Klątwy i pierniczki. Opowiadania ze świata Thornu
Książka jest przepięknie wydana i mimo, że część z tych opowiadań pojawiła się już wcześniej np. w WOŚPowych e-bookach (których kupowanie jest moją coroczną tradycją) to cudownie jest mieć je zebrane w formie papierowej i to tak obłędnej. A grafiki i okładka wymiatają!
Pod spodem moje wrażenia dotyczące każdego z opowiadań.
„Stare klątwy i małe szczęścia” (Dora, Roman)
Doskonały wątek prowadzenia śledztwa i uwielbiam to połączenie, gdzie pojawia się Dora, Roman, Katia, Bogna i Witkacy. Złoto. Ale było to też dla mnie dość smutne i przygnębiające troszkę opowiadanie, dlatego jestem wdzięczna za te „małe szczęścia”, które czasami potrafią poprawić najcięższy dzień. No i samo rozwiązanie fabularne było bardzo ciekawe.
„Listopadowe dzieci” (Dora)
Czytałam to opowiadanie już przy okazji antologii „Cztery pory magii” i i za pierwszym i za drugim razem zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Nie należy ono do najlżejszych, bo wątek kryminalny opiera się na zaginięciu dzieci, ale poprowadzony jest w doskonały i bardzo przemyślany sposób. To opowiadanie wywołało we mnie bardzo dużo emocji, ale i przemyśleń, idealnie równoważąc poruszający temat.
Sama końcówka i przemyślenia Dory, która siłą rzeczy porównuje swoją sytuację z poprzednim Namiestnikiem jest budująca. A czytanie o Dorze, Salci i Mironie zawsze sprawia mi mnóstwo ciepła.
„Szwedzkie porządki pośmiertne” (Witkacy i Sęp)
Cała koncepcja tego opowiadania jest po prostu genialna. I mimo wybrzmiewającego tematu przemocy domowej, zbrodni i wkurwionego ducha jest momentami naprawdę zabawne i przyjemne. Uwielbiam to uczucie, czytania o magii jak o czymś zupełnie naturalnym i codziennym, a Witkacy z swoim podejściem do życia jest bardzo ludzki i życiowy więc taki drobny szczegół, że widzi duchy nie sprawia, że czuje się jakbym czytała fantastykę tylko opis dnia codziennego. Absolutnie genialne!
I pierwszy raz spotkałam się z określeniem szwedzkich porządków pośmiertnych. A jeszcze współpraca Sępa i jego wybrzmiewający charakter to jest coś co tygryski lubią najbardziej. Uwielbiam ten duet!
„Klątwa Hexenwaldu” (Dora, Roman)
To opowiadanie znałam już z Hardych Baśni i za pierwszym razem jak je czytałam w HB nie wciągnęło mnie aż tak jak teraz. Cała historia wiedźmy z lasu i nawiązania do Jasia i Małgosi budowała genialny, niepowtarzalny klimat. Plus gęsi, które od kiedy przeczytałam to opowiadanie wzbudzają we mnie spory respekt...
A jeśli chodzi o piernikowe zakończenie? Ujmujące. Bardzo polecam, jeśli macie ochotę na dużo baśniowego klimatu w nieco krwawej wersji!
„All too well (Wersja Salci)”
Dobra, ale to było tak urocze, że nie mogę! I terapia bałwanowa!!!! UWIELBIAM. Ja chcę tego więcej. Dora jako mama jest przekochana, chociaż rozumiem Cię Salcia!
No i uwielbiam Baala! I jego reakcje i przygotowanie. I miałam skojarzenia z Dorą niedźwiedzicą, z opowiadania Igranie z ogniem (Kurczaczek i Salamandra), kiedy też Dora interweniowała, aczkolwiek tutaj nie było takiego zagrożenia, no i Baal ogarnął sytuację od razu, przygotowany na Dorę w wersji bojowej czekał z już rozwiązaną sytuacją (w ogóle uwielbiam to jak oni wszyscy dbają o Salcie i jej relacje z Dorą i Mironem).
Ale (moja refleksja) myślę, że warto rozmawiać z dziećmi/nastolatkami, że gdyby ten (dużo) starszy obiekt westchnień odwzajemniał uczucia to ewidentnie byłoby coś nie tak, i byłoby to zwyczajnie niebezpieczne dla nastolatka/dziecka. No i takie creepy zachowania jakie niestety mają miejsce w życiu codziennym autorka ujęła po prostu w punkt.
„Miodożerka na wakacjach” (Natasza Ratel - pierwszy raz pojawiła się w Dzikim dziecku miłości, skądinąd jednej z moich ulubionych powieści).
Bardzo się cieszę, że znowu pojawiły się Miodożery! I ogromnie liczę na to, że jeszcze się pojawią (ale jako pelikan i tak wyczekuje cokolwiek powstanie). Bardzo mi się podobało czytanie książki z perspektywy Nataszy, a nie już dobrze mi znanych bohaterów i cudownie jest przedstawiona jej relacja z bratem. Cieszę się również, że w tak krótkim tekście, bo to jednak opowiadanie, wybrzmiał temat straty. Sama koncepcja wakacji w Thronie jest dość zabawna i serio zazdroszczę tego Nataszy, że może wsiąść w samochód zachachmęcony bratu i pojechać do tego magicznego miasta! A jeśli chodzi o wątek pewnych zwłok w bagażniku... Co to byłoby za opowiadanie z Ratelem, a bez trupa?
