Szkielety w kwiatki

Okładka książki Szkielety w kwiatki
Maciej Bartosz Kruk Wydawnictwo: Planeta Czytelnika fantasy, science fiction
420 str. 7 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2023-09-15
Data 1. wyd. pol.:
2023-09-15
Liczba stron:
420
Czas czytania
7 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367735155
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szkielety w kwiatki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szkielety w kwiatki

Średnia ocen
7,1 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
715
555

Na półkach: , ,

Szkielety w kwiatki to zbiór opowiadań zgoła niemających ze sobą za wiele wspólnego. Czytając je jednak znajdziemy niuanse, które je łączą. To odnajdywanie połączeń sprawiło mi dużo frajdy.

Opowiadania to w głównej mierze science fiction, z dużą domieszką horroru i groteski. Momentami surrealizm aż bije po oczach. Osobiście uważam, że te gatunki najlepiej pasują do krótkiej formy jaką są opowiadania.

Autor zabierze nas w przyszłość, pokaże swoje wyobrażenie o niej, ale także alternatywną wizję historii. Trzeba przyznać, że wyobraźni mu nie brakuje. Jednocześnie wszystko wydaje się realne i możliwe do spełnienia. Któż z nas nie zastanawiał czy sztuczna inteligencja nie przejmie władzy nad światem.

Książka jest świetna i daje dużo do myślenia. Każdy czytelnik może odebrać ją inaczej. Dla mnie była emocjonalna. Pokazuje relacje międzyludzkie, konsekwencje naszych wyborów i świat, do którego zmierzamy (chyba). Świat, w którym człowiek jest tylko jednostką, a dziecko zbędnym elementem. Świat, który niszczymy swoimi działaniami.

Opowiadania są równe, co nie zawsze się zdarza przy takich zbiorach. Ciężko mi wybrać najlepsze, jest ich kilka. Córeczka tatusia, Pociąg w zaświaty, Autora to trzy, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Smaczku dodaje fakt, że opowiadanie Szkielety w kwiatki jest oparte na prawdziwej historii, którą autor usłyszał od mężczyzny, który przeżył piekło obozu.

Nie spodziewałem się, że ten debiut wzbudzi we mnie tyle emocji. Nawet jeżeli science fiction nie jest waszym ulubionym gatunkiem polecam przeczytać ten zbiór opowiadań i gwarantuje, że emocji nie zabraknie. Dla mnie to 9/10 i będę mocno kibicował autorowi w jego dalszej karierze.

Szkielety w kwiatki to zbiór opowiadań zgoła niemających ze sobą za wiele wspólnego. Czytając je jednak znajdziemy niuanse, które je łączą. To odnajdywanie połączeń sprawiło mi dużo frajdy.

Opowiadania to w głównej mierze science fiction, z dużą domieszką horroru i groteski. Momentami surrealizm aż bije po oczach. Osobiście uważam, że te gatunki najlepiej pasują do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

109 użytkowników ma tytuł Szkielety w kwiatki na półkach głównych
  • 56
  • 51
  • 2
24 użytkowników ma tytuł Szkielety w kwiatki na półkach dodatkowych
  • 14
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Exterra. Antologia science fiction Adam W. Bukowski, Maciej Bukowski, Grzegorz Czapski, Przemysław Duda, Paweł Goderski, Roland Hensoldt, Mariusz Kaszyński, Marek Kolenda, Maciej Bartosz Kruk, Kamil Muzyka, Krzysztof Rypuła, Goran Skrobonja, Edward Strun, Miłosz Subsar, Kacper Sumiński, Maciej Szmajdziński, Szymon Szymański, Zeter Zelke
Ocena 7,5
Exterra. Antologia science fiction Adam W. Bukowski, Maciej Bukowski, Grzegorz Czapski, Przemysław Duda, Paweł Goderski, Roland Hensoldt, Mariusz Kaszyński, Marek Kolenda, Maciej Bartosz Kruk, Kamil Muzyka, Krzysztof Rypuła, Goran Skrobonja, Edward Strun, Miłosz Subsar, Kacper Sumiński, Maciej Szmajdziński, Szymon Szymański, Zeter Zelke
Maciej Bartosz Kruk
Maciej Bartosz Kruk
Łodzianin, urodzony w 1985 roku. Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim i reżyserii w Gdyńskiej Szkole Filmowej. Uwielbia dobre historie o relacjach między bohaterami i trudnych wyborach oraz koncepcje, które rozgrzewają wyobraźnię, powodując parowanie neuronów (stąd miłość do science fiction). Humanistyczny mózg zafascynowany astrofizyką, inżynierią kosmiczną i rozwojem AI – z czego większości nie rozumie, ale bardzo się stara. Ubolewa, że nie starczy mu życia, żeby obejrzeć i przeczytać... wszystko.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bajania Michał Medwid
Bajania
Michał Medwid
Nie jestem wielką fanką horrorów (choć lubię Kinga) i trochę długo zabierałam się to tej książki. Obiecałam sobie, że przeczytam wszystkie i zostawię recenzję pod każdą książką, które były nagrodzone na Pyrkonie w konkursie Fantastycznie utalentowani i musiałam dotrzymać słowa. I nie żałuję tej lektury. Opowiadania czyta się naprawdę fajnie. Momentami to taki trochę unowocześniony Grabiński („Demon ruchu” kiedyś mnie porządnie nastraszył), czuć jego klimat, ale Medwid przerabia temat po swojemu. Okazało się też, że właściwie to nie horror, tylko opowieści grozy – nie przerażały, ale wywoływały dreszcz niepokoju, niewygodę, napięcie. A to moim zdaniem lepsze niż epatowanie strachem. Możliwe też, że ja inaczej reaguję, bo emocjonalnie bardzo mnie i rozkochały, i nastraszyły konkursowe pozycje zupełnie odmienne gatunkowo: genialne fantasy „Kwestia wyboru” Borowskiego – świetna przygoda z wieloma dreszczami niepokoju i równie genialne postapo „Phenomen” Rapy – dużo, dużo podskórnego strachu. Muszę jeszcze zaznaczyć to, co piszę przy każdej z konkursowych książek – WSZYSTKIE BYŁY ŚWIETNE. W tym i „Bajania”. Doskonały prawie-debiut, bardzo szeroka tematyka (opowiadania niezwykle różnorodne), dobra umiejętność poruszania się w różnych konwencjach. Jeśliby się do czegoś przyczepić, to do bardzo słabej redakcji. Porządne wydawnictwo powinno się bardziej postarać! Mimo wszystko bardzo możliwe, że jeszcze sięgnę po tego autora, choć nie pisze w moim ulubionym gatunku.
Czarna_Inez - awatar Czarna_Inez
ocenił na 7 3 miesiące temu
Galeria koszmarów feranosa  Feranos
Galeria koszmarów feranosa
Feranos
Lubicie czytać opowiadania, czy (podobnie jak ja) lepiej czujecie się w dłuższej formie? ‎ ‎*** ‎To był mój pierwszy booktour, więc emocje i oczekiwania - wiadomo - wywindowane. Lubię się bać, lubię mrok, ale z opowiadaniami mam relację typu: wracam, odchodzę, znowu wracam. Daję im szansę co jakiś czas. Tu też ją dałam. ‎Jak to w zbiorach bywa - poziom był bardzo nierówny. ‎ ‎Najmniej kupiły mnie Dobranocki - krótkie, mroczne formy stylizowane na bajeczki przed pójściem spać. Za dużo abstrakcji, za dużo psychodelii, nie umiałam się w nie wczuć. ‎ ‎Co do opowiadań - "Światło upadłych" - absolutnie tak. Czułam klimat jak w "Szczelinie" Kariki: gęsto, duszno, niepokojąco. Dokładnie ten rodzaj mroku, który wchodzi pod skórę nie pytając o pozwolenie. ‎ ‎"Królestwo pleśni i kości" - językowo sztos. Wulgarnie, z humorem, z pięknym sarkazmem. Brudne, ale świadome. Takie rzeczy lubię. ‎ ‎"Obrazki", "Jelonek" i "Nie otwierać" miały świetne, bardzo obiecujące początki. Niestety - finał nie dowiózł. Liczyłam na inne rozwiązania, skręt w inna stronę, coś bardziej hm... rzeczywistego? Został lekki niedosyt. ‎ ‎Ogromny plus za ilustracje - naprawdę robią z tej książki małą galerię sztuki. Klimatyczne, niepokojące, idealnie współgrają z treścią. ‎ ‎Sama treść? Bardzo mroczna, momentami jak wpadnięcie w cudzy, pokręcony koszmar. W wirującą czarną dziurę. Dużo obłędu, dużo psychodelii, mrok wylewa się z każdej strony. Dla mnie chwilami aż za bardzo. ‎ ‎Czy warto? Tak, warto poznać. ‎Czy mnie przekonało do opowiadań? Nadal nie do końca. ‎Ale próbowałam. I pewnie spróbuję znowu... 😎 ‎ ‎*** ‎Booktour u @ksiazkowe_poczynania ‎
O_książkach bez_cukru - awatar O_książkach bez_cukru
ocenił na 6 2 miesiące temu
Obiata. Antologia słowiańska Graham Masterton
Obiata. Antologia słowiańska
