Solidny komiks o Supermanie, który opowiada historia gdy główny bohater powoli umiera. Ciekawe są jego prace i działania ale mocno jest też chaotyczna przygoda która nie pozwala się w pełni cieszyć komiksem. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Solidny komiks o Supermanie, który opowiada historia gdy główny bohater powoli umiera. Ciekawe są jego prace i działania ale mocno jest też chaotyczna przygoda która nie pozwala się w pełni cieszyć komiksem. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
To miał być jeden z superbohaterskich komiksów wszech czasów. Widziałam go na szczycie tylu zestawień, że zapragnąłem poznać, mimo że to kompletnie nie moja czytelnicza bajka. Zdaje się, że jest to dla mnie pozycja na tyle rozczarowująca, że zadziałał mechanizm wyparcia, bo kompletnie zapomniałem, że już go kilka lat temu czytałem. Jednocześnie dziś nie byłbym tak surowy w ocenie jak poprzednio. Może to kwestia tego, przez tych kilka lat trochę więcej przeczytałem i wiem, że mogło być gorzej, a może faktycznie jest to komiks dosyć esencjonalny, jeśli chodzi o postać (mimo, że koncept uśmiercenia Supermana wskazuje raczej na jej schyłek). Powiedzmy, że przebrnąłem bezboleśnie, choć nadal nie rozumiem zachwytów i chęci znalezienia w tym jakiejś głębi.
PS. Warstwa wizualna dosyć dramatyczna
To miał być jeden z superbohaterskich komiksów wszech czasów. Widziałam go na szczycie tylu zestawień, że zapragnąłem poznać, mimo że to kompletnie nie moja czytelnicza bajka. Zdaje się, że jest to dla mnie pozycja na tyle rozczarowująca, że zadziałał mechanizm wyparcia, bo kompletnie zapomniałem, że już go kilka lat temu czytałem. Jednocześnie dziś nie byłbym tak surowy w...
Powiedzieć, że do lektury „All-Star Supermana” byłem nastawiony sceptycznie to jak powiedzieć dość niewiele.
Obejrzany ostatnio film do postaci nastroił mnie raczej negatywnie, ale przede wszystkim negatywnie nastroił mnie Frank Quitely, rysownik, którego do niedawna uważałem za jednego z najgorszych (a w każdym razie najmniej trafiających w moje gusta) rysowników, z jakim miałem do czynienia. Koszmarne bohomazy zamiast twarzy, komputerowa estetyka, dziwnie puste tła nie dające w ogóle wczuć się w historię. Tak było w rysowanych przez niego X-menach.
W Supermanie natomiast jest… porównywalnie. Trochę bardziej znośnie twarze, ale ogólnie komiks uważam wizualnie za okropny plus.
Ale można znieść najgorsze rysunki, jeśli historia w komiksie dowozi. Lub chociaż postaci dowożą. Tu nie miało miejsce ani jedno, ani drugie.
W teorii to historia o umierającym Supermanie, który układa swoje sprawy, poczciwością i dobrymi uczynkami zostawia po sobie testament, pokazuje ukochanej swój świat.
W praktyce absolutnie nie ma tu podniosłości, ostateczności, komiks nie jest ludzki, osobisty, nie opowiada konkretnej historii. Jest za to misz masz ogromnej liczby wątków, postaci, komiks jest przeładowany, ale nic nie zapada w pamięć, nic nie porusza, nic nie zachwyca. Nie ma poczucia kulminacji, raczej kolekcja smaczków dla fanów postaci,
W mojej głowie pozostanie feeria barw, brzydka kreska i zero emocji.
No zupełnie nie.
Po więcej opinii zapraszam na Instagram: @traczytanko
Powiedzieć, że do lektury „All-Star Supermana” byłem nastawiony sceptycznie to jak powiedzieć dość niewiele.
Obejrzany ostatnio film do postaci nastroił mnie raczej negatywnie, ale przede wszystkim negatywnie nastroił mnie Frank Quitely, rysownik, którego do niedawna uważałem za jednego z najgorszych (a w każdym razie najmniej trafiających w moje gusta) rysowników, z jakim...
Mające swój urok, choć czy wybitne? Morrison na pewno kilka arcydzieł napisał ale czy jest też nim All Star Superman? Nawet uważany za najlepszego Supermana ever? Czuć tu fascynację fantastyką naukową co czyni ten album atrakcyjniejszym, chwilami wydaje się, że to takie lżejsze Planetary choć kultowy komiks Warrena Ellisa to półka wyżej.
Fabuła jest dość rwana a zeszyty jakby za szybko się kończą, całość jakby za mało poważna. Mimo to intryguje, właśnie tymi klimatami rodem z zaawansowanego s-f. Superman odkrywa przed ludzkością czym jest nasz wszechświat, jak działa, jakie tajemnice skrywa. Zaawansowane Supermany jakie się tu pojawiają ( niby jakiś tam hołd dla innych komiksów ) wydają się naturalną ewolucją samej rasy Kryptonijczyków tak jak będą ewoluować ludzie co ma sensowne podstawy.
Nie wiem czy jest to rzecz wybitna ale raczej lepsza niż Superman na wszystkie pory roku, też niezly tytuł.
Mające swój urok, choć czy wybitne? Morrison na pewno kilka arcydzieł napisał ale czy jest też nim All Star Superman? Nawet uważany za najlepszego Supermana ever? Czuć tu fascynację fantastyką naukową co czyni ten album atrakcyjniejszym, chwilami wydaje się, że to takie lżejsze Planetary choć kultowy komiks Warrena Ellisa to półka wyżej.
Komiks absolutnie cudowny, obowiązkowa lektura dla każdego fana medium.
Jednak wbrew popularnej opinii, według mnie nie nadaje się on na rozpoczęcie przygody z supermanem, bierze on garściami z całej historii tej postaci i mimo że jest to opowieść kompletnie odrębna od komiksów DC oraz innych komiksów o Supermanie, to poniekąd zamknięcie historii tego bohatera i wypada trochę wiedzieć aby nie czuć się pogubionym w trakcie czytania.
Komiks absolutnie cudowny, obowiązkowa lektura dla każdego fana medium.
Jednak wbrew popularnej opinii, według mnie nie nadaje się on na rozpoczęcie przygody z supermanem, bierze on garściami z całej historii tej postaci i mimo że jest to opowieść kompletnie odrębna od komiksów DC oraz innych komiksów o Supermanie, to poniekąd zamknięcie historii tego bohatera i wypada...
Wspaniała historia, wypełniona po brzegi czystą esencją Supermana, zarówno jako postaci, jak i wszystkich ziemskich i kosmicznych elementów, jakie składają się na jego świat. Podzielona na kilka odrębnych historii, które jednak połączone są zgrabną i dobrze napisaną fabułą. Są momenty wzruszające i poważne, ale nie brakuje tu również lżejszych motywów i drobnych żartów. Całość rysowana przepiękną kreską, tworzącą zapadające w pamięć kadry. Nie musicie czytać wcześniej żadnego komiksu, żeby zapoznać się z tym małym dziełem sztuki. Po prostu znajdźcie egzemplarz i wsiąknijcie w opowieść o dobrym, poczciwym superbohaterze, który mierząc się z kosmicznymi bytami ani na chwilę nie przestaje być człowiekiem.
Wspaniała historia, wypełniona po brzegi czystą esencją Supermana, zarówno jako postaci, jak i wszystkich ziemskich i kosmicznych elementów, jakie składają się na jego świat. Podzielona na kilka odrębnych historii, które jednak połączone są zgrabną i dobrze napisaną fabułą. Są momenty wzruszające i poważne, ale nie brakuje tu również lżejszych motywów i drobnych żartów....
I kolejny komiks z linii wydawniczej „DC Compact” w moich rękach. Nic, co jakoś absolutnie musiałem mieć, ale jednak chciałem kiedyś dorzucić na półkę, jakby się trafiła dobra okazja. No i się trafiła, więc wziąłem, wróciłem do niej po latach i… No nadal mam podobne wrażenia, jak kiedyś. Wiem, że masa ludzi nazywa to najlepszym „Supermanem” w dziejach, że ogólnie nad „All-Star Supermanem” są same ochy i achy, ale dla mnie jednak daleko to wszystko za „Supkiem” Moore’a, Loeba czy Millara. Nie ten poziom, nie ta klasa, nie ta pomysłowość. Bo Morrison miał ciekawy zamysł – wziąć najważniejsze supermanowe motywy, taką kwintesencję komiksów o nim i z każdego wycisnąć to, co najlepsze, najważniejsze. No kwintesencja kwintesencji miała być, a dostałem trochę jakby powtórkę z rozrywki, z powielaniem motywów i zabawę konwencją, ale tak nie do końca spełnioną. Co nie zmienia faktu, że nadal to kawał dobrego komiksu i jeden z najlepszych „Supermanów”, problem w tym, że liczyłem na coś zdecydowanie większego, wybitniejszego i przede wszystkim ambitniejszego.
Superman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować, jednocześnie uporządkowując swoje życie osobiste i uczuciowe…
I kolejny komiks z linii wydawniczej „DC Compact” w moich rękach. Nic, co jakoś absolutnie musiałem mieć, ale jednak chciałem kiedyś dorzucić na półkę, jakby się trafiła dobra okazja. No i się trafiła, więc wziąłem, wróciłem do niej po latach i… No nadal mam podobne wrażenia, jak kiedyś. Wiem, że masa ludzi nazywa to najlepszym „Supermanem” w...
Najlepszy Superman ever? Bez wahania. Cudowne są te historie Morrisona - niezwykle świeże i oryginalne. Czyta się to fascynująco, angażuje w pełni, ruszając nas niejednokrotnie emocjonalnym rollercoasterem. Uwielbiam relację Lois i Clarka. Kocham tę kreskę oraz sposób narracji czy character building wszystkich postaci. Jeśli ktoś uważa Supermana za generyczną nudną postać, będącą najbardziej klasycznym bohaterem w historii, to naprawdę zachęcam sięgnąć po ten run. Jest fenomenalny. Świetne tempo, pomysłowy plot i Superman, jakiego nie da się nie lubić.
Najlepszy Superman ever? Bez wahania. Cudowne są te historie Morrisona - niezwykle świeże i oryginalne. Czyta się to fascynująco, angażuje w pełni, ruszając nas niejednokrotnie emocjonalnym rollercoasterem. Uwielbiam relację Lois i Clarka. Kocham tę kreskę oraz sposób narracji czy character building wszystkich postaci. Jeśli ktoś uważa Supermana za generyczną nudną postać,...
Pozycja dla fanów DC - reszta zacznie marudzić, że tandeta. Odbije się od klasycznej narracji oraz klasycznej wersji Supermana. Z perspektywy człowieka, który utożsamia się z postacią człowieka ze stali (jest blisko ludzi, pomaga im w codziennych trudach) Grant Morrison oddaje hołd ikonie studia Detective Comics. Mamy wręcz wyjaśnione, jak to możliwe, gdy Clark Kent założy okulary, to nikt nie poznaje, że jest tym bohaterem w pelerynie. Wierne odwzorowanie charakteru i osobowości tej ikony popkultury, do tego wiele scen, które przeszły do historii, jak ocalenie nastolatki przed samobójstwem czy odwiedzenie grobu ojca w Smallville. Nawiązania i smaczki dla czytelników DC w ilościach hurtowych: pies Krypto, geneza Bizarro czy multiuniversum.
Pozycja dla fanów DC - reszta zacznie marudzić, że tandeta. Odbije się od klasycznej narracji oraz klasycznej wersji Supermana. Z perspektywy człowieka, który utożsamia się z postacią człowieka ze stali (jest blisko ludzi, pomaga im w codziennych trudach) Grant Morrison oddaje hołd ikonie studia Detective Comics. Mamy wręcz wyjaśnione, jak to możliwe, gdy Clark Kent założy...
Nie rozumiem statusu i fenomenu tej pozycji. Pomysł, by przedstawić Supermana w perspektywie nadchodzącej i nieuniknionej śmierci jest całkiem ok, ale to co wypełnia karty komiksu to już po prostu stek infantylnych bzdur. Dla oddanych fanów gatunku.
Nie rozumiem statusu i fenomenu tej pozycji. Pomysł, by przedstawić Supermana w perspektywie nadchodzącej i nieuniknionej śmierci jest całkiem ok, ale to co wypełnia karty komiksu to już po prostu stek infantylnych bzdur. Dla oddanych fanów gatunku.
Hołd dla Supermana Srebrnej Ery. Człowiek ze Stali po jednej z akcji ratunkowych wchłania w siebie zbyt dużo energii słonecznej i okazuje się, że zostało mu zaledwie parę miesięcy życia…
Komiks garściami czerpie z najbardziej absurdalnych pomysłów z biografii Supermana – świat Bizarro, stały kontakt z potomkami z przyszłości czy mikstura dająca nadludzkie moce na jeden dzień. Nie ma to jednak na celu wyśmiania dawnych pomysłów, ale pokazanie bogatej i różnorodnej historii tego bohatera. Komiks z wielkim szacunkiem traktuje Człowieka ze Stali. Z jednej strony pokazana jest jego niezwykła potęga, a z drugiej ma on chwilę by pomóc pojedynczej osobie. Tom obfituje zarówno w wiele świetnych scen obyczajowych, które mogą wycisnąć parę łez, jak i naprawdę epickie pojedynki z dziwacznymi przeciwnikami.
Również drugoplanowi bohaterowie zostają tu bardzo dobrze potraktowani. Po pierwsze, relacja z Lois Lane awansuje na zupełnie nowy poziom. Po drugie, Jimmy Olsen, którego zazwyczaj uważałem za bardzo irytującą postać, tutaj wyrasta na prawdziwego bohatera – żeby było śmieszniej zachowano pewne bardziej groteskowe elementy jego biografii. Także Jonathan Kent dostaje swoje pięć minut w zeszycie dziejącym się w Smallville. Koniecznie trzeba też wspomnieć o największym przeciwniku Supermana czyli Lexie Luthorze – egocentryczny geniusz, któremu zależy na opanowaniu świata –widać tu wpływ starszych zeszytów. Nie do końca odpowiada mi taka wersja – jestem przyzwyczajony do współczesnych komiksów, gdzie Luthor wprawdzie używa złych metod, ale tak naprawdę zależy mu na dobru ludzkości. Owszem, świetny jest zeszyt poświęcony wywiadowi Clarka Kenta z nim, ale sama interpretacja postaci trochę mnie odrzuca. Za to bardzo podobał mi się nowy mieszkaniec świata Bizarro – dosyć tragiczna postać.
Przejdę teraz do tego, co nie do końca mnie przekonało. Komiks ten miał być czymś w rodzaju ostatniej historii o Supermanie i w związku z tym ciążyła na nim duża odpowiedzialność, żeby idealnie podsumować całą karierę tego bohatera. Moim zdaniem pominięto niestety wiele istotnych aspektów – poza Luthorem, Parasitem i Bizarro nie pojawiają się żadni klasyczni przeciwnicy;nie pokazano co dzieje się z resztą uniwersum DC, chociaż jest mowa, że Liga Sprawiedliwości istnieje; a znajomi ze Smallville pojawili się tylko w jednym retrospekcyjnym zeszycie. Szkoda też, że bardziej nie rozbudowano tu osobowości Clarka Kenta – widać, że jest tutaj on jedynie przykrywką dla Supermana, a nie prawdziwą tożsamością. Brakowało mi też jakiegoś wyjaśnienia dla paru bardziej groteskowych motywów – znam historię Supermana, ale i tak czasami gubiłem się w dziwacznych pomysłach. Uważam też, że nienajlepszym wyjściem była próba łączenia tego komiksu z historią „DC One Million” z głównego uniwersum – komiks traci przez to na uniwersalności.
Rysunki Franka Quitleya prawdopodobnie nie każdemu będą odpowiadać. Rysowani przez niego ludzie często wyglądają jak starcy. Jednakże ja cenię go za masę szczegółów jakie umieszcza w swoich pracy. Tutaj niestety warstwa wizualna została trochę popsuta przez nieumiejętnie nałożone komputerowo kolory.
Podsumowując, komiks głównie dla miłośników Supermana znających również te najbardziej dziwaczne elementy z jego historii. Laikom odradzam, bo mogą się niepotrzebnie zagubić. Moim zdaniem nie do końca wykorzystuje potencjał opowieści, ale i tak ma tyle dobrych elementów, że warto po niego sięgnąć.
Hołd dla Supermana Srebrnej Ery. Człowiek ze Stali po jednej z akcji ratunkowych wchłania w siebie zbyt dużo energii słonecznej i okazuje się, że zostało mu zaledwie parę miesięcy życia…
Komiks garściami czerpie z najbardziej absurdalnych pomysłów z biografii Supermana – świat Bizarro, stały kontakt z potomkami z przyszłości czy mikstura dająca nadludzkie moce na jeden...
Dwunastozeszytowa seria „All-Star Superman” autorstwa Granta Morrisona i Franka Quitely to jedno z tych dzieł, dla których czuje się respekt na długo przed przeczytaniem jednej strony. Album zgarnał masę prestiżowych nagród, w tym aż 3 Eisnery, jest również powszechnie uważany za dzieło definiujące Supermana i topowy komiks na, potwornie długiej przecież, stercie komiksów z Człowiekiem ze Stali.
Lubię być człowiekiem przewrotnym, ale w tym wypadku muszę się zgodzić w obiegową opinią. Tak, to jest komiks definiuący Supermana i jest mi wstyd, że tyle zwlekałem z lekturą tego dzieła.
Obraz Supermana może być nieco skrzywiony w oczach masowego odbiorcy kultury A.D. 2016. Winne są temu filmy Man of Steel i Batman v Superman. Nie uważam obu tych filmów za totalne gnioty, ale postac Supermana została w nich fatalnie nakreślona; to obcy, który sprowadza na Ziemię zagładę, który zabija swoich przeciwników i który tak naprawdę wyrząca więcej złego niż dobrego. Wizualna poezja efektów specjalnych nie mogła przykryć tego wszystkiego i nie dziwota, że gawiedź woli postać Batmana, który przynajmniej jest „mroczny”.
All-Star Superman przedstawia Supermana takiego jakim być powinien. To eksrakt, przefilrowana esencja Człowieka ze Stali, która mistrzowsko pokazuje czytelnikowi tę postać. Superman to symbol, ideał, wzorzec łączący najlepsze cechy człowieka w nadludzkim ciele. To ktoś kto inpiruje pokolenia do czynienia dobra i osiągania wyżyn swoich możliwości. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, Superman utrzymuje się na rynku już prawie 80 lat i o ile pojedynki z Solaris, słońcem-tyranem są widowiskowe i absurdalnie fajne, o tyle to właśnie przesłanie i symbolika postaci Supermana trzymają ludzi przy tych zeszytach. All-Star Superman to pigułka, która uświadomi Wam wielkość idei, którą jest Superman.
A to wszystko w akompaniamencie zdarzeń tak niedorzecznych, ale również tak mocno pobudzającyh wyobraźnie, że chyba tylko Grant Morrison mógł je stworzyć. Czasem zapominamy, że Superman to wszechpotężny kosmita, który nie tylko obija mordę galaktycznemu Hitlerowi, ale również eksploruje kosmos. Słowem, Superman to również super-intelekt i to właśnie ta umiejętność jest eksponowana w tym albumie. Mini wszechświat, podróże w czasie, „underverse”, czyli niezbadana jeszcze przestrzeń pod spektrum widzialnego wszechświata… To są miejsca i rzeczy, które mógłby odwiedzać i badać Superman. I tu to wszystko mamy.
Na kartach komiksu przewinie się większosć znanych postaci z lore Człowieka ze Stali, a każda z nich zostanie pokazana w ciekawym świetle. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że Morrison nie zapomniał o starych komiksach z Jimmym Olsenem… Wszystko jest tu tak cudownie absurdalne, a jednocześnie świetne. Morrison jest geniuszem łączenia głupawek Golden i Silver Age z nowoczesną narracją i dojrzalszym światem Modern Age. A która postać nada się do tego lepiej niż Man of Steel?
Celowo nie pisałem nic o fabule tego albumu, ponieważ celem tego tekstu jest uświadomienie Wam jednego: All-Star Superman to swoisty pomnik dla Supermana. Dla jego ikonicznych towarzyszy i przeciwników, jego unikatowego lore, ale przede wszystkim dla jego ideałów i tego co sobą reprezentuje. Od dziś na pytanie jaki komiks z Supermenem przeczytać, ze spokojem odpowiem, że All-Star Morrisona i Quitely. Nie trzeba być równie oświeconym co sam Kal z okładki; jest po prostu TAK DOBRY.
Dwunastozeszytowa seria „All-Star Superman” autorstwa Granta Morrisona i Franka Quitely to jedno z tych dzieł, dla których czuje się respekt na długo przed przeczytaniem jednej strony. Album zgarnał masę prestiżowych nagród, w tym aż 3 Eisnery, jest również powszechnie uważany za dzieło definiujące Supermana i topowy komiks na, potwornie długiej przecież, stercie komiksów z...
Wymęczył mnie ten komiks straszliwie. Scenariusz jakby pisany przez dwunastolatka, a do tego paskudna oprawa graficzna; niezłe ilustracje Quitely'ego kompletnie zniszczone przez nieudolnie nałożone kolory. Nie polecam, ale ja w ogóle za superhero nie przepadam, więc nie wykluczone, że fanom gatunku się spodoba.
Więcej o komiksach piszę na fb.com/polishpopkulture
Wymęczył mnie ten komiks straszliwie. Scenariusz jakby pisany przez dwunastolatka, a do tego paskudna oprawa graficzna; niezłe ilustracje Quitely'ego kompletnie zniszczone przez nieudolnie nałożone kolory. Nie polecam, ale ja w ogóle za superhero nie przepadam, więc nie wykluczone, że fanom gatunku się spodoba.
Więcej o komiksach piszę na fb.com/polishpopkulture
Superman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować...
Oto komiks, który na jednym z czytelniczych rankingów zdobył 4 miejsce na najlepszy komiks w historii. 4 miejsce, bijące na głowę m.in "Powrót Mrocznego Rycerza", "Rok Pierwszy" czy "Born Again". Jak to możliwe? Też się zastanawiam, choć zarazem po części rozumiem przyczyny tego zjawiska.
Ale po kolei.
O czym jest ten Superman? Wiem, że streszczenie zawarłem powyżej, ale nie o to mi chodzi. mit Heraklesa jest tu bardziej, niż oczywisty, jednak nie tylko to rzuca się w oczy. Cały ten ponad 300 stronicowy album został wręcz zlepiony z wszystkiego, co już w serii się pojawiło. Zręcznie, to prawda, na tyle nawet, że seria dostała nagrodę Eisnera, nie mniej to wszystko przecież już było. Każda scena to powtórka, dająca przewidywalny efekt. Może i jest to niezła metoda, by streścić całe uniwersum postaci w jednym albumie - szczególnie, że Morrison miał na to pewien pomysł - tylko czy muszę i ja dać się temu porwać?
Niekoniecznie.
Prawda z "Rejsu" przekłada się jednak także i na amerykańskie realia - najbardziej lubimy to, co już czytaliśmy.
To, plus połączenie czegoś ponad z czystą komercją, dało album, który czyta się znakomicie, z refleksją i satysfakcją, ale nie ma on jednak ani siły, ani uroku wielkich dzieł. Ot kolejny album dla mas, choć oddam scenarzyście honor, dziękując, że pomimo komercjalizacji chce szerzyć przesłanie i głębię.
Słowo o rysunkach. Są znakomite, uzupełnione z gustem ascetycznymi barwami, intrygujące, nie dla wszystkich, wiadomo, każdy ma inne poczucie estetyki, nie mnie warte są uwagi, jak zawsze zresztą.
I cóż zostaje mi dodać? Komiks warto poznać, nie mniej nie jest to konieczne. Wolę jednak Supermana w wykonaniu Alana Moore'a (sporo t z niego zaczerpnięto), ale po inne albumy Morrisona sięgał będę chętnie i bez wahania.
Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2014/09/04/all-star-superman-grant-morrison-vincent-deighan/
Superman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować...
Oto komiks, który na jednym z czytelniczych rankingów zdobył 4 miejsce na najlepszy komiks w historii. 4 miejsce, bijące na głowę m.in "Powrót...
Wiele dobrych i ciepłych słów słyszałem na temat tego komiksu, więc był moim pierwszym wyborem, kiedy w końcu znalazłem trochę pieniędzy na kupno jakiegoś komiksu od DC. I szczerze powiedziawszy, nie zachwycił mnie. Zaczyna się ciekawie. Superman zostaje napromieniowany tak mocno, że grozi mu pewna śmierć. Postanawia w końcu wyjawić Lois, że Clark i Superman to jedna i ta sama osoba. Wydaje się, że jest to świetny wstęp do dramatycznej i emocjonalnej opowieści o Supermanie. Można by się spodziewać, że umierający nadczłowiek będzie wkładał jeszcze więcej serca i zaangażowania w swoją misję, bo każda interwencja może być ostatnią. Tak jednak nie jest. Scenarzysta wyzuł cały potencjalny dramat z treści tego komiksu. Nie ma w nim miejsca na żadną głębię czy refleksję. Człowiek ze stali rozprawia się kolejno z różnymi przeciwnikami i... tyle. Ja wiem, że to jest mainstreamowy komiks, a nie powieść Bolesława Prusa. Ale fabuła opierająca się na walce superbohater vs złoczyńca była wystarczająca lata temu. Współczesny czytelnik liczy na coś więcej. Na frapującą fabułę, ciekawe dialogi, dobre postacie. Czytałem kilka komiksów Marvela i nawet jakiś crossover o zombiakach usatysfakcjonował mnie bardziej niż "All-Star Superman". Jeśli to ma być jeden z najlepszych komiksów o eSie, to aż się boję pozostałych. Szkoda. Nie powiem, rozdziały o Bizarro były całkiem śmieszne. Zakończenie też nawet mi się podobało. Ale Superman siłujący się z Atlasem i Samsonem o randkę z Lois? WTF? Motyw ze złym Supermanem też wyszedł trochę nie tego. Jeszcze jakiś pół-człowiek, pół-dinozaur, planeta o kształcie sześcianu, miasto kryptońskie zamknięte w słoiku? OK, to wszystko chyba było w tych starych komiksach o Supku, ale teraz mamy XXI wiek i te pomysły wydają się być żywcem wyjęte z filmów klasy B. Teraz mam zamiar zapoznać się z The New 52 i zobaczymy. Na razie wygląda na to, że w kwestii komiksów DC przegrywa z Marvelem. 6/10 wystawiam łaskawie, bo eS był moim ulubionym superbohaterem w dzieciństwie a najnowszy film Zacka Snydera mi się bardzo spodobał i zachęcił do zapoznania się z komiksami. Ale "All-Star Superman" do "Człowieka ze stali" czy nawet "Supermana" z 1978 roku z Christopherem Reevem się nawet nie umywa.
Wiele dobrych i ciepłych słów słyszałem na temat tego komiksu, więc był moim pierwszym wyborem, kiedy w końcu znalazłem trochę pieniędzy na kupno jakiegoś komiksu od DC. I szczerze powiedziawszy, nie zachwycił mnie. Zaczyna się ciekawie. Superman zostaje napromieniowany tak mocno, że grozi mu pewna śmierć. Postanawia w końcu wyjawić Lois, że Clark i Superman to jedna i ta...
Solidny komiks o Supermanie, który opowiada historia gdy główny bohater powoli umiera. Ciekawe są jego prace i działania ale mocno jest też chaotyczna przygoda która nie pozwala się w pełni cieszyć komiksem. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Solidny komiks o Supermanie, który opowiada historia gdy główny bohater powoli umiera. Ciekawe są jego prace i działania ale mocno jest też chaotyczna przygoda która nie pozwala się w pełni cieszyć komiksem. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo miał być jeden z superbohaterskich komiksów wszech czasów. Widziałam go na szczycie tylu zestawień, że zapragnąłem poznać, mimo że to kompletnie nie moja czytelnicza bajka. Zdaje się, że jest to dla mnie pozycja na tyle rozczarowująca, że zadziałał mechanizm wyparcia, bo kompletnie zapomniałem, że już go kilka lat temu czytałem. Jednocześnie dziś nie byłbym tak surowy w ocenie jak poprzednio. Może to kwestia tego, przez tych kilka lat trochę więcej przeczytałem i wiem, że mogło być gorzej, a może faktycznie jest to komiks dosyć esencjonalny, jeśli chodzi o postać (mimo, że koncept uśmiercenia Supermana wskazuje raczej na jej schyłek). Powiedzmy, że przebrnąłem bezboleśnie, choć nadal nie rozumiem zachwytów i chęci znalezienia w tym jakiejś głębi.
PS. Warstwa wizualna dosyć dramatyczna
To miał być jeden z superbohaterskich komiksów wszech czasów. Widziałam go na szczycie tylu zestawień, że zapragnąłem poznać, mimo że to kompletnie nie moja czytelnicza bajka. Zdaje się, że jest to dla mnie pozycja na tyle rozczarowująca, że zadziałał mechanizm wyparcia, bo kompletnie zapomniałem, że już go kilka lat temu czytałem. Jednocześnie dziś nie byłbym tak surowy w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiedzieć, że do lektury „All-Star Supermana” byłem nastawiony sceptycznie to jak powiedzieć dość niewiele.
Obejrzany ostatnio film do postaci nastroił mnie raczej negatywnie, ale przede wszystkim negatywnie nastroił mnie Frank Quitely, rysownik, którego do niedawna uważałem za jednego z najgorszych (a w każdym razie najmniej trafiających w moje gusta) rysowników, z jakim miałem do czynienia. Koszmarne bohomazy zamiast twarzy, komputerowa estetyka, dziwnie puste tła nie dające w ogóle wczuć się w historię. Tak było w rysowanych przez niego X-menach.
W Supermanie natomiast jest… porównywalnie. Trochę bardziej znośnie twarze, ale ogólnie komiks uważam wizualnie za okropny plus.
Ale można znieść najgorsze rysunki, jeśli historia w komiksie dowozi. Lub chociaż postaci dowożą. Tu nie miało miejsce ani jedno, ani drugie.
W teorii to historia o umierającym Supermanie, który układa swoje sprawy, poczciwością i dobrymi uczynkami zostawia po sobie testament, pokazuje ukochanej swój świat.
W praktyce absolutnie nie ma tu podniosłości, ostateczności, komiks nie jest ludzki, osobisty, nie opowiada konkretnej historii. Jest za to misz masz ogromnej liczby wątków, postaci, komiks jest przeładowany, ale nic nie zapada w pamięć, nic nie porusza, nic nie zachwyca. Nie ma poczucia kulminacji, raczej kolekcja smaczków dla fanów postaci,
W mojej głowie pozostanie feeria barw, brzydka kreska i zero emocji.
No zupełnie nie.
Po więcej opinii zapraszam na Instagram: @traczytanko
Powiedzieć, że do lektury „All-Star Supermana” byłem nastawiony sceptycznie to jak powiedzieć dość niewiele.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toObejrzany ostatnio film do postaci nastroił mnie raczej negatywnie, ale przede wszystkim negatywnie nastroił mnie Frank Quitely, rysownik, którego do niedawna uważałem za jednego z najgorszych (a w każdym razie najmniej trafiających w moje gusta) rysowników, z jakim...
Mające swój urok, choć czy wybitne? Morrison na pewno kilka arcydzieł napisał ale czy jest też nim All Star Superman? Nawet uważany za najlepszego Supermana ever? Czuć tu fascynację fantastyką naukową co czyni ten album atrakcyjniejszym, chwilami wydaje się, że to takie lżejsze Planetary choć kultowy komiks Warrena Ellisa to półka wyżej.
Fabuła jest dość rwana a zeszyty jakby za szybko się kończą, całość jakby za mało poważna. Mimo to intryguje, właśnie tymi klimatami rodem z zaawansowanego s-f. Superman odkrywa przed ludzkością czym jest nasz wszechświat, jak działa, jakie tajemnice skrywa. Zaawansowane Supermany jakie się tu pojawiają ( niby jakiś tam hołd dla innych komiksów ) wydają się naturalną ewolucją samej rasy Kryptonijczyków tak jak będą ewoluować ludzie co ma sensowne podstawy.
Nie wiem czy jest to rzecz wybitna ale raczej lepsza niż Superman na wszystkie pory roku, też niezly tytuł.
Mające swój urok, choć czy wybitne? Morrison na pewno kilka arcydzieł napisał ale czy jest też nim All Star Superman? Nawet uważany za najlepszego Supermana ever? Czuć tu fascynację fantastyką naukową co czyni ten album atrakcyjniejszym, chwilami wydaje się, że to takie lżejsze Planetary choć kultowy komiks Warrena Ellisa to półka wyżej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła jest dość rwana a zeszyty...
Komiks absolutnie cudowny, obowiązkowa lektura dla każdego fana medium.
Jednak wbrew popularnej opinii, według mnie nie nadaje się on na rozpoczęcie przygody z supermanem, bierze on garściami z całej historii tej postaci i mimo że jest to opowieść kompletnie odrębna od komiksów DC oraz innych komiksów o Supermanie, to poniekąd zamknięcie historii tego bohatera i wypada trochę wiedzieć aby nie czuć się pogubionym w trakcie czytania.
Komiks absolutnie cudowny, obowiązkowa lektura dla każdego fana medium.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak wbrew popularnej opinii, według mnie nie nadaje się on na rozpoczęcie przygody z supermanem, bierze on garściami z całej historii tej postaci i mimo że jest to opowieść kompletnie odrębna od komiksów DC oraz innych komiksów o Supermanie, to poniekąd zamknięcie historii tego bohatera i wypada...
Wspaniała historia, wypełniona po brzegi czystą esencją Supermana, zarówno jako postaci, jak i wszystkich ziemskich i kosmicznych elementów, jakie składają się na jego świat. Podzielona na kilka odrębnych historii, które jednak połączone są zgrabną i dobrze napisaną fabułą. Są momenty wzruszające i poważne, ale nie brakuje tu również lżejszych motywów i drobnych żartów. Całość rysowana przepiękną kreską, tworzącą zapadające w pamięć kadry. Nie musicie czytać wcześniej żadnego komiksu, żeby zapoznać się z tym małym dziełem sztuki. Po prostu znajdźcie egzemplarz i wsiąknijcie w opowieść o dobrym, poczciwym superbohaterze, który mierząc się z kosmicznymi bytami ani na chwilę nie przestaje być człowiekiem.
Wspaniała historia, wypełniona po brzegi czystą esencją Supermana, zarówno jako postaci, jak i wszystkich ziemskich i kosmicznych elementów, jakie składają się na jego świat. Podzielona na kilka odrębnych historii, które jednak połączone są zgrabną i dobrze napisaną fabułą. Są momenty wzruszające i poważne, ale nie brakuje tu również lżejszych motywów i drobnych żartów....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDWANAŚCIE PRAC SUPERMANA
I kolejny komiks z linii wydawniczej „DC Compact” w moich rękach. Nic, co jakoś absolutnie musiałem mieć, ale jednak chciałem kiedyś dorzucić na półkę, jakby się trafiła dobra okazja. No i się trafiła, więc wziąłem, wróciłem do niej po latach i… No nadal mam podobne wrażenia, jak kiedyś. Wiem, że masa ludzi nazywa to najlepszym „Supermanem” w dziejach, że ogólnie nad „All-Star Supermanem” są same ochy i achy, ale dla mnie jednak daleko to wszystko za „Supkiem” Moore’a, Loeba czy Millara. Nie ten poziom, nie ta klasa, nie ta pomysłowość. Bo Morrison miał ciekawy zamysł – wziąć najważniejsze supermanowe motywy, taką kwintesencję komiksów o nim i z każdego wycisnąć to, co najlepsze, najważniejsze. No kwintesencja kwintesencji miała być, a dostałem trochę jakby powtórkę z rozrywki, z powielaniem motywów i zabawę konwencją, ale tak nie do końca spełnioną. Co nie zmienia faktu, że nadal to kawał dobrego komiksu i jeden z najlepszych „Supermanów”, problem w tym, że liczyłem na coś zdecydowanie większego, wybitniejszego i przede wszystkim ambitniejszego.
Superman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować, jednocześnie uporządkowując swoje życie osobiste i uczuciowe…
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2024/07/all-star-superman-grant-morrison-frank.html
DWANAŚCIE PRAC SUPERMANA
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI kolejny komiks z linii wydawniczej „DC Compact” w moich rękach. Nic, co jakoś absolutnie musiałem mieć, ale jednak chciałem kiedyś dorzucić na półkę, jakby się trafiła dobra okazja. No i się trafiła, więc wziąłem, wróciłem do niej po latach i… No nadal mam podobne wrażenia, jak kiedyś. Wiem, że masa ludzi nazywa to najlepszym „Supermanem” w...
Najlepszy Superman ever? Bez wahania. Cudowne są te historie Morrisona - niezwykle świeże i oryginalne. Czyta się to fascynująco, angażuje w pełni, ruszając nas niejednokrotnie emocjonalnym rollercoasterem. Uwielbiam relację Lois i Clarka. Kocham tę kreskę oraz sposób narracji czy character building wszystkich postaci. Jeśli ktoś uważa Supermana za generyczną nudną postać, będącą najbardziej klasycznym bohaterem w historii, to naprawdę zachęcam sięgnąć po ten run. Jest fenomenalny. Świetne tempo, pomysłowy plot i Superman, jakiego nie da się nie lubić.
Najlepszy Superman ever? Bez wahania. Cudowne są te historie Morrisona - niezwykle świeże i oryginalne. Czyta się to fascynująco, angażuje w pełni, ruszając nas niejednokrotnie emocjonalnym rollercoasterem. Uwielbiam relację Lois i Clarka. Kocham tę kreskę oraz sposób narracji czy character building wszystkich postaci. Jeśli ktoś uważa Supermana za generyczną nudną postać,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja dla fanów DC - reszta zacznie marudzić, że tandeta. Odbije się od klasycznej narracji oraz klasycznej wersji Supermana. Z perspektywy człowieka, który utożsamia się z postacią człowieka ze stali (jest blisko ludzi, pomaga im w codziennych trudach) Grant Morrison oddaje hołd ikonie studia Detective Comics. Mamy wręcz wyjaśnione, jak to możliwe, gdy Clark Kent założy okulary, to nikt nie poznaje, że jest tym bohaterem w pelerynie. Wierne odwzorowanie charakteru i osobowości tej ikony popkultury, do tego wiele scen, które przeszły do historii, jak ocalenie nastolatki przed samobójstwem czy odwiedzenie grobu ojca w Smallville. Nawiązania i smaczki dla czytelników DC w ilościach hurtowych: pies Krypto, geneza Bizarro czy multiuniversum.
Pozycja dla fanów DC - reszta zacznie marudzić, że tandeta. Odbije się od klasycznej narracji oraz klasycznej wersji Supermana. Z perspektywy człowieka, który utożsamia się z postacią człowieka ze stali (jest blisko ludzi, pomaga im w codziennych trudach) Grant Morrison oddaje hołd ikonie studia Detective Comics. Mamy wręcz wyjaśnione, jak to możliwe, gdy Clark Kent założy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem statusu i fenomenu tej pozycji. Pomysł, by przedstawić Supermana w perspektywie nadchodzącej i nieuniknionej śmierci jest całkiem ok, ale to co wypełnia karty komiksu to już po prostu stek infantylnych bzdur. Dla oddanych fanów gatunku.
Nie rozumiem statusu i fenomenu tej pozycji. Pomysł, by przedstawić Supermana w perspektywie nadchodzącej i nieuniknionej śmierci jest całkiem ok, ale to co wypełnia karty komiksu to już po prostu stek infantylnych bzdur. Dla oddanych fanów gatunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajlepsze oddanie Supermana i jeden z najlepszych komiksów jakie czytałem kiedykolwiek, ale nie, że z super-bohaterskich, po prostu jako komiks.
Najlepsze oddanie Supermana i jeden z najlepszych komiksów jakie czytałem kiedykolwiek, ale nie, że z super-bohaterskich, po prostu jako komiks.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHołd dla Supermana Srebrnej Ery. Człowiek ze Stali po jednej z akcji ratunkowych wchłania w siebie zbyt dużo energii słonecznej i okazuje się, że zostało mu zaledwie parę miesięcy życia…
Komiks garściami czerpie z najbardziej absurdalnych pomysłów z biografii Supermana – świat Bizarro, stały kontakt z potomkami z przyszłości czy mikstura dająca nadludzkie moce na jeden dzień. Nie ma to jednak na celu wyśmiania dawnych pomysłów, ale pokazanie bogatej i różnorodnej historii tego bohatera. Komiks z wielkim szacunkiem traktuje Człowieka ze Stali. Z jednej strony pokazana jest jego niezwykła potęga, a z drugiej ma on chwilę by pomóc pojedynczej osobie. Tom obfituje zarówno w wiele świetnych scen obyczajowych, które mogą wycisnąć parę łez, jak i naprawdę epickie pojedynki z dziwacznymi przeciwnikami.
Również drugoplanowi bohaterowie zostają tu bardzo dobrze potraktowani. Po pierwsze, relacja z Lois Lane awansuje na zupełnie nowy poziom. Po drugie, Jimmy Olsen, którego zazwyczaj uważałem za bardzo irytującą postać, tutaj wyrasta na prawdziwego bohatera – żeby było śmieszniej zachowano pewne bardziej groteskowe elementy jego biografii. Także Jonathan Kent dostaje swoje pięć minut w zeszycie dziejącym się w Smallville. Koniecznie trzeba też wspomnieć o największym przeciwniku Supermana czyli Lexie Luthorze – egocentryczny geniusz, któremu zależy na opanowaniu świata –widać tu wpływ starszych zeszytów. Nie do końca odpowiada mi taka wersja – jestem przyzwyczajony do współczesnych komiksów, gdzie Luthor wprawdzie używa złych metod, ale tak naprawdę zależy mu na dobru ludzkości. Owszem, świetny jest zeszyt poświęcony wywiadowi Clarka Kenta z nim, ale sama interpretacja postaci trochę mnie odrzuca. Za to bardzo podobał mi się nowy mieszkaniec świata Bizarro – dosyć tragiczna postać.
Przejdę teraz do tego, co nie do końca mnie przekonało. Komiks ten miał być czymś w rodzaju ostatniej historii o Supermanie i w związku z tym ciążyła na nim duża odpowiedzialność, żeby idealnie podsumować całą karierę tego bohatera. Moim zdaniem pominięto niestety wiele istotnych aspektów – poza Luthorem, Parasitem i Bizarro nie pojawiają się żadni klasyczni przeciwnicy;nie pokazano co dzieje się z resztą uniwersum DC, chociaż jest mowa, że Liga Sprawiedliwości istnieje; a znajomi ze Smallville pojawili się tylko w jednym retrospekcyjnym zeszycie. Szkoda też, że bardziej nie rozbudowano tu osobowości Clarka Kenta – widać, że jest tutaj on jedynie przykrywką dla Supermana, a nie prawdziwą tożsamością. Brakowało mi też jakiegoś wyjaśnienia dla paru bardziej groteskowych motywów – znam historię Supermana, ale i tak czasami gubiłem się w dziwacznych pomysłach. Uważam też, że nienajlepszym wyjściem była próba łączenia tego komiksu z historią „DC One Million” z głównego uniwersum – komiks traci przez to na uniwersalności.
Rysunki Franka Quitleya prawdopodobnie nie każdemu będą odpowiadać. Rysowani przez niego ludzie często wyglądają jak starcy. Jednakże ja cenię go za masę szczegółów jakie umieszcza w swoich pracy. Tutaj niestety warstwa wizualna została trochę popsuta przez nieumiejętnie nałożone komputerowo kolory.
Podsumowując, komiks głównie dla miłośników Supermana znających również te najbardziej dziwaczne elementy z jego historii. Laikom odradzam, bo mogą się niepotrzebnie zagubić. Moim zdaniem nie do końca wykorzystuje potencjał opowieści, ale i tak ma tyle dobrych elementów, że warto po niego sięgnąć.
Hołd dla Supermana Srebrnej Ery. Człowiek ze Stali po jednej z akcji ratunkowych wchłania w siebie zbyt dużo energii słonecznej i okazuje się, że zostało mu zaledwie parę miesięcy życia…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiks garściami czerpie z najbardziej absurdalnych pomysłów z biografii Supermana – świat Bizarro, stały kontakt z potomkami z przyszłości czy mikstura dająca nadludzkie moce na jeden...
Dwunastozeszytowa seria „All-Star Superman” autorstwa Granta Morrisona i Franka Quitely to jedno z tych dzieł, dla których czuje się respekt na długo przed przeczytaniem jednej strony. Album zgarnał masę prestiżowych nagród, w tym aż 3 Eisnery, jest również powszechnie uważany za dzieło definiujące Supermana i topowy komiks na, potwornie długiej przecież, stercie komiksów z Człowiekiem ze Stali.
Lubię być człowiekiem przewrotnym, ale w tym wypadku muszę się zgodzić w obiegową opinią. Tak, to jest komiks definiuący Supermana i jest mi wstyd, że tyle zwlekałem z lekturą tego dzieła.
Obraz Supermana może być nieco skrzywiony w oczach masowego odbiorcy kultury A.D. 2016. Winne są temu filmy Man of Steel i Batman v Superman. Nie uważam obu tych filmów za totalne gnioty, ale postac Supermana została w nich fatalnie nakreślona; to obcy, który sprowadza na Ziemię zagładę, który zabija swoich przeciwników i który tak naprawdę wyrząca więcej złego niż dobrego. Wizualna poezja efektów specjalnych nie mogła przykryć tego wszystkiego i nie dziwota, że gawiedź woli postać Batmana, który przynajmniej jest „mroczny”.
All-Star Superman przedstawia Supermana takiego jakim być powinien. To eksrakt, przefilrowana esencja Człowieka ze Stali, która mistrzowsko pokazuje czytelnikowi tę postać. Superman to symbol, ideał, wzorzec łączący najlepsze cechy człowieka w nadludzkim ciele. To ktoś kto inpiruje pokolenia do czynienia dobra i osiągania wyżyn swoich możliwości. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, Superman utrzymuje się na rynku już prawie 80 lat i o ile pojedynki z Solaris, słońcem-tyranem są widowiskowe i absurdalnie fajne, o tyle to właśnie przesłanie i symbolika postaci Supermana trzymają ludzi przy tych zeszytach. All-Star Superman to pigułka, która uświadomi Wam wielkość idei, którą jest Superman.
A to wszystko w akompaniamencie zdarzeń tak niedorzecznych, ale również tak mocno pobudzającyh wyobraźnie, że chyba tylko Grant Morrison mógł je stworzyć. Czasem zapominamy, że Superman to wszechpotężny kosmita, który nie tylko obija mordę galaktycznemu Hitlerowi, ale również eksploruje kosmos. Słowem, Superman to również super-intelekt i to właśnie ta umiejętność jest eksponowana w tym albumie. Mini wszechświat, podróże w czasie, „underverse”, czyli niezbadana jeszcze przestrzeń pod spektrum widzialnego wszechświata… To są miejsca i rzeczy, które mógłby odwiedzać i badać Superman. I tu to wszystko mamy.
Na kartach komiksu przewinie się większosć znanych postaci z lore Człowieka ze Stali, a każda z nich zostanie pokazana w ciekawym świetle. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że Morrison nie zapomniał o starych komiksach z Jimmym Olsenem… Wszystko jest tu tak cudownie absurdalne, a jednocześnie świetne. Morrison jest geniuszem łączenia głupawek Golden i Silver Age z nowoczesną narracją i dojrzalszym światem Modern Age. A która postać nada się do tego lepiej niż Man of Steel?
Celowo nie pisałem nic o fabule tego albumu, ponieważ celem tego tekstu jest uświadomienie Wam jednego: All-Star Superman to swoisty pomnik dla Supermana. Dla jego ikonicznych towarzyszy i przeciwników, jego unikatowego lore, ale przede wszystkim dla jego ideałów i tego co sobą reprezentuje. Od dziś na pytanie jaki komiks z Supermenem przeczytać, ze spokojem odpowiem, że All-Star Morrisona i Quitely. Nie trzeba być równie oświeconym co sam Kal z okładki; jest po prostu TAK DOBRY.
Dwunastozeszytowa seria „All-Star Superman” autorstwa Granta Morrisona i Franka Quitely to jedno z tych dzieł, dla których czuje się respekt na długo przed przeczytaniem jednej strony. Album zgarnał masę prestiżowych nagród, w tym aż 3 Eisnery, jest również powszechnie uważany za dzieło definiujące Supermana i topowy komiks na, potwornie długiej przecież, stercie komiksów z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWymęczył mnie ten komiks straszliwie. Scenariusz jakby pisany przez dwunastolatka, a do tego paskudna oprawa graficzna; niezłe ilustracje Quitely'ego kompletnie zniszczone przez nieudolnie nałożone kolory. Nie polecam, ale ja w ogóle za superhero nie przepadam, więc nie wykluczone, że fanom gatunku się spodoba.
Więcej o komiksach piszę na fb.com/polishpopkulture
Wymęczył mnie ten komiks straszliwie. Scenariusz jakby pisany przez dwunastolatka, a do tego paskudna oprawa graficzna; niezłe ilustracje Quitely'ego kompletnie zniszczone przez nieudolnie nałożone kolory. Nie polecam, ale ja w ogóle za superhero nie przepadam, więc nie wykluczone, że fanom gatunku się spodoba.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWięcej o komiksach piszę na fb.com/polishpopkulture
Dużo dobrego słyszałem o tym komiksie, niestety mi zupełnie nie podszedł. Jakiś taki nudny, nijaki, bez polotu i klimatu.
Dużo dobrego słyszałem o tym komiksie, niestety mi zupełnie nie podszedł. Jakiś taki nudny, nijaki, bez polotu i klimatu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuperman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować...
Oto komiks, który na jednym z czytelniczych rankingów zdobył 4 miejsce na najlepszy komiks w historii. 4 miejsce, bijące na głowę m.in "Powrót Mrocznego Rycerza", "Rok Pierwszy" czy "Born Again". Jak to możliwe? Też się zastanawiam, choć zarazem po części rozumiem przyczyny tego zjawiska.
Ale po kolei.
O czym jest ten Superman? Wiem, że streszczenie zawarłem powyżej, ale nie o to mi chodzi. mit Heraklesa jest tu bardziej, niż oczywisty, jednak nie tylko to rzuca się w oczy. Cały ten ponad 300 stronicowy album został wręcz zlepiony z wszystkiego, co już w serii się pojawiło. Zręcznie, to prawda, na tyle nawet, że seria dostała nagrodę Eisnera, nie mniej to wszystko przecież już było. Każda scena to powtórka, dająca przewidywalny efekt. Może i jest to niezła metoda, by streścić całe uniwersum postaci w jednym albumie - szczególnie, że Morrison miał na to pewien pomysł - tylko czy muszę i ja dać się temu porwać?
Niekoniecznie.
Prawda z "Rejsu" przekłada się jednak także i na amerykańskie realia - najbardziej lubimy to, co już czytaliśmy.
To, plus połączenie czegoś ponad z czystą komercją, dało album, który czyta się znakomicie, z refleksją i satysfakcją, ale nie ma on jednak ani siły, ani uroku wielkich dzieł. Ot kolejny album dla mas, choć oddam scenarzyście honor, dziękując, że pomimo komercjalizacji chce szerzyć przesłanie i głębię.
Słowo o rysunkach. Są znakomite, uzupełnione z gustem ascetycznymi barwami, intrygujące, nie dla wszystkich, wiadomo, każdy ma inne poczucie estetyki, nie mnie warte są uwagi, jak zawsze zresztą.
I cóż zostaje mi dodać? Komiks warto poznać, nie mniej nie jest to konieczne. Wolę jednak Supermana w wykonaniu Alana Moore'a (sporo t z niego zaczerpnięto), ale po inne albumy Morrisona sięgał będę chętnie i bez wahania.
Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2014/09/04/all-star-superman-grant-morrison-vincent-deighan/
Superman w wyniku sabotażu Luthora, zostaje napromieniowany energią słoneczną do tego stopnia, że jego ciało zaczyna się rozpadać. Z przyszłości wie jednak, że nim umrze, dokona 12 niemożliwych zadań. Zaczyna się ich podejmować...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOto komiks, który na jednym z czytelniczych rankingów zdobył 4 miejsce na najlepszy komiks w historii. 4 miejsce, bijące na głowę m.in "Powrót...
Wiele dobrych i ciepłych słów słyszałem na temat tego komiksu, więc był moim pierwszym wyborem, kiedy w końcu znalazłem trochę pieniędzy na kupno jakiegoś komiksu od DC. I szczerze powiedziawszy, nie zachwycił mnie. Zaczyna się ciekawie. Superman zostaje napromieniowany tak mocno, że grozi mu pewna śmierć. Postanawia w końcu wyjawić Lois, że Clark i Superman to jedna i ta sama osoba. Wydaje się, że jest to świetny wstęp do dramatycznej i emocjonalnej opowieści o Supermanie. Można by się spodziewać, że umierający nadczłowiek będzie wkładał jeszcze więcej serca i zaangażowania w swoją misję, bo każda interwencja może być ostatnią. Tak jednak nie jest. Scenarzysta wyzuł cały potencjalny dramat z treści tego komiksu. Nie ma w nim miejsca na żadną głębię czy refleksję. Człowiek ze stali rozprawia się kolejno z różnymi przeciwnikami i... tyle. Ja wiem, że to jest mainstreamowy komiks, a nie powieść Bolesława Prusa. Ale fabuła opierająca się na walce superbohater vs złoczyńca była wystarczająca lata temu. Współczesny czytelnik liczy na coś więcej. Na frapującą fabułę, ciekawe dialogi, dobre postacie. Czytałem kilka komiksów Marvela i nawet jakiś crossover o zombiakach usatysfakcjonował mnie bardziej niż "All-Star Superman". Jeśli to ma być jeden z najlepszych komiksów o eSie, to aż się boję pozostałych. Szkoda. Nie powiem, rozdziały o Bizarro były całkiem śmieszne. Zakończenie też nawet mi się podobało. Ale Superman siłujący się z Atlasem i Samsonem o randkę z Lois? WTF? Motyw ze złym Supermanem też wyszedł trochę nie tego. Jeszcze jakiś pół-człowiek, pół-dinozaur, planeta o kształcie sześcianu, miasto kryptońskie zamknięte w słoiku? OK, to wszystko chyba było w tych starych komiksach o Supku, ale teraz mamy XXI wiek i te pomysły wydają się być żywcem wyjęte z filmów klasy B. Teraz mam zamiar zapoznać się z The New 52 i zobaczymy. Na razie wygląda na to, że w kwestii komiksów DC przegrywa z Marvelem. 6/10 wystawiam łaskawie, bo eS był moim ulubionym superbohaterem w dzieciństwie a najnowszy film Zacka Snydera mi się bardzo spodobał i zachęcił do zapoznania się z komiksami. Ale "All-Star Superman" do "Człowieka ze stali" czy nawet "Supermana" z 1978 roku z Christopherem Reevem się nawet nie umywa.
Wiele dobrych i ciepłych słów słyszałem na temat tego komiksu, więc był moim pierwszym wyborem, kiedy w końcu znalazłem trochę pieniędzy na kupno jakiegoś komiksu od DC. I szczerze powiedziawszy, nie zachwycił mnie. Zaczyna się ciekawie. Superman zostaje napromieniowany tak mocno, że grozi mu pewna śmierć. Postanawia w końcu wyjawić Lois, że Clark i Superman to jedna i ta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to