Westerplatte: Załoga śmierci

Okładka książki Westerplatte: Załoga śmierci
Krzysztof WyrzykowskiMariusz Wójtowicz-Podhorski Wydawnictwo: Milton Media Seria: Kroniki Epizodów Wojennych komiksy
124 str. 2 godz. 4 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
Kroniki Epizodów Wojennych
Data wydania:
2004-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-09-01
Liczba stron:
124
Czas czytania
2 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8392087801
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Westerplatte: Załoga śmierci w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Westerplatte: Załoga śmierci

Średnia ocen
7,5 / 10
44 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
648
147

Na półkach:

Nie przepadam za książkami graficznymi, ten rodzaj przekazu do mnie zazwyczaj nie przemawia. Tym razem jednak z ręką na sercu mogę polecić komiks - perełkę, za przeczytaniem którego przemawia wszystko. Po pierwsze tematyka - ważna - polski wrzesień 1939 roku był wyjątkowo piękny i wyjątkowo tragiczny, także dla załogi Westerplatte, po drugie wiedzę o placówce, siedmiu dniach obrony zapodaje nam ekspert, prawdziwy znawca tematu, po trzecie świetne czarno - biało rysunki. Na koniec - wisienka na torcie, czyli epilog zawierający nie tylko informacje dla fanów wojskowości i uzbrojenia, ale także fakty, które "prostują" historię tej bohaterskiej obrony, zwłaszcza tą dotyczącą dowódcy Westerplatte z którego komuna zrobiła bohatera i jego zastępcy - faktycznie dowodzącego obroną placówki.
Zachęcam gorąco do przeczytania ... ukłony dla autorów

Nie przepadam za książkami graficznymi, ten rodzaj przekazu do mnie zazwyczaj nie przemawia. Tym razem jednak z ręką na sercu mogę polecić komiks - perełkę, za przeczytaniem którego przemawia wszystko. Po pierwsze tematyka - ważna - polski wrzesień 1939 roku był wyjątkowo piękny i wyjątkowo tragiczny, także dla załogi Westerplatte, po drugie wiedzę o placówce, siedmiu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

91 użytkowników ma tytuł Westerplatte: Załoga śmierci na półkach głównych
  • 55
  • 35
  • 1
33 użytkowników ma tytuł Westerplatte: Załoga śmierci na półkach dodatkowych
  • 19
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Westerplatte: Załoga śmierci

Inne książki autora

Mariusz Wójtowicz-Podhorski
Mariusz Wójtowicz-Podhorski
Mariusz Wójtowicz-Podhorski - ur. w 1973 r. w Gdańsku. Wytrwały tropiciel zabytków, archiwaliów i pamiątek związanych m.in. z obroną Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, a także miłośnik techniki wojskowej i historii II w.ś. Spadochroniarz, płetwonurek, motorowodniak; od 1992 r. zajmuje się czynnie strzelectwem bojowym. Wielokrotny uczestnik szkoleń powadzonych przez instruktorów wojskowych jednostek specjalnych zkraju i zagranicy. Organizator i uczestnik także wielu ekspedycji, w tym m.in. pierwszej polskiej wyprawy badawczej "Sophie X" na wrak pancernika "Schleswig-Holstein" (wrzesień 2008). Jedna z jego trekkingowych samotnych wypraw przez Saharę wyróżniona została w konkursie "Podróżnik Roku" Magazynu "Podróże". Historyk obrony Westerplatte, uznany ekspert w tej dziedzinie. Tematowi obrony Westerplatte poświęcił wiele lat intensywnych badań, co zaowocowało m.in. pierwszą monografią bitwy o Westerplatte mającej objętość prawie 700 stron ("Westerplatte 1939. Prawdziwa historia", wyd. 2009). Pomysłodawca i współautor (scenariusz) paradokumentalnego komiksu wojennego "Westerplatte. Załoga śmierci" (wyd. 2004) z serii Kroniki Epizodów Wojennych. Tom II KEW zatytułowany "Pierwsi w boju. Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku" ukaże się 1 września 2010 r.. Na temat obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej opublikował wiele artykułów. Inicjator rewitalizacji Westerplatte oraz budowy nowoczesnego Muzeum Westerplatte, współzałożyciel i prezes działającego od 2003 r. Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, zajmującego się ratowaniem, ochroną i rekonstrukcją zabytków oraz historycznych miejsc na terenie byłej WST, mającym na koncie wiele spektakularnych sukcesów, w tym m.in. zainicjowanie rozpoczęcia intensywnych prac zmierzających do nadania temu miejscu wyglądu z 1939 r., sprowadzenie do Polski zabytkowych armat wz. 02 i wz. 36 Bofors, czy odnalezienie przedwojennego serwisu porcelanowego z kasyna oficerskiego z Westerplatte. Pełnomocnik Wojewody Pomorskiego ds. rewitalizacji Westerplatte w l. 2006-2008. Kierownik Muzeum Westerplatte - oddziału Muzeum Historii Polski od listopada 2007 do października 2008.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krwawe gody Jean Van Hamme
Krwawe gody
Jean Van Hamme Hermann Huppen
Van Hamme jest wielkim pisarzem, podobnie jak Hermann rysownikiem. Pewnego razu obaj panowie wpadli na pomysł napisania dość dziwnej powieści, w której dwoje upartych mężczyzn, w wyniku głupiej sprzeczki, doprowadziło do śmierci kilkorga ludzi. Brzmi trywialnie, a mimo to Krwawe gody zawierają pewną unikalną prawdę. Pokazują jak mały spór może przerodzić się w otwartą wojnę, w której giną niewinni. Tylko dlatego, że dwoje upartych ludzi, nie umie odpuścić i każdy musi postawić na swoim, ciągle się usprawiedliwiając. Wplątują wtedy oni w ten konflikt nie tylko swych bliskich oraz podwładnych, ale również osoby, które pojawiły się na arenie w nieodpowiednim miejscu i czasie. Sam Van Hamme zwraca na to uwagę czytelnika już na pierwszej karcie komiksu, gdzie opowiada długą, wręcz blisko dziesięciu letnią, historię jego powstania. A wszystko zaczęło się od imprezy, na której pewien nieznajomy opowiedział pisarzowi wesoła anegdotę o weselu i pomidorach nadziewanych nieświeżymi krewetkami. Jean Van Hamme opisuje na początku przyczyny powstania Krwawych godów oraz, tak jak w sztuce teatralnej do której stale się odnosi, przedstawia wszystkich bohaterów tej tragedii. W sumie jest ich trzydzieścioro, włącznie z psem odgrywającym krótką, ale jakże istotną rolę w całym tym przedstawieniu. Dwadzieścia dziewięć osób oraz pies, wiejski hotel w którym odbywa się wesele oraz nieudana przystawka, od której rozpoczął się cały ten konflikt. Autorzy jednak już na początku zadają nam pytanie. Czy opisane tutaj wydarzenia nastąpiły z powodu głupiego incydentu, a może chodziło zwyczajnie o ludzką głupotę? Dramat rozgrywa się na wsi w małym pensjonacie o ciekawej nazwie Farma mańkuta. Odbywa się tam właśnie skromny obiad weselny, który sponsoruje ojciec pana młodego Jean Maillard. Człowiek majętny, wpływowy w lokalnej gminie, ale jednocześnie bardzo wybuchowy, agresywny i nieustępliwy. Jak sam przyznaje nigdy nie waha się sprowokować wojny, zawsze będąc pewnym swych racji oraz wygranej. Po drugiej stronie barykady mamy właściciela pensjonatu, Franza Bergera, Luksemburczyka z pochodzenia, który również nie grzeszy cierpliwością oraz łagodnym usposobieniem. Na początku posiłku pomiędzy dwoma mężczyznami dochodzi do kłótni o świeżość jednej z przystawek - pomidorów faszerowanych krewetkami. Każdy obstawia przy swoim, żaden nie chce ustąpić, zatem Maillard docyduje o zmianie lokalu. Akurat w tej chwili jego synowa oraz żona są w łazience, co wykorzystuje Berger i je tam zamyka. Kiedy goście opuszczają pensjonat, zatrzaskuje im bramę i mówi Maillardowi, że odda mu kobiety, kiedy ten zapłaci czek za obiad weselny. To doprowadza do serii wydarzeń, które zakończa się śmiercią kilku oraz milionowymi stratami. Komiks w rewelacyjny sposób pokazuje kolejne etapy rodzące wojnę. Od początkowej sprzeczki, podszytą uporem z obu stron, przez powolne zaognianie sytuacji, podczas których dochodzi do nieporozumień oraz popełniania błędów przez oba obozy, po tragiczny finał w formie otwartej wojny, podczas której zawsze giną niewinni. Autorzy umiejętnie pokazali to na hotelowych gościach, z których każdy ma inne podejście do całego konfliktu. Małżeństwo akademickich naukowców, nie chcące brać udziału w sprzeczce pokazuje dwie skrajności - on ma na wszystko filozoficzną teorię i się upija, ona stara się być mediatorem, którego i tak niemal wszyscy lekceważą. Kongresmen spędzający weekend z kochanką, stara się nie mieszać, aby nie zdradzić miejsca swego pobytu i nie daj Bóg pobrudzić ręce. Były angielski wojskowy staje po jednej ze stron, jednocześnie każąc swej rodzinie się nie mieszać, co oczywiście nie ma szans na zaistnienie, skoro głowa rodziny wtrąca się w cały konflikt. Każda z tych osób odgrywa mała, jednak za każdym razem niezwykle istotną rolę w całym dramacie, popychając trwający spór w stronę otwartej wymiany ognia. Jednak największą winę ponoszą za to dwaj przywódcy - Maillard oraz Berger. Żaden nie umie pójść na kompromis, żaden nie myśli o kapitulacji i stawia na szali wszystko aby tylko udowodnić światu, że to on jest lepszy, zmyślniejszy i ma rację. Angażują zatem wszystkie siły oraz środki jakie posiadają, jednak w gorączce przygotowań zapominają o drobiazgach. To powoli zaczyna doprowadzać do sytuacji gdzie tracą kontrolę nad osobami jeszcze bardziej narwanymi od nich, mającymi spore skłonności ku przemocy, szczególnie wobec słabszych. Finał tego typu nieporozumień oraz pomyłek może być tylko jeden - śmierć. Krwawe gody to naprawdę dopracowane dzieło, co zresztą widać na każdym kroku. Typowy dla Hermanna rysunek, zmyślnie napisana przez Van Hamme'a fabuła oraz umiejętnie dobrana kompozycja barw sprawiają, że album czyta się niezwykle szybko. Co więcej zapada on w pamięci, w szczególności zaś ostatnia karta, która w milczeniu podsumowuje cały ten koszmar, jaki rozegrał się na naszych oczach. Mawiają że ludzka głupota nie zna granic i chyba udało się to ładnie zilustrować. Krwawe gody to swego rodzaju manifest antywojenny, ale przede wszystkim ostrzeżenie przed naszą arogancją, uporem oraz zwykłą, najzwyklejszą głupotą.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Orbital #01: Blizny Sylvain Runberg
Orbital #01: Blizny
Sylvain Runberg Serge Pelle
Zanim omówię ten komiks - krótkie ostrzeżenie: "Blizny" to żaden tom 1 Orbitalu, tylko 1.1. Narracja kończy się niezgorszym cliffhangerem w samym środku historii, więc upewnijcie się przed lekturą, że macie dostęp do tomu 1.2 "Pęknięcia". Przy pierwszym pobieżnym przeglądaniu tego tomu zwróciłem uwagę na bardzo oszczędną paletę, operującą przede wszystkim tonami szarości i brązów. Jednym z najjaskrawszych kolorów zdaje się być pewien rodzaj rdzawoburej czerwieni. Muszę jednak przyznać, że taka kolorystyka bardzo dobrze się sprawdza, zwłaszcza przy przedstawianiu otoczenia o dużej wilgotności powietrza i małym nasłonecznieniu (mocny opad śniegu, rzęsisty deszcz, kopalniane podziemia). Ponieważ Serge Pellé przeszedł do komiksu ze świata reklamy, gdzie rysował często przeróżne gadżety, nie ma on żadnych problemów z przedstawieniem techniki światów Orbitala - czasami ma się nawet wrażenie oglądania rysunków technicznych. Kreska tego Francuza łączy takie elementy z pracą z flamastrami, co daje czasami bardzo ciekawe efekty przy teksturach. Nie zawsze wychodzi mu to perfekcyjnie, ale ogólnie jest dobrze. Scenariusz zapożycza typowy dla space-opery setting: Para nowych agentów à la Valerian & Laurelina zostaje świadomie wysłana na bardzo trudną misję, podczas której pojawiają się kolejne, przyjazne lub wrogie postaci. Całość kończy się bardzo dramatycznie, ale, jak wspominałem, jest to tylko cliffhanger do następnego tomu. Sylvain Runberg wykreował interesujący plot i ciekawych protagonistów. Na razie widzę tutaj naszą Unię Europejską w krzywym zwierciadle SF, co jest obiecującym początkiem historii. Ludzie jako rasa nie są tutaj bynajmniej świętoszkami, ale i wśród innych ras znajdzie się sporo złoczyńców. Aby jednak sprawiedliwie ocenić scenariusz trzeba koniecznie przeczytać tom 1.2.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na 7 5 lat temu
