ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝘂𝘁𝗿𝗮𝘁ą 𝗮 𝗻𝗮𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷ą
Od pierwszych stron 𝑁𝑜𝑤𝑒𝑔𝑜 ś𝑤𝑖𝑡𝑢 miałam wrażenie, że po raz kolejny wchodzę w świat pełen emocji i niepewności, w którym bohaterowie muszą stawiać czoła trudnym wyborom. Historia Amalii i ludzi wokół niej poruszała mnie, czasem przytłaczała, ale przede wszystkim dawała poczucie bliskości z ich losem. Lektura wciągnęła mnie tak bardzo, że trudno mi było się oderwać od przeżyć, które autorka tak żywo i realistycznie opisywała. Zwróciło moją uwagę, że nawet zwykłe sytuacje, małe gesty i spotkania z innymi potrafiły wprowadzać trochę nadziei i ciepła w świecie pełnym trudów. Jednocześnie autorka nie unikała trudnych tematów, pozwalając mi poczuć, jak wielką siłę mają miłość, lojalność i tęsknota za tym, co utracone.
Akcja 𝑁𝑜𝑤𝑒𝑔𝑜 ś𝑤𝑖𝑡𝑢 toczy się jesienią 1945 roku, gdy świat dopiero próbuje odnaleźć się po wojnie. Amalia zostaje uratowana z bydlęcego wagonu, w którym wywożono Niemców i Mazurów, dzięki Piotrowi, który przedstawia ją jako swoją żonę. Uciekając przed własną przeszłością, musi zmierzyć się z trudnym wyborem między uczuciem do mężczyzny a tęsknotą za córką, która zostały w Niemczech.
Polacy nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, a mimo to Amalia doszła do wniosku, że polskie porządki mogły być podobne do tych sowieckich poznanych przez nią w poprzednich miesiącach, a może były nawet jeszcze gorsze. Polacy bali się Sowietów, więc im się nie sprzeciwiali. Teraz nowe władze chciały zachęcić Mazurów do pozostania, bo dla Polaków nie było tu przecież odpowiednich warunków.
Mazurzy zaś uważali, że pozwalano im tu zostać jedynie jako robotnikom. Byli przekonani, że mieli odbudowywać to, co zniszczyli Sowieci. A gdy gospodarstwa znów zaczną kwitnąć, zostaną pozbawieni domów na rzecz nowych polskich osadników. Nie ufali nowym porządkom.
Amalia miała zaczynać od zera i chciała to zrobić wśród swoich. Nie chciała pozwolić, by ktokolwiek ją jeszcze wykorzystywał. Co to jednak oznaczało? Kto był tymi swoimi? Piotr tyle kiedyś opowiadał Amalii o swoim kraju. Niestety ta nowa Polska wcale nie należała do krajów przyjaznych obywatelowi, skoro we własnym towarzystwie musieli uważać na każde słowo.
Amalia nic nie wiedziała o przeżyciach Piotra, ani on o jej. Musieli teraz poznawać się na nowo. Ciałem była przy nim, ale mentalnie wciąż pozostawała w stodole, w której uwięzili je enkawudziści. Pewnie będzie musiało minąć wiele czasu, nim poważy się na większą poufałość z Piotrem. On zaś cierpliwie czeka i otacza opieką ukochaną. Ciało można wyleczyć, ale tego, co czai się w duszy, nie da się tak po prostu przepędzić. Amalia nie była już sobą. Stała się pusta w środku. Była skorupą, która obejmowała nicość. Chciała żyć, a jednocześnie śmiertelnie się bała. Oni ją po prostu złamali. Więcej, zmiażdżyli ją, a ona czuła lęk, że się rozpadnie i przestanie istnieć.
Amalia przygląda się złemu traktowaniu Niemek i zaciska pięści z bezsilności. Nie może zdradzić, kim jest, by nie podzielić ich losu i przy okazji nie pogrążyć Piotra, który także ma swoje tajemnice. Amalia wie, że Niemcy, czyli ona, przegrali wojnę, a Polska, czyli Piotr, straciła niepodległość. Ludzkie emocje to jedno, a polityka to zupełnie coś innego.