Graham Masterton Tadeusz Oszubski Grzegorz Gajek Monika Maciewicz Małgorzata Lewandowska Olaf Pajączkowski Jacek Pelczar Katarzyna Wierzbicka Zeter Zelke Agnieszka Kuchmister Aleksandra Dobies Michał Jankowski Silke Brandt Krzysztof Dzieniszewski Kalina Sucharska Adam Kaczmarczyk Karolina Mogielska
Słowiańska antologia Obiata łączy w sobie szesnaście opowiadań i szesnaście różnych spojrzeń na temat. Magia, obrzędowość i mitologiczne potwory Słowian przeplatają się między współczesnością, zamierzchłymi czasami i fantastycznymi światami, których próżno szukać na mapach. Opowiadania przesycone tajemnicą i mrokiem, aż proszą się o przeczytanie. Jako że to antologia, postaram się o każdym z opowiadań napisać choć zdanie, bo jak to zwykle bywa w tego typu wydaniach, te naprawdę dobre teksty często przeplatają się z mniej udanymi. W Obiacie bez trudu znajdziecie kilka perełek, i ciekawa jestem czy to będą te same, które zachwyciły mnie. Ale do rzeczy: Monika Maciewicz – Dziad wędrowny Bardzo ciekawe opowiadanie o tym jakie miejsce w kulturze zajmował dziad wędrowny, świetny pomysł i wykonanie, szkoda że takie krótkie, bo chętnie jeszcze poczytałabym o innych wsiach odwiedzanych przez Jeża 7/10 Michał Jankowski – Tęsknica Jedno z takich opowiadań, gdzie trudno cokolwiek o nim napisać. Nie było ani złe ani jakoś szczególnie zachwycające. Trochę zbyt krótkie, żeby miał szansę rozwinąć skrzydła. Motyw Tęsknicy ciekawy, ale brakowało mi tu jakiegoś głębszego rozwinięcia. 5/10 Krzysztof Dzieniszewski – Pod powierzchnią Jedno z lepszych opowiadań tej antologii. Ciekawe, wartkie z zaskakującym zakończeniem. Natury nie da się oszukać i potwór zawsze zostanie potworem. Świetnie wykreowane postacie, choć pomysł klasyczny to jednak w ciekawym wydaniu. 8,5/10 Silke Brandt – Czarnobóg, pan lodowego miasta To jest opowiadanie, które w ogóle mnie nie przekonało. Dla mnie cała treść była niezwykle naciągana, „słowiańskość” zamknęła się w nazewnictwie, a akcja przypominała narkotyczny bad trip. Nie poczułam zupełnie tej ekscytacji, która zwykle towarzyszy czytaniu czegoś nowego. 4/10 Adam Kaczmarczyk – Żmijowaci Czuję trochę niedosyt, to opowiadanie mogłoby stanowić wspaniały wstęp do dalszej historii, jedynym co mi przeszkadzało była stylizowana mowa. 6/10 Jacek Pelczar – Nieszczęścia chodzą trójkami Uśmiałam się jak szalona. Opowiadanie było krótkie ale treściwe, jego ogromnym plusem jest nieszablonowość i podejście do tematu. Przyznaję, że końcówka mega mnie zaskoczyła, nie przewidziałbym takiego obrotu spraw! 7/10 Graham Masterton, Karolina Mogielska – Pan Nikt Pan Nikt, to opowiadanie które w tej antologii zmusiło mnie do rozmyślań o moralności. Samo opowiadanie jest bardzo ciekawe, choć początek nieco się dłuży. Jednak gdy wreszcie przechodzimy do „treści właściwej” wszystko robi się dużo płynniejsze. W moich oczach całe show skradła babka Janka i jej historia, które zrobiły na mnie największe wrażenie i spowodowały, że zatęskniłam za moją własną babcią. Co do rozmyślań o których wspominam, końcówka, a raczej zachowanie i podejście do tematu głównej bohaterki zakrawały trochę na hipokryzję i stąd te moje rozkminy. 8/10 Małgorzata Lewandowska – 1990 Smutne, trochę nostalgiczne opowiadanie. Dużo ciekawszym wydawał mi się tu wątek nieludzi niż ludzkich nastolatek, i chętnie dowiedziałbym się, jak potoczyły się losy Rdestki i reszty stworzeń zamieszkujących las i jezioro. 6/10 Grzegorz Gajek – Wurdałak Stylizowane na list z zamierzchłych czasów, mroczne i trochę pokrętne. Nie mogę powiedzieć, żeby mi się nie podobało, choć zakończenie miało dość przewidywalne. Czarna magia, potwory i ofiary z ludzi, cały ten tekst przesyca mrok i jakaś dusząca tajemnica. 7/10 Agnieszka Kuchmister – Tak pachnie noc Opowieść o wiedźmie, która porzuciła las by żyć między ludźmi. Zaskakujące, mroczne i bardzo dobre. Ukazuje naturę wiedźm, taką jaką znamy z dawnych podań, bez lukrowania i wybielania na siłę. Silne postacie kobiece, magia i sex, czego chcieć więcej? 