Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra

Okładka książki Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra
Janina Bąk Wydawnictwo: W.A.B. popularnonaukowa
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Data wydania:
2023-04-26
Data 1. wyd. pol.:
2023-04-26
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383180069
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra



książek na półce przeczytane 1188 napisanych opinii 1062

Oceny książki Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra

Średnia ocen
7,1 / 10
577 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
367
108

Na półkach:

Podoba mi się wizja książki popularnonaukowej odczarowującej złą sławę statystyki.

Niestety książka jest trochę chaotyczna, trochę miejscami nie na temat. Nazwy rozdziałów są bardzo ponaciągane - nie odwołują się do przytoczonych badań a do wymyślnych porównań i gry słów. Miejscami zabawna, często zbyt wsiąknięta w internetowy humor, który mi osobiście nie leży. Dobór badań był interesujący, może trochę naciągnięte niektóre bo nie o statystykę w nich chodzi ale rozumiem idea pokazania roli matematycznego tango w tym karnawale.

Podoba mi się wizja książki popularnonaukowej odczarowującej złą sławę statystyki.

Niestety książka jest trochę chaotyczna, trochę miejscami nie na temat. Nazwy rozdziałów są bardzo ponaciągane - nie odwołują się do przytoczonych badań a do wymyślnych porównań i gry słów. Miejscami zabawna, często zbyt wsiąknięta w internetowy humor, który mi osobiście nie leży. Dobór...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1217 użytkowników ma tytuł Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra na półkach głównych
  • 724
  • 470
  • 23
281 użytkowników ma tytuł Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra na półkach dodatkowych
  • 124
  • 81
  • 23
  • 16
  • 15
  • 14
  • 8

Tagi i tematy do książki Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra

Inne książki autora

Janina Bąk
Janina Bąk
Janina Bąk – polska statystyczka, nauczycielka akademicka, blogerka, autorka książek, szerzej znana jako Janina Daily. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz University of The West of Scotland. Oprócz wykładów prowadzi również konferencje i szkolenia, podczas których uczy kadry kierownicze analizy danych biznesowych. Wraz z Piotrem Buckim jest twórczynią autorskiego kierunku studiów "Data Driven Digital Marketing. Marketing Internetowy z wykorzystaniem danych" w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku. Ponadto wykłada na następujących kierunkach i uczelniach: Master of Business Administration w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy, Marketing i Social Media w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku, Employer Branding na Wyższej Szkole Humanistycznej we Wrocławiu. Przez pięć lat uczyła statystyki i metodologii badań w Trinity College w Dublinie. Jest autorką popularnego bloga JaninaDaily.com. W 2018 roku w wydawnictwie Cztery Głowy ukazały się jej fiszki edukacyjne "Kiedy nie ufać statystykom". Profil Janina Daily na Facebooku lubi ponad 111 tysięcy osób (stan na maj 2021), w marcu 2021 zaczęła prowadzić również kanał na YouTube pod nazwą "Statystycznie rzecz biorąc".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Spisek. Czyli kto nam wszczepia czipy i inne popie***one teorie Tom Phillips
Spisek. Czyli kto nam wszczepia czipy i inne popie***one teorie
Tom Phillips Jonn Elledge
