Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Okładka książki Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety
Thomas Orchowski Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2025-07-09
Data 1. wyd. pol.:
2025-07-09
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383961316
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety



książek na półce przeczytane 566 napisanych opinii 566

Oceny książki Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Średnia ocen
6,3 / 10
127 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
196
195

Na półkach:

Jest luty 2026. Książkę przeczytałam pod koniec ubiegłego roku, a teraz siadam do jej oceny. Czy coś z niej pamiętam? Niestety nic. Mam tylko wspomnienie, że dobrze są ją czytało. Wniosek? Albo Kreta jest tak mało ciekawa albo autor nie umiał z niej nic wycisnąć. Stawiam raczej na to drugie.

Jest luty 2026. Książkę przeczytałam pod koniec ubiegłego roku, a teraz siadam do jej oceny. Czy coś z niej pamiętam? Niestety nic. Mam tylko wspomnienie, że dobrze są ją czytało. Wniosek? Albo Kreta jest tak mało ciekawa albo autor nie umiał z niej nic wycisnąć. Stawiam raczej na to drugie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

481 użytkowników ma tytuł Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety na półkach głównych
  • 326
  • 147
  • 8
62 użytkowników ma tytuł Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety na półkach dodatkowych
  • 26
  • 12
  • 7
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Inne książki autora

Thomas Orchowski
Thomas Orchowski
Dziennikarz radia TOK FM specjalizujący się w tematyce zagranicznej. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Krytyce Politycznej” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor książki reporterskiej Rzeź na Tarlabaşi. Opowieść o nowej Turcji. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
"Wyspa niechcianych kobiet" Agaty Komosy-Styczeń to naprawdę dobry reportaż. Szczególnie, że pokazuje również współczesne mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa - nie tylko duńskiego, choć Dania wydaje się tutaj świetnym przykładem dla ukazania pewnych problemów. Myślę, że fakt, że jeszcze zupełnie niedawno, bo w latach 50. ubiegłego wieku (ostatnie rezydentki wyspy Sprogø opuściły ją dopiero w 1961 roku!) działał odizolowany ośrodek dla "trudnych" kobiet, może bulwersować, ale przede wszystkim smuci. Autorka opowiada bowiem o niezwykle skomplikowanym dochodzeniu Danii do statusu państwa dobrobytu, gdzie wspólnota i dobro społeczne stoją na tak wysokim poziomie. Po drodze bowiem zdarzyły się eksperymenty (nie potrafię tego inaczej nazwać) o paramedycznym charakterze. Takim jak ośrodki Christiana Kellera, który w założeniu miał na celu dbanie o komfort podopiecznych. Paramedycznym, ponieważ nie zakładał on oparcia na rzetelnych badaniach i diagnozach, ale w gruncie rzeczy widzimisię grupy osób, którym przyznano funkcję decydentów. Byli wśród nich nie tylko lekarze. Wspierały ich także inne instytucje i ich pracownicy, np. opieka społeczna i szkoła. To na mocy ich rekomendacji kobiety w trudnej sytuacji, najczęściej pochodzące z ubogich domów, niewykształcone, mające wiele innych problemów, samotnie wychowujące dzieci, kwalifikowano jako upośledzone i niezdolne do życia w społeczeństwie. Wystarczył komentarz nauczyciela, opiekuna społecznego, czasem również członka rodziny i nieodpowiednio wysoka liczba punktów z testu na inteligencję, żeby kobieta wytypowana została do przeniesienia na wyspę. Wszystko to w imię jej dobra. Wybija się z tego niesprawiedliwość społeczna i różnica w sposobie traktowania kobiet i mężczyzn, a także brak wsparcia dla ofiar przemocy seksualnej i domowej, którymi najczęściej takie kobiety były. To również historia o tym, jak ograniczano prawa osób "upośledzonych umysłowo" (choć przecież sposób, w jaki pozyskiwano wiedzę o niepełnosprawności umysłowej przyszłej rezydentki błagał o litość...). Od kobiet ze Sprogø odwracały się nawet feministki. A raczej powinnam napisać inaczej - widziały w nich szansę na przekonanie do własnych postulatów. I to wcale niestety nie oznaczało okazania wsparcia pacjentkom Zakładów Kellera. Tu dochodzimy do niewygodnych wątków eugeniki i przymusowej sterylizacji kobiet. Tak, kobiety ze Sprogø poddawane były temu nieodwracalnemu zabiegowi w imię czystości społecznej, choć chyba nie jest wielkim nadużyciem napisać - rasy. A ówczesne środowiska feministyczne wcale nie widziały w tym niczego złego... Wręcz przeciwnie. Autorce trudno było porozmawiać ze współczesnymi feministkami w Danii na temat ośrodka na wyspie, ponieważ odmówiły one odpowiedzi na pytania reporterki. Odnoszę przy tym wrażenie, że autorce samej trudno było przyjąć do wiadomości taki stan rzeczy, co na pewno wynika z zupełnie innego postrzegania niektórych środowisk, także w Polsce. Ta niepewność i fakty skłaniają jednak do pewnych refleksji i wniosków. Pewnych rzeczy nie da się obronić. Bardzo polecam lekturę tej książki. I bardzo współczuję wszystkim rezydentkom Sprogø - nie doczekały się one porządnych przeprosin od państwa, które odebrało im nie tylko lata życia, ale przede wszystkim wybór. https://www.instagram.com/p/DJymM2AtfeB/ https://www.facebook.com/JustynaCzytuje/
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
Czytanie „Hjem” to była dla mnie czysta przyjemność. Nieśpieszna. Sycąca. Dzięki Ilonie Wiśniewskiej wróciłam na północ Norwegii, do Tromso i okolic. Słuchałam krzyku mew, jej uszami, patrzyłam na niebo zlewające się z morzem, jej oczami. Przeszłam się ulicami miasta. Niektóre pamiętałam, ale wiele z opisywanych miejsc wydało mi się nowych. Opowieść Ilony Wiśniewskiej płynie powoli, skupia się na detalach, a przede wszystkim na ptakach i ludziach. To o nich jest ta historia. Hjem to znaczy dom, bezpieczna przestrzeń. Czym jest dla ptaków i ludzi? I jedni, i drudzy, z różnych powodów, muszą szukać sobie nowych miejsc do życia. Tromsø to jedno z najbardziej wielokulturowych miast w północnej Norwegii. Ilona Wiśniewska też jest przybyszką. Snuje więc swoją opowieść o życiu w nowym miejscu, o oswajaniu go, o jego trudnym pięknie, o budowaniu więzi z ludźmi, ptakami i miejscami. Ale także o trudnym współżyciu ludzi i mew, w walce o terytorium wciąż wygrywa człowiek, ale zawsze pozostaje pytanie, na które odpowiedź nie jest jednoznaczna, gdzie znajduje się nieprzekraczalna granica ingerowania w świat dzikich zwierząt, choćby z najlepszymi intencjami. Ilona Wiśniewska to reporterka, która woli stawiać pytania niż na nie odpowiadać. Dlatego tak lubię czytać jej reportaże. Piękna jest to opowieść. Pełna uważności, wsłuchiwania się, delikatności., niesamowitego klimatu. Ma w sobie magię i poezję. To opowieść, którą można czytać dosłownie, ale równie dobrze działa na poziomie uniwersalnym. Mnie urzekła.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 8 14 dni temu
Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala Grzegorz Łyś
Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala
Grzegorz Łyś
Grzegorz Łyś w reportażu „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” przedstawia historię szpitala psychiatrycznego zbudowanego w 1891 r. w Pruszkowie, w dzielnicy Tworki. Autor opisuje założenia szpitala oraz to, jak funkcjonował przez lata, przedstawia pracowników i ich rodziny. Nie zabrakło tu też historii psychiatrii, ani polityki – bo ta nierozerwalnie była z tą dziedziną medycyny związana. To tak naprawdę opowieść, która sięga daleko poza mury szpitalne. Z jednej strony to dobrze, bo dostajemy kompleksową opowieść o stanie psychiatrii na przełomie wieku, a z drugiej szkoda, bo objętość książki jest niewielka, więc dostajemy dużo informacji, ale jednak dość pobieżnie opisanych. Znajdziecie tutaj sporo dat, nazwisk lekarzy, nieco opisów tego, jak funkcjonował szpital, jakich metod leczenia używano. Nie ma jednak wielu opisów pacjentów, konkretnych historii. A nie ma co ukrywać, że raczej takich historii oczekujemy, kiedy czytamy opowieści ze szpitali psychiatrycznych. Przez ich brak ma się wrażenie, że książka jest pozbawiona emocji i stanowi jedynie zbiór „suchych” faktów. Ciekawy był wątek działania szpitala podczas niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, niestety tu również mam poczucie, że można było z niego wyciągnąć więcej. Jako reportaż całość się broni. Nie będzie to najbardziej fascynująca historia o szpitalu psychiatrycznym, jaką przeczytacie, ale przecież nie takie jest zadanie tego gatunku. Jeżeli to temat, który was interesuje, to „Przystanek Tworki” warto przeczytać. Więcej recenzji na profilu https://www.instagram.com/sczytalim/
Ania - awatar Ania
oceniła na 7 27 dni temu
Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku Adam Zadworny
Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku
Adam Zadworny
Katastrofa, która ponownie wróciła do świadomości Polaków, a to dzięki znakomitemu serialowi, jaki pojawił się na platformie Netflix. Obejrzałem go, a następnie postanowiłem przeczytać ten reportaż, chcąc się dowiedzieć, ile prawdy było w serialowym scenariuszu. Okazuje się, że naprawdę wiele. Świetny serial dorównuje równie świetnej książce Adama Zadwornego. Jest ona poświęcona katastrofie promu Jan Heweliusz, do której doszło 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku, kiedy prom wracał ze Szwecji do polskiego Świnoujścia. Podobał mi się styl tej książki, dlatego że autor nie opisuje tego wydarzenia w kategoriach sensacyjno-kryminalnych; raczej bardzo rzetelnie i chłodno pokazuje tło tej katastrofy, jej przebieg, a także skutki, które wywołała w polskiej przestrzeni publicznej. Jak każdy, również i autor stawia sobie pytania, w tym to najważniejsze – wiecie, co stanowiło przyczynę, ale jak każdy, nie znajduje jednoznacznej odpowiedzi. Ale nie o odpowiedzi chodziło w tej książce, raczej o pokazanie, że niemożliwe może stać się możliwe, również jeśli chodzi o wydarzenia mające tragiczne następstwa. Autor pokazuje katastrofę promu w szerszym kontekście, poczynając od jego historii, opisując ten techniczny aspekt na podstawie wypadków i kolizji, których był udziałem, funkcjonowanie polskiego państwa zaraz po transformacji początku lat dziewięćdziesiątych, a także postępowanie armatora, który próbuje odnaleźć się w realiach wolnorynkowego kapitalizmu. Książka nie jest jednak tylko opowieścią o suchych faktach i technicznych detalach; przede wszystkim ukazuje tragedię tych, którzy zginęli na morzu, tych, którzy uratowali się, oraz tych wszystkich rodzin, które były z nimi związane. Okazuje się bowiem, że nawet ten, który przeżył, do końca swojego życia może czuć winę za to, że inni zginęli, a jemu udało się przeżyć. Serial zostanie ze mną na długo, książka również. Chciałoby się powiedzieć, że państwo polskie albo przedsiębiorstwa państwowe czegoś się po tej katastrofie nauczyły – nie, tak się nie stało.
Arek - awatar Arek
ocenił na 8 21 godzin temu
Głowa węża. Przemytnicy z Chinatown i amerykański sen Patrick Radden Keefe
Głowa węża. Przemytnicy z Chinatown i amerykański sen
Patrick Radden Keefe
Recenzja książki – Głowa węża. Przemytnicy z Chinatown i amerykański sen – autor Patrick Radden Keefe Moja ocena 7,9/10 Wydawnictwo Czarne jest dobrze znane czytelnikom z mocnych reportaży o zróżnicowanej tematyce, podobnie jest przy okazji tej pozycji. Temat przemytników ludzi jest zapewne dobrze znany wielu osobom, natomiast niewielu zna szczegóły tego procederu. W książce Głowa Węża… dowiemy się jak wyglądał od środka w wykonaniu chińczyków. A funkcjonował w ich społeczności cały sprawne zorganizowany system zajmujący się tą dziedziną czarnego rynku, która jest bardzo dochodowa. Poznajemy postać charyzmatycznej Siostry Ping, jednej z głównych postaci całego procederu, a głównym wątkiem przewijającym się na stronach książki jest historia statku handlowego Golden Venture, na pokładzie którego istną odyseję odbyła grupa obywateli chińskich chcących za wszelką cenę dostać się do Stanów Zjednoczonych, losy tej jednostki pływającej to materiał na film. Tytuł ten posiada obszerną bibliografię, Patrick Radden Keefe odbył ponad 300 wywiadów z przemytnikami, agentami FBI oraz politykami, podczas pracy nad książką, tak że jest świetnie udokumentowana, a przy tym, czyta się ją naprawdę dobrze, niczym powieść kryminalną. Zdecydowanie polecam, myślę, że może trafić w gusta szerokiego grona osób. Zapraszam na mojego bookstagrama @libroholic87
Kamil - awatar Kamil
ocenił na 8 2 miesiące temu
Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych Jon Billman
Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych
Jon Billman
„Urwany ślad” to książka, którą trafiłam w idealnym momencie. Ostatnio jakoś bardziej ciągnie mnie do reportaży – fikcja schodzi na dalszy plan, choć wciąż mam słabość do azjatyckiej literatury. Prawdziwe historie działają jakoś mocniej, dłużej się w głowie kotłują. A jeśli chodzi o te mocno tajemnicze, niewyjaśnione sprawy, to już w ogóle trudno przejść obojętnie. Liczyłam, że ta książka przyniesie coś wyjątkowego, bo mowa o zniknięciach, których... mimo dużych nakładów pracy, nikt jak na razie nie rozwiązał. I właśnie to dostałam – wciągające śledztwo, trochę niepokojący klimat i takie myśli, które gdzieś zostają, nawet długo po zamknięciu ostatniej strony. Autor zabiera nas na amerykańskie tereny parków narodowych – miejsca kojarzące się z dziką, piękną przyrodą, wielkimi przestrzeniami i wolnością. A właśnie tam, na przestrzeni lat, ludzi po prostu znikało bez śladu. „Urwany ślad” to próba poskładania tych historii w całość – autor rozkłada na części pierwsze konkretne przypadki, zestawia fakty, słowa świadków, działania służb i takie elementy, które zupełnie nie pasują do oficjalnych wersji. Książka ma charakter reportażu, ale czyta się ją jak solidny thriller non fiction. Co naprawdę rzuca się w oczy, to jak autor się angażuje w temat. Nie jest to zimny, bezosobowy wyciąg faktów. Wręcz przeciwnie – naprawdę czuć, że sporo czasu, energii i emocji włożył w tę pracę. Widać, że nie tylko chce opowiedzieć tę historię, ale też zrozumieć bohaterów, oddać sprawiedliwość rodzinom, a przy okazji wykazać się dociekliwością. Ta pasja aż przebija się przez tekst i dzięki temu czytelnik szybko wciąga się w opowieść. No, ale muszę uprzedzić – nie oszczędza nam szczegółów. Miejscami jest ich wręcz za dużo: opisy, daty, nazwiska, procedury, mapki terenu. Dla jednych będzie to plus, ale są i tacy, którym te detale mogą ciążyć. Zwłaszcza, że co chwilę mamy dość gwałtowne przeskoki między wątkami i łatwo się pogubić, więc czasami trzeba zwolnić i sobie wszystko ułożyć w głowie. Ta mieszanka – sporo detali i pełne zaangażowanie autora – sprawia, że u mnie wywołała mieszane uczucia. Z jednej strony, jak już się zaczęło, trudno było się odrywać, kolejny rozdział wciągał jeszcze bardziej. Z drugiej zaś, czasem miałam ochotę odkładać książkę, bo wiedziałam, że nastąpi intensywna i, powiedzmy, wymagająca lektura. Momentami to już prawie przytłaczający napływ informacji. Ciekawostką jest też to, że książka nie skupia się tylko na samych zaginięciach. Autor podejmuje temat poboczny, ale ważny – kompetencje służb, procedury, komunikację, a także zarządzanie parkami narodowymi. Dzięki temu „Urwany ślad” to nie tylko zestaw niewyjaśnionych historii, ale swoista analiza całego systemu. Wiedzy jest tu sporo, ale na szczęście autor potrafi o tym opowiadać tak, że nie gubi się czytelnik. Jasno, ciekawie i bez zbytniego nudzenia. Gdybym miała wskazać coś, co mi trochę przeszkadzało, to właśnie ten ogrom detali – przydałoby się trochę ostrzejsze cięcie redakcyjne. Ale to już raczej kwestia tego, jak kto lubi czytać, a nie prawdziwa wada. Podsumowując – „Urwany ślad” to taki reportaż, który mocno wciąga i zostawia po sobie pewien niepokój. Zmusza do myślenia, trochę jednak burzy poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, jak często... no właśnie, ile tak naprawdę nie wiemy, nawet tam, gdzie nam się wydaje, że wszystko jest jasne.
NaWidelcu - awatar NaWidelcu
ocenił na 8 7 dni temu

Cytaty z książki Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety