Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy

Okładka książki Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy
Hervé Bazin Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
Les bienheureux de La Desolation
Data wydania:
1973-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1973-01-01
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Krystyna Byczewska
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy

Średnia ocen
6,4 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
198
36

Na półkach: , ,

Czy można mieszkańców wyspy zniszczonej wybuchem wulkanu tak po prostu umieścić we współczesnym społeczeństwie podczas, gdy do tej pory wiedli oni życie rodem z XIX. wieku? Książka porusza bardzo ważne sprawy związane z ludzką naturą, instynktem przetrwania oraz próbą ratowania tego, co było:

" Idiotyczny romantyzm! Najpierw machanie chusteczką na powitanie cywilizacji, a teraz na jej pożegnanie. Doprawdy, gdybym miał czas, zalałbym się łzami. Jednak przyzwyczajony do bilansu, mówię: centralne ogrzewanie + elektryczność + gaz + szkoły wszystkich stopni + zagwarantowana praca + przyzwoite zarobki + telewizja, radio, kina, teatry + wyżywienie, komfort, opieka lekarska, środki transportu, ubezpieczenia, emerytury i wszelkiego rodzaju rozrywki - oto suma przywilejów, wobec której nonsensem jest ta druga: ogień z chrustu + lampka naftowa + szkółka powszechna + pataty + wozy zaprzężone w woły + strzechy + wolność ograniczona do paru mil kwadratowych + splendid isolation i tydzień drogi do najbliższego chirurga. Wystarczy postawić pytanie - odpowiedź narzuca się sama."

Otóż właśnie odpowiedź nie narzuca się sama, ich przywiązanie do ziemi i więzy społeczne są tak silne, że walka o powrót staje się koniecznością... ale czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki?

Czy można mieszkańców wyspy zniszczonej wybuchem wulkanu tak po prostu umieścić we współczesnym społeczeństwie podczas, gdy do tej pory wiedli oni życie rodem z XIX. wieku? Książka porusza bardzo ważne sprawy związane z ludzką naturą, instynktem przetrwania oraz próbą ratowania tego, co było:

" Idiotyczny romantyzm! Najpierw machanie chusteczką na powitanie cywilizacji, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

55 użytkowników ma tytuł Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy na półkach głównych
  • 31
  • 24
19 użytkowników ma tytuł Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy na półkach dodatkowych
  • 9
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Hervé Bazin
Hervé Bazin
Herve Bazin ur.17.04.1911r. Współczesny pisarz francuski. Debiutował przed wojną jako poeta, współzałożyciel libertyńskiej grupy literackiej „Coquille” (Muszla). Pochodził ze środowiska mieszczańskiego. Skłócony z rodziną, wcześnie się usamodzielnił, zarabiając na utrzymanie i kończąc jednocześnie studia. Podczas okupacji aktywnie działał w Ruchu Oporu. Zyskał rozgłos powieściami autobiograficznymi „Żmija w garści” (1948, wyd. pol. 1975) i „Świat się kończy” (1949, wyd. pol. 1976), w których znalazły wyraz drastyczne stosunki panujące w rodzinie Bazina. Również takie jego utwory jak: La Tetecontre les murs (Głową o mury, 1949), Leve-toi et marche (Wstań i idź, 1952), L'Huile sur le feu (Oliwa do ognia, 1954) i „Kogo śmiem kochać” (1956,wyd. Pol. 1958) utrzymane w tonie buntu przeciwko tradycyjnej obyczajowości mieszczańskiej, anomaliom społecznym i nieetycznemu postępowaniu ludzi. Dopiero powieścią „W imię syna” (1961, wyd.pol. 1963) Bazin wyzwolił się z kompleksu niekochanego, opuszczonego dziecka i dał w tym utworze obraz mądrej, powściągliwej miłości rodzicielskiej. Interesującą próbę przedstawienia związku dwojga ludzi podjął w powieści „Małżeństwo” (1967, wyd. pol. 1971). Jest także autorem krótkich form prozatorskich – tomów opowiadań „Le Bureau des mariages” (1951) i „Chapeau bas” (1963), z których pochodzi niniejszy wybór. Bazin, kontynuator tradycyjnej prozy realistycznej i psychologicznej, czerpiący inspiracje z bacznej obserwacji życia i znajomości ludzkich bohaterów, jest pisarzem bardzo poczytnym.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zwierzę obdarzone rozumem Robert Merle
Zwierzę obdarzone rozumem
Robert Merle
Kupiłem tę książkę wieki temu na jakiejś promocji, i tak przeleżała na półce aż do lipca 2025 r. Więc w końcu przyszedł czas, aby się z nią zmierzyć. I chyba zrobiłem to o jakieś 20 lat za późno. Na podstawowym poziomie „Zwierzę obdarzone rozumem” jest historią kilkuletnich badań zespołu profesora Harry'ego Sevilli nad metodami komunikacji z delfinami; inspiracją dla fabuły były rzeczywiste badania Johna C. Lilly'ego dotyczące tego właśnie zagadnienia. Nie jest to jednak książka stricte naukowa. Otóż mamy tu elementy political fiction, science fiction, thrillera szpiegowskiego, powieści sensacyjnej, a nawet francuskiej nowej powieści. Kilka teorii spiskowych i obrazków z II wojny światowej też się znajdzie. Do tego narracja zmienia się co jakiś czas ze standardowej, trzecioosobowej na – nie wiem jak to nazwać – bezkropkową z elementami mowy pozornie zależnej? Podobny zabieg zrobił chociażby Jerzy Andrzejewski w „Bramach raju”. Cytowane są też listy i protokoły z przesłuchań – takie nowatorstwo rodem z 1967 roku, bo wtedy wydano tę książkę po raz pierwszy. No i nie czyta się tego źle. Fabuła wartko płynie, chociaż aż do ostatnich rozdziałów niewiele tutaj akcji, bo większość wydarzeń czy zagadnień poznajemy dzięki wypowiedziom bohaterów. Ci są w moim odczuciu niezbyt charakterystyczni, w zasadzie z wyjątkiem profesora Sevilli dość pretekstowi. O wiele więcej życia w sobie mają delfiny, które rzeczywiście różnią się od siebie charakterologicznie. Postaci kobiece też mogłyby być czymś więcej niż rekwizytami, ale może czegoś nie zrozumiałem. Osobne zagadnienie dotyczy tego, jak ta książka wytrzymała próbę czasu. I muszę przyznać, że wyszło całkiem dobrze. Owszem, z perspektywy prawie sześciu dekad niektóre sceny trącą naiwnością – na przykład te dotyczące działań służb specjalnych lub odpowiedzialności polityków za swoje decyzje. Tym niemniej przedstawienie działań medialnej machiny propagandowej czy też kwestie dotyczące militarnej zależności Europy od USA wypadają niepokojąco aktualnie. Bo chociaż czas akcji książki przypada na sam środek zimnej wojny, motywacje „łobuzów od historii” nie zmieniły się nic a nic aż do dnia dzisiejszego. Podsumowując: „Zwierzę obdarzone rozumem” jest jedną z tych książek, które warto przeczytać w wieku nastoletnim lub jako młody dorosły. Wiem, że gdybym wówczas sięgnął po tę powieść, zrobiłaby ona na mnie ogromne wrażenie, o wiele większe, niż dzisiaj. Tym niemniej nawet obecnie nie bawiłem się źle. W sumie polecam.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 6 7 miesięcy temu
Opowieść o Såmie Per Olof Sundman
Opowieść o Såmie
Per Olof Sundman
Miłość, umiejętność wybaczania i dobre serce to jedne z bardzo ważnych, jeśli nie najważniejszych zalet, jakie każdy człowiek powinien posiadać i się nimi charakteryzować. Ale nie zawsze tak jest, niestety. W pogoni za pieniądzem, robieniem kariery, zdobywaniem kolejnych lajków, często zatracamy te jakże podstawowe, przypisane nam od urodzenia umiejętności empatii, współodczuwania, umiłowania drugiego człowieka. Wydawać by się mogło, że czasami lepiej ukrywać prawdziwe uczucia, żeby nie zostać zdradzonym czy oszukanym, a nawet wyśmianym. Żeby nie cierpieć. Ale czy tak powinno być? Może jednak warto się trochę sparzyć, dostać po d....e, żeby wzmocnić swój charakter, swoją moc w sposób naturalny, ludzki. Bo takie "granie" kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy może się dużo gorzej skończyć. Poza tym jest to chyba dość męczące i może doprowadzić do obłędu tak cały czas udawać i musieć się kontrolować na każdym kroku. Nie wiem, tak przypuszczam... Uczucia z jakimi mają do czynienia bohaterowie Opowieści o Samie są prawdziwe, bolesne i dramatyczne. Brak zrozumienia, empatii, nieumiejętność wybaczenia, zdrada i żądza zemsty to bardzo pierwotne instynkty nad którymi powinniśmy umieć zapanować. Dla człowieka o kryształowym sercu i czystych intencjach pewne zachowania, zdrada w szczególności zawsze będą bardzo bolesnym i traumatycznym przeżyciem, ale nie oznacza to, że należy rezygnować z siebie, ze swojego prawdziwego ja, poddawać się presji otoczenia czy otaczających nas osób. Bycie sobą wbrew wszystkim i wszystkiemu może być ciężkie, ale nie niemożliwe do zrealizowania i takie przesłanie, z którym w całości się zgadzam ja wyniosłam z tej opowieści. Serdecznie polecam.
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 6 4 lata temu
Świat się kończy... Hervé Bazin
Świat się kończy...
Hervé Bazin
Kontynuacja "Żmii w garści" opisuje dalsze losy bohatera, który wkracza w dorosłość i próbuje sobie ułożyć życie na przekór knowaniom nikczemnej rodzicielki. Wraz z latami traci on, niestety, werwę i energię młodego urwisa, gotowego do walki i buntu, miast tego przygniata go codzienność i troska o chleb. Sama antagonistka okazuje się zaś nie tak demoniczna jak to się przez pryzmat dziecięcych oczu wydawało: jej zło jest tak prozaiczne, że zasługuje raczej na litość niż gniew. I jak autor to opisuje, strąca to ją z piedestału złej bogini, godnej heroicznej walki. Koniec końców zamiast dążeć do faktycznej kary lepiej jest pozostawić ją, aby się dusiła we własnej złości, jak i spróbować znaleźć szczęście we własnym życiu rodzinnym. W pewien sposób można uznać to, za znanym przysłowiem, za najlepszą zemstę, wydaje się jednak, że przegrali na tej wojnie wszyscy: tak bohater, pokiereszowany i spustoszony, jak i jego bracia, którzy wyrośli na żałosnych, małych dupków oraz sama jędzopa, siejąca truciznę w zasadzie po nic. I ten gorzki wydźwięk unosi się nad książką, brakuje tego awanturniczego wydźwięku optymistycznego, młodocianego buntu, jaki można było zaobserwować w części poprzedniej. Jest to teraz pozycja daleko bardziej obyczajowa. Całość stała się gorzka i smak ten pozostawia raczej przykre wrażenie, co i odzwierciedla sama ocena, niższa niż u poprzedniczki.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na 6 4 lata temu
Niezwykłe przygody Julio Jurenity Ilja Erenburg
Niezwykłe przygody Julio Jurenity
Ilja Erenburg
Ilia Erenburg, pupilek Stalina, zaczynał jako komunista i bolszewik jeszcze przed rewolucją. W tamtych czasach wiara komunistów była żywa i jędrna. „Julio Jurenito”, powierzchownie powieść satyryczna, ma według mnie znacznie głębszy przekaz. W dużym stopniu jest ona anty-ewangelią, albo lepiej, ewangelią komunistyczno-nihilistyczną. Dlaczego ewangelią? No, przecież mamy tutaj Mistrza, który zbiera swoich licznych (nieprzypadkowo siedmiu) uczniów po zakątkach ziemi. Erenburg wyraźnie sugeruje na samym początku, że Julio to szatan. Dalej, mamy wędrówki Mistrza z uczniami przeplatane jego przypowieściami, naukami i też specyficznymi cudami. Mistrz rozsyła również swoich uczniów, żeby spróbowali swoich sił, potem znowu ich gromadzi. Mamy scenę ostatniej wieczerzy, kiedy Julio dzieli między uczniów chleb (bułkę, w tym przypadku) i daje im ostatnie posłanie. W końcu mamy dobrowolne wydanie się Mistrza na śmierć oraz uroczyste złożenie jego ciała do grobu przez najwierniejszych uczniów. Erenburg jasno wzoruje siebie samego (narratora) na św. Jana, najwierniejszego, najskromniejszego ucznia, który na koniec napisze ewangelię. Wszystko to oczywiście w wersji wynaturzonej, przekręconej i prześmiewczej. Jakie mniej więcej nauki daje Mistrz? Oto próbka: „doszedł do wniosku, że kultura jest złem i że należy walczyć z nią wszelkimi środkami, ale nie nędznymi nożami pastuchów Zapaty, lecz narzędziami przez nią samą wytworzonymi. Nie atakować, lecz pielęgnować należy ogniska tej zarazy, rozpełzające się i gotowe pożreć na pół zgniłe ciało”. Albo: „Mistrz nienawidził instytucji naszego małżeństwa, stawiając od niej wyżej nawet współczesną prostytucję”. Julio skupia się na krytyce religii, głównie katolickiej, stosując nudne jak flaki z olejem zarzuty o materializm i hipokryzję. „Rozprawia” się również z tradycyjną rodziną, zasadami kultury, antysemityzmem itp. Zadziwiające jest to, że argumenty te można by żywcem przenieść do dzisiejszego „dyskursu” liberałów. Julio Jurenito, „wielki prowokator”, to apostoł antykultury. Nie wiem, czy Krzysztof Karoń czytał tę książkę, ale ja jestem świeżo po lekturze Karonia i przekaz książki Erenburga jest dla mnie jasny. Dorzućmy do tego, że wstęp do pierwszego wydania napisał sam Bucharin i że Erenburg twierdził, że to jego najlepsza książka. Na koniec dajmy, że książka ta zainspirowała kilka co najmniej innych utworów literatury rosyjskiej. Proszę porównać Ostapa Bendera z „12 krzeseł” – „wielki kombinator” to parodia Julia Jurenity. A pierwsza scena z „Mistrza i Małgorzaty”, ta na Patriarszych Prudach, przypomina, w klimacie, nie w szczegółach, scenę spotkania Erenburga z Juliem (tu i tu czuć siarką, tu i tu diabeł mówi językami i toczy się dyskusja o bycie itp. No, i w obydwu przypadkach diabeł to główny bohater pozytywny). Polecam jako lekturę uzupełniającą do Karonia. Woda święcona niezbędna!
Pierogi_i_Pączki - awatar Pierogi_i_Pączki
ocenił na 6 7 lat temu
Żmija w garści Hervé Bazin
Żmija w garści
Hervé Bazin
Psychologia uczy nas, że naszą osobowość najbardziej kształtują i rzeźbią lata dojrzewania. Chłonna, nieukształtowana psychika dziecka formowana jest przez jego środowisko w umysł dorosłego człowieka. Zmienić coś później jest niemalże niemożliwością. W środowisku naszego dorastania rodzi się charakter, poczucie prawd i zasady moralne. Tam, gdzie nas tłamszono kwitnie bunt, tam gdzie dano nam rozkwitnąć rodzą się talenty. Powieść Bazina, oparta ponoć bardzo mocno na wątkach autobiograficznych, jest właśnie powieścią o dojrzewaniu. Tu jednak daleko od kochanego rodzinnego domu i normalnych warunków. Zamiast tego mamy tu matkę - królową pszczół, która nienawidzi własnych dzieci i tłamsi je, podobnie jak i swego słabego, nieudolnego męża, odwracającego wzrok i potulnie godzącego się na wszelkie machinacje. Wieczna musztra, policzkowanie (i dziabanie widelcem przy stole), oszczędzanie na jedzeniu i ubraniach, tysiące dobrych przykrości i złośliwości budzą w trójce dzieci gwałtowne uczucia gniewu i sprzeciwu, które z czasem przeradzają się w ponurą, toksyczną wojnę pokoleń. Wszystko opisane z perspektywy jednego z synów, buntownika z potworem nad głową, w którym kiełkuje nienawiść zrodzona latami spijania tych trucizn. Z jednej strony wszystko to jest szalenie ponure i czyta się to niczym pamiętnik więźnia, wiecznie poniżanego i niemalże bez szans o walki o swoją godność, którą musi wydzierać po kawałku podstępami i machinacjami; z drugiej strony opisane jest to z pewnym odcieniem humoru i chwackiej energii, gdy z czasem owa walka o wpływy w domu zamienia się w swoistą grę, gdzie trzeba podchodzić przeciwnika i - paradoksalnie - nauczyć się od niego jego własnych niegodziwości, by nimi dogodnie odpowiedzieć we właściwej chwili. A że latka lecą, matka się starzeje a młodzi rosną, więc siłą rzeczy przewaga powoli przechyla się w ich stronę. Jędzowata megiera (przezywanych przez młodych gniewnych "jędzopą") jest jednak tego dobrze świadoma, a jej przewaga potężna. Jest to o tyle interesujące, że mierzy się z mitem nieskończonej miłości macierzyńskiej jak i rzekomej większej empatii i dobroci płci pięknej; tymczasem i wśród kobiet nie brakuje osób z gruntu nikczemnych, których złość i wieczny, cierpki gniew przelewany jest na innych, łącznie z własnymi dziećmi; nie brakuje ludzi, którzy źle sobie wspominają spotkania z niejedną taką żmiją. Naturalnym zaś skutkiem i efektem takiej ekspozycji na wieczny niegodziwej despotki jest to, że dla młodego bohatera kobiety jako płeć stają się kolektywnie niegodziwe i godne pogardy. Jego nienawiść wyrosła na żyznych gruntach, a doznane krzywdy na zawsze go ukształtowały. Oto i efekt całych tych zmagań - człowiek równie skalany złem co ona, który w gniewie demoluje wnętrza kościołów jako wyraz swego buntu przeciwko fałszywym autorytetom owej dewotki. Przepchnięci do muru chłopcy myśleli nawet o zbrodni - jak opisano, po całych tych latach upokorzeń i wiecznych prześladowań byłoby to dla nich niczym zabicie szczura czy innego szkodnika. Cała ta analiza w jego wspomnieniach zdaje się mówić, że jednak stanie się on lepszym człowiekiem. Stara zaś jędza zapewne będzie tylko gorzknieć w miarę upływu lat. Ale o tym pewnie przekonam się w kontynuacjach, po które z ciekawością sięgnę.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na 7 4 lata temu
Krzyk z głębokości Georges Duhamel
Krzyk z głębokości
Georges Duhamel
Duhamel (1884 – 1966), lekarz i autor, nieznany mnie bliżej ani dalej; autor bardzo wielu książek; w Wikipedii najciekawsze: "...W 1926 r. ogłosił w prasie apel o uwolnienie więźniów politycznych w Polsce. Apel, nieuzgodniony ze stroną polską, spowodował bojkot ze strony polskiego środowiska literackiego podczas wizyty w kraju w tym samym roku. Zajmowała się nim wtedy późniejsza pisarka i feministka Irena Krzywicka, z którą się zaprzyjaźnił." Omawianą książkę popełnił w 1951 r. Jak mało znaczy w jego dorobku, może świadczyć fakt, ze anglojęzyczna Wikipedia w ogóle jej nie wymienia. A w ogóle zauważyłem szokujące różnice w Wikipedii między wersjami francuską i angielską, a polską. Po polsku - mała wzmianka, tam - szerokie opracowanie, w którym podkreślono Nagrodę Goncourtów, członkostwo Akademii Francuskiej, unanimizm i wymieniono ponad 100 tytułów. Omawiana książka to autoportret paskudnego dziada, francuskiego przemysłowca Felixa Tallemanda, podobno oportunisty. Podobno, bo tak go określają zagraniczne recenzje, lecz dla nas takie określenie kolaboranta, mordercy, złodzieja i szmalcownika jest nie do przyjęcia; to po prostu szuja!! Trudno pisać recenzje o negatywnym bohaterze, a szczególnie, gdy nie wzbudza sympatii ani przez chwilę. Również jego krzyk sumienia, krzyk z głębi jego jestestwa o wybaczenie nie sprawia wrażenia szczerości. Naumyślnie używam "krzyk z głębi" zamiast "..z głębokości", bo jakoś bardziej mnie pasuje takie określenie miejsca jego zgryzoty, która siedzi jak kamień w żołądku. No cóż, dostaliśmy niemiłą historię małego człowieczka, który do grobowej deski się nie zmienił. Nie zdradzam Państwu treści, bo książkę warto samemu przeczytać, tym bardziej, że tylko w Polsce nie jest popularny.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 6 10 lat temu
Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 10 1 rok temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Faun z zimnymi różkami Hugo Raes
Faun z zimnymi różkami
Hugo Raes
Życie jest brutalną, chaotyczną rzeczywistością, stymulowaną popędami i instynktami, która przykryta jest estetyczną zasłoną sztuki i kultury. Tak Fryderyk Nietzsche widzi jedną z dróg ujmowania świata w kategoriach zjawiska estetycznego, apollińską postawę przedstawienia świata idealnego. Pod tą zasłoną toczy się bezforemny strumień instynktów, popędów, namiętności. Mroczny i okrutny. Powieść Hugo Raesa jest zdarciem estetycznej zasłony z oglądu rzeczywistości i stosunków międzyludzkich. Nie ma wzniosłych idei, uniesień, zachwytów, ekstatycznego przeżywania. Życie jest mechanicznym procesem, wyobcowaniem, zimnym odtrąceniem, pełnym bólu, gwałtów, bezsensownej przemocy. Tym samym, Raesowi bliżej jest do nietzscheańskiej postawy dionizyjskiej, choć brak w nim bezkrytycznej afirmacji życia samego w sobie. „Faun z zimnymi różkami” to historia z roku życia nauczyciela z flandryjskiej prowincji, Michaela Houtdragera. Rytm dni: praca w szkole naznaczona bardziej udręką niż powołaniem; kilka bezuczuciowych romansów; wybujała erotyka, choć zdehumanizowana; kilka wspomnień z dzieciństwa, kilka tragedii, kilka myśli depresyjnych. Pustka, samotność, obojętność. Na tym tle toczą się równolegle urywkowe życiorysy osób z kręgu Michaela, często oceniane przez narratora z dozą cynizmu. Powieść Raesa napisana jest w formie kolażu, co – w moim przypadku – początkowo wzbudzało natłok chaotycznych myśli, trudnych do spójnego odczytania, zwłaszcza że powieść nie ma linearnej konstrukcji. Choć opowiada rok z życia, fragmenty współczesnej narratorowi rzeczywistości przeplatają się z luźnymi wspomnieniami czy eseistycznymi rozważaniami nad życiem. Ten kolaż tworzy głęboko emocjonalną feerię świadomości, wtłoczonej w zimny, odpychający wręcz stan stosunków międzyludzkich. Nie jest to łatwa lektura. Mimo to - porusza.
madame_bov - awatar madame_bov
ocenił na 7 5 lat temu
Oblężenie Krisznapuru J. G. Farrell
Oblężenie Krisznapuru
J. G. Farrell
Czy można, napisać powieść o tragicznych wydarzeniach, która skrzy się humorem, dodajmy typowo brytyjskim humorem, a jednocześnie, nie dopuścić, aby ten humor ujemnie, wpływał na warstwę dramatyczno - epicką utworu? Ta powieść, udowadnia, że jak najbardziej, można. Książka, bardzo przypomina, w tym względzie, dzieła Sienkiewicza, tylko tutaj, mamy więcej klimatu w stylu Zagłoby, niż u naszego wieszcza. Poczucia humoru zaś, dramatycznie brakuje, współczesnym powieściopisarzom, mym zdaniem, powiązane jest to, z dominującym wśród twórców obecnych, światopoglądem lewicowo - liberalnym, ideologia ta uznaje, śmiech za coś niebezpiecznego, nigdy nie wiadomo, z której mniejszości, bądź grupy społecznej, w następnym sezonie literackim, śmianie się będzie surowo wzbronionym. Autor, kilka razy puszcza oczko, do współczesnego sobie, hipisowskiego, czytelnika, Anno Domini 1973, w którym roku, powieść ta ukazała się, nie robi jednak tego tak nachalnie, jak dzisiejsi literaccy troglodyci. Akcja powieści, dzieje się w 1857 roku, podczas powstania Sipajów, to jest hinduskich formacji zbrojnych, pod brytyjskim dowództwem wojskowym. Nieliczny garnizon brytyjski, oraz liczni cywile pod jego ochroną, zostaje oblężonym w tytułowym Krisznapurze. Oblężenie te, jako żywo, przypomina obronę Zbaraża w Trylogii. Tutaj znowu, nasuwa się myśl, iż pisarz musiał znać dzieła Sienkiewicza, który był, przecież chętnie tłumaczonym, na język angielski twórcą. Podobieństw, jest tu zbyt wiele, aby był to przypadek. Najsilniejszym atutem książki, jest realistyczne oddanie mentalności, ludzi XIX stulecia. To nie są, jak we współczesnych, pseudo powieściach historycznych, współcześni autorom, ludzie ubrani, tylko niczym aktorzy na scenie w historyczne kostiumy, tutaj każdy myśli i działa, jak ludzie innej, odleglej epoki historycznej: „Kobiety są słabe, zawsze będziemy musieli opiekować się nimi, tak samo jak i krajowcami. Z pewnością trafiają się wyjątki, na przykład taka panna Florence Nightingale, ale, może na szczęście, moja żona i córki nie należą do tej nielicznej kategorii… Nawet za sto lat (pan Hopkins próbował nieudolnie wyobrazić sobie świat w 1957 roku) nic się pod tym względem nie zmieni. Kobiety są ulepione z miększej gliny. Budzą w nas pożądanie, ale nie są nam równe”. Gdyby pisarz, dziś, tak się wczuł w mentalność, roku 1857, zaraz, mało inteligentni lewicowi aktywiści, a takich jest większość, bo aby płynąc w głównym nurcie, trzeba być skrajnym konformistą, konformizm zaś, zwykle wyklucza najlepsze przymioty charakteru, takie jak inteligencja, czy odwaga cywilna, okrzyknęliby go antyfeministą, i paliliby jego książki, jak to już robiono, np w Kanadzie, z dziełami, pisarzy nie dosyć, wyczulonymi na nowe doktryny neokomunistyczne.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 10 1 rok temu
Ja i królowie Ernst Georg Schnabel
Ja i królowie
Ernst Georg Schnabel
Na łące asfodeli Dedal snuje swą fantastyczną opowieść synkowi Ikarowi. I ja się tam cudem przysiadłem, bo wciąż jestem w drodze; płynę, lecę, szukam, maszeruję, by nie stać się jak ten staw znużony bez świeżych dopływów strumieni, zarośnięty glonem. Więc nasz bohater rozwija swój talent, rzemiosło ćwiczy pod okiem stolarza Koraksa na wzgórzu pustym, a w dole rozciąga się gładka równina, zalana światłem i skowronkami. Ileż w przestworzach istnieje możliwości. A noc przychodzi z morza, drugie morze wznosi się ponad lądem, skoro tylko zajdzie słońce. Przypływ minął, przemija czas i spośród cieni nadchodzi przejrzysta fala. Gwiazdy jak ryby, księżyc jak ośmiornica, lekko go dotknąć i znika, a tam gdzie się znajdował ukaże się atramentowa chmura. Nie teraz. Zielony blask miesiąca wyłonił się tej nocy. I udał się był Dedal ową tajemnicą wiedziony do pracowni, gdzie leżały dwa kloce drzewa oliwnego, którym natura dała w wyglądzie coś całkiem ludzkiego, starannie wybrane przez mistrza - jak twierdził on - posągi Ateny i Posejdona. Zielony w górze ostro przyświeca, pali się w rękach Dedalowi robota, fruwają noże, pilniki, dłuta. Lepiej wam teraz? Do drewna zagadał. Księżyc kłonił się ku zachodowi, zieleń zbladła, gwiazdy znikały a z nimi też ziemia. I stała Atena oparta o chatę, Posejdon swobodnie natomiast na skale Kranae i patrzyli ponad starożytnym miastem w pustkę, a pierwsze spojrzenie jest niesamowite. A potem podróże wspaniałe, w Zatoce Kadyksu drodzy państwo wieloryb, wielki wąż u wybrzeży Marsylii, złote ryby śpiewały, a pod tamaryndowcami pachnące cynamonem, brązowoskóre syreny i dalej pod żółtym jak pustynia niebem statkiem przez Egipt. A Kreta i jej miasta o białych fasadach, uliczki cieniste i wąskie, co za ulga od palącego żaru nieba, jakby jechać konno chłodnym dnem morza. I pod ciężarem polnych zapachów i światła w sen jakby zapadać, w którym wibruje piękny dźwięk; harfa eolska, słodycz miodu gęsta, jak gdyby ponad nami w niebiosach grała prawdziwa orkiestra, lśniące promyki słońca. Spełnienie ludzi żywota odległych o tysiące lat. Jak rześko i pięknie i las chce być zawsze tylko zielony, to ładnie świadczy o jego wytrwałości. Polecam wszystkim tę powieść, by wyprasować pomiętą przez czas edukację. Powrót do dzieciństwa troszkę. Mity były tak zachwycające.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 3 miesiące temu
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę Jose Cabanis
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę
Jose Cabanis
To niby dwie mikropowieści, ale odebrałam je jako jedną całość opisującą miłosne zmagania pięknej Gabrieli i zakochanego w niej narratora. Imię Gabriela pięknie mi się kojarzy przez powieść Jorge Amado, gdzie była to dziewczyna przecudna i słodko pachnąca; po prostu światło i miód dla serca każdego mężczyzny. Gabriela od Cabanisa również jest istotą niezwykłej urody i przeraźliwej sile oddziaływania na męski świat. Bierze sobie zresztą z tego świata garściami – co chce, kogo chce i na ile chce. Zdradza męża, zdradza wszystkich swoich chłopaków, zdradza narratora. Przy tym kłamie, kręci, oszukuje, zwodzi, kaprysi, nie dotrzymuje słowa. Jednym słowem z rozmysłem używa całego arsenału pięknej, zwodniczej i nieuchwytnej Francuzki. Jest przy tym powierzchowna, mimo wykształcenia i erudycji i egoistyczna, lekceważy tych, którzy ją zdobyli a łapie się na lep kłamstewek i blag obcych ludzi. Może kluczem do jej osobowości jest zbyt szybkie uleganie nudzie? To już problem jej kochanka, który opisuje ten burzliwy i nieprzewidywalny związek. Problem chyba faktycznie wielki i skomplikowany - jak każda nieszczęśliwa miłość, bo bohater, mimo pełnej świadomości wad swej dziewczyny, niemal nie jest w stanie wyzwolić spod jej magnetycznego wpływu. Hmm, gdyby była brzydka, ta historia nawet by się nie zadziała… Sam narrator to bardzo ciekawa i trochę złamana życiem postać. Niby nic złego nie dzieje się w jego spokojnym życiu, które toczy się we Francji w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w wygodnym mieszczańskim domu pełnym pamiątek po przodkach. On sam jest pisarzem a jednym z problemów, jaki wniósł w jego życie huragan zwany Gabrielą, jest niemoc twórcza. A miałby o czym pisać! Nosił się z pomysłem na powieść o bitwie pod Tuluzą a w międzyczasie czytelnik odkrywa, że nie byłaby to fikcja, a opowieść o jego pradziadkach! Ten człowiek jest zresztą cały czas zanurzony w przeszłości, zatopiony we wspomnieniach o rodzicach, o własnym dzieciństwie, o dawnym domu pachnącym babcinym ciastem i spokojnym dobrobytem. Może stąd to przywiązanie do Gabrieli, którą pierwszy raz zobaczył jeszcze jako mały chłopiec? Albo cały ten smutek i niespełnienie, jakie go otaczają to wyraz dekadencji i żałoby za czasem minionym, powojenną zmianą wartości i utratą znaczenia własnej klasy społecznej. Miło było poczytać coś z Francji, ale nie traktującego o rewolucji, rozumie, oświeceniowych szałach, antyklerykalizmie, krytyce społecznej i tym całym soc-kombo w galijskim wydaniu. Ta książka to po prostu opowieść o trudnej miłości kobiety i mężczyzny. Trochę nudna, trochę powolna, ale przywracająca godność gatunkowi literackiemu zwanemu romansem.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szczęśliwi z Wyspy Rozpaczy