Siła ambicji. Autobiografia

Okładka książki Siła ambicji. Autobiografia autora T.J. Andrews, Mo Farah, 9788375793031
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Siła ambicji. Autobiografia
Mo FarahT.J. Andrews Wydawnictwo: Galaktyka biografia, autobiografia, pamiętnik
251 str. 4 godz. 11 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Twin Ambitions: My Autobiography
Data wydania:
2014-04-16
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-16
Liczba stron:
251
Czas czytania
4 godz. 11 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375793031
Tłumacz:
Jacek Żuławnik
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Siła ambicji. Autobiografia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Siła ambicji. Autobiografia i

Siła autobiografii



1654 36 104

Oceny książki Siła ambicji. Autobiografia

Średnia ocen
7,3 / 10
169 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
163
161

Na półkach: ,

Historia pełnej trudności, porażek i sukcesów kariery Mo Faraha. Biegacz przedstawia nam szczegóły swojego dzieciństwa, dowiadujemy się dlaczego wybrał bieganie, a nie piłkę nożną, którą tak kochał. Ten wybór zmienił jego życie. W 2012 roku w Londynie zdobył dwa złota olimpijskie. Bardzo dobrze napisana autobiografia.

Historia pełnej trudności, porażek i sukcesów kariery Mo Faraha. Biegacz przedstawia nam szczegóły swojego dzieciństwa, dowiadujemy się dlaczego wybrał bieganie, a nie piłkę nożną, którą tak kochał. Ten wybór zmienił jego życie. W 2012 roku w Londynie zdobył dwa złota olimpijskie. Bardzo dobrze napisana autobiografia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

455 użytkowników ma tytuł Siła ambicji. Autobiografia na półkach głównych
  • 232
  • 217
  • 6
109 użytkowników ma tytuł Siła ambicji. Autobiografia na półkach dodatkowych
  • 84
  • 8
  • 5
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Siła ambicji. Autobiografia

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ukryta siła. Jak stałem się jednym z najsprawniejszych ludzi na świecie i odnalazłem siebie Rich Roll
Ukryta siła. Jak stałem się jednym z najsprawniejszych ludzi na świecie i odnalazłem siebie
Rich Roll
"Możesz mieć najlepsze zamiary. Możesz dawać przykład. Ale nie możesz nikogo zmienić." "To nie najszybszy wygrywa. Wygrywa ten, który może zwolnić najmniej." Książka nie tak ciekawa jak "Urodzeni biegacze", ani nie tak dobra jak "Jedz i biegaj", ale wciąż interesująca. Autor, jak sam siebie określił, to "tatusiek w średnim wieku na diecie roślinnej, który był narkomanem". W wieku 39 lat był 100-kilogramowym spaślakiem i postanowił coś z tym zrobić. Nie zgodzę się z zarzutami typu "kolejna historia w stylu od zera do bohatera", ponieważ Rich Roll jasno daje znać, że już od dzieciństwa był mocno aktywny fizyczne i był dobrym pływakiem, zatem nie możemy go określić jako osoba, która nic wspólnego z treningiem nie miała. Nie ma w niej także żadnego religijnego bełkotu, tylko duchowe odczucia. To nie jest to samo, jeśli ktoś nie odróżnia jednego i drugiego, to tylko sugeruje, że nikłe ma o tym pojęcie. Natomiast fakt, że często duchowe elementy są poruszane może dowodzić, że coś jest na rzeczy i osoby pod wpływem intensywnego i długotrwałego wysiłku faktycznie mogą doświadczać jakiejś "jedności ze światem", lecz empirycznie opartej. Nie ma to nic wspólnego z religią, tylko subiektywnymi wrażeniami (nawet nie trzeba być wierzącym). Z kolei jeśli chodzi o jakąś losową wzmiankę o reinkarnacji? "Często żartowałem, że jestem reinkarnacją Richarda Spindle’a, ale to nie do końca żart – czuję się duchowo z nim związany, mam poczucie, iż jestem jego spadkobiercą i powinienem doprowadzić do końca to, czego jemu nie udało się zrobić." Jak widać miał poczucie, że jest jego SPADKOBIERCĄ, a nie jego reinkarnacją w dosłownym tego słowa znaczeniu, no ale każdy może interpretować jak chce, więc ile ludzi, tyle opinii, jednak przez różne nadinterpretacje ktoś może niepotrzebnie poczuć się zniechęcony do lektury. Z kolei jeśli chodzi o sposób odżywiania, któremu w książce faktycznie poświęcono sporo treści, zapewne nawet i 1/3, to się nie wypowiem w kwestii, czy autor ma rację, ale jak wiadomo nie jest on jej jedynym zwolennikiem, który osiąga nadludzkie wyniki sportowe (np. Scott Jurek), zatem jakieś ziarno prawdy musi w tym być. Ale może warto byłoby chociaż samemu spróbować i się przekonać niż odrzucać to tylko za nachalność autora? Gdyż racją jest, że te informacje mogą wydawać się wciskane na siłę dla indoktrynacji czytelnika do weganizmu. Standardowo znalazło się nieco wskazówek treningowych, ale oczywiście ta książka jest biografią, chociaż część o weganizmie można potraktować trochę jak poradnik. Co ciekawe, w tej książce jest wzmianka o Davidzie Gogginsie, zanim stał się sławny na cały świat. Ogółem lekturę polecam, zwłaszcza że istnieje także w wersji audiobook (chociaż oczywiście w takim przypadku nie zobaczymy paru fotografii, które umieścił autor), jedynie należy liczyć się z tym, że około 1/3 objętości dotyczy weganizmu, a niektórzy mogą odebrać to w ogóle jako reklamę tej diety i suplementów. Fragment z książki: Nasze organizmy mają dwa poziomy wyzwalania energii. Pierwszy to system aerobowy, który energię zyskuje ze spalania tlenu i tłuszczu. To on dostarcza energii potrzebnej w codziennych, wykonywanych z określoną intensywnością czynnościach. Kiedy jednak intensywność ta przekracza tak zwany próg aerobowy (to właśnie ponad nim poziom kwasu mlekowego w moim organizmie poszybował w niebo), włącza się drugi system: anaerobowy, który energię potrzebną do nagłych zrywów, dźwigania ciężarów czy szybkiego biegu czerpie z glikogenu, czyli cukru. Ten układ można uruchomić na jakieś dziewięćdziesiąt minut, potem się wyłącza. Chris tłumaczył mi, że wyniki w sportach wytrzymałościowych zależą przede wszystkim od wzmocnienia skuteczności pierwszego, „codziennego” układu.
Trawiak - awatar Trawiak
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Running. Autobiografia mistrza snookera Ronnie O'Sullivan
Running. Autobiografia mistrza snookera
Ronnie O'Sullivan Simon Hattenstone
Ronnie ,,Osa” O’Sullivan, legenda snookera, dziedzictwa i kultury sportu w ogóle. Jeden z największych snookerzystów w dziejach, mistrz dziedziny, która mimo iż uważana często za zbyt bierną, od blisko dekady staje się w naszych polskich, rodzimych stronach, coraz popularniejsza. Kto chociaż raz oglądał cokolwiek na kanałach telewizyjnych takich jak: Eurosport bądź Eurosport 2, czy zagranicą słynne na Wyspach Brytyjskich, Sky, i ma do czynienia z tymi programami, które te stacje realizują, ten na pewno wie o czym mowa. Transmitowane na jej ,,obszarze” snookerowe rozgrywki (ostatnimi czasy bardzo, ale to bardzo często), na pewno zwróciły uwagę niejednego entuzjasty sportu. Bo jest to królewska, iście dostojna dyscyplina, okraszona wykwintną grą, która jakby nie patrzeć, mimo iż jest pochodną billarda, z billardem nie ma nic wspólnego. A powiedzieć, że wygląda na zbyt dziwną i specyficzną, to zdecydowanie za mało. Historie pewnych snookerzystów, tuz tych rozgrywek - a o jednym z nich w dalszej części deliberacji będzie mowa - ich niezwykłe osobowości, doświadczenia, rozpoznawalność, wszystko to prosto i wyraźnie mówi nam, że warto odłożyć niektóre klasyczne dyscypliny, choć na chwilę, i zainteresować się właśnie Snookerem. I pierwsze, co się rzuca w oczy, gdy pierwszy raz włączymy dowolny snookerowy pojedynek, to sama jego fizyczność: niezwykłe jest to, że panowie i panie ubrani są w eleganckie stroje wyjściowe, stojąc przy specjalnym stole, czy jakkolwiek się przy nim poruszając, uderzając na przemian w trybie meczowego pojedynku specjalnym kijem w bile, które mają wpaść do sześciu otworów w odpowiedniej regulaminowej kolejności. Snookerowy stół ma odpowiednie wymiary, a gra dość skomplikowane reguły; sami zawodnicy nie mają łatwo: mogą oni wykonywać czynności dostosowane do regulaminu gry. Sama mechanika relacji w tej rozgrywce, na linii zawodnik-kij-bila: sposób wyprowadzania kija, kąty uderzenia, rodzaje uderzeń etc., to już czysta bajka; piszę o tym z punktu widzenia widza, a nie profesjonalisty (komentatora, dziennikarza, czy byłego zawodnika) – kogoś, kto spędził wiele godzin przed ekranem telewizora, śledząc wydarzenia z któregoś z kanałów Eurosportu, oglądając niejedno zmaganie danej dwójki graczy, i wiele się w ten sposób o Snookerze dowiadując. Dlatego też, to krótkie ,,smagnięcie” treścią wielu informacji o tej dziedzinie wykwintnego i dystyngowanego sportu, stanowi jedynie część małego wstępu – a właściwie to drobną wzmiankę do wstępu – tego czym, dlaczego i jak jest ,,Snooker”. ,,Osa”, w zgodnej opinii wielu fachowców, to jeden z najbardziej utalentowanych Snookerzystów w historii tej dyscypliny. Zawodowcem został w wieku 16 lat, a rok później, cóż, jak na taki geniusz przystało: Ronald Antonio O’Sullivan wygrywa swój pierwszy profesjonalny turniej snookerowy. Umysł zainteresowanego Snookerem laika staje w płomieniach, wręcz pęcznieje z niedowierzania, gdy wpatruje się w tablicę osiągnięć Ronniego: sześciokrotny mistrz świata, autor najszybszego maksymalnego brejka (wbite 147 punktów z najwyższego rozstawienia), którego zaliczył w 5 minut i 20 sekund! Poza tym to rzeźnik w zaliczeniach tego rodzaju brejków tudzież wbić: ma on ich na koncie 15. Naprawdę to dopiero początek jego osiągnięć, nie wspominając o tytułach rankingowych, które ,,wpadły" na jego konto: wygranych turniejach, w których większość odznaczała się określonym prestiżem i wagą – Ronnie ma na koncie 37 takowych wiktorii, co jest astronomicznym wynikiem w historii zawodniczych osiągnięć tej dyscypliny. O'Sullivan to swego rodzaju indywiduum. Z perspektywy nieznającego go fana Snookera, widzącego jego całego jedynie wśród telewizyjnych kamer podczas transmisji zmagań na Eurosporcie, czy innej stacji sportowej, ,,Osa” wygląda na człowieka skromnego, na swój sposób skoncentrowanego, poświęcającego się swej snookerowej pasji całym sercem; niekiedy przejawia on cechy showmana, a nie raz introwertyka skupionego tylko na grze przy stole. Obserwując zmagania ,,Osy” podczas niejednego spotkania (ranga meczu nie ma znaczenia), przypatrując się mowie jego ciała, nie sposób nie wspomnieć o tym, że Ronnie grą niewerbalną, specyficznymi oznakami i przyruchami rąk, barków, twarzy etc., zdarza się zdradza oznaki znudzenia tudzież rozgoryczenia snookerowym spotkaniem – tak, jakby miejscami był gdzie indziej, jakby to, co dzieje się na stole obecnie i wokół niego nie miało już żadnego znaczenia: bez spolaryzowania swoich umiejętności tu i teraz, tak aby pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać dany mecz. Bo przecież snooker to jego życie, czyż nie? I tu natrafiamy na pewien problem: złożoność ,,niematerialnego Ja” O’Sullivana. Tego typu cechy przejawiające to, jak złożoną osobą Ronnie jest, są wskazówką do tego, że jest to obsesyjny perfekcjonista mający swoje wady – bo przecież nikt nie jest nieomylny, ani idealny jak wzór olimpijskiego bóstwa. Dlatego też, same gesty, mowa ciała Ronniego, ta niedająca się zapomnieć aparycja jego osoby: obgryzanie paznokcie i wargi, tiki na twarzy, i wiele, wiele innych oznak ,,rozstrojenia” koncentracji i skupienia podczas meczów (o czym wspominałem nieco wyżej), którą trzeba mieć – wszystko to, co zaobserwowałem podczas godzin śledzenia meczów z jego udziałem, nakłoniło mnie do bliższego poznania tego sportowca. Tak naprawdę, dowiedzieć się o Ronniem można tyle ile pozwolą na to media: telewizja, internet, wywiady udzielane prasie etc. O dorwaniu co nieco faktów zakulisowego życia angielskiej gwiazdy snookera, raczej należy zapomnieć, zwłaszcza jeśli polegamy tylko i wyłącznie na łatwych telewizyjno-internetowych informacjach. Co innego w tym względzie stanowi autobiografia w formie książki, spisana przez O’Sullivana we współpracą z Simonem Hattenstone’em, ze skromnym podtytułem "Running", którą to niniejszym omawiam i recenzuję. I bez żadnych wylewności, cukierkowania i przejaskrawiania tematu, dodam przede wszystkim: nie ma to jak prawdziwe, szczere słowa – jeśli rzeczywiście taki jest dany sportowiec, czy osoba publiczna, pisząca o sobie w dziele biograficznym – wydane nie w celu zarobkowym, ale w celu ukazania historii bez ogródek, z całego bardziej przekichanego, cierpkiego lub nie swojego życia, życia profesjonalisty sportu, która to ma dotrzeć do wszystkich ty u których oglądanie zawodnika w zmaganiach swojej rozgrywki sportowej to za mało. Autobiografia to najbardziej intymne poznanie, zbliżenie do sportowca, którego podziwiamy – jeśli nie możemy ścisnąć temu komuś ręki, zamienić z nim kilka słów, pobyć z nią/nim choćby jeden wieczór. Tego typu publikacją jest książka, nad której specyfiką postanowiłem ,,się pochylić”, pisząc małe recenzenckie ,,co nieco” w tym względzie. W Polsce "Autobiografia mistrza snookera" została wydana za pośrednictwem firmy SQN. Omawiać w niniejszej deliberacji wszystkiego o tej pozycja nie można: ani o każdej drobnej zasłudze O’Sullivana w tej grze, ani o jego wszystkich prywatnych demonach narkotykowo-alkoholowo-rodzinnych go gnębiących, ani o tym, od deski do deski: czym jest sam Snooker. Pierwsze istotne coś, co pozycja ta wykłada nam dlaczego ,,Osa” jest po prostu geniuszem, i tym bardziej należy go z perspektywy tej najsłynniejszej królewskiej modyfikacji billarda doceniać, to to, jak rozbudowaną i skomplikowaną ma on osobowość, ile elementów z jego życia złożyło się na to, że został snookerzystą klasy światowej, ba!, galaktycznej – w końcu 6 tytułów mistrza świata w tej introwertycznej i trudnej dyscyplinie sportu same się nie zdobędą, czyż nie? ,,Osa" to człowiek odważny, nie żyjący w cieniu własnych lęków, lecz przezwyciężający własne słabości: Ronnie, gdy był całkowicie dorosły, na pewnym etapie swojej kariery sportowej nie bał się sięgnąć po pomoc psychologa, Steve’a Petersa, który, jak sam Ronnie przyznaje, uratował jego miłość do snookera, a także szacunek do samego siebie, tak, że mógł połączyć tą pasję, jak i swój zawód, z powinnościami rodzinnymi (Ronnie Jr. był dla niego oczkiem w głowie; rozpad małżeństwa, tyrady sądowe, alimenty, ojciec za kratkami, który trafił tam za głupi błąd, do którego nie mógł przyznać się przed własnym synem, genialnym snookerzystą ,,Osą” O’Sullivanem, i wiele, wiele innych). I za to, za wiele innych zasług, cech, naturalności - w 2012 roku postanowił pracować jak wolontariusz w wiejskim gospodarstwie w Hainault; miał to być odpoczynek po zdobytym tytule Mistrza Świata, jak i dobry czas na refleksję i poukładanie sobie tego i owego w głowie - powinien należeć się szacunek angielskiemu zawodnikowi snookera. Nie zapominajmy o jednym: to ktoś do szaleństwa zakochany w bieganiu, zakochany w sportowej rutynie, pokazujący, że atleta – nieważne jaką dziedzinę by prezentował – jest ulepiony z tej samej gliny co ,,zwykły śmiertelnik”. Że sportowiec (tym bardziej Snookerzysta) swą kategorią zmagań sportowych, które uprawia, i które podziwia świat tak samo kocha, jak i nienawidzi. Sullivan nie zatyka sobie ust, nie siedzi skulony pod stołem. Nie boi się mówić, że snooker wyniszcza psychicznie, że tłumi emocje i nie pozwala na większą interakcję między zawodnikami; że z zamkniętą na cztery spusty jadaczką przy potężnym stole, o napiętym równo rozłożonym suknie, snookerzyści, potrafią tak godzinami trwać, grać, snuć się jak zombie i nie wypowiedzieć żadnego słowa. W swej autobiografii ,,Osa" zachowuje się naturalnie; to, jak opisał siebie, sprawia, że staje się on jednym z moich sportowych idoli, za którego determinacją będę starał się podążać w mym sportowym życiu. Zawodnik pokazuje, że nie boi się przeciętności; nie obawia się sławy, ani jej braku. Kocha bieganie – to ten sport, samo zerwanie z nałogiem, pogodzenie się jako tako z żoną, również pomoc psychoterapeuty, wzorowanie się na sportowych idolach, jak Haile Gebrselassie, Tiger Woods, Roger Federer, Ray Reardon (który nauczył ,,Osę” wydobycia z kunsztu technicznego snookera wszystkiego, co się da, w tym stabilizacji gry, nowych psychologicznych umiejętności i intuicji – w końcu przewidywanie ruchów przeciwnika w Snookerze jest nader ważne) sprawiły, że Ronnie jest tym kim jest obecnie, że dotrwał do sześciu tytułów mistrzowskich, że właśnie nie zważa na nic, mknie przed siebie, kochając życie i wciąż biegając, zmierzając tym samym po kolejne siódme trofeum Mistrza Świata w Snookerze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 10 4 lata temu
Lebron James. Król jest tylko jeden? Marcin Harasimowicz
Lebron James. Król jest tylko jeden?
Marcin Harasimowicz
W wieku około 9 lat potrafił grać w futbol amerykański w sposób daleko wyprzedzający swój wiek. Mając lat 16 z kolei uważano go za jednego z największych w historii tej dyscypliny talentów wśród skrzydłowych – tak uważał m.in. Tom Lemming, analityk futbolu amerykańskiego i specjalista od rekrutacji młodych talentów w najbardziej rozpoznawalnej i poważanej grze zespołowej w USA. I nie mówimy tu o zawodniku pokroju Toma Brady’ego z NFL, czy kogokolwiek wybitnego z tej zawodowej organizacji. Nie, mowa tu o LeBronie Jamesie, jednym z najbardziej zasłużonych w historii sportów drużynowych zawodników, koszykarzu, który odmienił oblicze sportu zawodowego po odejściu Michaela Jordana, co wydawać by się mogło: wcale nigdy nie nastąpi. A jednak. Zanim James został wybrany z pierwszym numerem w drafcie NBA w 2003 przez Cleveland Cavaliers, był na ustach całego sportowego świata; mało tego 18-letni ,,Bron” podpisał wtenczas astronomiczny, jak na standardy zawodowego atlety, kontrakt reklamowy z firmą Nike wart prawie 100 milionów dolarów – co samo w sobie było największym kontraktem do tej pory, związanym z nową gwiazdą profesjonalnego sportu w USA, jak i w ogóle na świecie. Nie da się znaleźć słowa ,,klucza”, ba!, nawet czegoś wielozdaniowego i złożonego, aby móc zgrabnie opisać fenomen LeBrona Jamesa – zarówno od strony fizjologicznej, technicznej sportowej, jak i kulturowej, czyli jak (nie licząc rosnącej siły i mocy wyzierającej z tego gracza już podczas etapu kariery w Szkole Średniej w St. Vincent – St. Mary) przez 20 lat gry w NBA potrafił wpłynąć on, niczym niedające się ugasić sportowo-kulturowe tornado, na cały nasz świat; nie patrzmy w tej kwestii tylko przez pryzmat sportu i kultury masowej; genialne kuriozum Jamesa, to coś ponad to! LBJ to przykład jednostki, której pojawienia się w profesjonalnym sporcie trudno było jakkolwiek przewidzieć; żadne schizmy, wibracje wszechświata i proroctwa Sybili, nic w tym względzie nie przygotowało tytanów sportu, zwłaszcza koszykówki spod znaku NBA, na wejście na parkiety tej ligi LeBrona właśnie. Jak już ,,wyszło szydło z worka”, a Król James poustawiał sobie koszykówkę według swojego pełnego intelektu i geniuszu ,,widzimisię”, grywając sobie (mówiąc delikatnie) kilkanaście lat w najlepszej koszykarskiej lidze świata, nikt, absolutnie nikt za żadne skarby doświadczalnego świata nie domyślał się, że na przestrzeni tylu lat gry LeBron wykuje wspaniałe dziedzictwo sportowo-kulturowo-biznesowe, że pozostawi po sobie niezacieralny i niezatapialny swoisty ,,odcisk”, to coś będące ponad to – coś czego my byliśmy, jesteśmy i będziemy świadkami nawet wtedy gdy James będzie na sportowej emeryturze, albo – nie daj Boże – nie będzie go już wśród nas. Ów odcisk, ot niezaprzeczalne i niepodważalne ,,Legacy”, które stworzył King James, nieformalnie zwie się ,,erą LeBrona”. Paradoksalnie rzecz biorąc statystycznie przez okres blisko 40 lat, licząc od 1984 roku, gdy Jordan zadebiutował w NBA, co blisko 20 lat wchodzi do ligi ktoś, kto układa atomy wszechświata koszykówki w nowy porządek wykreowany na swój sposób, ustanawiając kolejną nową erę. Czy tak będzie też w okolicach 2024 roku? Wtedy James (teoretycznie) ma zakończyć zawodową karierę, a to samo z siebie daje powody do niesamowitych rozważań i debat wśród ekspertów: skoro James zastąpił Jordana, dając światu coś czego Jordan nie zrobił, to kto zastąpi LeBrona, i to w taki sposób, aby wnieść do światowego dziedzictwa koszykarskiego coś czego James nie dokonał, albo coś, co można dokonać w absolutnie różnym, niepodrabialnym od LeBrona a.k.a. ,,The Chosen One” stylu? Czy na dzień dzisiejszy anno domini 2022 da się wybrnąć z tej bardzo specyficznej i trudnej zagwozdki? I tak, i nie. Obecnie zostaje jedynie ,,koszykarskie gdybanie” w tym analiza trendów rozwojowych, w które brną liga NBA oraz styl koszykówki prezentowany przez graczy. Na pewno o ewentualnej trzeciej ,,erze jednego gracza” w historii NBA będą mieli do powiedzenia następne pokolenia. Po przeczytaniu i jej zrecenzowaniu dobre półtora roku temu, wydanej przez wydawnictwo SQN w 2020 roku książki poświęconej LBJ-owi, od strony zarówno sportowej jak i biznesowej, „LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów”, wciąż nie mogę wydostać się z ,,bańki podziwu” w kierunku tego sportowca. Jest to o tyle dla mnie abstrakcyjne, że zbliża się koniec 2022 roku, trwa ,,kolejny” w karierze Jamesa sezon w NBA, a on sam potrafi grać - uwzględniając jego wiek i przytrafiające mu się, co jest normalne w tym sporcie, błędy i straty podczas meczów - na iście astronomicznym poziomie: zarówno zespołowo i indywidualnie. Ciężko jest na chłodny poziom kalkulacji zrozumieć jego wyjątkowe osiągnięcia, jego wyjątkowy organizm: mieć prawie 38 lat, grać prawie we wszystkich meczach sezonu zasadniczego, i to średnio 38 z 48 minut gry całego meczu, zdobywając około 30 punktów co spotkanie. Takich zagadek i pytań pokroju ,,jak to jest możliwe” skierowanych do osoby LeBrona jest cała masa, a może i jeszcze więcej. Zresztą Jeśli ,,Król James” nie złapie poważniejszej kontuzji, wykluczającej go na kilkadziesiąt meczy, czy większość sezonu, możliwe że w okresie sezonu 2022/23 w NBA wyprzedzi Kareema Abdul-Jabbara w liście najlepiej punktujących zawodników w dziejach ligi, zdobywających najwięcej punktów podczas kariery zawodowej, nie licząc etapu Play-Off rozgrywek. Na stan w którym piszę ten tekst tudzież recenzję pewnej książki, o której będzie poniżej, a jest to początek listopada 2022 roku, Jamesowi brakuje około 1151 punktów do wyprzedzenia Kareema na tej liście. Samo wprawienie w ruch moich neuronów, aby pomyśleć że żyje się w takich czasach i jest się świadkiem takiego wyczynu Jamesa, przyprawia o cały kalejdoskop emocji. Nie powiem, czuję się w tej sytuacji jak dumny chiński tygrys; jestem wdzięczny za to, że zostałem świadkiem świadectwa kreowanego przez Króla Jamesa. O LeBronie Jamesie, który anno domini 2022 reprezentuje barwy Los Angeles Lakers z numerem 6 na koszulce, w sposób niezwykle żywy, ale również zachowując encyklopedyczno-reporterski ton, pisze w swej pracy Marcin Harasimowicz. W "Król jest tylko jeden?" również dochodzimy do najbardziej wysuniętego w przód w osi czasu kariery Jamesa momentu, gdy nosił on na koszulce numer 6. Ale była to inna 6-tka niż jest obecnie. Autor sięga najdalej do momentu, w którym LBJ grał w Miami Heat i był na dobrej drodze do zgarnięcia trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego w NBA. I tu i tu, i w LA, i w Miami Król reprezentuje tą właśnie liczbę w barwach danej drużyny. W publikacji polskiego dziennikarza kibic, fan i entuzjasta NBA, tym bardziej LeBrona!, ma okazję do zanurzenia się w przeszłości, również konfrontując się z momentami mocno dziękczynnym stylem pisania ku osobie ,,dominatora, kata i sędziego” w jednym: Króla Jamesa. To bardzo podobna (oprócz wywiadów w omawianej książce Polaka) do tytułu Windhorsta publikacja – tytułu o którym wyżej wspomniałem. W odróżnieniu od "LeBron S.A.", w naszej rodzimej pracy znajdziemy więcej treści, ale za to bardziej skompensowanych, jednakże o dziwo pozbawionych pierwiastka zaskoczenia. Harasimowicz postarał się stworzyć taki obraz tego sportowca, żeby pseudonim, który sam James sobie nadał, „King James”, miał po prostu sens. I faktycznie, statystyki, wywiady, opinie profesjonalistów z wielu środowisk obracających się w sporcie zawodowym – wszystko to potwierdza w omawianej książce, że LeBron to Król, to profesjonalista, to obdarzony milionami koszykarskich zmysłów sportowiec. Najlepsze jest to, że ta bajka wciąż trwa, że James mimo wielu dołów, do których przez nieco własnych błędów i głupot, które inni stawiają mu na drodze sam wpada, wciąż prze naprzód, wciąż chce dalej i dalej rozciągać swoje dziedzictwo, być jeszcze lepszym i na pewno zdobyć jeszcze kilka tytułów mistrzowskich. Mało tego, ,,Król James" chce ponad wszystko zagrać w NBA ze swoimi synami, co jest bardzo realne i zarazem bardzo odważne z jego strony. "Król jest tylko jeden?" to opowieść, której mimo ,,nieaktualności” części treści, newsów, anegdotek – czyli wszystkiego związanego silnie z LeBronem, jego życiem osobistym i karierą w NBA, co wydarzyło się przez prawie 8 lat od daty wydania książki – nie sposób będzie ominąć. To rzecz iście konieczna do przeczytania, zanalizowania i skonfrontowania z aktualną rzeczywistością koszykarską. To rzecz… polska! Tak, Harasimowicz wwierca się swoją dziennikarską nieustępliwością praktycznie wszędzie tam, gdzie trzeba być, aby przeprowadzić z odpowiednią personą basketballowego światka amerykańskiego snu spod znaku NBA, wywiad, aby zebrać takie spektrum danych, które stworzą publikację wartą zapamiętania i mówieniu o niej wśród fanowskiego zaplecza koszykówki. Narrację Harasimowicza zaburza sposób wtłaczania do serca poukładanych reportażowo-encyklopedycznych informacji, które destabilizują płynnie przechodzącą od przeszłości do przyszłości oś czasu wydarzeń, ukazujących wspinającego się po drabinie wielkości i sławy w NBA (aż do nieskończoności! Tak, LeBron jest wielkim graczem, wielkim człowiekiem), LBJ-a. Czuć w tym wszystkim indywidualność; nasz rodak chciał zrobić coś, co będzie wzorować się na wielu biografiach sportowców z NBA, jak i jednocześnie będzie miało w sobie pierwiastek czegoś oryginalnego. Faktycznie, Harasimowicz jest oryginalny i twórczy: zdaje się na prawdziwe źródła, ale cytując czy je przywołując bierze to pod lupę własnej intuicji i wiedzy o koszykówce – on wie, co i jak pisze; jest świadomy tego, że pewne treści mogą się powtarzać albo sprawiać wrażenie kopiowanych. Za odważne, przykładowo, w tym względzie uznaję to, jak pan Marcin opisał reakcję świata na wejście LeBrona do ligi, w tym ten istotny czerwcowy draft 2003 roku, także pierwsze miesiące młodziaka w lidze: odpowiednie, trafione w punkt nadmienienia tego, że stacje sportowe, jak ESPN, nazywały Jamesa ,,mesjaszem koszykówki”, czy to jak sprytnie nakierował on Windhorsta, z którym przeprowadzał wywiad (o jego książce wspomniałem powyżej) na odpowiedzi, w których padło wytłumaczenie odnośnie porównania LBJ-a z Jego Powietrznością, Michaelem Jordanem. Rozmówca Polaka stwierdził, że kategoryzowanie bądź porównywanie Króla Jamesa z wielkim MJ-em, to pozbawiona sensu i koszykarskiej logiki operacja. Jedynie porównywania tych dwóch All-Starów to dla Jamesa wyraz szacunku i komplement dla jego osiągnięć. James wzniósł się na taki poziom, że rywalizuje tylko z samym sobą, że tylko błędy drużyny i niewłaściwe operacje finansowe ekipy, w której się znajduje, mogą zaważyć na zdobyciu bądź nie tytułów mistrzowskich. W indywidualnych statystykach i osiągnięciach na pierwszym miejscu w NBA obecnie jest ,,Bron”, a dalej… daleko, daleko nikt. I takie ,,wywiadowe" nakierowanie i potem ukazywanie Jamesa powinno być dla sympatyka koszykówki nader wzniosłe, ujmujące i sympatyczne. I tak też jest; tak się obserwuje swojego rozmówcę, tak wyłapuje się zdania pod wywiad. Tak tworzy się historię, którą czytelnik chce przeczytać. Tak, jak robi to Harasimowicz. Mamy przed sobą książkę, która mimo iż nie jest idealna - bo brakuje jej płynności i większej ilości danych; na razie jest to suplement do kariery i życia Jamesa - to i tak daje nam w swej okazałości dość dobre zestawienie informacji, statystyk, wywiadów dotyczących ,,Króla” i jego drogi w NBA, od 2003 do 2014 roku. Nie zabrakło tu ciekawostek związanych z ligą, np. ze słynnym transferem Chrisa Paula z New Orleans do Lakers, który mógł dojść do skutku, a został zablokowany przez komisarza NBA. Nie zabrakło tu tego charakterystycznego pytania, które związane z tytułem publikacji, a które musi zadać sobie każdy z nas: Czy rzeczywiście jest tak, że w najlepszej koszykarskiej lidze świata ,,Król jest tylko jeden?" - że James to najlepszy koszykarz czasów współczesnych, czy w ogóle najlepszy w historii świata? Czy za lat naście będziemy porównywać LeBrona z innym geniuszem basketu, a jak tak, czy będzie miało to sens?
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 3 lata temu

Cytaty z książki Siła ambicji. Autobiografia

Więcej
Mo Farah Siła ambicji. Autobiografia Zobacz więcej
Mo Farah Siła ambicji. Autobiografia Zobacz więcej
Mo Farah Siła ambicji. Autobiografia Zobacz więcej
Więcej