Rok myśliwego

Okładka książki Rok myśliwego
Czesław Miłosz Wydawnictwo: Znak literatura piękna
452 str. 7 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
452
Czas czytania
7 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
83-240-0032-1
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rok myśliwego w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rok myśliwego

Średnia ocen
7,0 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1525
1500

Na półkach:

Lekkie zaskoczenie tym, że ta książka jednak nie całkiem do mnie trafiła. Czyżby wszystkie wcześniej czytane - a ważniejsze - rzeczy Noblisty wywindowały moje oczekiwania na jakiś niebotyczny poziom? A może to „wina” czytanych równolegle „Dzienników” Maraia, przy których mało czyje memuary nie zbledną?

A zarazem, jak to u Miłosza, wiele tu kontemplacji czasownika ”esse”. Sporo wspaniałą polszczyzną stworzonych poszczególnych zapisków angażujących i intelekt, i duszę. O Wilnie, o literaturze, o komunizmie, o Polsce. No i wspomnienia...

Piękne uwagi o sadzeniu bugenwilli, o „świetle Kalifornii”, o „nadal działającym magnetyzmie pomiędzy mną o kobietami, które oczywiście wiedzą, czy ktoś jest w grze, czy poza nią”, o tym, że „od dzieciństwa mieszkałem w krajach, które się właśnie kończyły”, o „zagęszczeniu historii”, której padł ofiarą,

Są też ówczesne, zasadne wszak, złudzenia: „Papież reprezentuje Polskę czystą (…) na dnie swojej nędzy Polska dostała króla i to takiego, o jakim śniła”, choć nie miał ich podczas wojny: ”Warszawa okupacyjna była dla mnie miejscem i czasem spotkania z polskim nacjonalizmem w jego najwyższym stężeniu, kiedy to występował wyłącznie jako patriotyzm, którego nikt nie ma prawa krytykować”.

I jeszcze zdanie coraz mniej aktualne z każdym nowym dniem zblatowania KK z nikczemną władzą i jego moralnej zapaści w niebyt: „Ostoją Kościoła katolickiego zdaj ą się być wierni powstrzymujący się od dociekań albo dlatego, że to ich nie ciekawi, albo że z góry zakładają nieprzekraczalną granicę”.

Bo Miłosz wie dużo o nas: ”W każdym niemal Polaku wietrzę niewinność wysokiej retoryki ducha, tak że mam wspólny język tylko z Polakiem zdemonizowanym, takim, który przeszedł przez marksizm, ateizm czy może jakieś tam dewiacje, na przykład narodowościowe w rodzinie albo seksualne. I jak mam umieścić Jana Pawła II?".

No i lubi przywolywać prawdy niekoniecznie dla nas przyjemne: „Gdyby po I wojnie dokładnie stosowano zasadę samostanowienia narodów, wschodnia granica Polski przebiegałaby wzdłuż linii Curzona. Również zasada samostanowienia narodów musiałaby podyktować po II wojnie obecną granicę wschodnią w wypadku tak całkowitej przewagi aliantów zachodnich, że nie doszłoby do ugody w Jałcie. Polska oznaczałaby wąski pas wzdłuż Wisły, zbyt gęsto zaludniony, żeby dawało to jakieś szanse. Żaden rząd zachodni nie wpadłby na taki pomysł; jak Stalin, żeby wysiedlić miliony Niemców z ich wielowiekowych siedzib i oddać ten region Polakom. Tym samym, rzec można, że Polska istnieje z woli i łaski Stalina”.

Szczególnie przemówiły do mnie uwagi o ptakach, którymi Autor interesował się od szczęsnego dzieciństwa w ostępach nad ukochaną Niewiażą (we dworze mieszkał nawet puchacz!). Wspominając w USA tamte czasy, pełne owadów i żywiących się nimi ptaków, pisze o ”chmarach owadów, które bzykały, cięły, gryzły, właziły w oczy (...). Środki chemiczne dały radę całemu temu rojowisku, które jeszcze jednym odróżniało moje dzieciństwo, otoczone mnogością ptaków. Dziś ptaki owadożerne maja trudne życie, choć mała ich liczba nie musi zastanawiać ludzi, którym brak porównań”. Ale zazdroszczę mu widoku tańców kolibrów, ptaków pracowicie brodzących na płytkich zalewach Zatoki San Francisco czy sznuru pelikanów ciągnących po wieczornym niebie.