8/10 Tadeusz Oszubski – Za łzami Goplany Nie wiem, czy nazwałbym ją „mikropowieścią grozy” choć tak ma w podtytule, zwłaszcza, że w tej antologii jest kilka znacznie mroczniejszych opowieści. Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanie było bardzo ciekawe. Oparte na miejscowej legendzie ukazuje uczucie, które mogłoby zostać „twarzą” toksycznych związków. Śmierć i strata przysłaniające radość pierwszego zakochania są tu na pierwszym planie. 7/10 Kalina Sucharska – Jak wywołać wilka z lasu I gdzie jest ciąg dalszy, ja się pytam? To opowiadanie niczym idealna przynęta popchnęło mnie w stronę szukania pozostałej twórczości autorki, napisane z werwą i polotem, ciekawe i świetnie wpisujące się w nurt słowiańskiego urban fantasy, którego nie mamy zbyt dużo. Gdyby to była książka, kupiłabym ją bez wahania 8,5/10 Zeter Zelke – Nic nowego pod słońcem Tym razem mimo słusznej objętości, treść zupełnie mnie nie porwała. Choć dzieje się sporo i szybko, to jednak zupełnie nie mogłam wciągnąć się w czytanie. Nie obce są mi opowieści o zmianie ustroju, nowych początkach i nieznanych niebezpieczeństwach, które wyganiają ludzi z domów i zmuszają do ukrywania się w lesie, jednak tym razem nie było tej chemii, która sprawia, że opowieść zamieszkuje w mojej głowie na dłużej. 5/10 Aleksandra Dobies – Nim nadejdzie świt Mroczne i piękne, urodą sprawiedliwej kary za popełnione zbrodnie. Żeby naprawdę je docenić, trzeba doczytać do ostatniej kropki. Zdecydowanie warte poznania. 7/10 Olaf Pajączkowski –Spotkali się zimą Mroczne i niepokojące, w pewien sposób kojarzące się z twórczością Mastertona, oplata czytelnika pasmami mrocznej materii i sprawia, że każde stuknięcie i szmer rozdzierające nocną ciszę wywołują gęsią skórkę i nerwowe podrygiwanie. 6,5/10 Katarzyna Wierzbicka – Rezerwat Niezwykle smutna opowieść o świecie, który przemija i odchodzi, o okrucieństwach i pragnieniu, którego nic nie może ugasić, o więzach, których nie tworzy krew i ród… Autorka nie bierze jeńców i od razu uderza w czułe serduszka czytelników. Głównego bohatera nie da potępić czy znienawidzić. Ja nie okazałam się odporna i pewnie zginęłabym w tym świecie jako jedna z pierwszych, bo niezależnie od podejmowanych działań żal mi było osieroconego potworka. Motyw „świata” który przemija zastępowany ludzką niewiarą i technologią również jakoś wybitnie do mnie trafia i napawa smutkiem. Smutłam, ale czytało się świetnie 8,5/10
CzarnaLenoczka - awatar CzarnaLenoczka
oceniła na 6 1 rok temu
Gruzy. Antologia postapo Paulina Klimentowska
Gruzy. Antologia postapo
Paulina Klimentowska Kornel Mikołajczyk Magdalena Świerczek-Gryboś Jarosław Klimentowski Artur Olchowy Edward Strun Agata Suchocka Roland Hensoldt Magdalena Anna Sakowska Radek Puchała Marcin Bartosz Łukasiewicz Łukasz Rzadkowski Wiktor Matyszkiewicz Aleksandra Bednarska Natalia Klimaszewska Lidia Gręda Jarosław Dobrowolski Feranos Agata Francik Dominika Vicente Michał Korzun
Jeśli chodzi o tę antologię, to prześladuje mnie pech. Była to pierwsza pozycja po którą siegnąłem w Audiotece. I gdzieś w połowie drugiego tomu (audiobook był podzielony) Audioteka skasowała ją w całości z zasobów. Po zdobyciu wersji papierowej, utknąłem na długim i nudnym "Podróż ludzi bez twarzy" Magdaleny Sakowskiej. Długi, rozwlekły utwór, bez wyraźnej fabuły, chaotyczne poprowadzona narracja oczami różnych bohaterów, pełna męczącego "inkluzywnego" języka nowomowy - moje najbardziej traumatyczne przeżycie literackie ostatnich 12 m-cy! Bo tyle mi zajeło zapoznanie się z całą antologią, uwzględniając wszystkie przeciwności losu. Drugie najsłabsze opowiadanie to "Kiedy zgaśnie światło" Michała Korzuna, konwecja fantasy niezbyt pasuje do post-apo, ale co kto lubi. Do słabych