rozwiń zwiń

Ogród miłości

Okładka książki Ogród miłości
Witold Jabłoński Wydawnictwo: Cykl: Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer (tom 3) fantasy, science fiction
572 str. 9 godz. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer (tom 3)
Data wydania:
2006-02-15
Data 1. wyd. pol.:
2006-02-15
Liczba stron:
572
Czas czytania
9 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788370541804
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ogród miłości w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ogród miłości

Średnia ocen
7,2 / 10
157 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
458
455

Na półkach:

W Ogrodzie miłości zastajemy Witelona już dojrzalszego — z włosami naznaczonymi siwizną, tym „srebrem rozumu”, którego wielu chciałoby uniknąć. On jednak nosi je z godnością, właściwą mędrcowi i magowi najwyższej próby. To bohater świadomy swojej siły i ceny, jaką przychodzi za nią płacić.

Tymczasem świat wokół pogrąża się w chaosie. Plagi, wojny między krewniakami, polowania na czarownice i heretyków stają się codziennością epoki. Witelon, wierny własnemu kodeksowi moralnemu, niejednokrotnie sam musi odpierać podobne oskarżenia. Jak w poprzednich częściach cyklu, broni się sprytem i intelektem, lecz tym razem jego działania nabierają jeszcze większego rozmachu.

W rozbitej dzielnicowo Polsce obiera sobie cel polityczny: wynieść na tron swojego księcia, Henryka Probusa. Działa po swojemu — metodami nieobliczalnymi, skrywanymi przed światem, a jednak zaskakująco skutecznymi. Jego czyny mogą budzić sprzeciw, nawet odrazę, lecz dla człowieka „urodzonego pod taką gwiazdą” to bez znaczenia. Witelon konsekwentnie dąży do celu, zdając się wyznawać zasadę, że to efekt ostatecznie rozstrzyga o wartości środków. A jednak — paradoksalnie — w tej odsłonie zyskuje jeszcze więcej sympatii i szacunku.

Być może to zasługa sposobu, w jaki został nakreślony. Autor z niezwykłą precyzją buduje portrety postaci, szczególnie kobiecych — zarówno tych szlachetnie urodzonych, jak i pochodzących z gminu. Otrzymują one więcej przestrzeni i głosu niż dotąd, co nadaje opowieści nową głębię i emocjonalny ciężar.

Uwodzi także sama epoka — burzliwa, pełna napięć, rozpięta między historią Polski a szerszym, europejskim kontekstem. Realizm wydarzeń splata się z subtelnymi elementami fantastycznymi, które nie dominują narracji, lecz wzbogacają ją i nadają jej wyjątkowego charakteru.

Trzecia odsłona cyklu Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer nie tylko nie zawodzi — okazuje się najmocniejszą częścią serii. To powieść historyczna z rozmachem, napisana z talentem i wyczuciem, która potrafi zarówno zachwycić, jak i niepokoić. Z pełnym przekonaniem polecam.

W Ogrodzie miłości zastajemy Witelona już dojrzalszego — z włosami naznaczonymi siwizną, tym „srebrem rozumu”, którego wielu chciałoby uniknąć. On jednak nosi je z godnością, właściwą mędrcowi i magowi najwyższej próby. To bohater świadomy swojej siły i ceny, jaką przychodzi za nią płacić.

Tymczasem świat wokół pogrąża się w chaosie. Plagi, wojny między krewniakami,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

407 użytkowników ma tytuł Ogród miłości na półkach głównych
  • 214
  • 193
127 użytkowników ma tytuł Ogród miłości na półkach dodatkowych
  • 86
  • 12
  • 8
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Mokosz. Pieśni z serca ziemi Grzegorz Gajek, Justyna Hankus, Witold Jabłoński, Wiktoria Korzeniewska, Marta Krajewska, Monika Maciewicz, Paweł Majka, Łukasz Malinowski, Franciszek M. Piątkowski, Aleksandra Seliga, Marcin Sindera, Magdalena Wolff
Ocena 8,1
Mokosz. Pieśni z serca ziemi Grzegorz Gajek, Justyna Hankus, Witold Jabłoński, Wiktoria Korzeniewska, Marta Krajewska, Monika Maciewicz, Paweł Majka, Łukasz Malinowski, Franciszek M. Piątkowski, Aleksandra Seliga, Marcin Sindera, Magdalena Wolff
Okładka książki Prawdziwa historia Frankensteina. Tom 1. Nowożytny Prometeusz Sławomir Folkman, Witold Jabłoński
Ocena 7,1
Prawdziwa historia Frankensteina. Tom 1. Nowożytny Prometeusz Sławomir Folkman, Witold Jabłoński
Okładka książki Antologia Szanuj Zieleń Daniel Fiedczak, Izabela Grabda, Witold Jabłoński, Katarzyna Ophelia Koćma, Paweł Majka, Robert J. Szmidt, Bartłomiej Sztobryn, Dominika Węcławek, Mariusz Wojteczek
Ocena 9,3
Antologia Szanuj Zieleń Daniel Fiedczak, Izabela Grabda, Witold Jabłoński, Katarzyna Ophelia Koćma, Paweł Majka, Robert J. Szmidt, Bartłomiej Sztobryn, Dominika Węcławek, Mariusz Wojteczek
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński
Witold Jabłoński jest pisarzem, tłumaczem, kusicielem, estetą, lekkostrawnym cynikiem. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Łódzkim, mieszka i pracuje w Łodzi. Uprawia fantasy historyczną (cykl „Gwiazda Wenus, gwiazda Lucyfer”, „Fryne hetera”, „Słowo i miecz” – w przygotowaniu) oraz miejski horror („Miasto Nawiedzonych” – fragmenty dostępne na spoti.pl). Przekłada rosyjską fantastykę, m.in. powieści Kira Bułyczowa, a także Mariny i Siergieja Diaczenków. Pomawiany o szerzenie antyklerykalizmu, satanizmu i deprawowanie młodzieży przy piwie na konwentach fantastyki, w rzeczywistości ma naturę pustelnika lub pogańskiego filozofa. Prywatnie raczej nieszkodliwy, a ponoć nawet sympatyczny. Pracuje dużo w domu, potem wyrusza w świat. Całym światem bywa często ulica Piotrkowska ze swymi jedynymi w swoim rodzaju pubami i kawiarniami. Tak, czy owak, pisarz jest dzieckiem dużego miasta i najbardziej lubi wyjeżdżać do innych dużych miast. Można go więc spotkać czasem w którejś z europejskich stolic na tarasie artystycznej kafejki lub w nowojorskiej East Village. Doświadczenia i obserwacje z podróży wykorzystuje w powieściach, zarówno historycznych, jak i współczesnych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Metamorfozy Witold Jabłoński
Metamorfozy
Witold Jabłoński
Metamorfozy Witolda Jabłońskiego jeszcze wyraźniej niż ich poprzedniczka pokazują talent autora do snucia historycznych opowieści z domieszką okultyzmu i galerii wyrazistych postaci. Witelon, którego polubiłem już w pierwszej odsłonie cyklu, ma tu jeszcze więcej przygód — i to nie tylko w Polsce Piastów, lecz także w słonecznej Italii. Rzucony w sam środek dworskich intryg, szybko pokazuje, kto naprawdę rozdaje karty. Coraz bardziej przypomina mi nietzscheańskiego nadczłowieka: stojącego poza dobrem i złem, kierującego się wolą mocy. Ciekaw jestem, czy tak właśnie należało odczytać intencję autora. Ten tom to również znakomita powieść historyczna, w której pojawiają się autentyczne postaci. Obok przekrojowo ukazanej dynastii Piastów spotykamy papieża oraz Tomasz z Akwinu, z którym Witelon wdaje się w spór, ściągając na siebie uwagę inkwizycji. Jabłoński sugestywnie opisuje świat średniowiecza — barwny, gęsty od idei i konfliktów — który z pewnością usatysfakcjonuje niejednego miłośnika tej epoki. Nie gorzej wypada mniejszy, wewnętrzny kosmos bohatera, przechodzącego tytułowe metamorfozy, szczególnie wyraźne w finałowych partiach powieści. To uniwersum spod znaku pięknej Wenus, ale i dumnego Lucyfera. I chyba do końca tej opowieści będę się zastanawiał: kto właściwie trzyma nici egzystencji Witelona? On sam czy jego mroczny opiekun? Mam nadzieję, że odpowiedź przyniosą kolejne części tej średniowiecznej sagi. Polecam.
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Trupi korowód Witold Jabłoński
Trupi korowód
Witold Jabłoński
To już koniec historii o Witelonie — średniowiecznym magu i alchemiku, który nie liczy się ani z prawem boskim, ani ludzkim. Kieruje się własnym kompasem moralnym i zazwyczaj dzięki temu osiąga swoje cele. Ma przy tym potężnego sojusznika — swoją piękną gwiazdę Wenus, a może raczej mrocznego Lucyfera. Wątków magicznych, rodem z fantastyki, jest w tym tomie najmniej w całym cyklu. Są jednak na tyle wyraźne i znaczące, że „Trupi korowód” wciąż można nazwać historical fantasy. A skoro już o historii mowa — to jedna z najlepszych opowieści o dziejach Piastów, jakie miałem okazję czytać. Skomplikowane losy bohaterów oraz obraz średniowiecznej Europy wciągają bez reszty. Opowieść pozbawiona jest lukru, prowadzona wiarygodnie i bez uproszczeń, co znacząco podnosi wartość książki. Cały cykl można uznać za kontrowersyjny — ale chyba tylko wtedy, gdy brakuje otwartości na inny punkt widzenia. Główny bohater prezentuje coś na kształt nietzscheańskiego nadczłowieka, o czym już wcześniej pisałem. Ta postawa bardzo mi odpowiada. Jego osądy moralne w dziwny sposób ze mną rezonują — może z wyjątkiem momentów, gdy Witelon posuwa się do naprawdę nieprzyjemnych czynów. Cykl nie propaguje wiary w Złego ani praktykowania czarnej magii czy innych budzących niepokój idei. Tym bardziej dziwi mnie, że po premierze pierwszego tomu jego publikacja kosztowała autora posadę. Z drugiej strony — żyjemy w Polsce, więc może nie powinno to aż tak zaskakiwać. Ta seria zajmuje już szczególne miejsce na mojej półce. Wrócę do niej, gdy będę miał więcej czasu — bo choć to lektura przyjemna i wciągająca, wymaga skupienia i cierpliwości. Zdecydowanie jednak gorąco ją polecam.
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Sherwood Tomasz Pacyński
Sherwood
Tomasz Pacyński
Osobliwa książka, inna zupełnie, niż się spodziewałam. I rzeczywiście, jak można przeczytać w innych opiniach, nierówna - chwilami czytało się bardzo przyjemnie i chciało się wiedzieć, co będzie dalej, a chwilami ciągnęło się to niemiłosiernie jak zbyt długi dowcip, który przez nadmiar słów zgubił gdzieś puentę. Osobiście uraził mnie wstęp do epizodu z walką ze smokiem, jakieś tam cyniczne pokwękiwanie, że prawdziwe smoki nie są romantyczne ani wspaniałe. Nie lubię takiego upodlania fantastyczności, zwłaszcza że tutaj było zupełnie nie na miejscu. Co z tego, że zamiast tradycyjnego smoka pojawia się dinozaur? Czy dinozaury nie są romantyczne ani wspaniałe? Czy nie fascynują się nimi tysiące dzieci? Sam pomysł na postać Matcha - następcy Robin Hooda, tajemnice jego pochodzenia i przeznaczenia potrzebował nieco czasu i rozwinięcia, aby do mnie przemówić, ostatecznie jednak bardzo mi się spodobała ta postać jako swego rodzaju post-wiedźmin, polemizujący na wielu płaszczyznach z tworem Sapkowskiego. Również postaci Jasona i Basile'a są wcale sympatyczne i barwne, a szeryf Nottingham zaskakuje całkiem wysokim poziomem złożoności. Muszę też pochwalić język, który utrzymuje równowagę między łatwą w odbiorze komunikatywnością a stylistyczną ornamentyką i postmodernistycznymi nawiązaniami, nie siląc się na zbędną wymyślność, która czasami gubi polskie fantasy. I tylko ta fabuła, która chwilami rozłazi się albo grzęźnie na mieliznach... Strach czytać dalej, zwłaszcza że to pierwsza część trylogii, która nigdy nie została ukończona.
OZM - awatar OZM
ocenił na 7 3 lata temu
Trzynaście kotów Jacek Dukaj
Trzynaście kotów
Jacek Dukaj Eugeniusz Dębski Andrzej Sapkowski Marcin Wolski Ewa Białołęcka Tomasz Kołodziejczak Andrzej Zimniak Konrad T. Lewandowski Włodzimierz Kalicki Piotr Goraj Maciej Żerdziński Iwona Żółtowska
„KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE” miała rzec personifikacja śmierci, bohater Świata Dysku sir Terrego Pratchetta. Są miłe. Są tajemnicze, nigdy do końca nie ułożone i nieprzewidywalne, a przy tym uwodzicielskie, zwinne, szybkie i magiczne – generalizując, oczywiście. Nic dziwnego, że od lat inspirują twórców fantastyki do wplatania ich w swoje historie. Zebrano zatem trzynaście – wszak tylko tak przewrotna liczba pasowała do tych istot – kocich opowiadań w antologię, która przyciągać ma czytelnika czarnym futrzakiem umieszczonym na okładce i nazwiskiem Andrzeja Sapkowskiego. Czy warto sięgnąć po ten zbiór? Krótkie historie mają to do siebie, że są krótkie, co ma swoje plusy i minusy. Są świetnym wyborem, kiedy chcemy sięgnąć po coś na chwilę. I rzeczywiście, gdy tak o tym myślę, stwierdzam jedno – opowiadania są trochę jak koty. One też pozwalają nam się głaskać tylko przez określony czas i towarzyszyć sobie podczas swoich kocich podróży na własnych warunkach. „Trzynaście kotów” to zbiór treści bardzo różnych i dziwnych, a ich poziom jest także nierówny – od świetnego opowiadania Andrzeja Sapkowskiego „Złota dolina” w dość przewrotny sposób opisującego losy Alicji z Krainy Czarów, po naprawdę mierny jak na moje subiektywne gusta twór jakim jest „Ale kyno” Piotra Goraja (przepraszam). Reprezentują odmienne gatunki i sposoby pisania. Nie w sposób włożyć ich do jednego wora, tak jak nie w sposób ujarzmić gromady kocurów. Wszystkie łączy jednak (oprócz kotów oczywiście) świat metafizyczny – czy to reprezentowany przez motywy horroru, czy mistycyzm. Wypadałoby napisać – dobre, niedobre. Nie mogę. Z całą pewnością jednak stwierdzam, że opowiadania te są warte uwagi, choć nie dla każdego. Wiele z nich budzi swego rodzaju niepokój i cechuje dość mrocznym klimatem. Uderzają w nuty nostalgiczne, bardzo romantyczne, ale nierzadko smutne. Nie brak w nich brutalności – czy to dosłownej, czy w kontekście surowości świata. Zbiór ten z całą pewnością nie jest dla wrażliwców – uprzedzam, ostrzegam, odradzam. Kto nie zniesie opisów brutalnych morderstw i nieszczęścia – niech nie czyta. Kocie pazurki, choć urocze, potrafią drapać do krwi. Komu polecam? Tym, których powyższe motywy nie odstraszają, a którzy lubią fantastykę. Nie powiem, czy w antologii się zakochacie, na pewno jednak znajdziecie w niej coś dla siebie i niejeden tytuł skłoni was do refleksji nad naszym postępowaniem wobec zwierząt i siebie nawzajem, a także życiem – i tym kocim, i ludzkim.
Vejne - awatar Vejne
ocenił na 7 4 lata temu
Mistrz Zagadek z Hed Patricia A. McKillip
Mistrz Zagadek z Hed
Patricia A. McKillip
„Mistrz zagadek z Hed” to książka, która ma w sobie sporo uroku i kilka naprawdę ciekawych pomysłów, ale niestety nie wszystko w równym stopniu działa tak, jak bym chciała. Sam koncept — połączenie fantasy z elementami zagadki logicznej i swoistą „detektywistyczną” konstrukcją fabuły — zapowiada się oryginalnie i intrygująco. Świat, w którym rozgrywa się akcja, jest barwny, czasem zabawny, a często podszyty ironią, dzięki czemu czyta się go łatwo i względnie przyjemnie. Największym atutem tej powieści jest niewątpliwie klimat i pomysłowe zadania, które bohaterowie muszą rozwiązywać. Momentami lektura przypomina łamanie łamigłówek razem z protagonistami, a obserwowanie, jak odkrywają kolejne wskazówki czy tropy, jest niewątpliwie satysfakcjonujące. Dobrze wypadają też krótkie, błyskotliwe dialogi i humor, którym autor operuje — czasem zabawny, czasem suchy, ale generalnie trafiający w przyjemny, lekki ton opowieści. Z drugiej strony książka ma wyraźne słabsze momenty. Cała zagadkowa konstrukcja jest miejscami zbyt przewidywalna, a tempo narracji nierówne — są fragmenty, które ciągną się nieco zbyt długo, podczas gdy inne rozwiązania czy zwroty akcji zdają się pojawiać zbyt szybko i bez głębszego uzasadnienia. To sprawia, że cała opowieść, choć na ogół sympatyczna, momentami traci impet i trudno się przez nią przebić bez lekkiego znużenia. Postacie są ciekawe, ale też trochę jednowymiarowe — mają swoje charakterystyczne cechy i momentami potrafią zabłysnąć, jednak nie zawsze rozwijają się w toku historii na tyle, by naprawdę głęboko zapadać w pamięć. Ich relacje bywają interesujące, ale brakuje im czasem tej prawdziwej iskry, która miałaby czytelnika mocniej zaangażować emocjonalnie. Podsumowując, „Mistrz zagadek z Hed” to powieść, którą czyta się sprawnie, z przyjemnością i z wyraźnym uśmiechem na twarzy, ale nie jest to lektura, która porwie mnie bez reszty czy zostanie w pamięci na długo. Ma swoje mocne strony — ciekawy pomysł, lekki styl i zabawne momenty — ale też kilka elementów, które mogłyby być lepiej dopracowane. Dlatego oceniam ją na 7/10 — dobra, sympatyczna książka, choć bez większego „wow”. Jeśli ktoś lubi łamigłówki w świecie fantasy, może się spodobać, ale spodziewałabym się raczej dobrego niż znakomitego doświadczenia. Jak bym miała polecić coś podobnego napolskim gruncie, to „Kwestia wyboru” MarMaxa Borowskiego jest świetnym fantasy o podobnej logicznej, jakby detektywistycznej konstrukcji i jest znacznie lepsza od tej powieści.
Samanta_Eko - awatar Samanta_Eko
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Proroctwo:  Dziecko Ziemi Elizabeth Haydon
Proroctwo: Dziecko Ziemi
Elizabeth Haydon
Drugi tom cyklu Symfonia wieków, opowiadającej o losach Bajarki Rapsodii, asasyna Achmeda i olbrzyma Grunthora. W tym tomie główna bohaterka odnajduje także swojego dawnego ukochanego. Rapsodia i Ashe wyruszają w niebezpieczną podróż, podczas której spotkają smoczycę Elynsynos i stają do walki o życie patriarchy Sepulvarty. W tym samym czasie Achmed i Grunthor, poszukują śladów znienawidzonego demona, zagłębiają tajniki górskiej siedziby bogów i swych nowych, niedawno odkrytych mocy... Podobało mi się że autorka opowiedziała więcej o koncepcji żywiołów stojącej za systemem magii. Każdy z czterech głównych bohaterów jest powiązany z jednym z pięciu elementów. Grunthor jest związany z ziemią, Achmed włada magią wibracyjną, która jest powiązana z wiatrem, Ashe dowodzi wodą, a Rapsodia z kolei, odkrywa w sobie moc panowania nad ogniem oraz eterem (piątym żywiołem wywodzącym się z gwiazd) i dzierżąc w dłoni płonący miecz Clarion, dowiaduje się o swoim posłannictwie: Iliachenva'ar -- Ostatnia Strażniczka i Obrończyni. Każdy z nich jest nosicielem jednego z żywiołów a razem, stanowią jedyną skuteczną broń przeciwko nieznającemu czasu Złu -- F'dorowi. Elizabeth Haydon, jak sama podkreśliła w jednym z wywiadów, nie pretenduje do miana wielkiej pisarki. Swoją twórczość określa bez żenady jako efekt uboczny postrzelonego umysłu. I muszę przyznać, że podoba mi się takie wariactwo.
Eufrozyna - awatar Eufrozyna
oceniła na 8 3 lata temu
Dziedziczka morza i ognia Patricia A. McKillip
Dziedziczka morza i ognia
Patricia A. McKillip
„Dziedziczka morza i ognia” to książka z wyraźnym potencjałem i kilkoma naprawdę udanymi elementami, ale ostatecznie nie do końca wykorzystuje wszystkie swoje atuty. Pomysł świata — inspirowanego kulturami morskimi i mythosem ognia — jest interesujący i daje poczucie egzotyki, jednak przez większą część lektury miałam wrażenie, że wszystko dzieje się trochę zbyt przewidywalnie. Najbardziej podobała mi się główna bohaterka — jej relacja z elementami żywiołów i wewnętrzne dylematy miały potencjał, by stworzyć naprawdę angażującą postaci, pełną sprzeczności i głębi. Niestety czasem narracja zdawała się zbyt ugrzeczniona, a dramatyzm jej wyborów nie do końca docierał do czytelnika z pełną mocą. Dzięki temu trudno było mi poczuć prawdziwe napięcie w momentach, które miały być najbardziej emocjonujące. Świat przedstawiony jest barwny i bywa fascynujący, zwłaszcza w opisach morskich podróży czy krajobrazów ognistych krain. Autorka włożyła wyraźnie dużo pracy w zbudowanie detali, które sprawiają, że miejsce akcji wydaje się żywe — chociaż momentami jest to efekt bardziej powierzchowny niż rzeczywiście głęboki. Niektóre opisy są piękne i sugestywne, inne zaś wydają się przydługie i przesadnie rozwinięte, co potrafiło spowolnić tempo czytania. Relacje między postaciami bywają interesujące, choć też nie zawsze w pełni wiarygodne. Między bohaterami z jednej strony widać chemię i potencjał konfliktu, z drugiej zaś wiele decyzji i dialogów brzmi trochę zbyt konwencjonalnie, jakby autorce brakowało odwagi, by pójść w bardziej zaskakujące albo mniej przewidywalne kierunki. To, co mogę książce zdecydowanie przyznać, to ładny styl i wrażenie dbałości o język — narracja bywa malownicza i potrafi wciągnąć, szczególnie gdy opisuje przyrodę czy wewnętrzne przemyślenia bohaterki. Równocześnie jednak momentami styl ten staje się zbyt ozdobny i odbiera nieco dynamiki fabule. Podsumowując, „Dziedziczka morza i ognia” to lektura, którą czyta się płynnie i z przyjemnością, ale jednocześnie nie jest to powieść, która całkowicie pochłania uwagę. Ma ciekawe elementy świata, sympatyczną główną bohaterkę i solidne tło fabularne, ale również zbyt wiele fragmentów, które mogłyby być bardziej odkrywcze, intensywne albo mniej przewidywalne. Dlatego oceniam ją na 7/10 — dobra i klimatyczna opowieść, ale niekoniecznie taka, która zapadnie w pamięć na długo albo wyróżni się znacząco w gatunku fantasy.
Samanta_Eko - awatar Samanta_Eko
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Bogumił Wiślanin Paweł Rochala
Bogumił Wiślanin
Paweł Rochala
Rzymscy i greccy bogowie lubili sobie poswawolić z ziemskimi kobietami. Raz występowali w swoich własnych postaciach, choć mocno ograniczali swą potęgę, aby nie doprowadzić do śmierci swych wybranek. Innym razem pojawiali się pod postaciami zwierząt wszelakich. Wielkim miłośnikiem takich zabaw był sam Zeus Gromowładny. Począwszy od postaci byka (pod którą posiadł królewnę tyryjską i królową kreteńską Europę) po łabędzia – tu ofiarą zalotów została Leda, córka Testiosa i Leukipe, żonia króla Sparty Tyndareosa. Był jako łabędź król bogów niezwykle skuteczny. Leda urodziła (?) cztery jaja z których wykłuło się czworo dzieci: Kastor i Polluks, którzy mimo obcego pochodzenia trafili do panteonu bogów rzymskich Helena zwana Trojańską– femme fatale Trojańczyków i Klitajmestra, również niewiasta o paskudnym charakterze, która ze swym kochankiem uśmierciła pogromcę Trojan Agamemnona, prywatnie ojca trójki jej dzieci. Innych bogów, z innego kręgu kulturowego, lubiących przebieranki za ptactwo nie będę przywoływał, bo w naszym pięknym demokratycznym kraju można za to mieć wątpliwą przyjemność spotkania z prokuratorem. Kolejnym sposobem na dobieranie się do urodziwych Ziemianek było podszywanie pod ich mężów. Tak było w przypadki Alkmeny, z którą w noc powrotu z wojny prawowitego małżonka Amfitriona spłodził największego herosa zarówno Greków jak i Rzymian – Heraklesa, przez Rzymian Herkulesem zwanego. Takiej samej sztuczki dokonał jeden z bogów słowiańskich z Miłosławą – żoną wojewody Lędzian - Sobiesława w Sobkowie. Bogumił po matce, która dar ów w czasie poczęcia otrzymała od nocnego kochanka, ma dar postrzegania rzeczy niematerialnych. Widzi nadchodzącą śmierć, może rozmawiać z bogami i podróżować po nie-świecie (tak, wiem, że to inny Autor, a sformułowanie bardzo jest tu na miejscu, a ani Pawłowi Rochali ani Jackowi Piekarze przez to niczego nie ubędzie). Książka, jak zresztą wszystko, co spod pióra Pawłowego wychodzi była poprzedzona długimi, żmudnymi badaniami literaturowymi. Nie ma w niej przypadku, że np. Weles nagle za panapawłowym figlem zmienił zakres władzy czy kompetencje. Tu nie znajdziecie niczego zmyślonego, nierzetelnego czy wydumanego w przerwie śniadaniowej jak np. słynnych „Kronik Kpinomira” jednego znanego z poczucia humoru profesora, którego zacytował z pełną powagą „wybitny znawca” początków chrześcijaństwa w Polsce. Tu jest sytuacja odwrotna –w krainie fantasy króluje rzetelna wiedza, tam w publikacji że tak sobie zażartuję „naukowej” pojawiają się Kpinomiry, Całusławy, Biustyny, Błogominy, Udowity czy Pieściwoje. Dlatego jak ktoś chce w sposób przyjemny, nienudny ale wymagający znajomości od Czytelnika więcej niż 600 słów w języku polskim, to powinien polską mitologię poznać udając się w podróż z Bogumiłem Wiślaninem. Liczba 600 wyrazów pochodzi z badań amerykańskiego językoznawcy, który zbadał ile potrzeba słów do stworzenia pełnego wydania pewnej gazety -ale raczej nie był to „New York Times” ani .” Wall Street Journal”. Pewnie polskim „ekspertom” od wszystkiego wystarcza tyle samo, ale „Bogumił Wiślanin" nie był napisany z myślą o takim odbiorcy.
Saudyjskie-Wielbłądy Czytają - awatar Saudyjskie-Wielbłądy Czytają
ocenił na 9 3 lata temu
Galeria złamanych piór Feliks W. Kres
Galeria złamanych piór
Feliks W. Kres
Pierwszy raz przeczytałem ją w okolicach 2005 roku, czyli wtedy kiedy wyszła, a i później kilka razy się zdarzyło. Teraz w ramach odświeżenia przeczytałem ponownie. Galeria złamanych piór niestety ale nie wytrzymała próby czasu. Jeśli ktoś jest zainteresowany pisaniem to polecam poszukać różnych twórców na YouTubie, niestety głównie w języku angielskim. Znajdziecie tam mnóstwo rad, porad dotyczących stylów pisania i rozmaitych technik pisarskich, czy analizy tekstu. W tym kontekście "Galeria..." wygląda ubogo. Co do samej zawartości książki to jest zbiorem felietonów, które same w sobie są napisane w sprawny i interesujący sposób. Niestety po zebraniu w kupę nie wyglądają już tak ciekawie. Autor ma zbyt dużo skoków pewności siebie lub jej braku kiedy po raz kolejny tłumaczy dlaczego surowe ocenia nadesłane teksty. Do tego dochodzą inne elementy które powtarzają się jak mantra na przykład zaimki. W kontekście nauki pisania wiele rozdziałów nie wnosiło nic ciekawego, było dużo powtórzeń wcześniej omawianych tematów. Osobiście zachowuje tę książkę i pewnie jeszcze kiedyś do niej wrócę, raczej z sentymentu niż wartości literackiej. Nie polecam jej początkującym autorom. Jedyną wartość jaką widzę byłaby dla ludzi którzy względów mają fanaberię żeby zostać pisarzami. "Galeria..." przestrzeże ich przed najbardziej powtarzalnymi błędami.
Grzegorz Urbański - awatar Grzegorz Urbański
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Rapsodia: Dziecko krwi Elizabeth Haydon
Rapsodia: Dziecko krwi
Elizabeth Haydon
Akcja zaczyna się na pięknej wyspie Serendair. Rapsodia jest Pieśniarką - nie tylko układa muzykę i ją wykonuje, ale może za jej pomocą wpływać na rzeczywistość. Pracowała także przez jakiś czas jako panna lekkich obyczajów, ale obecnie stara się o tym zapomnieć. Jeden z jej dawnych adoratorów - zdeterminowany i okrutny - nie zamierza jednak odpuścić, więc Rapsodia musi uciekać. W ten sposób nieoczekiwanie trafia do kompanii Achmeda i Grunthora - bezwzględnego zabójcy i jego przyjaciela, strażnika-olbrzyma. Nie można powiedzieć, by była to przyjaźń od pierwszego wrażenia czy serdeczna kompania. Obydwaj mężczyźni - zdecydowanie nieatrakcyjni, szorstcy w obyciu i bezwzględni - praktycznie porywają Rapsodię ze sobą. Sami uciekają przed czymś znacznie groźniejszym niż ona. Zmuszają dziewczynę do zejścia pod ziemię - dosłownie - i ciągną ją ze sobą przez jądro ziemi. Kiedy po długiej, długiej wędrówce udaje im się wydostać na powierzchnię, okazuje się, że znaleźli się... o wiele dalej niż się spodziewali, a zarazem bardzo blisko. Autorka budując swój świat wykorzystała elementy z różnych kultur i mitologii - nie tylko tych dobrze znanych jak celtycka czy nordycka, ale i bardziej egzotycznych - arabskiej, hinduskiej i innych. Pojawia się też wiele popularnych motywów, m.in. zaginionego świata, Atlantydy, przejścia przez oczyszczający ogień czy walki ze złem, które ma zniszczyć świat. Mimo to opowieść nie nudzi - całość jest spójna, nie kopiuje oklepanych schematów. Autorce udało się zachować dobre, choć nie zawsze równe tempo narracji. Rapsodia jest... słodka, śliczna i najchętniej uratowałaby każdą, najmarniejszą nawet istotę. Pomimo trudnych doświadczeń wciąż wydaje się trochę naiwna, ryzykuje życiem (niestety, nie tylko swoim) i doprowadza swoich towarzyszy do białej gorączki zbyt łatwo obdarzając ludzi zaufaniem. Jej postać budzi sympatię, jest przeciwwagą dla nieufnego i bezdusznego Achmeda, ale też często mnie denerwowała. Chwilami sprawia wrażenie niezwykle przenikliwej, to znów nie potrafi wychwycić tego, co dla czytelnika jest oczywiste. Przyznaję, że nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego w niektórych kwestiach wykazywała tak wielką tolerancję, w innych zaś - mniej istotnych moim zdaniem - zacinała się we wściekłym uporze. Miałam wrażenie, że autorka sporo naciągała dla dobra fabuły. Bo w każdej kompanii potrzebne jest słabsze ogniwo, ktoś, kto pakuje resztę w tarapaty – tak aby akcja się rozwijała ;) Jest to opowieść o przyjaźni, przeznaczeniu, miłości oraz poświęceniu. Miejscami nieco patetyczna, a czasem bardzo zwyczajna, ludzka, ale przede wszystkim pełna niezwykłych przygód.
Eufrozyna - awatar Eufrozyna
oceniła na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Ogród miłości

Więcej
Witold Jabłoński Ogród miłości Zobacz więcej
Więcej