Opowiadania uliczne

Okładka książki Opowiadania uliczne
Marek Nowakowski Wydawnictwo: Twój Styl Seria: Wielki Wóz literatura piękna
200 str. 3 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Wielki Wóz
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
200
Czas czytania
3 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
8371632207
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania uliczne w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadania uliczne

Średnia ocen
6,0 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
175
70

Na półkach:

Kto zna lub otarł się o "ulicę" ten poczuje klimat bardziej. Początkowo miałem wrażenie jakby braku zakończenia poszczególnych opowieści. Ale po kilku opowiadaniach już mi to nie przeszkadzało, bo też i autorowi nie chodziło o domykanie historii ...

Kto zna lub otarł się o "ulicę" ten poczuje klimat bardziej. Początkowo miałem wrażenie jakby braku zakończenia poszczególnych opowieści. Ale po kilku opowiadaniach już mi to nie przeszkadzało, bo też i autorowi nie chodziło o domykanie historii ...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

45 użytkowników ma tytuł Opowiadania uliczne na półkach głównych
  • 33
  • 11
  • 1
10 użytkowników ma tytuł Opowiadania uliczne na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowiadania uliczne

Inne książki autora

Okładka książki Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński
Ocena 0,0
Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński
Marek Nowakowski
Marek Nowakowski
Polski pisarz, scenarzysta i publicysta. Rodowity warszawiak. Jego ojciec był kierownikiem szkoły we Włochach (obecnie dzielnica Warszawy). Studiował na UW (prawo). Literacko zadebiutował na łamach "Nowej Kultury". Miał wtedy 22 lata. Należy do tzw. Pokolenia '56. Jego książki charakteryzują się barwną narracją. Posiadają także sporą dawkę ironii. Jego zbiór opowiadań zatytułowany "Benek Kwiaciarz" 9 lat po wydaniu drukiem doczekał się wersji filmowej. 69-minutowy obraz "Siedem czerwonych róż czyli Benek Kwiaciarz o sobie i o innych" nakręcił Jerzy Sztwiertnia, zaś tytułową rolę zagrał Zdzisław Maklakiewicz. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wybrane książki Marka Nowakowskiego: "Ten stary złodziej. Opowiadania" (Czytelnik, 1958), "Benek Kwiaciarz" (Czytelnik, 1961), "Chłopak z gołębiem na głowie" (pierwsze wydanie: PIW, 1979), "Zakon kawalerów mazowieckich" (Wydawnictwo Krąg, 1982), "Strzały w motelu "George" czyli Skarb Krwawego Barona" (Wydawnictwo "Most", 1997), "Czarna i Mała" (Świat Książki, 2010), "Domek trzech kotów" (Świat Książki, 2011).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Empire Marek Nowakowski
Empire
Marek Nowakowski
To trzecia opinia z cyklu “W ramach kondolencji”, po śmierci pisarza. Przypominam, że ciekawostki o autorze zawarłem w opinii „Psich głów”, więc nie będę ich powtarzał. Teraz mamy do czynienia z opowiadaniem, którego akcja dzieje się na peryferiach Warszawy, w latach pożogi wojennej, gdy Niemców już nie ma, a w ruinach okazałego hotelu „Empire” stacjonuje dowództwo sowieckie. Tzn., że osiagnąwszy wiek emerytalny /w 2000 r – 65 lat/ Nowakowski czuł potrzebę cofnięcia się do pierwszych lat powojennych, do lat jego dojrzewania, do tamtej rzeczywistości, która stała się inspiracją jego pisarskiej drogi, do wspomnienia jak to się zaczęło. Refleksje na ten temat dołączył do omawianego opowiadania opatrując tytułem „Tak się zaczynało” i od nich NALEŻY ZACZĄĆ lekturę, by zrozumieć decyzję pisarza o napisaniu tego opowiadania, jak i specyfikę tamtej rzeczywistości, która sprzyjała chęci ucieczki w krainę ułudy. W wyimaginowanej, cudownej i sentymentalnej podróży ojca i syna nie chce uczestniczyć matka, która kiedyś uciekła dla ukochanego z domu i została tancerka egzotyczną, a dzisiaj utraciwszy zdolność snucia marzeń, gardzi mężem, a podróże odbywa realne, do swoich miejskich kochanków. Nowakowski w „Tak się zaczynało” pisze: /str.135-6/ „Jedni śpiewali „Katiuszę”, inni „Marsz Mokotowa”. Jeszcze inni pieśń ruskich urków „Murkę”, inni naszą „Czarną Mańkę”. Hymn chłopców od „Bohuna” z Gór Świętokrzyskich zderzał się z „Oką” Kościuszkowców”. A bohaterzy opowiadania przemianowują knajpę „Pod Wiaduktem” na „Pod Akweduktem” i z jednej strony „uciekają” do świata starożytnego Rzymu, a z drugiej tworzą mity na temat niezwykłych swoich przeżyć i osiągnięć. Sens takiego postępowania wyłuszcza ojciec-iluzjonista w mowie dziękczynnej do współuczestnika, profesora historii: /str.92/ „To tylko dzięki panu przecież jesteśmy chwilami w innym, piękniejszym świecie. To pan jest demiurgiem tych uskrzydlających biesiad „Pod Akweduktem”. Pan otwiera przed nami te wspaniałe księgi i czytamy z nich spragnieni, tak bardzo spragnieni. Pijemy z krynicy żródlanej wody i omijamy te wszystkie brudne bajora, pełne zarazy, bakterii i gnijącego ścierwa. ZAPOMINAMY O PRZYKREJ CODZIENNOŚCI. UCIEKAMY OD CODZIENNOŚCI. Pan daje nam siłę. Naprawdę!” /podkr.moje/ I to opowiadanie jest właśnie o tym; o ucieczce choć na chwilę od otaczającej rzeczywistości pierwszych lat powojennych, gdy trwała wojna domowa i szalał terror okresu stalinowskiego. Ze swojej strony dodam, że w okresie tym przybyło nadspodziewanie dużo filatelistów, numizmatyków i szachistów. Każda forma „ucieczki” była jakąś terapią. A jak ta „podróż” się zakończyła muszą Państwo sprawdzić sami. PS Zapomniałem o uwadze autora, że STAROŚĆ ZACZYNA SIĘ OD BUTÓW. A dlaczego? p.str.10
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 8 11 lat temu
Nierzeczywistość Kazimierz Brandys
Nierzeczywistość
Kazimierz Brandys
Niełatwo określić, czym jest ta wybitnie przenikliwa analiza Peerelii z połowy lat 70. To osobliwy gatunek, jakby spowiedź intelektualna połączona z traktatem moralnym i esejem o Polsce. Ogrom tu tematów, które były wtedy przedmiotem zaniepokojenia polskiego inteligenta… Napisana w 1975 r., była wydana w 1978 r. - jako pierwsza rzecz w niezależnym obiegu wydawniczym. Głównym tematem były dylematy życia w Peerelii człowieka myślącego, a nawet wybitnie mądrego - Kazimierza Brandysa. Rozliczenie jego krótkiego zaangażowania w komunizm już dziś nikogo nie interesuje. A sam pisarz chyba niesłusznie lekko zapomniany (to moja jego piąta książka, satysfakcja zawsze ta sama lub zbliżona – oceny od 7 do 10). Formalnie jest to rzekoma odpowiedź na socjologiczno-kulturowo- psychologiczne pytania kwestionariusza przygotowanego przez amerykańskiego socjologa. Główna teza nie jest nowa: polskie życie zbiorowe, kultura i polityka ukształtowały swoistą „nierzeczywistość”, dla której jednostka i jej tożsamość nie ma absolutnie zdanego znacznie – liczy się zbiorowość. I nie jest to wymysł Peerelii, która tę zasadę przyjęła za swoją. Ta głęboka analiza odważnie przeciwstawia się popularnemu wtedy, jak sam pamiętam, schematowi „dobre społeczeństwo – zła władza”. Taki pogląd musiał godzić w dobre samopoczucie na własny temat. Zarazem to i swoisty samouczek dla innych: jak się zachowywać, aby ocalić to, co najważniejsze, czyli samego siebie samego, świadomość historyczną, tożsamość kulturową. I nie jest bynajmniej tak, że to już całkowicie nieaktualna lektura. Mocno bowiem na czasie wydaje się wadzenie się z polską formą. Pytanie, czy chodzi tylko o nierzeczywistość PRL, czy też może to stała cecha każdej polskiej formy, nie tylko chyba państwowej (jako nawiązanie do Gombrowicza). Najlepiej czytać to po wybitnym „Rondzie” Autora, bo narrator jest tożsamy – choć nie jest to warunek konieczny. Są tu zresztą odniesienia do tej książki, według mnie nieustępującej wiele najlepszej jego, czyli „Wariacjom pocztowym”. Brandys trzeźwo i bez złudzeń patrzył w przyszłość, znając nieusuwalne nasze wady jako społeczeństwa: „Nie mam nadziei, aby przyszła rewolucja potrafiła usunąć najgłębszą ludzką niepewność – odróżniania w każdej sytuacji dobra od zła”. Inną obawą Autora, która spełniła się nawet chyba nadmiarowo, był obraz masowego, zunifikowanego społeczeństwa, w którym jednostka jest tylko nieco inaczej zagrożona niż w czasach totalitaryzmu. 50 lat temu pisał: „Dzisiejsze masy nie lubią abstrakcyjnych pojęć. Niechętnie słuchają, kiedy im się mówi o wolności i sprawiedliwości”. Według Autora, człowiek wyodrębniony z masy będzie dla niej podejrzany. „Będzie podejrzany dla masy, która chce być najedzona, ubrana i zmotoryzowana, zabawiana filmami i piosenkami. Dla średniej, która woli być najedzona, ubrana i zabawiana niż myśleć. Myślenie jest wysiłkiem, jest także niepokojem i ryzykiem”. W dobrych książkach można się przeglądać jak w przeczystej wodzie górskiego strumienia… Silnie odebrałem doświadczenie formacyjne Autora, który podczas studiów w latach 30. dostał na UW laską w głowę od oenerowskiego studenta, gdy udzielał pomocy pobitemu Żydowi („Polska mnie dopadła, wymacała i stłukła. Leżąc słyszałem nie śpiew i nie kolędę. Słyszałem szurgot i wrzask”). I zadziwiła go reakcja jego ojca: „Miał mi wyraźnie za złe, że nazywam po imieniu rzeczy, o których należało milczeć (...) Mój ojciec wolał nie słyszeć takich słów, jak +Żyd+, +krew+ czy +masakra+. Może właśnie dlatego, że nie był antysemitą i nie lubił brutalnej siły, każdą wzmiankę o antysemityzmie uważał za wulgarny nietakt”. I jeszcze inny rodzinny incydent, po którym już poszłooo: „Przy którejś wigilijnej kolacji ojciec jak zwykle zaczął recytować z pamięci opis śmierci Podbipięty w oblężonym Zbarażu (…) Wtedy z sadystycznym spokojem napomknąłem o pacyfikacjach ukraińskich wsi dokonywanych przez naszą kawalerię. (…) Ojciec rzucił się na mnie z laską”. Cytaty: ”Nie widziałem powodu, żeby rozpaczać nad losem wywłaszczonych fabrykantów czy ziemian, ale w tym samym okresie docierały do mnie wiadomości o brutalnym traktowaniu chłopów, którzy sprzeciwiali się spółdzielniom rolniczym”. „Polacy mają kompleks lokalności, wiedzą, że mówią szyfrem i że rozwiązywanie ich szyfru nie interesuje cudzoziemców”. „Przez dwieście lat jedyną żywą postacią kobiecą w polskiej literaturze był cień zmarłej dziewczynki”. „Wszystko jest prawdą i nic nie jest fałszem, wszystko jest fałszem i nic nie jest prawdą”. „Czym jest moda, jeśli nie rzędem zer dopisanych do czyjegoś gustu, i czym jest totalizm, jeśli nie rzędem zer dopisanym do czyjejś przemocy”. „W Polsce może się jednak zdarzyć, iż człowiek zdaje sobie sprawę, że z pewnych rzeczy nie zdaje sobie sprawy”. „Historię zazwyczaj poznajemy w formie naiwnej, dopiero później osaczają nas jej demony”. „Ukrywano przede mną grzechy świata, nędzę, politykę, prostytucję i tajemnice płci. Na tym polegało wychowanie”. „Polska upadła nie dlatego, że naród za bardzo kochał wolność, lecz raczej przez to, że pewna jego część za bardzo kochała siebie”. „Wolność, tolerancja i solidarność narodowa w Polsce nigdy nie ogarniały całego społeczeństwa”. „Najpierw samemu się siedzi, a później wsadza się innych i daje się w mordę, tak jak się brało”. „Nie zdradza nas tylko milczenie, ale właśnie milczenie jest najtrudniejsze. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy opanowali te sztukę – umieć milczeć, to prawie tyle, co zachować siebie na własność”. „Zaczynałem rozumieć: jest źle, kiedy prawa się łamie, ale naprawdę źle jest wtedy, gdy ludzie zapomnieli o swych prawach”. „Powstawały trzeźwe, praktyczne teorie, filozofie nieczystego sumienia. Jedna z nich głosiła, że lepiej milczeć i być, niż usunąć się i zwolnić miejsce dla innych, inni będą gorsi. Druga ujmowała rzecz otwarcie: wszystko wraz z nami jest gnojem, tylko zakłamani idioci udają postawy moralne, i właśnie ich, tych najniebezpieczniejszych, razem z ich postawami trzeba wdeptać jak najgłębiej w gnój, samemu siedząc na wierzchu”. „Jeśli można pozbawić nas praw, to nie oznacza, że wolno nam o nich zapomnieć. Bo tylko my sami możemy zniszczyć prawa: jeśli o nich zapomnimy, jeśli przestaniemy je znać”. „Od razu mnie zapytał, co sądzę o jego przemówieniu. Powiedziałem, że znakomicie przemawiał i że między innymi oklaskiwało go wielu skurwysynów”. „W kraju, w którym podczas wojny Niemcy zgładzili 3 miliony Żydów, ludzie ocaleni od komór gazowych znowu dowiadywali się z gazet, że są o b c y t e j z i e m i„. „Historia każdego narodu ma swoje światło i ciemność”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Trójka, siódemka, as Włodzimierz Tiendriakow
Trójka, siódemka, as
Włodzimierz Tiendriakow
"Lata płyną, a szczęścia nie ma". To cytat z książki, który znakomicie i w najkrótszy sposób określa, ujmuje historie ludzkie w książce zawarte. Bohaterowie opowiadań szczęścia nie mają, a okrutny los pokaże swą moc w pełni, komplikując lub kończąc biedne życie. Książka zawiera dwa świetne opowiadania. Pierwsze nosi tytuł "Na wybojach" ("Uchaby"), drugie "Trójka, siódemka, as" ("Trojka, siemiorka, tuz"). W obu opowiadaniach większość bohaterów nie wiedzie łatwego i dostatniego życia. Postacie zmagają się z różnymi problemami i w obu nowelach w pewnym momencie nadchodzi przełomowy moment, który zaważy na ich dalszych losach. Główni bohaterowie zetkną się np. z ludzką znieczulicą i bezdusznością urzędniczą (opowiadanie pierwsze) lub z bandytyzmem, złodziejstwem i niepohamowaną chciwością (opowiadanie drugie). W obu opowiadaniach dochodzi do tragedii, ofiar, trudnych decyzji, próby sił i charakterów, a przede wszystkim starcia dobra ze złem. Po przeczytaniu ostatnich zdań tej niewesołej, lecz rewelacyjnej książki powróciłem do słów piosenki nuconej przez jednego z bohaterów drugiego opowiadania. Mogą one służyć za refleksyjne podsumowanie obu krótkich opowieści i nimi zakończę także tę opinię, polecając jednocześnie książkę, która warta jest przeczytania. Oto wspomniane, jakże prawdziwe słowa piosenki: "Ach, dla jednych to życie jest cudne - Sama radość, marzenia i sny! A dla innych jest wstrętne i brudne - Sama rozpacz, nieszczęście i łzy..."
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na 8 5 lat temu
Miasto niepokonane Kazimierz Brandys
Miasto niepokonane
Kazimierz Brandys
O Warszawie i o powstaniu napisano tysiące książek. Kazimierz Brandys ani w Warszawie się nie wychował, ani nie przeżył w niej dłużej niż 5 lat swojego życia. Zapowiada już na samym początku, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to ani miasto jego dzieciństwa, nie jest to też miasto jego rodziców, ale te 5 lat to sprawa wszystkich, którzy przez ten czas czuli na plecach zagrożenie tej samej śmierci. I choć wiele opinii o tej książce, a raczej o autorze, określa ich jako komunistyczne i propagandowe, pozbawione współczucia i empatii do ludzi, którzy starali się zachować resztki godności miasta, to myślę że warto się w nią zagłębić i dać jej szansę. Warto zaznaczyć, że autor, dzięki bogato rozbudowanym opisom przekazuje bardzo dokładny obraz wydarzeń a przede wszystkim emocji mieszkańców z nimi związanych, pozwala pracować wyobraźni, poczuć namiastkę tego ogromnego żalu i strachu, który im towarzyszył. Brandys nie uczestniczył w walkach i jasno daje do zrozumienia jakie jest jego stanowisko wobec wybuchu powstania. Otwarcie pisze o bezsensowności każdej śmierci, każdej ofiary, męczeństwa kamienic i płaczu głodnych dzieci. Książka została wydana po raz pierwszy w 1946r. nie ma się więc co dziwić negatywnym emocjom, które wtedy towarzyszyły pewnie każdemu kto nawet pośrednio uczestniczył w tym piekle. Moim zdaniem dziś nie jest to temat do dyskusji, choćby z szacunku do każdej z ofiar, która poległa na ulicach miasta walcząc o cień nadziei na lepsze jutro.
dzika_mi - awatar dzika_mi
ocenił na 6 8 lat temu
Dancing w kwaterze Hitlera Andrzej Brycht
Dancing w kwaterze Hitlera
Andrzej Brycht
Dwa opowiadania, których głównym tematem są refleksje powstające, w związku ze zwiedzaniem miejsc, ujawniających skalę nazistowskiego okrucieństwa II wojny światowej. Niestety mało tego głównego tematu ogółem w tej Brychtowskiej fabule, zdecydowaną jej większość tworzą wątki poboczne, związane bezpośrednio z codzienną egzystencją młodego chłopaka. Taki styl prowadzenia fabuły nadaje książce typowo młodzieżowy charakter, ma zaciekawić, ma utożsamiać przemyślenia i uczucia głównego bohatera z czytelnikiem i co najistotniejsze ma tymi zabiegami wprowadzać czytelnika w główny temat i wychowywać. Autor stara się wzbudzić w odbiorcy wyobrażenie okrucieństwa wojny tak jakby miało ono dotyczyć go na własnej skórze, nauczyć go zachowywać pamięć tamtych wydarzeń w sposób nie umniejszający wielkości tamtej tragedii w spojrzeniu na nią przez pryzmat nowego świata. Pod kątem czasów w jakich powstała ta książka z pewnością była niezwykle dobra, nie podlega wątpliwości, że Brycht pisał dobrze, ciekawie, zwięźle i krótko. Nie brakowało tam jednak typowego dla autora wyostrzonego opiniowania niemieckich potomków nazistów, co, o ile w ustroju komunistycznym było powszechne, w dzisiejszym odbiorze powoduje niesmak. Należy zadać sobie więc pytanie czy nasza młodzież potrafi go odpowiednio poczuć, czy chcemy przedstawiać im prawdę w takiej formie, czy to uznajemy i czy nam nie przeszkadza? Warto zapoznać się więc z uważaniem Brychta osobiście i ocenić tą kwestię indywidulanie.
Sylwia Sak - awatar Sylwia Sak
ocenił na 6 2 lata temu
Disneyland Stanisław Dygat
Disneyland
Stanisław Dygat
Zaczynając czytać nie miałem zielonego pojęcia kim był Stanisław Dygat. Po książkę sięgnąłem trochę z braku laku, skuszony korzystną opinią, gdzie pojawiła się fraza ,,relacje z kobietami”. Lektura opisuje właśnie te pierwsze zażyłości, 20-paroletniego krakowianina w latach 60-tych, który jest sportowcem i architektem zarazem. Prześledzenie życiorysu autora wskazuje wyraźnie, że główna postać jest jego alter ego. Chłopak da się lubić i, pisząc szczerze, mocno się z nim zżyłem. Niektóre historie z jego życia mocno przypominały mi moje perypetie (Jowita, Helena). W zasadzie wielu może się w nim przejrzeć. Któż bowiem z nas nie zauroczył się jakimś przelotnym uśmieszkiem, czułą, epizodyczną sytuacją, z której rozkręciliśmy sobie w głowie cały film, którym jeszcze długo żyliśmy? Narrator jest pierwszoosobowy. Język książki jest w pewnym sensie dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieskomplikowane wynurzenia prostego chłopaka z dużą ilością powtórzeń (np. słowem łamaga). Z drugiej strony jego sentymentalizm przechodzi czasem w egzaltację, tak charakterystyczną dla naiwności młodego człowieka. Czasem ta dwojakość robi się nieco niespójna i to chyba jedyna wada. Autor serwuje nam losy osiłka, który czyta najwyżej felietony, a nagle okazuje się, że jest nostalgicznym fanem Remarque’a i Hemingway’a. To książka z której bije młodość. Miałem wrażenie, że bohater próbuje zrozumieć świat, antylogikę kobiet, pytając w nieskończoność ,,O co ci chodzi?”. Pewnie za 10, kilkanaście lat zrozumie, że pewne rzeczy trzeba po prostu przyjmować bez zrozumienia. Matko, jakie to prawdziwe, tak samo jak ukazane lęki i wątpliwości towarzyszące pierwszemu, stałemu związkowi. Na uwagę w książce zasługują też relacje rodzinne, retrospekcje, egzystencjalny i wspomnieniowy charakter przemyśleń. Bardzo, bardzo dobra literatura, choć nie porwało mnie melodramatyczne (filmowe?) zakończenie. Książka przeczytana w ramach wyzwana LC na marzec – przeczytać zekranizowaną książkę. Mocne 8.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na 8 7 dni temu
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę Jose Cabanis
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę
Jose Cabanis
To niby dwie mikropowieści, ale odebrałam je jako jedną całość opisującą miłosne zmagania pięknej Gabrieli i zakochanego w niej narratora. Imię Gabriela pięknie mi się kojarzy przez powieść Jorge Amado, gdzie była to dziewczyna przecudna i słodko pachnąca; po prostu światło i miód dla serca każdego mężczyzny. Gabriela od Cabanisa również jest istotą niezwykłej urody i przeraźliwej sile oddziaływania na męski świat. Bierze sobie zresztą z tego świata garściami – co chce, kogo chce i na ile chce. Zdradza męża, zdradza wszystkich swoich chłopaków, zdradza narratora. Przy tym kłamie, kręci, oszukuje, zwodzi, kaprysi, nie dotrzymuje słowa. Jednym słowem z rozmysłem używa całego arsenału pięknej, zwodniczej i nieuchwytnej Francuzki. Jest przy tym powierzchowna, mimo wykształcenia i erudycji i egoistyczna, lekceważy tych, którzy ją zdobyli a łapie się na lep kłamstewek i blag obcych ludzi. Może kluczem do jej osobowości jest zbyt szybkie uleganie nudzie? To już problem jej kochanka, który opisuje ten burzliwy i nieprzewidywalny związek. Problem chyba faktycznie wielki i skomplikowany - jak każda nieszczęśliwa miłość, bo bohater, mimo pełnej świadomości wad swej dziewczyny, niemal nie jest w stanie wyzwolić spod jej magnetycznego wpływu. Hmm, gdyby była brzydka, ta historia nawet by się nie zadziała… Sam narrator to bardzo ciekawa i trochę złamana życiem postać. Niby nic złego nie dzieje się w jego spokojnym życiu, które toczy się we Francji w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w wygodnym mieszczańskim domu pełnym pamiątek po przodkach. On sam jest pisarzem a jednym z problemów, jaki wniósł w jego życie huragan zwany Gabrielą, jest niemoc twórcza. A miałby o czym pisać! Nosił się z pomysłem na powieść o bitwie pod Tuluzą a w międzyczasie czytelnik odkrywa, że nie byłaby to fikcja, a opowieść o jego pradziadkach! Ten człowiek jest zresztą cały czas zanurzony w przeszłości, zatopiony we wspomnieniach o rodzicach, o własnym dzieciństwie, o dawnym domu pachnącym babcinym ciastem i spokojnym dobrobytem. Może stąd to przywiązanie do Gabrieli, którą pierwszy raz zobaczył jeszcze jako mały chłopiec? Albo cały ten smutek i niespełnienie, jakie go otaczają to wyraz dekadencji i żałoby za czasem minionym, powojenną zmianą wartości i utratą znaczenia własnej klasy społecznej. Miło było poczytać coś z Francji, ale nie traktującego o rewolucji, rozumie, oświeceniowych szałach, antyklerykalizmie, krytyce społecznej i tym całym soc-kombo w galijskim wydaniu. Ta książka to po prostu opowieść o trudnej miłości kobiety i mężczyzny. Trochę nudna, trochę powolna, ale przywracająca godność gatunkowi literackiemu zwanemu romansem.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Opowiadania uliczne

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadania uliczne