zaliczam też "Ci, którzy nie chodzą na czterech" - Kornela Mikołajczyka, wydumane, nierealistyczne, podobnie "Moja apokalipsa" - Agaty Francik, oniryczne, i badziej jak mówi tyt. dotyczący jakiejść wewnetrznej apokalipsy , niż post-apo. Reszta opowiadań zdecydowanie bardziej na plus. Są i "madmaxowe" i takie bardziej kameralne. Mi najbardziej utkwiły w pamięci "Suczki" Agaty Suchockiej, "Walka o wodę" Edwarda Struna, "Azyl" Dominiki Vivente, "Manicure na Anetę" Aleksandry Bednarskiej, "Do ostatniej linijki kodu" Natalii Klimaszewskiej, "Pierwszego lipca tam gdzie zwykle" Marcina Łukaszewicza... Mamy tu to czego spodziewamy się od gatunku - pustynie, podziemia i miasta po zagładzie, jakiś przetrwańców, w klanach, grupach, czy samotników pełnych wszczepów, ulepszeń czy nawet mechanicznych bohaterów. Duży udział pań w tym zestawieniu, każe sądzić, że żeńska część twórców z dużą pewnością siebie eksploruje takie tematy, z niezłymi pomysłami i dobrym skutkiem. Pomimo pewnych słabości, typowych dla antologii, daję wysokie 7/10. Chciałbym dać 6,5/10 jednak tutejsza punktacja nie pozwala, więc ten + 0,5 trochę na kredyt.
nordvargr - awatar nordvargr
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Chindōgu Marta Sobiecka
Chindōgu
Marta Sobiecka
„Chindōgu” Marty Sobieckiej to książka, która zyskuje wraz z upływem czasu. Im dłużej o niej myślę, tym bardziej ją doceniam. Moja przygoda z tym światem potoczyła się jednak nietypowo, bo zaczęłam od „Kaori”, a dopiero później sięgnęłam po wcześniejsze tomy. I wbrew pozorom wcale nie uważam tego za błąd. Czytając „Chindōgu”, wróciłam do świata, który był mi już znany, ale tym razem wydał się głębszy i bardziej niepokojący. To nie jest książka nastawiona na szybkie tempo czy nagłe zwroty akcji. Zamiast tego stawia na refleksję (nad technologią, wolną wolą i nad tym, jak często moralność ustępuje miejsca interesom bogatych i wpływowych). Ten spokojniejszy rytm narracji bywał dla mnie momentami wymagający, ale ostatecznie uważam go za dużą zaletę (bo pozwala skupić się na tym, co w tej historii najistotniejsze!). Kaori Nakamura to bohaterka, którą śledzę z zainteresowaniem, nawet jeśli nie zawsze udaje mi się nawiązać z nią emocjonalną więź. Jej zdystansowanie, zmęczenie i chłód wydają się naturalną reakcją na świat, w którym funkcjonuje - balansujący na granicy tego, co ludzkie i cyfrowe. To postać daleka od heroizmu, momentami niewygodna, ale właśnie dzięki temu autentyczna. Bardzo przemawia do mnie metafora ukryta w tytule. Chindōgu - przedmioty, które mają sprawiać wrażenie użytecznych, a w rzeczywistości okazują się zbędne - trafnie oddają sposób, w jaki w tej powieści przedstawiona jest technologia. Hologramy zmarłych, cyberterapie, VR czy bioboty jednocześnie zachwycają i niepokoją. Pozostaje pytanie, czy rzeczywiście pomagają żyć, czy raczej pozwalają uciec od bólu, odpowiedzialności i prawdziwych relacji? Wspaniały jest też japoński klimat powieści, obecny nie tylko w estetyce, ale przede wszystkim w mentalności postaci i społecznych zależnościach. Tradycyjne schematy, patriarchat, podwójne standardy i ostracyzm wobec ofiar funkcjonują tu ramię w ramię z nowoczesną technologią. Dzięki temu świat przedstawiony wypada niezwykle wiarygodnie i zaskakująco blisko rzeczywistości. „Chindōgu” to cyberpunk stonowany i pełen refleksji, skupiony na człowieku. Nie epatuje wizją przyszłości, lecz zadaje ciche pytania o to, czy w świecie naszpikowanym udogodnieniami sami nie stajemy się czymś zbędnym (kolejnym chindōgu, które łatwo wymienić). Bardzo liczę na to, że jeszcze spotkam się z Kaori Nakamurą. Jej historia i świat, w którym przyszło jej żyć, zostawiły u mnie ogromny niedosyt (taki, który zdecydowanie zachęca do dalszego czytania) :D
obszyte_slowami - awatar obszyte_slowami
ocenił na 8 3 miesiące temu
Kres zaślepionych Marcin Halski
Kres zaślepionych
Marcin Halski
Sięgając po „Czas zaślepionych” Marcina Halskiego, nastawiałam się na klasyczną, postapokaliptyczną przygodę, ale to, co otrzymałam, okazało się literacką hybrydą wywołującą skrajne emocje. Muszę jednak zaznaczyć, że do tej lektury podeszłam z konkretnym bagażem doświadczeń - jestem absolutnie oczarowana późniejszym piórem autora, które poznałam dzięki znakomitemu „Sołtysowi” oraz poruszającej „Bezdomności All Inclusive”. Mając w pamięci te nowsze tytuły, lektura dylogii „Zaślepieni” była dla mnie fascynującą podróżą sentymentalną do roku 2023. Pozwoliło mi to spojrzeć na te książki z szerszej perspektywy i z ogromną satysfakcją zaobserwować, jak imponujący progres warsztatowy dokonał się u Marcina Halskiego na przestrzeni lat. Trzeba oddać autorowi jedno - fundament historii o „zaślepieniu” jest absolutnie frapujący i to on trzyma czytelnika przy stronach, nawet gdy w tym wcześniejszym etapie twórczości pewne elementy jeszcze wymagały doszlifowania. Wizja ludzkości, w której każdy po osiągnięciu czterdziestego roku życia nieuchronnie zmienia się w bezrozumną, krwiożerczą bestię, ma w sobie coś z egzystencjalnego horroru. To bolesna metafora przemijania i lęku przed nieuchronnością losu. Klimat świata, w którym młodzi ludzie celebrują każdą chwilę, wiedząc, że ich czas jest policzony, a starsi z rezygnacją czekają na egzekucję, jest gęsty i autentycznie poruszający. Niestety, w pierwszym tomie, im głębiej wchodziłam w historię, tym bardziej czułam, że obcuję z postaciami, które momentami wydawały się zbyt surowe. Heni oraz towarzyszący mu Nieznajomy bywali mi momentami obojętni przez brak wyraźnie zarysowanej chemii, a ich relacja wydawała się nieco sterylna. Nieznajomy zbyt często przypominał mi milczącą postać, co w tamtym czasie autor wykorzystywał do budowania napięcia. Stylistycznie Halski już wtedy stawiał na prostotę i oszczędność języka, co pozwalało płynąć przez lekturę, choć pozostawiało pewien niedosyt w sferze opisów świata, który chciało się poznać znacznie dokładniej. Moja ocena pierwszej części była rozdarta, jednak to „Kres zaślepionych” okazał się krwawym i znacznie bardziej dynamicznym wypełnieniem tego szkicu. W kontynuacji widać już wyraźniejsze zarysowanie planu na to uniwersum, realizowane z bezwzględnością. To tutaj następuje radykalna zmiana perspektywy i serwowany jest nam technologiczny misz-masz, który idealnie „klika” z mrocznym klimatem. Ciężar narracji przesuwa się w stronę Soni, co uważam za bardzo trafny zabieg. Dziewczyna, uwięziona w lochach Walmii jako obiekt nieludzkich eksperymentów, staje się najbardziej „kompletną” i ludzką postacią w całym cyklu. Jej sytuacja - ciężarnej kobiety, której dziecko ma być kluczem do znalezienia leku - dodaje historii ogromnego ładunku emocjonalnego. To, co jednak najbardziej mnie zaskoczyło, to odważne wejście w wątki science-fiction i wyjaśnienie genezy zaślepienia jako skutku pogoni za nowymi technologiami. Ta wizja nadaje całości głębszy sens - to już nie tylko walka z mutantami, to gorzka refleksja nad tym, jak ludzka ambicja może doprowadzić do degradacji gatunku. Finałowy cliffhanger zostawia czytelnika w osłupieniu, udowadniając, że Marcin Halski już wtedy potrafił konstruować zakończenia, które nie dają o sobie zapomnieć. Podsumowując, lektura tej dylogii po poznaniu nowszych dzieł autora była niezwykle pouczająca. Choć „Zaślepieni” noszą cechy wcześniejszego warsztatu, ich koncept jest tak silny, że broni się sam. Widząc, jak autor rozwinął skrzydła w swoich późniejszych książkach, z jeszcze większą ciekawością będę wypatrywać jego kolejnych literackich kroków. Jeśli szukacie mrocznej, dystopijnej przygody, która zmusza do myślenia o tym, dokąd pędzimy jako cywilizacja, seria Marcina Halskiego - szczególnie czytana przez pryzmat jego ewolucji - będzie doskonałym wyborem.
Marta Bazylczuk - awatar Marta Bazylczuk
ocenił na 7 3 miesiące temu
Za kamień i za ciemność Sonia Korta
Za kamień i za ciemność
Sonia Korta Piotr T. Dudek
Po kilku latach wróciłam do historii, która za pierwszym razem zrobiła na mnie przeogromne wrażenie. Za drugim… hmm, nic się nie zmieniło. Nadal było wspaniale, mrocznie, obskurnie i epicko! To opowieść niczym ruchome piaski! Wejdziesz, wciągnie cię, może kiedyś wypuści, ale zostanie z tobą na długo, jak piach w zakamarkach Twoich ulubionych skarpetek. Wyobraź sobie, że schodzisz po krętych schodach. Po drodze nie ma żadnych drzwi, które dałyby ci choćby iluzję ucieczki czy schronienia. Idziesz w dół, a im dalej, tym ciemniej, gęściej i bardziej niepokojąco. To historia tak wielowątkowa, tak głęboko zanurzona w strukturach jednego miasta, że opisanie jej w kilku zdaniach graniczy z niemożliwością. Mamy tu potomka obalonej dynastii (Razaguela), który żyje na marginesie Baraghody, miasta niegdyś należącego do jego rodu, a dziś miejsca skorumpowanego, gnijącego i z każdym dniem coraz mroczniejszego. Musi on nie tylko przetrwać w przestrzeni, gdzie samo jego nazwisko czyni go wrogiem publicznym, lecz także zmierzyć się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa, ugrzęznąć w politycznym bagnie i balansować na granicy świata ludzi oraz bogów. Ale to nie jedyny wątek, jaki dostajemy. Jest tu także podziemny lud, którego losy obserwujemy z perspektywy Rafiego Szczurołapa. Schodząc jeszcze głębiej, spotkasz Króla Szczurów, a patrząc na Baraghodę jego oczami, zobaczysz czystą ciemność, okrucieństwo i niesprawiedliwość. I co najważniejsze: Poczujesz na własnej skórze przebiegające po tobie szczury i poznasz najsłodszego, najwierniejszego i najinteligentniejszego przedstawiciela tego gatunku. Największą zaletą tej historii jest to, jak głęboko autorzy wchodzą w psychikę postaci, które nie są ani czarne, ani białe. Są ludzcy: skrzywdzeni, niejednoznaczni, uwikłani, empatyczni, egoistyczni, mściwi, czy zdolni do litości. Nie znajdziemy tu klasycznych herosów ani jednoznacznych złoczyńców, lecz ludzi niosących ciężar własnych historii. Postacie drugoplanowe nie są jedynie tłem czy figurami przesuwanymi po planszy. Każda z nich dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nawet najbardziej epizodyczne role zapadają w pamięć. Powieść jest gęsta od poruszanych tematów, a jednocześnie niezwykle uporządkowana. Nie znajdziesz tu chaosu ani zagubienia. Każdy z bohaterów weźmie cię za rękę i poprowadzi własną ścieżką. I choć książka wymaga skupienia, nie zgubisz się w tej wielowątkowości. Wszystko jest tu kompletne! Jedno wynika z drugiego, prowadząc do logicznej, misternie utkanej całości. „Za kamień i za ciemność” redefiniowała moje pojęcie polskiego dark fantasy. To dzieło dopracowane, monumentalne i intensywne emocjonalnie. I choć bardzo chciałabym opowiedzieć wam szczegółowo, jak piękna jest ta historia, wiem, że żadne moje słowa nie oddadzą tego, co ta książka ze mną zrobiła. Wróciłam do niej po kilku latach... i krócej jeszcze nie jeden raz.
TropemCiszy - awatar TropemCiszy
ocenił na 10 24 dni temu
Srebrny Kruk Michał J. Sobociński
Srebrny Kruk
Michał J. Sobociński
A kogo obchodzi spokój gdy polem bitwy jest krzyk? Srebrny kruk to otwarcie cyklu Wieszczby Końca Czasów. Jest to tak naprawdę zbiór niezależnych od siebie opowiadań, które można czytać oddzielnie i w różnej kolejności. Razem tworzą niesamowity obraz świata, w którym nie ma ani krztyny romantyczności. Jest brudny i brutalny. Wśród otchłani jam oczami. Jestem ostrzem wśród gawiedzi, Jestem cieniem wśród promieni. Przynoszę wieści których nie ma. W Srebrnym kruku znajdziemy morze intryg. Całość to wielowątkowa, wielowymiarowa powieść fantasy z gatunku tych ciężkich. Jest to lektura, która wymaga od czytelnika skupienia, która nie podaje odpowiedzi wprost, w której nie do końca mamy komu kibicować. Jeśli chcecie kogoś prawdziwie zabić, zabijcie o nim pamięć. Spiszcie i zaraportujcie wymagane minimum, nic ponadto. Zastosujcie damnatio memoriae. Resztę zostawcie historykom. Nikt nie dochodzi do prawdy gorzej niż oni. Możemy wyłonić jednego głównego bohatera, który jest osią. Postać profesora Vendoma Tasartira to jedna z ciekawszych, bardzo złożonych postaci. Jest postacią, która zdaje się poruszać sznurkami marionetek i po swojemu kształtować rzeczywistość. Oculum Mundi – świat stworzony przez autora przypominał mi nieco światy stworzone przez mistrzów gatunku. Kransoludy, elfy, magowie, kupcy, niemalże dworskie intrygi, polowania na czarownice. Świat, w którym nawet prawda jsst kłamstwem. Jestem pod wrażeniem, jestem bardzo zauroczona tym światem. Srebrny Kruk, jak i Purpurowy Byk magicznie przenoszą mnie w wyobraźni i zanurzam się w tym zakurzonym świecie, w którym wcale nie chciałabym żyć, a ciężko jednak z niego wyjść. Dobrze spędziłam kilka dobrych wieczorów z tą książką. Polecam wam, a niebawem… Purpurowy Byk!
BiblioteczkaAgi - awatar BiblioteczkaAgi
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Moja martwa dziewczyna Marcin Bartosz Łukasiewicz
Moja martwa dziewczyna
Marcin Bartosz Łukasiewicz
W mojej opinii książka była dobrym powiewem świeżości w osadzeniu akcji. Całość była napisana dosyć przyjemnym lekkim językiem. Humor autora zdecydowania wbił się w mój gust, było kilka fajnych odwołań do popkultury w naszym kraju które zostały umiejętnie wplecione. Same postacie nie były specjalnie interesujące czy zapadające w pamięć. Główny bohater jest znacznie delikatniejszym chłopakiem, głównie służący jako wsparcie dla Jutki w tej historii. Brakowało mi trochę większego zarysowania jego postaci, czym się zajmuje, jak poznał Jutkę czy cokolwiek co by go bardziej wyróżniło. Sama jego oblubienica, jest znacznie bardziej wyrazista (na niej jest też skoncentrowana cała powieść). Pokochałam jej cięty język, pewność siebie i wysoki temperament, w całej powieści jest też podkreślany zwłaszcza temperament. Czasami miałam wrażenie, że aż wręcz jest przesadzony? (Moment z funkcjonariuszami zwłaszcza. Mam zwłaszcza wrażenie, że są nad wyraz nieporadni w tej historii). Sam wątek kryminalny przyjemnie się śledzi, zwłaszcza w połączeniu z elementami nadprzyrodzonymi. Chociaż rozwiązanie mi aż tak się nie spodobało to nie było złe. Aczkolwiek co do elementów fantastycznych, miałam trochę problem jak funkcjonują z prawem tam. Jak już pojawiały się te kwestie, nie zostawały wyjaśniane. Śmierć jest tu też bardzo lekko traktowana, mimo że tylko nieliczni budzą się po śmierci. Niektóre postacie były też głupsze lub bardziej nieporadne pod fragmenty książki. Przedstawienie policji to był zwłaszcza ewenement. Ale przymykając oko na niektóre niedociągnięcia, przyjemna lekka lektura na wieczór. Jeśli jeszcze jakaś książka od autora przykuje mi oko, z przyjemnością sięgnę :)
Julia Twardowska - awatar Julia Twardowska
oceniła na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Szkielety w kwiatki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szkielety w kwiatki