Szyfr zbrodni

Okładka książki Szyfr zbrodni
Jerzy Marian Mech Wydawnictwo: Wydawnictwo CM Cykl: Najlepsze kryminały PRL/ Lata 70. (tom 3) Seria: Najlepsze kryminały PRL kryminał, sensacja, thriller
170 str. 2 godz. 50 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Najlepsze kryminały PRL/ Lata 70. (tom 3)
Seria:
Najlepsze kryminały PRL
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-01
Liczba stron:
170
Czas czytania
2 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365499974
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szyfr zbrodni w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szyfr zbrodni

Średnia ocen
6,7 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3670
713

Na półkach: ,

Małżeństwo Zankiewiczów to dobre małżeństwo. Codzienne, dość dynamiczne kłótnie, urozmaicają życie sąsiadów Sobieszków. Dzisiaj z kolei utyskiwania Sobieszkowej utrąca jej mąż niezwykłą konstatacją: u Zankiewiczów jest cisza. Tym niezwykłym odkryciem dzielą się Sobieszkawie z milicjantami z komisariatu. Okazuje się, że Zankiewiczowie zniknęli, mało tego, pewien anonim wskazuje, że może chodzić o zdradę małżeńską i zemstę z tego powodu. Poszukiwania nie przynoszą efektu, sprawa jest na tyle poważna, że śledztwo przejmuje kapitan Halny – legendarny kapitan Halny. Określenie „legendarny” jest odpowiednie i zasłużone, Halny – krok po kroku – odtwarza historię Zankiewiczów, szczególnie Zankiewicza. Pojawiają się świadkowie, którzy łżą nieudolnie, na przemian grożąc konsekwencjami i oferując pełną współpracę. Halny zaczyna podejrzewać, że los Zankiewiczów jest przesądzony. Pozostaje ustalić tylko gdzie, jak, kiedy, kto i dlaczego...
Powieść meandruje między charakterystyczną a pospolitą, Halny jest na przemian interesujący i nudny. Zaczyna się jak pospolity, ale dość charakterny kryminał z ciekawym śledztwem, kończy jak ograny schemat: sąd ostateczny nad hermetyczną grupą podejrzanych i spektakularna dedukcja prowadzącego.

Małżeństwo Zankiewiczów to dobre małżeństwo. Codzienne, dość dynamiczne kłótnie, urozmaicają życie sąsiadów Sobieszków. Dzisiaj z kolei utyskiwania Sobieszkowej utrąca jej mąż niezwykłą konstatacją: u Zankiewiczów jest cisza. Tym niezwykłym odkryciem dzielą się Sobieszkawie z milicjantami z komisariatu. Okazuje się, że Zankiewiczowie zniknęli, mało tego, pewien anonim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

44 użytkowników ma tytuł Szyfr zbrodni na półkach głównych
  • 23
  • 20
  • 1
9 użytkowników ma tytuł Szyfr zbrodni na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Szyfr zbrodni

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Listy przyniosły śmierć Kazimierz Kłoś
Listy przyniosły śmierć
Kazimierz Kłoś
Kazimierz Kłoś w Listy przyniosły śmierć serwuje klasyczny kryminał milicyjny z lat 60., w którym śledztwo rozwija się na tle małej, prowincjonalnej miejscowości skrywającej mroczne tajemnice. Powieść wpisuje się w nurt PRL-owskiego kryminału, gdzie śledczy krok po kroku odkrywają kolejne tropy, a zwyczajne życie mieszkańców Noteczek zostaje zaburzone przez zbrodnię. Głównym bohaterem jest doktor Jan Bieżany, chemik, który przybywa do podgórskiego miasteczka na przymusowy urlop zdrowotny. Noteczki, z pozoru senne i odizolowane od wielkich wydarzeń, skrywają jednak tajemnice, które zaczynają wychodzić na jaw, gdy w jednym z domów zostaje zamordowany Ambroży Tralla, znany i szanowany mieszkaniec miasteczka. Jan przypadkowo trafia na miejsce zbrodni, gdzie spotyka Martę Trallównę, wnuczkę zamordowanego, która odnajduje ciało dziadka z raną postrzałową skroni. Do śledztwa przystępuje sierżant Widala, który szybko orientuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż się wydawało. W domu Tralli znaleziono stertę listów, które mogą kryć motyw zabójstwa – były to stare dokumenty i prywatna korespondencja, ale niektóre z nich zdają się zniknąć w tajemniczych okolicznościach. Podejrzanych nie brakuje – mieszkańcy Noteczek zdają się mieć powody, by chcieć śmierci Tralli, a wśród tropów pojawiają się m.in. ślady kaloszy znalezione przy oknie i tajemniczy budzik z przerwaną tasiemką, który leżał obok ciała. Bieżany, mimo że przyjechał odpocząć, zostaje wciągnięty w intrygę, starając się pomóc w śledztwie. Jego znajomość chemii okazuje się przydatna, zwłaszcza gdy pojawiają się pytania o pewne substancje mogące mieć związek ze śmiercią Tralli. W tle przewijają się lokalne konflikty, rodzinne tajemnice i cienie przeszłości, które powoli wychodzą na światło dzienne. Listy przyniosły śmierć to opowieść, w której napięcie buduje się stopniowo, a małomiasteczkowy klimat potęguje wrażenie dusznej, klaustrofobicznej atmosfery.
