mam wrażenie, że autor zapytany ile różnych wątków i różnych referencji chce wcisnąć do fabuły odpowiedział "tak". Plus za śmieszność i postać Darwina małpiego kamerdynera (polubiłam go)
mam wrażenie, że autor zapytany ile różnych wątków i różnych referencji chce wcisnąć do fabuły odpowiedział "tak". Plus za śmieszność i postać Darwina małpiego kamerdynera (polubiłam go)
Zaczęłam ostatnio odkrywać i przekonywać się do nowych gatunków. Steampunk nigdy jakoś do mnie nie przemawiał, ale książka była w promocyjnej cenie, więc czemu się nie skusić. Po przeczytaniu lektury, myślę, że nigdy nie sięgnę już po steampunk, bo to, co przeczytałam, przechodzi ludzkie pojęcie. Kto wydał ten chłam? Dlaczego? Ta książka bardziej przypomina pozycję dla dzieci poniżej 12 roku życia. Zbyt oczywista walka dobra ze złem, zbyt oczywiści i płytcy bohaterowie, zbyt naiwna, prosta fabuła, Hitler jako kelner, po którym zostawał jedynie niesmak oraz fatalny styl pisania. Zamiast wydawać pieniądze na tej wątpliwej jakości książkę, polecam pójść do maka.
Zaczęłam ostatnio odkrywać i przekonywać się do nowych gatunków. Steampunk nigdy jakoś do mnie nie przemawiał, ale książka była w promocyjnej cenie, więc czemu się nie skusić. Po przeczytaniu lektury, myślę, że nigdy nie sięgnę już po steampunk, bo to, co przeczytałam, przechodzi ludzkie pojęcie. Kto wydał ten chłam? Dlaczego? Ta książka bardziej przypomina pozycję dla...
George opuścił rodzinny dom, marząc o byciu cyrkowcem. Nie miał jednak żadnych wybitnych talentów, dlatego stał się błaz.... asystentem! profesora Coffina. Razem jeżdżą po Anglii i pokazują jedynego ocalałego po Wojnie Światów marsjanina. Pewnego dnia dowiadują się o istnieniu niezwykłej Japońskiej Dziewczynie Płaszczce. Licząc, że dzięki niej zdobędą fortunę, wybierają się w pełną przygód podróż.
Absurd. Naginanie historii. Więcej absurdu. Schematyczni bohaterowie. Akcja. I znów absurd, a wszystko to przeplatane żartami, które akurat mnie wcale nie bawią. Tak mniej więcej prezentuje się „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” w skrócie.
Powieść Rankina to przede wszystkim bardzo absurdalna komedia, czerpiąca pełnymi garściami z powieści drogi, steampunku, popkultury i historii. Niestety, niekoniecznie takie połączenie wychodzi dobrze: choć „Dziewczyna płaszczka” ma w sobie sporo ciekawych pomysłów to ani humor, ani sam styl autora nie są czymś, co będę chwaliła.
Autor porwał się na dość interesujące połączenie. Wepchnął do swojej historii takie postacie jak Scherlock Holmes, Hitler, Tesla, czy królowa Wiktoria. Dopchnął do tego latające statki oraz masę nawiązań do Wellsa. Przez ilość nawiązań w tej książce po prostu zrobiło się tłoczno. Większość znanych nam imion, czy nazwisk kompletnie nic nie wnosi do fabuły i jest jedynie próbą wymuszenia uśmiechu u czytelnika. Niestety, ja po prostu tego nie jestem w stanie kupić, zwłaszcza, że z jednej strony mamy do czynienia z prostym, wręcz infantylnym stylem, a z drugiej – z niewybrednymi, nawiązującymi do seksu żarcikami.
Skoro już zaczęłam o stylu autora mówić, pociągnę ten temat chwilę dłużej. Powieść napisana jest bardzo lekko; „Dziewczynę płaszczkę” czyta się błyskawicznie. Niestety, autor chyba stara się „naśladować” Pratchetta, co nie bardzo mu wychodzi. Brakuje mu pewnej błyskotliwości i świeżości. Tekst tej historii jest jak zbiór historyczno-fantastycznych żartów. Szkoda tylko, że zamiast ułożenia według alfabetu zostały nam podane w formie historyjki.
Nie twierdze, że jest to książka tragiczna. Przypomina mi w swojej konstrukcji „Złego jednorożca” Clarke, w którym też żart mi się nie podobał, a co za tym idzie, fanom tejże książki o niedobrym rogatym koniu pewnie się spodoba :) To książka wyraźnie kierowana do osób czytających powieści młodzieżowe, z niewybrednym humorem. Bo mimo schematyczności, ta historia ma w sobie kilka absurdalnych, ale ciekawych pomysłów. W końcu kto nie chciałby znaleźć Dziewczyny Płaszczki?
Bohaterowie nie należą do najbardziej inteligentnych, czy najbardziej sympatycznych. Są przeciętni, zwłaszcza, że dwie z głównych postaci, Ada i George, zlewają mi się właściwie w całość. Gdyby nie płeć powiedziałabym, że to ten sam bohater. Profesor Coffin zaś to po prostu głupi człowiek, którego roli można domyślić się już na wstępie i który często zachowuje się po prostu zupełnie irracjonalnie.
„Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” to historia kierowana do konkretnej grupy odbiorców, do której ja niestety nie należę. Brakuje mi w tej komedii czegoś, co sprawiłoby, że dobrze bym się przy niej bawiła, a to przecież powinna być główna rola tego typu książki. Niemniej, polecam ją sprawdzić osobom, które mają wrażenie, że ten temat będzie dla nich interesujący.
George opuścił rodzinny dom, marząc o byciu cyrkowcem. Nie miał jednak żadnych wybitnych talentów, dlatego stał się błaz.... asystentem! profesora Coffina. Razem jeżdżą po Anglii i pokazują jedynego ocalałego po Wojnie Światów marsjanina. Pewnego dnia dowiadują się o istnieniu niezwykłej Japońskiej Dziewczynie Płaszczce. Licząc, że dzięki niej zdobędą fortunę, wybierają się...
Czyli jak pisać książkę w klimatach XIX wieku i steampunka, by wszystko razem zepsuć. I to mówię dosłownie i poważnie, bowiem nie doszukałam się tu ani satyry na XIX wiek, ani "puszczania oczka" przez autora, ani niczego, z tak zachwalanych w opiniach innych czytelników cudów.
Wręcz przeciwnie. Czuję się głęboko zniesmaczona sposobem,w jaki potraktowano zarówno epokę wiktoriańską, jak i sam steampunk. Nie mówiąc już o fakcie, że pan Robert Rankin złym pisarzem jest. Dla mnie przynajmniej i basta. Zdania nie zmienię. Drażnił mnie sposób prowadzenia narracji przez niego, infantylność opowieści i to... takie wręcz dziecięce upewnianie się, kto co zrobił. Bo zrobił. Dwa razy. Profilaktycznie.
Może i początkowo zabawne, ale na dłuższą metę strasznie drażniące. Poza tym, sam styl narracyjny tego pana, taki boleśnie oczywisty i dziecięcy, wręcz infantylnie... no odrzuca. Z książki pozornie przygodowej i fajnej (teoretycznie) zrobił coś strasznego. Schemat prowadzenia fabuły jest oczywisty jak budowa cepa, logika zrobiła sobie wakacje, a coś, co w założeniu powinno być całkiem sympatyczne, okazało się ledwie znośne i tolerowane w swoim absurdzie. Ale do rzeczy. Zacznijmy od ogółu, czyli okładki: w sumie, z całej pozycji, tylko ona mi się podoba. Fajna, klimatyczna, sugerująca dobrą treść. Steampunk, kosmos... super. Mi takie klimaty siedzą. Ale potem patrzę na opis i widzę, że "Nowa Fantastyka. Najlepsze książki na Świecie", a pod spodem, nieco drobniej "Prawdopodobnie". Nie wiedzieć czemu, ten właśnie drobny szczegół utkwił mi w pamięci - od tej pory raczej będę unikać książek z tej serii. A szkoda, bo przerost formy nad treścią dostałam. Mogło być miło, a było bardzo nieszczególnie.
A treść? Historia kłamie. Historycy kłamią. Szyscy kłamią. A co. Dowiadujemy się, że Churchill już od najmłodszych niemal lat był geniuszem palącym cygara, królowa Wiktoria jest Imperatorową połowy świata i CAŁEGO Marsa (tak), a wywołanie drugiej wojny światów, to nie problem. ogólnie: mamy sobie steampunkową alternatywna historię. Wojna światów, czyli atak Marsjan na ziemię, odbyła się w XIX wieku, marsjanie jednak zginęli, bo zabiły ich ludzkie zarazki. Ujawnili się za to Wenusjanie i Jowiszjanie (sic). Wszyscy szukają legendarnej Dziewczyny Płaszczki, Japońskiej rzecz jasna. Na tym tle mamy profesora Coffina, który zdecydowanie jest postacią złą. I to dosłownie. Nie tylko w swoim zachowaniu, którym irytował mnie od pierwszych stron, ale ogólnie. Niedopracowanie postaci to w zasadzie straszny ból. Nie ma nawet solidnego opisu wyglądu - te postacie są. nie mają głębi, nie mają niczego, po prostu zostały opisane - i masz czytelniku, utożsamiaj się z nimi. George i Ada są równie płascy. A Darwin (tak, Darwin), małpi (TAK!) kamerdyner? Powalał na kolana swoim sposobem "obycia". Normalnie kamerdyner przez ą i ę, tylko, że miał manię rzucania gównami. Dodajmy do tego cała plejadę postaci historycznych, absurd z lewitacją, magią i zakonserwowaną głową marsjanina, na koniec latające małpy, zaginioną cywilizację i magiczny posąg... NIE. To po prostu zła książka prowadzona w bardzo złym stylu.
No i brakowało STEAMU. Jasne. jest para. Są statki kosmiczne, parowozy i w ogóle. Są nowomodne gogle. Ale wszystko to jest takie o, bo jest, po prostu, bez duszy, bez pary, bez polotu. Brakuje "steamu" znanego choćby z innych pozycji. Weselszych. Zabawniejszych. lepszych. Po prostu. BRAK PARY, PANOWIE I PANIE!
Miast bawić i śmieszyć, miast wskazywać na absurdalność przygodowych powieści, sama zrobiła się absurdalna i nadęta. Końcówka zaś jest tak rozczarowująca i tak płaska, że prawie sięga do `Zmierzchu`. Opis wznoszącego się i przemawiającego posągu, który jest Matką matek bogów... NIE. To już absurdem powaliło na kolana tak bardzo, że wręcz wywróciło flaki. Nie mówiąc o walce z profesorem, która też była mocno naciągana.
Ogólnie?
Jeśli ktoś szuka absurdalnej pozycji, która ma "wyśmiewać" i nie wnosić w sumie niczego istotnego w życie czytelnika, to znajdzie coś w sam raz dla siebie. Ale jeśli ktoś szuka czegoś lepszego, ambitniejszego... polecam omijać szerokim łukiem.
Albo czytać ostrożnie.
//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbox.blox.pl/2016/08/Dziewczyna-Plaszczka-i-inne-nienaturalne-atrakcje.html
Czyli jak pisać książkę w klimatach XIX wieku i steampunka, by wszystko razem zepsuć. I to mówię dosłownie i poważnie, bowiem nie doszukałam się tu ani satyry na XIX wiek, ani "puszczania oczka" przez autora, ani niczego, z tak zachwalanych w opiniach innych czytelników cudów.
Wręcz przeciwnie. Czuję się głęboko zniesmaczona sposobem,w jaki potraktowano zarówno epokę...
ciężko ocenić książkę. z jednej strony zabawna, i całkiem ciekawa fabuła, na spokojne popołudnie, lub droge do pracy. Ale wątpię czy kiedykolwiek do niej wrócę. nawet zbyt usilnie nie namawiam do przeczytania. ot, zwykłe czytadełko, z wartką fabułą, dowcipnie opisane. ale to wszystko.
ciężko ocenić książkę. z jednej strony zabawna, i całkiem ciekawa fabuła, na spokojne popołudnie, lub droge do pracy. Ale wątpię czy kiedykolwiek do niej wrócę. nawet zbyt usilnie nie namawiam do przeczytania. ot, zwykłe czytadełko, z wartką fabułą, dowcipnie opisane. ale to wszystko.
Wciśnięcie do jednego tekstu Ady Lovelace, Nikoli Tesli, Winstona Churchilla, Hrabiego de Saint-Germain i Adolfa Hitlera wydaje się pomysłem karkołomnym. Nasze spojrzenie raptownie zmienia się, kiedy zdajemy sobie sprawę, że w tej samej opowieści występują Marsjanie i zapomniane bóstwa, a autor wszelkie wątpliwości rozwiewa słowami: „U mnie wszystko jest w porządku, to historia się pomyliła!”
Czytaj całą recenzję: http://steampunk.info.pl/recenzja-dziewczyna-plaszczka-i-inne-nienaturalne-atrakcje/
Wciśnięcie do jednego tekstu Ady Lovelace, Nikoli Tesli, Winstona Churchilla, Hrabiego de Saint-Germain i Adolfa Hitlera wydaje się pomysłem karkołomnym. Nasze spojrzenie raptownie zmienia się, kiedy zdajemy sobie sprawę, że w tej samej opowieści występują Marsjanie i zapomniane bóstwa, a autor wszelkie wątpliwości rozwiewa słowami: „U mnie wszystko jest w porządku, to...
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tą powieść. Była ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim jest inna, odróżnia się na tle innych powieści, intryguje, bawi i dziwi. Dobre połączenie, napisane w dobrym stylu.
Akcja powieści dzieje się w czasach fascynacji podróżami, to czasy badaczy i odkrywców. Autor w sposób mistrzowski igra i bawi się historią, postaciami i literaturą. To w niej najlepsze.
Bardzo dobrze spędzony czas. Polecam!
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tą powieść. Była ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim jest inna, odróżnia się na tle innych powieści, intryguje, bawi i dziwi. Dobre połączenie, napisane w dobrym stylu.
Akcja powieści dzieje się w czasach fascynacji podróżami, to czasy badaczy i odkrywców. Autor w sposób mistrzowski igra i bawi się historią, postaciami i literaturą....
Nie wiem dlaczego ktoś wypuścił to "dzieło" w serii sygnowanej opisem "najlepsze książki na świecie prawdopodobnie". Rozumiem, że ta książka miała być zabawna... a jest totalnie nudna. A ja jestem totalnie zawiedzony.
Nie wiem dlaczego ktoś wypuścił to "dzieło" w serii sygnowanej opisem "najlepsze książki na świecie prawdopodobnie". Rozumiem, że ta książka miała być zabawna... a jest totalnie nudna. A ja jestem totalnie zawiedzony.
Jest to jedna z nielicznych powieści fantasy jakie przeczytałam ale zdecydowanie najlepsza. Jednym zdaniem - jestem zachwycona. Między innymi naginaniem historii z przyszłości do przeszłości
;)
Z pewnością sięgnę jeszcze po inne pozycje tego autora
Jest to jedna z nielicznych powieści fantasy jakie przeczytałam ale zdecydowanie najlepsza. Jednym zdaniem - jestem zachwycona. Między innymi naginaniem historii z przyszłości do przeszłości
;)
Z pewnością sięgnę jeszcze po inne pozycje tego autora
Te słowa mogłyby stanowić znakomite motto dla „Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji” Roberta Rankina. I mimo że epoka ewidentnie nie ta (akcja utworu osadzona jest w realiach wiktoriańskich) i bohaterowie książki nijak nie byliby w stanie czytelnej dla nas symboliki rozpoznać, to jednak w jakiś sposób słowa te wydają się właściwe, pasują do książki, której autor nader swobodnie podchodzi do historii i kultury (a zwłaszcza popkultury), z wdziękiem mieszając epoki i gatunki, żonglując faktami, jak prawdziwy cyrkowy artysta. Czytelnik nieraz zastygnie zaskoczony dezynwolturą pisarza, który w 1895 roku na biurku Phineasa Taylora Barnuma umieszcza figurkę Amerykanina ustawiającego flagę na Księżycu czy też ożywia w powieści postaci historyczne nieżyjące od dziesięcioleci. „Historia, jak to stosownie ujął Henry Ford, »jest bzdurą«” (s. 13) argumentuje (!) w przypisach na swoją korzyść Rankin i wcale nie przejmując się narastającą metafikcyjnością swojego utworu, losowo czerpie z całego dziedzictwa kultury. To znaczy, czytelnik może mieć wrażenie, że jest to wybór całkowicie losowy, w istocie zaś wcale taki nie jest*: poszczególne elementy książki wcale dobrze do siebie pasują: epoka wiktoriańska i steampunk, kosmici i pokazy niesamowitości w rodzaju człowieka słonia, wywoływanie duchów i postęp techniczny. Wbrew pozorom czyta się ten przedziwny misz-masz bardzo dobrze, uśmiechając się pod nosem, tropiąc smaczki nie tylko literackie i podziwiając pomysłowość autora, wiedząc, że trzyma się w ręku drukowany żart, absurdalny dowcip, szalone skojarzenie, kpinę z dziejów. Albo z naszej wersji dziejów.
Gdyż w 1885 roku wygraliśmy wojnę z Marsjanami, co George Wells w „Wojnie światów” pięknie opisał**. Nawiasem mówiąc, w naszym świecie „Wojna światów” jest powieścią fantastyczną, ewidentną fikcją literacką. Natomiast w świecie „Dziewczyny Płaszczki...” książka G.H. Wellsa jest reportażem, literaturą faktu, rzetelną relacją z rzeczywiście zaistniałych wydarzeń. Przy takim punkcie wyjścia czytelnik bez zmrużenia oka akceptuje informacje o późniejszej kolonizacji Marsa i innych doniosłych wydarzeniach. O nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Wenusjanami i mieszkańcami Jowisza. O napełnianiu sterowców helem, a nie wodorem (w powieściowym świecie katastrofa Hindenburga nie ma szans zaistnieć), o traumatycznych kelnerskich doświadczeniach młodego Adolfa Hitlera wśród angielskiej society, o współpracy naukowej Charlesa Babbage’a i Nikoli Tesli, o zrewolucjonizowaniu przez Winstona Churchilla i małpę (o jakże znaczącym imieniu Darwin) angielskiego systemu dowodzenia obroną przeciwlotniczą (!), o hrabim de Saint-Germain i odkryciach poczynionych przez niego na perfumeryjnym polu, o Dżentelmenach w Czerni, o Elektrycznych Muszkieterach Królowej, o narodzinach pomysłu na Księgę Rekordów Guinnessa itd. itp. Nie sposób wymienić wszystkich nawiązań, wyliczyć wszystkich popkulturowych smaczków, jakie znajdują się na kolejnych kartach powieści. I za każdym razem, gdy autor prezentuje czytelnikowi jakieś skojarzenie, jest dowcipnie. Mniej (niestety, autor nie oparł się pokusie zamieszczenia dowcipu fizjologicznego) lub bardziej (gdy absurdalne skojarzenia dochodzą do głosu) – tu każdy czytelnik będzie oceniał według własnego gustu. Robert Rankin nie powstrzymuje się, przekręca fakty, przekształca motywy, do najbardziej niewinnych zdarzeń dorabia pseudonaukowe, pełne patosu wyjaśnienia, parodiuje i ośmiesza. Dostaje się wszystkim, no może z wyjątkiem królowej, ale to niebudzący czyjegokolwiek zdziwienia element angielskiej tradycji.
Wymienione wyżej przykłady karkołomnych niekiedy pomysłów to tylko otoczka głównego wątku, niewinne szczegóły pozwalające czytelnikowi zadomowić się w świecie opowieści, poczuć jego klimat. Zasadnicza akcja rozpoczyna się w 1895 roku, pod koniec epoki wiktoriańskiej, w czasach, które w sposób naturalny łączą się z rozwojem techniki i ze steampunkiem, w czasach będących dziwaczną mieszaniną ezoteryki i racjonalizmu, w czasach, w których z jednej strony entuzjazmowano się okultyzmem, przepowiedniami i wywoływaniem duchów, a z drugiej – ceniono rzetelność odkrywców, pracowicie zapełniających opisami swoich podróży ostatnie białe plamy na mapach. I właśnie główny wątek, czyli misja George’a Foksa, asystenta profesora Cagliostro Coffina, organizatora pokazów jakże modnych na przełomie XIX i XX wieku niesamowitości i kuriozów, przebiega według ogólnego schematu klasycznej (klasycznej, czyli utrzymanej w stylu „W 80 dni dookoła świata” czy „Kopalni króla Salomona”) powieści przygodowej, łączącej w sobie poszukiwania tajemniczego artefaktu i zapierające dech w piersiach przygody. „Dziewczyna Płaszczka...” stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie – startując od „Wojny światów”, poprzez podróż jak z dziennika Fhileasa Fogga wziętą, przenosi czytelnika płynnie na tajemniczą, niefigurującą na mapach wyspę, by po całej serii iście quatermainowskich przygód powrócić z nim do Londynu, na spektakularny finał.
A jednak myliłby się ten, kto książkę Rankina uznałby tylko za kpinę z własnego dziedzictwa kulturowego, przekłucie balonu z historycznie angielskim, imperialnym poczuciem wyższości, a jej konstrukcję jedynie za zabieg formalny usprawiedliwiający drwiny ze wszystkich i wszystkiego – spod warstwy nawiązań do klasyki, spod absurdalnego humoru i ironicznych komentarzy przeziera drugie dno, autor – unikając w ten sposób taniego moralizowania – przekazuje, co myśli o militarystycznych ciągotach Churchilla i nieetycznym postępowaniu profesora Coffina, a jak wysoko ceni szacunek dla ludzkiej (i nie tylko ludzkiej) godności, tolerancję, uczciwość, szlachetność, pokój, miłość. Od czasów Wellsa i Verne’a świat się zmienił, wyraźnie przyspieszył, a naszą codzienność wypełniły najróżniejsze gadżety, których zadaniem jest nie tylko ułatwienie egzystencji, ale i utrzymanie nas w tempie, sprawienie byśmy nie odstawali od grupy. Chcąc nadążyć czasami zapominamy, że zmieniła się jedynie scenografia, a nie hierarchia wartości. Cóż, najwyraźniej Robert Rankin postanowił nam o tym podprogowo przypomnieć.
Zatem jeśli czytelnik nie ma nic przeciwko zanurzeniu się w metafikcyjnym świecie powieści, nie irytuje go mieszanie epok i życiorysów, wierność historycznym realiom nie jest dla niego najważniejsza, a nade wszystko przedkłada zdolność dostrzegania absurdów nad pełne powagi zadumane spojrzenie, to „Dziewczyna Płaszczka...” jest książką dla niego.
* Wszak społeczeństwo postawione wobec odpowiednio dużej liczby nowych, dostatecznie rozwiniętych technologii, nieodróżnialnych od magii, znacząco podatniejsze się staje na wszelakie cudowności.
** Kolejny przypadek nonszalanckiego stosunku autora do historii, tym razem literatury – akcja „Wojny światów” H.G. Wellsa została umiejscowiona przez Roberta Rankina 10 lat wcześniej (oryginalnie toczy się w 1895 roku, a sama powieść została wydana w 1898 r.).
Recenzja ukazała się 2011-08-08 na portalu katedra.nast.pl
„Make love, not war”
Te słowa mogłyby stanowić znakomite motto dla „Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji” Roberta Rankina. I mimo że epoka ewidentnie nie ta (akcja utworu osadzona jest w realiach wiktoriańskich) i bohaterowie książki nijak nie byliby w stanie czytelnej dla nas symboliki rozpoznać, to jednak w jakiś sposób słowa te wydają się właściwe,...
O atakach kosmitów na Ziemię powstało już wiele dzieł - literackich i filmowych. Od wieków ludzkość zastanawia się czy w kosmosie są inne żyjące istoty, a jeśli tak, to jaki mają stosunek do mieszkańców reszty planet. Wersji jest wiele, a te najbardziej katastroficzne przedstawiają niewyobrażalną, międzyplanetarną wojnę.
Robert Rankin w książce "Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje" postanowił nawiązać do "Wojny światów" Wellsa. Atak Marsjan na Ziemię nie jest tu fikcyjną opowieścią, a kronikarskim faktem, zatajonym przez brytyjskie władze. Kosmiczni najeźdźcy zostali jednak zdziesiątkowani przez ziemskie wirusy i bakterie, a konflikt ostatecznie zażegnano pozbywając się wszystkich Marsjan w całym wszechświecie. Ale czy misja ta całkowicie się powiodła? Cóż, na razie Wielka Brytania, to ogromna potęga, władająca mocą i technicznymi nowościami, jakich nie posiadają inne państwa. Ale przecież wiadomo, że siła jest pożądaną umiejętnością, na którą czyhają niezliczone zastępy tych złych.
Z tajemnicami państwowymi i odwiecznymi wierzeniami będzie musiał zmierzyć się George Fox, młodzieniec na co dzień pracujący w objazdowym cyrku profesora Cagliostro Coffina. Do jego obowiązków należy głownie opieka nad umieszczonym w formalinie Marsjaninem, który kończy swój żywot jako atrakcja. Rozkładający się trup jest zapowiedzią poszukiwań kolejnej niecodziennej osobliwości, która przyciągnie publiczność. Kiedy obaj mężczyźni zatrzymują się na pokaz, George popada w małe kłopoty. Jeden z nich to przepowiednia Apokaliptycznego Egzaminatora. Według niego Fox odnajdzie legendarną księgę Sayito oraz będzie musiał uratować przyszłość całego wszechświata. Drugim problemem stała się tajemnicza kobieta o imieniu Ada, która nie tylko postawiła młodzieńca w zawstydzającej sytuacji, ale i rozbudziła jego pożądanie.
Wszystko to jednak jest niczym w porównaniu z szalonymi planami Coffina. Jego poszukiwanie nienaturalnej atrakcji wyrasta na niewykonalną misję. Po pierwsze - profesor chce odnaleźć Dziewczynę Płaszczkę, o której tak na prawdę niewiele wiadomo. Po drugie - jej poszukiwania wiążą się ze sprzedażą całego dobytku i snuciem sieci kłamstw, by dostać się na pokład statku kosmicznego mającego odbyć podróż dookoła świata. Wśród najbardziej znaczących nazwisk XIX-wiecznego świata, pojawia się też, nawiasem mówiąc nielegalnie, Ada. Wszystko to zwiastuje niezwykłą podróż, pełną niebezpieczeństw i zwrotów akcji, która przyniesie odpowiedzi na wiele pytań.
"Dziewczyna Płaszcza i inne nienaturalne atrakcje" to książka odwołująca się do autentycznej historii świata, chociaż często fakty te zostają nieco naciągnięte. Mamy tutaj więc Churchilla, Teslę, Darwina czy Hitlera, rozpoczynającego karierę jako kelner. Rankin próbował także umieścić w powieści pewną dozę humoru i sarkazmu, choć przyznam, że do mnie akurat ich forma nie przemawiała. Całość miała więc być dziełem niecodziennym, oferującym wiele znanych nam wydarzeń czy postaci ukazanych w odmiennym świetle.
Książka jednak nieco nuży. Nie czyta się jej szybko czy łatwo. Fabułę można przewidzieć, pomimo tego, że autor mami nas autentycznymi wydarzeniami. "Dziewczyna Płaszczka..." jest więc powieścią przygodową umieszczoną w świecie pełnym dziwów, ale nie do końca wciągającą czytelnika.
O atakach kosmitów na Ziemię powstało już wiele dzieł - literackich i filmowych. Od wieków ludzkość zastanawia się czy w kosmosie są inne żyjące istoty, a jeśli tak, to jaki mają stosunek do mieszkańców reszty planet. Wersji jest wiele, a te najbardziej katastroficzne przedstawiają niewyobrażalną, międzyplanetarną wojnę.
Robert Rankin w książce "Dziewczyna Płaszczka i inne...
Postawiłam na półce z ulubionymi książkami, które wiszą nad moim łóżkiem czekając, by zwalić mi się na głowę w nocy (jak u Hrabala). To znaczy, że bardzo, bardzo mi się podobała.
Postawiłam na półce z ulubionymi książkami, które wiszą nad moim łóżkiem czekając, by zwalić mi się na głowę w nocy (jak u Hrabala). To znaczy, że bardzo, bardzo mi się podobała.
spodziewałem się prawdę mówiąc trochę więcej...Być może czytanie tego(było nie było)czytadła po arcytrudnym Lodzie Dukaja nie było dobrym pomysłem,ale chciałem odpocząć od filozoficznych rozpraw.Niestety, wszystkie postacie są płaskie jak heblowana deska, historia idzie równym torem bez jakiś zaskakujących zwrotów akcji których bym się nie spodziewał.Z zalet, ciekawy pomysł na świat, ale znów, za mało zarysowany.Steampunk i prześmiewczy klimat to trochę za mało żebym powiedział że to jest dobra książka.Niemniej, jak ktoś ma wolny wieczór i nie ma ochoty na nic ciężkiego, jest to właściwa lektura, choć na pewno znalazłbym ciekawsze pozycje, nawet z gatunku"lekkie, łatwe i przyjemne" które mają i lepiej poprowadzoną historię, i ciekawsze postacie.
spodziewałem się prawdę mówiąc trochę więcej...Być może czytanie tego(było nie było)czytadła po arcytrudnym Lodzie Dukaja nie było dobrym pomysłem,ale chciałem odpocząć od filozoficznych rozpraw.Niestety, wszystkie postacie są płaskie jak heblowana deska, historia idzie równym torem bez jakiś zaskakujących zwrotów akcji których bym się nie spodziewał.Z zalet, ciekawy pomysł...
29 sierpnia, KsiazkawMiescie.blogspot.com, Konferencja w sprawie paniki wywołanej sensacyjnym pojawieniem się Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji autorstwa Roberta Rankina, która to powieść początkowo została uznana za zapis autentycznych wydarzeń.
M - Drodzy Państwo, jak wiecie jestem tu, by odpowiedzieć na wasze pytania dotyczące tej świetnej historii. Jak już wszyscy wiemy, nie jest ona oparta na faktach. Spokojnie, proszę się pchać. Odpowiem na wszystkie pytania.
Tłum - Ja! Ja! Mam pytanie!
M - Proszę bardzo, Pan w Niebieskiej Koszuli.
PwNK - Kiedy toczy się akcja Dziewczyny Płaszczki?
M - Zasadniczo w rokku 1895, choć mamy tu też retrospekcję w czasy Wojny Światów roku 1885, która to przyczyniła się do całego tego zamieszania z domniemaną autentycznością doniesień. Teraz poproszę Panią w Czerwonej Bluzce.
PwCzB - Proszę opowiedzieć coś o postaciach.
M - Mamy tu całą plejadę postaci, zarówno fikcyjnych, jak i historycznych jak np. Pan Winston Churchil czy Pan Nicola Tesla, a nawet pewien młody Austriak - co oczywiście stanowiło wodę na młyn plotek.
PwCzB - Wspominała pani o postaciach fikcyjnych. Czy są wiarygodne?
M - Przede wszystkim postacie są dwubiegunowe - każda ma dobre i złe cechy, z których, w zależności od okoliczności, zawsze przeważa jedna "strona mocy", że się tak popularnie wyrażę. Rozważając ich wiarygodność musimy dodatkowo wziąć poprawkę na gatunek literacki: oprócz steampunku możemy z powodzeniem podciągnąć tę pozycję do comic fantasy - co za tym idzie postacie są ukazane niejako w krzywym zwierciadle, mają śmieszyć. I tak np. cechy czarnego charakteru, którym bez wątpienia jest tu Profesor Coffin, są wyolbrzymione, George zaś wydaje się niebywale chwiejny raz dokonując czynów bohaterskich, za chwilę wykazując się infantylną niezaradnością i naiwnością.
PwCzB - Czy polubiła pani którąś z postaci? A może któraś wzbudziła pani niechęć?
M - O dziwo, polubiłam Profesora. Zwykle sympatyzuję z komiksowymi geniuszami zła, gdyż oni są zdecydowanie barwniejsi. Muszę też oddać honor Adzie. Ogólnie bohaterowie Dziewczyny Płaszczki, nawet drugoplanowi, to barwne, żywe indywidua, z których każdy ma swój wkład w odbiór książki przez czytelnika. Warto też pochwalić zachodzące między postaciami interakcje. Proszę pan w meloniku (?).
PwM - A co z miejscem akcji?
M - Miejsc akcji mamy kilka - jest to np. gabinet cieni, cyrkowy wóz, alternatywne Londyn i Nowy Jork.
PwM - A sama akcja?
M - Muszę oddać sprawiedliwość panu Rankinowi - czytelnik nie może nudzić się nawet przez chwilę. Akcja rozwija się bardzo dynamicznie, w każdym rozdziale mamy nagły i zaskakujący zwrot, mnóstwo komicznych sytuacji, ocierających się nawet czasami o przysłowiowe "zabili go i uciekł". Zabawa przednia, czego zresztą można się spodziewać od pierwszych stron.
PzM - Przepraszam, czy mogę zadać pytanie?
M - Bardzo proszę, Pan z Muchą.
PzM - A co z Dziewczyną Płaszczką?
M - Saito. Bogini. Przyznają się do niej aż cztery cywilizacje. Zresztą, mieliśmy tu małe zamieszanie związane z jej domniemanym pojawieniem się na Ziemi, dzięki czemu wiemy o niej tyle, ile powinniśmy...
PzM - Ale czy zostaje odnaleziona? Gdzie? Co się dzieje później?
M - Szanowny Panie, ta konferencja nie ma na celu zdradzenia zakończenia powieści pana Rankina.
PzM - Dla mnie ta informacja jest niebywale istotna.
M - Książkę czyta się bardzo dobrze, a ładny język tylko zwiększa przyjemność, polecam panu, jak i wszystkim internautom zebranym przed monitorami komputerów, serdecznie tę książkę.
PzM - Ale ja nie mam czasu, muszę wiedzieć już!
M - Proszę państwa na tym skończymy naszą konferencję. Dziękuję za uwagę i raz jeszcze polecam gorąco!
ksiazkawmiescie.blogspot.com
29 sierpnia, KsiazkawMiescie.blogspot.com, Konferencja w sprawie paniki wywołanej sensacyjnym pojawieniem się Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji autorstwa Roberta Rankina, która to powieść początkowo została uznana za zapis autentycznych wydarzeń.
M - Drodzy Państwo, jak wiecie jestem tu, by odpowiedzieć na wasze pytania dotyczące tej świetnej historii....
Schyłek wieku XIX, Wielka Brytania. Znacie te klimaty, prawda? Badacze, wynalazcy, podróżnicy, pierwsze maszyny parowe, dżentelmeni, zeppeliny i statki kosmiczne? Kojarzycie hasło, że "nad Brytyjskim Imperium słońce nigdy nie zachodzi", które jest odzwierciedleniem mnogości posiadanych kolonii: Australia, Kanada, Indie, Mars... No co tak na mnie patrzycie? Zapytajcie Karola Darwina, który co prawda umarł w 1882 roku, ale to tylko kolejny dowód na to, że historia się myli. A Marsjanie śmierdzą.
Robert Rankin jest jednym trzech brytyjskich "śmiesznych fantastów", obok Pratchetta i Douglasa. W swoich książkach wywraca wszystko do góry nogami, często samym tytułem wytrącając czytelnika z delikatnej równowagi umysłowej. Powiedzcie sami, czy na przykład książka "Nostradamus zjadł mi chomika" nie rokuje spotkania z absurdem najwyższej klasy?Wielbiciele historii "dziko alternatywnych" ubawią się po pachy, uszy i czubek głowy.
"Dziewczyna Płaszczka" już na samym początku pięknym kopem wywraca znaną nam rzeczywistość do góry nogami. W Londynie lądują statki kosmiczne pełne krwiożerczych Marsjan. Wojnę wygrywają ludzie - dosłownie jednym kichnięciem. Pojazdy "ufoków" zostają zarekwirowane w imię królowej, a dzięki sprytowi młodziutkiego pana Churchilla Korona zdobywa całego Marsa. Na Ziemię przybywają łagodniej usposobieni mieszkańcy innych planet Układu Słonecznego, turystyka kwitnie, wszystko jest piękne a Anglia coraz bogatsza.
Zdobycie zaawansowanej technologii nie spowodowało jednak zmiany w mentalności i trybie życia Brytyjczyków, dlatego powieść jest cudowna mieszanką nowoczesności i historii. Ci, którzy czytali w młodości (i nie tylko) powieści Verne'a powinni być zachwyceni światem wypełnionym dżentelmenami w melonikach, niezwykłymi przygodami w egzotycznych zakątkach wszechświata, a nawet udać się w podróż z Fileasem Foggiem. Jednak prawdziwą uciechę będą mieć wielbiciele... cyrku.
Kobieta z brodą, seanse spirytystyczne, dziwy natury w klatkach, świat impresariów o sumiastych wąsach, różnej maści szarlatanów i "zachwycających", "niezwykłych" i "niesamowitych" cudów. Takich, jak Marsjanin w formalinie, którego pilnuje główny bohater, George Fox, któremu los wyznaczył niezwykłe zadanie - odnalezienia przedwiecznej księgi zrozumiałej dla każdego. Na razie jednak głównym celem życiowym Georga jest znalezienie pewnej panny, która wpędziła go w kłopoty i "wcale, a wcale nie zawróciła mu w głowie". Pracodawca nieszczęsnego młodzieńca ma jednak inne plany i nie zawaha się użyć niecnych sztuczek, by przekonać Georga, żeby mu zaufał... w końcu profesor Coffin wie, co jest najkorzystniejsze.
Szalona, spektakularna i magiczna podróż przez świat, mityczna żyjąca bogini, wojny międzyplanetarne i małpi kamerdyner kotłują się na kartach książki, którą czyta się niezwykle przyjemnie i szybko. Powieść przypomina przedstawienie cyrkowe, gdzie nie ciąg wydarzeń jest ważny, a sposób wykonania konkretnego numeru. To, co przyciąga do tej historii, to barwne, fantazyjne opisy i sztuczki, wyciągnięte z pisarskiego cylindra. Chociaż wiemy, że na końcu pojawi się królik, to możemy mieć pewność, że biały to on nie będzie.
Książkę trudno zakwalifikować do konkretnego nurtu, bo przypomina kociołek, do którego wrzucono steampunk, historię alternatywną (w Vonnegutowskim stylu), trochę Verne'a, trochę komedii, pastiszu i czego tam jeszcze. Na szczęście Rankin jest zręcznym cyrkowcem i sprawnie żongluje gatunkami i dowcipami, potrafi też celnie rzucić tortem, kiedy się tego najmniej spodziewamy. Czekają nas może nie tyle salwy śmiechu, ale z pewnością magia, która zamienia wytarty koc w smoka, a linoskoczków w anioły.
Schyłek wieku XIX, Wielka Brytania. Znacie te klimaty, prawda? Badacze, wynalazcy, podróżnicy, pierwsze maszyny parowe, dżentelmeni, zeppeliny i statki kosmiczne? Kojarzycie hasło, że "nad Brytyjskim Imperium słońce nigdy nie zachodzi", które jest odzwierciedleniem mnogości posiadanych kolonii: Australia, Kanada, Indie, Mars... No co tak na mnie patrzycie? Zapytajcie...
„Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje ” Roberta Rankina to solidna porcja absurdalnego angielskiego humoru i zwariowanej przygody z udziałem kosmitów, bogini.. i kilku znanych postaci Imperium Brytyjskiego końca XIX wieku. Komu niestraszne wojny światów, kto się nie boi dalekich podróży i jest gotowy na terapię śmiechem niech spróbuje. Lektura na własne ryzyko.
Po inwazji Marsjan na Ziemię, która zakończyła się niepowodzeniem tylko wskutek działania ziemskich bakterii, młody i ambitny Winston Churchill uzyskuje od premiera Gladstone'a akceptację dla swojej śmiałej koncepcji kontrataku. Odniesione zwycięstwo nad Marsjanami rozpoczyna nową erę w historii Imperium Brytyjskiego, bowiem nawiązuje ono międzyplanetarne kontakty handlowe z Wenusjanami i Jowiszanami. Wskutek inżynierii wstecznej szybko rozwija się ludzka technologia, Imperium kwitnie i bogaci się, ale rośnie nieufność ludzi względem obcych i ich zamiarów.
Na tym tle rozgrywają się losy młodego George'a Foxa - błazna/asystenta profesora Cagliostro Coffina, objeżdżającego Anglię z wagonem cyrkowym pełnym „Najbardziej Chwalebnych Nienaturalnych Atrakcji” (jak zakonserwowany Marsjanin, „hilistyczne Zwierciadło” w którym można zobaczyć odbicie całego świata, kamień z Wieży Babel czy wypchane pozostałości Brutusa - Psiego Houdiniego).
Ten prosty i uczciwy chłopak wedle przepowiedni Apokaliptycznego Egzaminatora ma odnaleźć legendarną świętą księgę Sayito, która zostanie dla niego otwarta, a na jego ramionach ma spocząć przyszłość planet. Namówiony przez swojego pracodawcę na poszukiwanie tajemniczej Japońskiej Dziewczyny Płaszczki (zwanej również Sayito), mającej wedle przekazów stanowić największą i najniezwyklejszą atrakcję, George Fox wyrusza w pełną niebezpiecznych przygód podróż, której konsekwencje będą naprawdę daleko idące – tak dla Georga, jak i całego znanego świata.
Krąg bohaterów książki jest niewielki, a postacie są bardzo charakterystyczne i transparentne. Czytelnik ma wręcz podaną na tacy wiedzę o tym, kto w tej powieści jest dobry, a kto zły – i czego należy się po kim spodziewać. Sama fabuła także jest dość przewidywalna i opiera się na schemacie: niebezpieczeństwo, Nieprawdopodobny Zbieg Okoliczności Przynoszący Wybawienie z Opresji, niebezpieczeństwo, znów wybawienie – i tak w kółko. To jednak nie przeszkadza w rozrywce, bo powieść już w założeniu stanowi parodię historii awanturniczych i tak odbierana może naprawdę bawić.
Lekki styl autora, wplatanie postaci autentycznych (jak – obok wspomnianych już Gladstone'a i Churchilla - choćby Tesla, Babbage czy słynni przedstawiciele świata rozrywki – m.in. Barnum, Człowiek Słoń czy hrabia de Saint Germain), nawiązania literackie (przykładowo statek powietrzny„Imperatorowa Marsa” oferuje loty dookoła świata w siedemdziesiąt dziewięć dni) czy filmowe (jak tajemniczy Dżentelmeni w Czerni) sprawiają, że opowiadaną przez Rankina historię czyta się z uśmiechem. Do tego autor co jakiś czas wplata w wypowiedzi bohaterów takie oto przykładowo perełki:
-„(...)Nasi pozaziemscy napastnicy dostaną więcej, niż prosili. Jaki kurczak, taki kark, jak sądzę.
- W kwestii kurczaka? - spytał pan Gladstone. - Nie bardzo rozumiem.
- To takie powiedzonko – wyjaśnił pan Churchill. - W dzisiejszych czasach wszyscy mają jakieś. Pan Wilde „Nie mam nic do oclenia z wyjątkiem mego geniuszu”. Little Tich mówi: „Tak, pani Merton, to tylko wieprzowa kiełbaska”. Ja sam pracuję nad takim: „Nigdy w dziejach ludzkich wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym. Jaki kurczak, taki kark.”
Podsumowując, w „Dziewczynie płaszczce i innych nienaturalnych atrakcjach” Robert Rankin proponuje czytelnikom parodystyczną wersję powieści awanturniczej, historię alternatywną z udziałem kosmitów, steampunk, szczyptę romansu i sporą galerię autentycznych postaci świata polityki, nauki i rozrywki końca XIX wieku w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach. Idealna wakacyjna propozycja nie tylko dla fanów fantastyki.
„Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje ” Roberta Rankina to solidna porcja absurdalnego angielskiego humoru i zwariowanej przygody z udziałem kosmitów, bogini.. i kilku znanych postaci Imperium Brytyjskiego końca XIX wieku. Komu niestraszne wojny światów, kto się nie boi dalekich podróży i jest gotowy na terapię śmiechem niech spróbuje. Lektura na własne...
Jako główny reprezentant i zaraz jedyny członek „Klubu trybików i pary”, nieistniejącego i zmyślonego przeze mnie stowarzyszenia z nieskrywaną dumą chciałbym polecić Państwu książkę pod tytułem: „Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”.
Autor Robert Rankin przedstawia nam wizję świata przed drugą wojną światową.
Ziemianie wygrali potyczkę z najeźdźcami z marsa za sprawą dzielnego Imperium Brytyjskiego. Wielka Brytania stała się silniejsza za sprawą monopolu na kosmiczne zdobycze techniki tworząc potężną broń. Skojarzenie ataku Marsjan z Wojną Światów H.G Wellsa jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Teraz nastał czas pokoju, a ziemianie handlują z obcymi. Normalnym widokiem stał się spacer wenusjańskich turystów po ulicach Londynu.
Główni bohaterowie tej opowieści to Gregore Fox cyrkowiec pracujący dla Profesora Coffina (z ang. Coffin – trumna) zarabiający na życie pokazując światu niezwykłe, straszne i zarazem fascynujące atrakcje wyruszają w podróż. To będzie niezwykła wędrówka pełna niebezpieczeństw, a za jej cel postanowili objąć znalezienie owianej aurą tajemniczości dziewczyny płaszczki (lub czymkolwiek ona jest). Skłonni są oni postawić wszystko na jedną kartę, nieraz nastawiając karku, czy też oszukując.
Autor sprytnie przedstawił nam znane dla tych czasów postaci (np. N. Tesla) , bawi się historią i czuje się w tej formie prowadzenia fabuły niezwykle pewnie. Nie odczujemy tutaj absurdu, ponieważ mamy do czynienia z postaciami wyjątkowymi. Coffin i Fox na swojej drodze spotkają między innymi: prestidigitatów, naukowców, typów spod ciemnej gwiazdy, szarlatanów inaczej ujmując na brak akcji nie można narzekać i jest to mocna strona książki. Gdybym chciał poszukać odpowiedników w tytułach filmowych najlepszym odpowiednikiem było by połączenie Indiany Johnesa i Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. Wszystko to poprowadzone jest z humorem i ironią. W Internecie znalazłem odpowiedniki porównania wyczucia dowcipu Roberta Rankina do Terrego Prachetta. Tu się nie zgodzę, „Płaszczka…” nie ma praktycznie żadnych odskoczni od poradzonej akcji, jak to w książkach T.Prachetta bywa i jest dziełem zamkniętym.
A więc warto? Jak najbardziej warto przeczytać. Dotychczas nie spotkałem się z książką przygodową z tak unikalnym światem. Miałem do czynienia z dziełem lekkim utwardzającym mnie w przekonaniu, że steampunk ma nam jeszcze wiele do zaoferowania.
Ocena 5/5 (rewelacja)
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
Jako główny reprezentant i zaraz jedyny członek „Klubu trybików i pary”, nieistniejącego i zmyślonego przeze mnie stowarzyszenia z nieskrywaną dumą chciałbym polecić Państwu książkę pod tytułem: „Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”.
Autor Robert Rankin przedstawia nam wizję świata przed drugą wojną światową.
Ziemianie wygrali potyczkę z najeźdźcami z marsa...
Były dobre momenty, ale dość - nomen omen - płaskie.
Były dobre momenty, ale dość - nomen omen - płaskie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomam wrażenie, że autor zapytany ile różnych wątków i różnych referencji chce wcisnąć do fabuły odpowiedział "tak". Plus za śmieszność i postać Darwina małpiego kamerdynera (polubiłam go)
mam wrażenie, że autor zapytany ile różnych wątków i różnych referencji chce wcisnąć do fabuły odpowiedział "tak". Plus za śmieszność i postać Darwina małpiego kamerdynera (polubiłam go)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczęłam ostatnio odkrywać i przekonywać się do nowych gatunków. Steampunk nigdy jakoś do mnie nie przemawiał, ale książka była w promocyjnej cenie, więc czemu się nie skusić. Po przeczytaniu lektury, myślę, że nigdy nie sięgnę już po steampunk, bo to, co przeczytałam, przechodzi ludzkie pojęcie. Kto wydał ten chłam? Dlaczego? Ta książka bardziej przypomina pozycję dla dzieci poniżej 12 roku życia. Zbyt oczywista walka dobra ze złem, zbyt oczywiści i płytcy bohaterowie, zbyt naiwna, prosta fabuła, Hitler jako kelner, po którym zostawał jedynie niesmak oraz fatalny styl pisania. Zamiast wydawać pieniądze na tej wątpliwej jakości książkę, polecam pójść do maka.
Zaczęłam ostatnio odkrywać i przekonywać się do nowych gatunków. Steampunk nigdy jakoś do mnie nie przemawiał, ale książka była w promocyjnej cenie, więc czemu się nie skusić. Po przeczytaniu lektury, myślę, że nigdy nie sięgnę już po steampunk, bo to, co przeczytałam, przechodzi ludzkie pojęcie. Kto wydał ten chłam? Dlaczego? Ta książka bardziej przypomina pozycję dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGeorge opuścił rodzinny dom, marząc o byciu cyrkowcem. Nie miał jednak żadnych wybitnych talentów, dlatego stał się błaz.... asystentem! profesora Coffina. Razem jeżdżą po Anglii i pokazują jedynego ocalałego po Wojnie Światów marsjanina. Pewnego dnia dowiadują się o istnieniu niezwykłej Japońskiej Dziewczynie Płaszczce. Licząc, że dzięki niej zdobędą fortunę, wybierają się w pełną przygód podróż.
Absurd. Naginanie historii. Więcej absurdu. Schematyczni bohaterowie. Akcja. I znów absurd, a wszystko to przeplatane żartami, które akurat mnie wcale nie bawią. Tak mniej więcej prezentuje się „Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” w skrócie.
Powieść Rankina to przede wszystkim bardzo absurdalna komedia, czerpiąca pełnymi garściami z powieści drogi, steampunku, popkultury i historii. Niestety, niekoniecznie takie połączenie wychodzi dobrze: choć „Dziewczyna płaszczka” ma w sobie sporo ciekawych pomysłów to ani humor, ani sam styl autora nie są czymś, co będę chwaliła.
Autor porwał się na dość interesujące połączenie. Wepchnął do swojej historii takie postacie jak Scherlock Holmes, Hitler, Tesla, czy królowa Wiktoria. Dopchnął do tego latające statki oraz masę nawiązań do Wellsa. Przez ilość nawiązań w tej książce po prostu zrobiło się tłoczno. Większość znanych nam imion, czy nazwisk kompletnie nic nie wnosi do fabuły i jest jedynie próbą wymuszenia uśmiechu u czytelnika. Niestety, ja po prostu tego nie jestem w stanie kupić, zwłaszcza, że z jednej strony mamy do czynienia z prostym, wręcz infantylnym stylem, a z drugiej – z niewybrednymi, nawiązującymi do seksu żarcikami.
Skoro już zaczęłam o stylu autora mówić, pociągnę ten temat chwilę dłużej. Powieść napisana jest bardzo lekko; „Dziewczynę płaszczkę” czyta się błyskawicznie. Niestety, autor chyba stara się „naśladować” Pratchetta, co nie bardzo mu wychodzi. Brakuje mu pewnej błyskotliwości i świeżości. Tekst tej historii jest jak zbiór historyczno-fantastycznych żartów. Szkoda tylko, że zamiast ułożenia według alfabetu zostały nam podane w formie historyjki.
Nie twierdze, że jest to książka tragiczna. Przypomina mi w swojej konstrukcji „Złego jednorożca” Clarke, w którym też żart mi się nie podobał, a co za tym idzie, fanom tejże książki o niedobrym rogatym koniu pewnie się spodoba :) To książka wyraźnie kierowana do osób czytających powieści młodzieżowe, z niewybrednym humorem. Bo mimo schematyczności, ta historia ma w sobie kilka absurdalnych, ale ciekawych pomysłów. W końcu kto nie chciałby znaleźć Dziewczyny Płaszczki?
Bohaterowie nie należą do najbardziej inteligentnych, czy najbardziej sympatycznych. Są przeciętni, zwłaszcza, że dwie z głównych postaci, Ada i George, zlewają mi się właściwie w całość. Gdyby nie płeć powiedziałabym, że to ten sam bohater. Profesor Coffin zaś to po prostu głupi człowiek, którego roli można domyślić się już na wstępie i który często zachowuje się po prostu zupełnie irracjonalnie.
„Dziewczyna płaszczka i inne nienaturalne atrakcje” to historia kierowana do konkretnej grupy odbiorców, do której ja niestety nie należę. Brakuje mi w tej komedii czegoś, co sprawiłoby, że dobrze bym się przy niej bawiła, a to przecież powinna być główna rola tego typu książki. Niemniej, polecam ją sprawdzić osobom, które mają wrażenie, że ten temat będzie dla nich interesujący.
George opuścił rodzinny dom, marząc o byciu cyrkowcem. Nie miał jednak żadnych wybitnych talentów, dlatego stał się błaz.... asystentem! profesora Coffina. Razem jeżdżą po Anglii i pokazują jedynego ocalałego po Wojnie Światów marsjanina. Pewnego dnia dowiadują się o istnieniu niezwykłej Japońskiej Dziewczynie Płaszczce. Licząc, że dzięki niej zdobędą fortunę, wybierają się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyli jak pisać książkę w klimatach XIX wieku i steampunka, by wszystko razem zepsuć. I to mówię dosłownie i poważnie, bowiem nie doszukałam się tu ani satyry na XIX wiek, ani "puszczania oczka" przez autora, ani niczego, z tak zachwalanych w opiniach innych czytelników cudów.
Wręcz przeciwnie. Czuję się głęboko zniesmaczona sposobem,w jaki potraktowano zarówno epokę wiktoriańską, jak i sam steampunk. Nie mówiąc już o fakcie, że pan Robert Rankin złym pisarzem jest. Dla mnie przynajmniej i basta. Zdania nie zmienię. Drażnił mnie sposób prowadzenia narracji przez niego, infantylność opowieści i to... takie wręcz dziecięce upewnianie się, kto co zrobił. Bo zrobił. Dwa razy. Profilaktycznie.
Może i początkowo zabawne, ale na dłuższą metę strasznie drażniące. Poza tym, sam styl narracyjny tego pana, taki boleśnie oczywisty i dziecięcy, wręcz infantylnie... no odrzuca. Z książki pozornie przygodowej i fajnej (teoretycznie) zrobił coś strasznego. Schemat prowadzenia fabuły jest oczywisty jak budowa cepa, logika zrobiła sobie wakacje, a coś, co w założeniu powinno być całkiem sympatyczne, okazało się ledwie znośne i tolerowane w swoim absurdzie. Ale do rzeczy. Zacznijmy od ogółu, czyli okładki: w sumie, z całej pozycji, tylko ona mi się podoba. Fajna, klimatyczna, sugerująca dobrą treść. Steampunk, kosmos... super. Mi takie klimaty siedzą. Ale potem patrzę na opis i widzę, że "Nowa Fantastyka. Najlepsze książki na Świecie", a pod spodem, nieco drobniej "Prawdopodobnie". Nie wiedzieć czemu, ten właśnie drobny szczegół utkwił mi w pamięci - od tej pory raczej będę unikać książek z tej serii. A szkoda, bo przerost formy nad treścią dostałam. Mogło być miło, a było bardzo nieszczególnie.
A treść? Historia kłamie. Historycy kłamią. Szyscy kłamią. A co. Dowiadujemy się, że Churchill już od najmłodszych niemal lat był geniuszem palącym cygara, królowa Wiktoria jest Imperatorową połowy świata i CAŁEGO Marsa (tak), a wywołanie drugiej wojny światów, to nie problem. ogólnie: mamy sobie steampunkową alternatywna historię. Wojna światów, czyli atak Marsjan na ziemię, odbyła się w XIX wieku, marsjanie jednak zginęli, bo zabiły ich ludzkie zarazki. Ujawnili się za to Wenusjanie i Jowiszjanie (sic). Wszyscy szukają legendarnej Dziewczyny Płaszczki, Japońskiej rzecz jasna. Na tym tle mamy profesora Coffina, który zdecydowanie jest postacią złą. I to dosłownie. Nie tylko w swoim zachowaniu, którym irytował mnie od pierwszych stron, ale ogólnie. Niedopracowanie postaci to w zasadzie straszny ból. Nie ma nawet solidnego opisu wyglądu - te postacie są. nie mają głębi, nie mają niczego, po prostu zostały opisane - i masz czytelniku, utożsamiaj się z nimi. George i Ada są równie płascy. A Darwin (tak, Darwin), małpi (TAK!) kamerdyner? Powalał na kolana swoim sposobem "obycia". Normalnie kamerdyner przez ą i ę, tylko, że miał manię rzucania gównami. Dodajmy do tego cała plejadę postaci historycznych, absurd z lewitacją, magią i zakonserwowaną głową marsjanina, na koniec latające małpy, zaginioną cywilizację i magiczny posąg... NIE. To po prostu zła książka prowadzona w bardzo złym stylu.
No i brakowało STEAMU. Jasne. jest para. Są statki kosmiczne, parowozy i w ogóle. Są nowomodne gogle. Ale wszystko to jest takie o, bo jest, po prostu, bez duszy, bez pary, bez polotu. Brakuje "steamu" znanego choćby z innych pozycji. Weselszych. Zabawniejszych. lepszych. Po prostu. BRAK PARY, PANOWIE I PANIE!
Miast bawić i śmieszyć, miast wskazywać na absurdalność przygodowych powieści, sama zrobiła się absurdalna i nadęta. Końcówka zaś jest tak rozczarowująca i tak płaska, że prawie sięga do `Zmierzchu`. Opis wznoszącego się i przemawiającego posągu, który jest Matką matek bogów... NIE. To już absurdem powaliło na kolana tak bardzo, że wręcz wywróciło flaki. Nie mówiąc o walce z profesorem, która też była mocno naciągana.
Ogólnie?
Jeśli ktoś szuka absurdalnej pozycji, która ma "wyśmiewać" i nie wnosić w sumie niczego istotnego w życie czytelnika, to znajdzie coś w sam raz dla siebie. Ale jeśli ktoś szuka czegoś lepszego, ambitniejszego... polecam omijać szerokim łukiem.
Albo czytać ostrożnie.
//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbox.blox.pl/2016/08/Dziewczyna-Plaszczka-i-inne-nienaturalne-atrakcje.html
Czyli jak pisać książkę w klimatach XIX wieku i steampunka, by wszystko razem zepsuć. I to mówię dosłownie i poważnie, bowiem nie doszukałam się tu ani satyry na XIX wiek, ani "puszczania oczka" przez autora, ani niczego, z tak zachwalanych w opiniach innych czytelników cudów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWręcz przeciwnie. Czuję się głęboko zniesmaczona sposobem,w jaki potraktowano zarówno epokę...
chujowa
chujowa
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo lekka i zabawna, Rankin świetnie bawi się historią i aluzją literacką.
Bardzo lekka i zabawna, Rankin świetnie bawi się historią i aluzją literacką.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tociężko ocenić książkę. z jednej strony zabawna, i całkiem ciekawa fabuła, na spokojne popołudnie, lub droge do pracy. Ale wątpię czy kiedykolwiek do niej wrócę. nawet zbyt usilnie nie namawiam do przeczytania. ot, zwykłe czytadełko, z wartką fabułą, dowcipnie opisane. ale to wszystko.
ciężko ocenić książkę. z jednej strony zabawna, i całkiem ciekawa fabuła, na spokojne popołudnie, lub droge do pracy. Ale wątpię czy kiedykolwiek do niej wrócę. nawet zbyt usilnie nie namawiam do przeczytania. ot, zwykłe czytadełko, z wartką fabułą, dowcipnie opisane. ale to wszystko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciśnięcie do jednego tekstu Ady Lovelace, Nikoli Tesli, Winstona Churchilla, Hrabiego de Saint-Germain i Adolfa Hitlera wydaje się pomysłem karkołomnym. Nasze spojrzenie raptownie zmienia się, kiedy zdajemy sobie sprawę, że w tej samej opowieści występują Marsjanie i zapomniane bóstwa, a autor wszelkie wątpliwości rozwiewa słowami: „U mnie wszystko jest w porządku, to historia się pomyliła!”
Czytaj całą recenzję: http://steampunk.info.pl/recenzja-dziewczyna-plaszczka-i-inne-nienaturalne-atrakcje/
Wciśnięcie do jednego tekstu Ady Lovelace, Nikoli Tesli, Winstona Churchilla, Hrabiego de Saint-Germain i Adolfa Hitlera wydaje się pomysłem karkołomnym. Nasze spojrzenie raptownie zmienia się, kiedy zdajemy sobie sprawę, że w tej samej opowieści występują Marsjanie i zapomniane bóstwa, a autor wszelkie wątpliwości rozwiewa słowami: „U mnie wszystko jest w porządku, to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo się cieszę, że przeczytałam tą powieść. Była ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim jest inna, odróżnia się na tle innych powieści, intryguje, bawi i dziwi. Dobre połączenie, napisane w dobrym stylu.
Akcja powieści dzieje się w czasach fascynacji podróżami, to czasy badaczy i odkrywców. Autor w sposób mistrzowski igra i bawi się historią, postaciami i literaturą. To w niej najlepsze.
Bardzo dobrze spędzony czas. Polecam!
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tą powieść. Była ciekawym doświadczeniem. Przede wszystkim jest inna, odróżnia się na tle innych powieści, intryguje, bawi i dziwi. Dobre połączenie, napisane w dobrym stylu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja powieści dzieje się w czasach fascynacji podróżami, to czasy badaczy i odkrywców. Autor w sposób mistrzowski igra i bawi się historią, postaciami i literaturą....
Nie wiem dlaczego ktoś wypuścił to "dzieło" w serii sygnowanej opisem "najlepsze książki na świecie prawdopodobnie". Rozumiem, że ta książka miała być zabawna... a jest totalnie nudna. A ja jestem totalnie zawiedzony.
Nie wiem dlaczego ktoś wypuścił to "dzieło" w serii sygnowanej opisem "najlepsze książki na świecie prawdopodobnie". Rozumiem, że ta książka miała być zabawna... a jest totalnie nudna. A ja jestem totalnie zawiedzony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to jedna z nielicznych powieści fantasy jakie przeczytałam ale zdecydowanie najlepsza. Jednym zdaniem - jestem zachwycona. Między innymi naginaniem historii z przyszłości do przeszłości
;)
Z pewnością sięgnę jeszcze po inne pozycje tego autora
Jest to jedna z nielicznych powieści fantasy jakie przeczytałam ale zdecydowanie najlepsza. Jednym zdaniem - jestem zachwycona. Między innymi naginaniem historii z przyszłości do przeszłości
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to;)
Z pewnością sięgnę jeszcze po inne pozycje tego autora
„Make love, not war”
Te słowa mogłyby stanowić znakomite motto dla „Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji” Roberta Rankina. I mimo że epoka ewidentnie nie ta (akcja utworu osadzona jest w realiach wiktoriańskich) i bohaterowie książki nijak nie byliby w stanie czytelnej dla nas symboliki rozpoznać, to jednak w jakiś sposób słowa te wydają się właściwe, pasują do książki, której autor nader swobodnie podchodzi do historii i kultury (a zwłaszcza popkultury), z wdziękiem mieszając epoki i gatunki, żonglując faktami, jak prawdziwy cyrkowy artysta. Czytelnik nieraz zastygnie zaskoczony dezynwolturą pisarza, który w 1895 roku na biurku Phineasa Taylora Barnuma umieszcza figurkę Amerykanina ustawiającego flagę na Księżycu czy też ożywia w powieści postaci historyczne nieżyjące od dziesięcioleci. „Historia, jak to stosownie ujął Henry Ford, »jest bzdurą«” (s. 13) argumentuje (!) w przypisach na swoją korzyść Rankin i wcale nie przejmując się narastającą metafikcyjnością swojego utworu, losowo czerpie z całego dziedzictwa kultury. To znaczy, czytelnik może mieć wrażenie, że jest to wybór całkowicie losowy, w istocie zaś wcale taki nie jest*: poszczególne elementy książki wcale dobrze do siebie pasują: epoka wiktoriańska i steampunk, kosmici i pokazy niesamowitości w rodzaju człowieka słonia, wywoływanie duchów i postęp techniczny. Wbrew pozorom czyta się ten przedziwny misz-masz bardzo dobrze, uśmiechając się pod nosem, tropiąc smaczki nie tylko literackie i podziwiając pomysłowość autora, wiedząc, że trzyma się w ręku drukowany żart, absurdalny dowcip, szalone skojarzenie, kpinę z dziejów. Albo z naszej wersji dziejów.
Gdyż w 1885 roku wygraliśmy wojnę z Marsjanami, co George Wells w „Wojnie światów” pięknie opisał**. Nawiasem mówiąc, w naszym świecie „Wojna światów” jest powieścią fantastyczną, ewidentną fikcją literacką. Natomiast w świecie „Dziewczyny Płaszczki...” książka G.H. Wellsa jest reportażem, literaturą faktu, rzetelną relacją z rzeczywiście zaistniałych wydarzeń. Przy takim punkcie wyjścia czytelnik bez zmrużenia oka akceptuje informacje o późniejszej kolonizacji Marsa i innych doniosłych wydarzeniach. O nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Wenusjanami i mieszkańcami Jowisza. O napełnianiu sterowców helem, a nie wodorem (w powieściowym świecie katastrofa Hindenburga nie ma szans zaistnieć), o traumatycznych kelnerskich doświadczeniach młodego Adolfa Hitlera wśród angielskiej society, o współpracy naukowej Charlesa Babbage’a i Nikoli Tesli, o zrewolucjonizowaniu przez Winstona Churchilla i małpę (o jakże znaczącym imieniu Darwin) angielskiego systemu dowodzenia obroną przeciwlotniczą (!), o hrabim de Saint-Germain i odkryciach poczynionych przez niego na perfumeryjnym polu, o Dżentelmenach w Czerni, o Elektrycznych Muszkieterach Królowej, o narodzinach pomysłu na Księgę Rekordów Guinnessa itd. itp. Nie sposób wymienić wszystkich nawiązań, wyliczyć wszystkich popkulturowych smaczków, jakie znajdują się na kolejnych kartach powieści. I za każdym razem, gdy autor prezentuje czytelnikowi jakieś skojarzenie, jest dowcipnie. Mniej (niestety, autor nie oparł się pokusie zamieszczenia dowcipu fizjologicznego) lub bardziej (gdy absurdalne skojarzenia dochodzą do głosu) – tu każdy czytelnik będzie oceniał według własnego gustu. Robert Rankin nie powstrzymuje się, przekręca fakty, przekształca motywy, do najbardziej niewinnych zdarzeń dorabia pseudonaukowe, pełne patosu wyjaśnienia, parodiuje i ośmiesza. Dostaje się wszystkim, no może z wyjątkiem królowej, ale to niebudzący czyjegokolwiek zdziwienia element angielskiej tradycji.
Wymienione wyżej przykłady karkołomnych niekiedy pomysłów to tylko otoczka głównego wątku, niewinne szczegóły pozwalające czytelnikowi zadomowić się w świecie opowieści, poczuć jego klimat. Zasadnicza akcja rozpoczyna się w 1895 roku, pod koniec epoki wiktoriańskiej, w czasach, które w sposób naturalny łączą się z rozwojem techniki i ze steampunkiem, w czasach będących dziwaczną mieszaniną ezoteryki i racjonalizmu, w czasach, w których z jednej strony entuzjazmowano się okultyzmem, przepowiedniami i wywoływaniem duchów, a z drugiej – ceniono rzetelność odkrywców, pracowicie zapełniających opisami swoich podróży ostatnie białe plamy na mapach. I właśnie główny wątek, czyli misja George’a Foksa, asystenta profesora Cagliostro Coffina, organizatora pokazów jakże modnych na przełomie XIX i XX wieku niesamowitości i kuriozów, przebiega według ogólnego schematu klasycznej (klasycznej, czyli utrzymanej w stylu „W 80 dni dookoła świata” czy „Kopalni króla Salomona”) powieści przygodowej, łączącej w sobie poszukiwania tajemniczego artefaktu i zapierające dech w piersiach przygody. „Dziewczyna Płaszczka...” stanowi jedyne w swoim rodzaju połączenie – startując od „Wojny światów”, poprzez podróż jak z dziennika Fhileasa Fogga wziętą, przenosi czytelnika płynnie na tajemniczą, niefigurującą na mapach wyspę, by po całej serii iście quatermainowskich przygód powrócić z nim do Londynu, na spektakularny finał.
A jednak myliłby się ten, kto książkę Rankina uznałby tylko za kpinę z własnego dziedzictwa kulturowego, przekłucie balonu z historycznie angielskim, imperialnym poczuciem wyższości, a jej konstrukcję jedynie za zabieg formalny usprawiedliwiający drwiny ze wszystkich i wszystkiego – spod warstwy nawiązań do klasyki, spod absurdalnego humoru i ironicznych komentarzy przeziera drugie dno, autor – unikając w ten sposób taniego moralizowania – przekazuje, co myśli o militarystycznych ciągotach Churchilla i nieetycznym postępowaniu profesora Coffina, a jak wysoko ceni szacunek dla ludzkiej (i nie tylko ludzkiej) godności, tolerancję, uczciwość, szlachetność, pokój, miłość. Od czasów Wellsa i Verne’a świat się zmienił, wyraźnie przyspieszył, a naszą codzienność wypełniły najróżniejsze gadżety, których zadaniem jest nie tylko ułatwienie egzystencji, ale i utrzymanie nas w tempie, sprawienie byśmy nie odstawali od grupy. Chcąc nadążyć czasami zapominamy, że zmieniła się jedynie scenografia, a nie hierarchia wartości. Cóż, najwyraźniej Robert Rankin postanowił nam o tym podprogowo przypomnieć.
Zatem jeśli czytelnik nie ma nic przeciwko zanurzeniu się w metafikcyjnym świecie powieści, nie irytuje go mieszanie epok i życiorysów, wierność historycznym realiom nie jest dla niego najważniejsza, a nade wszystko przedkłada zdolność dostrzegania absurdów nad pełne powagi zadumane spojrzenie, to „Dziewczyna Płaszczka...” jest książką dla niego.
* Wszak społeczeństwo postawione wobec odpowiednio dużej liczby nowych, dostatecznie rozwiniętych technologii, nieodróżnialnych od magii, znacząco podatniejsze się staje na wszelakie cudowności.
** Kolejny przypadek nonszalanckiego stosunku autora do historii, tym razem literatury – akcja „Wojny światów” H.G. Wellsa została umiejscowiona przez Roberta Rankina 10 lat wcześniej (oryginalnie toczy się w 1895 roku, a sama powieść została wydana w 1898 r.).
Recenzja ukazała się 2011-08-08 na portalu katedra.nast.pl
„Make love, not war”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTe słowa mogłyby stanowić znakomite motto dla „Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji” Roberta Rankina. I mimo że epoka ewidentnie nie ta (akcja utworu osadzona jest w realiach wiktoriańskich) i bohaterowie książki nijak nie byliby w stanie czytelnej dla nas symboliki rozpoznać, to jednak w jakiś sposób słowa te wydają się właściwe,...
Czasami trudno się połapać co, gdzie i dlaczego.
Czasami trudno się połapać co, gdzie i dlaczego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO atakach kosmitów na Ziemię powstało już wiele dzieł - literackich i filmowych. Od wieków ludzkość zastanawia się czy w kosmosie są inne żyjące istoty, a jeśli tak, to jaki mają stosunek do mieszkańców reszty planet. Wersji jest wiele, a te najbardziej katastroficzne przedstawiają niewyobrażalną, międzyplanetarną wojnę.
Robert Rankin w książce "Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje" postanowił nawiązać do "Wojny światów" Wellsa. Atak Marsjan na Ziemię nie jest tu fikcyjną opowieścią, a kronikarskim faktem, zatajonym przez brytyjskie władze. Kosmiczni najeźdźcy zostali jednak zdziesiątkowani przez ziemskie wirusy i bakterie, a konflikt ostatecznie zażegnano pozbywając się wszystkich Marsjan w całym wszechświecie. Ale czy misja ta całkowicie się powiodła? Cóż, na razie Wielka Brytania, to ogromna potęga, władająca mocą i technicznymi nowościami, jakich nie posiadają inne państwa. Ale przecież wiadomo, że siła jest pożądaną umiejętnością, na którą czyhają niezliczone zastępy tych złych.
Z tajemnicami państwowymi i odwiecznymi wierzeniami będzie musiał zmierzyć się George Fox, młodzieniec na co dzień pracujący w objazdowym cyrku profesora Cagliostro Coffina. Do jego obowiązków należy głownie opieka nad umieszczonym w formalinie Marsjaninem, który kończy swój żywot jako atrakcja. Rozkładający się trup jest zapowiedzią poszukiwań kolejnej niecodziennej osobliwości, która przyciągnie publiczność. Kiedy obaj mężczyźni zatrzymują się na pokaz, George popada w małe kłopoty. Jeden z nich to przepowiednia Apokaliptycznego Egzaminatora. Według niego Fox odnajdzie legendarną księgę Sayito oraz będzie musiał uratować przyszłość całego wszechświata. Drugim problemem stała się tajemnicza kobieta o imieniu Ada, która nie tylko postawiła młodzieńca w zawstydzającej sytuacji, ale i rozbudziła jego pożądanie.
Wszystko to jednak jest niczym w porównaniu z szalonymi planami Coffina. Jego poszukiwanie nienaturalnej atrakcji wyrasta na niewykonalną misję. Po pierwsze - profesor chce odnaleźć Dziewczynę Płaszczkę, o której tak na prawdę niewiele wiadomo. Po drugie - jej poszukiwania wiążą się ze sprzedażą całego dobytku i snuciem sieci kłamstw, by dostać się na pokład statku kosmicznego mającego odbyć podróż dookoła świata. Wśród najbardziej znaczących nazwisk XIX-wiecznego świata, pojawia się też, nawiasem mówiąc nielegalnie, Ada. Wszystko to zwiastuje niezwykłą podróż, pełną niebezpieczeństw i zwrotów akcji, która przyniesie odpowiedzi na wiele pytań.
"Dziewczyna Płaszcza i inne nienaturalne atrakcje" to książka odwołująca się do autentycznej historii świata, chociaż często fakty te zostają nieco naciągnięte. Mamy tutaj więc Churchilla, Teslę, Darwina czy Hitlera, rozpoczynającego karierę jako kelner. Rankin próbował także umieścić w powieści pewną dozę humoru i sarkazmu, choć przyznam, że do mnie akurat ich forma nie przemawiała. Całość miała więc być dziełem niecodziennym, oferującym wiele znanych nam wydarzeń czy postaci ukazanych w odmiennym świetle.
Książka jednak nieco nuży. Nie czyta się jej szybko czy łatwo. Fabułę można przewidzieć, pomimo tego, że autor mami nas autentycznymi wydarzeniami. "Dziewczyna Płaszczka..." jest więc powieścią przygodową umieszczoną w świecie pełnym dziwów, ale nie do końca wciągającą czytelnika.
O atakach kosmitów na Ziemię powstało już wiele dzieł - literackich i filmowych. Od wieków ludzkość zastanawia się czy w kosmosie są inne żyjące istoty, a jeśli tak, to jaki mają stosunek do mieszkańców reszty planet. Wersji jest wiele, a te najbardziej katastroficzne przedstawiają niewyobrażalną, międzyplanetarną wojnę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRobert Rankin w książce "Dziewczyna Płaszczka i inne...
http://shadowmage.nast.pl/2011/11/robert-rankin-dziewczyna-plaszczka-recenzja/
http://shadowmage.nast.pl/2011/11/robert-rankin-dziewczyna-plaszczka-recenzja/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostawiłam na półce z ulubionymi książkami, które wiszą nad moim łóżkiem czekając, by zwalić mi się na głowę w nocy (jak u Hrabala). To znaczy, że bardzo, bardzo mi się podobała.
Postawiłam na półce z ulubionymi książkami, które wiszą nad moim łóżkiem czekając, by zwalić mi się na głowę w nocy (jak u Hrabala). To znaczy, że bardzo, bardzo mi się podobała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tospodziewałem się prawdę mówiąc trochę więcej...Być może czytanie tego(było nie było)czytadła po arcytrudnym Lodzie Dukaja nie było dobrym pomysłem,ale chciałem odpocząć od filozoficznych rozpraw.Niestety, wszystkie postacie są płaskie jak heblowana deska, historia idzie równym torem bez jakiś zaskakujących zwrotów akcji których bym się nie spodziewał.Z zalet, ciekawy pomysł na świat, ale znów, za mało zarysowany.Steampunk i prześmiewczy klimat to trochę za mało żebym powiedział że to jest dobra książka.Niemniej, jak ktoś ma wolny wieczór i nie ma ochoty na nic ciężkiego, jest to właściwa lektura, choć na pewno znalazłbym ciekawsze pozycje, nawet z gatunku"lekkie, łatwe i przyjemne" które mają i lepiej poprowadzoną historię, i ciekawsze postacie.
spodziewałem się prawdę mówiąc trochę więcej...Być może czytanie tego(było nie było)czytadła po arcytrudnym Lodzie Dukaja nie było dobrym pomysłem,ale chciałem odpocząć od filozoficznych rozpraw.Niestety, wszystkie postacie są płaskie jak heblowana deska, historia idzie równym torem bez jakiś zaskakujących zwrotów akcji których bym się nie spodziewał.Z zalet, ciekawy pomysł...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo fajne, zabawne, tylko trochę za dużo postaci historycznych.
Bardzo fajne, zabawne, tylko trochę za dużo postaci historycznych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to29 sierpnia, KsiazkawMiescie.blogspot.com, Konferencja w sprawie paniki wywołanej sensacyjnym pojawieniem się Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji autorstwa Roberta Rankina, która to powieść początkowo została uznana za zapis autentycznych wydarzeń.
M - Drodzy Państwo, jak wiecie jestem tu, by odpowiedzieć na wasze pytania dotyczące tej świetnej historii. Jak już wszyscy wiemy, nie jest ona oparta na faktach. Spokojnie, proszę się pchać. Odpowiem na wszystkie pytania.
Tłum - Ja! Ja! Mam pytanie!
M - Proszę bardzo, Pan w Niebieskiej Koszuli.
PwNK - Kiedy toczy się akcja Dziewczyny Płaszczki?
M - Zasadniczo w rokku 1895, choć mamy tu też retrospekcję w czasy Wojny Światów roku 1885, która to przyczyniła się do całego tego zamieszania z domniemaną autentycznością doniesień. Teraz poproszę Panią w Czerwonej Bluzce.
PwCzB - Proszę opowiedzieć coś o postaciach.
M - Mamy tu całą plejadę postaci, zarówno fikcyjnych, jak i historycznych jak np. Pan Winston Churchil czy Pan Nicola Tesla, a nawet pewien młody Austriak - co oczywiście stanowiło wodę na młyn plotek.
PwCzB - Wspominała pani o postaciach fikcyjnych. Czy są wiarygodne?
M - Przede wszystkim postacie są dwubiegunowe - każda ma dobre i złe cechy, z których, w zależności od okoliczności, zawsze przeważa jedna "strona mocy", że się tak popularnie wyrażę. Rozważając ich wiarygodność musimy dodatkowo wziąć poprawkę na gatunek literacki: oprócz steampunku możemy z powodzeniem podciągnąć tę pozycję do comic fantasy - co za tym idzie postacie są ukazane niejako w krzywym zwierciadle, mają śmieszyć. I tak np. cechy czarnego charakteru, którym bez wątpienia jest tu Profesor Coffin, są wyolbrzymione, George zaś wydaje się niebywale chwiejny raz dokonując czynów bohaterskich, za chwilę wykazując się infantylną niezaradnością i naiwnością.
PwCzB - Czy polubiła pani którąś z postaci? A może któraś wzbudziła pani niechęć?
M - O dziwo, polubiłam Profesora. Zwykle sympatyzuję z komiksowymi geniuszami zła, gdyż oni są zdecydowanie barwniejsi. Muszę też oddać honor Adzie. Ogólnie bohaterowie Dziewczyny Płaszczki, nawet drugoplanowi, to barwne, żywe indywidua, z których każdy ma swój wkład w odbiór książki przez czytelnika. Warto też pochwalić zachodzące między postaciami interakcje. Proszę pan w meloniku (?).
PwM - A co z miejscem akcji?
M - Miejsc akcji mamy kilka - jest to np. gabinet cieni, cyrkowy wóz, alternatywne Londyn i Nowy Jork.
PwM - A sama akcja?
M - Muszę oddać sprawiedliwość panu Rankinowi - czytelnik nie może nudzić się nawet przez chwilę. Akcja rozwija się bardzo dynamicznie, w każdym rozdziale mamy nagły i zaskakujący zwrot, mnóstwo komicznych sytuacji, ocierających się nawet czasami o przysłowiowe "zabili go i uciekł". Zabawa przednia, czego zresztą można się spodziewać od pierwszych stron.
PzM - Przepraszam, czy mogę zadać pytanie?
M - Bardzo proszę, Pan z Muchą.
PzM - A co z Dziewczyną Płaszczką?
M - Saito. Bogini. Przyznają się do niej aż cztery cywilizacje. Zresztą, mieliśmy tu małe zamieszanie związane z jej domniemanym pojawieniem się na Ziemi, dzięki czemu wiemy o niej tyle, ile powinniśmy...
PzM - Ale czy zostaje odnaleziona? Gdzie? Co się dzieje później?
M - Szanowny Panie, ta konferencja nie ma na celu zdradzenia zakończenia powieści pana Rankina.
PzM - Dla mnie ta informacja jest niebywale istotna.
M - Książkę czyta się bardzo dobrze, a ładny język tylko zwiększa przyjemność, polecam panu, jak i wszystkim internautom zebranym przed monitorami komputerów, serdecznie tę książkę.
PzM - Ale ja nie mam czasu, muszę wiedzieć już!
M - Proszę państwa na tym skończymy naszą konferencję. Dziękuję za uwagę i raz jeszcze polecam gorąco!
ksiazkawmiescie.blogspot.com
29 sierpnia, KsiazkawMiescie.blogspot.com, Konferencja w sprawie paniki wywołanej sensacyjnym pojawieniem się Dziewczyny Płaszczki i innych nienaturalnych atrakcji autorstwa Roberta Rankina, która to powieść początkowo została uznana za zapis autentycznych wydarzeń.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toM - Drodzy Państwo, jak wiecie jestem tu, by odpowiedzieć na wasze pytania dotyczące tej świetnej historii....
Schyłek wieku XIX, Wielka Brytania. Znacie te klimaty, prawda? Badacze, wynalazcy, podróżnicy, pierwsze maszyny parowe, dżentelmeni, zeppeliny i statki kosmiczne? Kojarzycie hasło, że "nad Brytyjskim Imperium słońce nigdy nie zachodzi", które jest odzwierciedleniem mnogości posiadanych kolonii: Australia, Kanada, Indie, Mars... No co tak na mnie patrzycie? Zapytajcie Karola Darwina, który co prawda umarł w 1882 roku, ale to tylko kolejny dowód na to, że historia się myli. A Marsjanie śmierdzą.
Robert Rankin jest jednym trzech brytyjskich "śmiesznych fantastów", obok Pratchetta i Douglasa. W swoich książkach wywraca wszystko do góry nogami, często samym tytułem wytrącając czytelnika z delikatnej równowagi umysłowej. Powiedzcie sami, czy na przykład książka "Nostradamus zjadł mi chomika" nie rokuje spotkania z absurdem najwyższej klasy?Wielbiciele historii "dziko alternatywnych" ubawią się po pachy, uszy i czubek głowy.
"Dziewczyna Płaszczka" już na samym początku pięknym kopem wywraca znaną nam rzeczywistość do góry nogami. W Londynie lądują statki kosmiczne pełne krwiożerczych Marsjan. Wojnę wygrywają ludzie - dosłownie jednym kichnięciem. Pojazdy "ufoków" zostają zarekwirowane w imię królowej, a dzięki sprytowi młodziutkiego pana Churchilla Korona zdobywa całego Marsa. Na Ziemię przybywają łagodniej usposobieni mieszkańcy innych planet Układu Słonecznego, turystyka kwitnie, wszystko jest piękne a Anglia coraz bogatsza.
Zdobycie zaawansowanej technologii nie spowodowało jednak zmiany w mentalności i trybie życia Brytyjczyków, dlatego powieść jest cudowna mieszanką nowoczesności i historii. Ci, którzy czytali w młodości (i nie tylko) powieści Verne'a powinni być zachwyceni światem wypełnionym dżentelmenami w melonikach, niezwykłymi przygodami w egzotycznych zakątkach wszechświata, a nawet udać się w podróż z Fileasem Foggiem. Jednak prawdziwą uciechę będą mieć wielbiciele... cyrku.
Kobieta z brodą, seanse spirytystyczne, dziwy natury w klatkach, świat impresariów o sumiastych wąsach, różnej maści szarlatanów i "zachwycających", "niezwykłych" i "niesamowitych" cudów. Takich, jak Marsjanin w formalinie, którego pilnuje główny bohater, George Fox, któremu los wyznaczył niezwykłe zadanie - odnalezienia przedwiecznej księgi zrozumiałej dla każdego. Na razie jednak głównym celem życiowym Georga jest znalezienie pewnej panny, która wpędziła go w kłopoty i "wcale, a wcale nie zawróciła mu w głowie". Pracodawca nieszczęsnego młodzieńca ma jednak inne plany i nie zawaha się użyć niecnych sztuczek, by przekonać Georga, żeby mu zaufał... w końcu profesor Coffin wie, co jest najkorzystniejsze.
Szalona, spektakularna i magiczna podróż przez świat, mityczna żyjąca bogini, wojny międzyplanetarne i małpi kamerdyner kotłują się na kartach książki, którą czyta się niezwykle przyjemnie i szybko. Powieść przypomina przedstawienie cyrkowe, gdzie nie ciąg wydarzeń jest ważny, a sposób wykonania konkretnego numeru. To, co przyciąga do tej historii, to barwne, fantazyjne opisy i sztuczki, wyciągnięte z pisarskiego cylindra. Chociaż wiemy, że na końcu pojawi się królik, to możemy mieć pewność, że biały to on nie będzie.
Książkę trudno zakwalifikować do konkretnego nurtu, bo przypomina kociołek, do którego wrzucono steampunk, historię alternatywną (w Vonnegutowskim stylu), trochę Verne'a, trochę komedii, pastiszu i czego tam jeszcze. Na szczęście Rankin jest zręcznym cyrkowcem i sprawnie żongluje gatunkami i dowcipami, potrafi też celnie rzucić tortem, kiedy się tego najmniej spodziewamy. Czekają nas może nie tyle salwy śmiechu, ale z pewnością magia, która zamienia wytarty koc w smoka, a linoskoczków w anioły.
Schyłek wieku XIX, Wielka Brytania. Znacie te klimaty, prawda? Badacze, wynalazcy, podróżnicy, pierwsze maszyny parowe, dżentelmeni, zeppeliny i statki kosmiczne? Kojarzycie hasło, że "nad Brytyjskim Imperium słońce nigdy nie zachodzi", które jest odzwierciedleniem mnogości posiadanych kolonii: Australia, Kanada, Indie, Mars... No co tak na mnie patrzycie? Zapytajcie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje ” Roberta Rankina to solidna porcja absurdalnego angielskiego humoru i zwariowanej przygody z udziałem kosmitów, bogini.. i kilku znanych postaci Imperium Brytyjskiego końca XIX wieku. Komu niestraszne wojny światów, kto się nie boi dalekich podróży i jest gotowy na terapię śmiechem niech spróbuje. Lektura na własne ryzyko.
Po inwazji Marsjan na Ziemię, która zakończyła się niepowodzeniem tylko wskutek działania ziemskich bakterii, młody i ambitny Winston Churchill uzyskuje od premiera Gladstone'a akceptację dla swojej śmiałej koncepcji kontrataku. Odniesione zwycięstwo nad Marsjanami rozpoczyna nową erę w historii Imperium Brytyjskiego, bowiem nawiązuje ono międzyplanetarne kontakty handlowe z Wenusjanami i Jowiszanami. Wskutek inżynierii wstecznej szybko rozwija się ludzka technologia, Imperium kwitnie i bogaci się, ale rośnie nieufność ludzi względem obcych i ich zamiarów.
Na tym tle rozgrywają się losy młodego George'a Foxa - błazna/asystenta profesora Cagliostro Coffina, objeżdżającego Anglię z wagonem cyrkowym pełnym „Najbardziej Chwalebnych Nienaturalnych Atrakcji” (jak zakonserwowany Marsjanin, „hilistyczne Zwierciadło” w którym można zobaczyć odbicie całego świata, kamień z Wieży Babel czy wypchane pozostałości Brutusa - Psiego Houdiniego).
Ten prosty i uczciwy chłopak wedle przepowiedni Apokaliptycznego Egzaminatora ma odnaleźć legendarną świętą księgę Sayito, która zostanie dla niego otwarta, a na jego ramionach ma spocząć przyszłość planet. Namówiony przez swojego pracodawcę na poszukiwanie tajemniczej Japońskiej Dziewczyny Płaszczki (zwanej również Sayito), mającej wedle przekazów stanowić największą i najniezwyklejszą atrakcję, George Fox wyrusza w pełną niebezpiecznych przygód podróż, której konsekwencje będą naprawdę daleko idące – tak dla Georga, jak i całego znanego świata.
Krąg bohaterów książki jest niewielki, a postacie są bardzo charakterystyczne i transparentne. Czytelnik ma wręcz podaną na tacy wiedzę o tym, kto w tej powieści jest dobry, a kto zły – i czego należy się po kim spodziewać. Sama fabuła także jest dość przewidywalna i opiera się na schemacie: niebezpieczeństwo, Nieprawdopodobny Zbieg Okoliczności Przynoszący Wybawienie z Opresji, niebezpieczeństwo, znów wybawienie – i tak w kółko. To jednak nie przeszkadza w rozrywce, bo powieść już w założeniu stanowi parodię historii awanturniczych i tak odbierana może naprawdę bawić.
Lekki styl autora, wplatanie postaci autentycznych (jak – obok wspomnianych już Gladstone'a i Churchilla - choćby Tesla, Babbage czy słynni przedstawiciele świata rozrywki – m.in. Barnum, Człowiek Słoń czy hrabia de Saint Germain), nawiązania literackie (przykładowo statek powietrzny„Imperatorowa Marsa” oferuje loty dookoła świata w siedemdziesiąt dziewięć dni) czy filmowe (jak tajemniczy Dżentelmeni w Czerni) sprawiają, że opowiadaną przez Rankina historię czyta się z uśmiechem. Do tego autor co jakiś czas wplata w wypowiedzi bohaterów takie oto przykładowo perełki:
-„(...)Nasi pozaziemscy napastnicy dostaną więcej, niż prosili. Jaki kurczak, taki kark, jak sądzę.
- W kwestii kurczaka? - spytał pan Gladstone. - Nie bardzo rozumiem.
- To takie powiedzonko – wyjaśnił pan Churchill. - W dzisiejszych czasach wszyscy mają jakieś. Pan Wilde „Nie mam nic do oclenia z wyjątkiem mego geniuszu”. Little Tich mówi: „Tak, pani Merton, to tylko wieprzowa kiełbaska”. Ja sam pracuję nad takim: „Nigdy w dziejach ludzkich wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym. Jaki kurczak, taki kark.”
Podsumowując, w „Dziewczynie płaszczce i innych nienaturalnych atrakcjach” Robert Rankin proponuje czytelnikom parodystyczną wersję powieści awanturniczej, historię alternatywną z udziałem kosmitów, steampunk, szczyptę romansu i sporą galerię autentycznych postaci świata polityki, nauki i rozrywki końca XIX wieku w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach. Idealna wakacyjna propozycja nie tylko dla fanów fantastyki.
„Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje ” Roberta Rankina to solidna porcja absurdalnego angielskiego humoru i zwariowanej przygody z udziałem kosmitów, bogini.. i kilku znanych postaci Imperium Brytyjskiego końca XIX wieku. Komu niestraszne wojny światów, kto się nie boi dalekich podróży i jest gotowy na terapię śmiechem niech spróbuje. Lektura na własne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako główny reprezentant i zaraz jedyny członek „Klubu trybików i pary”, nieistniejącego i zmyślonego przeze mnie stowarzyszenia z nieskrywaną dumą chciałbym polecić Państwu książkę pod tytułem: „Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”.
Autor Robert Rankin przedstawia nam wizję świata przed drugą wojną światową.
Ziemianie wygrali potyczkę z najeźdźcami z marsa za sprawą dzielnego Imperium Brytyjskiego. Wielka Brytania stała się silniejsza za sprawą monopolu na kosmiczne zdobycze techniki tworząc potężną broń. Skojarzenie ataku Marsjan z Wojną Światów H.G Wellsa jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Teraz nastał czas pokoju, a ziemianie handlują z obcymi. Normalnym widokiem stał się spacer wenusjańskich turystów po ulicach Londynu.
Główni bohaterowie tej opowieści to Gregore Fox cyrkowiec pracujący dla Profesora Coffina (z ang. Coffin – trumna) zarabiający na życie pokazując światu niezwykłe, straszne i zarazem fascynujące atrakcje wyruszają w podróż. To będzie niezwykła wędrówka pełna niebezpieczeństw, a za jej cel postanowili objąć znalezienie owianej aurą tajemniczości dziewczyny płaszczki (lub czymkolwiek ona jest). Skłonni są oni postawić wszystko na jedną kartę, nieraz nastawiając karku, czy też oszukując.
Autor sprytnie przedstawił nam znane dla tych czasów postaci (np. N. Tesla) , bawi się historią i czuje się w tej formie prowadzenia fabuły niezwykle pewnie. Nie odczujemy tutaj absurdu, ponieważ mamy do czynienia z postaciami wyjątkowymi. Coffin i Fox na swojej drodze spotkają między innymi: prestidigitatów, naukowców, typów spod ciemnej gwiazdy, szarlatanów inaczej ujmując na brak akcji nie można narzekać i jest to mocna strona książki. Gdybym chciał poszukać odpowiedników w tytułach filmowych najlepszym odpowiednikiem było by połączenie Indiany Johnesa i Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. Wszystko to poprowadzone jest z humorem i ironią. W Internecie znalazłem odpowiedniki porównania wyczucia dowcipu Roberta Rankina do Terrego Prachetta. Tu się nie zgodzę, „Płaszczka…” nie ma praktycznie żadnych odskoczni od poradzonej akcji, jak to w książkach T.Prachetta bywa i jest dziełem zamkniętym.
A więc warto? Jak najbardziej warto przeczytać. Dotychczas nie spotkałem się z książką przygodową z tak unikalnym światem. Miałem do czynienia z dziełem lekkim utwardzającym mnie w przekonaniu, że steampunk ma nam jeszcze wiele do zaoferowania.
Ocena 5/5 (rewelacja)
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
Jako główny reprezentant i zaraz jedyny członek „Klubu trybików i pary”, nieistniejącego i zmyślonego przeze mnie stowarzyszenia z nieskrywaną dumą chciałbym polecić Państwu książkę pod tytułem: „Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor Robert Rankin przedstawia nam wizję świata przed drugą wojną światową.
Ziemianie wygrali potyczkę z najeźdźcami z marsa...