Pierwsza część epickiej opowieści o X-men'ach.
Obowiązkowa pozycja dla fanów mutantów ze świata Marvela.
Więcej znajdziecie w Video-opinii. Zapraszam :)
Pierwsza część epickiej opowieści o X-men'ach.
Obowiązkowa pozycja dla fanów mutantów ze świata Marvela.
Więcej znajdziecie w Video-opinii. Zapraszam :)
Musiało minąć 25 lat, żeby ktoś w Polsce zdecydował się wydać opowieść, ktora jest bezpośrednią kontynuacją serii X-men wydawanej swego czasu przez TM-Semic.
Wychodziły przez ten czas różne pozycje z X-Men ale Age of Apocalypse było tym brakującym ogniwem, od którego chciałem zacząć powrót do świata mutantów. I gdy już miałem sięgnąć po wydanie zagraniczne tej historii, ukazała się w końcu wersja polska, za którą się właśnie zabieram.
Księga dzieli się na dwie części.
Pierwsza część opowiada o tym jak doszło do zamachu na Xaviera i jest to bardzo dobra wiadomość, bo obawiałem się że to preludium zostanie pominięte i przedstawiona zostanie tylko główna historia.
Ta natomiast zaczyna się mniej więcej w połowie zeszytu.
I cóż, muszę przyznać że historia ta jest naprawdę bardzo dobrze napisana. Najbardziej mnie urzekło to, jak przedstawiają się relacje międzyludzkie w zmienionej linii czasu. Jeśli ktoś czytał stare X-meny z lat 90-tych znajdzie tutaj wiele ciekawych analogii. To wszystko sprawia, że jest to taka powieść z serii "co by było gdyby". Dla kogoś kto nie czytał TM-Semic'owych wydań pewne smaczki mogą być nie do uchwycenia. Historia sama w sobie jest ciekawa i sensownie ułożona.
Strona graficzna również wypada bardzo dobrze, choć z uwagi na to że na crossover składa się kilka wydawnictw, mamy tutaj do czynienia z różnymi artystami. Najbardziej spodobały mi się rysunki Rogera Cruza i Tony Daniel'a, które przypominają mi bardzo prace Jima Lee. I nie wiem, czy przypadkiem uczniowie nie przerośli tutaj mistrza.
Wiem że niektórym osobom nie podobają się szczegółowe, pełne seksapilu i czasem przerysowane, wyidealizowane postacie w ilustracjach z lat 90-tych, ale jeśli komuś podoba się ten styl to będzie w pełni usatysfakcjonowany. Jeśli wśród artystów wymienimy jeszcze braci Kubert, to o stronę graficzną powinniśmy byś spokojni.
Najsłabiej natomiast wypadły tutaj ilustracje Chrisa Bachallo ilustrującego przygody młodych mutantów Generation Next. Ale wciąż jest to poziom przyzwoity.
Tom 1. uznałbym za bardzo dobry.. wróć..,
...uznać należy za bardzo dobry, pomimo trochę słabszej końcówki. Ale to nie wina końcówki, lecz ostatecznego wrażenia jakie zostaje po świetnych wcześniejszych częściach tej powieści.
Musiało minąć 25 lat, żeby ktoś w Polsce zdecydował się wydać opowieść, ktora jest bezpośrednią kontynuacją serii X-men wydawanej swego czasu przez TM-Semic.
Wychodziły przez ten czas różne pozycje z X-Men ale Age of Apocalypse było tym brakującym ogniwem, od którego chciałem zacząć powrót do świata mutantów. I gdy już miałem sięgnąć po wydanie zagraniczne tej historii,...
Era Apocalypse’a: Świt #1 to początek jednego z największych i najciekawszych eventów Marvela w uniwersum X-Men. Tytuł, którym powinien zainteresować się każdy szanujący się fan mutantów. Tym bardziej cieszy fakt, że wydawnictwo Mucha Comics zdecydowało się na publikację zbiorczego wydania na naszym rynku.
Profesor X (Charles Francis Xavier) to bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci w całym uniwersum X-Men. Gdyby nie on mutanci, których znamy i lubimy, nie mieliby okazji stać się podziwianymi bohaterami. Na pewno jednak nie jeden czytelnik komiksów Marvela, często zastanawiał się jak mógłby wyglądać ten świat bez „profesora”. Odpowiedź na to można znaleźć w serii Era Apocalypse’a, która pokazuje alternatywną historię, w której nic nie jest takie jak powinno.
Legion syn Profesora X, cierpiący na rozdwojenie jaźni i poważne problemy emocjonalne, to zarazem jeden z potężniejszych mutantów. Udaje się on w przeszłość, aby namieszać trochę w historii, jego czyny prowadzą do śmierci Charlesa Xaviera, zanim ten powoła do życia X-Menów. Następstwa tego wydarzenia są bardzo poważne i mocno przerażające. Świat, jaki znali czytelnicy uległ całkowitemu przeobrażeniu. Mutanci całkowicie zdominowali gatunek ludzki, a na czele władzy stanął Apocalypse. Mutant o nieograniczonej niemal boskiej mocy, któremu nic nie jest w stanie zagrozić. Rządzi on twardą ręką, będąc przekonanym o tym, że tylko najsilniejsi powinni przetrwać, dzięki czemu świat stanie się „lepszy”. W tym apokaliptycznym świecie promykiem nadziei dla uciśnionych jest grupka bohaterów na czele której stoi nikt inny jak sam Magneto. Eric Lensherr mający przebłyski świadomości z lepszej wersji świata, będzie starał się przywrócić dawny porządek. Zdaje sobie on jednak sprawę z tego, że wyzwanie jakie czeka zarówno niego, jak i innych bohaterów, będzie wymagać od nich naprawdę wielkiego poświęcenia.
Bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z historią genialną pod wieloma względami, która stała się istotna nie tylko dla samego uniwersum mutantów, ale również dla całej marki Marvel. Event pod względem swojej epickości i ważności dla fanów, porównywany jest do „Tajnego imperium” i zdecydowanie nie są to porównania na wyrost. Pierwszy tom cyklu (całość ma składać się z czterech części) to mieszkanka widowiskowej akcji, świetnie nakreślonych bohaterów, problemów egzystencjalnych, podróży w czasie, paradoksów czasowych, niekoniecznie jasnego podziału na dobro i zło oraz całej masy treści, która skrywa swoje wielowarstwowe oblicze. Oczywiście znalazło się tutaj również miejsce dla pewnych irracjonalnych zachowań postaci, pewnej dawki kiczu czy momentami zbyt przesadnej „amerykańskości”. Są to jednak elementy tak typowe dla komiksu superbohaterskiego, że mało kto uznaje je za wady, tym bardziej że tutaj zanikają one pod grubszą warstwą znacznie lepszej treści.
Cały event Era Apocalypse’a swoją premierą miał w połowie lat 90-tych, następnie rozlewając się na pokaźną liczbę zeszytów całej wielkiej serii X-Men. Chęć poznania wszystkich wydarzeń w „pierwszym” wydaniu, byłoby więc mocno problematyczne. Na całe szczęście rodzimy dystrybutor, zebrał wszystkie odpowiednie zeszyty w taki sposób, aby czytelnik mógł poznawać całą historię w należytej formie i odpowiedniej kolejności. Rodzime wydanie jest więc pod względem treści, jak i formy, niemal doskonałe i na pewno może stać się ozdobą nie jednej domowej kolekcji komiksów.
Era Apocalypse’a: Świt #1 to początek jednego z największych i najciekawszych eventów Marvela w uniwersum X-Men. Tytuł, którym powinien zainteresować się każdy szanujący się fan mutantów. Tym bardziej cieszy fakt, że wydawnictwo Mucha Comics zdecydowało się na publikację zbiorczego wydania na naszym rynku.
Profesor X (Charles Francis Xavier) to bezsprzecznie jedna z...
Potencjał superbohaterskich drużynówek wydaje się być naprawdę spory – problemem konkretnego autora jest to, jak zostanie on wykorzystany. Na przestrzeni lat mutanci Marvela mieli naprawdę dużo szczęścia – ich perypetie często były przedstawiane przez prawdziwych fachowców. Kolejną sprawą jest to, że tematyka konfliktów rasowych i tolerancji praktycznie zawsze jest na czasie, a to te motywy stanowią siłę napędową właściwie wszystkich tytułów zahaczających o X-Menów. Nie inaczej jest w przypadku „Ery Apocalypse’a”, która wprowadza jednak do świata przedstawionego sporo nowych rzeczy.
W wyniku ciężkiej potyczki syn profesora Xaviera, Legion, jeden z najpotężniejszych, ale też najbardziej nieobliczalnych mutantów, zapada w śpiączkę. Gdy się z niej wybudza, okazuje się, że wszystkie jego osobowości scaliły się w jedną. Jego moce są większe niż kiedykolwiek wcześniej, Legion postanawia więc je wykorzystać. Udaje się w przeszłość, by zabić Magneto, zanim ten stanie się największym wrogiem ludzkości. Nie wszystko idzie jednak tak, jak powinno, gdyż w wyniku splotu okoliczności powstaje nowa rzeczywistość, w której rzeczony Magneto staje się bohaterem i liderem X-Men, prowadząc ich do walki z Apolcalypse'em, najstarszym i bardzo potężnym mutantem.