Hobbyksiazka - awatar Hobbyksiazka
oceniła na 9 1 rok temu
Martwy punkt Jerzy Żukowski
Martwy punkt
Jerzy Żukowski
Książka "Martwy punkt" Jerzego Żukowskiego to klasyczny kryminał milicyjny, w którym śledztwo nad śmiercią znanego adwokata ujawnia sieć intryg i niejasnych powiązań. Akcja rozpoczyna się w jednej z warszawskich kawiarni, gdzie prokurator Klecz spotyka się z mecenasem Sewerynem Marcem. Ich rozmowa pełna jest subtelnych napięć – obaj mężczyźni mają do siebie wzajemne pretensje i ukrywają rzeczy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Wkrótce jednak dochodzi do tragedii – Marzec zostaje znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Oficjalna przyczyna śmierci wskazuje na atak serca, ale pojawiają się dowody, które sugerują, że mógł zostać zamordowany. Śledztwo prowadzi kapitan Polikarp Rybka, doświadczony, ale nieco ekscentryczny milicjant. Już na początku dochodzenia pojawiają się niepokojące fakty – mecenas obawiał się o swoje życie, a noc jego śmierci pełna była dziwnych wydarzeń, w tym tajemniczej obecności nieznanego mężczyzny w pobliżu willi. Rybka zaczyna łączyć tropy, bada powiązania Marca z przestępczym światem i próbuje ustalić, czy jego śmierć była efektem porachunków, zemsty czy może jeszcze czegoś innego. W tle pojawia się również postać dziennikarki Klaudii Hamer, której zainteresowanie sprawą wydaje się nieprzypadkowe. Rybka podejrzewa, że kobieta coś wie, ale celowo unika bezpośrednich odpowiedzi. W miarę postępu dochodzenia milicjant odkrywa coraz więcej powiązań między denatem a tajemniczą grupą osób działających na granicy prawa. Powieść charakteryzuje się dynamiczną narracją, precyzyjnie budowanym napięciem i realistycznym obrazem pracy milicji w latach 50.
Hobbyksiazka - awatar Hobbyksiazka
oceniła na 8 1 rok temu
W mroku reflektorów Radek Zwolak
W mroku reflektorów
Radek Zwolak
To co pierwsze mi się rzuciło w oczy przy czytaniu tej książki, to fakt, iż autor bardzo kocha swoje miasto. Z takim zaangażowaniem, dumą i wręcz swoistą czułością o nim pisze, że miałam wrażenie, iż to właśnie Tychy są główną postacią tej opowieści. Nie policjanci, nie sprawa, nie śledztwo, tylko właśnie miasto Tychy. Nie, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, jednak jest to mocno zauważalne. A co oprócz promocji Tychów i radiowej Trójki, jeszcze w tej książce znajdziemy ? W zasadzie niemal standard. Policjant w tak zwanym średnim wieku, świeżo po rozwodzie (bo praca jest najważniejsza) słabe kontakty tak z synem jak i z ojcem. Warszawska policjantka za karę zesłana do Tychów, a co takiego przeskrobała, sami przeczytajcie, jak chcecie. I w końcu śledztwo. Kobieta potrącona na drodze, sprawca zwiał. Cóż, czytało się całkiem nieźle, ale bez rewelacji (wykład o Tyskich Browarach Książęcych niezwykle ciekawy).😉 Lubię czynnik obyczajowy w kryminałach, jednak, jak i we wszystkim, nie lubię przesady. W "W mroku reflektorów" było jednak jak na mój gust, zbyt wiele, prywaty i filozoficznych wywodów. Dodatkowy minus za wilczura, który zapłacił najwyższą cenę za a jakże ludzką głupotę i nieuwagę. Dodatkowy plus za wzmiankę o Anthonym de Mello i jego "Przebudzeniu". Z sumowania wyszło mi, że książka była dobra, ale czy aż dobra, czy tylko dobra, oto jest pytanie 😉.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 6 9 miesięcy temu
Proszę nikogo nie winić Zygmunt Zeydler-Zborowski
Proszę nikogo nie winić
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Pan Bugajski skutecznie postanawia rozstać się życiem. Jest trzecim, który podjął nieodwołaną decyzję i to w dość krótkim czasie. Sprawa, choć smutna, dziwić nie powinna, ale tak nie jest. Każdy z mężczyzn, choć wiekiem słuszni mentalnie był nadal „radosnym młodzieniaszkiem”. Każdy z nich pozostawił identyczny list pożegnalny, ale i każdy z nich – przed śmiercią – pozbył się wszystkich swoich, niemałych, oszczędności. Te okoliczności zmuszają oficerów Kosińskiego i Mareckiego do zbadania sprawy. Obaj muszą się też zająć rozpracowaniem szajki handlarzy narkotyków. W tym wypadku nadmiar obowiązków na swoje dobry strony, bo okazuje się, że sprawa narkotyków i samobójców zaczyna się ze sobą łączyć w zaskakujący sposób... Pomysłowości autorowi nikt odmówić nie może, fabuła - choć pokrętna, nadal jest logiczna i wiarygodna. Jedyne co zawodzi to duet Kosiński/Marecki – wyjątkowo bezpłciowi i schematyczni ci milicjanci. Nadto są momenty, w których autor buduje napięcie w bardzo wymuszony sposób: trzy samobójstwa obcych osób, o identycznym schemacie postępowania nie przeszkadza śledczym wątpić czy mają ze sobą związek. Oczywiście ledwie przez chwilę, ale to mocno grubymi nićmi szyte. Tak samo jak „pomijanie” istnienia Edka. Ale to – w zasadzie – czepialskie detale. „Tajemniczy turysta” to ultrakrótkie opowiadanie z kapitanem Downarem. Legenda lwowskiej szkoły kasiarzy przylatuje z Londynu do Warszawy. Chwilę później zostaje okradziony sklep jubilerski, a sam kasiarz umiera. Jedyne co musi zrobić Downar to połączyć kropki, przy okazji dając „klapsa” młodemu ambitnemu porucznikowi, któremu wydaje się, że wszystko już wie. „Turysta...” to laurka dla Downara, ale i „holmes'owska” prowokacja. Downar, niczym Holmes właśnie, przeprowadza wywód logiczny. Tutaj ikoniczny rodzaj popiołu z fajki zastępuje ślad papryki na zębach. To znów nie do końca zarzut, problem w tym, że Holmes'a kopiować nie ma potrzeby, bo to zawsze pomysł karkołomny.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 6 1 rok temu
Nawet umarli kłamią Zygmunt Zeydler-Zborowski
Nawet umarli kłamią
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Franek Kociuba w akcji. Młody milicjant, który w powieści "Czerwona nitka" pomógł majorowi Downarowi w rozwiązaniu skomplikowanej zagadki kryminalnej, zaczyna pracę w Warszawie. Skończył właśnie szkołę oficerską, i zaczyna układać sobie życie w stolicy. Narzeczona została na wsi, ale jak w tej Warszawie się już Franuś zaaklimatyzuje to ją ścignie do siebie i wtedy przyjdzie czas na ślub i perspektywiczną rodzinę socjalistyczną, bo wiadomo że dla dobrego milicjanta znajdzie się mieszkanie. Ale na razie niepewny swoich śledczych umiejętności Kociuba jest na skraju depresji bo nowe środowisko i trudne zadania, czyli przytłacza go skomplikowana rzeczywistość. Na szczęście kryminał sam się o niego upomina i nie daje mu wpaść w rozpacz. Właścicielka mieszkania w którym wynajmuje pokój ma córkę. A ta córka ma narzeczonego... Franek nie powiedział że pracuje w milicji i pewnie dlatego młodzi zapraszają go na wspólną imprezę. No i zaczyna się historia w której młodzież bananowa dobrze się bawi i wydaje pieniądze lekką ręka, a tymczasem w kraju wcale nie jest tak dobrze żeby żyć ponad stan. Więc tam gdzie ludziom żyje się zbyt łatwo musi pojawić się przestępstwo. Na szczęście Milicja Obywatelska w postaci podporucznika Kociuby ma na wszystko oko. A na podporucznika Franka Kociubę ma oko major Downar, więc nie ma obawy, żeby młody i zdolny oficer popełnił jakiś błąd. Jak zwykle u Zeydlera Zborowskiego ciekawa opowieść osadzona w realiach późnego Gomułki, odkrywająca świat który już dawno odszedł nie pozostawiając po sobie śladów, za wyjątkiem tych zapisanych na kartach powieści.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na 7 2 lata temu
Grobowiec Ozyrysa Adam Nasielski
Grobowiec Ozyrysa
Adam Nasielski
Książka „Grobowiec Ozyrysa” Adama Nasielskiego to pełen napięcia kryminał z cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika”, w którym słynny inspektor warszawskiej policji mierzy się z jedną z najbardziej tajemniczych i niebezpiecznych spraw w swojej karierze. Tym razem śledztwo prowadzi go do świata wielkich finansów, międzynarodowych spisków i egzotycznych sekretów, które mogą kosztować życie każdego, kto się do nich zbliży. Wszystko zaczyna się od tajemniczej serii wydarzeń, które inspektor Żbik nazywa „cieniem we mgle”. Pierwszy trop prowadzi do elitarnego kręgu finansistów i przemysłowców, gdzie liczą się nie tylko pieniądze, ale także bezwzględna władza i sekrety skrywane od pokoleń. Kluczową postacią w tej sprawie jest Erazm Stokowski, międzynarodowy bankier, który nagle zaczyna się bać o swoje życie. Twierdzi, że jest śledzony, że ktoś chce go zabić, ale nie może lub nie chce wskazać konkretnej osoby. Jego przerażenie jest tak wielkie, że nawet Żbik – twardy i doświadczony śledczy – przez chwilę zastanawia się, czy ma do czynienia z prawdziwym zagrożeniem, czy może obłędem. Sprawa nabiera rozpędu, gdy w Banku Południowym, którego Stokowski jest dyrektorem, dochodzi do serii dziwnych incydentów. Ludzie zaczynają znikać, pojawiają się anonimowe ostrzeżenia, a trop prowadzi do tajemniczego grobowca Ozyrysa, który zdaje się być symbolem czegoś znacznie większego niż tylko starożytna legenda. Żbik, znany z analitycznego umysłu i zdolności rozgryzania najbardziej zawikłanych zagadek, musi zmierzyć się nie tylko z ukrytymi graczami tej śmiertelnej gry, ale także z własnym strachem – po raz pierwszy czuje, że może nie mieć pełnej kontroli nad sytuacją.
Hobbyksiazka - awatar Hobbyksiazka
oceniła na 8 1 rok temu
Siedem papierosów Maracho Jerzy Edigey
Siedem papierosów Maracho
Jerzy Edigey
Jaki kraj takie przestępstwa, chciałoby się powiedzieć. Agata Christie napisała doskonała powieść „Morderstwo w Orient Expressie” a u nas ani expresu ani nawet morderstwa. Bo któżby tam chciał mordować w pociągu dalekobieżnym z Warszawy do Szczecina. W Polsce Ludowej by uzyskać korzyść materialną i dorobić się w niecny sposób nie trzeba można się było posłużyć znacznie prostszymi metodami. Poza tym za mordowanie można było trafić na stryczek więc kradzieże wydawały się znacznie bardziej bezpieczne w razie wpadki. Akcja tej mikropowieści rozgrywa się na początku lat 80-tych. W przedziale pierwszej klasy do Szczecina podróżuje szóstka pasażerów. A skoro to czas wakacyjny to raczej śmiało można założyć że to osoby jadące tam żeby wypocząć i żeby nad morzem, gdzieś w Międzyzdrojach czy innym kurorcie przepuścić trochę uciułanej gotówki. Jeśli się jest złodziejem łatwo się domyślić, że podróżni pierwszej klasy to ludzie mogący wieźć portfele pełne pieniędzy. Teraz tylko trzeba wymyślić jak ich tej gotówki pozbawić. Sześcioro pasażerów rozmawia o wszystkim i niczym, ktoś zamawia u kelnerki roznoszącej towary spożywcze piwo, kto inny kawę, jeszcze ktoś paczkę papierosów „Maracho”. To jakieś nowe, zagraniczne papierosy, więc pan który je kupił częstuje pozostała piątkę, bo jak tu nie poczęstować, skoro to nowość, a wszyscy palący. Po chwili cała szóstka smacznie ustąpi. Po jakimś czasie do przedziału wchodzi konduktorka. Widząc pasażerów w dziwnych pozycjach, pogrążonych w głębokim śmie, orientuje się że zaszło tu coś niecodziennego. Potrzebuje więc pomocy. Na szczęcie kilka przedziałów dalej jedzie milicjant. Budzi go a ten od razu staje na wysokości zadania. Młody porucznik Marian Balerski służący w dworcowym komisariacie na stacji Szczecin Główny wie że to nie przelewki i musi sprawę potraktować poważnie jak na prawdziwego funkcjonariusza przystało. Udaje mu się ocucić pasażerów którzy po odzyskaniu przytomności czują się tak jakby wracali z czterodniowego wiejskiego wesela. No i oczywiście jest jeszcze coś. Zniknęły wszystkie pieniądze i do tego jeszcze kosztowności, w których jedna z pań chciała w Międzyzdrojach zadawać szyku. Ktoś musiał im podać jakiś narkotyk, stwierdza autorytatywnie porucznik. I mało brakowało, a mielibyśmy nasze własne, rodzime bo popełnione w Polsce Ludowej morderstwo w Szczecin expressie pomnożone przez sześć więc od razu przebilibyśmy zgniły zachód. No ale widać los chciał inaczej i pewnie dlatego mało kto pamięta o naszej zbrodni w pociągu a o tym z Orient expressu słyszał cały świat. Milicyjny Poirot – Marian Balerski bierze się ostro do pracy, bo czas goni, pociąg ma tylko godzinę spóźnienia i w końcu dojedzie do Szczecina. Trzeba więc w tym krótkim czasie ustalić kto okradł tych ludzi. Czy to robota pasażera, czy może kogoś z obsługi? A co z tytułowymi papierosami „Maracho”? Czy one odegrały w tym przestępstwie jakąś rolę? Nie dowiecie się jeśli nie sięgniecie po tę mikropowieść. Ja przesłuchałem ją w interpretacji Roberta Michalaka którego głos przeniósł mnie do kołyszącego się, głośnego pociągu lat osiemdziesiątych, w którym smród tanich papierosów mieszał się z odorem niedomytych ciał, wyziewami przetrawionego alkoholu i ekskluzywnym zapachem old spice’a. Siedem papierosów Maracho, to jak zawsze u Edigeya dobrze skrojona opowieść, którą czyta się płynnie i gładko, bez zbędnych mielizn i dłużyzn. Akcja może nie tak wartka jak pospieszny z Warszawy do Szczecina, ale snująca się powoli jak dymek z papierosa „Maracho” w kolejowym przedziale pierwszej klasy. Tylko nie potrafię sobie przypomnieć co to były za papierosy. Wtedy już jako nastolatek popalałem trochę za co nawet dorobiłem się nagany dyrektora liceum i wówczas wydawało mi się że znam wszystkie dostępne na rynku fajki. Tych za diabła nie pamiętam. A może ich wcale nie było i marka została wymyślna na potrzeby książki? W każdym razie nawet jeśli nie istniały, to podobno smakowały całkiem nieźle i jak twierdził jeden palacz, bohater tej opowieści, były najzdrowsze ze wszystkich, bo tylko po nic nie miał chrypki.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na 7 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Szyfr zbrodni

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szyfr zbrodni