Magdalena Wala pięknie pisze, co nie ulega wątpliwości, lecz przy tym tomie miałam wrażenie, że nie dorównuje on dwóm pozostałym. Może jest w nim zbyt dużo polityki, a może wpływ na moje odczucia miało zachowanie Amalii, która postrzega Polaków w niezbyt pozytywnym kontekście, choć kocha jednego z nich i to on ją ocalił. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak ta sytuacja po wojnie mogła wyglądać. Przerażająca była ta obopólna nienawiść. Polaków do wszystkiego, co kojarzyło im się z Niemcami, a ludziom podobnym do Amalii w głowie się nie mieściło, że na rzecz Polski Niemcom odebrano ziemię, z której na pewno zostaną wypędzeni rodzimi mieszkańcy. Niemcy dręczyli Polaków, teraz sytuacja się odwróciła i to Niemcy cierpieli niedostatek.
Polacy ginęli na wszystkich frontach świata, a nasi sojusznicy za ofiarę krwi Polaków oddali Polskę w łapy Stalina. Nikt nie pytał Polaków o zdanie, czego chcą, a czego nie. Przymknięto oko na to, że Sowieci w 1939 roku napadli na Polskę, bo Zachodowi bardziej był potrzebny Związek Sowiecki. Nasz kraj był od zawsze pionkiem w grze wielkich.
Żołnierze, którzy w czasie wojny walczyli z Niemcami, po wojnie stawiani byli przed sowieckimi sądami i oskarżani o działalność terrorystyczną oraz współpracę z nazistami. Alianci w ogóle na to nie reagowali. Polska stała się ofiarą nie tylko wroga, ale także swoich sojuszników, którzy nas poświęcili. Polacy nie mieli już siły się przeciwstawiać. Inteligencję wymordowali Niemcy, a zwykłych obywateli interesowało jedynie, by mieli co włożyć do garnka.
Po latach spędzonych w strachu ludzie rozpaczliwie chcieli wierzyć w propagandę władz. Przecież wygraliśmy tę wojnę. Czyż nie? Trudny do zaakceptowania był ten powojenny porządek. Amalia należała do pokonanego, pozbawionego wszelkich praw narodu, a Piotr zaś do ponownie zniewolonego. Niby zwycięzcy, jednak nie do końca. Polscy patrioci łudzili się, że ta sytuacja nie potrwa długo. Jak to wyglądało w rzeczywistości, doskonale pamiętamy.
Dla kogoś, kto nie interesował się historią i nie zna realiów powojennych, ta część wydaje się być bardzo obciążona polityką. Dla mnie, osoby pamiętającej czasy PRL i mającej rodziców, którzy wychowywali się w tamtych latach, było to rzetelnie przedstawione tło historyczne, choć faktycznie przytłoczyło ono akcję.
Dramatyczne były losy ludzi, którzy po wojnie stracili swoją ojczyznę, a nowa ich nie chciała. Autorka pokazała to przez pryzmat miłości Amalii i Piotra, którzy nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Amalia nie umie pogodzić się z utratą tożsamości.Nie jest już Niemką, Polką też nie chce być. Chciałaby być po prostu sobą, a nie ze strachu o życie udawać kogoś, kim nie jest, nawet za cenę miłości. Czy może mieć pewność, że Piotr kiedyś nie będzie miał jej za złe pochodzenia? A może w najgorszym razie wyda się, kim jest, trafi na zsyłkę lub do Niemiec, gdzie jej nie chcą. To smutny obraz powojennej Polski. Nazistowskie obozy zostały zlikwidowane, a w ich miejsce pojawiły się komunistyczne. Tylko los tysięcy uwięzionych i cierpiących ludzi nie uległ zmianie.
Niemieckie rodziny musiały opuszczać ziemie odzyskane. Musiały żegnać stare kąty i ludzi, których znały od dawna. Karmiono ich mrzonkami, że to tylko chwilowe, że niedługo wrócą tu z powrotem. Ludzie żyli w strachu, wieczorami bali się chodzić po wsi, by nie wpaść w ręce bandytów.
Najbardziej w tej sytuacji cierpiały dzieci, które nie były niczemu winne. Bez względu na wrogość pomiędzy narodami należało chronić najmłodszych. Pozorna wolność dała władzę nie zawsze uczciwym ludziom, którzy w sytuacji dalekiej od normalności, bez skrupułów mogli wykonywać najbardziej absurdalne rozkazy czy wcielać w życie zbrodnicze pomysły. Polacy zaś wpadli z deszczu pod rynnę. Jednego okupanta zamienili na drugiego, a jak pokazała historia, może nawet na gorszego. Bo kto w historii świata wroga nazywał swoim przyjacielem. To była tylko iluzja wolności, wolnego państwa.
Po wojnie ludzie nie potrafili żyć w zgodzie i sami piętrzyli kolejne problemy jakby nie mieli ich dość. A normalność i szczęście to było to, czego najbardziej im teraz brakowało. Podsycanie nienawiści było władzom na rękę. Skłóconym i niewykształconym narodem najlepiej się rządzi. Bo gdyby wszyscy trzymali jedna stronę, mogłoby się okazać, że nowa okupacja wcale ludziom się nie podoba. Nikt tak naprawdę nie martwił się losem ludzi, bo gdyby tak było nie doszłoby do bezdusznego poddziału ziem po wojnie. Nikogo nie obchodziło, kto na nich mieszka i kto na tych podziałach ucierpi najbardziej.
Amalia nie zaprzestaje kontaktów z teściami, którzy przebywają w Niemczech, ponieważ bardzo chce odzyskać swoją córkę. Gdy w Polsce wszystko zaczyna się układać po jej myśli i rozważa związanie się z Piotrem oraz poddanie się wraz z siostrą weryfikacji, z Niemiec otrzymuje od przyjaciół list, który zmieni wszystko. Znów wsiada do pociągu i gdy zatrzaskują się drzwi wagonu, ma wrażenie, że odcinają ją od Prus, marzeń i… Piotra. Podąża w kierunku Kerpen i swojej córki. Wydaje jej się, że choć z dala od ukochanych jezior, nareszcie znalazła się we właściwym miejscu, daleko od domu, ale wśród swoich. Jest przekonana, że kochani przez nas ludzie tak naprawdę tworzą dom, a nie budynki czy miejscowości.
Los mieszkańców Mazur był nie do pozazdroszczenia. Za niemieccy dla Polaków, zbyt polscy dla Niemców. Nie wszyscy bowiem mieli tyle szczęścia co Amalia. Ta radość Niemców wobec polskich Mazurów, jaką autorka pokazała w książce, nie do końca była prawdziwa, bo Niemcy nie za bardzo cieszyli się z przyjazdu pobratymców z Mazur. Ci ludzie tak naprawdę zapłacili najwyższą cenę za zamiany terytorialne po II wojnie światowej. Mazurzy przez Niemców byli traktowani jak Polacy, przez Polaków jak Niemcy. Nieważne, gdzie się osiedlili, nigdy nie byli u siebie. Byli gorszą kategorią ludzi. Ich dawne życie nie powróciło, ani w Prusach, ani z dala od nich. Niestety nie wszyscy wysiedleńcy byli przyjmowani w Niemczech z otwartymi ramionami. To była druga strona medalu. Przyjęcie mieszkańców Mazur przez rodowitych Niemców po wysiedleniu z Polski nie było entuzjastyczne.
Większość z nich trafiała do Niemiec Zachodnich lub Wschodnich w dramatycznych warunkach, często bez dachu nad głową, dokumentów i majątku. Lokalne społeczności, same zmagające się z powojennym niedostatkiem i zniszczeniami, często patrzyły na przybyszów z nieufnością lub traktowały ich jako konkurencję o mieszkania, pracę i środki do życia. Nie brakowało konfliktów i napięć, choć zdarzały się też przypadki wzajemnej pomocy w rodzinach czy sąsiedztwach. Ogólnie adaptacja była trudna, a wielu wysiedleńców musiało walczyć o przetrwanie i akceptację w nowych społecznościach.
W większości przypadków przyjęcie było trudne. Niemcy Zachodnie i Wschodnie zmagały się z ogromnymi problemami powojennymi: zniszczone miasta, brak mieszkań, niedobory żywności i podstawowych środków do życia. Wielu wysiedleńców przybywało w złych warunkach, często bez dobytku i dokumentów, i musiało stawiać czoła niechęci lokalnej ludności, która sama również cierpiała po wojnie. W Niemczech Zachodnich wysiedleńcy byli czasem postrzegani jako obciążenie lub konkurencja o mieszkania i pracę. W Niemczech Wschodnich sytuacja była podobna, a system komunistyczny narzucał rygorystyczną kontrolę nad nową ludnością.
Historia wysiedleń to temat niezwykle kontrowersyjny. Wysiedlenia w czasie II wojny światowej i w okresie bezpośrednio po konflikcie dotknęły szerokie rzesze ludzi, obejmując m.in. Polaków, Niemców, a także mniejszości narodowe, w tym Warmiaków i Mazurów. Zakończenie II wojny światowej pozostawiło nierozwiązany problem ludności zamieszkującej obszar Ziem Odzyskanych. Za szaleństwo Hitlera zwykli ludzie zapłacili najwyższą cenę. Nie brakowało jednak sytuacji solidarności i wzajemnej pomocy w rodzinach czy w społecznościach lokalnych. Z czasem większość wysiedleńców adaptowała się do nowych realiów, choć trauma i poczucie utraty ojczyzny pozostały w pamięci wielu pokoleń.
𝑁𝑜𝑤𝑦 ś𝑤𝑖𝑡 to opowieść, która zmusza do refleksji nad tym, jak bardzo przeszłość kształtuje teraźniejszość i jak silna musi być wiara, by odnaleźć nowe światło po mroku wojennych doświadczeń. Jej lektura zostawia trwały ślad i skłania do zadumy nad ceną, jaką płacimy za przynależność, za miłość i za nadzieję. Autorka nie unika trudnych tematów. Pokazuje człowieczeństwo w różnych odsłonach, od jego pozytywnych stron po chwile, gdy okrucieństwo przeważa. Podchodzi do bohaterów z wyczuciem i szacunkiem, dzięki czemu ich losy stały się dla mnie bliskie i zapadły w pamięć.
Magdalena Wala w bardzo realistyczny sposób oddaje atmosferę tamtych czasów, pokazuje, jak wielkie znaczenie miała tożsamość narodowa i jak tragiczne mogły być decyzje ludzi, którzy musieli wybierać między przynależnością a przetrwaniem. Każda strona powieści jest pełna emocji, od miłości i oddania po rozpacz i bezsilność wobec otaczającej niesprawiedliwości. Polityczne tło tamtego czasu, weryfikacja narodowościowa autochtonów oraz codzienne wyzwania nadają historii dramatyzmu i autentyczności. Wszystko to pozwoliło autorce pokazać, jak skomplikowana i wymagająca była ta historia.
𝑁𝑜𝑤𝑦 ś𝑤𝑖𝑡 to poruszająca opowieść osadzona w trudnej historycznej rzeczywistości powojennych Prus Wschodnich. Miał to być trzeci i zarazem finałowy tom cyklu Między jeziorami, ale, jak wiadomo, Magdalena Wala postanowiła kontynuować sagę, tym razem oddając głos Libasiowi Schimanskiemu, młodszemu bratu Amalii, który przeżył ciężkie walki na froncie wschodnim. Ciekawa jestem, co przyniesie dalszy ciąg tej niezwykłej opowieści.
Opinia
Po przeczytaniu pierwszej i drugiej części wiedziałam od razu, że trzeciej nie odpuszczę. Na szczęście nie musiałam czekać długo. Cóż to była za wspaniała przygoda! Całkowicie dałam się pochłonąć historii Neli i Iwa. Zakończenie? Wprawia w osłupienie, nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji, a to jest coś co w książkach cenię najbardziej! Warto przeczytać całą trylogię. Najlepiej naraz!
Po przeczytaniu pierwszej i drugiej części wiedziałam od razu, że trzeciej nie odpuszczę. Na szczęście nie musiałam czekać długo. Cóż to była za wspaniała przygoda! Całkowicie dałam się pochłonąć historii Neli i Iwa. Zakończenie? Wprawia w osłupienie, nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji, a to jest coś co w książkach cenię najbardziej! Warto przeczytać całą trylogię....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to