Stałym elementem komiksów o X-Menach są podróże w czasie. Raz po raz taki motyw się pojawia, głównie po to, by dać fabule efekt nieprzewidywalności. Podobnie jest w omawianym albumie, ale, o dziwo, nie możemy tym razem mówić o odgrzewanym kotlecie. Dlaczego? Motyw zostaje bowiem użyty w bardzo rozsądny i ciekawy sposób, a jego wprowadzenie stwarza w końcu pole do zaprezentowania czegoś świeżego i zgoła nieoczekiwanego. Chodzi o zupełnie nowy obraz świata przedstawionego, w którym naruszone zostaje dotychczasowe status quo, w wyniku czego część bohaterów całkowicie zmienia swoją charakterystykę.
Fabularne novum powstaje tutaj w wyniku śmierci profesora Xaviera, co samo w sobie jest bardzo odważnym pomysłem. Wydarzenia tego typu zazwyczaj są w komiksie superbohaterskim zaledwie fasadą – rzeczy wracają do punktu wyjściowego nader szybko, nie niosąc ze sobą praktycznie żadnych konsekwencji. Jak będzie z trwałymi efektami, przekonamy się bliżej zakończenia serii, jednak, jak wiemy, inicjatywa o nazwie „Era Apocalypse’a” była bardzo rozległa, obejmując finalnie ponad pięćdziesiąt zeszytów różnych serii.
Omawiany album przynosi autorom możliwość pokazania bohaterów w innym niż zazwyczaj środowisku, a wspomniane wcześniej zmiany charakterologiczne skutkują tym, że znajdują się oni w zupełnie innych okolicznościach niż te, które znamy. Taki Magneto zajmuje na przykład miejsce Profesora X, stając się dla X-Menów mentorem, z kolei Cyclops jest żołnierzem Apocalypse’a i poluje na innych mutantów. Ta zmiana miejsc jest naprawdę odświeżająca, pozwala bowiem spojrzeć zarówno na protagonistów, jak i na świat przedstawiony w innym świetle. Interesująca jest także sceneria, w której rozgrywa się akcja. To zniszczony świat, w którym trzeba walczyć o przetrwanie. Ta sceneria postapo nie jest co prawda tak przytłaczająca, jak w pierwszym „Staruszku Loganie”, ale i tak robi wrażenie – to coś innego niż rzeczywistość, w której mutanci operują na co dzień. Trzeba jednak przy tym dodać, że sama fabuła jest za to nieco mniej atrakcyjna niż w przypadku innych przygód X-Menów – twórcy skupiają się przede wszystkim na akcji i rozrywce, co znacznie zmniejsza poziom skomplikowania całości.
Biorąc pod uwagę dzisiejszy standard, rysunki sprawiają nieco archaiczne wrażenie – nie da się tego ukryć. Nie sądzę jednak, by komukolwiek ten fakt w większym stopniu przeszkadzał. Grafiki mają bowiem duży urok, a kto pamięta styl rysowania przygód mutantów pod koniec zeszłego wieku, będzie ukontentowany, a w dodatku połechtany zostanie jego sentymentalizm. To prace w stylu: „nawet mięśnie bohatera mają własne mięśnie”, co początkowo sprawia nieco karykaturalne wrażenie, ale jest jednak produktem swoich czasów i gdy się już do tego stylu na powrót przyzwyczaimy, to przynosi on sporo wizualnej frajdy.
„Era Apocalypse’a” jest komiksem, który w Polsce obrósł swego rodzaju legendą – miał być jedną z kolejnych wielkich opowieści wydanych przez świętej pamięci TM-Semic. Z tego też powodu będzie z pewnością atrakcyjny dla pokolenia, które się na wydawanych przez to wydawnictwo w latach dziewięćdziesiątych tytułach wychowało. Myślę jednak, że nie tylko oni docenią początkowe rozdziały tej monumentalnej sagi – jest to po prostu dobry akcyjniak, który nie obraża zanadto inteligencji czytelnika, a potrafi przy tym zaangażować. Może nieco brakuje w nim większej dozy refleksji, jako przeciwwagi dla tego szalonego tempa, ale nie jest to jakaś znacząca wada. Zasadniczo bawiłem się podczas lektury dobrze i Wy pewnie też będziecie. Teraz nic tylko czekać na kolejne tomy.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/08/x-men-era-apocalypsea-tom-1-recenzja.html
oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal (wpis z 13. 07. 2020) - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3453786384644064?__tn__=K-R
Potencjał superbohaterskich drużynówek wydaje się być naprawdę spory – problemem konkretnego autora jest to, jak zostanie on wykorzystany. Na przestrzeni lat mutanci Marvela mieli naprawdę dużo szczęścia – ich perypetie często były przedstawiane przez prawdziwych fachowców. Kolejną sprawą jest to, że tematyka konfliktów rasowych i tolerancji praktycznie zawsze jest na...
Fabularnie “Era Apocalypse’a” to solidna i fachowa robota za którą odpowiadają Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza. Nawet przyrównując ją do dzisiejszych standardów nie ma wstydu, choć narracyjnie mogło być dużo lepiej – ale to po prostu znak tamtych czasów. Podobnie zresztą jak rysunki: rozbuchane, przeładowane niepotrzebnymi detalami, pełne pokracznych poz i czasami naddo eksponujące kobiece wdzięki. Tak się wtedy rysowało, tak zwracało uwagę nastoletnich czytelników. Ma to swój urok, zwłaszcza jeśli czytało się komiksy TM-Semic i ma się sentyment do lat 90.
Fabularnie “Era Apocalypse’a” to solidna i fachowa robota za którą odpowiadają Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza. Nawet przyrównując ją do dzisiejszych standardów nie ma wstydu, choć narracyjnie mogło być dużo lepiej – ale to po prostu znak tamtych czasów. Podobnie zresztą jak rysunki: rozbuchane, przeładowane niepotrzebnymi detalami, pełne pokracznych poz i czasami...
Jak widać, mało mi „X-Men”. Nie tych nowych, bardziej z tych czasów, na jakich się wychowałem, ale w końcu, kiedy się po coś sięga, to dla przyjemności, a w tej serii chyba nic nie sprawia mi takiej frajdy jak to, co działo się tam w latach 80. i 90. No i przede wszystkim to są opowieści stanowiące kwintesencję tego, czym były i być powinny przygody mutantów. A „Era Apocalypse’a” to jedno z tych mutanckich wydarzeń, które uważane są za najlepsze. Zresztą niejedna topka takich eventów wrzuca go na pierwszym miejscu. Z tym czy powinien znaleźć się tak wysoko, można by polemizować, ale nie zmienia to faktu, że rzeczywiście należy do tych najlepszych. A przy okazji mamy go po polsku, w czterech fajnych tomach (acz nie powiem, też niepozbawionych swoich wad), choć bardzo długo musieliśmy na nie czekać.
Legion, syn Charlesa, przebudził się ze śpiączki i szaleje. Dotąd był niesamowicie potężnym mutantem z wieloraką jaźnią, którego różne wcielenia posiadały różne moce. Teraz jego umysł się naprawił, moce połączyły, a on stał się niemalże bogiem. X-Men starają się stawić mu czoła, ale nie mają najmniejszych szans, Legion zaś, zdobywając władzę nad czasem, przeskakuje do lat młodości Xaviera i Magneto, w okres, kiedy dopiero się poznali i chce wszystko odmienić. Nie ma jednak pojęcia, czym skończy isę jego misja. Dochodzi do wielkiej zmiany, świat staje się szaloną dystopią, miejscem, które odmienił Apocalypse. To jego era. Era, w której nie ma Xaviera, Sama główna opowieść zaczyna się w świecie odmienionej teraźniejszości. Misja Legiona nie poszła po jego myśli, a świat się zmienił. W chwili zaczęcia się akcji, Ameryką rządzi Apocalypse, ludzie przegrali, mutanci dominują, a wszystko wokół sypie się i zmienia na coraz gorsze. Jedynie Magneto ze swoimi X-Men stanowią opozycję, która chce zmienić wszystko. A zmiana zaczyna się, kiedy po dwudziesty latach Bishop, który jako jedyny pamięta wcześniejszą rzeczywistość, odnajduje Magneto i… Czy tą rzeczywistość da się jeszcze w ogóle odmienić? I czy możliwe jest cofnięcie tego, co zrobił Legion?
Jak widać, mało mi „X-Men”. Nie tych nowych, bardziej z tych czasów, na jakich się wychowałem, ale w końcu, kiedy się po coś sięga, to dla przyjemności, a w tej serii chyba nic nie sprawia mi takiej frajdy jak to, co działo się tam w latach 80. i 90. No i przede wszystkim to są opowieści stanowiące kwintesencję tego, czym były i być powinny przygody...
Pierwsza część epickiej opowieści o X-men'ach.
Obowiązkowa pozycja dla fanów mutantów ze świata Marvela.
Więcej znajdziecie w Video-opinii. Zapraszam :)
Pierwsza część epickiej opowieści o X-men'ach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toObowiązkowa pozycja dla fanów mutantów ze świata Marvela.
Więcej znajdziecie w Video-opinii. Zapraszam :)
Istna jazda bez trzymanki!
Istna jazda bez trzymanki!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMusiało minąć 25 lat, żeby ktoś w Polsce zdecydował się wydać opowieść, ktora jest bezpośrednią kontynuacją serii X-men wydawanej swego czasu przez TM-Semic.
Wychodziły przez ten czas różne pozycje z X-Men ale Age of Apocalypse było tym brakującym ogniwem, od którego chciałem zacząć powrót do świata mutantów. I gdy już miałem sięgnąć po wydanie zagraniczne tej historii, ukazała się w końcu wersja polska, za którą się właśnie zabieram.
Księga dzieli się na dwie części.
Pierwsza część opowiada o tym jak doszło do zamachu na Xaviera i jest to bardzo dobra wiadomość, bo obawiałem się że to preludium zostanie pominięte i przedstawiona zostanie tylko główna historia.
Ta natomiast zaczyna się mniej więcej w połowie zeszytu.
I cóż, muszę przyznać że historia ta jest naprawdę bardzo dobrze napisana. Najbardziej mnie urzekło to, jak przedstawiają się relacje międzyludzkie w zmienionej linii czasu. Jeśli ktoś czytał stare X-meny z lat 90-tych znajdzie tutaj wiele ciekawych analogii. To wszystko sprawia, że jest to taka powieść z serii "co by było gdyby". Dla kogoś kto nie czytał TM-Semic'owych wydań pewne smaczki mogą być nie do uchwycenia. Historia sama w sobie jest ciekawa i sensownie ułożona.
Strona graficzna również wypada bardzo dobrze, choć z uwagi na to że na crossover składa się kilka wydawnictw, mamy tutaj do czynienia z różnymi artystami. Najbardziej spodobały mi się rysunki Rogera Cruza i Tony Daniel'a, które przypominają mi bardzo prace Jima Lee. I nie wiem, czy przypadkiem uczniowie nie przerośli tutaj mistrza.
Wiem że niektórym osobom nie podobają się szczegółowe, pełne seksapilu i czasem przerysowane, wyidealizowane postacie w ilustracjach z lat 90-tych, ale jeśli komuś podoba się ten styl to będzie w pełni usatysfakcjonowany. Jeśli wśród artystów wymienimy jeszcze braci Kubert, to o stronę graficzną powinniśmy byś spokojni.
Najsłabiej natomiast wypadły tutaj ilustracje Chrisa Bachallo ilustrującego przygody młodych mutantów Generation Next. Ale wciąż jest to poziom przyzwoity.
Tom 1. uznałbym za bardzo dobry.. wróć..,
...uznać należy za bardzo dobry, pomimo trochę słabszej końcówki. Ale to nie wina końcówki, lecz ostatecznego wrażenia jakie zostaje po świetnych wcześniejszych częściach tej powieści.
Musiało minąć 25 lat, żeby ktoś w Polsce zdecydował się wydać opowieść, ktora jest bezpośrednią kontynuacją serii X-men wydawanej swego czasu przez TM-Semic.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWychodziły przez ten czas różne pozycje z X-Men ale Age of Apocalypse było tym brakującym ogniwem, od którego chciałem zacząć powrót do świata mutantów. I gdy już miałem sięgnąć po wydanie zagraniczne tej historii,...
Era Apocalypse’a: Świt #1 to początek jednego z największych i najciekawszych eventów Marvela w uniwersum X-Men. Tytuł, którym powinien zainteresować się każdy szanujący się fan mutantów. Tym bardziej cieszy fakt, że wydawnictwo Mucha Comics zdecydowało się na publikację zbiorczego wydania na naszym rynku.
Profesor X (Charles Francis Xavier) to bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci w całym uniwersum X-Men. Gdyby nie on mutanci, których znamy i lubimy, nie mieliby okazji stać się podziwianymi bohaterami. Na pewno jednak nie jeden czytelnik komiksów Marvela, często zastanawiał się jak mógłby wyglądać ten świat bez „profesora”. Odpowiedź na to można znaleźć w serii Era Apocalypse’a, która pokazuje alternatywną historię, w której nic nie jest takie jak powinno.
Legion syn Profesora X, cierpiący na rozdwojenie jaźni i poważne problemy emocjonalne, to zarazem jeden z potężniejszych mutantów. Udaje się on w przeszłość, aby namieszać trochę w historii, jego czyny prowadzą do śmierci Charlesa Xaviera, zanim ten powoła do życia X-Menów. Następstwa tego wydarzenia są bardzo poważne i mocno przerażające. Świat, jaki znali czytelnicy uległ całkowitemu przeobrażeniu. Mutanci całkowicie zdominowali gatunek ludzki, a na czele władzy stanął Apocalypse. Mutant o nieograniczonej niemal boskiej mocy, któremu nic nie jest w stanie zagrozić. Rządzi on twardą ręką, będąc przekonanym o tym, że tylko najsilniejsi powinni przetrwać, dzięki czemu świat stanie się „lepszy”. W tym apokaliptycznym świecie promykiem nadziei dla uciśnionych jest grupka bohaterów na czele której stoi nikt inny jak sam Magneto. Eric Lensherr mający przebłyski świadomości z lepszej wersji świata, będzie starał się przywrócić dawny porządek. Zdaje sobie on jednak sprawę z tego, że wyzwanie jakie czeka zarówno niego, jak i innych bohaterów, będzie wymagać od nich naprawdę wielkiego poświęcenia.
Bez wątpienia mamy tutaj do czynienia z historią genialną pod wieloma względami, która stała się istotna nie tylko dla samego uniwersum mutantów, ale również dla całej marki Marvel. Event pod względem swojej epickości i ważności dla fanów, porównywany jest do „Tajnego imperium” i zdecydowanie nie są to porównania na wyrost. Pierwszy tom cyklu (całość ma składać się z czterech części) to mieszkanka widowiskowej akcji, świetnie nakreślonych bohaterów, problemów egzystencjalnych, podróży w czasie, paradoksów czasowych, niekoniecznie jasnego podziału na dobro i zło oraz całej masy treści, która skrywa swoje wielowarstwowe oblicze. Oczywiście znalazło się tutaj również miejsce dla pewnych irracjonalnych zachowań postaci, pewnej dawki kiczu czy momentami zbyt przesadnej „amerykańskości”. Są to jednak elementy tak typowe dla komiksu superbohaterskiego, że mało kto uznaje je za wady, tym bardziej że tutaj zanikają one pod grubszą warstwą znacznie lepszej treści.
Cały event Era Apocalypse’a swoją premierą miał w połowie lat 90-tych, następnie rozlewając się na pokaźną liczbę zeszytów całej wielkiej serii X-Men. Chęć poznania wszystkich wydarzeń w „pierwszym” wydaniu, byłoby więc mocno problematyczne. Na całe szczęście rodzimy dystrybutor, zebrał wszystkie odpowiednie zeszyty w taki sposób, aby czytelnik mógł poznawać całą historię w należytej formie i odpowiedniej kolejności. Rodzime wydanie jest więc pod względem treści, jak i formy, niemal doskonałe i na pewno może stać się ozdobą nie jednej domowej kolekcji komiksów.
Cała recenzja na:
https://popkulturowykociolek.pl/alternatywna-rzeczywistosc-recenzja-komiksu-era-apocalypsea-swit-1/
Era Apocalypse’a: Świt #1 to początek jednego z największych i najciekawszych eventów Marvela w uniwersum X-Men. Tytuł, którym powinien zainteresować się każdy szanujący się fan mutantów. Tym bardziej cieszy fakt, że wydawnictwo Mucha Comics zdecydowało się na publikację zbiorczego wydania na naszym rynku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProfesor X (Charles Francis Xavier) to bezsprzecznie jedna z...
Potencjał superbohaterskich drużynówek wydaje się być naprawdę spory – problemem konkretnego autora jest to, jak zostanie on wykorzystany. Na przestrzeni lat mutanci Marvela mieli naprawdę dużo szczęścia – ich perypetie często były przedstawiane przez prawdziwych fachowców. Kolejną sprawą jest to, że tematyka konfliktów rasowych i tolerancji praktycznie zawsze jest na czasie, a to te motywy stanowią siłę napędową właściwie wszystkich tytułów zahaczających o X-Menów. Nie inaczej jest w przypadku „Ery Apocalypse’a”, która wprowadza jednak do świata przedstawionego sporo nowych rzeczy.
W wyniku ciężkiej potyczki syn profesora Xaviera, Legion, jeden z najpotężniejszych, ale też najbardziej nieobliczalnych mutantów, zapada w śpiączkę. Gdy się z niej wybudza, okazuje się, że wszystkie jego osobowości scaliły się w jedną. Jego moce są większe niż kiedykolwiek wcześniej, Legion postanawia więc je wykorzystać. Udaje się w przeszłość, by zabić Magneto, zanim ten stanie się największym wrogiem ludzkości. Nie wszystko idzie jednak tak, jak powinno, gdyż w wyniku splotu okoliczności powstaje nowa rzeczywistość, w której rzeczony Magneto staje się bohaterem i liderem X-Men, prowadząc ich do walki z Apolcalypse'em, najstarszym i bardzo potężnym mutantem.
Stałym elementem komiksów o X-Menach są podróże w czasie. Raz po raz taki motyw się pojawia, głównie po to, by dać fabule efekt nieprzewidywalności. Podobnie jest w omawianym albumie, ale, o dziwo, nie możemy tym razem mówić o odgrzewanym kotlecie. Dlaczego? Motyw zostaje bowiem użyty w bardzo rozsądny i ciekawy sposób, a jego wprowadzenie stwarza w końcu pole do zaprezentowania czegoś świeżego i zgoła nieoczekiwanego. Chodzi o zupełnie nowy obraz świata przedstawionego, w którym naruszone zostaje dotychczasowe status quo, w wyniku czego część bohaterów całkowicie zmienia swoją charakterystykę.
Fabularne novum powstaje tutaj w wyniku śmierci profesora Xaviera, co samo w sobie jest bardzo odważnym pomysłem. Wydarzenia tego typu zazwyczaj są w komiksie superbohaterskim zaledwie fasadą – rzeczy wracają do punktu wyjściowego nader szybko, nie niosąc ze sobą praktycznie żadnych konsekwencji. Jak będzie z trwałymi efektami, przekonamy się bliżej zakończenia serii, jednak, jak wiemy, inicjatywa o nazwie „Era Apocalypse’a” była bardzo rozległa, obejmując finalnie ponad pięćdziesiąt zeszytów różnych serii.
Omawiany album przynosi autorom możliwość pokazania bohaterów w innym niż zazwyczaj środowisku, a wspomniane wcześniej zmiany charakterologiczne skutkują tym, że znajdują się oni w zupełnie innych okolicznościach niż te, które znamy. Taki Magneto zajmuje na przykład miejsce Profesora X, stając się dla X-Menów mentorem, z kolei Cyclops jest żołnierzem Apocalypse’a i poluje na innych mutantów. Ta zmiana miejsc jest naprawdę odświeżająca, pozwala bowiem spojrzeć zarówno na protagonistów, jak i na świat przedstawiony w innym świetle. Interesująca jest także sceneria, w której rozgrywa się akcja. To zniszczony świat, w którym trzeba walczyć o przetrwanie. Ta sceneria postapo nie jest co prawda tak przytłaczająca, jak w pierwszym „Staruszku Loganie”, ale i tak robi wrażenie – to coś innego niż rzeczywistość, w której mutanci operują na co dzień. Trzeba jednak przy tym dodać, że sama fabuła jest za to nieco mniej atrakcyjna niż w przypadku innych przygód X-Menów – twórcy skupiają się przede wszystkim na akcji i rozrywce, co znacznie zmniejsza poziom skomplikowania całości.
Biorąc pod uwagę dzisiejszy standard, rysunki sprawiają nieco archaiczne wrażenie – nie da się tego ukryć. Nie sądzę jednak, by komukolwiek ten fakt w większym stopniu przeszkadzał. Grafiki mają bowiem duży urok, a kto pamięta styl rysowania przygód mutantów pod koniec zeszłego wieku, będzie ukontentowany, a w dodatku połechtany zostanie jego sentymentalizm. To prace w stylu: „nawet mięśnie bohatera mają własne mięśnie”, co początkowo sprawia nieco karykaturalne wrażenie, ale jest jednak produktem swoich czasów i gdy się już do tego stylu na powrót przyzwyczaimy, to przynosi on sporo wizualnej frajdy.
„Era Apocalypse’a” jest komiksem, który w Polsce obrósł swego rodzaju legendą – miał być jedną z kolejnych wielkich opowieści wydanych przez świętej pamięci TM-Semic. Z tego też powodu będzie z pewnością atrakcyjny dla pokolenia, które się na wydawanych przez to wydawnictwo w latach dziewięćdziesiątych tytułach wychowało. Myślę jednak, że nie tylko oni docenią początkowe rozdziały tej monumentalnej sagi – jest to po prostu dobry akcyjniak, który nie obraża zanadto inteligencji czytelnika, a potrafi przy tym zaangażować. Może nieco brakuje w nim większej dozy refleksji, jako przeciwwagi dla tego szalonego tempa, ale nie jest to jakaś znacząca wada. Zasadniczo bawiłem się podczas lektury dobrze i Wy pewnie też będziecie. Teraz nic tylko czekać na kolejne tomy.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/08/x-men-era-apocalypsea-tom-1-recenzja.html
oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal (wpis z 13. 07. 2020) - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3453786384644064?__tn__=K-R
Potencjał superbohaterskich drużynówek wydaje się być naprawdę spory – problemem konkretnego autora jest to, jak zostanie on wykorzystany. Na przestrzeni lat mutanci Marvela mieli naprawdę dużo szczęścia – ich perypetie często były przedstawiane przez prawdziwych fachowców. Kolejną sprawą jest to, że tematyka konfliktów rasowych i tolerancji praktycznie zawsze jest na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabularnie “Era Apocalypse’a” to solidna i fachowa robota za którą odpowiadają Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza. Nawet przyrównując ją do dzisiejszych standardów nie ma wstydu, choć narracyjnie mogło być dużo lepiej – ale to po prostu znak tamtych czasów. Podobnie zresztą jak rysunki: rozbuchane, przeładowane niepotrzebnymi detalami, pełne pokracznych poz i czasami naddo eksponujące kobiece wdzięki. Tak się wtedy rysowało, tak zwracało uwagę nastoletnich czytelników. Ma to swój urok, zwłaszcza jeśli czytało się komiksy TM-Semic i ma się sentyment do lat 90.
Fabularnie “Era Apocalypse’a” to solidna i fachowa robota za którą odpowiadają Scott Lobdell, Mark Waid, Fabian Nicieza. Nawet przyrównując ją do dzisiejszych standardów nie ma wstydu, choć narracyjnie mogło być dużo lepiej – ale to po prostu znak tamtych czasów. Podobnie zresztą jak rysunki: rozbuchane, przeładowane niepotrzebnymi detalami, pełne pokracznych poz i czasami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZACZYNA SIĘ NOWA ERA
Jak widać, mało mi „X-Men”. Nie tych nowych, bardziej z tych czasów, na jakich się wychowałem, ale w końcu, kiedy się po coś sięga, to dla przyjemności, a w tej serii chyba nic nie sprawia mi takiej frajdy jak to, co działo się tam w latach 80. i 90. No i przede wszystkim to są opowieści stanowiące kwintesencję tego, czym były i być powinny przygody mutantów. A „Era Apocalypse’a” to jedno z tych mutanckich wydarzeń, które uważane są za najlepsze. Zresztą niejedna topka takich eventów wrzuca go na pierwszym miejscu. Z tym czy powinien znaleźć się tak wysoko, można by polemizować, ale nie zmienia to faktu, że rzeczywiście należy do tych najlepszych. A przy okazji mamy go po polsku, w czterech fajnych tomach (acz nie powiem, też niepozbawionych swoich wad), choć bardzo długo musieliśmy na nie czekać.
Legion, syn Charlesa, przebudził się ze śpiączki i szaleje. Dotąd był niesamowicie potężnym mutantem z wieloraką jaźnią, którego różne wcielenia posiadały różne moce. Teraz jego umysł się naprawił, moce połączyły, a on stał się niemalże bogiem. X-Men starają się stawić mu czoła, ale nie mają najmniejszych szans, Legion zaś, zdobywając władzę nad czasem, przeskakuje do lat młodości Xaviera i Magneto, w okres, kiedy dopiero się poznali i chce wszystko odmienić. Nie ma jednak pojęcia, czym skończy isę jego misja. Dochodzi do wielkiej zmiany, świat staje się szaloną dystopią, miejscem, które odmienił Apocalypse. To jego era. Era, w której nie ma Xaviera, Sama główna opowieść zaczyna się w świecie odmienionej teraźniejszości. Misja Legiona nie poszła po jego myśli, a świat się zmienił. W chwili zaczęcia się akcji, Ameryką rządzi Apocalypse, ludzie przegrali, mutanci dominują, a wszystko wokół sypie się i zmienia na coraz gorsze. Jedynie Magneto ze swoimi X-Men stanowią opozycję, która chce zmienić wszystko. A zmiana zaczyna się, kiedy po dwudziesty latach Bishop, który jako jedyny pamięta wcześniejszą rzeczywistość, odnajduje Magneto i… Czy tą rzeczywistość da się jeszcze w ogóle odmienić? I czy możliwe jest cofnięcie tego, co zrobił Legion?
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/03/x-men-era-apocalypsea-1-swit-scott.html
ZACZYNA SIĘ NOWA ERA
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak widać, mało mi „X-Men”. Nie tych nowych, bardziej z tych czasów, na jakich się wychowałem, ale w końcu, kiedy się po coś sięga, to dla przyjemności, a w tej serii chyba nic nie sprawia mi takiej frajdy jak to, co działo się tam w latach 80. i 90. No i przede wszystkim to są opowieści stanowiące kwintesencję tego, czym były i być powinny przygody...