Po raczej słabych „Antyfaktach” (przegadanych i niezbyt konkretnych) miałam niedosyt wiedzy o teoriach spiskowych, i z przyjemnością stwierdzam, że „Spisek” to strzał w dziesiątkę. A miałam pewne obawy, bo wcześniej czytałam inną książkę Toma Philipsa, „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” i to był tylko zbiór luźno powiązanych anegdot bez próby zdefiniowania czy głębszego zanalizowania problemu. Właśnie tych problemów jest pozbawiony „Spisek”, przez co tworzy naprawdę przyzwoite studium z mocnym rysem historycznym i niewymuszonym humorem. Dużym plusem jest zdefiniowanie „teorii spiskowej” – to może być definicja kontrowersyjna, bo oparta na dosłownym znaczeniu obu członów tego zestawienia. Teoria spiskowa musi zatem zawierać element spisku – nie jest nią samo twierdzenie, że kosmici wylądowali w czyimś ogródku albo że brokuły powodują raka, musi pojawić się grupa ludzi chcąca celowo ukryć fakty lub spreparować nowe. Koniecznym skutkiem jest uznanie za teorie spiskowe wielu twierdzeń bardzo rozsądnych i prawdopodobnych – na przykład że kręgi zbożowe powstają na skutek świadomego działania ludzi, którzy chcą zasymulować wydarzenia nadprzyrodzone. Takie rozumienie teorii spiskowej może być kontrintuicyjne, bo instynktownie rozumiemy pod nią tylko rzeczy nieprawdziwe i absurdalne, ale pozwala uniknąć błędnego koła w stylu „teorią spiskową jest to, co absurdalne, a to jest absurdalne, bo to teoria spiskowa”. Dzięki temu możemy zachować chłodny umysł badając domniemane spiski i przyznać, że niektóre z nich były prawdziwe (np. celowe nieleczenie grupy zarażonych syfilisem Afroamerykanów w celu sprawdzenia, jak ta choroba się rozwija), skupiając się na dowodach i prawdopodobieństwie, a nie emocjach. Bardzo podobało mi się, że większość opisanych teorii jest opatrzona w rys historyczny – brakowało mi tego w „Antyfaktach”. Poznajemy zatem korzenie płaskiej ziemi (ku mojemu zdziwieniu, zaledwie dziewiętnastowieczne), iluminatów (i to jak byli mieszani z masonerią, Żydami, rewolucją francuską, komunizmem i ogólnie wszystkim, co się danemu tropicielowi nie podobało) czy antyszczepionkowców. Pokazuje, jak często uzasadnione obawy i brak ufności (choćby pierwsze podejmowane środki antyepidemiczne były nieraz wprost nieludzkie) przeradzają się w najdziksze fantazje o depopulacji i świtowym spisku. O większości opisanych teorii już kiedyś słyszałam – ale o tym, że Finlandia nie istnieje albo o czasie widmowym (czyli że cały okres od szóstego do dziewiątego wieku został wymyślony przez cesarza Ottona III do spółki z papieżem) jeszcze nigdy, i to było naprawdę zabawne.
Silmarien - awatar Silmarien
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Polacy na emigracji. Dlaczego i po co wyjeżdżamy Agnieszka Kołodziejska
Polacy na emigracji. Dlaczego i po co wyjeżdżamy
Agnieszka Kołodziejska
Książka jest jakaś taka... nie wiem, jak streszczenie. Historie są jakby liźnięte, można było szerzej, dokładniej, w sumie historia każdej z osób udzielającej wywiadu autorce sama w sobie mogłaby być ciekawa! A tu mamy z każdego po fragmencie, ja wiem że zakres książki na wiele więcej pewnie nie pozwolił, ale mimo wszystko czuję spory niedosyt. Jednocześnie są irytujące powtórzenia - już dokładnie wiem, o którą rodzinę chodzi przeprowadzającą się z San Francisco do Karoliny Północnej (chyba, bo raz się pojawia Południowa), nie trzeba mi tego 3 razy opisywać... Ogólnie jednak przystępna książka, taka lekka raczej rozrywka, jest ok, choć bez "wow". Jak zwykle trochę cytatów: "(...) Elcia zawsze trzymała się jej [mamy] spódnicy. Była wstydziochem. Czerwieniła się za każdym razem, gdy ktoś obcy się do niej odezwał. Ktoś mógłby też pomyśleć, że miała tak zwane dwie lewe ręce. Nie potrafiła sobie zrobić kanapki. Sprzątanie? Prościej było spalić jej pokój, niż spróbować go doprowadzić do ładu. I nagle to dziecko (no dobra, miała już wtedy 21 lat) mówi mi, że wsiada do samolotu i leci, bo „tu już nie ma żadnych perspektyw”." (pdf.str.7) - o, to zupełnie tak jak o mnie :D No. I można mimo to zupełnie normalnie żyć na emigracji ;) "I chociaż powodów emigracji jest tyle, co ludzi emigrujących, to po setkach rozmów z Polakami i Polkami mieszkającymi poza krajem wyłania mi się jednak obraz kogoś, kto zwyczajnie chce lepiej żyć. Błędem byłoby natomiast sądzić, że w poprawie jakości życia chodzi wyłącznie o aspekt ekonomiczny." (pdf.str.13) - no właśnie. "Oboje przyznają, że kiedyś w Niemczech było lepiej, a teraz poziom życia w Polsce i w Niemczech się wyrównał, może nawet w Polsce jest lepiej. Wiola mówi: „Niemcy zatrzymały się w rozwoju, a Polska się rozwija. Nawet w domach Polaków tutaj widać, że mają lepsze sprzęty niż Niemcy, nowocześniejsze meble. Niemcy potrafią mieć rozlatującą się kanapę w salonie przez lata. Ale to chyba dlatego, że oni wolą mieć kasę na koncie niż nową kanapę, są oszczędni”." (pdf.str.16) - wiadomo: kiedyś to były czas, a dzisiaj to nie ma czasów :D Poza tym, nie każdy po to wyjeżdża (jak już ustaliliśmy wyżej) ;) No i w końcu: mnie też stara kanapa nie przeszkadza :D "Nigdy nie zapomnę, jak kilka lat temu podczas jakiejś plenerowej imprezy Radia ZET, którą prowadziłam w Ciechocinku, podeszła do mnie około siedemdziesięcioletnia kobieta i powiedziała: „Pani Agnieszko, uwielbiam program «Polacy za granicą». Pewnie się pani dziwi, bo stara jestem, ale ja tak kibicuję tym młodym ludziom. Nigdy nie miałam tyle odwagi co oni, by spełniać swoje marzenia”. Poruszyło mnie to. Pomyślałam wtedy: w życiu bywamy zbyt zachowawczy. Za rzadko podążamy za pragnieniami. Nie słuchamy tego, co nam serce podpowiada." (pdf.str.19) - a to tak po prostu, też dla mnie ku pamięci ;) "Po raz pierwszy spotkałam Ewę w Rio de Janeiro. Aby móc mieszkać przy słynnej plaży Copacabana, zatrudniła się jako wolontariuszka w hostelu. Dzieliła pokój z kilkoma innymi osobami, a w zamian za nocleg i dostęp do kuchni i łazienki kilka razy w tygodniu pracowała na recepcji. W międzyczasie była jeszcze trzy lata w Anglii, sporo czasu spędziła w Hiszpanii, Portugalii, Stanach Zjednoczonych. „Ludzie mówią, że jestem niecierpliwa, ale jak coś mi się nie podoba, szybko to zmieniam. Świat jest piękny, trzeba go zobaczyć. Ludzie, którzy nie podróżują, mówią, że na to trzeba mieć kasę. Bzdura, wszędzie musisz jeść, płacić czynsz, co za różnica, gdzie to robisz, nie musisz siedzieć na miejscu”." (pdf.str.21-22) - dobrze powiedziane. "Domy w kiepskim stanie. Za to pod domami stały zwykle naprawdę dobre samochody. Nie rozumiałam, dlaczego tak jest. Szybko dostałam wyjaśnienie: „Mieszkańcy tej dzielnicy wychodzą po prostu z założenia, że lepiej mieć dobry samochód niż dom. Domem nigdzie nie pojedziesz, a w dobrym samochodzie to się i prześpisz”" (pdf.str.64) - dobre i też prawdziwe :D "A jak dogaduje się za granicą Polak z Polakiem? Pomagają sobie czy się zwalczają? Wielu moich rozmówców mieszkających w krajach europejskich mówiło mi jedno: „Znasz powiedzenie, że jak ci Polak na emigracji nie zaszkodził, to już ci pomógł?”." (pdf.str.118) - haha, to też dobre :D i pewnie, też takie historie słyszałem... ale to zależy - jak zwykle ;) "Jak dziad odżyje, to cię torbą zabije. Znasz to przysłowie?" (pdf.str.129) - ja nie znałem :D "Bardzo chcę, aby moi rodzice często do nas przylatywali w odwiedziny i żeby mała miała jak najczęstszy kontakt z językiem polskim. Jak skończy trzy lata, to ją wyślemy do weekendowej polskiej szkoły”." (pdf.str.201) - oooch, cóż za wspaniały pomysł... jakby dziecko nie dość miało szkoły w tygodniu, nie! Dowalmy mu jeszcze w weekend! ...jeśli nie wybrzmiało jak bardzo uważam to za zły pomysł, to: TO JEST ZŁY POMYSŁ. Żeby te zajęcia z polskiego były powiedzmy jak nauka gry na fortepianie, powiedzmy ze dwa razy w tygodniu po godzince, to jeszcze spoko, ale psuć dziecku sobotę od rana?! Mogę tylko zaapelować do wszystkich rodziców na emigracji: nie róbcie tego swoim dzieciom... Z resztą jedna matka w książce też przyznaje, że ciężko było budzić synów do szkoły w sobotę i w końcu im odpuściła. P.S. - Pan Jacek z Trynidadu i Tobago bardzo sympatyczny człowiek - można na YT obejrzeć :) (czytana/słuchana: 24-26.01.2026) 3+/5 [6/10]
