swój chleb z masłem i popijał mlekiem”. „Jeżeli twój wiersz będzie miał powodzenie, to ludzie powiedzą, że jesteś człowiek, psy powiedzą, że jesteś pies, ryby powiedzą, że jesteś ryba, a koty powiedzą, że jesteś kot. Jeżeli zaś nie będzie miał powodzenia, to ludzie powiedzą, że jesteś pies, psy powiedzą, że jesteś ryba, ryby powiedzą, że jesteś kot, a koty powiedzą, że jesteś wielbłąd”. „- Ale przecież tu nie ma żadnej granicy – powiedział Pędrek Wyrzutek. – Granice są zwykle pomiędzy dwiema różnymi rzeczami. A tu jest tylko jedna rzecz: polana tutaj i polana tam! - Mylisz się – powiedział Karabinier. – To są dwie bardzo różne rzeczy. Tu jest tam, gdzie jesteś, a tam jest tam, gdzie chcesz być. A ja jestem granicą”. „Gdyby go nie było, gdyby, jak mówisz, nie istniał, to byśmy nic o nim nie wiedzieli, a gdybyśmy nic o nim nie wiedzieli, to byśmy także nie mogli wiedzieć, że jest, jak mówisz, fikcyjny; więc jeżeli on jest, tak jak mówisz, fikcyjny, to znaczy, że jest, że istnieje”. „Tu wszyscy mają uczciwe głowy trójkątne (…) Na kapelusze żadnych form tu nie mamy. Jedyne formy, jakie mamy, to są formy na głowy, takie formy, w których możemy każdą okrągłą głowę przefasonować i wyprasować tak, żeby do trójkątnego kapelusza pasowała”. „- Ostrzegam jednak, że jeżeli kawaler sobie nie życzy, żeby mu głowę przefasonować na trójkątno… - Stanowczo sobie nie życzę – potwierdził Pędrek Wyrzutek. - W takim razie musi kawaler się wynieść z naszego miasta – rzekł Subiekt”. „- Drogi premierze – odrzekł Archilides. – Nie, o ile wiem, oskarżony rzeczy nowej nie wynalazł żadnej. Przestępstwo jego polega na tym, że on sam jest, że on sam śmie być rzeczą nową, sam w sobie, w swej własnej osobie. Za czym, powołując się na ustawę o obowiązku niszczenia nieupoważnionych rzeczy nowych, stawiam wniosek, aby osobę oskarżonego zniszczyć, zgładzić, zburzyć, zniweczyć”. „Obaj Naukowcy wydawali głośne okrzyki, to znaczy jeden Naukowiec wydawał głośne okrzyki i drugi Naukowiec wydawał głośne okrzyki, to znaczy Pierwszy Naukowiec okrzykami swoimi starał się zagłuszyć okrzyki Drugiego Naukowca, podczas gdy Drugi Naukowiec okrzykami swoimi starał się zagłuszyć okrzyki Pierwszego Naukowca”. „- Dlaczego pan nie chce? - Bo mi wolno nie chcieć, jeżeli nie chcę. Oto dlaczego. - Ale przecież wolno panu chcieć, jeżeli pan chce - powiedział Pędrek Wyrzutek. - Tak – odpowiedział lustrzarz. – Ale ja nie chcę chcieć”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street Herman Melville
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street
Herman Melville
Bartleby kopiuje dokumenty. Poproszony jednak o cokolwiek innego, jak wyjście na pocztę, sczytanie kopii, opuszczenie biura, uparcie odpowiada: "I would prefer not to". Nie mówi "tak" ani "nie", nie wyraża chęci ani niechęci, nie zgadza się ani nie odmawia, nie odrzuca ani nie przyjmuje. Wybiera stan zawieszenia - najbardziej kreatywną postawę z możliwych, bo potencjalnie dopuszczającą każde rozwiązanie. Być może to dlatego Bartleby rezygnuje wreszcie nawet z kopiowania, bo jego "I would prefer not to" paradoksalnie kieruje go ku stwarzaniu, a nie odtwarzaniu. Wcześniej Bartleby pracował w Biurze Martwych Listów, czyli takich, które nie sposób było dostarczyć do adresatów. To w nich zawiera się to, co mogłoby się wydarzyć w przeszłości, ale się nie wydarzyło. Tak jak w formule "I would prefer not to" zawiera się wszechpotencja czasu teraźniejszego. Większość ludzi nie rozumie Bartleby'ego. To go zwolnią z pracy, to są poirytowani jego uporem w przyjętej postawie, to chcą go wyrzucić z budynku czy wtrącić do więzienia. Przeciwstawianie się schematom jest nieznośne dla otoczenia. Bartleby dużo patrzy się w okno na mur położonego naprzeciw kancelarii budynku. Może sprawiać wrażenie człowieka uwięzionego - ograniczonego jakimiś trudnymi życiowymi doświadczeniami, zrezygnowanego. Może jednak owo "I would prefer not to" jest najwyższym wyrazem wewnętrznej wolności? Mnie do lektury "Kopisty Bartleby'ego" zachęcił Byung-Chul Han. Was zachęcam ja. Sięgnijcie po to konkretne wydanie opatrzone bardzo ciekawymi komentarzami Deleuze'a i Agambena. Pierwszy odnosi się do wielu tekstów Mellville'a, więc zainteresuje osoby zaznajomione z jego twórczością. Drugi - jest zorientowany bardziej na logiczno-ontologiczny wymiar tego konkretnie opowiadania. Dla mnie miodzio. No i pogapcie się trochę w ścianę, powiedziawszy: "Wolałbym, wolałabym nie". To się może okazać bardzo twórcze.
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na 10 4 miesiące temu
Księga apokryfów Karel Čapek
Księga apokryfów
Karel Čapek
Dwadzieścia dziewięć krótkich opowiadań przedstawiających zdarzenia znane z mitologii, Biblii (Stary i Nowy Testament), historii i literatury w nowym opracowaniu. Oczywiście jest to swego rodzaju świadoma konwencja, pokazująca znane fakty w nowatorskim ujęciu przy użyciu współczesnego języka, pojęć i świadomości. Lekki pastisz i ironia. Czyta się w olbrzymiej większości świetnie. Historie są krótkie, na kilka stron i nie wszystkie demitologizują i demistyfikują swoich bohaterów. Np. już w przypadku pierwszej z nich przedmiotem szyderstwa autora nie jest bohater, ale ci, którzy go skazali (lub raczej skazaliby dziś, gdyby stanął przed sądem de facto politycznym). Analogicznie w przypadku Romea i Julii i ich „prawdziwej historii”. Čapek przewrotnie ustami jednej z postaci pyta, czyż „prawdziwa” historia (nudna z fabularnego punktu widzenia) nie jest piękniejsza, bardziej romantyczna i ciekawsza? I czy nie powinna otoczyć Julii jeszcze większą sławą? Z kolei taka np. „Święta noc” jest niesamowicie ludzka i bardzo humanistyczna, zaś „Obrazoburstwo” doskonale pokazuje naturalne ludzkie wady. „Cesarz Dioklecjan” z kolei, nie zmieniając historii, przedstawia alternatywną wersję motywacji władcy do prześladowań chrześcijan. Mniej „potworną”, bardziej logiczną ale przy tym absolutnie nie mniej odrzucającą. Karel Čapek pokazał, że ciekawe rzeczy dzieją się wszędzie wokół nas, ale my ich nie widzimy, oczekując cudowności, romantyczności, ekspresyjności działań, mów i gestów. A przecież znane nam z kultury wydarzenia mogłyby być właśnie tak odebrane przez współczesnych, jak przez nas te, przetworzone przez autora. I jeszcze jedno – oczywiste jest, że to nie są „odkryte” przez pisarza „prawdziwe” wersje tych wydarzeń. To tylko wariacje, ale bardzo ciekawe i inspirujące do myślenia. Do tego napisane z lekkim, delikatnym humorem autora, dziś niestety rzadkim. W zasadzie 7.5, ale z sympatii dla autora...
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na 7 3 miesiące temu
Kubuś, czyli uległość. Morderca nie do wynajęcia. Nosorożec. Król umiera, czyli ceremonie. Szaleństwo we dwoje Eugène Ionesco
Kubuś, czyli uległość. Morderca nie do wynajęcia. Nosorożec. Król umiera, czyli ceremonie. Szaleństwo we dwoje
Eugène Ionesco
Gdy kurtyna idzie w górę i teatr absurdu otwiera przede mną swoje podwoje to zaczynam wierzyć, że nadchodzi moment objawienia kwintesencji szaleństwa naszego świata. A ja, jak głupiec dający się otumanić niedokończonymi sytuacjami bez wyjścia, pośpiesznie zdążam ku swojemu miejscu na widowni, pełnej podobnych do mnie obserwatorów groteskowych postaci. Tak jak wszyscy, chcę móc nacieszyć oko karykaturami nas samych w krzywym zwierciadle, jakim są dramaty Eugène Ionesco. Chcę stanąć w awangardzie awangardy współczesnej dramaturgii i chłonąć to, czego nigdy wcześniej należycie nie doceniałem. Bo będąc świadkiem buntu wobec konformistycznej mentalności odczuwam, że jestem mniej bierny niż gdybym nie spojrzał na to wcale. O ileż łatwiej jest mi myśleć o syntezie tragizmu i komizmu, kiedy autor operuje teatralną magią. Światła już gasną, czas zacząć spektakl pełen fatamorgany. Polecenie Wam namiastki rzeczywistości nie mieszczącej się w wyobraźni, byłoby zbytnim uproszczeniem wobec wielkiej sztuki, którą miałem przyjemność oglądać. Chciałbym wykrzyczeć wszem i wobec, że udział w grze słów zaprezentowanej przez Ionesco, to jedno z największych wyróżnień jakie mogły mnie spotkać. Ta aberracja, którą chłonąłem z kilkuset kartek książki jest tak mało poprawna, że aż wstyd patrzeć. Chociaż pojęcie niepoprawności będzie zbyt słabym wyznacznikiem wszechogarniającego absurdu, wręcz przelewającego się ze sceny. Razem z nim, wśród zmieniających się dekoracji, aż ocieka od bezsilności głównych aktorów. To sami gruboskórcy z "Nosorożca" lub maniacy wzorowej śmierci z "Król umiera, czyli ceremonie". To towarzystwo spod ciemnej gwiazdy ogarnięte prowokacyjnymi halucynacjami. Pewnie niektórzy z Was powiedzą, że w utworach francuskiego dramaturga nie wiadomo o co chodzi. Ale właściwie czy ma to jakieś znaczenie? Po co doszukiwać się rzeczy możliwych, skoro niemożliwe również istnieją a przy tym są o wiele ciekawsze. Po co zachowywać logikę myślenia, skoro atmosfera zabójstwa w "Mordercy nie do wynajęcia" to próba świadomego ujrzenia człowieka pozbawionego świadomości. Eugène Ionesco to jeden wielki miraż opowiadający o bolesności istnienia i każdy kto chce spróbować go zobaczyć, musi zanurzyć się w opary uwodzicielskiej szarlatanerii. W jednej ze sztuk zafascynowały mnie pudełka wyciągane przez głównych bohaterów z kolejnych pudełek. Ta scena, która nigdy nie musiałaby się zakończyć, właśnie z powodu nieskończonej ilości pudełek, pokazuje jakim graczem jest współtwórca teatru absurdu. To błyskotliwy umysł, wyśmienicie odnajdujący się w zupełnym wariactwie. Niestety książkowa kurtyna prędzej czy później opadnie i pozostanie niedosyt. W moim wypadku to niezaspokojenie będzie się przejawiać tym, że tak naprawdę nigdy nie byłem na żadnej sztuce Ionesco. Wszystko co przeżywam w związku z nim, ma miejsce jedynie za sprawą efemerycznych złudzeń, powstałych w wyobraźni po przeczytaniu tych kilku dramatów wybranych dla czytelników przez Oficynę Wydawniczą Mireki. Mam nadzieję, że uda mi się szybko nadrobić zaległości bo udział w anormalności stającej się zwyczajnością jest ogromnym doznaniem. Tak bardzo chciałbym następnym razem spotkać wspaniałego twórcę niedorzecznych ideałów na deskach teatru.
czytający - awatar czytający
ocenił na 10 9 lat temu
Powszechna historia nikczemności Jorge Luis Borges
Powszechna historia nikczemności
Jorge Luis Borges
Wszyscy bez wyjątku pisarze iberoamerykańscy zaczynali swoją karierę literacką jako komuniści lub lewacy. Nie powinno to dziwić, bo tylko tacy mieli szansę na reklamę, tłumaczenia i milionowe nakłady we wszystkich krajach świata, w zamian mieli pełnić dla Sowietów rolę pożytecznych idiotów i tuby propagandowej socjalizmu. Jeśli byli jacyś lepsi, pozostali nieznani, bo nie tłumaczeni i reklamowani. Do teraz nic się nie zmieniło, wystarczy być stalinistką, podpisać Rezolucję popierającą wykonanie wyroku śmierci na księdzu katolickim (Józef Lelito), albo ogłosić się feministką, pomachać tęczową flagą, dreptając w pochodzie i wszędzie deklarować, że nie ma się nic wspólnego z Kościołem katolickim, i co? I Nobel. Nie przeszkadza fakt, że nie potrafi się składać zdań w coś sensownego, a książki ledwo odbijają się od grafomani, którą maskuje, szantażują czytelnika, stwierdzeniem, że nie pisze dla idiotów (sic!). W latach 70-tych była popularna seria prozy iberoamerykańskiej, dziesiątki książek, różnych autorów, których już nikt nie pamięta. Kilku pisarzy się przebiło i zdobyło uznanie: Llosa, Marquez, Cortazar, Fuentes. Część z nich po zdobyciu sławy zmieniła swoje poglądy polityczne, czemu trudno się dziwić, w końcu to ludzie inteligentni. To literatura inna niż europejska, ale wcale nie gorsza. Wiele tych książek przeczytałem z prawdziwą przyjemnością, jedne są lepsze, inne takie sobie, dlatego dla tych, które przeczytałem, zbiorcze 8 gwiazdek. Ta należy do jednych z lepszych. POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Poezje zebrane Alberta Caeiro. Heteronimia Fernando Pessoa
Poezje zebrane Alberta Caeiro. Heteronimia
Fernando Pessoa
Uważany za najwybitniejszego portugalskiego poetę XXego wieku Pessoa pisał pod wieloma nazwiskami, sam zapoczątkował użycie heteronominu - czyli alternatywnej osobowości ( także życiorysu) i wielokrotnie z nich korzystał. Był barwną postacią, uważany za twórcę modernistycznego ( żył w latach 1888- 1935), moim zdaniem prezentował poglądy wyprzedzające przynajmniej o sto lat sobie współczesnych. Znalazłam w nich duchowość buddyjską, suficką i współczesny nurt psychologiczny związany z Ekhartem Tolle. Zbiór poezji, który właśnie skończyłam przypomina mi poprzez skojarzenia odrobinę ducha Whitmana, jest w nim umiłowanie natury, prostota, szczerość, jednocześnie jest ateistyczny i związany z symboliką chrześcijańską. Można w tej poezji znaleźć paradoksy filozoficzne ale też prawdziwe olśnienia. Choć tak odżegnujący się od mistyki był według mnie Pessoa właśnie mistykiem, czyli takim człowiekiem, który nie potrzebuje pośredników, instytucji, kościołów by doświadczać sacrum, by stać się jego częścią. Sam pisał o sobie, że lubi otaczać się światem fikcji, stąd wymyślanie swoich nowych poetyckich tożsamości ich perypetii i okoliczności życia, śmierci. Jakby przeżywał alternatywne życia w wyimaginowanych rolach. Co niezwykłe, jego wcielenia, wydają się być skrajnie odmienne - podobnie jak poezja którą reprezentują, świadczy to o niezwykłej wszechstronności Possoa, o oryginalności i dystansie do świata. Samo nazwisko Pessoa - znaczy osoba - choć to prawdziwe nazwisko autora wydaje się ono relatywizować kwestię tożsamości poety, być może jego samego ten fakt pchnął do poszukiwań innych nazwisk i osobowości. Skoro bowiem nazywał się Pessoa, mógł nazywać się jakkolwiek... W tomie „Poezje zebrane Alberta Caeiro” zostaje nam zaprezentowany talent poetycki młodego wieśniaka - Alberta Caeiro, którego dokładny opis życia znajdujemy w książce. Można ulec złudzeniu, że mowa tu o odkrytym przez Pessoa, na zapadłej wsi, młodym talencie. Caeiro pisze prosto, jest w jego wierszach naiwność, a może raczej niewinność, negacja intelektualizmu, zwrot ku naturze jako źródle zrozumienia. Żyje tu i teraz, każde doświadczenie jest świeże, jednorazowe. Nasza świadomość jest chwilową iluminacją. Twórczość Caeiro jest zaprzeczeniem dekadencji i filozoficznego bełkotu, podając czytelnikowi mądrość na tacy jak wiejskie danie, pełne smaku. Najlepiej będzie kiedy sami spróbujecie poczytać – Polecam!
zuma939 - awatar zuma939
ocenił na 10 7 lat temu
Śmierć w Wenecji. Nowele Thomas Mann
Śmierć w Wenecji. Nowele
Thomas Mann
Długo szukałam tego opowiadania Thomasa Manna. Przyciągał mnie tytuł, a jednak spotkało mnie lekkie rozczarowanie, bo jakoś tym razem nie umiałam zachwycić się prozą tego wspaniałego pisarza. Jego „Czarodziejska góra” czy „Buddenbrokowie” są dla mnie niezapomniane. Może zaskoczenie tematem spowodowało, że jakoś mnie to nie porwało. Moralnie nic mnie nie uwierało, chociaż fascynacja starszego pana na punkcie młodego chłopca przechodząca w obsesję mogłaby wydawać się niesmaczna. Ale od czego w końcu jest literatura? W teorii może opisać i przeanalizować wszystko to, co zakazane lub moralnie niepoprawne w rzeczywistości. Napisane na początku XX wieku musiało być nowatorskie i odważne. Stary Gustaw jak stara wenecka kurtyzana tęskni za młodością i świeżością, ale jego czas już minął. Obawia się choroby i śmierci, ucieka przed nią, jak ćma leci do ognia, tak on lgnie do młodości, ale w tej pogoni z góry skazany jest na porażkę. Stary i samotny przegrywa nierówną walkę. W ogólnym wydźwięku smutna i fatalistyczna, pełna tęsknoty za pięknem i niewinnością. Homoseksualny aspekt nie jest tu tematem przewodnim, ale sposobem na pokazanie tej nostalgicznej tęsknoty. Zawiera w sobie sporo symbolik, ale przesłuchanie audiobooka nie pomogło w uważnym rozpoznaniu tych znaczeń. Jak dla mnie pokazuje tylko jedną z twarzy Wenecji – fascynującą, ale zarazem niepokojącą, wręcz nieprzyjazną i groźną. Chyba wrócę do tego opowiadania jeszcze raz za jakiś czas.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 6 7 dni temu
Księga piasku Jorge Luis Borges
Księga piasku
Jorge Luis Borges
Był motyw lustra, labiryntu i nieograniczonej zbiorami biblioteki. W „Księdze piasku” Borges ponownie porzuca realność, pozostając blisko naturze człowieka. I choć nie każde opowiadanie we mnie "osiadło", wciąż pamiętam pierwsze, w którym sześćdziesięcioletni autor spotyka młodzieńca, samego siebie sprzed wielu lat. To nieustanne powracanie do wątku zapętlenia i nieskończoności jest jak chłodny dotyk nieuchronnej śmierci czekającej na końcu korytarza – to początek czy koniec drogi (spójrzcie na śmierć w fantastycznym „Krążku”)? A może tylko przejście miedzy pokojami? Sam tekst – jeśli zostanie przeczytany, stanie się opowiadaniem dla autora; Borges dopuszcza się autoironii mówiąc ustami siebie starszego, że jedyne co wie, to że napisze (a jednocześnie napisał) zbyt wiele książek. W „Ulrice”, noweli o nieszczęśliwej miłości, znajdziemy odwołania do Nibelungów. „Kongres Świata” zaczyna się jak utopijna przypowieść o debacie nad szczęściem wszystkich ludzi, a jednocześnie przypomina o losie ksiąg, które płonęły na stosach niebezpiecznych idei. „There are more things” ociera się o krwawe zjawy i duchy w stojącym nad mokradłami Czerwonym Domu. Potworny obraz stołu operacyjnego przypominającego kształtem amfisbenę odbija się w lustrach w kształcie litery V… „Zwierciadło i maska”, jakże borgesowskie w brzmieniu i formie, jest nowelą o ogniu spalającym twórcę słów i sile, a jednocześnie marności świeckiej władzy. Książka jest bohaterką opowiadania tytułowego – i znów autor powraca do nieskończoności, „uwięzienia” człowieka-czytelnika w mocy słów pisanych w Księdze Piasku, istoty niegodnej, by obcować z jej potęgą (stąd też najlepiej ją… zgubić). Wracają więc w zbiorze wątki znane z „Alefu” czy „Fikcji” – dajmy na to sobowtóra czy tajemnic zaklętych w starożytnych opowiadaniach i mitach. Można, jeśli posiada się dostatecznie szerokie horyzonty, łapać pewnie z dziesiątki nici, które autor pozaplątywał między zdaniami (Lovercraft? Kafka?). Mnie pozostaje wciąż nieudolna próba ogarnięcia tej prozy, do której wciąż będę wracać.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 26 dni temu

Cytaty z książki Wykłady amerykańskie. Sześć przypomnień dla przyszłego tysiąclecia

Więcej
Italo Calvino Wykłady amerykańskie Zobacz więcej
Italo Calvino Wykłady amerykańskie Zobacz więcej
Italo Calvino Wykłady amerykańskie Zobacz więcej
Więcej