rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Ewangelia dzieciństwa

Średnia ocen
6,5 / 10
151 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


Sortuj:
avatar
16681
2955

Na półkach: ,

Ewangelia dzieciństwa Lydii Millet to proza, która drażni, niepokoi i fascynuje jednocześnie. Przyznając jej ocenę 7/10, doceniam przede wszystkim bezlitosną precyzję, z jaką autorka punktuje hipokryzję dorosłych, choć momentami narracja bywa zbyt dosłowna w swojej symbolice.

Toposy: Biblia na nowo napisana
Siła tej powieści tkwi w inteligentnej grze z toposami biblijnymi. Millet nie przepisuje Pisma Świętego jeden do jednego, lecz dekonstruuje znane motywy, osadzając je w realiach katastrofy klimatycznej. Mamy tu arkę (letni dom), plagę, wielki potop oraz ucieczkę do „ziemi obiecanej”. Centralnym toposem jest jednak dziecko jako mesjasz i sędzia. W świecie Millet to nie dorośli niosą kaganek oświaty; to pokolenie Z i Alfa przejmuje odpowiedzialność za świat, który starsi dosłownie przepili i zignorowali. Biblia staje się tu nie tyle księgą wiary, co podręcznikiem przetrwania i ironicznym komentarzem do upadku cywilizacji.

Atmosfera: Od dekadencji do survivalu
Atmosfera książki ewoluuje w sposób mistrzowski. Zaczynamy od dusznego, letniego nastroju dekadenckich wakacji. Millet świetnie oddaje marazm bogatych rodziców, spędzających czas na piciu i romansach. Panuje tu klimat niemal filmowy, przypominający Funny Games skrzyżowane z Władcą much. Gdy jednak uderza nawałnica, atmosfera gęstnieje, stając się klaustrofobicznym zapisem walki o byt. Chłód, wilgoć i narastający strach przed „innymi” (maruderami, naturą) sprawiają, że lektura staje się fizycznie odczuwalna.

Realia: Lustro współczesności
Millet z chirurgiczną precyzją oddaje realia współczesnego rozwarstwienia. Opisuje świat, w którym technologia zawodzi w starciu z potęgą przyrody, a jedyną twardą walutą staje się umiejętność rozpalenia ognia czy rozpoznania jadalnych roślin. Autorka uderza w czuły punkt zachodniego społeczeństwa: całkowitą nieporadność wobec kryzysu, który sami wywołaliśmy. Realizm psychologiczny relacji między nastolatkami a rodzicami jest bolesny – to obraz całkowitego zerwania więzi i braku zaufania.

Postacie kobiece: Siła w cieniu kryzysu
Warto zwrócić uwagę na postacie kobiece, a szczególnie na narratorkę, Eve. To postać ulepiona z pragmatyzmu i tłumionego gniewu. Kobiety w tej powieści – te młodsze – nie szukają ratunku u mężczyzn. Są sprawcze, logiczne i pozbawione sentymentów, którymi wciąż karmią się ich matki. Eve reprezentuje nowy typ kobiecości: opiekuńczej, ale bezbronnej wobec sentymentalizmu; silnej, bo zmuszonej do dorosłości przed czasem.

Podsumowując, Ewangelia dzieciństwa to lektura obowiązkowa dla fanów klimatycznych dystopii. Choć finałowe sceny mogą wydawać się niektórym zbyt groteskowe, Millet udaje się stworzyć przerażający, a zarazem fascynujący portret pokolenia, które musi posprzątać po „końcu świata”.

Ewangelia dzieciństwa Lydii Millet to proza, która drażni, niepokoi i fascynuje jednocześnie. Przyznając jej ocenę 7/10, doceniam przede wszystkim bezlitosną precyzję, z jaką autorka punktuje hipokryzję dorosłych, choć momentami narracja bywa zbyt dosłowna w swojej symbolice.

Toposy: Biblia na nowo napisana
Siła tej powieści tkwi w inteligentnej grze z toposami biblijnymi....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
449
129

Na półkach:

Jakie to było dziwne. I chyba nie do końca w dobry sposób.
Przez pierwszą połowę zastanawiałem się o co w ogóle chodzi, bo o książce nie wiedziałem nic oprócz tego, że zdobyła jakieś tam wyróżnienia czy nagrody. Potem wydawało mi się, że wreszcie zrozumiałem, ale „wydawało” było słowem kluczowym (czy to nowy „Władca much” czy może klon „Drogi”?).
Tak więc ostatecznie jestem skonfundowany - nie bardzo wiem co tak naprawdę przeczytałem, ani czy było tego warte.
Ogólnie czytając miałem podobne wrażenie jak podczas oglądania filmu na którym przysypiam i wybudzam się na głośniejszych scenach akcji - widzę że ktoś goin głównego bohatera, ktoś do niego strzela, ale nie do końca wiem dlaczego, ani jak w ogóle on się tam znalazł. Nie wiem czy to ja czy to specyficzna, rwana narracja.
Największą zaletą jest to, że książka jest krótka, zdania są proste i sporo treści stanowią dialogi, więc mknie się przez to błyskawicznie. A tym samym na przeczytanie nie traci się zbyt dużo czasu. Bo chyba jednak w kategorii straty czasu ostatecznie oceniałbym ten tytuł.
Nie przetrzepała mnie intelektualnie, nie zaskoczyła fabularnie. Mógłbym co prawda szukać w niej drugiego dna, głęboko zaszytych złotych myśli, kunsztownie zbudowanej satyry na współczesne społeczeństwo, ale szczerze mówiąc nic to tam przeczytałem nie zachęciło mnie do tego nawet do najmniejszym stopniu. To nie była książka dla mnie. Choć może okazać się książką dla Ciebie.
Najbardziej ząbkujący był dla mnie fakt pozostawania w całkowitej obojętności na rozgrywajacy się w tle dramat. Byłem zimny niczym opisywani bohaterowie i zupełnie nie obchodziło mnie co tam tak naprawdę się dzieje. Jeśli więc taki był cel autorki i na tym właśnie polega moc tej książki to chapeau bas, na mnie zadziałała znakomicie. Choć wydaje mi się, że to raczej efekt odwrotny od zamierzonego.

Jakie to było dziwne. I chyba nie do końca w dobry sposób.
Przez pierwszą połowę zastanawiałem się o co w ogóle chodzi, bo o książce nie wiedziałem nic oprócz tego, że zdobyła jakieś tam wyróżnienia czy nagrody. Potem wydawało mi się, że wreszcie zrozumiałem, ale „wydawało” było słowem kluczowym (czy to nowy „Władca much” czy może klon „Drogi”?).
Tak więc ostatecznie jestem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
25
5

Na półkach:

Nudna, źle napisana. Banały podane w kiepskiej formie, powierzchowni bohaterowie. Szkoda czasu.

Nudna, źle napisana. Banały podane w kiepskiej formie, powierzchowni bohaterowie. Szkoda czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
194
84

Na półkach:

Poruszająca lektura, zwłaszcza teraz, w niespokojnych czasach. Świat oglądany oczyma współczesnej nastolatki, spędzającej lato wraz z rodzicami i grupą ich znajomych w wynajętym domu nad wodą. Rzeczywistość daleka od wakacyjnej sielanki: niedojrzali dorośli, pogubieni i nieodpowiedzialni, osamotnione dzieci borykające się z własnymi problemami, bardziej dorosłe niż ich rodzice. Dystrofia więzi. Potem nadchodzi huragan, a za nim inne katastrofy - ekstremalne sytuacje, tradycyjnie, będą sprawdzianem dla wszystkich bohaterów.
Choć zakończenie nie zaskakuje, warto przeczytać.

Poruszająca lektura, zwłaszcza teraz, w niespokojnych czasach. Świat oglądany oczyma współczesnej nastolatki, spędzającej lato wraz z rodzicami i grupą ich znajomych w wynajętym domu nad wodą. Rzeczywistość daleka od wakacyjnej sielanki: niedojrzali dorośli, pogubieni i nieodpowiedzialni, osamotnione dzieci borykające się z własnymi problemami, bardziej dorosłe niż ich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16
14

Na półkach:

Fantastyczna. Łyknąłem jednym tchem w jeden dzień. Nie dość, że straszna, to wartka. Nie da się oderwać. Świetna

Fantastyczna. Łyknąłem jednym tchem w jeden dzień. Nie dość, że straszna, to wartka. Nie da się oderwać. Świetna

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
527
193

Na półkach:

Kilka dni w domku letniskowym, całymi rodzinami spędza ze sobą grupa dorosłych. Eve, narratorka „Ewangelii dzieciństwa” przedstawia nam nieszczęsny wyjazd.

Dziwna, smutna, mocna, niezrozumiana, wybitna, szokująca – to były moje słowa podczas czytania tej powieści. Bardzo długo nie mogłam zdecydować nawet czy ta książka mi się podoba czy nie, ale wracając.

Widzimy bardzo odwrócone role. Nastoletnie dzieci opiekują się młodszymi, są pozostawione samymi sobie, w obliczu nadchodzącej burzy, sztormu i huraganu kiedy próbują zapanować nad rodzicami w otępieniu alkoholowym i narkotykowym decydują się ratować siebie. Dorośli nie przejmują się potomstwem, z nieodpowiedzialnością tkwią w zawieszeniu przed końcem świata i apokalipsą patrząc na swój własny dobrostan. Konflikt pokoleń na opak, kontrowersyjny kryzys klimatyczny, nawiązanie do biblii oraz symboliczne przedstawianie wrażliwości do zwierząt.

Książka jest mało obszerna objętościowo, ale dzieje się w niej naprawdę wiele, czasami musiałam wracać do wcześniejszych zdań by zrozumieć całość. Jednak było warto. Dystopijne książki nie są czymś po co często sięgam, w dodatku tak nierealistyczne, ale Lydia Millet dała obraz bardzo skłaniający do refleksji. Czy nie oglądamy świata gdzie dorośli albo oddają się swawolom albo konfliktom? Czy nie widzimy jak ukradzione dzieciństwo przez widzi mi się dorosłych i ich marzeniom o świecie odbierają beztroskie lata? Jak w jedną chwile burzy się świat małego człowieka i w tą chwile on musi stać się dorosły ? Alegorie do wojen, do upałów, a potem powodzi, brak szacunku do natury i tych najmłodszych. Bardzo przykra książka, bardzo polecam. Chociaż może z trudnością trafiać, myślę, że naprawdę warto dać jej szansę.

Kilka dni w domku letniskowym, całymi rodzinami spędza ze sobą grupa dorosłych. Eve, narratorka „Ewangelii dzieciństwa” przedstawia nam nieszczęsny wyjazd.

Dziwna, smutna, mocna, niezrozumiana, wybitna, szokująca – to były moje słowa podczas czytania tej powieści. Bardzo długo nie mogłam zdecydować nawet czy ta książka mi się podoba czy nie, ale wracając.

Widzimy bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
327
64

Na półkach: ,

Początkowo dałam tej powieści siedem gwiazdek. Po chwili refleksji odejmuję dwie jako że właśnie taka jest ta powieść: przeciętna. Problem? Znany, zmiany klimatu. Rozwiązanie? Musi nadejść nowe ponieważ stare popadło w marazm, stało się zakładnikiem własnych przyzwyczajeń, wygody. Młode (nowe?) nie opuszcza rąk, aktywnie podchodzi do nowych warunków. Nihil novi sub sole.
Chyba że... jeśli nie zmienimy naszego konsumpcyjnego stylu życia, środowisko/przyroda samo to na nas wymusi. Ale to też nic nowego. Chyba

Początkowo dałam tej powieści siedem gwiazdek. Po chwili refleksji odejmuję dwie jako że właśnie taka jest ta powieść: przeciętna. Problem? Znany, zmiany klimatu. Rozwiązanie? Musi nadejść nowe ponieważ stare popadło w marazm, stało się zakładnikiem własnych przyzwyczajeń, wygody. Młode (nowe?) nie opuszcza rąk, aktywnie podchodzi do nowych warunków. Nihil novi sub...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
109
99

Na półkach:

Nie znalazłam w tej książce nic dla siebie. Autorka operuje tak oczywistą symboliką, a przekaz powieści jest tak banalny, że ciężko mi zrozumieć, jak można dostrzec w niej coś wyjątkowego. Intryguje mnie to bardziej niż sama książka.

Nie znalazłam w tej książce nic dla siebie. Autorka operuje tak oczywistą symboliką, a przekaz powieści jest tak banalny, że ciężko mi zrozumieć, jak można dostrzec w niej coś wyjątkowego. Intryguje mnie to bardziej niż sama książka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
367
43

Na półkach: ,

Niestety, to jedna z gorszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Przez całą lekturę zastanawiałam się o czym jest ta książka i przede wszystkim PO CO ktoś to napisał. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, pomieszanie z poplątaniem i jak dla mnie kompletnie bez sensu. Jeszcze łudziłam się, że może zakończenie odmieni moje zdanie, ale niestety nie.

Niestety, to jedna z gorszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Przez całą lekturę zastanawiałam się o czym jest ta książka i przede wszystkim PO CO ktoś to napisał. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, pomieszanie z poplątaniem i jak dla mnie kompletnie bez sensu. Jeszcze łudziłam się, że może zakończenie odmieni moje zdanie, ale niestety nie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
731
641

Na półkach: , , ,

Opis mnie zainteresował... ale w sumie powinienem był pomyśleć o tym, że brzmienie trzeciego akapitu opisu na tym portalu już powinno mi zapalić czerwoną lampkę, że to będzie coś w stylu, którego nie lubię ;) ...jakieś metafory i "symboliczny rys" - hmmm...
Ok, dzieciaki są irytujące od początku - jak ja nie lubię takich bohaterów ;) a potem jest już chyba tylko jeszcze gorzej. Dla mnie takie książki są trochę o niczym, może nie całkiem nudne ale "metafory i alegorie" to jest coś, czego często nie rozumiem i nie trafia to do mnie.

(czytana/słuchana: 6-7.07.2023, Legimi)
3--/5 [5/10]

Opis mnie zainteresował... ale w sumie powinienem był pomyśleć o tym, że brzmienie trzeciego akapitu opisu na tym portalu już powinno mi zapalić czerwoną lampkę, że to będzie coś w stylu, którego nie lubię ;) ...jakieś metafory i "symboliczny rys" - hmmm...
Ok, dzieciaki są irytujące od początku - jak ja nie lubię takich bohaterów ;) a potem jest już chyba tylko jeszcze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
599
423

Na półkach: ,

Patrząc na millenialsów, jest to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Patrząc na millenialsów, jest to bardzo prawdopodobny scenariusz.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
139
138

Na półkach:

Dziwny jest ten świat. Świat w obliczu zagłady, na schyłku apokalipsy. Brak zasad i reguł, degrengolada, zero jakiejkolwiek cywilizacji, o mcdonalds czy kfc można pomażyć, od teraz busz jest domem. Wkraczamy w tę dziwną wizję świata patrząc oczami nastolatki Eve, która w grupie innych dzieci próbuje przetrwać dzień po dniu, mimo że wszystko trzeszczy w szwach i zaraz się rozpadnie. A gdzie są rodzice? Ano piją ile wlezie, ćpają co popadnie, urządzają orgie, nie widzą i nie słyszą niczego dookoła, bo nie chcą przyjąć do świadomości sygnałów wieszczących katastrofę klimatyczną 🌪 A zbliża się ona wielkimi krokami. Ciężko mi było wgryźć się w historię na początku lektury, nie rozumiałam sytuacji, język powieści oszczędny w formie i totalnie bez emocji rzucał mięsem i to dosadnie, arogancja dzieci w stosunku do matek i ojców przybrała formę psychopatycznego znęcania się nad ofiarą. „Rodziców trzymaliśmy krótko: należało ich dyscyplinować. Kradzieże, szyderstwa, skażenie jedzenia i napojów. Nie dostrzegali tego.” I dzieci i dorośli wspinali sie na własne wyżyny obrzydliwości. Momentem przełomowym w książce był huragan, totalne załamanie pogody, wzrastający poziom wody podczas ulewy przyśpieszył decyzję dzieci o ucieczce i szukaniu nowej oazy, tym razem bez pogrążających się w coraz większym chaosie rodziców. Przyznam, że lektura wywołała dużo refleksji nt świata i samej natury, nic nie jest dane za darmo, dbajmy o to co teraz mamy. Katastrofa klimatyczna prędzej czy później się wydarzy, a jej skala przytłoczy i zdewastuje wszystko. Nie przeszkadzały mi biblijne alegorie w książce, tym bardziej, że moim zdaniem brzmią logicznie 😁😇 Bóg jest naturą, Jezus nauką, a czym jest Duch Święty? Możliwe że sztuką. Oszczędnie przedstawiona wizja świata wywołuje skrajne emocje u czytelnika i to jest dużą siłą tej książki. Często się zastanawiałam jak będzie wyglądał świat w obliczu jego końca, książka podsuwa swoje rozwiązanie, wizja okrutna, ponura i niezwykle przekonująca.

Dziwny jest ten świat. Świat w obliczu zagłady, na schyłku apokalipsy. Brak zasad i reguł, degrengolada, zero jakiejkolwiek cywilizacji, o mcdonalds czy kfc można pomażyć, od teraz busz jest domem. Wkraczamy w tę dziwną wizję świata patrząc oczami nastolatki Eve, która w grupie innych dzieci próbuje przetrwać dzień po dniu, mimo że wszystko trzeszczy w szwach i zaraz się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
806
806

Na półkach:

To bardzo przyjemne uczucie – odkrycie nowego nazwiska w literaturze, nazwiska autora, którego książek będzie się od teraz oczekiwać i poszukiwać, bo warto je czytać, bo pisze pięknie o rzeczach istotnych, prowokuje do refleksji, zostawia ślad w umyśle. Tak właśnie mam z Lydią Millet. Pisze nie od dziś, ma już na koncie kilkanaście powieści, a także nominację do Nagrody Pulitzera sprzed 12 lat. Jednak nie słyszałam o niej nigdy wcześniej, gdyż jej książki nie były dotychczas tłumaczone na język polski. Aż do teraz, gdy wydano „Ewangelię dzieciństwa”, która dotyka bezpośrednio zagadnienia najważniejszego w ostatnim czasie, a mianowicie szeroko rozumianej odpowiedzialności człowieka. Szeroko rozumianej, bo począwszy od dbałości o własne dzieci, ich rozwój i bezpieczeństwo, a skończywszy na trosce o planetę, dom wszystkich ludzi.

„Ewangelia dzieciństwa” to prawdziwa przypowieść o tym, jacy jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak bardzo się pogubiliśmy i co w konsekwencji tego możemy zaprzepaścić. Grupa przyjaciół jeszcze z czasów szkolnych postanawia spędzić wspólne, beztroskie wakacje. Wynajmują przestronny dom nad oceanem, pakują dzieci i zwierzęta do samochodów i jadą odpocząć. Nic tu jednak nie jest normalne, takie, jak wydaje się, że być powinno. Ani odpoczynek, który dorośli rozumieją w karykaturalny sposób, jako jedną wielką orgię trunkowo – narkotykowo – łóżkową. Ani też relacje między rodzicami, a ich dziećmi, mocno zaburzone, wręcz chore. Dorośli zachowują się, jakby wrócili do czasów studenckich, czasów wolnej miłości i rockendrolla, jakby dzieci w ogóle tu nie było. Nie bardzo ich one obchodzą, nie przejmują się ani trochę, że ich bystre oczy rejestrują rozpasane zachowanie rodziców. Nie dziwi więc lekceważenie, a nawet bliska nienawiści pogarda, jaką darzą one dorosłych. Mamy tu do czynienia z całkowitym odwróceniem ról. To dzieci są tu dojrzałe i odpowiedzialne, to dzieci jako jedyne są w stanie racjonalnie oceniać sytuację, oszacować zagrożenie i odpowiednio na nie zareagować. Starsze opiekują się młodszymi, karmią je i czytają im bajki, dbają by nie przemarzły i się nie zgubiły, a gdy trzeba, ocierają im łzy i tłumaczą świat. Dorośli budzą w nich, a także w nas, zażenowanie i niesmak. I tak tworzą się dwa opozycyjne obozy, nie mające z sobą wiele wspólnego, żyjące obok siebie i na siebie nawzajem obojętne. Przedwcześnie dojrzałe dzieci i zdegenerowani dorośli. Niektóre z tych dzieciaków są tak bardzo wrażliwe, że z trudem radzą sobie z własną psychiką, co skutkuje anoreksją lub też porozumiewaniem się z otoczeniem za pomocą języka migowego w miejsce mowy.

Dorośli, podobnie jak odrzucili precz troskę o własne potomstwo, bez najmniejszych wyrzutów sumienia, tak też walkowerem oddali dbałość o planetę. Problem zmian klimatycznych na globalną skalę wybrzmiewa tutaj bardzo mocno. Tak, jak w rzeczywistości, tak i w powieści, jego powagę pojmują jedynie młodzi, reszcie świata jest to obojętne. Nadchodząca huraganowa nawałnica na nowo zdefiniuje ich życie. Znów lepiej przygotowane na kataklizm okazują się dzieci, zmuszone opiekować się swoimi rodzicami i za nich myśleć, bo „Rodzice, którzy akurat nie byli zajęci ciachaniem szalików i zaciąganiem się czystą indicą, teraz gapili się we własne smartfony”, a „w nocy starsze pokolenie nafaszerowało się ecstasy”. Ich świat skurczył się w tym czasie do zalewanego strugami deszczu domu i kawałka ziemi wokół niego. Atmosfera coraz bardziej się zagęszcza, świat wydaje się wrogi i niebezpieczny. „Trzeciego dnia przed domem zastaliśmy setki umierających ryb. Trzepotały się na olbrzymim spłachciu błotnistej mielizny, z której tu i tam wystawały wysepki krzaków”.

Tak więc mamy apokalipsę, na którą nikt nie był przygotowany, a dzieciaki znów muszą samotnie stawić jej czoła. Muszą poradzić sobie ze znalezieniem bezpieczniejszego schronienia, z zabezpieczeniem żywności, muszą też stawić odpór grupie uzbrojonych po zęby napastników, jacy zawsze pojawiają się niespodziewanie w sytuacji anarchii i chaosu. Im silniejsi i bardziej zorganizowani stają się młodzi, tym mniej wyraziści zdają się dorośli: „Osobowości dorosłych zanikały (…) Mieliśmy wrażenie, że gdyby obejrzeć ich pod światło – gdyby dało się ich podnieść bez trudu, jak kartkę papieru – okazaliby się półprzezroczyści”. Armagedon zmienia świat wokoło, ale czy da radę zmienić rodziców tak, by byli zdolni podjąć swoje role i ochronić własne dzieci?

Ta przypowieść naszpikowana jest symboliką odnoszącą się wprost do Biblii. Można zacząć od klimatycznej katastrofy, jako żywo przypominającej biblijny potop. Tutaj także jest karą za zaniedbania ludzkości, zarówno w szerokim zakresie, jeśli chodzi o glob, jak też w tym węższym, ograniczonym do własnej rodziny i osobistego rozwoju. Symbolicznym nawiązaniem do arki Noego jest z pewnością ratowanie przez Jacka zwierząt przed zagładą. Łapie je do klatek i przenosi w bezpieczniejsze miejsce. Symboli jest o wiele więcej. Hipisi w roli aniołów, z Burlem na czele i tajemnicza stara Opiekunka niczym Matka Boska. Biblia jest też obecna w powieści jako punkt odniesienia względem którego Jack stara się zrozumieć i uporządkować swoją wiedzę o świecie. Usiłuje dopasować postaci z Biblii do współczesnej rzeczywistości, jak też naukowo wytłumaczyć cuda, jakie czynił Jezus. Tacy jak on, mądrzy ludzie o czułych sercach są nadzieją na nowy świat, kiedy ten stary, przegniły i zdemoralizowany odejdzie w niebyt. I z taką nadzieją pozostawia nas autorka.

Niesamowity jest język powieści. Autorka zgrabnie balansuje na granicy poetyckiej prozy i młodzieżowego, miejscami wręcz obscenicznego slangu. Narracja jest płynna i bardzo dynamiczna. Z początku wydaje się, że mamy do czynienia z psychologicznym dramatem skupionym wokół zamkniętej na niewielkiej przestrzeni grupy osób. Później jednak kameralny dramat przeradza się w apokaliptyczny thriller z wieloma nawiązaniami do Księgi Ksiąg, co dodaje mu epickiego wręcz wymiaru. To literatura ważna, szczególnie ważna teraz, gdy stajemy w obliczu niewyobrażalnych zagrożeń, które wymagają od nas zaangażowania i odpowiedzialności. My nie możemy, i mam nadzieję, że nie zostawimy naszych dzieci osamotnionych w brutalnym świecie.

To bardzo przyjemne uczucie – odkrycie nowego nazwiska w literaturze, nazwiska autora, którego książek będzie się od teraz oczekiwać i poszukiwać, bo warto je czytać, bo pisze pięknie o rzeczach istotnych, prowokuje do refleksji, zostawia ślad w umyśle. Tak właśnie mam z Lydią Millet. Pisze nie od dziś, ma już na koncie kilkanaście powieści, a także nominację do Nagrody...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
241
234

Na półkach:

Skończyłem najnowszą powieść Lydii Millet i muszę przyznać, że ciężko zebrać mi po lekturze myśli. Nie wiem czy coś więcej się z nich w przyszłości wyklaruje, wiem jednak, że „Ewangelia dzieciństwa” zapisze się w mojej pamięci. To książka dziwna. Jednocześnie jest zła i dobra. Nie przypominam sobie aby jakakolwiek inna, w tym samym czasie mnie tak męczyła, a jednocześnie na tyle wciągnęła, że nie chciałem jej odłożyć. Pełna jest trafionych metafor, ale w moim odczuciu kiepsko użytych. Stąd towarzyszący mi obecnie mętlik.

Trzeba dodać na wstępie, że z poczuciem zagubienia będziemy mogli się zaprzyjaźnić w powieści Lydii Millet już od pierwszych stron. Zostajemy od razu wrzuceni na głęboką wodę, całkowicie nie rozumiejąc co i dlaczego się dzieje. Styl autorki jest specyficzny i celowo nadwerężający nasz komfort. Ciężko pojąć dlaczego główni bohaterowie powieści, którymi są tu dzieci, odnoszą się z taką brutalną nonszalancją do swoich rodziców, będąc przy tym nieskrępowanie wulgarnymi. Język i forma narracji początkowo mnie raziły do tego stopnia, że szczerze zastanawiałem się nad odłożeniem już „Ewangelii dzieciństwa” na półkę…

DIAGNOZA LUDZKIEGO DUCHA

A jednak z każdą stroną rozumiemy coraz więcej. Z tego chaosu absurdalnych zdarzeń wyłania się obraz naszego społeczeństwa. Ta książka jest o nas. Choć chcielibyśmy określić tę powieść mianem dystopijnej, to jednak musimy przyznać, że spora jej część jak najbardziej dotyczy naszego „tu i teraz”. To gorzka diagnoza tego co się dzieje z ludzkim duchem:

„Zastanawiałam się, czy pomogłaby mu zmiana stylu. Zazwyczaj to dziewczyny i kobiety przechodziły taką zmianę, mimo że to mężczyźni i chłopcy potrzebowali jej bardziej, jeśli w ogóle ktokolwiek miałby się temu poddawać. Przypominały mi się różne filmy ze scenami, w których ludzie stają się najatrakcyjniejszymi wersjami samych siebie. Przeistaczają się z gąsienicy w motyla. A wszystko to zmontowane do dźwięków inspirującej melodii.
W filmach takie przemiany prezentowano jako triumf ludzkiego ducha.
To wskazywało, że w ostatnich czasach jego poprzeczka została znacząco obniżona. Wystarczyła odrobina szminki, nowa fryzura, kropla żelu do włosów. I nowe ciuchy.
Oto w co zmienił się duch ludzki.”

DZIECI WE MGLE KOŃCA ŚWIATA

Głównymi bohaterami są tutaj dzieci, ponieważ to one będą musiały radzić sobie z bajzlem, który zrobili rodzice. Ci zresztą nie kwapią się do tego by odgrywać w tej historii choćby drugoplanową rolę. Poddali się. Nie biorą aktywnego udziału w życiu. Zostawiają swoje dzieci samym sobie, skupiając się na uciechach życia. Dlatego widzimy tu bierną grupę dorosłych, których troski ograniczają się do organizowania kolejnych imprez i uzupełniania zapasów alkoholi, marihuany, kokainy i ecstasy. Dzieci, siłą rzeczy, przejmują role dorosłych, choć zupełnie nie są do tego gotowe.

W pierwszej części tej powieści wciąż przypominałem sobie klasyczną już książkę – „Władcy much”. Pajdokracja nigdy w dziejach nie okazała się sukcesem. W powieści Lydii Millet również obfituje w wiele sytuacji, o których ciężko czytać bez grymasu zniesmaczenia. Odczytuję to jako swego rodzaju apokaliptyczną wizję autorki odnośnie zbliżającego się końca naszego świata. Przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. A może to już nasza teraźniejszość? Całkiem możliwe, że jest znacznie później niż się nam wydaje. Świadomość tego dociera do bohaterów „Ewangelii dzieciństwa” i mocno ich konfrontuje:

„W tamtym momencie swojego życia osobistego próbowałam się pogodzić z końcem świata. Albo przynajmniej z końcem tego, który znam, Jak wielu z nas.
Naukowcy mówili, że kończy się właśnie teraz, a filozofowie, że ten koniec trwa od zawsze.
Historycy powtarzali, że przechodziliśmy już przez wieki ciemne. Wtedy wszystko rozeszło się po kątach, bo ci, którzy mieli dość cierpliwości, doczekali oświecenia, a później szerokiego wyboru urządzeń Apple.
Politycy zapewniali, że wszystko będzie dobrze. Że wprowadzane są zmiany. Ludzka pomysłowość nagotowała nam tego bigosu, i ludzka pomysłowość nas przed nim ocali. Może trochę więcej kierowców przerzuci się na elektryczne auta.
Po tym się zorientowaliśmy, że sprawa jest poważna. Bo było oczywiste, że kłamią”.

Gdy dorośli uświadomili sobie, że „schrzanili sprawę” – postanowili przeżyć resztę dni w myśl zasady: „Carpe diem”. Oddają się wszelkim uciechom, praktycznie stale pozostając w stanie odurzenia. Są całkowicie bezużyteczni dla swoich dzieci. Nie można na nich liczyć, nie można szukać u nich rady.

Tylko jedna ze starszych kobiet, która dziwnym trafem znajduje się wśród rodziców (choć nie jest niczyją matką) wręcza jednemu z chłopców Biblię dla dzieci. Stąd tytuł oryginału – „A Children’s Bible” nie jest w moim odczuciu zbyt szczęśliwie przetłumaczony na „Ewangelia dzieciństwa”. W książce chodzi bowiem o konkretny egzemplarz Pisma Świętego (z naciskiem na Stary Testament), podczas gdy ewangelia implikuje jakoby chodziło o „Dobrą Nowinę” w ujęciu uniwersalnym. Jack, choć nie został wychowany w duchu chrześcijaństwa, spędza wolne chwile wczytując się w biblijne historie. Ten chłopiec, który niewiele wcześniej pyta rodziny dlaczego na wieżach kościelnych budynków ktoś umieszcza „wydłużonego plusa”, teraz wnika w święte teksty, nadając im szeregu nowych znaczeń.

BIBLIA ROZSZYFROWANA (?)

We względnie spokojnym dotychczas życiu dzieci, zaczyna pojawiać się coraz więcej dziwnych zdarzeń. Cała książka zmienia przez to swój rytm i charakter. Czujemy się jak w najdziwniejszym śnie, a po jakimś czasie zauważamy, że autorka prowadzi z nami grę, zsyłając na bohaterów książki plagi i kataklizmy, które nawiązują do biblijnych wydarzeń. Odniesień jest całe mnóstwo i nie jestem pewien czy wychwyciłem wszystkie – zwłaszcza, że Lydia Millet niekoniecznie troszczy się o detale, traktując przekaz Pisma Świętego bardzo luźno Dla przykładu – podczas wędrówki do luksusowej posiadłości (ziemi obiecanej?) grupa dzieci, która opuściła zaatakowanych przez chorobę rodziców (Egipt?), wysyła swoich przedstawicieli na pobliskie wzgórze z masztem telekomunikacyjnym, gdzie otrzymują od Właścicielki ziemi, na której aktualnie przebywają, listę zasad jakich mają przestrzegać. Zapisują je więc długopisem na ręce (oczywista analogia do Mojżesza na górze Synaj i 10 przykazań spisanych na kamiennych tablicach). Znajdziemy tu również ratowanie zwierząt przed powodzią, siostro-bójczy konflikt między bliźniaczkami, niespodziewane przybycie trzech aniołów, którzy zstępują z pobliskiej góry, poród w stajni i wiele, wiele więcej…

„-Eve. Wytłumacz swojemu braciszkowi – zaczęła Sukey, zgniatając butem puszkę po piwie – że jedyni ludzie, którzy traktują Biblię dosłownie, mieszkają w Alabamie i rozmnażają się w chowie wsobnym. Albo biją żony gdzieś w Tennessee.
– Jack, wasza rodzina nawet nie wyznaje chrześcijaństwa – zawtórowała jej Jen – Eve mi mówiła. A ta twoja książka z obrazkami to nie instrukcja postępowania.
– Zejdźcie już z mojego brata.
– W książce mówią o Bogu – upierał się Jack – ale rozszyfrowaliśmy to z Shelem. „Bóg” to taki kod. Rozpracowaliśmy całą zagadkę!
– No, dawaj – westchnęła Jen.
– Piszą tam o Bogu, ale mają na myśli naturę.
– A w naturę wierzymy – dodał Jack.
– Okej – powiedział Terry. – A co z Izaakiem i Abrahamem? To natura kazała typowi zadźgać syna na ołtarzu?
Shel aż się podniósł ze wzburzenia
– Prawa natury często są niewłaściwie interpretowane
– A poza tym to tylko opowieść – dodał Jack. – Te wydarzenia to symbole.
Byłam pod wrażeniem.
(…)
Jezus ma dużo wspólnego z nauką – ciągnął Jack. – Żeby nauka nas ocaliła, musimy w nią wierzyć. Z Jezusem jest tak samo. Jeśli się w niego wierzy, to może nas zbawić.
– Młody, to się totalnie nie spina – odezwał się Śliski.
– Właśnie że tak.
– Widzisz to? Nauka pochodzi z natury. Jest tak jakby jej gałęzią. Tak jak Jezus jest gałęzią Boga. A jeśli uwierzymy, że nauka jest prawdziwa, to możemy zacząć działać. I będziemy ocaleni.”

Niejeden już twierdził w historii, że oto rozszyfrował Biblię. Gdy ktoś przychodzi z „nowym objawieniem” i zaczyna tłumaczyć, jak to przez lata wszyscy błędnie odczytywali to lub owo (a tak naprawdę „chodzi o …”), szybko robię się bardzo ostrożny względem takich rewelacji. Nowych (i starych zresztą również) interpretacji Pisma Świętego jest całe mnóstwo, rzecz jednak w tym, że nie podlega ono dowolnemu wykładowi. To, że coś nam pasuje, nie sprawia, że jest prawdą. To, że w coś chcemy wierzyć, również – niestety – nie czyni niczego wiarygodnym.

Jestem przekonany, że Biblia zawiera bardzo konkretne objawienie nie tylko Boga per se, ale również mówi o przyszłości jaka czeka ten świat. To do czego prowadzą zmiany klimatyczne zupełnie mnie dlatego nie zaskakuje, bo jest postanowione, że „Dzień Pana nadejdzie jak złodziej. Wtedy niebo z trzaskiem przeminie, podstawy świata stopnieją w ogniu, ziemia odpowie za swoje działania i człowiek zda sprawę ze swoich dokonań. (…) W taki sposób to wszystko ma ulec zniszczeniu (2 Piotra 3:10-11)”.

CZY OCALI NAS NAUKA ?

To, że ziemia zmierza ku zagładzie, nie jest niezwykłym odkryciem naukowców. Słowo Boże mówi o tym od tysięcy lat. Po prostu ostatnio zaczęliśmy to dostrzegać i stworzono instrumenty, które na podstawie precyzyjnych modeli, pomagają nam wyliczyć ile czasu pozostało jeszcze naszej umęczonej planecie. O ile, jako ludzkość, wielce się przyczyniamy do (samo)zagłady, to ratunek jednak nie przyjdzie przez wiarę w prawdziwość nauki.

Możemy chcieć w to wierzyć, ale nawet najsilniejsza wiara w naukę nikogo nie ocali. Tak jak Lydia Millet ma prawo snuć swoje rozważania, sugerując zbawienność polegania na rozumie, tak ja mam prawo uznać to za „pobożne życzenia”. Z tym mam największy problem w tej książce, że choć stawiana diagnoza może i jest w miarę trafiona, to już proponowane leczenie zupełnie błędne.

Biblia (nawet ta z obrazkami dla dzieci) daje wyraźną receptę na ratunek:

„Wtedy Jezus powiedział: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł — żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?”
(Jana 11:25-26)

Powyższe pytanie, wypowiedziane przez Jezusa około dwóch tysięcy lat temu, nic nie traci ze swojej aktualności. Czy wierzysz w to? Jeśli koniec się zbliża – a twierdzi tak już nie tylko Biblia, ale również coraz większy chór naukowców – warto się nad tym dogłębnie zastanowić. Gdzie najrozsądniej szukać ratunku? Jak się zabezpieczyć? Gdy bierni przez większość książki rodzice na jakiś czas trzeźwieją, oddają się tego typu refleksjom:

„Dochodziły nas strzępy dyskusji o robieniu zapasów, o plusach i minusach zbierania różnych dóbr. Co okaże się najlepszą walutą? Rodzice potrafili gadać o tym godzinami. Na jakiś czas to stało się ich obsesją.
Złoto? Broń? Amunicja? Baterie? Antybiotyki? Rozmowy przechodziły w kłótnie, dostrzegaliśmy niepokój. Były dysputy i postanowienia.
Nie doszło jednak do konsensusu. Rodzice ustalili, że najbezpieczniej będzie zdywersyfikować nasze zasoby.”

A Ty w co zainwestujesz przed nadciągającym końcem? Jak planujesz się uratować? Czy może nie chcesz o tym myśleć i wolisz – wzorem rodziców – bawić się do upadłego, póki to jeszcze możliwe? Orkiestra na Titanicu grała do ostatniej chwili, gdy statek tonął. Mądrzej było jednak zawalczyć o miejsce w ciasnych szalupach ratunkowych, niż cieszyć ucho ostatnimi taktami utworu, który nie będzie miał szansy wybrzmieć do końca.

Nie żałuję, że przeczytałem „Ewangelię dzieciństwa”. Wciągnęła mnie i skłoniła do refleksji, choć to dziwna, dobro-zła książka. Pewnie nie każdy zdzierży jej brutalny styl i pojawiającą się wulgarność, która ma wstrząsać czytelnikiem. Decyzję czy warto sięgać po tę pozycję pozostawiam Wam. Moje zdanie znacie.


PS. Zapraszam też na bloga: atypowy.com
oraz IG:@cien_mgly

Skończyłem najnowszą powieść Lydii Millet i muszę przyznać, że ciężko zebrać mi po lekturze myśli. Nie wiem czy coś więcej się z nich w przyszłości wyklaruje, wiem jednak, że „Ewangelia dzieciństwa” zapisze się w mojej pamięci. To książka dziwna. Jednocześnie jest zła i dobra. Nie przypominam sobie aby jakakolwiek inna, w tym samym czasie mnie tak męczyła, a jednocześnie na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1714
1696

Na półkach:

„Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni/ Gdy nie ma w domu dzieci - to jesteśmy niegrzeczni” – te słowa popularnej piosenki Kult-u zna chyba każda osoba, a przynajmniej każdy rodzic w Polsce. Macierzyństwo, choć to cudowny okres, nie jest usiane różami, dlatego przynajmniej w wakacyjnym okresie warto od siebie odpocząć, stawiając na samodzielność dzieci i pozwalając im na uczestnictwo w obozie czy kolonii, samemu zaś spędzić przynajmniej cześć urlopu w taki sposób, w jaki lubimy. Ta forma jest dużo zdrowsza, niż gdybyśmy mieli – w poczuciu źle pojętego obowiązku – zabrać dzieci na swój wyczekany wyjazd, po czym wypełnić ich świat zakazami i nakazami, a następnie … przestać się nimi zajmować.
Do tego, by pozwolić dziecku rozwinąć skrzydła, trzeba jednak dojrzeć. O bohaterach (dorosłych) książki pt. „Ewangelia dzieciństwa”, można natomiast powiedzieć wszystko, ale nie to, że są dojrzali. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Czarna Owca pozycja, autorstwa Lydii Millet, to jednak nie tylko swego rodzaju opis odwróconej rzeczywistości, kiedy role społeczne są zaburzone. To powieść obyczajowa, choć z wątkami katastroficznymi, dużo tu odwołań do Pisma Świętego, dużo, przenośni, niedopowiedzeń. W rezultacie otrzymujemy książkę interesującą, choć niezmiernie wymagającą, kontrowersyjną, która trafić może do niewielkiego grona odbiorców. Tylko znajomość świata, zainteresowanie nim, a także biblijnymi historiami może sprawić, ze będziemy bliżsi zrozumienia tego, z czym właściwie mamy do czynienia.
Eve, jedna z nieletnich bohaterek, znalazła się z grupą innych dzieci (w tym własnym bratem) na wakacjach, na które nikt z nich nie pragnął wyjechać. Szczególnie, że ten wyjazd zorganizowali ich rodzice, znający się jeszcze ze studenckich czasów, zaś pobyt w wielkim, XIX-wiecznym domu, miał być ich spotkaniem po latach. Niemal każdy z nich przywiózł dzieci, przy okazji nakładając na nie szereg nakazów, konfiskując telefony, tablety i wszystkie urządzenia pozwalające na cyfrowy kontakt ze światem. Oczywiście to ograniczenie objęło również dzieci, rodzice bowiem bez skrępowania korzystali ze zdobyczy technologicznych, pod warunkiem, że mieli na to czas pomiędzy oddawaniem się cielesnym uciechom, a piciem do upadłego. Doszło do tego, ze dzieci obmyśliły pewną grę, polegającą na nieprzyznawaniu się do rodziców. Wyłamały się nieliczne, młodsze dzieciaki, ale w przypadku pozostałych ciężko jest zidentyfikować ich rodziców, dzięki temu już same rozmowy o nich zyskują dodatkowego smaku.
Kolejne dni toczą się leniwie, a dzieci puszczone są właściwie samopas, zjawiając się wyłącznie na posiłek, a i to w niepełnym składzie. Z prowadzonych dialogów czy opisów widać ziejącą przepaść pomiędzy mentalnością tych dorosłych (wśród nich są m.in. artyści i nauczyciele akademiccy), a ich dzieci. Przepaść ta pogłębia się jeszcze, kiedy przychodzi zmiana pogody, a wokół posiadłości zbiera się coraz więcej wody. Jak się w takiej sytuacji zachować? Czy poświęcić siebie czy dzieci? Co ratować? Okazuje się, że odpowiedź na te pytania wcale nie jest taka oczywista, jakby się mogło wydawać.
Zresztą w książce Lydii Millet wcale nie chodzi o oczywistości, tylko o łamanie schematów, pokazanie społecznego zdemoralizowania, upadku wartości, dewaluacji rodzicielstwa. Fakt, że to dzieci wstydzą się zachowania rodziców jest bardzo znaczący i przykry, niestety może stanowić odbicie współczesnego świata, w którym rodzice zapomnieli już, że wychowywanie dziecka jest obowiązkiem, a obecność tego rodzica w życiu dziecka jest niezbędna do prawidłowego rozwoju.

„Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni/ Gdy nie ma w domu dzieci - to jesteśmy niegrzeczni” – te słowa popularnej piosenki Kult-u zna chyba każda osoba, a przynajmniej każdy rodzic w Polsce. Macierzyństwo, choć to cudowny okres, nie jest usiane różami, dlatego przynajmniej w wakacyjnym okresie warto od siebie odpocząć, stawiając na samodzielność dzieci i pozwalając...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
32
2

Na półkach:

To jest książka dziwna w swej konstrukcji.

Najpierw wydaje Ci się, że czytasz opowieść o konflikcie pokoleń w dobie katastrofy klimatycznej. Oczywiście pewne rzeczy są przerysowane, jak na przykład totalna gnuśność, pijaństwo i brak odpowiedzialności rodziców, ale myślisz sobie, ot po prostu taka konwencja i sposób na wyrazisty przekaz.

Potem zaczynają się dziać rzeczy, które jeśli by brać dosłownie (przylot helikoptera z kobietą, która tajemniczy sposób wie wszystko o naszych bohaterach i oddziałem SWAT, który błyskawicznie eliminuje wroga), to trzeba byłoby traktować jako skrajnie naiwne i infantylne. Zapala się więc lampka, drapiesz się po głowie i zastanawiasz, o co tutaj właściwie chodzi?

W międzyczasie odczytujesz miliard odniesień biblijnych, takich jak poród w stajni, ratowanie zwierząt przed potopem, rozmaite plagi i anomalie pogodowe przypominające kary zsyłane w Starym Testamencie przez rozgniewanego na człowieka Boga.

Na końcu rozumiesz, że to powieść z kluczem, a może po prostu zabawa skojarzeniem między Starym Testamentem a katastrofą klimatyczną? W Biblii Bóg karał człowieka za jego lenistwo, egoizm, krótkowzroczność zsyłając na niego klęski takie jak powódź, burze, pożary. Globalne ocieplenie będzie operowało zapewne podobnym repertuarem zniszczeń, również spowodowanych apatią, obojętnością i marazmem ludzkości.

Zabawna to idea - my ludzie XXI w., żyjemy w świecie Starego Testamentu, z tą tylko różnicą, że Boga zastąpiła natura. Wina i kara pozostają takie same.

Zresztą - czy to nie jest właśnie ta puenta, którą odczytał z dziecięcej Biblii Jack?

PS. Prawdopodobnie łatwiej byłoby zrozumieć tę książkę, gdyby nie kłopotliwe tłumaczenie tytułu. W oryginale jest to „A Children's Bible", czyli „Biblia dla dzieci", a nie „Ewangelia Dzieciństwa."

To jest książka dziwna w swej konstrukcji.

Najpierw wydaje Ci się, że czytasz opowieść o konflikcie pokoleń w dobie katastrofy klimatycznej. Oczywiście pewne rzeczy są przerysowane, jak na przykład totalna gnuśność, pijaństwo i brak odpowiedzialności rodziców, ale myślisz sobie, ot po prostu taka konwencja i sposób na wyrazisty przekaz.

Potem zaczynają się dziać rzeczy,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
298
295

Na półkach: ,

"Ewangelia dzieciństwa" - Lydii Millet to powieść obyczajowa. Jej tematem przewodnim jest konflikt międzypokoleniowy, ogromna przepaść między dziećmi, a ich rodzicami na tle postaw społeczno-politycznych i jakże odmiennych oczekiwań.

Powieść może dużą część czytelników zafascynować przewrotną narracją, czarnym humorem, symboliką biblijnych odwołań i mnogością alegorii. Autorka porusza ważne tematy, te dotyczące całej planety, związane z kryzysem klimatycznym, ale też te dotyczące nieodpowiedzialności dorosłych i skutków ich działań.

Młodzi uświadamiają sobie, że dorośli są niezdolni do działania w trudnych sytuacjach i słusznie czują gniew oraz wstyd za tych, którzy skupieni wyłącznie na sobie zapominają jaką rolę powinni odegrać w życiu swych dzieci.

Autorka ukazała w swej powieści swoistego rodzaju aberrację, odwrócenie ról, gdzie dzieci są dojrzalsze i bardziej odpowiedzialne od rodziców, a w tle tego konfliktu, który musi się źle skończyć, umiejscowiła kataklizm klimatyczny.

Wydaje się, że świat zmierza do zagłady, ale jest jeszcze nadzieja, nadzieja w młodych, mądrych ludziach, świadomych tego, że ziemię trzeba ratować przed głupimi, pustymi i skupionymi tylko na sobie ludźmi.

Mimo że treść niesie ważne przesłanie, nie jest tak poruszająca i przejmująca, aby mogła wstrząsnąć czytelnikiem i pobudzić go do działania. Nadmiar alegorii, niedokończonych wątków i dziwnych postaci powoduje, że powieść jest dosyć trudna w odbiorze, kontrowersyjna, a momentami wywołuje nawet niesmak.

Ocena 1-10: 7

📚 Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca

"Ewangelia dzieciństwa" - Lydii Millet to powieść obyczajowa. Jej tematem przewodnim jest konflikt międzypokoleniowy, ogromna przepaść między dziećmi, a ich rodzicami na tle postaw społeczno-politycznych i jakże odmiennych oczekiwań.

Powieść może dużą część czytelników zafascynować przewrotną narracją, czarnym humorem, symboliką biblijnych odwołań i mnogością alegorii....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
309
165

Na półkach:

Ta creepy okładka sprawiła, że musiałam przeczytać tę książkę i dowiedzieć się o co w niej chodzi.
.
Czy mi się udało? Sama nie wiem. 🤔
.
Jest dziwnie od samego początku. Rodzice, którzy się bawią i w ogóle nie zwracają uwagi na swoje dzieci, huragan, a później to już w ogóle odchodzą tam jakieś dzikie akcje. 😳
.
Zadaniem powieści jest wywołać poruszenie i skłonić do pewnych rozmyślań i tak właśnie się stało.
Pokazała, że dorośli dla własnych uciech potrafią zapomnieć o swoich dzieciach i to dzieci niejednokrotnie muszą stawać się tymi bardziej odpowiedzialnymi i wręcz opiekują się swoimi rodzicami (pato-pato-pato-logia🤘).
Drugą ważną kwestią jest poruszenie spraw związanych z klimatem, a dokładniej kryzysem i nieuchronną zagładą, która czeka naszą planetę. I to ratowanie zwierząt przez małego chłopca w celu przetrwania gatunku niczym Noe.
Jest tu też sporo o Bogu i próby wytłumaczenia czym lub kim on jest.
.
Książka, owszem, totalnie inna od wszystkich które czytałam, ale sama nie wiem w jaki sposób ją ocenić. Te historie były jakieś wyrwane z kontekstu, niewyjaśnione, powycinane, a niektóre sytuacje totalnie niezrozumiałe, jak np. pani z helikoptera. 🤯
.
Kto z Was ma za sobą "Ewangelię"? Dajcie znać koniecznie, co o niej myślicie. 😉

Ta creepy okładka sprawiła, że musiałam przeczytać tę książkę i dowiedzieć się o co w niej chodzi.
.
Czy mi się udało? Sama nie wiem. 🤔
.
Jest dziwnie od samego początku. Rodzice, którzy się bawią i w ogóle nie zwracają uwagi na swoje dzieci, huragan, a później to już w ogóle odchodzą tam jakieś dzikie akcje. 😳
.
Zadaniem powieści jest wywołać poruszenie i skłonić do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1607
1428

Na półkach: , , ,

Można wyobrazić sobie wiele końców świata. Może unicestwią nas wojny, może gniew natury. To, co dzisiaj wydaje się pewne to fakt, że zawsze winni będą ludzie - chorzy na ambicję, na władzę i niedbałość, na brak wniosków z przeszłości i brak wyobrażeń o przyszłości. My, dorośli, jesteśmy schematami, znikamy w świecie innym od założeń. Młodsi mają oczy skierowane na wolność, także od rodziców, na ciekawość i dbałość. Tak widzę świat i tak widzi go Lydia Millet.

Nie chcieli wyjeżdżać na te wakacje. Nieznajome dzieciaki, rodzice spędzający czas w alkoholowym upojeniu, wyszukiwanie ekscytacji nieco na siłę, na przekór. Głusza, świat daleki od codzienności budził bunt i przekorę, kpili ze starszych, nastoletnią nadwrażliwość okazywali wytykaniem popełnionych przez rodziców błędów. Bystre umysły rozpisali na analizę Biblii i nauki, zgadywanie kto jest kim w pijanym Wielkim Domu, dyskutowali i boczyli się, obozowali na plaży i zazdrościli "tym z jachtu".
Aż przyszła wielka burza, zagubienie, odizolowanie, brak wieści. I przyszły Anioły - ludzie lasu, którzy zmienili pustkę w szkołę życia, otwarli umysły albo pokazali inność. I przyszli żołnierze, by z martwą kozą odebrać delikatność i dobre serce, w zamian dając strach, gniew i obawę o najmłodszych, najwrażliwszych.

Zamach stanu. Tak nazwali rodzice sytuację po ponownym zjednoczeniu. Zamach na myśli, na bezradność, na brak wyobraźni i nadziei, na prawdę, którą dorośli widzieli jak przez mgłę i która sprawiła, że rozmyli się niczym efemeryczne relikty przeszłego porządku.

Dwanaścioro dzieci i niemowlę. Sielanka, którą zdmuchnął huragan i kolejne obrazy grozy. W "Ewangelii dzieciństwa" tak drastycznie zmieniają się role, że aż czułam wstyd za siebie, za dorosły świat, który jak się wydaje, często zasługuje jedynie na pogardę. Zostałam z wielkim pytaniem o świat. O zabawy w wojnę, o współczesność, którą autorka ubrała w symbole tak bliskie rzeczywistości. I gdy obok nas dzieje się jeden z końców świata, serce wyrywa mi się do dziecięcych umysłów, którym gotujemy taki los. Tego ostatecznego konfliktu pokoleń nadal można uniknąć. Ale trzeba chcieć...

Pani_Ka Czyta
Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca - Echa

Można wyobrazić sobie wiele końców świata. Może unicestwią nas wojny, może gniew natury. To, co dzisiaj wydaje się pewne to fakt, że zawsze winni będą ludzie - chorzy na ambicję, na władzę i niedbałość, na brak wniosków z przeszłości i brak wyobrażeń o przyszłości. My, dorośli, jesteśmy schematami, znikamy w świecie innym od założeń. Młodsi mają oczy skierowane na wolność,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1627
1210

Na półkach: , ,

Ostatnie przeczytane przeze mnie książki za każdym razem trafiły wywrzeć na mnie dobre wrażenie - po ich skończeniu potrafiłam śmiało stwierdzić, co o nich sądzę. Potem jednak postanowiłam sięgnąć po powieść Lydii Millet, czyli Ewangelię dzieciństwa. Opis dawał mi nadzieję na coś, co zdecydowanie trafi w mój gust, może trochę zszokuje, ale jednak pozostawi dobre wrażenie. Czy tak się rzeczywiście stało? Odpowiedź na to pytanie poznacie poniżej.

Eve i kilkanaście innych dzieciaków znalazła się w domku letniskowym właściwie bez swojej zgody. Decyzja o spędzeniu czasu w tym miejscu wypłynęła od jej rodziców, którzy właśnie korzystają z uroków wolnego czasu i smakują kolejne drinki w towarzystwie swoich znajomych. Eve wie, że po prostu trzeba będzie to jakoś przeżyć. Sielanka nie zamierza trwać jednak długo - zapowiadane burza i huragan niszczą wszystko, co napotkają na swojej drodze – w tym i część domku. Wychodzi na jaw, że młodzież i ich rodzice mają odmienne zdania na temat tego, co należy zrobić. Zostać i ratować, to co tylko można czy uciekać czym prędzej? Konflikt międzypokoleniowy narasta, a napięcie związane z katastrofą zdaje się przygniatać z każdą kolejną chwilą...

Powiem szczerze, że nie wiem, od czego zacząć. Powieść ta wywarła na mnie duże i zdecydowanie dobre wrażenie, choć zdecydowanie nie jest to lektura łatwa i przyjemna. Książka ma niewiele ponad dwieście stron, jednak nie dałam rady przeczytać jej w jeden dzień. Po prostu to, co przedstawiła na jej kartach Lydia Millet, sprawiło, że często potrzebowałam czasu na oddech i przemyślenie tego, co już przeczytałam.

Wbrew pozorom w tej historii to nie bohaterowie wiodą prym, a właśnie nadciągająca katastrofa oraz to, jak odmienne zdanie na jej temat mają dwa pokolenia. Młodzi zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje i doskonale wiedzą, że trzeba coś z tym zrobić. Z kolei ich rodzice wolą korzystać z chwili i spędzać czas na próbowaniu kolejnych otępiających ich zmysły i myśli napitków. W końcu burze i huragany się zdarzają, prawda? Normalna sprawa. No cóż, nie do końca tak jest.

Autorka ma bardzo dobre pióro, które zostało świetnie podkreślone przez tłumaczenie Agi Zano. Ponadto podkreśliła ona wątek, który przewija się w naszym życiu coraz częściej. Kolejne katastrofy naturalne zdecydowanie nie dają optymistycznej nadziei na przyszłość, a jednak wciąż to głównie młodsze pokolenie zwraca na ten problem uwagę. Wśród starszych panuje rażąca bierność na te sytuacje, w końcu to nie oni będą musieli w przyszłości mierzyć się z poważniejszymi konsekwencjami tych sytuacji.

Ewangelia dzieciństwa ukazuje silne różnice między mentalnością pokoleń oraz sposobem postępowania w sytuacjach kryzysowych. Choć powieść ta nie była dla mnie zbyt lekka i przyjemna w odbiorze, to jednak cieszę się okrutnie, że miałam szansę ją przeczytać. Zdecydowanie polecam ją wszystkim tym, którzy chętnie sięgają po literaturę piękną oraz taką, w której pod płaszczykiem zwyczajnej historii kryje się poważny temat do rozważań. Jeśli więc należycie do którejś z tych grup - sięgnijcie po ten tytuł. Naprawdę warto.

Ostatnie przeczytane przeze mnie książki za każdym razem trafiły wywrzeć na mnie dobre wrażenie - po ich skończeniu potrafiłam śmiało stwierdzić, co o nich sądzę. Potem jednak postanowiłam sięgnąć po powieść Lydii Millet, czyli Ewangelię dzieciństwa. Opis dawał mi nadzieję na coś, co zdecydowanie trafi w mój gust, może trochę zszokuje, ale jednak pozostawi dobre wrażenie....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
968
711

Na półkach:

Są historie, które wzbudzają w nas pozytywne bądź negatywne emocje..
Są historie, które porywają nas swoją fabułą i kreacją bohaterów..
Są również historie, których w żaden sposób nie potrafimy zaklasyfikować/określić.

Taką historią, którą trudno mi opisać jest „Ewangelia dzieciństwa”. Opowieść totalnie osobliwa. Zaciekawia, intryguje, wciąga, jednak z tyłu głowy ciągle kołacze mi się myśl - dlaczego tak? Jakie drugie dno ma ta historia?

I owszem, ja znalazłam swoje. Znalazłam odpowiedzi. Nie wiem czy poprawne.
Sporo refleksji, sporo ironii, sporo niedopowiedzeń, sporo metafor.

Ale koniec końców uważam, że warto.

Są historie, które wzbudzają w nas pozytywne bądź negatywne emocje..
Są historie, które porywają nas swoją fabułą i kreacją bohaterów..
Są również historie, których w żaden sposób nie potrafimy zaklasyfikować/określić.

Taką historią, którą trudno mi opisać jest „Ewangelia dzieciństwa”. Opowieść totalnie osobliwa. Zaciekawia, intryguje, wciąga, jednak z tyłu głowy ciągle...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
6987
1440

Na półkach: ,

"Ewangelia dzieciństwa" to właściwie powieść o głębokim rozczarowaniu nieodpowiedzialnymi ludźmi. Którzy nie tylko bezmyślnie wydają na świat dzieci, ale zupełnie potem o nie nie dbają. Nastawieni na zaspokajanie własnych potrzeb oraz ambicji, nie skupiają się na tym, co (również dla nich) tak naprawdę najważniejsze.

Lydia Millet przestrzega i prosi. „Dlaczego wiecznie na cos narzekamy? Przecież możemy żyć”. Przeczytanie tej książki niech będzie tym pierwszym krokiem. Bo przecież ta historia to wcale nie żadna fantastyczna wizja, TO się już dzieje. „Pewnego dnia okaże się, że nie zostały nam już żadne pieniądze (…). Nawet aplikacje przestaną działać”. Wtedy będzie już za późno…

Więcej: http://dajprzeczytac.blogspot.com/2022/02/ewangelia-dziecinstwa-lydia-millet.html

"Ewangelia dzieciństwa" to właściwie powieść o głębokim rozczarowaniu nieodpowiedzialnymi ludźmi. Którzy nie tylko bezmyślnie wydają na świat dzieci, ale zupełnie potem o nie nie dbają. Nastawieni na zaspokajanie własnych potrzeb oraz ambicji, nie skupiają się na tym, co (również dla nich) tak naprawdę najważniejsze.

Lydia Millet przestrzega i prosi. „Dlaczego wiecznie na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
391
352

Na półkach:

Dziś o książce „Ewangelia dzieciństwa” autorstwa Lydia Millet.
Dwanaścioro dzieci i ich Rodzice.
Mgliście zarysowane dwie grupy bohaterów z wyraziście zarysowanym konfliktem międzypokoleniowym.
Przenosimy się do letniego domku. Dorośli skupieni na sobie i alkoholowych libacjach, dzieci pozostawione sobie, wymyślają przeróżne zabawy… Nie, nie narzekają… raczej robią wszystko by odciąć się od rodziców. To nie jest opowieść o więzi rodzicielskiej, o wielkiej matczynej miłości, ojcowskiej mądrości... To alarmująca historia o braku świadomości nadciągającej katastrofy.
Nie ma tu sielankowej atmosfery… jest oczekiwanie na nieuniknione, na tragedię, na huragan, który zmiecie twierdzę pozorów, ukarze straszną prawdę.
Skupienie starszego pokolenia na tym, co aktualnie ich zajmuje i brak szerszego patrzenia, brak myślenia o konsekwencjach, o przyszłości, o tym, co pozostawią swoim dzieciom.
To książka przestroga (w nieco biblijnym tonie).
Polecam lekturę, ze względu na przesłanie, ale nie będę ukrywała, że oczekiwałam więcej, głębiej, mocniej.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwo Czarna Owca.

Dziś o książce „Ewangelia dzieciństwa” autorstwa Lydia Millet.
Dwanaścioro dzieci i ich Rodzice.
Mgliście zarysowane dwie grupy bohaterów z wyraziście zarysowanym konfliktem międzypokoleniowym.
Przenosimy się do letniego domku. Dorośli skupieni na sobie i alkoholowych libacjach, dzieci pozostawione sobie, wymyślają przeróżne zabawy… Nie, nie narzekają… raczej robią...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
912
812

Na półkach:

Łabędzi śpiew, a jednocześnie przerażająca szalona groteska. Efekt? Ciężka głowa i zamglony wzrok. Ta "opowieść ku przestrodze" sprawia, że można na chwilę kompletnie "odkleić się" od rzeczywistości i pomedytować o przyszłości. Mętna atmosfera i czas, który jest tutaj czymś bardzo płynnym sprawiają, że można dać ponieść się wyobraźni. Trzeba jednak być jednocześnie wystarczająco skupionym, by w tej poszatkowanej narracji odnaleźć i odpowiednio zinterpretować wszelkie alegorie.
.
"Skandalicznie długi wyjazd", który miał być "ostatnim wyskokiem" DOROSŁYCH, zamienia się w gorszący i groteskowy obraz ich upodlenia. Wykształcony, artystyczny, nowobogacki światek ludzi snujących się jak "roboty bez oprogramowania" w pałacowym schronieniu- przeraża i zasmuca jednocześnie. Nic dziwnego, że ci DOROŚLI (i rodzice), przynoszą dzieciom wstyd. Dorośli są "śliscy" i "wyoutowani". To "złachane" postacie, które snują się bez celu, "to tu, to tam", całkowicie bezkształtni, upici i upaleni, gadający o "utopii", raczący się kolejną porcją whiskey. "Do śniadania kawa po irlandzku. Do lunchu piwo, a od szesnastej: hulaj dusza". Nic dziwnego, że wydają się upośledzeni, zarówno umysłowo, jak i emocjonalnie. Na ich tle dzieci wypadają nad wyraz dojrzale i o trzeźwych umysłach.
.
Ta opowieść jest jak "dom chłostany podmuchami wiatru". Trudna w odbiorze, a jednocześnie niepozbawiona treści. Momentami intelektualnie obsceniczna, ale też inteligentna i przewrotna. Na początku ciężko odnaleźć się zarówno w klimacie, jak i narracji. Ciężko odczytać poprawnie wszystkie metafory, jakimi karmi nas Autorka. Z jednej strony tematyka śmiertelnie poważna, a z drugiej- spora dawka czarnego humoru i prześmiewczych dialogów, stanowiących dosadną krytykę współczesności. Trochę dziwna. Trochę jakby mnie też przerosła. Zaintrygowała, ale były też momenty, kiedy czułam się niepewnie bo musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu. Podobało mi się to jednak. Polecam.

Łabędzi śpiew, a jednocześnie przerażająca szalona groteska. Efekt? Ciężka głowa i zamglony wzrok. Ta "opowieść ku przestrodze" sprawia, że można na chwilę kompletnie "odkleić się" od rzeczywistości i pomedytować o przyszłości. Mętna atmosfera i czas, który jest tutaj czymś bardzo płynnym sprawiają, że można dać ponieść się wyobraźni. Trzeba jednak być jednocześnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
533
533

Na półkach:

Jakże się cieszę, że ta książka stanęła na mojej drodze! Lubię, gdy autorzy podejmują kontrowersyjne tematy, zapuszczają się w rejony do tej pory literaturze nieznane, stanowiące powiew świeżości. Życzyłabym sobie, aby takich książek było więcej, ale przejdźmy do rzeczy.
Wspólny wyjazd rodzice, znajomi i ich dzieci miał zaowocować wakacyjnym lenistwem i obfitować w czas najlepszej rozrywki, jednak wkrótce miejsce to nawiedził kataklizm w postaci silnego huraganu. Od tego momentu widzimy jak na dłoni wyraźny podział na tych, którzy ratują dobytek i martwią się jak przetrwać oraz tych oddających się ciągłej zabawie. I wcale nie jest tak jak myślicie. Tu role zostały zamienione.

"Rodzice to najgorszy rodzaj ludzi, to oni zjedli naszą planetę".

W tym wypadku pociechy starają się myśleć jak dorośli, podczas, gdy rodzicie wspinają się na kolejne wyżyny obrzydliwości. W momencie, gdy woda wdziera się do budynku organizują zbiorową orgię, robią drinki i wciągają koks. Dużo tu kontrowersji i przeciwieństw. Czytelnik obserwuje przerażenie w oczach dzieci ratujących dobytek, lękających się burzy, a obok nich beztroskich, niczego nieświadomych rodziców. Zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z odwróconym procesem biologicznym: dorośli coraz bardziej dziecinnieją, pogarsza się ich forma psychiczna, trzeba ich mieć pod ciągłym nadzorem. Podczas, gdy najmłodsi z łatwością potrafią się zaadaptować do nowej sytuacji, są pomysłowi i sprytni.
W całej tej opowieści mamy mnóstwo alegorii biblijnych: plagi, potop, historia Izaaka i Abrahama. Obraz apokaliptyczny jest tu nie tyle zagrożeniem, ale pokazuje skutki globalnego ocieplenia.
W tej niewielkiej objętościowo książce naprawdę dużo się dzieje. gdzieś pomiędzy stronami mamy wetknięte nieco myśli filozoficznej. Zwróćmy uwagę jak zaakcentowano obecność zwierząt.
Jedyne, co nie odpowiadało mi to tempo akcji, w niektórych miejscach zbyt powolne.
Pomijając powyższe Ewangelia dzieciństwa pozwoliła mi odkryć literaturę, jakiej jeszcze nie znałam. Niestety książka nie jest dedykowana do szerokiego grona odbiorców przez podjęcie wielu kontrowersyjnych tematów

Jakże się cieszę, że ta książka stanęła na mojej drodze! Lubię, gdy autorzy podejmują kontrowersyjne tematy, zapuszczają się w rejony do tej pory literaturze nieznane, stanowiące powiew świeżości. Życzyłabym sobie, aby takich książek było więcej, ale przejdźmy do rzeczy.
Wspólny wyjazd rodzice, znajomi i ich dzieci miał zaowocować wakacyjnym lenistwem i obfitować w czas...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
710
512

Na półkach:

Kilka rodzin spędza wspólne przymusowe wakacje. Dzieci będą miały okazję zacieśnić więzi, ale zdecydowanie częściej będą pakować się w kłopoty. Ulubionym punktem dnia wszystkich rodziców jest kolacja, czyli wieczór obfity w alkohol oraz - jak to mówią dzieci - nudną paplaninę.
Jak szybko można się zorientować nie jest to zwykły i sielski urlop. Zbliżają się ogromne załamania pogodowe zagrażające ludzkości. Świat się kończy i nie jest to tylko czcze gadanie.

Dużo niewiadomych, zawiłe postępowanie bohaterów i niezrozumiałe sytuacje. Jeszcze bardziej potęgują w czytelniku chęć poznania prawdy. Początkowo byłam zaintrygowana, ale bardzo często duże partie powieści mnie nużyły. Ciężko ocenić mi tę książkę. Było w niej kilka mocnych punktów zwłaszcza tych apokaliptycznych (wielka powódź) oraz wątek małej psychopatki. Na uwagę zasługują także zajęcia lekcyjne zorganizowane przez dzieci i rozważania na temat natury i wiary.

W fabule jest ogromny potencjał, jednak czegoś mi zabrakło. Książka ma tylko 220 stron, a czytałam ją bardzo długo.

Kilka rodzin spędza wspólne przymusowe wakacje. Dzieci będą miały okazję zacieśnić więzi, ale zdecydowanie częściej będą pakować się w kłopoty. Ulubionym punktem dnia wszystkich rodziców jest kolacja, czyli wieczór obfity w alkohol oraz - jak to mówią dzieci - nudną paplaninę.
Jak szybko można się zorientować nie jest to zwykły i sielski urlop. Zbliżają się ogromne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
693
680

Na półkach:

"Ewangelia dzieciństwa" Lydii Millet to rzecz o wielkim rozczarowaniu i swoistej rezygnacji, gdy wszystko i wszyscy dookoła w danym momencie zawodzą, gdy niczego nie można być już pewnym i nie bardzo jest na co liczyć.

To rozżalenie zaczyna się przygnębieniem postawą rodziców podczas wakacji spędzanych w letnim domku. Eve, główna bohaterka wraz z gromadką innych dzieci obserwuje swoich opiekunów, którzy coraz bardziej popadają w swego rodzaju otumanienie. Dzieci postanawiają odseparować się od dorosłych, próbują się od nich odciąć, nabrać dystansu. Tym bardziej, że otępienie rodziców pogłębia spożywany alkohol i w pewnej chwili dialog między pokoleniami praktycznie się urywa.

Młodzi dosyć dobrze sobie radzą aż do momentu, gdy huragan i gwałtowna burza niszczą sporą część posiadłości. Wówczas drogi dwóch generacji załamują się na dobre po raz pierwszy. Okazuje się, że rodzice nie są zdolni do podjęcia jakichkolwiek racjonalnych kroków. To dzieci zachowują się teraz bardziej trzeźwo i odpowiedzialnie.

Autorka wyraźnie ukazuje problem różnicy międzypokoleniowej. Dawny świat zmierza do zagłady, kruszy się i rozpada - wszystko to odbywa się na oczach rodziców, którzy wydają się zupełnie nie zauważać zbliżającej się katastrofy i ani myślą przerywać sobie dobrej zabawy.

W związku z tym do głosu dochodzi młodzież, L. Millet świadomie odwraca obiegowe role, przyznam, że ten zabieg jest tu dosyć ciekawy. Śledzimy dalsze poczynania dzieci, które próbują na nowo poskładać swój rozbity przez żywioł świat. Powieść pełna jest symboliki i odwołań do historii biblijnych.

A jednak "Ewangelia dzieciństwa" jest rozczarowaniem i dla mnie, ciekawy pomysł fabularny nie przekłada się na całość, być może autorka chciała zbyt wiele, w moim odczuciu jest tu wszystkiego za dużo, jest zbyt dosłownie. Pewne rozwiązania wydają się być wręcz banalne, czuć pewną mocną radykalność, która nie zostawia marginesu wątpliwości. Apokalipsa właśnie się dokonuje. Nie próbuj interpretować inaczej. I chociaż Millet wcale nie jest tu całkiem bezpośrednia, mam wrażenie, że zamyka czytelnikowi drogę dowolnego odbioru, narzuca mocno swój punkt widzenia.

Myślę, że wyłapując ważne przesłanie tej pozycji, nie potrafię się z nią identyfikować ani też nią fascynować. Czegoś mi brakuje, coś zgrzyta, chwilami czuję się "zagadana" brakiem dwuznaczności, siłą wciskanego mi dogmatyzmu.

"Ewangelia dzieciństwa" jest na swój sposób oryginalna, zdobyła kilka wyróżnień, uznana przez The New York Times jako jedna z najlepszych książek 2020 roku. Ja jednak nie podzielam tego zachwytu.

"Ewangelia dzieciństwa" Lydii Millet to rzecz o wielkim rozczarowaniu i swoistej rezygnacji, gdy wszystko i wszyscy dookoła w danym momencie zawodzą, gdy niczego nie można być już pewnym i nie bardzo jest na co liczyć.

To rozżalenie zaczyna się przygnębieniem postawą rodziców podczas wakacji spędzanych w letnim domku. Eve, główna bohaterka wraz z gromadką innych dzieci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1168
620

Na półkach:

"Ewangelia dzieciństwa" to książka niezwykła. Szokująca, niepokojąca, inna. Są takie książki, po których ciężko napisać mi cokolwiek, ponieważ wiem, że moje słowa nigdy nie będą tak dobre, jak to, co właśnie przeczytalam. Robią tak ze mną lektury wybitne. I "Ewangelia dzieciństwa" do nich należy.
Grupa rodziców wraz z dziećmi spędzają urlop w letnim domku nad oceanem. Eve, narratorka opowieści, nastolatka i starsza siostra Jacka ukazuje losy obu pokoleń i przepaść między nimi. Kreśli historię rozczarowań, upadku priorytetów, moralności, różnic między pokoleniami, denalizmu klimatycznego, wyparcia, braku wiary w siłę jednostki, braku chęci do walki, miłości do bliźnich i zwierząt.
Gdy dzieci starają się zejść pijanym rodzicom z oczu i jakoś przeżyć wspólny wyjazd pojawia się informacja o huraganie. Świat, który wszyscy dotąd znali zmienia się i każdy musi podjąć decyzję i wziąć sprawy w swoje ręce. Komu się to uda?
Ta książka to jeden wielki symbol i metafora. Pełno w niej bolesnych zdarzeń i trudnych tematów. Autorka wytyka nam, współczesnym, błędy. Ośmiesza nas i ukazuje bolesne konsekwencjie. I trudno się nie zgodzić z Lydią Millet. Daliśmy ciała. I jest to smutny obraz rzeczywistości. Smutny, choć o satyrę tu nietrudno.
Początkowo ciężko było mi wejść w tę historię. Później nie mogłam się od niej oderwać. Czułam jakbym czytała powieść sensacyjna, ale też reportaż, baśń, dziennik. Trudno sklasyfikować "Ewangelię dzieciństwa". Wymyka się gatunkom. Czytając miałam skojarzenia z genialnym "Miastem ślepców". Takie książki są ważne z potrzebne i ze względu na tematykę powinny być lekturami obowiązkowymi. Nie każdy będzie zachwycony, ale przemyślenia mogą przynieść coś dobrego dla świata.

"Ewangelia dzieciństwa" to książka niezwykła. Szokująca, niepokojąca, inna. Są takie książki, po których ciężko napisać mi cokolwiek, ponieważ wiem, że moje słowa nigdy nie będą tak dobre, jak to, co właśnie przeczytalam. Robią tak ze mną lektury wybitne. I "Ewangelia dzieciństwa" do nich należy.
Grupa rodziców wraz z dziećmi spędzają urlop w letnim domku nad oceanem. Eve,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
201
201

Na półkach:

Ewangelia dzieciństwa" to powieść o przepaści, różnicy pokoleniowej i rozczarowaniu. W tej książce stwierdzenie, że "człowiek im starszy, tym mądrzejszy" jest ogromnym błędem.
Narratorką 'Ewangelii.." jest Eve, która podobnie jak jedenaścioro innych dzieci spędza wakacje w wynajętej przez ich rodziców letniej willi. Rodzice w tej książce to zdecydowanie postaci drugoplanowe, mniej istotne, pozbawione nawet imion i charakterystycznych cech. Raczący się całymi dniami alkoholem są przez dzieci traktowani lekceważąco, szyderczo i z pewnym poczuciem wstydu. Nie wiemy nawet czyimi są rodzicami - to skrzętnie skrywana zagadka i jednocześnie gra, jaką prowadzą dzieci.
Lydia Millet wyraźnie ukazuje problem różnicy międzypokoleniowej. Świat w jakim przyszło żyć młodym zmierza do zagłady, kruszy się i rozpada. Rodzice wogóle nie są świadomi czekającej ich katastrofy. Do tego dochodzi jeszcze alkoholowe otępienie, które potęguje ich ignorancję.
Gwałtowna burza i huragan niszczą część letniej posiadłości. Okazuje się, że rodzice nie są zdolni do podjęcia jakichkolwiek racjonalnych kroków. To dzieci zachowują się bardziej trzeźwo i odpowiedzialnie. Ich podejście do tego, co należy robić diametralnie się różni. Kolejne różnice między nimi stają się jeszcze bardziej wyraźne. Rodzice chcą dalej balować, dzieci z kolei chcą ratować to, co jeszcze zostało.
W "Ewangelii dzieciństwa" role rodziców i dzieci zostały odwrócone. Okazuje się, że tylko dzieci postafiły zachować trzeźwy osąd w momencie w którym ich rodzice zajęci byli wyłącznie piciem, zabawą i balowaniem.
W książkę nie brakuje również biblijnych odniesień i symboliki. Huragan i zmiany klimatyczne są być może wstępem do apokalipsy i nadchodzącego końca świata. Lydia Millet nie patyczkuje się z czytelnikiem, jej styl jest ostry i bezpośredni. "Ewangelia dzieciństwa" to ostrzeżenie, jakie daje nam autorka przed tragicznymi skutkami katastrofy klimatycznej.

Ewangelia dzieciństwa" to powieść o przepaści, różnicy pokoleniowej i rozczarowaniu. W tej książce stwierdzenie, że "człowiek im starszy, tym mądrzejszy" jest ogromnym błędem.
Narratorką 'Ewangelii.." jest Eve, która podobnie jak jedenaścioro innych dzieci spędza wakacje w wynajętej przez ich rodziców letniej willi. Rodzice w tej książce to zdecydowanie postaci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
489
132

Na półkach: ,

„Ewangelia dzieciństwa” to książka nie dla każdego, to jedna z tych pozycji którą albo się pokocha, albo odłoży w kąt. Ja jestem ulokowana gdzieś pomiędzy. To dystopijna, apokaliptyczna wizja przyszłości której czoła stawiają Ci najmłodsi, podczas gdy dorośli zamykają się w swoim świecie.

Evie wraz z bratem i innymi dziećmi spędzają ciepłe dni w domu na odludziu. To spotkanie po latach ich rodziców, którzy w dorosłym życiu przepełnionym pracą i obowiązkami zatracili swoje znajomości. Mimo że wszyscy spędzają czas w jednym miejscu, na każdym kroku podkreślane jest że istnieją dwa obozy – dzieci, i dorosłych, którzy dla całej historii są tak nieistotni że nawet nie znamy ich imion. Matki i ojcowie.

W obliczu nadchodzącej katastrofy to właśnie dzieci – te młodsze i te starsze przejmą na siebie odpowiedzialność za czyny popełnione przez starsze pokolenia, podczas gdy ich rodzice będą pochłonięci zamartwianiem się o swoje prace i pieniądze. Z tego też powodu dzieci nie chcą utożsamiać się ze swoimi rodzicami – grają w grę, aby jak najdłużej w tajemnicy utrzymać kto jest z kim spokrewniony, można powiedzieć że nie „przyznają” się do swoich rodziców i nie chcą się stać tacy jak oni. Tak samo zaślepieni, niewrażliwi na otaczający ich świat, w wolnych chwilach zatracający się w alkoholu i zabawach. To właśnie w tym domku następuje pewna zamiana ról, gdzie rodzice cieszą się beztroskimi chwilami, a dzieci stają w obliczu nadchodzącej tragedii.

To fantastyczna, wolna opowieść pełna symboliki, ukrytych znaczeń i odwołań do opowiadań Biblijnych, którą można odczytywać na wiele sposobów. Napisana prostym językiem i niekiedy gorzka. Pomimo niedużej ilości stron nie byłam w stanie przeczytać jej na raz. To wspaniały hołd dla przyrody i ukłon w stronę jej siły.

„Ewangelia dzieciństwa” to książka nie dla każdego, to jedna z tych pozycji którą albo się pokocha, albo odłoży w kąt. Ja jestem ulokowana gdzieś pomiędzy. To dystopijna, apokaliptyczna wizja przyszłości której czoła stawiają Ci najmłodsi, podczas gdy dorośli zamykają się w swoim świecie.

Evie wraz z bratem i innymi dziećmi spędzają ciepłe dni w domu na odludziu. To...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to