Bez przebaczenia Hermann Huppen
Bez przebaczenia
Hermann Huppen
W dzieciństwie zostałem zarażony miłością do westernów, choć nie przetrwała ona próby czasu w swej pierwotnej formie. Dziś nadal chętnie sięgam po ten gatunek i uwielbiam takie serie komiksowe jak choćby "Comanche", ale to już nie to samo zauroczenie co dawniej. Jednak czasem lubię wrócić na Dziki Zachód, szczególnie jeśli ten jest pokazany od swej mrocznej, bardzo brutalnej strony. "Bez przebaczenia" należy właśnie do takich historii. Zwięzła, brutalna opowieść o ludziach zabijających bez skrupułów. Jedni kryją się za płaszczykiem prawa inni nawet nie noszą maski. Jednak każdy z zabójców miał swój początek na drodze śmierci, często wcale nie taki oczywisty jakby się mogło wydawać. Fabuła skupia się głównie na dwóch postaciach. Pierwszą jest Buck Carter - przestępca, morderca i człowiek nie szanujący innych. Pod płaszczykiem zwykłego obywatela dopuścił się wielu zbrodni, za które nie ma zamiaru odpowiadać. Ściga go niejaki Masterton, szeryf federalny o rękach równie mocno pokrytych krwią niewinnych ludzi co u Cartera. Starcie tych dwóch mężczyzn szybko staje się prywatnym pojedynkiem w oczach czytelnika, przez co ciekawiej się to czyta. Do tego scenariusz nie przewiduje taryfy ulgowej dla nikogo w tym konflikcie. Winny czy nie, stary czy młody, kobieta lub mężczyzna - dla Cartera i Mastertona nie ma znaczenia kogo zabiją, byle dopaść tego drugiego. Tak naprawdę nie różni ich nic. Pierwszy zabija w imię zysku jako przestępca, a drugi robi to samo, tyle że z gwiazdą szeryfa na piersi. Jeden i drugi są gotowi poświęcić, każdego, nawet własną rodzinę, aby tylko wyjść cało z opresji i się na tym obłowić. Dlatego czytelnik czuje wręcz odrazę do tych postaci, jednocześnie zdając sobie sprawę, że są oni bardzo realistycznie zobrazowani. Na dalszym planie mamy kolejnego mężczyznę, w praktyce nastolatka, któremu nie było dane spokojnie dojrzeć i został pożarty przez zemstę obu rewolwerowców. Chodzi o syna Cartera, Jeba. Chłopak staje się ofiarą zarówno ojca jak i ścigającego go szeryfa oraz jego ludzi. W efekcie tego zmienia się i przeobraża w potwora, do którego łatwo dopiąć łatkę mordercy bez sumienia. Osamotniony, ścigany i pozbawiony złudzeń co do przyszłości szuka swego miejsca na świecie pałając nienawiścią do ludzi, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego kim się stał. Tak naprawdę to jego historia jest tutaj najbardziej poruszająca i przykuwa uwagę widza. Po zakończeniu lektury pamiętamy też tylko młodego Jeba Cartera, gdyż reszta wydaje się przy nim tandetną historyjką wałkowaną milion razy w wszelkiej maści książkach lub filmach. Jednak to trochę za mało aby przyciągnąć uwagę czytelnika na dłużej. Owszem, rysunki są dobre, scenariusz poprawny, a całość czyta się naprawdę przyjemnie. Do tego w całej opowieści nie ma słodzenia, pójścia na skróty czy cukierkowego zakończenia. Mimo wszystko jesteśmy wstanie sporo przewidzieć, a i całość niespecjalnie nas zaskakuje. W moim wypadku, jako osoby która już nie wraca tak często do Westernów, była to przygoda jednorazowa. Miła, o ile mogę użyć tego słowa w odniesieniu do tego komiksu, ale nadal nie czuję chęci powrotu do tej historii. Z drugiej strony jest ona napisana tak realistycznie, że fanom tego typu formy może bardzo się spodobać. Najlepiej więc w tym wypadku sprawdzić samemu i, tak jak w życiu, przekonać się na własnej skórze z czym mamy do czynienia.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Barbarella Jean-Claude Forest
Barbarella
Jean-Claude Forest
"Przybywa z Ziemi, planety z oddali z innego czasu i innego świata. Niesie nam miłość, a wojnę obali i nieprzyjaciół pieszczotą oplata..." Najgorszym grzechem czytelnika w przypadku "Barbarelli" byłoby rozpatrywanie albumu tylko pod kątem fantazji erotycznych. Fantazje owszem, istnieją, ale mają ścisły związek z konwencją i konkretnym czasem. "Barbarella" bowiem to pocisk miłości, kolejny gwóźdź do purytańskiej trumny. Jako wyraz emancypacji jest nie tylko komiksem inteligentnym, ale też świadomym i zabawnym. W tej samoświadomości jest to album również niezwykle uczciwy. Zabawne jest natomiast to, że główna bohaterka wydaje się być ponad tym wszystkim, ponad gatunkiem, w którym umiejscowił ją w 1962 roku Jean‑Claude Forest. "Barbarella" to przede wszystkim dzieło głęboko zakorzenione w swojej epoce. Kamp, era Wodnika, seksualna rewolucja. Barbarella jako emisariuszka wszystkich wolnościowych petycji niesie w sobie niezliczone pokłady uroku. Jej bronią jest naturalny wdzięk i seksapil. Fabularnie to kwintesencja frymuśnej absurdalnej space-opery. Młoda kosmiczna podróżniczka i awanturniczka, najczęściej odziana skąpo (lub nierzadko w ogóle) przemierza galaktykę trafiając na niezwykłe światy i osobliwe cywilizacje. Wplątuje się w lokalne konflikty, polityczne intrygi, doświadcza naukowych eksperymentów. Oprócz tego prowadzi kosmiczny cyrk (delirium, nazwa jak znalazł) i odwiedza coraz bardziej abstrakcyjne światy. Opowiastki mają epizodyczny charakter, co kilka plansz możemy znaleźć się z główną bohaterką w zupełnie innym miejscu i w zupełnie innym czasie. Jean‑Claude Forest doskonale wie jakim materiałem dysponuje. Łączy science fiction, erotykę i surrealistyczny humor. Natomiast ona, emisariuszka tylko pozytywnych wartości, świadoma swojej seksualności, niezależności i kobiecej siły stała się jednym z wielu symboli wyzwolenia. Lekka kreska autora, która wychodzi jasno ze szkicu, fantastycznie kontrastuje z gęsto przedstawionymi światami. Tak, światami, bo ta wspomniana epizodyczna struktura "Barbarelli" to również cały kalejdoskop kosmicznych środowisk. Czegoż tu nie ma! Od razu trzeba zaznaczyć, że Mirosław Birek wspiął się na translatorskie Himalaje kreując wszystkie te nazwy własne. Mniemam, że trudna była to walka, ale każda jedna potyczka wygląda na tą zwycięską. Odważny wizerunek nowoczesnej kobiety, symboliczna kulturowa zmiana i jasny sygnał dla rzeszy innych twórców, że to już jest ten moment, gdy komiks dla dorosłego odbiorcy ma rację bytu. Przetarte szlaki i sygnał dla innych? Jasne, ale "Barbarella" nawet jeżeli nosi znamiona bycia ramotką, to dzielnie przetrwała po dzień dzisiejszy. Mimo upływu kilku dekad wciąż pulsuje energią. Rysunek wciąż potrafi zachwycić, a treść przyprawić o zawrót głowy.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 7 3 miesiące temu
Bradl tom 1 Marek Oleksicki
Bradl tom 1
Marek Oleksicki Tobiasz Piątkowski
𝗗𝗢𝗦𝗞𝗢𝗡𝗔Ł𝗬 ! 𝗣𝗥𝗔𝗪𝗗𝗭𝗜𝗪𝗔 𝗛𝗜𝗦𝗧𝗢𝗥𝗜𝗔 𝗣𝗢𝗟𝗦𝗞𝗜𝗘𝗚𝗢 𝗦𝗨𝗣𝗘𝗥𝗕𝗢𝗛𝗔𝗧𝗘𝗥𝗔 ! Komiks powstał na kanwie losów jednego z uczestników powstania warszawskiego *Kazimierza Leskiego "Bradla". Podoba mi się graficzna strona i wciągająca fabuła, akcja płynie wartko, a mroczne życie w konspiracji lekko przerysowanych postaci intryguje. 𝗗𝗟𝗔 𝗠Ł𝗢𝗗𝗬𝗖𝗛 𝗜 𝗧𝗬𝗖𝗛 𝗦𝗧𝗔𝗥𝗦𝗭𝗬𝗖𝗛 - 𝗣𝗢𝗟𝗘𝗖𝗔𝗠 ! 𝗡𝗜𝗘 𝗧𝗬𝗟𝗞𝗢 𝗭𝗘 𝗪𝗭𝗚𝗟Ę𝗗𝗨 𝗡𝗔 𝗖𝗭𝗔𝗦 - 𝗦𝗜𝗘𝗥𝗣𝗡𝗜𝗘Ń. 𝗞𝗔Ż𝗗𝗬 𝗦𝗣𝗢𝗦𝗢́𝗕 𝗝𝗘𝗦𝗧 𝗗𝗢𝗕𝗥𝗬, Ż𝗘𝗕𝗬 𝗣𝗔𝗠𝗜Ę𝗧𝗔Ć ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝗗𝗟𝗔 𝗖𝗜𝗘𝗞𝗔𝗪𝗦𝗞𝗜𝗖𝗛 : *𝗞𝗮𝘇𝗶𝗺𝗶𝗲𝗿𝘇 𝗟𝗲𝘀𝗸𝗶, 𝗽𝘀. „𝗕𝗿𝗮𝗱𝗹” - ur. 21 czerwca 1912 w Warszawie, zm. 27 maja 2000 tamże – polski inżynier mechanik, wynalazca, doktor nauk humanistycznych, pułkownik pilot Wojska Polskiego. Uczestnik kampanii wrześniowej, oficer wywiadu i kontrwywiadu Armii Krajowej w ramach Oddziału II Informacyjno-Wywiadowczego, dowódca kompanii „Bradl” batalionu Miłosz w powstaniu warszawskim. Za męstwo odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i 3-krotnie Krzyżem Walecznych. W latach 1994–1997 prezes Związku Powstańców Warszawskich. Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, honorowy obywatel miasta stołecznego Warszawy. Był wnukiem bankiera Kazimierza Natansona i synem neofity pochodzenia żydowskiego inżyniera Juliusza Stanisława Natanson-Leskiego i Marii z domu Olszyńskiej herbu Pniejnia. Jego siostra Anna Leska była pilotką Wojska Polskiego, pierwszą kobietą i jedną z trzech Polek w brytyjskiej pomocniczej służbie rozprowadzającej samoloty Air Transport Auxiliary. więcej na wiki.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 8 2 lata temu
Ratboy Krzysztof Owedyk
Ratboy
Krzysztof Owedyk
Wrzucam swoją recenzję komiksu, którą dawno temu napisałem dla Kzet. Nie wiem czy jest dobra, bo pisana dawno temu, ale nic w niej nie będę zmieniał. :) Okazuje się, że nawet na Górnym Śląsku żyją superbohaterowie. Dziś dowiesz się drogi czytelniku, dlaczego warto kupić komiks o pewnym katowickim mścicielu. Każda mroczna postać musi mieć swego rodzaju origin. Pierwsza wzmianka o Ratboyu pochodzi z ust generała Szłapy, który zaniósł małego chłopca o mysiej twarzy do domu dziecka prowadzonego przez siostry św. Witolda. Jak twierdzi sam autor komiksu – „wiele mogło wskazywać na to, iż generał Szłapa mógł być jego ojcem”. Niestety wojskowy nie ukazuje nam się jako pozytywna postać. Najpierw oddał małego chłopca na wychowanie siostrom, a po 20 latach zamierza przeprowadzać na nim eksperymenty. Ale dlaczego? Czyżby Ratboy, poza osobliwym wyglądem, posiadał jakieś przydatne wojsku moce? Dokładnie tak. Jedną z – nazwijmy to – super umiejętności tytułowego bohatera komiksu jest swobodne przeciskanie się przez rury kanalizacyjne, niczym postać z jednego z pierwszych odcinków „Z archiwum X” pt. „Squeeze” (wspomina o tym nawet sam autor w przypisach). Pamiętam swoje lęki z dzieciństwa, kiedy po obejrzeniu tego epizodu, przez co najmniej rok bałem się chodzić do łazienki za potrzebą. Nie dziwota zatem, że nocny stróż w pewnym katowickim banku był przerażony wizytą „dużego szczura”, który nie wszedł jak normalny człowiek przez drzwi. O właśnie, cały Ratboy. Potrafi nawet napaść na bank. Wyglądem przypomina Myszkę Miki z kreskówek Disneya. Nie jest jednak słodką postacią z bajek dla dzieci, a szczurem-anarchistą, który nie waha się sięgnąć po broń (choć jak sam mówi, po broń defensywną), czy też dopuścić się porwania. Człowiek-szczur nie stoi jednak po ciemnej stronie mocy. Wręcz przeciwnie. Jest raczej postacią pozytywną. Przede wszystkim – delikatnie mówiąc – nie przepada za władzą i zniszczonym przez pogoń za pieniądzem społeczeństwem. Kradnie pieniądze z banku tylko tym najbogatszym, aby biednym było lepiej (niezły Robin Hood, prawda?), porywa gnieźnieńskiego biskupa, aby władza wypuściła młodych chłopaków, wtrąconych do więzienia za odmowę odbycia służby wojskowej, itp. Pomaga nawet zakonnicy, która padła ofiarą niewybrednych żartów ze strony współpasażerów podróży. Jest to nieco zaskakujące, ponieważ w komiksach Krzysztofa Owedyka mamy najczęściej do czynienia z pojazdem po wszystkim, co z kościołem związane. Fani Prosiaka, nie martwcie się jednak – przygoda z zakonnicą to wyjątek od reguły. Klerowi dostaje się w „Ratboyu” nie raz i nie dwa. Prawie każdy fajny komiksowy bohater ma przyjaciela, tak jak Batman ma Alfreda. A Ratboy? Arcyzabawnego udomowionego szczura. Ponieważ mieszkanie naszego młodego anarchisty znajduje się w kanałach, gryzoń nie miał chyba nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Szczur to taki katowicki Alfred. Potrafi dogryźć głównemu bohaterowi kąśliwą uwagą i ma łeb na karku. I w końcu najważniejsze: to z jego ust (pyszczka?) padają najmądrzejsze słowa w całym komiksie, które pozwolę sobie w tym miejscu zacytować w całości: „Pieniądze! Phi! Ludzie to potrafią być głupi! Wymyśleć sobie tak bezwartościową rzecz by ta kierowała ich życiem! Żeby tak zawierzyć jej swój los! Żyją dla pieniędzy, umierają dla pieniędzy, aby godnie żyć muszą zarobić, żeby zarobić kogo trzeba wyzyskać…CHA CHA! Jakież to upokarzające. W głowie się nie mieści…”. Komiks Prosiaka jest pełen takich ideologicznych wywodów. Czasem może to męczyć, a nawet drażnić czytelnika, ale jest w tym jakaś mądrość. „Ratboy” to wartościowy komiks, zawiera wiele ciekawych informacji o latach 90. Nie tylko o Katowicach, ale o tym jak wtedy się żyło w Polsce. Najciekawsze są chyba jednak przypisy autora, umieszczone na końcu książki, które czytałem z wypiekami na twarzy. W komiksie zawarty jest kawał historii, ale żeby ją zrozumieć, współczesny czytelnik potrzebuje pomocy i takową od Prosiaka dostaje. Gdybym miał podać jakieś minusy tego albumu, wskazałbym na zbyt dużą ilość tekstu. Nie oszukujmy się, „Ratboy” jest nieco przegadany. Na niektórych kadrach jest dosłownie więcej tekstu niż rysunku. Niewątpliwym plusem jest natomiast dbałość o szczegóły. Główny bohater przechadza się, wyglądającymi tak jak w rzeczywistości, ulicami Katowic i odwiedza prawdziwe miejsca. Gdy akcja przenosi się do Gniezna, elementy panoramy tego miasta znowu nie różnią się niczym od oryginału. A to wszystko dzięki temu, że autor komiksu poprosił o zdjęcia kolegę mieszkającego blisko Gniezna. Troska, nie tylko o pierwszy plan, ale i o otoczenie, architekturę miast w których dzieje się akcja komiksu, robi wrażenie. Najbardziej podobał mi się jednak wielki finał historii. Prosiak przygotował naprawdę bombowe zakończenia. Gdyby jego komiks kiedyś sfilmowano, byłby potrzebny niezły budżet, aby pokazać wydarzenia z ostatnich stron komiksu. A kadr, który Owedyk uważa za swój ulubiony (oczywiście z wielkiego finału), naprawdę jest fantastyczny. W sumie warto kupić „Ratboya”. Jeśli ktoś ma poprzednie wydanie, to też może się na nowe skusić, bo przypisy w nim zawarte są, poza oczywistą integralnością z przedstawioną historią, wartością samą w sobie. Zdradzę tylko, ze album przeczytałem raz, a przypisy już trzy razy. http://kzet.pl/2012/08/ratboy.html
kendo777 - awatar kendo777
ocenił na 6 9 lat temu
Stacja 16 Hermann Huppen
Stacja 16
Hermann Huppen
Grigorij Galicyn, pewien młody żołnierz, który dopiero przybył na Wyspę Północną, przymuszony przez starszych kolegów, daje pokaz swojej odwagi i głupoty. Kilka kadrów dalej widzimy go, jak siedzi przy radiostacji i nasłuchuje. Nagle odbiera pełne rozpaczy wołanie o pomoc, które zostało nadane z nieczynnej od wielu lat stacji meteorologicznej numer 16. Dowodzący jednostką postanawia wysłać do stacji misję zwiadowczą. Patrol pod dowództwem sierżanta Woronina ma sprawdzić, dlaczego i skąd pochodziło wezwanie S.O.S. Gdy wyruszają, panuje piękna pogoda, ale gdy zbliżają się do celu, zaczyna szaleć śnieżyca, która utrudnia lądowanie. Na miejscu okazuje się, że na stację składa się kilka zdewastowanych baraków, maszt radiowy, połamane i dziurawe ogrodzenie. Żołnierze podzielili się na dwie dwuosobowe grupy i systematycznie przeszukują puste, początkowo, budynki. Nie będę zdradzał suspensu, bo wierzę, że znajdą się osoby, które chętnie po ten album sięgną. Wspomnę jedynie, że w wyniku wolty scenarzysty historia zyskuje inny wymiar i zmienia się z obyczajówki o relacjach męsko-męskich na rasowy horror z elementami science fiction (skojarzenia z filmem Coś z 1982 roku, w reżyserii Johna Carpentera, są jak najbardziej na miejscu). W wielu recenzjach spotkałem się z zarzutem wobec tego albumu, że scenariusz jest zbyt przewidywalny, jednakże przy ocenie należy pamiętać, że bliżej Stacji 16 do kina klasy B, niż do autorskich produkcji Petera Greenawaya... - - - cały tekst można przeczytać tu: https://dybuk.wordpress.com/2014/08/06/stacja-16/
giera - awatar giera
oceniła na 6 11 lat temu
Bitwa. Od Essling do Waterloo Patrick Rambaud
Bitwa. Od Essling do Waterloo
Patrick Rambaud Frédéric Richaud Ivan Gil
Materiał opisuje komiksy "Bitwa" i "Berezyna" Ochoczo sięgam po komiksy historyczne, bowiem mamy ich coraz więcej na rynku. Jedne odnoszą się do wydarzeń z przeszłości i występujących tam postaci z troską o maksymalny realizm, inne natomiast luźno się inspirują. W obu wypadkach poziom takich dzieł jest różnoraki. Jak to wypada w przypadku "Bitwy" oraz "Berezyny"? Bardzo dobrze, szczególnie dla osoby mniej obcującej z komiksem. Jest tutaj masa ciekawych spostrzeżeń, odniesień do tamtejszych wydarzeń oraz dbałość przypisy historyczne. Z drugiej strony elementy fikcyjne, jak losy pierwszoplanowych bohaterów wypadają co najwyżej dobrze. Przynajmniej w moim odczuciu. Oba komiksy oceniam bardzo wysoko, jeśli idzie o całokształt. Mimo wszystko nie pozostały one w mojej kolekcji na długo. Z początku byłem nimi oczarowany, ale to za sprawą skupienia się na wydarzeniach z dalszego planu. Zacznijmy jednak od plusów, bo tych jest sporo. Po pierwsze świetny rysunek genialnie oddający realizm tamtych czasów. Chodzi mi tutaj nie tylko o stroje z początku XIX wieku, ale też relacje pomiędzy postaciami w zależności od sfery społecznej z której się wywodzą. Cudownie odwzorowano również architekturę Wiednia, Moskwy czy innych lokalizacji poruszanych w obu komiksach. Podobnie ma się sprawa z mundurami wszystkich walczących stron. Tak, rysunek to zdecydowanie największy atut serii i na tym polu nie mam się do czego przyczepić. Po drugie bardzo dobrze przedstawiono realizm teatru działań wojennych tamtego okresu. Skomplikowany łańcuch dowodzenia, tempo przekazywania rozkazów czy ogólny koszmar poszczególnych starć. Tutaj sporą role odgrywają sceny w lazarecie albo w trakcie wędrówki żołnierzy z jednego punktu do drugiego. Widać wyraźnie z jakim koszmarem musieli się mierzyć i dlaczego większość ich dobytku tak naprawdę pochodziło z grabieży. To są naprawdę ciekawe, choć też przerażające, elementy potrafiące przykuć uwagę czytelnika. Ostatnim ogromnym plusem jest sportretowanie postaci historycznych. Chodzi mi tutaj głównie o ich relacje, postawę wobec działań zbrojnych czy samych żołnierzy albo przeciwnika. Ten wątek wzbogaca opracowanie historyczne zamieszczone na końcu każdego z komiksów. Nie jest może długie, ale wnosi bardzo wiele do całości lektury. Niestety już tak dobrze nie wypada to w przypadku bohaterów fikcyjnych, mających być motorem napędowym dla scenariusza. Ich historia jest po prostu przeciętna. Za pierwszym razem czyta się ją świetnie, ale za drugim czułem spory niedosyt. Zatem komu ten komiks mogę polecić z czystym sumieniem? Z pewnością fanom literatury historycznej, miłośnikom komiksu francuskiego oraz osobom dopiero zaczynającym swoją przygodę z tym medium. To naprawdę świetnie narysowany i zaprojektowany tytuł, dotykający niezwykle ciekawego kawałka naszej historii. Jednak ja sam, mając już na koncie przeczytanych kilka tysięcy komiksów, zaczynam podchodzić do tego wszystkiego z sporą rezerwą. Rzadko wracam do jakiś pozycji, bo czasu mało, a też zwyczajnie nie czuję takiej potrzeby. W tym wypadku własnie tak jest. Przeczytałem tą historię dwa razy i wystarczy mi do końca życia, bo zwyczajnie będę ją pamiętał już zawsze.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Westerplatte: Załoga śmierci

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Westerplatte: Załoga śmierci