lex - awatar lex
ocenił na 6 2 miesiące temu
Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy Michał Rusinek
Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy
Michał Rusinek
Michał Rusinek po raz trzeci bierze na tapet język polityków (wcześniej zajmował się nim w "Mrocznym Erosie" oraz w "Dobrej zmianie", którą napisał z profesor Katarzyną Kłosińską). Tym razem nie ogranicza się wyłącznie do polskich aferek politycznych, choć nadal są one głównym tematem jego zainteresowania. Rusinek ma dość złośliwe poczucie humoru, ale mimo to nie pozbawione smaku. Nie można mu też odmówić erudycji i błyskotliwości. Jego analiza wypowiedzi Barbary Nowak jakby to była szkolna rozprawka rozbawiła mnie do łez! Wyjątkowo rozbawiły mnie też retoryczne rozważania nad wypowiedziami Mejzy oraz dosłowna interpretacja metafor Glapińskiego. Spośród innych reportaży, które szczególnie zwróciły moją uwagę, był też ten poświęcony świątecznym życzeniom prezydenta Dudy, metanoje i poezje Morawieckiego (Zenku Martyniuku, dołączam się do prośby autora - wykorzystaj jego tekst i nagraj do tego piosenkę!), przedstawienie afery z Pegazusem w formie greckiego mitu (Zeusem, jak można się spodziewać, został Kaczyński), a także rozłożenie na czynniki pierwsze wypowiedzi Czarnka na pogrzebie księdza-egzorcysty i na jej podstawie powołanie do życia nowej dziedziny nauki - sakrogeografii. Wyjątkowo zaintrygowała mnie też analiza haseł na plakatach podczas czarnych protestów i osadzenie ich w szerszym kontekście historycznoliterackim. To, w czym najbardziej doceniłam wiedzę Rusinka, to felieton o rosyjskich zapożyczeniach w polszczyźnie wraz z propozycjami zamienników. Bardzo ciekawe było też porównanie: propaganda Putina - PR Zelensky'ego. Cieszę się, że autor podjął się przeanalizowania wypowiedzi tych polityków. Uważam też, że ostatni z felietonów - w którym przytacza się historię kremówki w kontekście Jana Pawła II - to idealne domknięcie tego zbioru felietonów. Ironiczne, ale schodzące nieco z tonu, który narzuciły tematy dotyczące polityki amerykańskiej i rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego zakończenia książki, tej książki.
miserycardia - awatar miserycardia
oceniła na 8 10 miesięcy temu
Żeńska końcówka języka Martyna F. Zachorska
Żeńska końcówka języka
Martyna F. Zachorska
Kobiety, czytajcie. Mężczyznom też polecam. Wszystkim, bez względu na Wasze przekonania polityczne. Przyznam jednak, że konserwatystom ksiażka może nie przypaść do gustu. No cóż! Może tym bardziej powinni przeczytać?Dla poszerzenia horyzontów, zobaczenia sprawy z innej strony? Zrozumienia problemu. Najbardziej polecam książkę językoznawcom. Ich na pewno zainteresuje. Myślę, że ludzi zainteresowanych językiem polskim lub takich, którzy zawodowo mają do czynienia z językiem nie trzeba specjalnie do czytania tej pozycji namawiać. Naprawdę warto! Czy wiecie, że feminatywy były w języku polskim od zawsze?! Taka jest specyfika naszego języka polskiego. Wszystko odmieniamy, mamy mnóstwo końcówek. I to jest piękne! Gościni (żeńska forma słowa gość) nie jest wymysłem lewicy i TVN. Gościni była w słownikach już w XVIII wieku, podobnie jak bogini. Jest