Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa

Okładka książki Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa
Darwyn CookeAmanda Conner Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Strażnicy - Początek (tom 1) komiksy
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Strażnicy - Początek (tom 1)
Tytuł oryginału:
Before Watchmen: Minutemen. Silk Spectre
Data wydania:
2013-09-09
Data 1. wyd. pol.:
2013-09-09
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323761723
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa



książek na półce przeczytane 1489 napisanych opinii 1236

Oceny książki Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa

Średnia ocen
7,2 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
232
224

Na półkach:

Arcydzieło na miarę pierwszej części to nie jest, ale komiks służy jako świetna sentymentalna podróż do pierwowzoru. Bardzo dużo poupychanych smaczków dodaje uroku całości. Eksperyment z upięciem historii, które może nie bezpośrednio, ale przenikają się, przez dwóch różnych rysowników, którzy mają inną kreskę tworzy świetny kontrast.
Niestety oprócz sentymentów, easter-eggów i wyjaśnianie kilku spraw, które w pierwszej części nie były dopowiedziane samo prowadzenie fabuły niezbyt wysokich lotów - zarówno rozwiązywanie zagadki porwań przez Gwardzistów oraz rozpracowywanie szajki dilerów przez Zabójczą Zjawę nijakie i prostolinijne.
Comeback po 25 latach i tak jest udany, nie ma wstydu, postawiona wysoko poprzeczka nie została przeskoczona, ale na pewno trzeba dać serii szansę na kolejne próby.

Arcydzieło na miarę pierwszej części to nie jest, ale komiks służy jako świetna sentymentalna podróż do pierwowzoru. Bardzo dużo poupychanych smaczków dodaje uroku całości. Eksperyment z upięciem historii, które może nie bezpośrednio, ale przenikają się, przez dwóch różnych rysowników, którzy mają inną kreskę tworzy świetny kontrast.
Niestety oprócz sentymentów,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

163 użytkowników ma tytuł Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa na półkach głównych
  • 109
  • 54
103 użytkowników ma tytuł Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa na półkach dodatkowych
  • 51
  • 28
  • 9
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa

Inne książki autora

Okładka książki Parker. Tom 1 Darwyn Cooke, Richard Stark
Ocena 8,2
Parker. Tom 1 Darwyn Cooke, Richard Stark
Okładka książki X-Statix: Sławni i martwi (tom 1) Michael Allred, Darwyn Cooke, Duncan Fegredo, Peter Milligan
Ocena 7,4
X-Statix: Sławni i martwi (tom 1) Michael Allred, Darwyn Cooke, Duncan Fegredo, Peter Milligan
Okładka książki Batman: Ego i inne opowieści Amanda Conner, Darwyn Cooke, Paul Grist, Jeph Loeb, Jimmy Palmiotti, Tim Sale, Bill Wray
Ocena 7,1
Batman: Ego i inne opowieści Amanda Conner, Darwyn Cooke, Paul Grist, Jeph Loeb, Jimmy Palmiotti, Tim Sale, Bill Wray
Okładka książki Jonah Hex: Nieprawdopodobne opowieści Jordi Bernet, Darwyn Cooke, Dick Giordano, Justin Gray, Paul Gulacy, Jimmy Palmiotti, Billy Tucci
Ocena 7,4
Jonah Hex: Nieprawdopodobne opowieści Jordi Bernet, Darwyn Cooke, Dick Giordano, Justin Gray, Paul Gulacy, Jimmy Palmiotti, Billy Tucci
Okładka książki Batman Noir - Batman Black & White. Nigdy po trupie Neal Adams, Rafael Albuquerque, Doug Alexander, Lee Allred, Michael Allred, Brent Anderson, John Arcudi, Mark Askwith, Brian Azzarello, Hilary Barta, Lee Bermejo, John Bolton, Philip Bond, Ivan Brandon, Ed Brubaker, Dave Bullock, Riccardo Burchielli, Blair Butler, Mike Carey, Tommy Castillo, Eric Cherry, Cliff Chiang, Michael Cho, Becky Cloonan, Darwyn Cooke, Denys Cowan, Dan Didio, Paul Dini, Danielle Dwyer, Nathan Edmondson, John Floyd, Nathan Fox, Sean Galloway, Alex Garland, Keith Giffen, Dick Giordano, Rafael Grampa, Rob Haynes, Adam Hughes, Rian Hughes, Victor Ibáñez, Geoff Johns, Dave Johnson, J.G. Jones, Michael William Kaluta, Chip Kidd, Paul Kupperberg, Derek Laufman, Jeff Lemire, David Macho, Howard Mackie, Jim Mahfood, Steve Mannion, Dwayne McDuffie, Don McGregor, Mike Mignola, Scott Morse, Olly Moss, Dean Motter, Sean Murphy, Dustin Nguyen, Alex Nińo, Troy Nixey, Ann Nocenti, John Ostrander, Jimmy Palmiotti, Ruben Pellejero, Scott Peterson, Will Pfeifer, Sean Phillips, Whilce Portacio, Jon Proctor, Javier Pulido, Joe Quinones, Rodney Ramos, Sal Regla, Joe Rivera, Paolo Rivera, Andrew C. Robinson, Kenneth Rocafort, Robert Rodi, Stephane Roux, Chris Samnee, Damion Scott, Ryan Sook, Dave Stewart, Dave Taylor, Kimo Temperance, Jill Thompson, Michael Uslan, John Watkiss, Len Wein, Chris Weston, Maris Wicks, Judd Winick, Marv Wolfman, William Wray, Danijel Žeželj
Ocena 7,9
Batman Noir - Batman Black & White. Nigdy po trupie Neal Adams, Rafael Albuquerque, Doug Alexander, Lee Allred, Michael Allred, Brent Anderson, John Arcudi, Mark Askwith, Brian Azzarello, Hilary Barta, Lee Bermejo, John Bolton, Philip Bond, Ivan Brandon, Ed Brubaker, Dave Bullock, Riccardo Burchielli, Blair Butler, Mike Carey, Tommy Castillo, Eric Cherry, Cliff Chiang, Michael Cho, Becky Cloonan, Darwyn Cooke, Denys Cowan, Dan Didio, Paul Dini, Danielle Dwyer, Nathan Edmondson, John Floyd, Nathan Fox, Sean Galloway, Alex Garland, Keith Giffen, Dick Giordano, Rafael Grampa, Rob Haynes, Adam Hughes, Rian Hughes, Victor Ibáñez, Geoff Johns, Dave Johnson, J.G. Jones, Michael William Kaluta, Chip Kidd, Paul Kupperberg, Derek Laufman, Jeff Lemire, David Macho, Howard Mackie, Jim Mahfood, Steve Mannion, Dwayne McDuffie, Don McGregor, Mike Mignola, Scott Morse, Olly Moss, Dean Motter, Sean Murphy, Dustin Nguyen, Alex Nińo, Troy Nixey, Ann Nocenti, John Ostrander, Jimmy Palmiotti, Ruben Pellejero, Scott Peterson, Will Pfeifer, Sean Phillips, Whilce Portacio, Jon Proctor, Javier Pulido, Joe Quinones, Rodney Ramos, Sal Regla, Joe Rivera, Paolo Rivera, Andrew C. Robinson, Kenneth Rocafort, Robert Rodi, Stephane Roux, Chris Samnee, Damion Scott, Ryan Sook, Dave Stewart, Dave Taylor, Kimo Temperance, Jill Thompson, Michael Uslan, John Watkiss, Len Wein, Chris Weston, Maris Wicks, Judd Winick, Marv Wolfman, William Wray, Danijel Žeželj
Okładka książki Jonah Hex: Licząc Trupy Jordi Bernet, Darwyn Cooke, Dick Giordano, Justin Gray, Paul Gulacy, Jimmy Palmiotti, William Tucci
Ocena 7,5
Jonah Hex: Licząc Trupy Jordi Bernet, Darwyn Cooke, Dick Giordano, Justin Gray, Paul Gulacy, Jimmy Palmiotti, William Tucci
Darwyn Cooke
Darwyn Cooke
Kanadyjski rysownik i twórca animacji, laureat wielu branżowych nagród. Po kilku latach poświęconych grafice komputerowej rozpoczął pracę przy filmach animowanych. Zajmował się m.in. takimi serialami jak "Batman", "Superman" oraz. "Faceci w czerni". Pierwszym jego albumem dla DC był "Batman: Ego". Później przyszła kolej na powieść graficzną "Catwoman: Selina'a Big Score". Serię "Catwoman" (scen. Ed Brubaker) oraz komiksy z serii "X-Force" i "Spider-Man" dla Marvela. Następnie stworzył "Nową granicę", ambitne dzieło, które Egmont wydał w ramach kolekcji "DC Deluxe". Opowieść otrzymała jedną nagrodę Eisnera, dwie nagrody Harveya, laur National Cartoonist Society oraz przyznawaną w Kanadzie Nagrodę Schustera. Cooke jest również autorem jednego z zeszytów antologii "Solo" (każdy z zeszytów poświęcony był konkretnemu twórcy), a także opracował nowe wcielenie postaci stworzonej przez Willa Eisnera - Spirita. Żona: Marsha (do 14.05.2016, jego śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Prosto z piekła Alan Moore
Prosto z piekła
Alan Moore Eddie Campbell
Egzemplarz komiksu do recenzji otrzymałem od Timof comics w ramach współpracy barterowej. "Prosto z piekła" to dzieło wybitne. Alan Moore stworzył genialny scenariusz w oparciu o mnóstwo materiałów dotyczących Kuby Rozpruwacza. Jego historia wydaje się przez to równie prawdopodobna, co każda inna z lepiej uzasadnionych teorii. Mistrzowska jest także kreska Eddiego Campbella, która nie tylko oddaje ówczesne realia, ale i w sposób znakomity podkreśla nastrój opowieści. Równie genialny jest sam przekład – zachowanie żywego języka sprawiło, iż komiks jest jeszcze bliższy rzeczywistości. Osoby z niższych warstw społecznych więc „mówiom, robionc błendy”, podczas gdy usytuowani na wyższym szczeblu drabiny społecznej obywatele Londynu wysławiają się zgodnie z obowiązującymi zasadami leksykalnymi. Zastanawiacie się pewnie teraz, co z samym Kubą Rozpruwaczem? Oczywiście, nie zdradzę Wam, kto w "Prosto z piekła" został osadzony w jego roli. Co jednak mogę Wam zdradzić, to to, że postać ta została przez Moore’a bardzo dobrze sportretowana. Jej psychika, zachowania oraz motywy są wiarygodne – na tyle, na ile „wiarygodna” może być logika kierująca seryjnym mordercą. Równie dobrze zostały zaprezentowane wszelkie inne osoby dramatu. Każda z postaci, która choćby na chwilę pojawia się w kadrze, została odpowiednio nakreślona. Zarówno pod względem psychologicznym, jak i wizualnym. Na osobne omówienie zasługuje również naturalizm w wykonaniu Campbella. Jako że ofiarami Rozpruwacza w głównej mierze były panie lekkich obyczajów, w komiksie znajduje się kilka scen, których nie powstydziłby się Milo Manara: jest więc i negliż, jak i ujęcia cielesnych zbliżeń. Poza tym, oczywiście, przedstawione są także same zbrodnie. Bez żadnych upiększeń. "Prosto z piekła" jest pod tym względem niezwykle brutalnym komiksem. To nie jest zwykła historia o Kubie Rozpruwaczu. To komiksowe arcydzieło. Ale tylko dla osób dorosłych i o mocnych nerwach. Żeby nie było – ostrzegałem. Dłuższa recenzja na moim blogu - link: https://karols.pl/prosto-z-piekla-edycja-kolorowa/
Karol Skrzypek - awatar Karol Skrzypek
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Wonder Woman: Krew Brian Azzarello
Wonder Woman: Krew
Brian Azzarello Tony Akins Cliff Chiang
Telenowela wśród bogów, komiks dla dorosłych (jest naklejka od EGMONTU) bez przekleństw i wojownicza Wonder Woman, jest tym, co oferuje nam run Briana Azzarello i Cliffa Chianga. Każdy z tych elementów wydaje się nieco osobliwy, a razem tworzy naprawdę oryginalną mieszankę. Nie każdemu będzie smakować. [Recenzja całego runu Briana Azzarello i Cliffa Chianga, czyli tomów 1-6] „Wonder Woman” w interpretacji Briana Azzarello i Cliffa Chianga nie jest moim pierwszym komiksem z Dianą w roli głównej. Jednak alternatywna „Absolute Wonder Woman” też nie jest czymś typowym (nawet jeśli dobrym). Być może równie popularne dwa runy Grega Rucki lub nawet oryginalny Williama Marstona byłyby lepszym odniesieniem, ale niestety moje wyobrażenia w większości ograniczone są do osmozy kulturowej i adaptacji. <b>Dziwne początki</b> W tym kontekście czytany komiks jest dziwny. Gdy po niego sięgałem, nie spodziewałem się tego, co dostałem. Zaczynamy „Wonder Woman” od pokazania bogów w centrum, a w szczególności nieobecnego Zeusa. Apollo radzi się swoich wyroczni po zniknięciu ojca, Hera poluje na kolejnego bękarta swojego męża, a Hermes stara się go uratować za wszelką cenę. Hermes jest jednak posłańcem, nie wojownikiem i potrzebuje pomocy naszej dzielnej Amazonki. Ta dziwność jest trudna do wskazania. Samo zawiązanie akcji wydaje się interesujące. Jednocześnie każdy z bogów ma bardzo specyficzny projekt, ale ich moc jest niekonsekwentna. Hermesa potrafią zranić nasłane przez Herę zbiry, a czasami nawet półbogowie wydają się niewrażliwi na ciosy. Ta niekonsekwencja w skalowaniu potęgi stoi obok komiksowego luźnego inspirowania się mitologią. Dla bogów ważniejsze są ich domeny i częściej nazywani są imionami typu Wojna i Księżyc niż tymi mitologicznymi. Jednocześnie większość bogów i półbogów jest zwyczajne dziwna z wyglądu i ma przypisane zwierzę. Hermes ma białą niebieskawą skórę, czarne oczy i ptasie nóżki. Artemida wygląda trochę jak Srebrny Surfer tylko z nieco jaśniejszym księżycowym odcieniem skóry i potrafi zachowywać się jak pies myśliwski. Posejdon zaś jest potworem morskim.  <img src="https://cdn.nakanapie.pl/Snktja7QOdLBtBi1vOnv7Bxtq5s=/origxorig/8a53ddc676476ea307fc170ed846d97d" alt="Zeszyt 4. Hermes"/> Zeszyt 4. Hermes  Jednak te nowe oryginalne projekty bogów nie są najdziwniejsze: Ares wygląda jak Briana Azzarello. Podobno scenarzysta opisał postać tylko jako starego, zgorzkniałego drania, a Chiang zrobił swoje. Niestety nie udało mi się znaleźć bardziej bezpośredniego potwierdzenia tej rewelacji, bo wszelkie znalezione linki do odpowiedzi na X (dawniej twitter) i wywiadów z tą informacją są martwe (update, tu wspomina: https://www.cbr.com/azzarello-chiang-look-back-on-three-years-with-wonder-woman/ [dostęp 01.03.2026]). Równie nietypowa potrafi być narracja. Czasem wydaje się rwać, gnać łeb na szyje lub zdania są dziwnie skonstruowane. Może temu sprzyjać sposób opowiadania historii przez Azzarello. Często bowiem dzieli on wypowiedzi między kadrami, a także prowadzi rozmowy z offu, przedstawiając nam inne miejsca. Przez to nie zawsze wiadomo od razu, kto mówi. Nie wiem, jak jest z tym rwaniem logiki zdań w oryginale, ale widać język polski mu nie służy. Z pewnością można wskazać jeszcze wiele innych specyficznym elementów jak np. dużo nawiązań do Marvela (Rękawica Nieskończoności w zbrojowni Hefajstosa, wspomnienie Sanctum Sanctorum Doktora Strange’a etc.). Jednak ważniejszym pytaniem wydaje się, czemu tak dziwny i nietypowy komiks o Dianie mógł w ogóle powstać. Umożliwił to „Flashpoint” Geoffa Johnsa i Andy’ego Kuberta, który wywołał miękki reset świata DC. Choć widać inspiracje oryginalnym komiksem Marstona (polecam odc. 2 „Robert Kirkman's Secret History of Comics” z 2017) z dużą ilością wiązania, to omawiana „Wonder Woman” widzi ambasadorkę pokoju w zupełnie innym świetle. Jako pierwsi po resecie Brian Azzarello i Cliff Chiang mieli stworzyć odświeżoną Wonder Woman i wykorzystali tę możliwość. W moim przypadku, choć poczucie rwania miejscami nadal się pojawiało, po drugim tomie wkręciłem się i zaakceptowałem dziwnostki tej „Wonder Woman”. Dwa pierwsze tomy w sposób spójny zamykają pierwszy główny konflikt i otwierają historię na nowe nieoczywiste problemy, które w skrócie można opisać jako właśnie boska telenowela. Jeśli ktoś do tego momentu nie przekona się do komiksu, raczej nie ma już dla niego ratunku. <b>Boska telenowela</b> Skoro ponarzekałem, przejdźmy do relacji postaci – jednego z pozytywnych elementów. Są one nierozłączne z tym, kim jest tytułowa bohaterka. Została ulepiona z gliny przez Hippolite, królową Amazonek, a Zeus tchnął w nią życie. Iście biblijna opowieść, tyle że to backstory zostaje tu nadpisane przez zwyczajny romans wspomnianych bohaterów. W dodatku Amazonki dostają więcej swoich problematycznych historycznych aspektów, które dotychczas nie były obecne w ich mitosie DC. Te problemy w raju są zawsze dobrym punktem, by Diana nie chciała lub nie mogła wrócić do domu. Jej nadnaturalne przyjście na świat, a także pozycja, zawsze odróżniało ją od sióstr, a jednak było to naprawdę, co innego. Po tych rewelacjach Wonder Woman znów będzie musiała odnaleźć siebie. Te problematyczne relacje z matką i Amazonkami to jednak tylko jedna strona monety. Jej ojciec – Zeus – łączy ją z całym