Mimo sporych gabarytów, to dwie krótkie historyjki na jeden wieczór - jedna o nieszczęśliwej miłości, druga o ucieczce przed śmiercią. Z głównego bohatera, tematyki i historii dałoby się wycisnąć długą, rozbudowaną serię, a tak mimo przyjemnej lektury i przepięknej kreski pozostaje gigantyczny niedosyt.
Mimo sporych gabarytów, to dwie krótkie historyjki na jeden wieczór - jedna o nieszczęśliwej miłości, druga o ucieczce przed śmiercią. Z głównego bohatera, tematyki i historii dałoby się wycisnąć długą, rozbudowaną serię, a tak mimo przyjemnej lektury i przepięknej kreski pozostaje gigantyczny niedosyt.
Opowieść o cyrkowym mistrzu ucieczek. Poznajemy tu jego życie codzienne – bardzo poruszająca jest jego samotność oraz problemy sercowe. Świetna jest też scena otwierająca pokazująca okoliczności narodzin protagonisty. Scenarzystę i rysownika, Paula Pope’a znam z komiksu „Batman – Year 100” i tam warstwa graficzna była dla mnie najsłabszą częścią dzieła. Za to tutaj Pope stanął na wysokości zadania – szczególnie widać to w bardzo dynamicznych scenach występów głównego bohatera – największe wrażenie zrobiła na mnie ucieczka z Kleszcza. To co jednak strasznie mnie zawiodło w historii, to nagłe urwanie fabuły – wątki zostały przez to niedokończone, a ja czułem się jakbym dostał jedynie wstęp do jakiejś ciekawszej historii. Strasznie mi to popsuło lekturę. Na plus trzeba jednak zaliczyć sposób wydania – całkiem sporo dodatków, a wśród nich nawet dodatkowa króciutka historyjka. Ten komiks mógł być arcydziełem, a tak to jedynie jest dobry.
Opowieść o cyrkowym mistrzu ucieczek. Poznajemy tu jego życie codzienne – bardzo poruszająca jest jego samotność oraz problemy sercowe. Świetna jest też scena otwierająca pokazująca okoliczności narodzin protagonisty. Scenarzystę i rysownika, Paula Pope’a znam z komiksu „Batman – Year 100” i tam warstwa graficzna była dla mnie najsłabszą częścią dzieła. Za to tutaj Pope...
Gdy jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na wprowadzenie komiksów na Szortal, nie wiedziałem, jak to się skończy, a właściwie nie wiedziałem, że ta idea rozwinie się tak dobrze. Współpracujemy z większością wydawnictw oferujących komiksy, do Maćka najpierw dołączyłem ja ze swoimi wynurzeniami, a teraz jeszcze Marek. Jest dobrze.
Piszę to dlatego, że wymyślając co napiszę w niniejszym omówieniu, miałem przemyślenia ogólno komiksowe. Mój młodszy syn znalazł w szafie Asterixy, o których prawie zapomniałem. Nie pamiętałem w ogóle, że kiedyś je kupiłem. Usiadłem sobie nad nimi i przeglądałem. I wtedy zacząłem wymyślać, jakie komiksy teraz tak naprawdę lubię. Bo kiedyś to wiadomo: Kajko i Kokosz, Tytusy, Jonka, Jonek i Kleks (zawsze byłem pewien, że autor to facet, jakoś nie dopuszczałem myśli, że może to być kobieta, myślałem, że ma na imię Paweł, ale ktoś kreseczki zapomniał), komiksy Tadeusza Baranowskiego, trochę fantastycznych i koniec. A teraz? Może to dziwne, ale nigdy nie kręciły mnie komiksy o superbohaterach. Dobrze więc, że tę działkę, główną przecież teraz na rynku, przejęli z chęcią Maciek i Marek. Mój najlepszy komiks to Sandman. Przede wszystkim dlatego, że napisał go Gaiman, bo Gaiman wiadomo, moim Guru jest (dziewiątą część Sandmana niedługo Wam omówię, bo właśnie ją czytam), ale zaraz potem są komiksy niszowe, alternatywne, które obecnie są wydawane przede wszystkim przez Wydawnictwo Komiksowe (Prószyński i S-ka) pod światłym przewodnictwem Wojciecha Szota.
Przeczytałem kilka ich pozycji i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, co można zrobić z komiksu (w książkach byłoby trudniej, ale w komiksach to przecież laik jestem). Przecież to niesamowite! Wiem, że dla Was to żadna nowość, ale dla mnie i owszem! Okazało się, że komiks nie musi opisywać przygód od pierwszej do ostatniej klatki, przy okazji nie musi mieć żadnego superbohatera w majtkach na spodniach, czy całego zielonego, nie musi nawet pokazywać przygód postaci z kreskówek. Może po prostu opisywać życie, codzienne, mozolne, czy wymyślone, jak to miało miejsce w Brodzie…. I za to lubię te komiksy, za to, że są takie „normalne”. Wiadomo, że wyrosłem z książek przede wszystkim, więc lubię jednak, kiedy jest jakaś treść, fabuła. A wiadomo, że to nie zawsze jest najważniejsze w komiksach (dla mnie zawsze najważniejsze, ale potrafię zrozumieć innych, którzy uważają, że warstwa wizualna jest ważniejsza).
I tak oto, idąc sobie tropem wolnych myśli ganiających wiatr w mojej głowie, doszedłem już do tytułu omawianego komiksu, a jest nim Wielki Escapo Paula Pope’a. Omawiam Wam wydanie deluxe, najnowsze, z kolorem, z drugą częścią i dodatkami rodem z najlepszych, reżyserskich wersji DVD. Komiks bowiem składa się z trzech części. W pierwszej mamy oryginalny komiks z 1999 roku (ale kolorowy), w drugiej mamy następną opowieść o Wielkim Escapo, a w trzeciej, zajmującej prawie dokładnie 1/3 zbioru (jakiś księgowy to układał czy co?!) mamy zestaw dodatków. Wszystko to wydane w bardzo ładnej szacie graficznej, szyte kredowe karty, oczywiście w twardej oprawie.
Tak więc wizualnie, na pierwszy rzut oka jest idealnie, a jak dalej? Kreska jest ciężka, tak samo kolor, zazwyczaj ciemny, przytłaczający. Nie znam innych komiksów autora, ale po krótkim rekonesansie stwierdziłem, że to raczej jego tradycyjna forma (zdziwiłem się nawet w materiałach dodatkowych, bo znalazło się tam o wiele więcej kolorów niż w części „podstawowej”. Fabularnie nie rzuca na nogi, ale przecież nie ma, bo Pope to przede wszystkim obraz, a nie treść. I jeszcze jedno – emocje, tego jest bardzo dużo.
Dostajemy bowiem opowieść o człowieku, który nie boi się śmierci, potrafi uciec z każdej pułapki, jest przez wszystkich podziwiany, ale…, no właśnie ale, jest zakochany, oczywiście bez wzajemności, w pięknej linoskoczce Aerobelli. I właśnie w tych emocjach, poetyckości przedstawienia sytuacji jest siła. Doskonale wspierają ją kadry, ciemne, niewiele ujawniające. Czytając mamy odczucie, że jesteśmy tuż obok, że słyszymy konferansjera zapowiadającego donośnym głosem Wielkiego Escapo, że razem z innymi widzami denerwujemy się i czekamy, czy uda mu się uciec z następnej pułapki. Razem z nim stoimy za drzewem bojąc się podejść do Aerobelli, bo przecież jest taka piękna, a jak już uda mu się wypowiedzieć słowa miłości, to czekamy z zaciśniętymi kciukami, czy linoskoczka odwzajemni jego uczucia.
W drugiej części Wielki Escapo spotyka w bardzo trudnej pułapce śmierć, a właściwie Śmierć, co jest dla niego niesamowitym przeżyciem, bowiem wcześniej wydawało mu się, że śmierć właściwie nie istnieje, a jeśli już, to na pewno omija go szerokim łukiem. Po rozmowie z nią już nic dla niego nie będzie takie samo, będzie patrzył na życie i przez to także na śmierć z całkiem innej perspektywy.
Trzecia część to dodatki. Mamy tu impresje innych autorów na temat Wielkiego Escapo, dodatkowo mamy rysunki Pope’a związane z tym komiksem. Trzecia część mnie nie powaliła, ot, dodatki, przejrzałem i zapomniałem. Może dlatego, że nie znałem wcześniej tego komiksu i jakoś dodatki do wersji podstawowej mnie nie interesowały.
Bardzo spodobała mi się poetyckość, wieloznaczność i metaforyczność komiksu. Autorowi udało się stworzyć obraz, który zapamiętuje się na dłużej i to na kanwie bardzo okrojonej fabuły. Naprawdę niewielu twórców potrafi coś takiego stworzyć.
Dalszy ciąg na stronie:
http://szortal.com/node/8146
Komiksowo, obrazowo, wizualnie
Gdy jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na wprowadzenie komiksów na Szortal, nie wiedziałem, jak to się skończy, a właściwie nie wiedziałem, że ta idea rozwinie się tak dobrze. Współpracujemy z większością wydawnictw oferujących komiksy, do Maćka najpierw dołączyłem ja ze swoimi wynurzeniami, a teraz jeszcze Marek. Jest dobrze.
Czasami w tym serwisie brakuje mi połówek. Za warstwę graficzną daję 9, za fabułę 4. Wychodzi 6,5, ale w tym przypadku rozstrzygniecie zapada na niekorzyść ocenianego.
"Wielki Escapo" to bowiem pierwszorzędna wizualnie, za to mało porywająca fabularnie opowieść. Wątek miłosny jest ledwie liźnięty, zaś zakończenie całej historii nie porywa. Szkoda, bo biorąc do ręki dzieło uchodzące za legendarne spodziewałem się czegoś co najmniej bardzo dobrego, a skończyło się lekkim rozczarowaniem.
Czasami w tym serwisie brakuje mi połówek. Za warstwę graficzną daję 9, za fabułę 4. Wychodzi 6,5, ale w tym przypadku rozstrzygniecie zapada na niekorzyść ocenianego.
"Wielki Escapo" to bowiem pierwszorzędna wizualnie, za to mało porywająca fabularnie opowieść. Wątek miłosny jest ledwie liźnięty, zaś zakończenie całej historii nie porywa. Szkoda, bo biorąc do ręki dzieło...
Nuda, zero emocji. Chyba nie lubię twórczości Paula Pope, bo to już trzeci jego komiks, po Battling Boyu i Batmanie Year 100, który nie dość, że mnie nie porwał, to jeszcze pozostawił z poczuciem zmarnowanego czasu. Nie polecam, chyba że ktoś kupuje komiksy dla samej warstwy graficznej - ta jest nieziemska, i za nią samą daję cztery gwiazdki.
Nuda, zero emocji. Chyba nie lubię twórczości Paula Pope, bo to już trzeci jego komiks, po Battling Boyu i Batmanie Year 100, który nie dość, że mnie nie porwał, to jeszcze pozostawił z poczuciem zmarnowanego czasu. Nie polecam, chyba że ktoś kupuje komiksy dla samej warstwy graficznej - ta jest nieziemska, i za nią samą daję cztery gwiazdki.
W kilka miesięcy po rewelacyjnym Battling Boyu mam okazję przeczytać kolejny komiks Paula Pope’a. Wielki Escapo, bo o nim mowa, jest jednym z pierwszych albumów amerykańskiego twórcy. Pierwotna edycja, która ukazał się w 1999 roku, była czarno-biała i zawierała jedną opowieść. Ta przedstawia dwa różne, oddalone w czasie, epizody z życia największego na świecie artysty ucieczek.
Wielki Escapo nie jest kolesiem specjalnie pięknym. Na prawym policzku ma szpetne blizny, które ciągną się od kącika ust aż po kość policzkową i oczodół. Na scenie występuje w stroju szkieletora. Łatwego życia to nie ma. Jako członek wędrownej grupy cyrkowej wychodzi co wieczór na scenę, by dla uciechy publiczności, zadzierać ze śmiercią. Fabuła jest prosta, właściwie można ją streścić w kilku zdaniach. Skupia się na dwóch aspektach: niespełnionej miłości i nieuchronności śmierci. Nie ona jednak w moim przekonaniu stanowi clou i cel opowieści o mistrzu ucieczek. Historia jest drugorzędna i ma wymiar czysto metaforyczny.
Pierwsza opowiada nieodwzajemnionej miłości bohatera do pięknej Aerobelli, linoskoczki, która także występuje w cyrku. Wątek romantycznej tragedii jest jedynie pretekstem, byśmy zapoznali się z serią przebłysków z życia bohatera. Całość zbudowana jest elementów, które przywodzą na myśl wyobrażenie miłości wypracowane przez prowansalskich trubadurów...
(...) W drugiej Escapo jest cholernie zagubiony i zdezorientowany. Boi się, ponieważ nagle zrozumiał, że też jest śmiertelny, że może zginąć zna scenie. A widzowie będą się niemo temu przyglądać. Tylko od niego zależy czy wyjdzie zwycięsko z kolejnej próby...
(...) Kolejne strony wywołują konkretny nastrój i działają na wyobraźnię czytelnika; kolor bardzo efektownie zmienia książkę. Poprzez zamaszyste ruchy pędzla, rozbudowaną i przytłaczająca typografię oraz huśtawkę kamery wokół bohatera wnikamy w jego stan emocjonalny, czujemy zdenerwowanie lub skupienie na zadaniu, które ma wykonać. Niektóre sceny są szeroko otwarte, dosłownie pokazano, jak i co widzi Escapo.
- - -
cały tekst można przeczytać tu:
https://dybuk.wordpress.com/2015/07/03/wielki-escapo/
W kilka miesięcy po rewelacyjnym Battling Boyu mam okazję przeczytać kolejny komiks Paula Pope’a. Wielki Escapo, bo o nim mowa, jest jednym z pierwszych albumów amerykańskiego twórcy. Pierwotna edycja, która ukazał się w 1999 roku, była czarno-biała i zawierała jedną opowieść. Ta przedstawia dwa różne, oddalone w czasie, epizody z życia największego na świecie artysty...
Wielki Escapo. Mistrz ucieczek. Człowiek, który nie boi się niczego a śmiertelne pułapki to jego chleb powszedni. Prywatnie jest jednak straceńcem jakich pełno w grupie cyrkowej, w której przyszło mu żyć. Wrażliwy, wręcz kruchy, zakochany bez wzajemności w akrobatce Aerobelli… Jego praca staje się ujściem dla frustracji i samobójczych myśli, ale czy śmierć byłaby dla niego dobrym rozwiązaniem?
Kultowy komiks Paule Pope’a w końcu trafia na nasz rynek i robi to w wielkim stylu. To zresztą dobry rok dla autora – po tylu latach posuchy, kiedy to mogliśmy cieszyć się tylko przeciętnym „Batman: Złamany nos”, otrzymaliśmy nagle „Battling Boya”, „Wielkiego Escapo”… co przyniesie przyszłość? Miejmy nadzieję, że kolejne komiksy PP, nieśmiało liczę na opus magnum Pope’a, „Batman: Year 100” (trzech Esinerów nie dostaje się w końcu przypadkiem), póki co jednak możemy cieszyć się losami mistrza ucieczek, a jest czym.
Scenariusz to znakomita dramatyczna opowieść o niespełnionej miłości, przemijaniu i nieuświadomionemu pragnieniu życia, czy też może tego życia, które się już posiada, bagatelizowaniu. Życie cyrkowej trupy i niesamowite wyczyny to jedynie pretekst dla głębszej, poważniejszej treści. Nuta realizmu magicznego w postaci akcesoriów towarzyszących występom Escapo, czy „robotów” przemykających w tle, ubogaca tylko fabułę, dając upust wyobraźni autora. Natomiast zakończenie całej historii, rwane jak to u Pope’a zazwyczaj bywa, nie stawia kropki nad i, dając tym samym – co w dodatkach potwierdza sam autor – furtkę dla ciągu dalszego.
Strona graficzna albumu to charakterystyczna dla Paula brudna kreska, prosta, ale i dopracowana, kiedy trzeba, i bardzo dynamiczna, co podkreśla iście mangowe kadrowanie (przy mangach zresztą pracował swego czasu) oraz oszczędność tła. Klimatyczna przy tym i ciekawie operująca czernią i światłocieniem, które to autor podpatrzył na filmach niemieckich ekspresjonistów z lat 20 ubiegłego stulecia.
Trzecim elementem składającym się na ten album i jego ocenę staje się także jakość wydania. Jubileuszowa edycja przypomina bowiem filmy wydawane na DVD. 2/3 tomu stanowi jego sedno, czyli komiks. Pozostałe ponad 50 stron zaś to bogate materiały dodatkowe, szkice i kompletne rysunki Pope’a, wraz z komentarzami, projekty postaci, sprzętów i okładki, dalej mamy pin-upy w wykonaniu m.in. Johna Cassadaya, Davida Rubina czy Yuko Shimizu, a w końcu codę, w której autor opowiada o tajnikach swojej pracy nad pierwszym jak i obecnym wydaniem „Escapo”. A wszystko tradycyjnie na świetnym papierze, w twardej oprawie, szyte i klejone, tak że i na półce świetnie się prezentuje i nie rozpada podczas wielokrotnego czytania.
Jednym słowem: Polecam! Jeśli cenicie komiksy – komiksy mądre i niebanalne – powinniście poznać „Wielkiego Escapo”, jak i samego Paula Pope’a, zachęcam, bo są tego warci.
Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2015/06/24/wielki-escapo-paul-pope/
WIELKI POPE
Wielki Escapo. Mistrz ucieczek. Człowiek, który nie boi się niczego a śmiertelne pułapki to jego chleb powszedni. Prywatnie jest jednak straceńcem jakich pełno w grupie cyrkowej, w której przyszło mu żyć. Wrażliwy, wręcz kruchy, zakochany bez wzajemności w akrobatce Aerobelli… Jego praca staje się ujściem dla frustracji i samobójczych myśli, ale czy śmierć...
Mimo sporych gabarytów, to dwie krótkie historyjki na jeden wieczór - jedna o nieszczęśliwej miłości, druga o ucieczce przed śmiercią. Z głównego bohatera, tematyki i historii dałoby się wycisnąć długą, rozbudowaną serię, a tak mimo przyjemnej lektury i przepięknej kreski pozostaje gigantyczny niedosyt.
Mimo sporych gabarytów, to dwie krótkie historyjki na jeden wieczór - jedna o nieszczęśliwej miłości, druga o ucieczce przed śmiercią. Z głównego bohatera, tematyki i historii dałoby się wycisnąć długą, rozbudowaną serię, a tak mimo przyjemnej lektury i przepięknej kreski pozostaje gigantyczny niedosyt.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść o cyrkowym mistrzu ucieczek. Poznajemy tu jego życie codzienne – bardzo poruszająca jest jego samotność oraz problemy sercowe. Świetna jest też scena otwierająca pokazująca okoliczności narodzin protagonisty. Scenarzystę i rysownika, Paula Pope’a znam z komiksu „Batman – Year 100” i tam warstwa graficzna była dla mnie najsłabszą częścią dzieła. Za to tutaj Pope stanął na wysokości zadania – szczególnie widać to w bardzo dynamicznych scenach występów głównego bohatera – największe wrażenie zrobiła na mnie ucieczka z Kleszcza. To co jednak strasznie mnie zawiodło w historii, to nagłe urwanie fabuły – wątki zostały przez to niedokończone, a ja czułem się jakbym dostał jedynie wstęp do jakiejś ciekawszej historii. Strasznie mi to popsuło lekturę. Na plus trzeba jednak zaliczyć sposób wydania – całkiem sporo dodatków, a wśród nich nawet dodatkowa króciutka historyjka. Ten komiks mógł być arcydziełem, a tak to jedynie jest dobry.
Opowieść o cyrkowym mistrzu ucieczek. Poznajemy tu jego życie codzienne – bardzo poruszająca jest jego samotność oraz problemy sercowe. Świetna jest też scena otwierająca pokazująca okoliczności narodzin protagonisty. Scenarzystę i rysownika, Paula Pope’a znam z komiksu „Batman – Year 100” i tam warstwa graficzna była dla mnie najsłabszą częścią dzieła. Za to tutaj Pope...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiksowo, obrazowo, wizualnie
Gdy jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na wprowadzenie komiksów na Szortal, nie wiedziałem, jak to się skończy, a właściwie nie wiedziałem, że ta idea rozwinie się tak dobrze. Współpracujemy z większością wydawnictw oferujących komiksy, do Maćka najpierw dołączyłem ja ze swoimi wynurzeniami, a teraz jeszcze Marek. Jest dobrze.
Piszę to dlatego, że wymyślając co napiszę w niniejszym omówieniu, miałem przemyślenia ogólno komiksowe. Mój młodszy syn znalazł w szafie Asterixy, o których prawie zapomniałem. Nie pamiętałem w ogóle, że kiedyś je kupiłem. Usiadłem sobie nad nimi i przeglądałem. I wtedy zacząłem wymyślać, jakie komiksy teraz tak naprawdę lubię. Bo kiedyś to wiadomo: Kajko i Kokosz, Tytusy, Jonka, Jonek i Kleks (zawsze byłem pewien, że autor to facet, jakoś nie dopuszczałem myśli, że może to być kobieta, myślałem, że ma na imię Paweł, ale ktoś kreseczki zapomniał), komiksy Tadeusza Baranowskiego, trochę fantastycznych i koniec. A teraz? Może to dziwne, ale nigdy nie kręciły mnie komiksy o superbohaterach. Dobrze więc, że tę działkę, główną przecież teraz na rynku, przejęli z chęcią Maciek i Marek. Mój najlepszy komiks to Sandman. Przede wszystkim dlatego, że napisał go Gaiman, bo Gaiman wiadomo, moim Guru jest (dziewiątą część Sandmana niedługo Wam omówię, bo właśnie ją czytam), ale zaraz potem są komiksy niszowe, alternatywne, które obecnie są wydawane przede wszystkim przez Wydawnictwo Komiksowe (Prószyński i S-ka) pod światłym przewodnictwem Wojciecha Szota.
Przeczytałem kilka ich pozycji i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, co można zrobić z komiksu (w książkach byłoby trudniej, ale w komiksach to przecież laik jestem). Przecież to niesamowite! Wiem, że dla Was to żadna nowość, ale dla mnie i owszem! Okazało się, że komiks nie musi opisywać przygód od pierwszej do ostatniej klatki, przy okazji nie musi mieć żadnego superbohatera w majtkach na spodniach, czy całego zielonego, nie musi nawet pokazywać przygód postaci z kreskówek. Może po prostu opisywać życie, codzienne, mozolne, czy wymyślone, jak to miało miejsce w Brodzie…. I za to lubię te komiksy, za to, że są takie „normalne”. Wiadomo, że wyrosłem z książek przede wszystkim, więc lubię jednak, kiedy jest jakaś treść, fabuła. A wiadomo, że to nie zawsze jest najważniejsze w komiksach (dla mnie zawsze najważniejsze, ale potrafię zrozumieć innych, którzy uważają, że warstwa wizualna jest ważniejsza).
I tak oto, idąc sobie tropem wolnych myśli ganiających wiatr w mojej głowie, doszedłem już do tytułu omawianego komiksu, a jest nim Wielki Escapo Paula Pope’a. Omawiam Wam wydanie deluxe, najnowsze, z kolorem, z drugą częścią i dodatkami rodem z najlepszych, reżyserskich wersji DVD. Komiks bowiem składa się z trzech części. W pierwszej mamy oryginalny komiks z 1999 roku (ale kolorowy), w drugiej mamy następną opowieść o Wielkim Escapo, a w trzeciej, zajmującej prawie dokładnie 1/3 zbioru (jakiś księgowy to układał czy co?!) mamy zestaw dodatków. Wszystko to wydane w bardzo ładnej szacie graficznej, szyte kredowe karty, oczywiście w twardej oprawie.
Tak więc wizualnie, na pierwszy rzut oka jest idealnie, a jak dalej? Kreska jest ciężka, tak samo kolor, zazwyczaj ciemny, przytłaczający. Nie znam innych komiksów autora, ale po krótkim rekonesansie stwierdziłem, że to raczej jego tradycyjna forma (zdziwiłem się nawet w materiałach dodatkowych, bo znalazło się tam o wiele więcej kolorów niż w części „podstawowej”. Fabularnie nie rzuca na nogi, ale przecież nie ma, bo Pope to przede wszystkim obraz, a nie treść. I jeszcze jedno – emocje, tego jest bardzo dużo.
Dostajemy bowiem opowieść o człowieku, który nie boi się śmierci, potrafi uciec z każdej pułapki, jest przez wszystkich podziwiany, ale…, no właśnie ale, jest zakochany, oczywiście bez wzajemności, w pięknej linoskoczce Aerobelli. I właśnie w tych emocjach, poetyckości przedstawienia sytuacji jest siła. Doskonale wspierają ją kadry, ciemne, niewiele ujawniające. Czytając mamy odczucie, że jesteśmy tuż obok, że słyszymy konferansjera zapowiadającego donośnym głosem Wielkiego Escapo, że razem z innymi widzami denerwujemy się i czekamy, czy uda mu się uciec z następnej pułapki. Razem z nim stoimy za drzewem bojąc się podejść do Aerobelli, bo przecież jest taka piękna, a jak już uda mu się wypowiedzieć słowa miłości, to czekamy z zaciśniętymi kciukami, czy linoskoczka odwzajemni jego uczucia.
W drugiej części Wielki Escapo spotyka w bardzo trudnej pułapce śmierć, a właściwie Śmierć, co jest dla niego niesamowitym przeżyciem, bowiem wcześniej wydawało mu się, że śmierć właściwie nie istnieje, a jeśli już, to na pewno omija go szerokim łukiem. Po rozmowie z nią już nic dla niego nie będzie takie samo, będzie patrzył na życie i przez to także na śmierć z całkiem innej perspektywy.
Trzecia część to dodatki. Mamy tu impresje innych autorów na temat Wielkiego Escapo, dodatkowo mamy rysunki Pope’a związane z tym komiksem. Trzecia część mnie nie powaliła, ot, dodatki, przejrzałem i zapomniałem. Może dlatego, że nie znałem wcześniej tego komiksu i jakoś dodatki do wersji podstawowej mnie nie interesowały.
Bardzo spodobała mi się poetyckość, wieloznaczność i metaforyczność komiksu. Autorowi udało się stworzyć obraz, który zapamiętuje się na dłużej i to na kanwie bardzo okrojonej fabuły. Naprawdę niewielu twórców potrafi coś takiego stworzyć.
Dalszy ciąg na stronie:
http://szortal.com/node/8146
Komiksowo, obrazowo, wizualnie
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na wprowadzenie komiksów na Szortal, nie wiedziałem, jak to się skończy, a właściwie nie wiedziałem, że ta idea rozwinie się tak dobrze. Współpracujemy z większością wydawnictw oferujących komiksy, do Maćka najpierw dołączyłem ja ze swoimi wynurzeniami, a teraz jeszcze Marek. Jest dobrze.
Piszę to...
Czasami w tym serwisie brakuje mi połówek. Za warstwę graficzną daję 9, za fabułę 4. Wychodzi 6,5, ale w tym przypadku rozstrzygniecie zapada na niekorzyść ocenianego.
"Wielki Escapo" to bowiem pierwszorzędna wizualnie, za to mało porywająca fabularnie opowieść. Wątek miłosny jest ledwie liźnięty, zaś zakończenie całej historii nie porywa. Szkoda, bo biorąc do ręki dzieło uchodzące za legendarne spodziewałem się czegoś co najmniej bardzo dobrego, a skończyło się lekkim rozczarowaniem.
Czasami w tym serwisie brakuje mi połówek. Za warstwę graficzną daję 9, za fabułę 4. Wychodzi 6,5, ale w tym przypadku rozstrzygniecie zapada na niekorzyść ocenianego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wielki Escapo" to bowiem pierwszorzędna wizualnie, za to mało porywająca fabularnie opowieść. Wątek miłosny jest ledwie liźnięty, zaś zakończenie całej historii nie porywa. Szkoda, bo biorąc do ręki dzieło...
Nuda, zero emocji. Chyba nie lubię twórczości Paula Pope, bo to już trzeci jego komiks, po Battling Boyu i Batmanie Year 100, który nie dość, że mnie nie porwał, to jeszcze pozostawił z poczuciem zmarnowanego czasu. Nie polecam, chyba że ktoś kupuje komiksy dla samej warstwy graficznej - ta jest nieziemska, i za nią samą daję cztery gwiazdki.
Nuda, zero emocji. Chyba nie lubię twórczości Paula Pope, bo to już trzeci jego komiks, po Battling Boyu i Batmanie Year 100, który nie dość, że mnie nie porwał, to jeszcze pozostawił z poczuciem zmarnowanego czasu. Nie polecam, chyba że ktoś kupuje komiksy dla samej warstwy graficznej - ta jest nieziemska, i za nią samą daję cztery gwiazdki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW kilka miesięcy po rewelacyjnym Battling Boyu mam okazję przeczytać kolejny komiks Paula Pope’a. Wielki Escapo, bo o nim mowa, jest jednym z pierwszych albumów amerykańskiego twórcy. Pierwotna edycja, która ukazał się w 1999 roku, była czarno-biała i zawierała jedną opowieść. Ta przedstawia dwa różne, oddalone w czasie, epizody z życia największego na świecie artysty ucieczek.
Wielki Escapo nie jest kolesiem specjalnie pięknym. Na prawym policzku ma szpetne blizny, które ciągną się od kącika ust aż po kość policzkową i oczodół. Na scenie występuje w stroju szkieletora. Łatwego życia to nie ma. Jako członek wędrownej grupy cyrkowej wychodzi co wieczór na scenę, by dla uciechy publiczności, zadzierać ze śmiercią. Fabuła jest prosta, właściwie można ją streścić w kilku zdaniach. Skupia się na dwóch aspektach: niespełnionej miłości i nieuchronności śmierci. Nie ona jednak w moim przekonaniu stanowi clou i cel opowieści o mistrzu ucieczek. Historia jest drugorzędna i ma wymiar czysto metaforyczny.
Pierwsza opowiada nieodwzajemnionej miłości bohatera do pięknej Aerobelli, linoskoczki, która także występuje w cyrku. Wątek romantycznej tragedii jest jedynie pretekstem, byśmy zapoznali się z serią przebłysków z życia bohatera. Całość zbudowana jest elementów, które przywodzą na myśl wyobrażenie miłości wypracowane przez prowansalskich trubadurów...
(...) W drugiej Escapo jest cholernie zagubiony i zdezorientowany. Boi się, ponieważ nagle zrozumiał, że też jest śmiertelny, że może zginąć zna scenie. A widzowie będą się niemo temu przyglądać. Tylko od niego zależy czy wyjdzie zwycięsko z kolejnej próby...
(...) Kolejne strony wywołują konkretny nastrój i działają na wyobraźnię czytelnika; kolor bardzo efektownie zmienia książkę. Poprzez zamaszyste ruchy pędzla, rozbudowaną i przytłaczająca typografię oraz huśtawkę kamery wokół bohatera wnikamy w jego stan emocjonalny, czujemy zdenerwowanie lub skupienie na zadaniu, które ma wykonać. Niektóre sceny są szeroko otwarte, dosłownie pokazano, jak i co widzi Escapo.
- - -
cały tekst można przeczytać tu:
https://dybuk.wordpress.com/2015/07/03/wielki-escapo/
W kilka miesięcy po rewelacyjnym Battling Boyu mam okazję przeczytać kolejny komiks Paula Pope’a. Wielki Escapo, bo o nim mowa, jest jednym z pierwszych albumów amerykańskiego twórcy. Pierwotna edycja, która ukazał się w 1999 roku, była czarno-biała i zawierała jedną opowieść. Ta przedstawia dwa różne, oddalone w czasie, epizody z życia największego na świecie artysty...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWIELKI POPE
Wielki Escapo. Mistrz ucieczek. Człowiek, który nie boi się niczego a śmiertelne pułapki to jego chleb powszedni. Prywatnie jest jednak straceńcem jakich pełno w grupie cyrkowej, w której przyszło mu żyć. Wrażliwy, wręcz kruchy, zakochany bez wzajemności w akrobatce Aerobelli… Jego praca staje się ujściem dla frustracji i samobójczych myśli, ale czy śmierć byłaby dla niego dobrym rozwiązaniem?
Kultowy komiks Paule Pope’a w końcu trafia na nasz rynek i robi to w wielkim stylu. To zresztą dobry rok dla autora – po tylu latach posuchy, kiedy to mogliśmy cieszyć się tylko przeciętnym „Batman: Złamany nos”, otrzymaliśmy nagle „Battling Boya”, „Wielkiego Escapo”… co przyniesie przyszłość? Miejmy nadzieję, że kolejne komiksy PP, nieśmiało liczę na opus magnum Pope’a, „Batman: Year 100” (trzech Esinerów nie dostaje się w końcu przypadkiem), póki co jednak możemy cieszyć się losami mistrza ucieczek, a jest czym.
Scenariusz to znakomita dramatyczna opowieść o niespełnionej miłości, przemijaniu i nieuświadomionemu pragnieniu życia, czy też może tego życia, które się już posiada, bagatelizowaniu. Życie cyrkowej trupy i niesamowite wyczyny to jedynie pretekst dla głębszej, poważniejszej treści. Nuta realizmu magicznego w postaci akcesoriów towarzyszących występom Escapo, czy „robotów” przemykających w tle, ubogaca tylko fabułę, dając upust wyobraźni autora. Natomiast zakończenie całej historii, rwane jak to u Pope’a zazwyczaj bywa, nie stawia kropki nad i, dając tym samym – co w dodatkach potwierdza sam autor – furtkę dla ciągu dalszego.
Strona graficzna albumu to charakterystyczna dla Paula brudna kreska, prosta, ale i dopracowana, kiedy trzeba, i bardzo dynamiczna, co podkreśla iście mangowe kadrowanie (przy mangach zresztą pracował swego czasu) oraz oszczędność tła. Klimatyczna przy tym i ciekawie operująca czernią i światłocieniem, które to autor podpatrzył na filmach niemieckich ekspresjonistów z lat 20 ubiegłego stulecia.
Trzecim elementem składającym się na ten album i jego ocenę staje się także jakość wydania. Jubileuszowa edycja przypomina bowiem filmy wydawane na DVD. 2/3 tomu stanowi jego sedno, czyli komiks. Pozostałe ponad 50 stron zaś to bogate materiały dodatkowe, szkice i kompletne rysunki Pope’a, wraz z komentarzami, projekty postaci, sprzętów i okładki, dalej mamy pin-upy w wykonaniu m.in. Johna Cassadaya, Davida Rubina czy Yuko Shimizu, a w końcu codę, w której autor opowiada o tajnikach swojej pracy nad pierwszym jak i obecnym wydaniem „Escapo”. A wszystko tradycyjnie na świetnym papierze, w twardej oprawie, szyte i klejone, tak że i na półce świetnie się prezentuje i nie rozpada podczas wielokrotnego czytania.
Jednym słowem: Polecam! Jeśli cenicie komiksy – komiksy mądre i niebanalne – powinniście poznać „Wielkiego Escapo”, jak i samego Paula Pope’a, zachęcam, bo są tego warci.
Recenzja opublikowana także na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2015/06/24/wielki-escapo-paul-pope/
WIELKI POPE
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielki Escapo. Mistrz ucieczek. Człowiek, który nie boi się niczego a śmiertelne pułapki to jego chleb powszedni. Prywatnie jest jednak straceńcem jakich pełno w grupie cyrkowej, w której przyszło mu żyć. Wrażliwy, wręcz kruchy, zakochany bez wzajemności w akrobatce Aerobelli… Jego praca staje się ujściem dla frustracji i samobójczych myśli, ale czy śmierć...