rozwiń zwiń

Początek nieszczęść królestwa

Okładka książki Początek nieszczęść królestwa
Robert Foryś Wydawnictwo: Fabryka Słów Cykl: W służbie ich królewskich mości (tom 2) powieść historyczna
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Cykl:
W służbie ich królewskich mości (tom 2)
Data wydania:
2010-06-11
Data 1. wyd. pol.:
2010-06-11
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375742480
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Początek nieszczęść królestwa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Początek nieszczęść królestwa



książek na półce przeczytane 5606 napisanych opinii 5358

Oceny książki Początek nieszczęść królestwa

Średnia ocen
5,8 / 10
161 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2161
2161

Na półkach:

Z autorem łączy mnie jedna rzecz.
Jesteśmy razem na etapie poszukiwania.
Autor szuka swojego miejsca na polskim rynku czytelniczym w gatunku beletrystyki historycznej.
Ja szukam kogoś, kto w końcu tę drogę znajdzie.
Autor wybrał dobry i ciekawy temat.
No, cóż... przeczytać, przeczytałem.
Szału nie było.
Ale z... braku laku...
Umiarkowanie, ale POLECAM !!!

Z autorem łączy mnie jedna rzecz.
Jesteśmy razem na etapie poszukiwania.
Autor szuka swojego miejsca na polskim rynku czytelniczym w gatunku beletrystyki historycznej.
Ja szukam kogoś, kto w końcu tę drogę znajdzie.
Autor wybrał dobry i ciekawy temat.
No, cóż... przeczytać, przeczytałem.
Szału nie było.
Ale z... braku laku...
Umiarkowanie, ale POLECAM !!!

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

379 użytkowników ma tytuł Początek nieszczęść królestwa na półkach głównych
  • 222
  • 152
  • 5
117 użytkowników ma tytuł Początek nieszczęść królestwa na półkach dodatkowych
  • 95
  • 10
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Początek nieszczęść królestwa

Inne książki autora

Robert Foryś
Robert Foryś
Urodzony w 1973 w Warszawie. Z wykształcenia archeolog, z zamiłowania historyk. W czasie studiów zajął się demonologią Słowian i Bałtów oraz pogańskimi obrzędami magicznymi. Cynik z życiorysem pełnym błędów i wypaczeń. Przeciwnik poprawności politycznej. Lubi wyzwania, kobiety i literaturę (w dowolnej kolejności). Szczęśliwy ojciec.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czarna Ikona, t.1 Mieszko Zagańczyk
Czarna Ikona, t.1
Mieszko Zagańczyk
I wypadło mi iść pod prąd, bo książka mi się bardzo podobała :P Może nie jestem wymagający... albo po prostu książka trafiła w moje gusta. I faktycznie tak jest! Akcja książki został umieszczona w Bizancjum. To był doskonały wybór. To jedno z najwspanialszych imperiów jakie stworzył człowiek. Piękna kultura, która zajmowała tereny dzisiejszej Turcji, Grecji, Bułgarii i Syro-Palestyny. Chrześcijaństwo wschodnie stworzyło niepowtarzalny ryt, którego echa widzimy dzisiaj w prawosławiu. Coś pięknego. Autor świetnie eksploruje piękno tego świata, prowadząc akcję od Konstantynopola do Kapadocji. Wszystko dzieje się z aktywnym tłem historycznym, w którym wewnętrzne walki bizantyjskich znakomitych rodów odbywają się w cieniu seldżuckiego zagrożenia. To czas pierwszych wielkich herezji chrześcijańskich. Od nich się wszystko zaczęło. Wplecenie ich do powieści było strzałem w dziesiątkę. Zagańczyk wplata wiele słów greckich by podbudować klimat cesarstwa. Pokazuje jakim konglomeratem kulturowym był, świetnie obrazując całą mozaikę kulturową i religijną. Główni bohaterowie pochodzą ze złodziejskich, chociaż zorganizowanych, nizin społecznych. Stara się więc by wypowiadali się odpowiednio, używając kolokwializmów i wulgaryzmów, w opozycji do kupców czy elity politycznej. Mi to zupełnie odpowiadało. Uwaga, a teraz herezja :) Przypominało mi to nieco Sapkowskiego i jego trylogię husycką. Oczywiście nie tak literacko bogatą i rozbudowaną, ale powieść fantastyczna na kanwie historycznej to jest to co uwielbiam. I jeszcze w tak ciekawym miejscu i czasie. Z wielką chęcią przeczytam cześć drugą.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na 8 4 lata temu
Legenda Kella Andy Remic
Legenda Kella
Andy Remic
Był rok 2012 kiedy kupiłem „Legendę Kella”. Mija właśnie trzeci od chwili kiedy pierwszy tom „Kronik Mechanicznych Wampirów” trafił na półki księgarń a tekst, który teraz czytacie nie będzie tylko i wyłącznie moją opinią o tej książce. Poznacie również historię o tym, jak zostałem oszukany przez wydawnictwo. Książka, o której dzisiaj mówimy miała być olbrzymim sukcesem. Miała zdobyć polski rynek. Wydawca rozpływał się zarówno nad fabułą książki jak i samym autorze. Czas jednak pokazał coś innego. Ale zacznijmy od początku. Tytułowy bohater „Legendy” wiedzie spokojne życie. Po latach tułaczki po świecie, po staniu się weteranem wielu bitew, odkłada swój topór w kąt i grzeje swoje stare kości przy domowym ognisku. Jednak czas pokoju nie może trwać długo, a bohater którego przeznaczeniem jest wojna znów musi stawić czoła zagrożeniu w postaci tajemniczego ludu Vaszynów. Atmosfera w powieści jest mroczna. Tajemnicze stworzenia, do tego góry zimą gdzie wcześnie zapada mrok a jedynym źródłem światła są gwiazdy i księżyc oraz wrażenie ciągłego zagrożenia. Jak dla mnie – bomba! Opisy nie tylko scen erotycznych ale i scen walki są bardzo naturalistyczne. Krew leje się wszędzie a wnętrzności ciągną się po polu bitwy. Na chwilę uwagi zasługuje również wspomniany przeze mnie wcześniej lud Vaszynów. Są to ludzie, którzy poddali swoje ciała różnym modyfikacjom, stając się w końcu bardziej maszynami niż tym do czego zostali stworzeni. Jedynym paliwem czy też smarem (jak kto woli), który zapewnia odpowiednie funkcjonowanie werków jest ludzka krew. Budują oni Rafinerie Krwi, gdzie z ludzi powstaje odpowiednia odżywka. W momencie kiedy poznajemy to przerażające społeczeństwo (nie jest to bowiem horda stworów ale doskonale zorganizowane i wykształcone społeczeństwo) z początku idiotyczny tytuł trylogii nabiera sensu. Chociaż ja osobiście wolałbym nazwę „Kroniki Zegarowych Wampirów” niż obecnie funkcjonujące tłumaczenie, ponieważ właśnie do mechanizmu starych zegarów najbardziej podobna jest konstrukcja ciał Vaszynów. Nie mogę przejść obojętnie obok według mnie największego minusa tej książki. Czy jest nim ogromne podobieństwo do „Sagi Drenajów” Davida Gemmella? Już bowiem sam bohater ze swoim toporem jest wręcz lustrzanym odbiciem Drussa i jego Snagi. Narracja prowadzona jest w bardzo podobny sposób, dialogi skonstruowane są na podobieństwo tych w „Sadze”. Zresztą można się tego spodziewać już od samego początku ponieważ Andy Remic dedykuje „Legendę Kella” właśnie Gemmellowi. To właśnie ta nie znajomość historii Drenajów wpływa na negatywne oceny i opinie recenzentów. Minusem książki nie jest samo podobieństwo ale to, że ktoś kto wcześniej nie spotkał się z Drussem i kompanami nie może odpowiednio odebrać tej książki. Ja mam to szczęście, że Sagę Drenajów udało mi się przeczytać. Dlatego też pewnie widzę pewne „smaczki” niedostępne dla każdego. Poza tym jeśli krytykujemy fabułę nie możemy zapomnieć o tym, że nie znamy jej całej. Jest to bowiem pierwszy tom trylogii a historia toczy się dalej. Na Kella należy spojrzeć z perspektywy całości a nie tylko i wyłącznie pierwszego tomu. Ostatnimi czasy w sieci pojawia się coraz więcej recenzji „Legendy Kella”. Wbrew pozorom nie napawa mnie to optymizmem. Dlaczego? Ponieważ ludzie piszący je w 80% zdobyli swoje książki na wyprzedażach. Nauczony doświadczeniem wiem, że oznacza to jedno: wydawnictwo nie zamierza kontynuować serii. Dlatego właśnie czuję się nie dość, że porządnie wkurzony to i oszukany przez „Fabrykę”. Myślę, że jest to kolejny gwóźdź do trumny działu fantastyki obcej tego wydawnictwa. Czytelnicy tracą zaufanie, nie wiedzą czy kupować daną książkę ponieważ nie wiedzą czy będą mieli szanse dobrnąć do końca danej opowieści. „Legenda Kella” to z pewnością tytuł nie dla każdego. Jeżeli lubisz mocną, męską literaturę a do tego znasz „Sagę Drenajów” Davida Gemmella to z pewnością jest to książka, która przykuje Twoją uwagę. Jeżeli jednak nie spełniasz kryteriów , o których wcześniej mówiłem to lepiej zostawić tę książkę tak samo jak to zrobił wydawca. Wielka szkoda, że ta historia nie zostanie opowiedziana do końca polskim czytelnikom. [recenzja pierwotnie ukazała sie na moim blogu: http://zapomnianypokoj.blogspot.com/ zapraszam]
Michał - awatar Michał
ocenił na 7 10 lat temu
Heros powinien być jeden: Księga II Henry Lion Oldi
Heros powinien być jeden: Księga II
Henry Lion Oldi
„Ale po to jest on synem Zeusa, żeby, czy to człowiek, czy bóg, czy potwór – było mu wszystko jedno!” Bogowie szykują się do wojny. Oto bowiem z mroków Tartaru wyłaniają się Giganci, szykując rzeź olimpijczykom. Zbliża się gigantomachia… Bogowie jeszcze nie wiedzą, ale losy tej wojny zależeć będą od Śmieciarza Samotnika, Heraklesa, który jest równy bogom, a nawet więcej niż równy… Pierwszy tom skończył się, kiedy Herakles wyruszył na służbę do Myken, aby odkupić swoje winy powstałe w wyniku szaleństwa zsyłanego przez Tartar. Zacząć miał właśnie słynne dwanaście prac, które dadzą mu nieśmiertelność. A drugi tom rozpoczyna się już po zakończeniu owych prac. Bo nie one są tu najważniejsze. Owszem, dowiadujemy jak niektóre z nich przebiegały, po to byśmy byli świadomi, że głównym celem Heraklesa nie była nieśmiertelność. Głównym zadaniem była walka z Opętanymi, chcącymi sprowadzić na świat gigantów. Było zamykanie dromosów prowadzących na Flegry – przedsionek Tartaru. Było przekonanie Hellady do zaniechania składania ofiar z ludzi. Tak jak w pierwszym tomie jest Epicko. I to przez duże E. Wystarczy wspomnieć samą gigantomachię. Albo wyprawy Heraklesa na Troję czy Spartę. Bitwy, w których śmiertelni walczą z nieśmiertelnymi. Albo walkę na śmierć z jednym z bogów… Postać Iolaosa – Amfitriona, trzyma genialny poziom z pierwszej części. Ifikles i Alkides nabierają głębi. No i dochodzi Lichas, nieodłączny towarzysz Heraklesa, uratowany podczas jednej z dwunastu prac. Są herosi, bogowie, Tytani i potwory. Jest walka i śmierć. Krew i łzy. Jest szaleństwo i zemsta. Wina i …odkupienie? Jeszcze tylko jedna mała uwaga. Ale nie do autorów tylko do polskiego wydania. Drugi tom ma innego tłumacza i nie jest to dobre rozwiązanie. Kilka przydomków brzmi inaczej niż w pierwszym tomie. Kilka razy tłumacz myli postaci podczas dialogów (np. Ifitosa z Ifiklesem). Bardzo podoba mi się świat greckiej mitologii stworzony przez autorów. Bardzo podoba mi się zakończenie ich dzieła. Bardzo podoba mi się jak pobudzona została moja wyobraźnia. Bardzo podoba mi się ta książka. 10/10 „Wszystkie myśli dziesiętnika wyraźnie wystąpiły na purpurowiejące oblicze, nie tyle z powodu wyrazistości tego oblicza, ile z powodu małej liczebności owych myśli.” „…pocieszali się banalną prawdą ‘pieniądze szczęścia nie dają’, i czujnie się rozglądali, co i gdzie leży nie przymocowane.” „Czas… zawsze żyjemy w niesprzyjającym czasie, ponieważ udanych czasów nie ma.” „To zadziwiające, to niegodne boga, ale poczucie winy jest gorsze od każdego ze znanych mi przekleństw!” malynosorozec.blogspot.com
malynosorozec - awatar malynosorozec
ocenił na 10 12 lat temu
Ragnarok 1940. Tom 1 Marcin Mortka
Ragnarok 1940. Tom 1
Marcin Mortka
Jako miłośniczka fantastyki i fikcji historycznej niejednokrotnie otarłam się o historię alternatywną, jednak jak dotąd większość tych dzieł mnie rozczarowała. Nie w tym przypadku. Dwutomowa saga Mortki o zmaganiach pomiędzy chrześcijańską częścią Europy a państwami Normanów, potomków Wikingów, którzy nigdy nie przestali czcić nordyckiego panteonu, okazała się dokładnie tym, czego potrzebowałam, żeby polubić ten specyficzny podgatunek fantastyki. Zacznijmy od głównej postaci. Za pierwszym podejściem Jeremy mnie irytował, ale gdy przeczytałam te książki drugi raz, znacznie zyskał w moich oczach i stał się jednym z lepszych diamencików tej dylogii. Nie jest on typowym bohaterem opowieści wojennej - ani z niego bohaterski żołnierz, ani przerażony cywil, który chce tylko przeżyć. Zamiast tego jest dziennikarzem wojennym, wyjątkowo odważnym, ale też zupełnie pozbawionym jakichkolwiek umiejętności bitewnych czy survivalowych. Nie naraża swojego życia dla wielkich ideałów, tylko dla wielkich pieniędzy - a nawet jak już pójdzie za ideałami, to jego ideałem jest zemsta - przez co, w połączeniu z niezdarnością i zupełnym brakiem obeznania (o ironio) z realiami wojennymi wypada nieco denerwująco, wręcz antypatycznie. Jednak to dzięki temu ma on coś, czego brakuje większości głównych bohaterów powieści wojennych - jest aż do bólu realistyczny. Podobały mi się także postacie drugoplanowe, takie jak Terrence Oswald i Selim, żałowałam tylko, że dostaliśmy tak niewiele akcji w ich towarzystwie. Natomiast prawdziwą gwiazdą tej powieści są antagoniści. Konung Valgrim rozwinie skrzydła dopiero w następnej części, ale jego syn, Olav, błyszczy już od pierwszych stron ze swoim udziałem. Tajemniczy furiat, szef niezwykle skutecznej siatki wywiadowczej, a zarazem spragniony konfrontacji wojownik, odznaczający się nienaturalnym błyskiem błękitu w oczach, który według legendy nie przespał ani minuty od ładnych kilku lat - jest zdecydowanie moją ulubioną postacią tej powieści i jednym z moich ulubionych złoli w całości polskiej fantastyki. Kolejną bardzo mocną stroną tej książki jest fabuła. Zazwyczaj nie jestem się w stanie wciągnąć w powieść przez dobre 50-100 pierwszych stron, ale ta połknęła mnie po zaledwie siedmiu. Akcja leci niezwykle szybko, nie da nam się nudzić ani przez chwilę, aczkolwiek po przeczytaniu całego pierwszego tomu można czuć się zaskoczonym, jak niewiele się tak naprawdę dotąd wydarzyło; wojna dopiero się zaczyna. Pierwsza z trzech części, na jakie podzielona jest książka, jest moją ulubioną, akcja w Afryce Północnej, w koloniach państw europejskich, rozpoznawalna z naszej historii, a zarazem zupełnie inna. Drugi segment z akcją w Londynie i okolicach również był świetny, choć mniej w nim było strzelanin, a więcej intryg szpiegowskich i dyplomatycznych. Trzecia część, osadzona w Irlandii, jest, moim zdaniem, najsłabsza, a to z powodu wprowadzenia dość głupiego wątku romantycznego, ale i tak czyta się ją świetnie. Należy też zwrócić uwagę na kapitalną kreację świata. Sam pomysł Wikingów walczących w drugiej wojnie światowej jest już genialny, a Mortka absolutnie nie zawiódł, dopracowując jego szczegóły. Co prawda możemy czasem odnieść wrażenie, że resztę świata potraktował po macoszemu, skupiając się na krajach Normanów, ale jest to zrozumiałe - w końcu to na nich skupia się akcja, a białe plamy na mapie czytelnik może zapełnić własną wyobraźnią. Za to same państwa normańskie są wręcz urzekające, autor postarał się oddać wpływ, jaki ich istnienie miało na kulturę, ekonomię, przemysł zbrojeniowy i ogólnie każdą gałąź rzeczywistości. Stąd mamy np. nadal dużą rolę religii chrześcijańskiej w krajach nie-nordyckich, kontrowersyjny nurt w sztuce zwany neopoganizmem, samoloty sleipnirry czy ciężarówki jotuny, a także karabiny sturdy. Władcy państw nordyckich w większości wychodzą jednak rozczarowująco płasko - co chyba było zamierzone - oprócz konunga Valgrima i prezydent Vinlandii, Vidgis. Vidgis pojawia się, niestety, tylko na jedną scenę, i w pełni rozłoży skrzydła dopiero w następnym tomie. Jedyną jednoznaczną wadą tej opowieści jest według mnie fakt, że pojawiają się w niej tylko trzy postacie kobiece, z czego jedna to femme fatale uwodzicielka, polityczka walcząca o swój kraj mocą swoich dużych piersi, druga to ciężarna narzeczona przyjaciela, a trzecia to typowy "love interest" głównego bohatera. Jeremy przez całą książkę ma interakcje z co najmniej dwudziestoma postaciami znanymi z imienia i nazwiska, z których chyba połowa nie musiała być mężczyznami (rozumiem, że trudno byłoby znaleźć kobietę pilota samolotu w 1940 roku, albo kobietę kapitana wojsk lądowych, ale co innego wywiad, obsługa lokali itd.). Mimo wszystko autor zdecydował, że wszystkie postacie o płci niewymuszonej przez ich rolę będą mężczyznami, a jedyne kobiety są przedstawiane wyłącznie przez pryzmat ich relacji z mężczyznami. Jest to ogółem wada twórczości Mortki, lecz w tej serii wypada to ponadprzeciętnie niesmacznie. Podsumowując, "Ragnarok 1940" to świetna historia alternatywna, idealna dla fanów Wikingów, IIwś i powieści szpiegowskich. Nie jest całkowicie pozbawiona wad, ale czyta się ją przyjemnie.
Magda Chlebicka - awatar Magda Chlebicka
oceniła na 8 1 rok temu
Władca wilków Juraj Červenák
Władca wilków
Juraj Červenák
Z tej racji, że książką Juraja Cervenaka uporałem się dosyć szybko w ramach misji z literaturą słowacką w marcowym (03.2020 r. ) edycji wyzwani czytelniczego Book Trotter, uznałem, że warto czytelników zapoznać również z drugą częścią cyklu Czarnoksiężnik. No ale spokojnie, na to przyjdzie pora już niebawem, zajmijmy się najpierw pierwszą częścią tego cyklu zatytułowaną „Władca wilków”. Ta część pierwsza ma charakter części wprowadzającej wyjaśniającej w jaki to sposób główny bohater Rogan, został czarnoksiężnikiem, wspomnianym władcą wilków, na służbie Czarnoboga. Jeśli ja dobrze zrozumiałem za Białoboga uchodził Bóg chrześcijański, a Czarnobogiem jest któryś z pogańskich bóstw słowiańskich, niekoniecznie złych pod kątem tej opowieści. Autor sam sugeruje czytelnikowi, że zainspirowała go twórczość Andrzeja Sapkowskiego i wątki typowo słowiańskiej w przygodach Geralta. I rzeczywiście pewien klimat da się dobrze odczuć. Mamy te lasy, karczmy, różne zagrożenia, dzikie zwierzęta, nawet dzikie rośliny, które mogą nawet zabić. Krótko mówiąc klimat jest. Ciekawostką jest, że swój koncept autor oparł o realia typowo historyczne, ok. VIII / IX w. Walka plemion słowińskich z Awarami, zwanymi w książce dzikimi psami. To są groźni przeciwnicy posługujący się czarną magią. Skojarzenie pod kątem analogii literackiej jest wydaje mi się oczywiste. A mianowicie „Stara Baśń” Kraszewskiego. Nawet nie trzeba się wczuwać w szczegółowe analizy, żeby dopatrzeć się podobieństw. Wprowadzenie w fabułę jest nawet troszkę przydługie, czytelnik głowi się, co z tego wszystkiego będzie wynikało. No ale jednak akcja się rozkręca coraz lepiej i ciekawiej, a zakończenie naprawdę robi wrażenie. Awarowie, mimo, że zostali mocno osłabieni, i właściwie pozostały niedobitki raptem kilkadziesiąt osób, mimo to wciąż są wymagającymi przeciwnikami, i żeby mieć z nimi jakiekolwiek szanse dosłownie wszystkie ręce na pokład. Każda pomoc okazuje się przydatna. Sam Rogan przeszedł przemianę, ze zwykłego śmiertelnika, żołnierza, najemnika, który z magia niewiele miał do czynienia, znał kilku czarodziejów i czarodziejki i to chyba wszystko, a zakończeniem tej tajemniczej transformacji było, że sam został potężnym magiem. W kwestii rozwoju fabuły, było to w sam raz, bo wrogowie wojownicy i magowie aż palili się do walki. Z całego mnóstwa postaci ciekawy jest wilk Gorywałd, czarodziejka Mirena, kobieta, przywódca osady Boryniów, Krasa. Świetny jest motyw konwersacji Rogana z mgłowcem, potworem, wampirowpodobnym, mający umiejętność przemiany w mgłę. Przypomina to do złudzenia, jak Geralt rozmawia np. z trollami, których o ile nie jest do tego zmuszony nie zabija, bo te są rozumnymi potworami, choć znane są z tego, że inteligencją nie grzeszą. Wygląda to ciekawie, ewidentnie autor stworzył ten wątek pod kątem fascynatów wiedźmińskiego uniwersum. Książka jest ciekawa, polecam, mam też uzasadnioną nadzieję, że druga część książki będzie jeszcze lepsza. Zdecydowanie polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 8 6 lat temu
Kanon Barbarzyńców, t.1 Jewgienij T. Olejniczak
Kanon Barbarzyńców, t.1
Jewgienij T. Olejniczak Rafał Dębski Tomasz Bochiński Robert J. Szmidt Dawid Juraszek Paweł Majka Cezary Frąc Michał Cetnarowski Anna Koronowicz
Cierpliwość jest cnotą. Przekonałem się o tym po raz kolejny podczas lektury tego zbioru, gdyż bardzo mało brakowało, a bym odłożył go na półkę z napisem ,,może nigdy?". Ale przemogłem się i zmęczyłem pierwsze opowiadania. Nie żeby były bardzo złe, w każdym było coś ciekawego. Może poza drugim, oryginalnym jak cios maczugą w łeb... I bohater trzeciego (prawie bliźniak Conana, wszystko potrafiący, dumny, potężny bohater, ale...charakteru i osobowości w nim za grosz) nieco mnie odstręczał... I ta ,,Wyspa mnichów", w której główny bohater jest barbarzyńcą chyba tylko dlatego, że tak wypada... Ale to bez znaczenia, gdyż o wszystkich zastrzeżeniach zapomniałem gdy zacząłem czytać kolejne opowiadania. W ,,Jestem ogniem" wreszcie zobaczyłem idealnego barbarzyńcę z wyboru, który nie jest nim dlatego, że cywilizacja do niego nie dotarła, ale takiego który nią zwyczajnie gardzi. Dalej było już tylko lepiej: wspaniale bawiłem się przy ,,Tęsknocie mieczy", która jest jednocześnie najdłuższym opowiadaniem serii. Z kolei ,,Valkar i muzyka ciemności" to humorystyczne podejście do klasyki, gdyż tytułowy barbarzyńca (nb bardzo sympatyczna postać) nie jest jego głównym bohaterem. Jest nim... podążający jego śladem grabarz, który dzięki jego barbarzyńskim wyczynom nigdy nie narzeka na brak klientów. Świetne podsumowanie całego gatunku, w końcu wizyta takiego powieściowego Conana zostawia skutki podobne do detonacji bomby atomowej... A skoro o Conanie mowa, pojawia się on w ostatnim opowiadaniu Rafała Dębskiego. I chociaż nie do końca zgadza się ono z wydarzeniami z powieści R. Howarda, to byłem nim zachwycony. Tak właśnie wyobrażałem sobie uginającego się pod ciężarem korony wielkiego wojownika... Gdybym chciał oceniać każde opowiadanie z osobna i wyciągnąć z ocen średnią, pewnie musiał bym całemu dać 6, może 7. Ale za to, że kiedy niemal wzruszony przewracałem ostatnia stronę i stwierdziłem z żalem: ,,Jak to? To już koniec?'' muszę dodać co najmniej jedno oczko.
Xarthras - awatar Xarthras
ocenił na 8 10 lat temu

Cytaty z książki Początek nieszczęść królestwa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Początek nieszczęść królestwa