greckim panteonem. Początkowo Hera ściga Dianę i Zole (matkę najnowszego dziecka), jednak wraz ze wzrostem skomplikowania intrygi jej relacja się zmienia. Jest to symptomatyczne, bo nigdy nie wiadomo, czy tym razem któryś bóg chce być miły, czy cię zabić. Mimo że dla nich to mniej lub bardziej gra, ich powody są zawsze w jakimś stopniu zrozumiałe. Poza tym, kto nigdy nie chciał zabić członka rodziny? To z tych ambiwalentnych interakcji wypływa osobowość każdego z bogów, a pojawia się w końcu cała dwunastka, a to jeszcze nie wszyscy. Z ich tarć wypływają refleksje nad nieśmiertelnością i ich różne do niego podejścia. I to wtedy pióro Azzarello błyszczy. W tym dziwnym sosie Wonder Woman nadal jest pełna miłości wobec całego świata. Jednak jej typowej patronki Ateny jest tu tyle, ile kot napłakał. Samo zawiązanie akcji zaczyna się od Zeusa, jednak ten wokół kogo krąży cały komiks to Wojna. Relacja Amazonki i Aresa jest tu przeinterpretowana – w końcu każdy kto chce pokoju, musi być gotów o niego walczyć. Jednak nigdy nie uciekniemy od dziwności. Z jednej strony idealnym dopełnieniem, a jednocześnie tym dziwnym elementem świata DC są Nowi Bogowie. W historii Diany pojawia się Orion, który idealnie wpasowuje się w telenowelowe klimaty, a naprawdę potrafi być obrzydliwą postacią – np. pozyskać czyjeś DNA bez zgody i w obleśny sposób. Jednak nadal jest w drużynie dobrych i wprowadza nieco wewnętrznego konfliktu, którego Diana czasem potrzebuje. <b>Dorosłość</b> <img src="https://cdn.nakanapie.pl/LTt0tJaB2uvRg0iYVC1Do3-aZzI=/origxorig/938ffc91c415806926ec1c4b41cc2031" alt="Znaczek na tylnej okładce z napisem TYLKO DLA DOROSŁYCH"/> Znaczek na tylnej okładce Skoro wracamy do dziwnostek, co zatem znaczy ten znak, skoro nie ma w tym komiksie przekleństw? Nie pamiętam, żeby bezpośrednio się pojawiły, ale Azzraello zastosował ciekawy chwyt, by uniknąć krzaczków. Zamiast nich niektóre postacie zaczynają przekleństwo, jest ono identyfikowalne, ale coś im przeszkadza. Purytańskie standardy zachowane, ale co tu dla dorosłych? Już na początku dostajemy dużo krwi i czegoś, co niektórzy nazwaliby znęcaniem się nad zwierzętami. Pod koniec jest jednak tego dużo więcej. W komiksie nie brak także nagości i niebezpośrednio pełen romans Hippolity z Zeusem. Zatem znaczek ten jest uzasadniony, choć nie wiem, czy nie wystarczyłyby trigger warningi lub coś podobnego. <b>Najlepsza jest klasyka</b> Zupełnie inaczej czyta się jednak dodatki, czyli „Wonder Woman” zeszyt 0 i „Secret Origins” zeszyt 6. Oba zeszyty to prequele i dodatki, ale pierwszy jest kluczowy dla fabuły. Wydania zbiorcze umiejscawiają go w narracji na początku 3. tomu, a nie jak sugeruje numeracja przed pierwszym. Z kolei „Secret Origins” opowiada o marzeniu Diany o opuszczeniu wyspy. Zeszyt zerowy opowiada o pierwszym spotkaniu Diany z Wojną i o tym, co definiuje ich relacje. W bardzo przyjemny sposób buduje ich konflikt i ostateczną konfrontację. W dodatku wszystko, co dzieje się w tym zeszycie, ma wpływ na finał i nie tylko – przedstawienie się tu Wojny daje nazwy tomów tego komiksu. Z kolei w „Secret Origins” nie ma nic ciekawego ani nowatorskiego. Jednak widoczne jest pytanie o relację między Dianą, a jedną z Amazonek. Nie dostajemy odpowiedzi, ale napięcie jest widoczne. W końcu mieszkają razem na jednej wyspie i nie ma na niej mężczyzn, taki podtekst pisze się sam. Jednak nadal nie doszedłem do tego, czemu „najlepsza” i czemu „klasyka”. Oba zeszyty mają odrobinę inny styl graficzny i językowy. Zostają one zarchaizowane na modłę złotej ery komiksów i lat 60. Kolory są płaskie, narracja i dialogi opisowe, a jednak Azzarello i Chiang potrafią wyciągnąć z tego stylu prawdziwe życie. I nieironicznie uważam, że te dwa zeszyty są najlepszym elementem tego runu. <b>Sztuka</b> Skoro już mowa o archaicznej grafice, to jaka jest ta właściwa? Cliff Chiang nie odpowiadał jako jedyny za warstwę graficzną. Korporacyjne komiksy są produktem i przez to „Wonder Woman” przewijało się dużo nazwisk – czy to przy kolorach, czy też tuszu. I to, co najbardziej rzuca się w oczy w tym komiksie, to właśnie grube kreski. <img src="https://cdn.nakanapie.pl/6XCa2b2WOpmgPAYFwGnBM1ZySG0=/origxorig/74e8d00a93807ebffcbf757217618e01" alt="Zeszyt 1"/> Zeszyt 1  To właśnie one nadają ton i powagę komiksu. Kreski i rysunek Chianga są też kanciaste, co uzupełnia statyczny i poważny charakter. To nie miejsce na miękkie i elastyczne linie. Powagi, a zarazem niepewności, nadaje także obramowanie kadrów, które nie jest zwykłymi prostymi liniami. To z tego powstaje dynamiczna narracja nakładających się na siebie kadrów, która raz pędzi przed siebie, a raz pokazuje powoli otaczający bohaterów świat. Na wszystko jest czas, a warstwa graficzna w pełni wykorzystuje swoje możliwości. Dla podkreślenia dynamizmu pojawia się też z dwa razy zwielokrotnienie ramion Wonder Woman podczas odbijania pocisków, ale w połowie przypadków było to dla mnie nieczytelne przez rozkład kadrów. Nic nie jest idealne. <b>Ad finitum</b> Ostatecznie mimo niepewnego startu „Wonder Woman” jest dobrym i przyjemnym komiksem. Jego różne elementy łączą się w spójną całość, a autorzy mają nam coś konkretnego do przekazania na temat wojny i pokoju. Nie znaczy to, że nie zabraknie tu refleksji nad typowymi tematami Wonder Woman jak relacje damsko-męskie, lub mniej typowymi jak sprawy rodzinne i nieśmiertelność. A zawsze można sięgnąć dla porządnego retellingu mitologii greckiej. Choć żaden mit bezpośrednio się nie pojawia, to można cieszyć się z nawiązań, zmian i remiksów. Sztuka tradycyjna opiera się na wiedzy, a może przy okazji lektury znajdzie się coś więcej. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Superman: Czerwony syn Mark Millar
Superman: Czerwony syn
Mark Millar Kilian Plunkett Dave Johnson
Interesują mnie alternatywne światy i historie typu „co by było gdyby”, dlatego po Czerwonego Syna sięgnąłem z dużą ciekawością. Na co dzień nie jestem wielkim fanem Supermana, ale sam koncept tej opowieści mnie kupił. Mark Millar — twórca znany m.in. z The Ultimates czy Kick-Ass — wziął na warsztat ikonę amerykańskiej popkultury i postawił ją w zupełnie innym kontekście historycznym. Tutaj Kal-El nie ląduje w Kansas, lecz w ZSRR i dorasta w realiach radzieckiego systemu. To odwrócenie mitu Supermana jest sercem tej historii. Zamiast symbolu amerykańskiego snu dostajemy symbol potęgi komunizmu. Ten zabieg otwiera pole do wielu ciekawych rozważań politycznych i ideologicznych. Fabularnie to naprawdę solidna opowieść, z kilkoma twistami, które potrafią zaskoczyć. Podobało mi się, jak Millar bawi się znanymi postaciami z uniwersum DC. Wonder Woman, Brainiac czy przede wszystkim Lex Luthor (wraz z Lois Luthor) zostali przedstawieni w odświeżony, ale logiczny sposób. Szczególnie relacja Luthora z Supermanem jest tu ciekawie rozpisana — jako starcie dwóch wizji świata, a nie tylko klasyczne dobro kontra zło. Klimat komiksu jest chłodny, momentami wręcz propagandowy w tonie — i to działa. Czuć ciężar ideologii, kontrolę, napięcie między wolnością jednostki a bezpieczeństwem zbiorowym. To nie jest typowa historia o pelerynie i ratowaniu świata, ale bardziej polityczna przypowieść o władzy i jej konsekwencjach. Jeśli chodzi o stronę wizualną, jest poprawnie. Dave Johnson i Kilian Plunkett wykonali solidną robotę, choć kreska nie wyróżnia się szczególnie na tle komiksów z początku lat 2000. Momentami ma lekko kreskówkowy charakter, co nie zawsze idealnie współgra z ciężarem tematu, ale ogólnie spełnia swoje zadanie.
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Rork. Integral 1 Andreas Martens
Rork. Integral 1
Andreas Martens
„Rork” to niepozorny europejski klasyczek, o którym coś tam gdzieś się czasem słyszy, ale raczej nie jest na ustach komiksiarzy przy każdej okazj. Czemu? NIE WIEM, „RORK” JEST TOTALNIE SUPER. Przynajmniej częściowo. „Rork” to taki trochę niemiecki „Sandman”, choć mniej napuszony. To poetycki mistycyzm, to historie o tajemniczym mężczyźnie, wędrowcu, znawcy tajemnych języków. Mimo tej atmosfery tajemnicy, nie jest to postać jednowymiarowa i nijaka, jest wręcz na swój sposób sympatyczna. Spoko typ ogólnie. Ale jeszcze bardziej spoko są same historie. I przez „spoko” mam na myśli: urokliwie pomysłowe i absurdalne, opierające się na dziwacznych konceptach, które są z perspektywy narracji potraktowane śmiertelnie poważnie, choć same postaci potrafią mieć do nich należyty dystans. Więcej tu tak naprawdę Pratchetta niż Gaimana. Jednocześnie jest tu coś z Lovecrafta, choć lżej klimatycznie i bardziej przygodowo. Tajemnice. Inne wymiary. Motywy epistolarne, stare zapiski. Nawet macki się znajdą. A żeby tego było mało, jest tu też wybitnie dobrze jeśli chodzi o warstwę wizualną. Czy nowe czy starsze, rysunki są śliczne, szczegółowe i bardzo różnorodne. Skomplikowana narracja jest bardzo zgrabnie wpisana w kadry, jest jednocześnie bardzo kreatywna i nieoczywista, ale też doskonale zrozumiała. Kończące pierwszy tom „Cmentarzysko katedr” to jedna z barwniejszych, mniej oczywistych i bardziej kreatywnych opowieści jakie ostatnio czytałem. Spodziewałem się staromodnej, pretensjonalnej historii, a jest klimatycznie, magicznie i zaskakująco lekko jeśli chodzi o narrację. Mimo przeskoków, gęstości kompozycyjnej kadrów, symboliki i wielotorowej narracji, czyta się to jak doskonałą przygodówkę. Przynajmniej w pierwszym tomie. Drugi natomiast jest nieporównywalnie uboższy w dobre, absurdalne pomysły, bywa skrajnie męczący (Koziorożec!) i chaotyczny. Wizualnie i klimatem to wciąż świat w którym przyjemnie się zanurzyć, ale bardziej czuć tu potrzebę robienia komiksu pod włos i przełamywania medium, niż opowiadania dobrych, ambitnych, ale rozrywkowych historii. Ale warto! Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 9 1 rok temu
Daytripper. Dzień po dniu. Fábio Moon
Daytripper. Dzień po dniu.
Fábio Moon Gabriel Bá
Prawdę napisał jeden z tutejszych czytelników - trochę Paulo Coelho tutaj jest. A że autorzy są Brazylijczykami, to, jak to mówi Max Kolonko, się do siebie dodaje. Naczytały się chłopaki mistrza kiczowatych prawd wszelakich i to ich albumowi nie pomogło. Ten trop prowadzi do Coelho jak nitka do kłębka babcinej włóczki. Naprawdę wybitny komiks nie mówi nam wprost jakie życie jest i jak (według autora) powinniśmy postępować. Arcydzieło to pokazuje, a wnioski mamy wyciągać sami. A ten komiks na szczęście pokazuje nam wszystko bardzo ładnie na planszach i byłoby ok, ale jeszcze miejscami straszliwie męczy bułę narrator w ramkach. Niepotrzebnie. Znakomity jest pomysł z pokazywaniem śmierci głównego bohatera w każdym rozdziale (i w różnym wieku). I tak, już po pierwszym rozdziale łapiemy o co chodzi, czyli że wszystko się może zdarzyć, nie znamy dnia ani godziny i potem już tylko czekamy jak tym razem zakończy życie nasz bohater. Jest to naprawdę świetny zabieg, bo np. ginie w wieku 21 lat, a w następnym rozdziale ma 32 i widać jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie przypadkowa śmierć 11 lat wcześniej. I tak rozdział po rozdziale. Od strony komiksowej roboty jest to majstersztyk. Kompozycja plansz, mimika, cieniowanie, ruch i te sprawy na bardzo profesjonalnym poziomie. Przeczytałem praktycznie na jednym posiedzeniu, a album zawiera aż 10 amerykańskich zeszytów, czyli 250 stron. Jakby trochę zmniejszyć ilość niepotrzebnych paulocoelhonizmów, czyli mówiąc kolokwialnie, wywalić 30% wrzutek narratora, to Daytripper byłby znacznie lepszy. Plus za fajny pomysł, że główny bohater zarabia na życie pisaniem nekrologów do gazety i pod koniec każdego rozdziału, kiedy ziomek ginie, takie właśnie nekrologi pojawiają się na jego temat.
kendo777 - awatar kendo777
ocenił na 6 9 lat temu
Bóg we własnej osobie Marc-Antoine Mathieu
Bóg we własnej osobie
Marc-Antoine Mathieu
Komiks Marca-Antoine Mathieu przypomniał mi o słynnym obrazie Williama Blake'a pt. „Urizen stwarzający świat”. Namalowana postać tworzy swoje największe dzieło za pomocą cyrkla, który symbolizować ma doskonałość zrodzonego, a wręcz wyłonionego z mroku świata. Współczesnym efektom tych prac daleko do malarskiej wizji Blake'a, w czym dobitnie utwierdza zawartość pozycji ze zdjęcia. „Bóg we własnej osobie” to świetna satyra społeczeństwa, w której przy pomocy Stwórcy rozwiązano wszelkie wątpliwości co do sprawczej siły człowieka, jego poczucia władzy i nieograniczonej możliwości naginania rzeczywistości dla własnych potrzeb. W komiksie Marca–Antoine Mathieu Boga pozbawiono wszechmocy oraz innych atrybutów, które stawiają go na samym szczycie ludzkiej hierarchii wartości. Ukazany jako chwyt marketingowy, dźwignia handlu, przedmiot prac laboratoryjnych, oskarżony w procesie karnym pod zarzutem wszelkich niegodziwości, jakie spotkały człowieka, Stwórca zepsutego świata potwierdza fakt niezrozumienia przez ludzkość prawdziwej istoty wiary. Uspokajając ewentualnych strażników chrześcijaństwa, dla których pobożność wymaga manifestacji podczas nabożeństw lub bezrefleksyjnego uznawania za niepodważalne słów kościelnych hierarchów, dodam, że autor załączonej pozycji zręcznie omija sferę sacrum. Jakkolwiek tytułowym bohaterem komiksu jest sam Bóg, tak jego postać nie została znieważona albo, co gorsza, sprofanowana, albowiem celem Marca-Antoine Mathieu pozostaje wyjaśnienie boskiej tożsamości oraz jej prawidłowego pojmowania przez ludzkość. Można się nie zgadzać z artystyczną wizją autora, aczkolwiek nie sposób zarzucać mu obrazę cudzych uczuć religijnych, czym zazwyczaj wycierają sobie twarze wszyscy, którzy z imieniem Boga na ustach dopuszczają się czynów całkowicie sprzecznych z biblijnym, a niekiedy moralnym nakazem miłowania bliźniego jak siebie samego.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa

Więcej
Darwyn Cooke Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa Zobacz więcej
Darwyn Cooke Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa Zobacz więcej
Darwyn Cooke Strażnicy - Początek: Gwardziści / Jedwabna zjawa Zobacz więcej
Więcej