Uwaga

Okładka książki Uwaga
Alberto Moravia Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
508 str. 8 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
L'attenzione
Data wydania:
1968-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1968-01-01
Liczba stron:
508
Czas czytania
8 godz. 28 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Władysław Minkiewicz
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Uwaga w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Uwaga

Średnia ocen
7,1 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
337
266

Na półkach:

Czegoś podobnego w życiu nie czytałam. Cóż za oryginalny sposób prowadzenia narracji! Oczywiście, sam temat: "pisarz próbujący napisać powieść" przewijał się już wiele razy, ale tak, jak zrobił to Moravia...Geniusz.

Momentami było trudno, niesmacznie. Nieco pesymistycznie. Ale mimo wszystko te przemyślenia głównego bohatera były takie naturalistycznie prawdziwie. Myślę, że niejednokrotnie człowiek mierzy się z różnymi, "brudnymi" myślami, tylko udaje, że ich nie ma i gorszy się, gdy o nich mowa...

Tytułowa "Uwaga"....Czy ta powieść to przestroga, co się stanie, jeżeli naprawdę zaczniemy przyglądać się swojemu życiu z uważnością, z pewnym dystansem? Ciekawe....

Czegoś podobnego w życiu nie czytałam. Cóż za oryginalny sposób prowadzenia narracji! Oczywiście, sam temat: "pisarz próbujący napisać powieść" przewijał się już wiele razy, ale tak, jak zrobił to Moravia...Geniusz.

Momentami było trudno, niesmacznie. Nieco pesymistycznie. Ale mimo wszystko te przemyślenia głównego bohatera były takie naturalistycznie prawdziwie. Myślę, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

133 użytkowników ma tytuł Uwaga na półkach głównych
  • 68
  • 62
  • 3
25 użytkowników ma tytuł Uwaga na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Uwaga

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka włoskiego Massimo Bontempelli, Dino Buzzati, Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Tommaso Landolfi, Alberto Moravia, Anna Maria Ortese, Luigi Pirandello, Antonio Tabucchi, Juan Rodolfo Wilcock
Ocena 7,1
Opowieści niesamowite z języka włoskiego Massimo Bontempelli, Dino Buzzati, Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Tommaso Landolfi, Alberto Moravia, Anna Maria Ortese, Luigi Pirandello, Antonio Tabucchi, Juan Rodolfo Wilcock
Alberto Moravia
Alberto Moravia
Włoski powieściopisarz, nowelista i dziennikarz. Uznawany jest za jednego z najważniejszych pisarzy włoskich XX wieku. Jego powieści, pisane tradycyjną, realistyczną, zwięzłą techniką ukazują przede wszystkim losy jednostki na tle portretu społeczeństwa. Był autorem głośnych powieści, z których wiele doczekało się ekranizacji. Jedna z jego powieści Dwie kobiety: Matka i córka (La Ciociara, 1957), sfilmowana przez Vittoria de Sicę w 1960 roku z Sophią Loren. Moravia celował w analizie psychologicznej postaci i realistycznym opisie społeczeństwa. Utwory o problematyce moralnej, często silnie nasycone erotyzmem, ukazują odarty z upiększeń portret włoskiego mieszczaństwa. Inne znane powieści Moravii to m.in. Pogarda (Il disprezzo, 1954), której akcja rozgrywa się w środowisku filmowców w Rzymie i na Capri, przeniesiona na ekran przez Jeana Luca Godarda w 1963 roku , Nuda (1960), Nieposłuszeństwo (1948), zbiór opowiadań Bought and Sold (1970), A Phallic Novel (1972) i zbiór esejów Which Tribe Do You Belong To? Wydał również zbiory opowiadań Opowiadania rzymskie (1954) i Raj (1970). Był również doskonałym eseistą, a swoje poglądy na literaturę zawarł w książce Człowiek jako koniec (1963). W 1990 roku ukazała się jego autobiografia. Moravia często podejmował tematy ilustrujące konflikt między kreacją a uczuciowością, związane z apatią i rozpaczą współczesnego człowieka. Jego postacie utraciły wiarę we wszystkie moralne wartości. Jego powieść "Mężowie i kochankowie" (La Villa del venerdì) stała się podstawą scenariusza filmowego, w którym główną bohaterkę zagrała Joanna Pacuła (1992).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Dario Fo
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo
W prologu swojej książki Dario Fo cytuje Bruno Bettelheima „By poznać człowieka, wystarczy mi poznać siedem pierwszych lat jego życia. Resztę możecie zachować dla siebie!”. I choć w „Miasteczku nietoperzy” Noblista skupił się na okresie nieco dłuższym, starał się w nim wyrazić wszystko to, co jego mistrz ujął w przytoczonych słowach. Zostajemy zaproszeni do krainy dzieciństwa, położonej gdzieś na granicy włosko-szwajcarskiej. Obserwujemy bogaty w kolory świat z okresu młodości autora. Poznajemy jego nieszablonowe perypetie, zwariowanych bliskich i groteskowych sąsiadów. W tej tętniącej magią krainie żyją inni ludzie. Wszyscy sprawiają wrażenie do bólu racjonalnych, a przy tym są niespotykanie postrzeleni. Kronika dziejów pisarza została podzielona na części, a każda z nich opisuje wybrany epizod z jego życia. W ten sposób poznajemy jego wczesne fantazje miłosne, marzenia, pasje, autorytety. Dowiemy się, skąd wzięła się jego sympatia do snucia opowieści, jak dzięki umiejętności malowania zdobywał serca kobiet, w jaki sposób uniknął wysłania na niemiecki front. Znajdziemy tu cały wachlarz unikatowych miniatur literackich, mądrych, a przy tym szalenie karykaturalnych, zabawnych i w swojej niewinności pięknych. Będziemy z nieskrywaną sympatią nurzać się w nostalgicznych wspomnieniach wypełnionych zapachem pól, dźwiękami szumiącego jeziora czy warkotem jadącego pociągu. Fo udowadnia, że nawet najbardziej pospolite czynności mogą nieść w sobie pierwiastek liryzmu. Imponuje rozmach i wielowymiarowość historii, co w połączeniu z ich unikatowością, przekonuje, że to musiało wydarzyć się naprawdę. Nie sposób z taką dokładnością i poetyckością wymyślić podobnych relacji. Twórca „Córki papieża” jest wielkim kronikarzem epoki, która minęła. Tego czasu, gdy żyliśmy marzeniami, korzystaliśmy z danej nam przestrzeni bez granic, smakowaliśmy uroki codzienności i poznawaliśmy wszystko to, co obecnie wydaje nam się niebezpieczne i odległe. Nie boi się mówić o rzeczach trudnych z subtelną ironią. Z gracją meandruje między realizmem magicznym, a symbolizmem. „Miasteczko nietoperzy” jest jak upojna baśń, oprowadzająca czytelnika po krainie dzieciństwa, pełna tęsknoty za czymś utraconym i dumy z możliwości doświadczenia czegoś romantycznego. Pisarz podaje pomocną dłoń wszystkim tym, którzy żyją przeszłością i w niej upatrują sensu obecnej egzystencji. Dario Fo stworzył coś, co w swojej konstrukcji i zamierzeniu odwołuje się do dorobku Bohumila Hrabala. Podobnie jak Czech kreuje swoisty albom pełen barwnych fraz, tyleż bajkowych, co przepojonych bólem, porażkami i niedomaganiami. Tworzy niezapomniany kolaż, który powinien znaleźć odbiorcę w każdym, kto jest gotów się zatrzymać, spojrzeć na siebie z innej strony i ujrzeć skomplikowaną strukturę świata w naprawdę prostej, ujmującej formie. To taki rodzaj prozy, który należy odczytywać bardzo osobiście. Można go smakować w nieskończoność i nurzać się w oceanie autorefleksji. U Włocha wszystkie z pozoru powszednie zdarzenia, urastają do rangi sytuacji niesamowitych, można by rzec, że wręcz mitycznych. Doskonała gra ironią, farsą i nonsensem dodatkowo niuansuje uzyskany obraz, nadaje mu nowe interpretacje i odcienie. Nie bez kozery „Miasteczko nietoperzy” uznaje się w kraju Noblisty za jedno z najważniejszych dzieł tam powstałych. Takiego krajobrazu okresu młodości, nasyconego tak mocną paletą uczuć, nie powstydziłby się żaden pisarz. Dario Fo udowadnia, że przyznane mu wyróżnienia nie były przypadkowe, a w dziedzinie magicznego dziejopisarstwa, dorównał, a może nawet przeskoczył narracje Hrabala. W odróżnieniu od Czecha unika on bowiem wchodzenia w rubaszność i sprośność, co często bywało kontrowersyjne u autora „Pociągów pod specjalnym nadzorem”. „Miasteczko nietoperzy” to książka silnie oddziałująca na człowieka, a jednocześnie gwarantująca uśmiech podczas lektury. To taka relacja, która pozwala spojrzeć na wszystkie dotykające nas zdarzenia przez kolorowe okulary, nakreślająca jasne barwy i ukazująca ukryte piękno codzienności. Książka bardzo ważna, bo przywracająca nadzieję, a przy tym celna i pełna temperamentu. Recenzja ukazała się na stronie http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/05/recenzja-miasteczko-nietoperzy-dario-fo.html
Melancholia  codzienności - awatar Melancholia codzienności
ocenił na 8 7 lat temu
Todo modo Leonardo Sciascia
Todo modo
Leonardo Sciascia
Nie mogę nigdzie znaleźć dokładnego tłumaczenia hiszpańskiego wyrażenia “todo modo”, być może dlatego, że dokładnego tłumaczenia nie ma. Słowniki podają “tak czy inaczej” lub “na wszelki sposób”. Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów, pisał, że powinniśmy na wszelki sposób szukać Boga. Na wszelki sposób, to właśnie po hiszpańsku todo modo. Sciascia jest Sycylijczykiem, więc i horyzonty ma sycylijskie: uwikłanie religii, świata politycznego i biznesowego (również mafii, o której akurat w “Todo modo” nie ma nic wprost, ale dla mnie jest bardzo silne poczucie jej wpływu na ten układ któremu przygląda się narrator powieści), rozpusta, grzech, jedzenie i wino, rozmowy filozoficzno-religijne, a nad tym wszystkim poczucie skrajnej marności. Bardzo znany malarz zatrzymuje się w pustelni Zafera, która jest zamieniona na hotel. Budynek jest brzydki, a sama idea wydaje mu się wypaczona. Zostaje jednak kiedy dowiaduje się o corocznych rekolekcjach w których bierze udział towarzyska i polityczna śmietanka. Odmawiają różańce i modlitwy: prezesi, ministrowie, artyści, a jednocześnie ucztują i zapraszają tam swoje kochanki. Nad wszystkim czuwa ksiądz don Gaetan, który jest najciekawszą postacią w książce. Dla mnie figurą diabła. Jest w “Todo modo” bardzo wiele odniesień malarskich i wiele scen opisanych jest jak obraz i jak z obrazu. W pewnym momencie powieść zamienia się w “powieść kryminalną” ale biorę ją w cudzysłów, bo to tylko igraszka, zabawa do stworzenia sytuacji izolacji, zamknięcia postaci w sytuacji bez wyjścia. jakiś sposób kluczową dla odczytania powieści wydaje mi się bardzo niewielka wzmianka w rozmowie narratora i dona Gaetano o przemówieniu Pawła VI na temat diabła (mówią o nim jak o “ministerialnym okólniku, a o papieżu jak o ministrze”). Oto powieść erudycyjna, ale sądzę że nie wymaga od czytelnika równej erudycji, choć na pewno przyjemność z czytania wzrasta wraz z nią. Pięknie, elegancko napisana, zaskakująco krótka, raczej przypowieść niż powieść.
dróżniczka - awatar dróżniczka
oceniła na 8 3 lata temu
Ragtime E. L. Doctorow
Ragtime
E. L. Doctorow
„Ragtime” to jedna z najbardziej znanych powieści E. L. Doctorowa. Wydana w 1975 roku została zwycięzcą National Book Critics Circle Award /nagrodę tą autor zdobywał jeszcze dwukrotnie, za powieści „Billy Bathgate” i „Marsz”/ i odniosła oszałamiający sukces. Zainspirowany tą powieścią Milos Forman przeniósł ją na ekran filmowy w 1981 roku, zdobywając osiem nominacji do Oscara. To pierwsza powieść E.L. Doctorowa w której stworzył czy też przekroczył pewne ograniczenia gatunkowe. Wplótł autentyczne postacie i wydarzenia w całkowicie fikcyjną strukturę. Akcja powieści rozgrywa się u schyłku amerykańskiej Belle epoque, w latach 1902 – 1912 w większości w Nowym Jorku, natomiast końcowe, lakoniczne sceny powieści opisują przystąpienie Stanów Zjednoczonych do I Wojny Światowej. To opowieść o świecie, który stoi już nad przepaścią, tylko nikt o tym jeszcze nie wie. Fascynująca historia, której wątki przeplatają się, tworząc niesamowity wręcz obraz epoki. Panorama amerykańskiej rzeczywistości i amerykańskiego systemu społecznego. Na kartach powieści pojawiają się autentyczne postacie – słynny iluzjonista Harry Houdini, przemysłowiec Henry Ford, zdobywca Bieguna Płn Robert Peary, anarchistka Emma Goldman, potentat finansowy J. P. Morgan i wielu, wielu innych. Opowieść o trzech rodzinach: bogatej amerykańskiej rodzinie z New Rochelle, rodzinie żydowskich imigrantów z Łotwy i afroamerykańskiej parze z nowo narodzonym dzieckiem, których losy wzajemnie się przeplatając wpływają na ich dalsze życie. Historia o american dream, marzeniu które staje się faktem i jednocześnie opowieść o Ameryce nierówności społecznych i rasowych. Jedna z głównych postaci powieści Coalhouse Walker, czarnoskóry pianista jazzowy, mistrz ragtime’u to błyskotliwe studium rasizmu i eskalacji przemocy wynikającej z dyskryminacji rasowej. Sposób w jaki opisał Doctorow upokorzenie czarnoskórego muzyka i jego niemal irracjonalną walkę o zachowanie godności jest niezwykle sugestywny i poruszający. Zarzucano autorowi, że pierwowzór postaci Coalhouse Walkera zaczerpnął wprost z noweli „Michael Kohlhaas” wydanej w 1808 roku przez niemieckiego pisarza Heinricha von Kleista, lecz Doctorow twierdził, iż miał to być hołd złożony niemieckiemu autorowi. Krytycy byli podzieleni w swoich opiniach czy jest to plagiat czy też literacka adaptacja. Wydaje się, że dziś nikogo te spory już niezbyt interesują a sam E.L. Doctorow jest pisarzem już trochę zapomnianym. A szkoda, bo jego historie to znakomite opowieści o świecie, który przeminął, o zmieniającej się Ameryce, pełne życia, barwne i porywające klimatem. Zdecydowanie polecam.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 8 2 lata temu
Kraksa Friedrich Dürrenmatt
Kraksa
Friedrich Dürrenmatt
Misterne, klasyczne opowiadanie szwajcarskiego mistrza – o winie orzeczonej, a także uświadomionej, bynajmniej nie w ramach proceduralnej sprawiedliwości, ale też i o karze, również prawem nieprzewidzianej. Ani żaden to „kryminał”, ani też pozycja wyłącznie dla miłośników tematyki sądowniczej. To gęsta od znaczeń psychologiczna przypowieść, ale głównie uniwersalny moralitet. Czy przypadkiem nie o każdym z nas….? Ten błyskotliwy tekst można odczytywać na wiele rożnych sposobów: jako krytykę nieskuteczności „normalnego” procesu karnego; jako afirmację swoistej „prywatyzacji” wymiaru sprawiedliwości, choćby przez prawników na emeryturze – a może właśnie i sprzeciw wobec niej? Albo to prostu „sąd boży”, bo mocno wszystko nierealne. Wszelkie odczytania są tu możliwe - na tym polega wielkość tej małej nowelki. Fabuła wydaje się - na początku – banalna. Ot komiwojażer w podroży ma kłopoty z autem, musi gdzie zanocować i trafia przypadkiem na nocleg u emerytowanego prawnika. Właśnie wydaje on przyjęcie dla kilku kolegów po fachu, podczas którego dla zabawy (?) odgrywają z przygodnym gościem symulowany (?) proces „na niby” (?). „Wczoraj był pewien poseł, który we wsi wygłosił przemówienie wyborcze i przegapił ostatni pociąg. Został skazany na 14 lat wiezienia za szantaż i przekupstwo” – zachęca gospodarz. „Ja byłem kiedyś sędzią, pan Zorn prokuratorem, a pan Kummer adwokatem, zabawiamy się zatem w sąd. - Ach tak. - Traps zrozumiał i pomysł wydał mu się możliwy do przyjęcia. A może jednak wieczór nie był jeszcze całkiem stracony”. „Weźmie udział w zabawie, powiedział, to zaszczyt dla niego zająć osierocone stanowisko oskarżonego”. „Może obejdzie się bez uczonej i nudnej atmosfery, zapowiada się, że będzie wesoło” - myśli sobie nasz bohater. No i na początku jest wesoło: „Agent zaczął rozpytywać się z ciekawością o zbrodnie, która mu teraz zostanie przypisana. - To bez znaczenia - odpowiedział prokurator wycierając monokl - zbrodni zawsze można się doszukać. Wszyscy się roześmieli”. I zaczyna się zabawa w sąd, suto zakrapiana, przy jeszcze bardziej suto zastawionym stole. A dokładnie „zabawa”, skoro na koniec nikomu nie będzie do śmiechu, a czytelnik na długo pozostaje w osłupieniu... „Najlepiej będzie, jeśli pan Traps od razu wyzna mu swoje przestępstwo. Wtedy on mógłby zagwarantować, że i w sądzie jakoś to pójdzie. Sytuacja nie jest wprawdzie groźna, ale nie należy jej bagatelizować” – mówi bohaterowi „sprzyjający” mu adwokat. I wyjaśnia: „To wielce ryzykowne, mówiąc łagodnie, obstawiać przy niewinności przed naszym sądem. Przeciwnie, byłoby najrozsądniej od razu obwinić się o jakieś przestępstwo” tłumaczy, objaśniając: „Nie może pan już wybrać sobie winy, lecz musi pan pozwolić na narzucenie jej sobie”. „Wyzwoliliśmy się od niepotrzebnego zalewu formułek, protokołów, papierków i ustaw i od całego tego kramu, który ciąży na naszych sądach. My sądzimy, nie wdając się w szmatławe kodeksy i paragrafy” (w naszych realiach brzmi to już, na szczęście nieaktualne). Można się tu doszukiwać – tak jak np. ja - odniesień do stalinowskiej zasady o przyznaniu się podsądnego jako tzw. korony dowodów. Wobec tego śledztwo koncentrowało się tylko na tym, a nie jałowym w tej sytuacji zbieraniem innych dowodów. No cóż, t a m mało kto się nie przyznawał, no a nikt nie częstował nikogo wykwintnym jadłem i takimże wypitkiem, jak w tym opowiadaniu… „Szczególny urok naszej gry polega na tym, jeśli wolno mi jako początkującemu wyrazić swoje bardzo niekompetentne zdanie, że biorący w niej udział czuje się nagle nieswojo i przenika go dreszcz strachu. Zabawa grozi przerodzeniem się w rzeczywistość” – mówi gość. Na swe obiekcje słyszy: „My tutaj mamy do czynienia z prawodawstwem prywatnym”. I rzeczywiście, relacje między stronami odbiegają od zwyczajowych. „Wspomnijmy tylko czasy, kiedy w służbie państwa uprawiało się ponure rzemiosło. Nie jako przyjaciel, stawał wówczas przed nami oskarżony, lecz jako wróg; tego, którego powinniśmy przycisnąć do piersi, odpychaliśmy od siebie. Niech cię więc przygarnę do piersi!”. „ - Goniliśmy kiedyś od sprawy do sprawy, od zbrodni do zbrodni, od wyroku do wyroku; teraz spokojnie uzasadniamy, wysuwamy kontrargumenty, referujemy, dysputujemy, mówimy i zgłaszamy sprzeciw, dobrodusznie, wesoło, bez pośpiechu; uczymy się szanować oskarżonego, kochać go, cieszymy się jego sympatią, bratamy się wzajemnie. Z chwilą gdy to nastąpiło, wszystko toczy się dalej łatwo, zbrodnia traci wagę, wyrok nie jest już bolesny”. Sprawa rozwija się nie po myśli obrońcy, bo podsądny za dużo gada. „- Niech pan się nie obawia, drogi sąsiedzie. Kiedy przesłuchanie się już zacznie, nie stracę głowy. W pokoju śmiertelna cisza jak przed chwilą. Nie usłyszysz najcichszego mlaskania, najlżejszego chrząknięcia - Nieszczęśniku - jęknął obrońca. - Cóż pan przez to rozumie: “Kiedy przesłuchanie się już zacznie”? - Czyżby - rzekł przedstawiciel generalny zgarniając na talerz sałatę - już coś się zaczęło ? Starcy uśmiechnęli się, spojrzeli po sobie porozumiewawczo, przebiegle, zachichotali radośnie”. „Jesteśmy na najlepszej drodze, aby z kretesem przegrać nasz proces!” – przestrzega adwokat.„Wciąż nie chce pan porzucić swojej fałszywej taktyki i dalej chce pan grać niewinnego? Czy wciąż pan jeszcze nic nie rozumie? Trzeba się przyznać, czy się chce, czy nie, a zawsze znajdzie się coś, do czego należałoby się przyznać, przecież powinno to panu już wreszcie zaświtać w głowie!”. I chcąc, nie chcąc, podsądny faktycznie się do czegoś przyznaje. „Takiemu oskarżonemu nie można po prostu mieć niczego za złe – sędzia i prokurator tańczyli wokół pokoju, łomotali w ściany, potrząsali sobie ręce, włazili na krzesła, tłukli butelki, wyprawiali z zadowolenia najbardziej niedorzeczne figle”. „- Świetnie, to mi na razie wystarczy - powiedział prokurator. - Mamy szczęście. Wygrzebaliśmy trupa, a to ostatecznie najważniejsze. Wszyscy się roześmiali”. „- Najzabawniejsze w tym naszym kawalerskim wieczorku, najbardziej udane jest chyba to - powiedział podnosząc kieliszek, nie wstając jednak z krzesła - żeśmy natrafili na trop mordu z takim wyrafinowaniem uknutego, że wymknął się oczywiście państwowemu wymiarowi sprawiedliwości”. A nasz gość? „Rozkoszował się, że przebywa w rozumnym gronie, że może być szczery, może być samym sobą, że nie ma już żadnej tajemnicy, bo żadna już nie była mu potrzebna, że jest doceniany, kochany, zrozumiany, i myśl że popełnił morderstwo, docierała coraz głębiej do jego świadomości, wzruszała, przemieniała jego życie, czyniła je bardziej ważkim, bardziej bohaterskim, bardziej cennym”. Fragment ustnego uzasadnienia wyroku - pisemnego nie sporządzono): „Zamordował, wprawdzie nie powodowany szatańskim zamiarem, bynajmniej, lecz dlatego tylko, że przyswoił sobie bezmyślność świata, w którym przyszło mu żyć. (…) Zabił, bo to wydawało mu się właśnie najbardziej naturalne, aby drugiego przyprzeć do muru, bez skrupułów iść do naprzód; niech będzie, co ma być”. Wyrok mógł być tylko jeden, a czy został wykonany, to już trzeba doczytać… PS: Lektura przypomniała mi genialny film „Czysta formalność”, Giuseppe Tornatore z niezapomnianymi rolami Depardieu i Polańskiego. Mimo licznych różnic, ma on z tym opowiadaniem chyba więcej podobnego niż można by się spodziewać, tylko że tam przesłuchanie podejrzanego toczyło się aż do świtu….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Uwaga

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Uwaga