też przecież gospodyni i naukowczyni. Inne takie ciekawostki znajdziecie w książce. Ileż tam tego! A jakże ciekawy jest rozdział o słowach związanych z seksualnoscią człowieka. Słuchałam audiobooka. Bez słuchawek. W samochodzie. Dobrze, że jechałam sama i nikt oprócz mnie nie tego słyszał 😂 W książce jest też dużo o języku inkluzywnym. W ogóle to bardzo ciekawa pozycja. Uświadomiła mi, że w języku odzwierciedlają się wszystkie zmiany zachodzące w społeczeństwie. Język jest ważny. A nasz język polski jest też po prostu piękny. Kocham go za te wszystkie gościnie, psycholożki, naukowczynie, a także za wszystkie przypadki i zdrobnienia 😁
Anna - awatar Anna
oceniła na 9 6 miesięcy temu
Autoholizm. Jak odstawić samochód w polskim mieście Marta Żakowska
Autoholizm. Jak odstawić samochód w polskim mieście
Marta Żakowska
Ocena nieco na wyrost, bardziej pasowałoby mi tu 5,5/10. Po pierwsze, nieco może być mylący tytuł - odpowiedzi na zawarte w nim pytanie: "Jak odstawić samochód w polskim mieście?" stanowi zdecydowaną mniejszość pozycji. Wszelkie proponowane polityki dla naszego kraju w tej materii nie są w jakoś szczególny sposób opisane. Już więcej uwagi autorka poświęca przywoływaniu przeróżnych strategii z najróżniejszych miejsc świata, które mogłyby być inspiracją dla naszych prawodawców, choć nie nadawałyby się często do przełożenia 1:1. Zdecydowanie za mało jest w tej książce miejsca poświęca gospodarczo-politycznym przyczynom zwrotu społeczeństwa polskiego ku samochodom, tj. np. świadomej deklasacji polskiej kolei po 1989 r. (opisanej w "Ostrym Cięciu" Karola Trammera), czy bardziej mimowolnej degrengoladzie polskiego transportu zbiorowego (świetniej scharakteryzowanej w "Nie zdążę" Olgi Gitkiewicz). Środek ciężkości narracji położony jest na tytułowy "Autoholizm," czyli w rozumieniu autorki uzależnienie Polaków od samochodów. I to uzależnienie nie wynika - zgodnie z prowadzonym przez nią wywodem - li tylko z polityki transportowej kraju, ale przede wszystkim z pewnej akulturacji prowadzonej w naszym społeczeństwie, która sprawia, że już od najmłodszych lat indukujemy dzieci, żeby lubiły samochody. Auto stało się nie tylko środkiem transportu, ale nade wszystko konstruktem kulturowym, symbolizując wolność, status, atrakcyjność, czy zamożność. Nim Polska w praktyce się zmotoryzowała, samochód w naszych wyobrażeniach społecznych stał się obiektem aspiracji. Obiektem, którym tak naprawdę możemy się cieszyć od stosunkowo niedawna, kiedy to zasadniczo skończyliśmy zręby naszej porządnej sieci drogowej i sprowadziliśmy samochody, które zasadniczo "same jeżdżą" i nie wymagają ogromnych nakładów sił i środków do utrzymywania ich w sprawności, jak było w przypadku niesławnych syren (z technologią z lat 50' produkowanych do lat 70'). I to dlatego od naszej samochodozy tak łatwo się uzależniliśmy, skoro ma wciąż posmak nowości, którą się ciągle nienasyciliśmy. Wadą tej książki jest też to, że zawarte w niej informacji już się deaktualizują. I tak autorka podaje, że w Polsce przypada ponad 800 samochodów na tysiąc mieszkańców (162 s.), sugerując mimochodem na marginesie, że liczba ta może być zawyżona (163 s.). Jak pokazały zmiany z 2024 r. w zakresie liczenia aut aktywnych w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, obecnie mamy ok. 517 pojazdów na tysiąc mieszkańców, a średni wiek auta spadł z 21 do 16 lat. Jest to informacja, która radykalnie zmienia nasze statystyki, ale z drugiej jak się rozejrzymy po naszej najbliższej okolicy zauważymy, że jednak jest pewna nadreprezentacja aut w naszej przestrzeni publicznej, co raczej świadczy to o tym, że mamy pewien problemem z automobilnością, którą powinniśmy na spokojnie przemyśleć.
Qbajot - awatar Qbajot
ocenił na 6 3 miesiące temu
Ginekolodzy 2. Kolejne tajemnice i jeszcze większy strach Iza Komendołowicz
Ginekolodzy 2. Kolejne tajemnice i jeszcze większy strach
Iza Komendołowicz
Lubię ten cykl i sięgnęłam po drugi tom z ciekawością. Co prawda tematyka z pierwszego tomu była mi bliższa, więc lepiej ją pamiętam. Dalej uważam, że jest to ważna lektura, bo wiele tematów bywa przemilczanych, a część pozostaje niejasna, przez co wiele kobiet czy par zostaje samych z ważnymi dla nich sprawami. Seksualność nie powinna dziwić, a potrzeby odwiedzenia ginekologa nie powinny być obciążone tak wieloma stresami i strachami. Przygnębiające jest to, że w wielu obszarach jesteśmy cywilizowani, mamy moralność, a kiedy chodzi o kobiece problemy, wiele spraw wciąż pozostaje tematem tabu. Tworzymy wokół nich pewną otoczkę i wycofanie, przez co finalnie jesteśmy osamotnione w ważnych kwestiach. Rozumiem, że tematy polityczne od kilku lat dominują w Polsce, więc tego typu książki są potrzebne, żeby pokazać, że istnieją też inne problemy i wyzwania w społeczeństwie. Książka jest lekka, mimo że porusza trudne tematy, i daje ciekawe spojrzenie na pewne problemy z perspektywy specjalistów. Nawet jeśli nie wszystkie tematy są nam bliskie, warto po nią sięgnąć, bo ta wiedza może kiedyś przydać się naszym bliskim albo podpowiedzieć, jak się chronić. W końcu wszędzie są ludzie, a nie każdy ginekolog ma ludzką twarz. Zapłacenie wyższej kwoty za wizytę nie jest przecież gwarancją, że zostaniemy potraktowane z należnym szacunkiem.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 6 3 miesiące temu
Stacja Jakub Szamałek
Stacja
Jakub Szamałek
Książki Jakuba Szamałka różnią się kierunkiem patrzenia. W jednych patrzymy wstecz, ku starożytności, w innych w ekran komputera, a w jeszcze innych w kosmos. Łączy je to, że w każdej patrzymy przede wszystkim w drugiego człowieka. To on jest źródłem tajemnicy, problemów, napięć, przeciwności, przygód i niebezpieczeństw. Nie inaczej jest w „Stacji”. Tak naprawdę mamy tu do czynienia ze starym i dobrze wszystkim znanym motywem bezludnej wyspy albo innej zamkniętej przestrzeni, w której wąskie grono ludzi zdane jest tylko na siebie. Zagadka to tylko pretekst, aby ukazać napięcia, dynamikę grupy, wzajemne tarcia, animozje i przeszłość. Zazwyczaj jest to trup, gdyż motyw „zapewne zastanawiacie się, dlaczego was tu zebrałem” najczęściej przewija się w kryminałach, ale za gwóźdź, na którym wisi fabuła, może posłużyć właściwie dowolne nietypowe zdarzenie, wytrącające akcję z utartych kolein. W tym przypadku jest to rutynowa wymiana amerykańskiej załogi na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej oraz zupełnie już nierutynowy tajemniczy wyciek amoniaku. W ten mały, wiszący nad naszymi głowami, a nabrzmiały konfliktem światek dostaje się troje astronautów przybyłych do ISS na pokładzie „Dragona”, w tym nowa dowódczyni misji Lucy Poplaski. Już od pierwszego dnia musi mierzyć się z tarciami wśród amerykańsko-rosyjskiej załogi oraz z zewnętrznym zagrożeniem w postaci rozbłysku słonecznego, który zapoczątkowuje serię fatalnych zdarzeń. Atmosfera wzajemnych podejrzeń, oskarżeń, animozje wynikłe z dawno, zdawałoby się, minionej przeszłości oraz ze spraw skrzętnie zamiecionych pod dywan, a także wisząca nad tym wszystkim napięta atmosfera międzynarodowa (jest rok 2021 i Rosjanie zbierają już siły do ataku na Ukrainę) i wielka polityka składają się na nieustające poczucie zagrożenia i braku zaufania. Wspaniale poprowadzona fabuła trzyma w niepewności prawie do ostatnich stron książki, bohaterowie wydają się zbudowani z krwi i kości, choć należy odnotować, że nawet w tak szczupłym gronie występują postacie pierwszo- i drugoplanowe, przez co im dalszy plan, tym ich rysy są grubiej, mniej skrzętnie naszkicowane. Wielką zaletą książki jest gruntowne przygotowanie autora. Mnie, jako laikowi, wydaje się, że Jakub Szamałek świetnie odrobił pracę domową, dzięki czemu nie serwuje nam ogólników, przypudrowanej czy wykreowanej przez science fiction wizji kosmosu, ale szarą codzienność naukowców na ISS, odmalowaną tak udatnie, że nietrudno ją sobie wyobrazić; być może specjaliści znajdą coś, do czego mogliby się przyczepić, ja natrafiłem tylko na jakiś nieistotny drobiazg, który zresztą wcale nie musi być błędem. Drugim plusem jest rozstrzygnięcie całej zagadki, napięcia wzbierającego przez wszystkie stronice książki – ale ćśś, nie zdradzam nic więcej. Podsumowując, mamy tu świetnie napisany, trzymający w napięciu całkowicie ziemski sensacyjny kryminał w kosmicznej oprawie. Bez niedociągnięć – stąd moja ocena.
meerkat - awatar meerkat
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Przeprowadzę cię na drugi brzeg. Rozmowy o porodzie, traumie i ukojeniu Justyna Dąbrowska
Przeprowadzę cię na drugi brzeg. Rozmowy o porodzie, traumie i ukojeniu
Justyna Dąbrowska
Ta książka jest ciekawa i przerażająca zarazem. Czytając ją, chce się wierzyć, że wiele opisanych historii to fikcja. Niestety tak nie jest. W Polsce nadal mamy poważne problemy w szpitalach, jesteśmy tego świadomi, ale trudno uwierzyć, że niezależnie od tego, czy zapłacisz za wizytę, czy za opiekę, kobiety są zostawiane same sobie. To jest dla mnie przerażające. Jestem kobietą i te tematy są mi bliskie, choć zarazem bardzo dalekie, bo bez własnego doświadczenia i potrzeb związanych z ciążą nie zobaczyłabym wielu wyzwań. Mimo to historia przedstawiona w książce jest bardzo przejmująca. Styl książki jest odpowiedni, łatwy do przyswojenia, wszystko można sobie wyobrazić i poczuć przerażenie. Powtarzam to świadomie, bo narodziny dziecka to ogromny wysiłek dla kobiecego ciała. A jeśli zostaje się z tym sama, w czasach, gdy technologia i wiedza są powszechnie dostępne, to naprawdę przeraża. To super, że partnerzy są coraz bardziej świadomi i że są ludzie dobrzy, ale zastanawiam się, dlaczego wciąż jest ich tak mało. Książka skupia się głównie na trudnych aspektach, choć domyślam się, że czasem są też dobre momenty. Mimo to bardzo pomaga zrozumieć zagadnienie, pokazuje, na co zwrócić uwagę i na co ewentualnie się przygotować. To bardzo istotna książka dla par, które są w ciąży lub planują nią być, a także dla osób, które chcą być blisko swoich przyjaciółek ciężarnych.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 8 3 miesiące temu
Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie Anna Mierzyńska
Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie
Anna Mierzyńska
Jest to ważna książka, zajmująca się zjawiskiem boleśnie aktualnym, rozpisanym przez autorkę na sześć rozdziałów, nazwanych przez nią historiami. Sądzę, że odbiór i ocena tych historii każdorazowo zależeć będzie od wcześniejszej wiedzy indywidualnego czytelnika na temat faktów i ich interpretacji zawartych w każdej z sześciu opowieści. Jeśli na przykład - podobnie jak mnie - od dawna kogoś interesował wpływ rozmaitych teorii spiskowych na realia społeczne, nie tylko w Polsce, szczegółowa ich egzemplifikacja przez autorkę może nieco znużyć, a próby racjonalnego wyjaśnienia tego fenomenu nadal trudno uznać za w pełni satysfakcjonujące. Jeśli zaś o fakty w tej dziedzinie chodzi, wdzięczna jestem za przypomnienie roli Rosji w wojnie szczepionkowej, pewnie trochę dlatego, że jest to jedyna potyczka w ostatnich latach, którą Kreml zdecydowanie przegrał. Natomiast niewątpliwie najciekawsze, a przy tym najsmutniejsze, były dla mnie dwa ostatnie rozdziały książki. Historia o obnażeniu. Państwo, które wpadło w sieć - to doskonały tytuł klęski ówczesnych polskich władz i służb w zderzeniu z rosyjsko-białoruską operacją, która w potocznej świadomości funkcjonowała jako afera z mailami Dworczyka. Przyznaję, że był to okres mojego bojkotu polskiej polityki, dlatego o niuansach całej operacji, o jej znaczeniu i o prognozach na przyszłość pojęcie miałam marne. Na dodatek dla kogoś, kto temat cyberterroryzmu czy wielu innych wariantów cyberprzestępczości znał jedynie z literatury i publicystki, lektura o konkretach, na przykład o ujawnianiu tajemnic „wrogiego” państwa, do łatwych nie należy. Jeszcze gorzej i, niestety, coraz bardziej rozwojowo przebiega zawartość ostatniego rozdziału, czyli: Historia o agresji. Rosyjski przemysł fałszowania rzeczywistości. Warto zwrócić uwagę, że termin ‚przemysł’ nabiera obecnie coraz bardziej złowrogiego znaczenia. Powody takiego stanu rzeczy wiążą się z upływem czasu od ostatnich wydarzeń uwzględnionych w książce przez autorkę, czyli od drugiej połowy roku 2022. Wygląda na to, że teraz, trzy lata później żyjemy w zupełnie innej epoce. Bezsilność wobec kreatorów fałszywych rzeczywistości narasta, a grozę potęgują ich zamiary przeniesienia wirtualnych obrazów świata do realu. Anna Mierzyńska, na stałe związana z redakcją OKO Press, jest również aktywna w mediach społecznościowych. Jej analiza składów amerykańskiej i rosyjskiej delegacji, które negocjowały putinowsko-trumpowski wariant tzw pokoju w Ukrainie skłoniła mnie do sięgnięcia po „Efekt niszczący”. Polecam.
Nina - awatar Nina
oceniła na 8 4 miesiące temu
Chłopcy. Idą po Polskę Marcin Kącki
Chłopcy. Idą po Polskę
Marcin Kącki
Marcin Kącki, znany z bezkompromisowych reportaży o mrocznych stronach polskich miast i instytucji, w książce „Chłopcy. Idą po Polskę” bierze na warsztat środowisko Konfederacji oraz szeroko pojęty ruch libertariańsko-narodowy. Przyznając tej publikacji ocenę 6/10, doceniam sprawność warsztatową autora i próbę zrozumienia fenomenu popularności skrajnej prawicy, jednak dostrzegam w niej wyraźny brak obiektywizmu, który osłabia siłę reportażu. Książka jest efektem wielomiesięcznego przenikania Kąckiego do środowiska „młodych gniewnych” polskiej polityki. Autor nie skupia się wyłącznie na liderach, takich jak Janusz Korwin-Mikke czy Sławomir Mentzen, ale przede wszystkim na ich zapleczu – młodych mężczyznach, którzy w postulatach niskich podatków i „wolności totalnej” odnajdują receptę na swoje życiowe frustracje. Kącki świetnie oddaje duszny klimat męskich biesiad, przesiąkniętych alkoholem i mizoginią, pokazując, że za politycznymi hasłami często kryją się głębokie kompleksy i lęk przed zmieniającym się światem. Reportaż uczestniczący czy śledczy? Największym problemem „Chłopców” jest postawa samego autora. Kącki stosuje metodę reportażu wcieleniowego, stając się niemal częścią opisywanej grupy. Z jednej strony pozwala to na zdobycie unikalnych materiałów i szczerych wypowiedzi, z drugiej – zaciera granicę między obserwatorem a uczestnikiem. Czytelnik odnosi wrażenie, że autor z góry założył tezę, a zebrany materiał ma jedynie potwierdzić obraz „chłopców”, którzy nigdy nie dorośli do odpowiedzialności za państwo. Choć opisywane sceny bywają groteskowe i przerażające, brakuje w nich głębszej analizy ekonomicznej czy społecznej, która wyjaśniłaby sukces tego ruchu poza sferą obyczajową. Szóstka to nota dla książki, którą czyta się błyskawicznie, ale która pozostawia pewien niesmak. Warsztat Kąckiego jest bez zarzutu – dialogi są żywe, a opisy sugestywne. Jednak jednostronność przekazu sprawia, że „Chłopcy” stają się raczej manifestem niechęci autora do opisywanego środowiska niż rzetelną próbą zrozumienia połowy młodego pokolenia Polaków. Dodatkowo, w kontekście późniejszych kontrowersji wokół osoby samego autora, niektóre fragmenty książki dotyczące relacji damsko-męskich nabierają dwuznacznego, niemal ironicznego charakteru. „Chłopcy. Idą po Polskę” to reportaż ważny, bo dotykający realnego problemu radykalizacji nastrojów, ale jednocześnie bardzo subiektywny. To lektura, która z pewnością usatysfakcjonuje przeciwników Konfederacji, utwierdzając ich w przekonaniach, ale raczej nie przekona nikogo, kto szuka wyważonej analizy polskiej sceny politycznej. To solidne 6/10 – mocny, mięsisty reportaż, któremu zabrakło chłodnego dystansu i próby wyjścia poza bańkę światopoglądową autora.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 20 dni temu

Cytaty z książki Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra

Więcej
Janina Bąk Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra Zobacz więcej
Janina Bąk Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra Zobacz więcej
Janina Bąk Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne