rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Łuk Karpat zimą

Średnia ocen
8,0 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
132
13

Na półkach:

Książkę czyta się świetnie, jest napisana zwięźle i udokumentowana licznymi fotografiami. Dla czytelników, którzy choćby częściowo na tym szlaku byli, może być ona trochę rozczarowująca, ponieważ trekking często prowadzony jest nie głównymi graniami, ale drogami trawersującymi lub dolinami, co ze względu na porę roku jest jak najbardziej usprawiedliwione. Myślę, że dla czytelnika bardzo satysfakcjonujący jest kierunek drogi Bratysława-Orszowa, dzięki czemu napięcie z odkrywaniem nieznanych pasm rośnie, a nie maleje jak mogło by być przy odwróconym kierunku drogi. Czekam na kolejną książkę! :)

Książkę czyta się świetnie, jest napisana zwięźle i udokumentowana licznymi fotografiami. Dla czytelników, którzy choćby częściowo na tym szlaku byli, może być ona trochę rozczarowująca, ponieważ trekking często prowadzony jest nie głównymi graniami, ale drogami trawersującymi lub dolinami, co ze względu na porę roku jest jak najbardziej usprawiedliwione. Myślę, że dla...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
411
116

Na półkach: ,

Książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo opowiada o górskiej wyprawie, czyli temacie, który uwielbiam i jest mi bliski.

Choć sama nie marzę o tak wymagającej ekspedycji. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje jej realia. Nie brakuje opisów zmęczenia, niewygody i trudów, które momentami wydają się nawet dominować nad samą przygodą.

Mimo to książka zrobiła na mnie dobre wrażenie. Lubię góry, więc taka tematyka zawsze mnie przyciąga.

Byłam na spotkaniu autorskim, uczestnicy wyprawy są szczerzy i sympatyczni, a ich historia inspiruje oraz poszerza horyzonty.

Książkę przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo opowiada o górskiej wyprawie, czyli temacie, który uwielbiam i jest mi bliski.

Choć sama nie marzę o tak wymagającej ekspedycji. Autorka bardzo sugestywnie pokazuje jej realia. Nie brakuje opisów zmęczenia, niewygody i trudów, które momentami wydają się nawet dominować nad samą przygodą.

Mimo to książka zrobiła na mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
4176
2164

Na półkach:

Są takie książki, które nie przyciągają sensacją, nie epatują dramatem, nie próbują udowadniać, że ich bohaterowie są niezniszczalni. Zamiast tego – po prostu opowiadają o drodze. O drodze prawdziwej, w której każdy krok kosztuje wysiłek, ale też przynosi spokój. Taka właśnie jest książka „Łuk Karpat zimą” Weroniki Łukaszewskiej i Sławomira Sanockiego.

To historia o wędrówce przez Karpaty – góry dzikie, rozległe i wymagające. Ale też opowieść o dwojgu ludziach, którzy postanowili stawić czoła nie tylko śniegowi i mrozowi, ale również własnym słabościom, wątpliwościom i milczeniu, które towarzyszy długim dniom marszu. Zimowy Łuk Karpat to nie tylko przestrzeń geograficzna. To także wewnętrzny pejzaż człowieka.

Od pierwszych stron czuć, że to książka pisana z doświadczenia, nie z marzenia. Autorzy nie idealizują gór ani siebie. Piszą o zmęczeniu, o przemoczonej odzieży, o chwilach zwątpienia, kiedy wiatr ścina oddech, a kolejne kilometry wydają się nie mieć końca. Ale jednocześnie między wierszami czuć coś, co trudno nazwać – jakąś niezwykłą wolność, prostotę, zachwyt. To właśnie w tych momentach, gdy wszystko boli, a świat ogranicza się do paru kroków w śniegu, pojawia się coś prawdziwego.

Narracja prowadzona jest dwugłosem – Weroniki i Sławomira. To ogromny atut książki. Ich perspektywy różnią się, ale razem tworzą pełen obraz tej wyprawy. Ona patrzy sercem – wrażliwa na detale, światło, ludzi spotkanych po drodze. On – spokojny, rzeczowy, uważny na rytm dnia, na pogodę, na logistykę. Razem tworzą coś w rodzaju rozmowy z górami, w której każde zdanie jest echem drugiego. Widać w tym partnerstwo, zaufanie, a czasem – drobne pęknięcia, które tylko dodają całości autentyczności.

Ogromne wrażenie robią fotografie. Nie są tylko dokumentacją wyprawy. To osobne opowieści – o ciszy, o świetle, o bieli, która potrafi być zarówno przyjazna, jak i bezlitosna. Zatrzymują uwagę tak samo jak słowa. Widać, że to książka robiona z pasją, z dbałością o każdy szczegół, z potrzebą zatrzymania ulotnych chwil.

Ale „Łuk Karpat zimą” to nie tylko książka o górach. To również medytacja o czasie, o bliskości i o tym, jak niewiele człowiek potrzebuje, by poczuć, że żyje naprawdę. W świecie, który coraz głośniej i szybciej biegnie do przodu, ta opowieść jest jak głęboki oddech. Przypomina, że prawdziwe podróże zaczynają się wtedy, gdy milknie telefon, a zostaje tylko krok, śnieg i oddech drugiego człowieka obok.

Nie znajdziemy tu fajerwerków, dramatycznych zwrotów akcji ani przesadnych emocji. Jest za to coś o wiele cenniejszego – spokój i prawda. Po zamknięciu książki długo jeszcze zostaje w głowie obraz dwójki ludzi idących przez białe góry, z małymi plecakami i ogromnym zaufaniem do drogi.

Dla mnie „Łuk Karpat zimą” to książka o odwadze – ale nie tej, którą mierzy się w kilometrach. To odwaga bycia w ciszy. Odwaga, by słuchać siebie i drugiego człowieka. I wreszcie – odwaga, by zwolnić i zobaczyć, że to, co najważniejsze, często dzieje się między jednym krokiem a drugim.

Są takie książki, które nie przyciągają sensacją, nie epatują dramatem, nie próbują udowadniać, że ich bohaterowie są niezniszczalni. Zamiast tego – po prostu opowiadają o drodze. O drodze prawdziwej, w której każdy krok kosztuje wysiłek, ale też przynosi spokój. Taka właśnie jest książka „Łuk Karpat zimą” Weroniki Łukaszewskiej i Sławomira Sanockiego.

To historia o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to