„Rzeczy, które wie o Tobie Fryzjerka” (Dora, Katia)
Jak mi miło znaleźć w końcu w jakimś opowiadaniu Nadię! (Jedyna o jakiej kiedykolwiek wcześniej czytałam była największym złolem książki i szczerze jej nie znosiłam). Pierwszy raz usłyszałam o tym, że taka postać się pojawi od autorki na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie (2024), kiedy prosiłam o autografy na książkach. I nie mogłam się doczekać, aż będę mogła to przeczytać. Moja imienniczka jest ujmująca i mimo, że pojawia się dosłownie w tym jednym opowiadaniu wyłącznie, to naprawdę cieplutko mi się zrobiło na serduszku. No i cały wątek zaginięcia i nowej sprawy dla Namiestniczki w Thronie to po prostu złoto. Czyta się to jednym tchem i wszystko idealnie z sobą współgra. I mimo, że za każdym razem jest przykro, kiedy nie udaje się uratować życia ofiary, to to, że Dora nie zostawia niedokończonych spraw i idzie po sprawiedliwość dla swoich owieczek jest za każdym razem podnoszące na duchu.
„Sezon na nowożeńców” (Dora i Miron)
Miłość wisi w powietrzu, a jeśli ktoś tęsknił za magią miłości Dory to tu ona buzuje w takt spadających zwłok mężczyzn...
Dora i Miron mają do rozwiązania sprawę, tym razem pod przykrywką, a wszystko to dzieje się w malowniczym pensjonacie dla zakochanych. Uwielbiam tą atmosferę i uwielbiam relacje tej dwójki.
Czułam się troszkę jak przy czytaniu Heksalogii! No i pojawiają się klimaty słowiańskie. Opowiadanie znałam już z antologii Kwiat Paproci, ale bardzo miło było do niego wrócić.
I w ogóle ogromnie mi się podoba rozwój samego miasta i to, dokąd zmierza Thorn i jestem coraz bardziej ciekawa co jeszcze czeka jego mieszkańców, a opowiadania z perspektywy różnych bohaterów i ich rozwój oddają dla mnie geniusz autorki, która czuć, że w tworzeniu swoich tekstów podchodzi z wielką pieczołowitością i świetnie rozumie bohaterów, których tworzy. Dla mnie są oni jak żywi i jestem za nich ogromnie wdzięczna.
Książka składa się z 8 opowiadań:
1. Stare klątwy i małe szczęścia (Szepty)
2. Listopadowe dzieci (Cztery Pory Magii)
3. Szwedzkie porządki pośmiertne (Wszyscy razem)
4. Klątwa Hexenwaldu (Harde Baśnie)
5. All too well (Wersja Salci) (Półsny)
6. Miodożerka na wakacjach (Harde Bestie)
7. Rzeczy, które wie o Tobie Fryzjerka
8. Sezon na nowożeńców (Kwiat Paproci)
Co do chronologii na początku książki (uwielbiam, że jest taka oś czasu podana!), opowiadanie „Stare klątwy i małe szczęścia” jest umieszczone po książce „Katia. Cmentarne love story”, ale jeśli chodzi o końcówkę Katii to dzieje się ona po wydarzeniach tego opowiadania.
Spojler (do Katii i opowiadania)!
W powieści o Katii, bohaterka zaczyna mieszkać już w Thronie, z kolei w tym opowiadaniu Dora się zastanawia czy Katia kiedykolwiek przeprowadzi się do Thornu, plus złośliwy sąsiad w Katii już się wyprowadził, a tutaj dopiero się wyprowadza.
Koniec spojlerów! Dlatego wydaje mi się, że częściowo to opowiadanie dzieje się przed lub już w trakcie fabuły powieści o Katii.
Opinia
Nie ma to jak znaleźć trupa na posesji sąsiadek. I to nie takiego pierwszego lepszego trupa. Tylko mogącego sprawić sporo problemów żyjącym. Bo: po pierwsze to trup prokuratorski. Z samej Warszawy. Po drugie to trup prawie byłego męża jednej z mieszkanek domu. I po trzecie jak to na wrednego trupa przystało jest na serio martwy, więc nie powie, kto nim udekorował sad jego prawie byłej żony. Ech, odpowiedź muszą znaleźć miejscowi policjanci, o których trzy pisarki (mieszkające w domu, gdzie lubią też czas spędzać nieboszczyki - patrz tom I)nie mają najlepszego zdania więc postanawiają prowadzić śledztwo na własną rękę. To może zwiastować tylko jedno - dużą dawkę czarnego humoru :)
Nie ma to jak znaleźć trupa na posesji sąsiadek. I to nie takiego pierwszego lepszego trupa. Tylko mogącego sprawić sporo problemów żyjącym. Bo: po pierwsze to trup prokuratorski. Z samej Warszawy. Po drugie to trup prawie byłego męża jednej z mieszkanek domu. I po trzecie jak to na wrednego trupa przystało jest na serio martwy, więc nie powie, kto nim udekorował sad jego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to