I kolejny ważny temat – ten straszliwy rozbrat między duchem a ciałem. Zmysłowy niemal do starości Miłosz cytuje także zafascynowanego tym problemem Kunderę: „Ponieważ człowiek wypróżnia się, Bóg jest niemożliwy. Trudno zrozumieć, czemu tak ma być, równie dobrego argumentu, jak system trawienny, dostarczy urządzenie organów płciowych i groteskowość aktu kopulacji. Powinniśmy być aniołami, szkoda, że nie jesteśmy”. I jeszcze ta ironia: ”Jeżeli Beatrycze pozostała dla Dantego duchem, to tylko dlatego że był żonaty z inną osobą i nie z Beatrycze, ale z nią dokonywał tych aktów, które w paryskim argot nosiły rożne wynalazcze nazwy, m.in. melanger ses urines”.

Bardzo mi się też podoba stosunek Autora do krajana z Wilna, mojego ulubionego Józefa Mackiewicza. Obaj pisarze dokonywali zupełnie innych wyborów i chyba raczej się nie znosili. A jednak Miłosza stać i na ciepłe wspomnienie, i na obronę go przed absurdalnymi oskarżeniami o kolaborację.

Zarzuty te były karą wobec Mackiewicza za to że szedł „pod prąd” polskiego nacjonalizmu i nie był pokorny nikomu, no i za wizytę w Katyniu. Wiązały się także z najważniejszą dla autora ”Kontry” ideą - Wielkiego Księstwa Litewskiego, jako kantonalnego państwa Polaków, Litwinow, Białorusinów, Żydów, Rosjan. Ideą zaciekle zwalczaną przez nacjonalistów z tych narodów – starannie przemilczanej przez dzisiejszych prawicowych apologetów Mackiewicza, błędnie sądzących, że mają go na własność….

A przecież – jak przypomina Milosz – to on pisał o „rozbiorze wewnętrznym” Wlk. Księstwa dokonanym przez Polaków, Litwinow, Białorusinów, skoro „sukcesor do całości się nie zgłosił. Po prostu nie było takiego. Każdy chciał tylko urwać dla siebie kawałek”. Milosz ma 100 proc. racji, gdy pisze, że Polska w tym kontekście ponosiła największą odpowiedzialność, skoro przez wieki spolonizowaliśmy elity litewskie tak, iż Litwinom zostali tylko chłopi (bo Białorusini zawsze nimi byli).

Milosz pisze też, że na emigracji polecał książki Mackiewicza wydawcom z USA czy Niemiec, ale „z małym powodzeniem, bo za każdym razem nawijał się ktoś z Polaków, dbały o to, by zamiar wydania książki ubić”. W efekcie pisarz z żoną żyli w nędzy, przy której Gombrowiczowi znakomicie się wiodło.

Zaiste, w polskim piekle nie potrzeba diabłów, aby nikt nie uciekł z kotła…. Zresztą świetnie widzimy to zjawisko dziś – miliard razy mocniejsze niż kiedykolwiek. W zasadzie to się dziwię, czemu tu jeszcze nie doszło do takiej wojny domowej, jak w Rosji po 1917 r. albo w Hiszpanii w latach 30. No tak, za mało broni w rękach ludzi…

PS I jeszcze moje czepialstwo: gdzieś tu mowa o sanacyjnych dygnitarzach „ruszających na most w Zaleszczykach”. Ile powtarzania, że w Zaleszczykach na Dniestrze nie było wtedy mostu drogowego, tylko kolejowy, a winni wrześniowej klęski uciekali przez most graniczny w Kutach na Czeremoszu…

Lekkie zaskoczenie tym, że ta książka jednak nie całkiem do mnie trafiła. Czyżby wszystkie wcześniej czytane - a ważniejsze - rzeczy Noblisty wywindowały moje oczekiwania na jakiś niebotyczny poziom? A może to „wina” czytanych równolegle „Dzienników” Maraia, przy których mało czyje memuary nie zbledną?

A zarazem, jak to u Miłosza, wiele tu kontemplacji czasownika ”esse”....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

103 użytkowników ma tytuł Rok myśliwego na półkach głównych
  • 52
  • 51
37 użytkowników ma tytuł Rok myśliwego na półkach dodatkowych
  • 24
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czesław Miłosz
Czesław Miłosz
Czesław Miłosz był synem Aleksandra Miłosza i Weroniki Miłoszowej z Kunatów. Urodził się w Szetejniach, dziedzicznym majątku matki położonym nad Niewiażą, w powiecie kowieńskim guberni kowieńskiej Imperium Rosyjskiego, w parafii Opitołoki, gdzie został ochrzczony w kościele Przemienienia Pańskiego w Świętobrości. Rodzina Miłoszów, pieczętująca się herbem Lubicz, należała do starego szlacheckiego rodu. Wielkie Księstwo Litewskie, na którego dawnych terenach Miłosz się wychował, wraz ze swą wielokulturową i tolerancyjną atmosferą, wywarło decydujący wpływ na twórczość poety, a on sam często odwoływał się do wspomnień z dzieciństwa (Dolina Issy). Inspirację stanowiło dla niego zarówno spokojne życie na wsi, jak i szalone podróże z ojcem. Ogromny wpływ na poetę wywarły także wydarzenia historyczne, których był świadkiem: rewolucja październikowa i wojna polsko-bolszewicka. 19 września 1917 urodził się jego młodszy brat, Andrzej Miłosz, późniejszy reżyser dokumentalista, publicysta i tłumacz. Miłosz studiował na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, najpierw polonistykę na Wydziale Humanistycznym, po krótkim czasie przeniósł się na Wydział Nauk Społecznych, by studiować prawo. Zadebiutował w 1930 na łamach uniwersyteckiego pisma „Alma Mater Vilnensis” wierszami Kompozycja i Podróż. Był członkiem głośnego w Wilnie Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich (AKWW). Ponieważ organizacja ta była programowo apolityczna, jego przyjaciółmi w tamtym czasie byli: komunizujący Teodor Bujnicki, Stefan Jędrychowski, Henryk Chmielewski, przywódca wileńskich narodowców Kazimierz Hałaburda, a także Paweł Jasienica czy znany podróżnik i założyciel AKWW Wacław Korabiewicz. Po wyjściu z AKWW razem z lewicującymi kolegami założył Klub Intelektualistów. Był członkiem grupy poetów Żagary i współtwórcą pisma o tej samej nazwie. Pracował w Polskim Radiu Wilno. Po wybuchu II wojny światowej Miłosz udał się na południe kraju. Gdy 17 września ZSRR zaatakował Polskę poeta znajdował się już w Rumunii. Wojska ZSRR zajęły Wilno, a potem przekazały je Litwinom. Miłosz powrócił do rodzinnego miasta, przyjmując obywatelstwo litewskie. Jednak już 14 czerwca 1940 ZSRR wkroczyło na teren Litwy i rozpoczęła się sowiecka okupacja. Poetą bardzo wstrząsnęły te wydarzenia, co miało odzwierciedlenie w jego poezji. Opuścił Wilno i przeniósł się do okupowanej przez Niemców Warszawy, gdzie pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Uczestniczył w podziemnym życiu literackim, pod pseudonimem Jan Syruć opublikował w 1940 r. tom Wiersze. Po upadku powstania warszawskiego Miłosz znalazł schronienie najpierw w Janisławicach, później w majątku Jerzego Turowicza w Goszycach. W styczniu 1945 roku zamieszkał w Krakowie. Brat Andrzej Miłosz, przebywający w czasie okupacji w Wilnie, także czynnie działał w podziemiu polskim. W 1943 roku Andrzej przemycił do Warszawy ukrytych w ciężarówce Seweryna Trossa i jego żonę. Czesław przyjął Trossów, znalazł im kryjówkę i wsparł finansowo. Pomógł także Żydówkom, Felicji Wołkomińskiej, jej siostrze i bratowej, które zbiegły z Warszawy w przededniu powstania w getcie. Trossowie zginęli w powstaniu warszawskim. Wołkomińska przeżyła i w 1957 roku wyemigrowała do Izraela. Za pomoc udzieloną rodzinie Trossów i Wołkomińskich Czesław i Andrzej Miłoszowie zostali uhonorowani przez Instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (25 lipca 1989 roku). Podjął m.in. pracę w dyplomacji komunistycznego rządu Polski w Stanach Zjednoczonych oraz Paryżu, jako attaché kulturalny. W 1951 poprosił o azyl polityczny we Francji, kiedy w trakcie pobytu w Paryżu zdecydował się pojechać do redaktora „Kultury”, Jerzego Giedroycia, prosząc o ukrycie, i zabezpieczenie jego rzeczy do czasu, gdy otrzyma azyl polityczny. Obawiano się bowiem porwania, lub innej formy sabotażu ze strony polskich komunistów. Miłosz mieszkał przez pewien czas w Maisons-Laffitte, co doprowadziło do jego wieloletniej współpracy z tym pismem. Było to jednak powodem skandalu w części polskiej emigracji – przeciwko przyjęciu Miłosza protestowała m.in. redakcja „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego. Dwa lata później Instytut Literacki Giedroycia wydał Zniewolony umysł (1953) – esej skierowany do polskiej emigracji, mający wyrazić mechanizm myślenia człowieka w demokracjach ludowych. Józef Mackiewicz nazwał ją w londyńskim tygodniku „Wiadomości” „wielkim odpompatycznieniem myśli emigracyjnej”, jak podaje Witold Gombrowicz. W następnych latach Instytut Literacki wydał większość dzieł Miłosza, a sam Jerzy Giedroyc przedstawił jego kandydaturę do Nagrody Nobla. W 1960 Miłosz przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, oraz na Harvardzie. Za granicą tworzył głównie poezję, bardzo różnorodną, choć największe uznanie zyskały jego wiersze polityczne (m.in. Który skrzywdziłeś). W PRL oficjalnie uznany za zdrajcę i renegata, został uroczyście potępiony przez Związek Literatów Polskich oraz niektórych autorów (Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kazimierza Brandysa, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego). Do 1980 istniał zapis cenzorski, nie tylko zakazujący publikacji jego utworów, ale nawet wymieniania jego nazwiska (w sytuacjach koniecznych używano np. eufemizmu autor „Ocalenia”; pod nazwiskiem publikowano dokonane przezeń tłumaczenia, m.in. w antologii Poeci języka angielskiego [1969-1974]). Książki Miłosza były drukowane w podziemiu, przemycane z zagranicy, a dla nielicznych dostępne w działach prohibitów bibliotek uniwersyteckich. Miłosza odrzucała również część polskiej emigracji, zarzucająca mu początkowe poparcie dla komunistycznych przemian w Polsce i bolszewizm. Stosunek władz i środowiska emigracyjnego do Miłosza zaczął się zmieniać po 1980 r., kiedy poeta otrzymał literacką nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Rok później przyjechał do kraju, gdzie jego utwory zostały już oficjalnie wydane (choć część z nich ocenzurowano, a część mogła się nadal ukazywać tylko w wydaniach podziemnych). Stały się one natchnieniem dla rozwijającej się opozycji politycznej. W 1993 r. poeta definitywnie przeprowadził się do Polski, gdzie jako miejsce pobytu wybrał Kraków, jak twierdził „najbardziej zbliżony do Wilna”. Miłosz zmarł 14 sierpnia 2004 w Krakowie, przeżywszy 93 lata. Został pochowany 27 sierpnia 2004 w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Pierwszą żoną Czesława Miłosza została w 1944 Janina z domu Dłuska, primo voto Cękalska. Poślubiła go w styczniu 1944 w Warszawie. Po zakończeniu II wojny światowej wyjechała wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała do końca życia. Po jej śmierci Czesław Miłosz napisał wiersz Na pożegnanie mojej żony Janiny. Mieli dwóch synów: Anthony’ego (ur. 1947) i Piotra (ur. 1951). Drugą żoną Czesława Miłosza została w 1992 amerykańska historyczka Carol Thigpen-Miłosz. Czesław Miłosz przeżył również drugą żonę. Inicjację seksualną przeżył w wieku 15 lub 16 lat, podczas wakacji w Krasnogrudzie, z urodziwą mężatką Ireną, która nudząc się na letnisku spędzała z nim dużo czasu, a wieczorami uczyła tańczyć tango. W okresie studiów romansował m.in. ze studentką polonistyki Klementyną Sołonowicz (później matką Daniela Olbrychskiego), Tolą (którą poznał podczas wakacji przygotowując się do jesiennej sesji poprawkowej), Niką Kłosowską (starszą o dwa lata mężatką, z której powodu gospodyni wypowiedziała mu mieszkanie) oraz studentką Wileńskiego Studium Teatralnego Ireną Górską (później matką aktorów Macieja i Damiana Damięckich). W okresie paryskim ważną rolę w życiu poety odegrała Jeanne Hersch, obywatelka Szwajcarii polskiego pochodzenia, filozof, później profesor Uniwersytetu Genewskiego. Stała się dla niego ważną partnerką intelektualną, z którą prowadził dysputy światopoglądowe i literackie. Zainspirowała go do napisania powieści na konkurs ogłoszony przez Europejską Fundację Kulturalną. („Zdobycie władzy”), którą przetłumaczyła na język francuski. Miłosz wyprowadził się z siedziby paryskiej „Kultury” i zamieszkał z nią w jednym z paryskich hoteli. Zastanawiał się nawet nad porzuceniem Janki i dzieci. Burzliwy związek z zaborczą Jeanne szybko uległ jednak rozpadowi. Miłosz sprowadził żonę z dziećmi do Francji i zaaprobował postawione przez nią warunki. Ich wieloletni związek usankcjonował ślub kościelny w polskim kościele przy ul. Saint Honoré w Paryżu, zawarty 13 stycznia 1956 r. Drugą wielką miłością Miłosza była tajemnicza „Ewa”, dziennikarka z Polski, która jesienią 1979 r. w Berkeley przeprowadziła z nim serię wywiadów. Zafascynowany młodszą od siebie o 31 lat dziewczyną, zaproponował jej posadę asystentki. Owocem tego związku był wydany w 1984 r. tom „Nieobjęta ziemia”, który jak wyznał poeta powstał „całkowicie pod znakiem Ewy”, gdyż dzięki niej nastąpiło u niego „jakieś otwarcie na wymiar osobisty ludzkich spraw”. Konstanty Jeleński namawiał nawet przyjaciela na rozwód, ale Miłosz okazał się „absolutnie niezdolny do opuszczenia schorowanej żony”. Związek trwał trzy lata. Partnerka nie zgodziła się na ujawnienie swoich personaliów, choć zdaniem biografów, miłośnicy twórczości poety bez trudu zidentyfikują jej osobę. Zafascynowana jego twórczością opracowywała i redagowała zbiory wierszy poety, tłumaczyła jego utwory na język angielski i wydała o nim książkę. Wiersze Czesława Miłosza są intelektualne, a metafory, jakich używa – sugestywne. Jego twórczość z lat 30., przed II wojną światową jest przesycona katastrofizmem. Dominuje w niej rozmach, metaforyczność, rytmiczność, wizje apokalipsy. Wiersze pisane podczas wojny nie mają już w sobie tyle patosu. Są znacznie mniej ozdobne. Poeta stawia na komunikatywność wiersza – na zrozumiałość zawartych w nim treści filozoficznych i intelektualnych. Część z tych wierszy poświęca Miłosz okupowanej Warszawie (Miasto, Błądząc), w której spędził prawie cały okres wojny. W twórczości Miłosza przypadającej na okres wojny da się również zauważyć świadome odchodzenie od tematyki wojennej. Znajdziemy wiersze opisujące zwykłe piękno świata, który – mogłoby się wydawać – nigdy nie zaznał wojny. Tak jest w wierszu Piosenka pasterska czy w cyklu Świat (poema naiwne) z 1943 r. Wprowadził do literatury polskiej nowy gatunek literacki – traktat poetycki (traktat-poemat), który, zdaniem poety, był wymierzony przeciwko nowoczesności rozumianej jako zawężenie i rozszerzał „pojemność” poezji. W zamieszczonym w tomie Światło dzienne Traktacie moralnym piętnuje zanik wartości, krytykuje brak moralności i wskazuje na to, co jego zdaniem należałoby zmienić w ludzkiej mentalności. W 1957 r. napisał Traktat poetycki, ukazujący historię poezji polskiej XX w. W tomie Druga przestrzeń (2002 r.) znalazł się Traktat teologiczny, w którym Miłosz rozważa problem tajemnicy wiary. Wiele utworów Miłosza z późnego okresu twórczości jest przykładem pisarstwa sylwicznego, komponowanego na pograniczu wypowiedzi poetyckiej, eseistycznej i prozatorskiej. Oprócz wielu tomów poezji Czesław Miłosz wydał kilkanaście zbiorów esejów. Najgłośniejszy z nich, tłumaczony na wiele języków Zniewolony umysł – do dziś uważany jest za wybitną próbę naukowej analizy działania propagandy komunistycznej. Inne ważne zbiory to przede wszystkim Ziemia Ulro, Ogród nauk, Widzenia nad zatoka San Francisco. Miłosz po zerwaniu swoich związków z komunistycznymi władzami wyrażał w swej twórczości niechęć i krytykę w stosunku do PRL, często piętnował polski nacjonalizm, krytykował tradycyjny polski katolicyzm – określając go ciemnogrodem. Wszystkie jego utwory objęte były w 1951 roku zapisem cenzury w Polsce, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Opowieści chłodnego morza Paweł Huelle
Opowieści chłodnego morza
Paweł Huelle
(Pisane w dniu pogrzebu Autora) To rzecz o ”drugiej stronie” - życia, świata, nas samych – tam, „gdzie załamują się prawa fizyki”. Opowiadania pełne i magii, i całkiem realistycznych plag ludzkości. Tego, co nierozpoznawalne, ale jakoś niewytłumaczalny sposób wyczuwalne. Czego możemy się tylko domyślać, ale co ma jakiś własny stan istnienia… . Okryty ciepłą kołderką nostalgii, nie mogę się zgodzić z jakże licznymi tu opiniami, jakoby ten tom opowiadań Huellego miałby być gorszy od pozostałych. Być może, jeśli za kryterium takiej oceny ktoś uzna częsty brak tradycyjnej - powiedziałbym nawet: schematycznej – akcji. Te opowiadania są po prostu inne, a ich realizm – umowny na pierwszy rzut oka. No bo skoro „jest inny świat”…. Choć nie, jest nieco realizmu np. w „Ucieczce do Egiptu”: atak na uchodźców jeszcze z lat 90. – czeczeńskich uchodźców. Jeszcze wtedy niewyróżniających się tak jak dzisiejsi, o wiele bardziej znienawidzeni i zohydzani. Jeszcze wtedy, gdy pewna partia występowała na rzecz tamtych, ale wyłącznie jako żywego dowodu bestialstwa Putina i tylko jako swego paliwa – tak dziś myślę, bo przez swe ośmioletnie działania ta partia takie prawo sama mi dała, choćby kopulację „uchodźcy” z koniem publicznie prezentując na ministerialnej konferencji.…. I morze, to słynne „chłodne morze” obecne w każdym z tekstów, zarazem jako przeznaczenie, a może klątwa, ale na pewno więcej niż tylko „coś, gdzie dużo wody”…… I jeszcze o tym jest to rzecz, jak wielkie znaczenie, nie tylko symboliczne, ma Księga. Nie tylko ta święta dla jakiejś wspólnoty religijnej, ale i choćby katalog szwajcarskiego domu towarowego z zabawkami. Wszak to my nadajemy znaczenie zawartości zadrukowanego, przyciętego i razem sklejonego papieru. A zatem dla mnie ten zbiór także jest Księgą…. Znakomite jest opowiadanie o Menonitach, społeczności, którą unicestwił hitleryzm, a która odcisnęła swe piętno na Żuławach i okolicach. Pozostały po nich domy podcieniowe i osuszone przez nich tereny ujścia Wisły. No i to ”Mimesis”… Wspaniałe, mocno niepokojące „Öland ” o pokornym pasterzu owiec na szwedzkiej wyspie (byłem, wspaniała – i te brodźce!), którego odwiedza gość z przeszłości… Najpiękniejsze według mnie to „Franz Carl Weber” - zachwycająco-wstrząsające, choć akurat tu w ogóle ani magii, ani morza. Ale poraża losem ojca narratora. Najpierw w mieście, „skąd wyjechał do Sankt Petersburga zaplombowanym wagonem Lenin” (poważny błąd Autora niedostrzeżony przez Wydawcę! – od 1914 r. był to już Piotrogród) wygrał on szczęśliwy los na loterii, by niedługo potem przegrać swój życiowy los na UB… A do tego wspaniała postać kobieca jak najbardziej zasadnie protestująca swą milczącą obecnością gdzie się da przeciw pewnemu biskupowi Sanctae Romanae Eccclesiae (spokojnie, nie naszemu), której nasz narrator oczywiście pomaga ujść przed karzącą ręką nie-sprawiedliwości… Huelle zawsze był piewcą sierpniowego zrywu 1980 i późniejszych przemian – co słusznie nazywa rewolucją. „Cokolwiek sądziłem o niej później, często krytycznie, nie zmieniało to oczywiście cudownego faktu: przyniosła wolność, a naszym przeciwnikom nie spadł choć włos z głowy” (co wielu uznaje za skandal i dowód „zmowy”…) . A zarazem trochę w nim żalu: „ – Wydawało nam się, że o coś walczymy (…). Ale tak naprawdę byliśmy uzależnieni od naszych strażników. Nawet, jak ich zabrakło, mogliśmy rozmawiać tylko o nich (…). Kilkanaście lat po upadku reżimu ludzie w jego kraju wciąż najchętniej rozmawiają o tym, kto na kogo donosił i kto był, czy też nie był tajnym agentem policji politycznej”. PS Inny błąd, raczej wydawnictwa, gdy w „Ukielu” mowa o „krzyku wodnego ptactwa (…) nurków”. Niestety, nie ma takich ptaków, są zaś nury (np. lodowiec albo rdzawoszyi), właśnie teraz zalatujące do nas z Północy. Krzyk tych pięknych, tajemniczych ptaków brzmi jakby dochodził z zaświatów i to chodzi narratorowi gdy wspomina zmarłą żonę…. I jeszcze parę cytatów: „Nigdy jeszcze nie czytał i nie grał tej muzyki. Była przejrzysta jak fugi Bacha, podniosła jak fraza Haendla, wesoła jak takty Vivaldiego, melancholijna jak pieśń Schuberta”. „Zirytowali go politycy: nawet dziecko kłamałoby z większym wdziękiem niż ci panowie oskarżający się nawzajem. Przypominali pijanych, spoconych tragarzy, wyrywających sobie walizkę jedynego pasażera, na jakimś prowincjonalnym, źle oświetlonym, dawno zamkniętym dworcu”. „Marzyć jest niebezpiecznie, bo sny ofiarowują rzeczy niemożliwe i dlatego po przebudzeniu najlepiej wziąć się zaraz do roboty”. „Znał się na ludzkich twarzach i wiedział, do jakiego stopnia spojrzenie czyichś oczu skrywa nikczemność albo dobroć duszy”. W dniu pochówku Pawła Huelle szczególnie wybrzmiewa takie jego zdanie: „Nie miał złudzeń: wszystkie religie bezczelnie kłamały. Bezczelnie, bo z tamtych zaświatowych krain nikt nigdy przecież nie dał znaku”..... Da znak?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 2 lata temu
Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierz Odojewski
Zasypie wszystko, zawieje...
Włodzimierz Odojewski
Książka to przerażający obraz polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskiego pogranicza. To wielowątkowe, monumentalne, najważniejsze dzieło autora, ukończone w 1967 r. ale wydane dopiero na emigracji w 1974 r. Saga rodzinna opowiadająca historię dwóch przyrodnich braci. Jeden z nich walczy w polskiej partyzantce, a drugi w ukraińskiej i w SS - Galizien. Jeden z wątków, o Katyniu, był głównym powodem, dla którego powieść nie mogła być oficjalnie wydana w Polsce. Patriota ??? Aż nie chce mi się pisać !!! No cóż, przed obowiązkiem nie ucieknę !!! Od lutego 1964 r. do grudnia 1965 r jeden z " bogów " polskiego literackiego olimpu był TW- tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym pod kryptonimem WO, WOd, W. Uważany za wzór moralnej bezkompromisowości i odwagi, który w swoich dziełach szarpie najboleśniejsze polskie rany. W książkach przetłumaczonych na ok. 20 języków i uważanych za arcydzieła... OKAZAŁ SIĘ ŚWINIĄ !!! Donosił na swoich kolegów po piórze, widząc w nich konkurentów. Swój status TW wykorzystywał dla zapewnienia sobie gwarancji nietykalności przy staraniach o zagraniczne tłumaczenia. Pomijał ZAiKS, który pobierał wysokie opłaty za wydawane książki. Kiedy zorientował się że jego książka nie zostanie w Polsce wydana, ale ponieważ była już przetłumaczona na język francuski i niemiecki, razem ze swoim wydawcą nagłośnił odmowę wydania mu paszportu, nawet radio " Wolna Europa " o tym huczało. Prezentowano go jako prześladowanego obrońcę prawdy, ofiarę wypadków marcowych, zdobył status " polskiego Sołżenicyna ". Z Polski wyemigrował w 1971 r. pracował w Monachium w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa gdzie był kierownikiem działu kultury. Do Polski wróciła stałe po 1989 r. Zmarł w 2016 r. wiadomości o jego obrzydliwej działalności wyszły na jaw już po jego śmierci. Książkę muszę polecić, ale charakteru i mentalności pisarza już... NIE !!! Komorowski udekorował Michnika w 2010 r. Orderem Orła Białego. Chociaż bardziej pasuje mu nagroda przyznana w 2022 r przez szwedzką organizacje Judisk Kultur za promocję kultury żydowskiej. Autor w 2007 r. został udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wierzę, że przyjdzie kiedyś czas na weryfikację takich odznaczeń !!!
ando - awatar ando
ocenił na 10 17 dni temu
Oswajanie świata Nicolas Bouvier
Oswajanie świata
Nicolas Bouvier
Sporo krócej, ale wciąż niemało, zajęła mi podróż po kartach książki śladami Nicolasa Bouviera. W przeciwieństwie do jego, moja była bardzo wygodna, ale (tu z kolei podobieństwo) również nie bardzo łatwa. A choć analogie i różnice wynikają z zupełnie innych przyczyn, to paleta emocji mogła być tożsama: ciekawość, ekscytacja, czasem zachwyt, ale i znużenie oraz zniecierpliwienie. Nie jest to książka reporterska. Jak na tę zdecydowanie za dużo tu samego autora i jego refleksji, z czego zarzutu wielkiego jednak jej nie robię, bo te bywają wielce ciekawe. Najbliżej jej chyba do literatury drogi. Podróżuje razem z przyjacielem bardzo niespiesznie, ale nie poświęca wiele tekstu opisowi jednego miejsca, jednej osoby, jednego wydarzenia. Nie stara się również zgłębiać bardzo dokładnie tego, co widzi, choć jest wyposażony w więcej niż podstawową wiedzę o rejonie, który przemierza. I być może, zaprzeczając sobie samemu, pomimo że autora tu sporo, to niewiele dowiadujemy się o nim, jego motywacjach. Nie wiem również, dlaczego właściwie ta trasa, te kraje, te miejsca są jego celem. Jest raczej obserwatorem samego siebie w podróży, który czasami przekierowuje swój wzrok na to, co mija. Moim największym zarzutem jest to, że książka jest nierówna. Więcej – bywało, że męczyła. I wydaje mi się, że jest to ściśle związane z utratą notatek, które autor robił w trakcie podróży, a których został pozbawiony w drugiej jej części. Ten fakt pozwolił mi wysnuć tezę, że opisywanie pierwszej części podróży li tylko z pamięci negatywnie odbiło się na treści, jakby wspomnień zbrakło. Czasem wręcz nużyło. Im bliżej na osi czasu do punktu utraty notatek, tym pamięć bardziej świeża, myśl bardziej wnikliwa, pióro zdecydowanie lepsze. A umiejętność dobrej puenty, szerokiego, wręcz filozoficznego spojrzenia była tym, co sprawiło, że drugą część książki czytało się zdecydowanie lepiej, nie tylko ze względu na bardziej interesujący mnie geograficznie fragment podróży (ach, Persja…). Nie gustuję w okraszaniu opinii o książkach cytatami z nich, ale tym razem pozwolę sobie na jeden, już z samego końca książki, zwłaszcza że, w przeciwieństwie do całej maści współczesnych podróżników, ten wskazuje na pokorę autora i brak przypisywania sobie kategoryczności poznania: „Tego dnia miałem nieodparte wrażenie, że udało mi coś uchwycić i że odmieni to moje życie. Ale nic z tych rzeczy nie przyswaja się sobie raz na zawsze. Jak woda, świat przez ciebie przepływa i na jakiś czas użycza ci swych kolorów. Potem się cofa i znów cię zostawia samego z tą pustką, którą nosisz w sobie, z czymś w rodzaju organicznej niewydolności duszy, z którą trzeba nauczyć się żyć, którą trzeba zwalczać, a która paradoksalnie stanowi być może naszą najsilniejszą sprężynę działania.” P.S. Żałuję, że osoba, której Bouvier poświęca jedną z ostatnich stron, nigdy nie napisała swoich wspomnień ze swoich wypraw. Myślę, że opowieść podróżnika o pseudonimie Dodo, z którym przecięły się drogi autora, byłaby tą, którą czytałbym z wypiekami na twarzy. Inaczej – będę się mamił myślą, że ona istnieje i że kiedyś trafię na nią, znalazłszy ją na pustym miejscu w pociągu lub pod siedzeniem autobusu dalekobieżnego w czasie jednej z moich skromnych podróży.
Piotrek - awatar Piotrek
ocenił na 6 2 miesiące temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na 9 1 rok temu
Nagi sad Wiesław Myśliwski
Nagi sad
Wiesław Myśliwski
--- Nostalgiczne wspomnienia z dzieciństwa spędzonego na sielskiej wsi, gdzie każdy każdego zna, jeszcze zanim się urodzi, życie płynie ustalonym torem a dalekim, nieznanym światem straszy się niegrzeczne dzieciaki. Pierwszoosobowy narrator poetyckim, bogatym w porównania, dygresje i opisy językiem snuje wspominki meandrując między różnymi wydarzeniami. Zaczyna się od powrotu z miasta, z nauk do domu, do ukochanej wioski. Spokojna podróż na wozie zaprzęgniętym w pożyczonego że dworu konia i milczący ojciec sprzyjają rozmyślaniom przesiąkniętym marzeniami, obawami, wątpliwościami. Wspomina posiłki w milczeniu, wizytę z ojcem u dziedziców, częste krępujące odwiedziny ojca pod szkołą, jak matka co wieczór się modliła samotnie w sypialni, pogrzeb taty i okrutną suszę w tamtym czasie, swój koklusz za dziecięcia i wyprawę ratunkową przez 9 mostów... Zaczyna jedną myśl, w trakcie wpłata inną, dodaje jakieś dywagacje, wraca do pierwszej myśli i tak do końca książki. --- Proza kontemplacyjna, skupiona na detalu, wymagająca uwagi. Potrzeba tu odpowiedniego momentu, nastroju, żeby ją poczuć, docenić, nie zrazić się brakiem akcji czy wręcz konkretnej fabuły. Trochę jest to też taka gawęda dziadka przy kominku, który opowiada jak to było za młodu, a że dziadek poeta to i gawęda specyficzna... U mnie wypieków na twarzy nie wzbudziła, ale miło czasem obcować z piękną polską mową. Ps. Jest to debiut więc może kolejne będą lepsze? Więcej wspominek mniej rozważań, roztrząsania wątpliwości?
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na 6 7 dni temu

Cytaty z książki Rok myśliwego

Więcej
Czesław Miłosz Rok myśliwego Zobacz więcej
Czesław Miłosz Rok myśliwego Zobacz więcej
Czesław Miłosz Rok myśliwego Zobacz więcej
Więcej