Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD

Okładka książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD autora Stanislav Grof, 9788389978387
Okładka książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD
Stanislav Grof Wydawnictwo: Wydawnictwo A Seria: Jeden świat nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
246 str. 4 godz. 6 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Seria:
Jeden świat
Data wydania:
2012-05-02
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Liczba stron:
246
Czas czytania
4 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389978387
Tłumacz:
Andrzej Szyjewski
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSDi

Homo narcoticus



1151 31 17

Oceny książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD

Średnia ocen
7,9 / 10
97 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD

avatar
94
32

Na półkach:

Ja mu wierzę:p

Ja mu wierzę:p

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
113
72

Na półkach:

Tę książkę uważam za arcydzieło. Stanislav Grof, bazując na swoim ogromnym doświadczeniu jako terapety, opisuje szczegółowo różne aspekty podróży psychodelicznych. Odnosi się do zastosowania LSD w terapii, podkreślając, iż wykorzystanie psychodelików w medycynie może pomóc "przypadkom beznadziejnym" (np. osoby z depresją lekooporną). Ta książka jest potężnym źródłem wiedzy na temat działania LSD oraz możliwości i zagrożeń związanych z jego stosowaniem. Na koniec autor wspomina o psychologii transpersonalnej, która podchodzi z zupełnie innej perspektywy do psychiki człowieka niż dotychczasowe nurty. Fascynujące dzieło, nie mogłam się oderwać.

Tę książkę uważam za arcydzieło. Stanislav Grof, bazując na swoim ogromnym doświadczeniu jako terapety, opisuje szczegółowo różne aspekty podróży psychodelicznych. Odnosi się do zastosowania LSD w terapii, podkreślając, iż wykorzystanie psychodelików w medycynie może pomóc "przypadkom beznadziejnym" (np. osoby z depresją lekooporną). Ta książka jest potężnym źródłem wiedzy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
106
93

Na półkach:

Niesamowite, ile wiedziano o LSD już w późnych latach 70-tych. Wiedza ta jednak, z przyczyn politycznych, stała się niewygodna. Warto przeczytać.

Niesamowite, ile wiedziano o LSD już w późnych latach 70-tych. Wiedza ta jednak, z przyczyn politycznych, stała się niewygodna. Warto przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

797 użytkowników ma tytuł Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD na półkach głównych
  • 646
  • 139
  • 12
70 użytkowników ma tytuł Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD na półkach dodatkowych
  • 42
  • 8
  • 6
  • 6
  • 4
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Stanislav Grof
Stanislav Grof
Psychiatra z byłej Czechosłowacji, osiadły w USA, swoją pracę badawczą nad terapeutycznym zastosowaniem psychodelików rozpoczął w Pradze. Od 1967 roku kontynuuje badania w USA na Uniwersytecie Johna Hopkinsa i w Merylandzkim Ośrodku Badań Psychiatrycznych, gdzie pracuje nad wykorzystaniem psychodelików w terapii nerwic i uzależnień oraz u osób umierających na raka. Obecnie pracuje w Instytucie Esalen (Kalifornia),gdzie opracowuje założenia terapii holotropowej. Jest autorem takich głośnych książek jak Realms of the Human Unconscious, LSD Psychoteraphy czy Beyond Death.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Psychologia kwantowa Robert Anton Wilson
Psychologia kwantowa
Robert Anton Wilson
Wyjaśnię tytuł. Użycie tutaj terminu kwantowa nawiązując do wniosków z eksperymentów natury fizycznej ma tutaj jedno główne zadanie. Sugeruje Tobie i właściwie... cała książka jest swobodną przygodą intelektualną (nie jest przecież podręcznikiem psychologii poznawczej i nie ma kategorii publikacji naukowej; jest jak napisałem swobodną dyskusją, bez której nie mamy do czynienia z rozwojem i zrozumieniem, a tylko odtwarzaniem wiedzy wymaganej przez małpę nad nami do odtworzenia),która pragnie zwrócić Twoją uwagę na to, że MAPA TO NIE TERYTORIUM!. ŻE MODEL TEORETYCZNY TO NIE RZECZYWISTE DOŚWIADCZENIE, ITD. W naszym doświadczeniu rzeczywistości mamy do czynienia z nieodłączną triadą obserwator - obiekt obserwowany - akt obserwacji. Nie da się tego rozdzielić. Nasze spostrzeżenia, wrażenia, rezultaty eksperymentu, itd zależą od innych czynników, przyjętego modelu itd. Te mapy, modele poznawcze stosujemy zależnie od sytuacji. W moim odczuciu zrozumienie tej książki to głównie zrozumienie, że światło jawi nam się eksperymentalnie jako X, a przyjmując inny model jako Y. To w końcu, która wykształcona małpa ma racje? Właśnie nie w tym rzecz, gdyż każdy model (oczywiście są bardziej sensowne i mniej) jest użyteczny w jakimś ograniczonym kontekście i bezużyteczny w innym. Użyto innych narzędzi, uzyskano pozornie różne rezultaty, niby siebie wykluczające. Za dużo czasu ludzie tracą na walki EGO. Szczególnie wielcy profesorowie, będący raczej odtwarzaczami niż osobami pełnymi gnozy. Także Tytuł jak najbardziej trafny, ale może drażnić małpki, które potrzebują etykiety "naukowy" do pieszczenia swojego EGO. W książce nie widzę żadnej szarlatanerii, bo żyjemy w czasach, gdy ogłasza się NAUKOWĄ PANDEMIĘ bez twardych danych na podstawie liczb uzyskanych testem metodologicznie nie dającym prawa do wyciągania wniosku o enigmatycznej chorobie, która ominęła wszelkie rygory metodologii naukowej. Książki Wilsona uczą w moim przekonaniu plastyczności i czujności umysłowej. Budują wrażliwość na dostrzeganie ułomności umysłowych, różnic percepcji, itd. Jego książki dały mi bardzo duże zrozumienie ludzkich zachować, dzięki czemu totalnie nieprzygotowany wymaganymi przez prowadzących tekstami jakoś miałem na wrocławskim SWPS'ie same 5. Z metodologii praktycznej ponadprogramową 6tkę. Także książka jak najbardziej wartościowa, ale nie ma statusu tekstu naukowego, o czym chyba niektórzy zapominają. To jak filozoficzna pogawędka przy herbacie. To nie jest pozycja dla wytresowanych wykształciuchów poszukujących 0-1 prawd, jednej prawidłowej odpowiedzi oraz drogi. Dzięki jego książkom można rozładować niemal każdą kłótnie zastanawiając się w jaki sposób np. dwie osoby operacjonalizują sobie pewne pojęcia. W jaki sposób postrzegają zagadnienie. Okazuje się często, że używając podobnych słów mówią o zupełnie czymś innym. Przykład KARA ŚMIERCI. Dla jednych morderstwo dla innych zadośćuczynienie. Jak mają się dogadać? Brak mianownika. I nad tym jako mediator się pracuje. Nad ujednoliceniem przekazu, aby najpierw dwie strony mówiły o tym samym, a nie obrzucały się gównem. Jak ktoś lubi zamiast tego szkolną tresurę przez, którą później np. środowisko lekarskie się kompromituje nie używając mózgu tylko robiąc co każą to spoko. Dla mnie takie rozważania to absolutne diamenty na drodze własnego rozwoju. Dodam jeszcze, że infantylni naukowcy wierzą, że metoda naukowa oddziela właśnie ludzki umysł oraz ułomności od tego co intersubiektywnie weryfikowalne, bezsprzecznie właściwe. Mądry człowiek korzysta z wielu map dopełniając swoje zrozumienie, a dzieci walczą na szabelki w piaskownicy o miano posiadacza jedynej "naj naj naj naukowej" mapy.... O tym jest ta książka. Osobiście czytałem ją z 6-7 razy za każdym razem łapiąc się, że nie najlepiej rozumiałem treść. Każdorazowo byłem zadowolony i dziś nie dziwi mnie to, że wykształcone osoby mogą być nieskuteczne, atakować innych, wierzyć w swoje metody pomimo żenującej skuteczności (jak choćby radio i chemio terapia)... Naprawdę to przestaje dziwić, bo rozumie się torowanie percepcji, gierki ego, tresurę itd. Bije do medycyny zachodniej bardzo ogólnikowo, bo jest świetnym przykładem wykształconego debilzmu. Myli się marketing z nauką, leczenie ze sprzedażą bezpośrednią, a na końcu redukcjonizm myli się ze wspaniałym wyspecjalizowaniem. Na końcu ważne są rezultaty, a nie walki o mapy/modele.
Jarek Jarecki - awatar Jarek Jarecki
ocenił na104 lata temu
Drzwi percepcji. Niebo i piekło Aldous Huxley
Drzwi percepcji. Niebo i piekło
Aldous Huxley
Pozycja, która pozostawiła gorzko-słodki posmak. Słodkości nadał talent do operowania słowem, metaforami oraz wiedza autora z zakresu sztuki. Więcej jednak chyba w tym dziele goryczy. Doceniam chęć udokumentowania ciekawego eksperymentu i opis subiektywnych przeżyć. Za dużo jednak tam gloryfikacji substancji psychoaktywnych, jedynie z małymi wzmiankami o ich niebezpieczeństwie. Można zgodzić się z autorem, że wielu twórców wspomagało się najróżniejszymi substancjami, a wizje były przelewane na płótno czy papier. Jednak czy tak miałaby wyglądać nasza droga? Społeczeństwo somy czy mokshy, jak by pewnie preferował Aldous? Nasuwa się pytanie: czy już nie żyjemy w takim świecie? Poza ogromnym użyciem wielu substancji psychoaktywnych uznanych za nielegalne, mamy ogromny (i rosnący coraz bardziej) rynek środków psychotropowych. Czy naszym celem jest oddanie się odurzeniu, otępieniu i uzależnieniu? I czy stan odurzenia musi być wywołany przed substancje, a nie przed zdarzenia? Moim zdaniem to opis ucieczki przedstawiony na kolorowym, magnetycznym obrazku. Pierwszy rozdział wywołał sporo irytacji, ale Niebo i Piekło przyniósł rekompensatę i wartość w sprawnych i oryginalnych nawiązaniach do sztuki. "Przestrzeń wciąż tam była, ale straciła swoje nadrzędne znaczenie. Umysł zajęty był nie odległościami i miejscami a byciem i znaczeniem." "To do świata zewnętrznego budzimy się każdego poranka w naszym życiu, to miejsce, gdzie chcąc nie chcąc musimy usiłować żyć." "Dla kontrastu, jak zadziwia nas powaga Natury oraz jej cisza, kiedy stajemy z nią twarzą w twarz, nierozproszeni, przed nagim grzbietem lub wśród pustkowia pradawnych wzgórz." "Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam gdzie powinniśmy. Niestety wyjątkowo utrudniamy sobie to zadanie." 5.5 dla całości.
Marique - awatar Marique
ocenił na63 miesiące temu
Filozofia Wieczysta Aldous Huxley
Filozofia Wieczysta
Aldous Huxley
Filozofia wieczysta to ciekawy i ważny głos w kwestii religijności. Bóg immanentny i transcendentny, jednocześnie nieodpowiadający wyobrażeniom poszczególnych religii. Ale Huxley i tak popiera te religie i ich obrzędy jako nabierające obiektywizmu poprzez psychiczne nagromadznie energii w miejscach kultu pozwalające mniej wtajemniczonym duchowo na pośredni kontakt z "Tym". "Teraz wystarczy, iż powiemy, że pogarda obrazoburcy dla sakramentów i symboli, będących rzekomo maskaradą dla głupców, jest całkowicie nieusprawiedliwiona." Segment dotyczący triady Sheldona (mesomorph, endomorph, ectomorph) jest intrygujący jednak sama teoria została już zdebunkowana naukowo. Nawet z codziennej obserwacji można zauważyć że cechy charakterologiczne i ustroju ciała nie zawsze się pokrywają, co więcej jednostki mogą zmieniać cielesny somatyp. Nie widzę mimo to przeciwskazania żeby korzystać z metody Sheldona jako pewnych zlogizowanych ram w celu zauważenia pewnych prawidłowości, tak jak ciekawie zrobił to Huxley zauważając ujścia religijności dopasowane do somatypów i prawidłowość postępu cywilizacyjnego który naciska na przejawianie somatotonii z ubytkiem dla kontemplatorów jak już w czasach autora w radiu, reklamie, kapitalizmie, wychowaniu hitlerowskim. Ciekawie jak Huxley jednocześnie podważył prawdę poszczególnych religii samą w sobie jednak zatwierdzając je jako środek; jednocześnie podważając popularny "dobroludzizm" - "Humanista o dobrych intencjach oraz kingsley'owski chrześcijanin, którzy wyobrażają sobie, że mogą być posłuszni wobec drugiego przykazania, nie poświęcając czasu na pomyślenie choćby o tym, jak najlepiej mogą kochać Boga całym sercem, duszą i umysłem sa ludźmi zaangażowanymi w niemożliwe do zrealizowania przedsięwzięcie nieustannego nalewania z naczynia nigdy nie napełnianego." Problem z bogiem Huxleya mógłby być taki, że skąd mamy wiedzieć bez tradycyjnych religii jakie ma on oceny moralne którymi mielibyśmy się kierować w życiu doczesnym? Rozumiem że bierzemy tu punkty wspólne różnych religii o współczuciu, wyrzeczeniu, miłości bóstwa i bliźniego, ascezie, celu życia jako poznaniu swojego kosmicznego rodowodu. Ale nie jest dla mnie do końca jasne jak wg autora punkty wspólne pośrednich środków mają wyznaczać moralność. A może takiego boga można wręcz zredukować do quantum mocy Nietzschego/można wola u Poe? Z kolei to prowadzi do kolejnego problemu tożsamego z wierzącymi w boga Spinozy. W bogu Spinozy cienka jest granica między ateizmem, i przyciąga on de facto wygodnych ateistów którzy z jakichś osobistych powodów nie chcą się tak określać. Dużo odniesień do buddyzmu czy innych tradycji kulturowych obcych europejczykowi (ale do katolicyzmu też są) co na plus. Książkę polecam, fajnie pogrupowane rozdziały, czasem trochę monotonnie jak w ćwiczeniu kontemplacji.
Artur Gordon - awatar Artur Gordon
ocenił na82 lata temu
Oko w piramidzie Robert Anton Wilson
Oko w piramidzie
Robert Anton Wilson Robert Shea
Rzadko czytam belerystyke ale z racji bycia fanem Roberta Anotona Wilsona i wszystkich jego książek biograficzno-filozoficzno-ezoterycznych postanowiłem sięgnąć po jego trylogie Illuminatus, którą czesto wspomina w innych swoich pozycjach. Specjalne podziękowania dla żony która z okazji świąt zdobyła dla mnie całą trylogię, co nie jest już takie proste bo w necie na rynku wtórnym wisi dosłownie po kilka egzemplarzy.  Jak wspomniałem "oko w piramidzie" jest pierwszą częścią większej trylogii. Gdybym miał opisać ją jedynym słowem byloby to bez wątpienia: chaos. Gdybym miał dwoma napisałbym: totalny chaos. Widać od razu że autorytetem literackim autora (autorów?) był James Joyce. Ksiażka napisana jest w sposób całkowicie asynchroniczny, posiada kilku jak nie kilkunastu głównych bohaterów (w tym jeden z nich jest delfinem),dzieje się w kilkunastu różnych miejscach (w tym na Atlantydzie),opisywane wydarzenia mają miejsce na przestrzeni 1000 lat a narracja przeskakuje często z pierwszej na trzecioosobową. Na plus to, że chociaż tutaj mamy wyraźnie zarysowaną główną oś fabularną czyli starcie między mitycznymi Illuminatami, którzy dążą do przejęcia władzy nad światem a zakonem Dyskordian który ma za zadanie ich powstrzymać. Nie są to oczywiście jedyne grupy występujące w książce, tutaj jest absolutnie wszystko: wspomniani wyżej iluminaci, masoni, księża, sataniniści, anarchiści, kapitaliści, narkomani, przestępcy, protestujący studenci, poeci, płatni zabójcy i morświny. Bardzo ciekawym zabiegiem w tym całym literackim sosie jest całkowite wymieszanie autentycznych faktów historycznych (zamach na Kennedy'ego, powstanie niektorych grup, wydarzenia z USA, osoby historyczne) z totalnie odjechanymi teoriami spiskowymi wymyślonymi przez autorów. Przez całą książke nie idzie się połapać bez sprawdzania która część jest prawdziwa a która nie (w myśl zasady "wszystko jest prawdziwe, nic nie jest prawdziwe" Mimo że po pierwszych stronach spodziewałem się że będzie to niesamowita mordęga, ale książka wciąga i łyknąłem całość w 3 wieczory. Z chęcią sięgne po nastepną częśc, ktora już na mnie czeka
mortis - awatar mortis
ocenił na83 miesiące temu
Ucieczka od wolności Erich Fromm
Ucieczka od wolności
Erich Fromm
"W każdej spontanicznej aktywności jednostka ogarnia cały świat. Jej indywidualne „ja" nie tylko pozostaje nienaruszone, ale staje się silniejsze i mocniej skonsolidowane. Bowiem „ja" jest na tyle silne, na ile jest aktywne. Prawdziwa siła nie polega na samym posiadaniu ani własności materialnej, ani właściwości duchowych, takich jak uczucia czy myśli. Nie polega też na używaniu i manipulowaniu przedmiotami; to czego używamy, nie jest nasze tylko dlatego, że tego używamy. Nasze jest tylko to, z czym jesteśmy autentycznie powiązani przez naszą twórczą aktywność — obojętne, czy będzie to osoba, czy przedmiot nieożywiony. Jedynie wartości zrodzone z naszej aktywności spontanicznej przydają sił naszemu „ja" i tym samym tworzą podstawę jego integralności. Niezdolność działania spontanicznego, wyrażania tego, co się naprawdę czuje i myśli, i wynikająca stąd konieczność ukazywania innym i sobie swego fałszywego „ja" — oto źródło poczucia niższości i słabości. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, niczego się bardziej nie wstydzimy aniżeli tego, że nie jesteśmy sobą; nic natomiast nie daje nam większego szczęścia i większego powodu do dumy niż myśleć, czuć i mówić to, co od nas samych pochodzi." *** "Jakie zatem jest znaczenie wolności dla człowieka współczesnego? Uwolnił się od zewnętrznych więzów, które mogłyby go krępować w działaniu i myśleniu według własnych upodobań. Miałby swobodę postępowania wedle własnej woli, gdyby wiedział, czego chce, co myśli i co czuje. Lecz on nie wie. Nagina się do bezimiennych autorytetów i przyswaja sobie jakieś „ja", które nie jest jego. Im usilniej to czyni, tym bardziej czuje się bezsilny i tym bardziej musi się naginać do oczekiwań innych. Mimo pozorów optymizmu i inicjatywy, człowiek współczesny przepojony jest głębokim uczuciem niemocy, która sprawia, że martwym wzrokiem wpatruje się w zbliżającą się katastrofę, jak gdyby był tknięty paraliżem." *** "Spełniając oczekiwania innych, nie wyróżniając się, człowiek tłumi wątpliwości co do swej tożsamości i osiąga pewien stopień bezpieczeństwa. Ale drogo to okupuje. Rezygnacja ze spontaniczności i indywidualności prowadzi do zablokowania życia. Choć żywy biologicznie, człowiek staje się emocjonalnie i umysłowo martwym automatem. Wykonuje czynności życiowe — ale życie przesypuje mu się przez palce niczym piasek. Za fasadą optymizmu i zadowolenia współczesny człowiek jest głęboko nieszczęśliwy; w istocie znajduje się na granicy rozpaczy. Desperacko lgnie do idei indywidualizmu; chce być „inny" i nie ma dla niego lepszej rekomendacji niż ta, że „coś jest inne". Kupując bilet kolejowy, dowiadujemy się, jak się nazywa kasjer, który nas obsługuje; torebki ręczne, karty do gry i przenośne radia mają charakter „osobisty" dzięki umieszczeniu na nich inicjałów właściciela. Wszystko to wskazuje na głód „odmienności", są to jednak już tylko szczątki indywidualizmu. Człowiek nowoczesny jest żądny życia. Nie mogąc jednak jako automat doświadczać życia rozumianego jako spontaniczna aktywność, chwyta się zastępczo każdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportów, przeżywania zastępczo wzruszeń fikcyjnych postaci na ekranie." *** "Szczególna trudność w rozeznaniu, do jakiego stopnia nasze pragnienia — podobnie jak myśli i uczucia — są nam w rzeczywistości narzucone z zewnątrz, wiąże się ściśle z problemem władzy i wolności. W dziejach nowożytnych autorytet Kościoła przejęło państwo, autorytet państwa zastąpiło sumienie, a w naszej epoce rolę tę objęła z kolei bezimienna władza zdrowego rozsądku i opinii publicznej jako narzędzi konformizacji. A że wyzwoliliśmy się spod dawnych jawnych autorytetów władzy, nie dostrzegamy, że staliśmy się ofiarą nowych autorytetów. Staliśmy się automatami żyjącymi w złudzeniu, że są istotami rozporządzającymi własną wolą. Dzięki temu złudzeniu jednostka nie uświadamia sobie niebezpieczeństwa, ale na tym kończy się cała pomoc, jaką daje złudzenie. W istocie rzeczy „ja" jednostki ulega osłabieniu, na skutek czego czuje się ona bezsilna i nad wyraz niepewna. Żyje w świecie, z którym straciła prawdziwą łączność, gdzie każdy i wszystko zostało zinstrumentalizowane, gdzie jednostka stała się częścią zbudowanej własnymi rękami maszyny. Człowiek myśli, czuje i chce tak, jak mu się wydaje, że powinien myśleć, czuć i chcieć; w toku tego procesu zatraca swoje „ja", bez którego nie ma prawdziwego bezpieczeństwa wolnej jednostki." *** "Inny sposób paraliżowania krytycznego myślenia polega na niszczeniu wszelkich ustrukturalizowanych obrazów świata. Fakty zatracają jakość, którą mogą posiadać tylko jako części ustrukturalizowanej całości, a zachowują jedynie znaczenie abstrakcyjne, ilościowe; każdy fakt — to po prostu jeszcze jeden fakt, a liczy się tylko to, czy wiemy więcej, czy też mniej. Radio, filmy i gazety sieją pod tym względem spustoszenie. W środku komunikatu o zbombardowaniu miasta i śmierci setek ludzi — albo tuż po nim — pojawia się reklama mydła czy wina. Ten sam spiker tym samym sugestywnym, przymilnym i autorytatywnym głosem, którym przekonywał słuchaczy o powadze sytuacji politycznej, poleca im szczególny gatunek mydła produkowanego przez fabrykę opłacającą utrzymanie radiostacji. Kroniki filmowe pokazują sceny torpedowania okrętów, a zaraz po nich pokazy mody. Dzienniki przytaczają wyświechtane myśli jakiejś wschodzącej „gwiazdki" albo opisują jej śniadania, poświęcając temu tyleż miejsca i uwagi co relacjom o wybitnych wydarzeniach naukowych czy artystycznych."
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na91 miesiąc temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na926 dni temu

Cytaty z książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD