rozwiń zwiń

O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie

Okładka książki O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie
Anna Świderkówna Wydawnictwo: Wydawnictwo M religia
155 str. 2 godz. 35 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Data wydania:
2014-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-06-01
Liczba stron:
155
Czas czytania
2 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375958683
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie

Średnia ocen
7,4 / 10
10 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
6818
3839

Na półkach:

Czytając książkę widziałam oczami wyobraźni starą babinkę opowiadającą ze spokojem. Taki obraz profesor Anny Świderkówny utrwalił mi się z czasów studiów i nie mogłam się od niego uwolnić podczas całego czytania rozważań o przypowieściach. Książka pani profesor Anny Świderkówny jest taka jak jej autorka: spokojna, przemyślana, delikatna, stanowcza, systematyczna a do tego przepełniona niesamowitą pokorą przy niesamowitym oczytaniu i zapale do wyjaśniania tego, co każdy w naszym kręgu kulturowym powinien znać. Bogata wiedza autorki na temat „Biblii” została przelana na papier w formie bardzo przystępnej dla czytelnika. Teksty tłumaczone są przez pryzmat kultury starożytnej, wiedzy o ówczesnym życiu i religiach. Profesor Anna Świderkówna dzieli się z czytelnikiem obszerną wiedzą, którą powinien posiadać każdy średnio wykształcony człowiek, chcący zrozumieć kontekst kulturowy, w którym żyje. Na „Biblię” patrzy ona nie z naszej współczesnej perspektywy, ale z perspektywy ludzi, dla których kolejne księgi były współczesnymi tekstami, niosącymi wiele prawd. Autorka wielokrotnie kładzie nacisk na konieczność znajomości starożytnego świata w celu odkrywania bogactwa „Biblii”, która poza prostymi tekstami przekazuje nam zawiłe „przypowieści”.
To, co podobało mi się w wykładach pani profesor to sięganie do judaizmu, by wytłumaczyć coś, co zna większość osób z kazań czy szkoły. Anna Świderkówna odchodzi od tego schematu badając i wyjaśniając historię. Jej powoływanie się na Talmud i judaizm jest bardzo subtelne i jednocześnie dekonstrukcyjne. Próbuje w znanych tekstach pokazać to czego współcześni nie widzą, czyli bohaterów, którzy może nie są pierwszoplanowi, ale ich rola jest ważniejsza od tych głównych. Tak jest ze znana wszystkim przypowieścią o synu marnotrawnym, w której profesor zwraca uwagę na postać kochającego ojca bardziej niż na syna, który wraca po latach błądzenia i wyparcia się rodzica. W części o św. Pawle wskazuje wszechstronne źródła utrwalające założyciela kościoła, jego spryt polityczny oraz psychologiczne wyczucie osób, z którymi prowadził walki słowne.
Wielkim plusem książki jest jej dodatek: płyta. Dzięki niej czytelnik będzie mógł tak jak ja przez całą lekturę wyobrazić sobie wygłaszanie wykładów.
Książkę polecam wszystkim Szczególnie wierzącym. Na pewno powinna być ona lekturą obowiązkową na teologiach w całym kraju.

Czytając książkę widziałam oczami wyobraźni starą babinkę opowiadającą ze spokojem. Taki obraz profesor Anny Świderkówny utrwalił mi się z czasów studiów i nie mogłam się od niego uwolnić podczas całego czytania rozważań o przypowieściach. Książka pani profesor Anny Świderkówny jest taka jak jej autorka: spokojna, przemyślana, delikatna, stanowcza, systematyczna a do tego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

36 użytkowników ma tytuł O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie na półkach głównych
  • 22
  • 14
9 użytkowników ma tytuł O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Anna Świderkówna
Anna Świderkówna
Historyczka literatury, filolożka klasyczny, papirolożka, biblistka, tłumaczka; profesorka Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii. Ponad 30 lat kierowała Katedrą Papirologii (późniejszym Zakładem Papirologii) UW.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Był człowiekiem, był świętym Lino Zani
Był człowiekiem, był świętym
Lino Zani
Czytając kiedyś biografię św. Faustyny (swoją drogą polecam genialną książkę Ewy Czaczkowskiej) natknąłem się na jedną z reprodukcji fotografii Apostołki Miłosierdzia Bożego, z którą nie mogłem sobie poradzić. Przedstawiała ona Faustynę wraz z dwiema koleżankami podczas jakiegoś festynu. Niby nic nadzwyczajnego, ale wcześniej trudno było mi wyobrazić sobie tę świętą jako normalną dziewczynę. Będąc pod wrażeniem "Dzienniczka" i niezwykle głębokiej duchowości zakonnicy miałem ją przed oczami tylko jako rozmodloną wizjonerkę i mistyczkę. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że zachowało się bardzo mało wizerunków świętej. Właściwie spopularyzowany jest tylko jeden, w którym zza habitu wynurzają się oczy pełne wiary. A święty to przecież człowiek z ciała i krwi, który ma swoje zainteresowania, pasje, zmaga się z różnymi problemami, upadkami. Cenię książki, które przedstawiają wybitne postaci Kościoła jako zwykłych ludzi (polecam z tej tematyki książkę "Święci nie-święci"). W przypadku publikacji "Był człowiekiem, był świętym" oprócz mojego oczywistego zainteresowania z wyżej wymienionych względów doszedł fakt bardzo bliskiej kanonizacji. Pierwszy rzut oka na okładkę i już wyzwalają się w czytelniku pozytywne emocje. Człowiek w bieli na tle białej barwy otaczającego go śniegu, a na twarzy delikatny uśmiech. Aż mi się przypomniała piosenka z katechezy w podstawówce pt. Święty uśmiechnięty. Pojawiał się tam taki wers: Każdy święty chodzi uśmiechnięty. Trudno czasami uwierzyć, że święci żyją tuż obok nas i być może mijamy ich na ulicy. Gdzie można dzisiaj świętych zobaczyć? Są między nami w szkole i w pracy! Książka "Był człowiekiem, był świętym" przedstawia Jana Pawła II nie jako zastępcę Chrystusa na Ziemi, nie jako następcę św. Piotra, nie jako najwyższego kapłana i sługę sług Bożych. Autor ukazuje papieża, który pozostał człowiekiem nawet bez cienia jakiejkolwiek wyniosłości z powodu pełnionej funkcji. Lino Zani to instruktor narciarstwa i alpinista. Jako dwudziestosiedmiolatek zaczął w 1984 roku towarzyszyć Ojcu Świętemu podczas wypraw górskich i zjazdów narciarskich. Z czasem stał się zaufanym przyjacielem Karola Wojtyły. Wszystko zaczęło się bardzo niespodziewanie. Pewnego dnia ks. Stanisław Dziwisz zadzwonił do rodziny Zanich i zapytał, czy Jan Paweł II mógłby przyjechać na kilka dni. Pierwsza reakcja to oczywiście niedowierzanie. W końcu nie codziennie zapowiada się tak niezwykły gość. Co więcej, przyjechał w towarzystwie prezydenta Republiki Włoskiej! Aż trudno uwierzyć, że żadnemu dziennikarzowi nie udało się wytropić, gdzie udają się te dwie osobistości. Dopiero na wyraźną prośbę samych zainteresowanych i z aprobatą świat dowiedział się o miejscu, w którym przebywa papież. Nie obyło się bez kolejnych komicznych sytuacji. Pertini, jak zwykle bezpośredni i zapalczywy, dosłownie wyrwał mi mikrofon z rąk i swoim donośnym, wyraźnym głosem zaczął mówić: "Sierżancie, jestem waszym prezydentem. Proszę pisać!". Colombo, podejrzewając, że ktoś chciał mu zrobić dowcip, naśladując głos prezydenta, przerwał mu: "Lepiej skończcie już pić tam na górze, mam dość problemów z tym rozminowywaniem...". A tak autor relacjonuje swoje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II: Zapytał mnie po prostu: "Jak się nazywasz?". Kiedy odpowiedziałem, dodał: "No to dzisiaj idziemy razem na narty!". Bezpośredniość, komunikatywność i zdolność do znalezienia z każdym wspólnego języka przez Karola Wojtyłę jest zadziwiająca. Lino Zani był przewodnikiem papieża po górskich szlakach. Towarzyszył mu, wybierał odpowiednie trasy, znajdował odpowiednie miejsca na modlitwę, a także opowiadał o historiach, które rozegrały się w Adamello podczas wojny (te bardzo poruszyły papieża). Porankami i wieczorami z Ojcem Świętym spotykała się zaś cała rodzina. Autor do dziś nie może uwierzyć, że święty siedział w szarym sweterku w jego kuchni i czekając na kolację podtrzymywał konwersację z mamą przygotowującą posiłek. Trzeba przyznać, że to niecodzienna sytuacja. Jan Paweł II dwukrotnie przebywał w schronisku w Adamello. Nie zapomniał jednak o rodzinie Zanich. Lino wielokrotnie odwiedzał papieża w Watykanie. Ten zaś przekazywał mu krzyże, które alpinista miał zanosić na kolejne zdobywane przez siebie szczyty. "Był człowiekiem, był świętym" to piękna opowieść o papieżu, który na każdym kroku okazywał, że pozostał zwykłym człowiekiem. Lino Zani snuje historie w sposób zajmujący. Nie aferuje swoją osobą czytelnika, na pierwszy miejscu stawiając Ojca Świętego. Książka wciąga (sam czytałem ją do 4 rano) także dlatego, że różni się od większości publikacji poświęconych osobie Jana Pawła II. Zazwyczaj meritum tego typu pozycji jest posługa na tronie Piotrowym, a ciekawostki i anegdotki pojawiają się na zasadzie wyjątku. "Był człowiekiem, był świętym" składa się z opowieści, które na ujawnienie czekały kilkanaście lat. W przeddzień kanonizacji możemy przypomnieć sobie posługę papieża z innej perspektywy. Każdy wie, że Jan Paweł II kochał góry, ale opowieści snute przez Lino Zani zna już niewielu. [Opinia pochodzi z bloga: librimagistri.blogspot.com]
czytelnik - awatar czytelnik
ocenił na 7 11 lat temu
Filokalia. Teksty o modlitwie serca praca zbiorowa
Filokalia. Teksty o modlitwie serca
praca zbiorowa Józef Naumowicz
Antologia pism Ojców Pustyni od IV do XV wieku. Wszystkie teksty poświęcone są modlitwie Jezusowej. Z jednej strony jest to lektura bardzo budująca pod względem duchowym, a z drugiej też niełatwa dla "przeciętnego śmiertelnika" żyjącego we współczesnym świecie. Nie dziwi to jednak, ponieważ w zdecydowanej większości są to treści kierowane do mnichów, eremitów, aczkolwiek przesłanie, wskazówki, objaśnienia są uniwersalne. Pseudo-Makary Egipski przywołuje i wyjaśnia przypowieść o pięciu głupich pannach i podkreśla znaczenie intencji - miłości oraz cnót objawiających się za pośrednictwem Ducha Świętego: "Tak więc trudy i wysiłki niech będą oceniane wg tego, czym są: jako trudy i wysiłki. Jeśli zaś ktoś z braku rozeznania uzna, że one same stanowią owoce Ducha Świętego, niech nie trwa w nieświadomości: jedynie bowiem pociesza i zwodzi siebie samego oraz pozbawia się prawdziwych darów duchowych" i dalej podsumowuje: "Ważne jest, by wszystko czynić z miłości Boga, a nie dla chwały ludzkiej". Natomiast Diadoch z Fotyki odwołuje się aż do Księgi Rodzaju, do Adama i Ewy, przestrzegając przed zmysłami rozpraszającymi siły duszy i jako remedium podając wejście we własne serce i nieustanną pamięć o Bogu. Ciekawym autorem jest Symeon Nowy Teolog, podkreśla on rolę świętej Maryi, motywuje świeckich wiernych - nie tworzy aury "nieosiągalności" i, jak właściwie każdy z autorów Filokalii, podkreśla znaczenie pokory. Drugim moim ulubionym autorem jest św. Symeon z Tesalonik, który opisuje na czym polega i czym dokładnie jest modlitwa Jezusowa, a jest jednocześnie: prośbą (przez nią wypraszamy miłosierdzie Pana), oddaniem siebie (ofiarujemy się Mu), wyznaniem wiary, zamieszkaniem i obecnością Chrystusa. Modlitwa ta pobudza Ducha, udziela Bożych Darów, oczyszcza serca, wypędza demony. Wart zapamiętania jest też ostatni rozdział (Świętego Anonima godna podziwu mowa o słowach świętej modlitwy). Jest tu opisana stopniowa rozbudowa tej monologicznej modlitwy i pięknie ukazano jak kolejne Słowa uzupełniają się i łączą. Jest wyjaśnione co dokładnie znaczą: Pan (natura Boża), Jezus (natura ludzka), Chrystus (dwie natury w jednej hipostazie), Syn Boży (dwie natury niezmieszane) i dlaczego każde z tych Słów jest tak ważne. A więc powtarzajmy wciąż: Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną!
Mamalea - awatar Mamalea
oceniła na 10 5 lat temu
Inkwizycja Grzegorz Ryś
Inkwizycja
Grzegorz Ryś
Kardynał Grzegorz Ryś w książeczce pt. „Inkwizycja” wydanej w 1998 r., kiedy obecnie jedna z ważniejszych person w polskim Kościele katolickim dopiero wspinała się na poszczególne szczeble kariery powołania, rozprawił się ze wciąż powszechnie powielanym mitem złowrogiej tytułowej Inkwizycji. Autor w pierwszej kolejności odniósł się do twórczości F. Dostojewskiego i jego obrazu Inkwizycji ujętego w treści „Wielkiego Inkwizytora”, który stanowi część powieści „Bracia Karamazow” – zdaniem wielu krytyków literackich do dziś wskazany fragment uchodzi za jeden z najbardziej znanych i spopularyzowanych tekstów antyklerykalnych w dziejach. Następnie obecny kardynał odróżnia instytucję Inkwizycji od procesu inkwizycyjnego, którego źródeł doszukuje się już w antyku, w prawie rzymskim. W ten sposób proces znany i stosowany w antycznym Rzymie po ponownym odkryciu przez Zachód prawa rzymskiego (Kodeks Justyniana) za sprawą glosatorów i postglosatorów, został rozpowszechniony przez Kościół katolicki. Dlatego dziś owa procedura nazywana jest inkwizycyjną. Wbrew pozorom w okresie nowożytnym przysłużyła się rozwojowi myśli prawniczej – zastąpiła wcześniej stosowany proces formułkowy. Z kolei sama Inkwizycja rozwinęła się w odpowiedzi do rozpowszechniających się w średniowieczu, a także w epoce wczesno-nowożytnej herezji. Wzrost znaczenia tej instytucji (Inkwizycji) nastąpił w okresie konfliktów wyznaniowych epoki odrodzenia, kiedy spory wyznaniowe z dysput uniwersyteckich teologów przeniosły się na arenę stosunków międzynarodowych, pola bitew, i stały się zarzewiem rozlicznych wojen religijnych. Wówczas Inkwizycja przez poszczególnych panujących była wykorzystywana do zwalczania przeciwników politycznych i zarazem wyznaniowych, i to ze wzajemnością ze strony państw protestanckich. Autor dowodzi, iż poszczególni papieże wbrew pozorom mieli niewielki wpływ na działanie Inkwizycji w krajach zaalpejskich, a sama instytucja była zdecentralizowana, miała charakter regionalny (inne było jej znaczenie w Hiszpanii niż w Państwie Kościelnym, czy w Polsce). Na złowrogie postrzeganie Inkwizycji wpłynęła wciąż żywa propaganda państw antykatolickich, a obecnie popkultura, zatem mierzymy się nie tyle ze złą sławą tej instytucji, ile z jej mitem.
donekT - awatar donekT
ocenił na 7 3 miesiące temu
Rozmowy z niewierzącym  Franciszek
Rozmowy z niewierzącym
Franciszek Eugenio Scalfari
Książki opatrzone takim tytułem - Papież Franciszek: rozmowy z niewierzącym Eugenio Scalfari, z miejsca przyciągają uwagę. Ludzi wierzących będzie ciekawiło jakich argumentów można użyć w prowadzeniu dialogów z niewierzącymi, a ateistów z kolei zainteresuje to, co też Ojciec Święty odpowiedział na trudne pytania, dziennikarzowi, pisarzowi, politykowi i w końcu założycielowi włoskiej gazety La Repubblica. Wszystko zaczęło się od listu, który wysłał Scalfari do redakcji wspomnianego wyżej pisma, listu skierowanego właśnie do papieża Franciszka. Nie ma tam jednak pustych, wyssanych palca frazesów, banalnych pytań, niepopartych teologiczna obudową, gdyż dziennikarz swoje wątpliwości formułuje w oparci o wiedzę, jaką zdobył podczas lektury encykliki Lumen Fidei. Pytania dotyczące wiary zamieszczone na łamach lewicującej gazety stały się zaczynem późniejszej rozmowy miedzy papieżem a redaktorem, która również została zarejestrowana w La Repubblica. Świadczy to o otwarciu następcy św. Piotra w Rzymie na każdego człowieka, na szukanie Boga wszędzie, nawet tam, gdzie inni by w ogóle nie zajrzeli. Z radością podejmuje dialog z człowiekiem pogubionym, oczekującym odpowiedzi na duchowe rozterki, który w odpowiedzi, już na samym początku, otrzymuje od papieża takie oto zaproszenie: Dziękuje Panu przede wszystkim za to, że zechciał Pan tak uważnie przeczytać encyklikę Lumen Fidei. Taki wstęp zapowiada ciekawą rozmowę, która późnie rzeczywiście rozegrała się między nimi i zapewne przyniosła obu stronom cenna lekcję, każdemu według jego stanu i stopnia duchowego rozwoju. Dwa pierwsze listy stanowią wykładnię myśli i zapatrywań Scalfari’ego na wizję Kościoła, wiary i encykliki, oraz pełne są mądrych, głębokich pytań. Dziennikarz pyta przede wszystkim o Wcielenie Boga i Słowa, co ma miejsce wyłącznie w chrześcijaństwie, w żadnych innych religiach nie ma o tym mowy. Jaki jest cel tej wyjątkowość i jakie skutki? Zastanawia się także nad kwestią żydowską, a dokładniej nad faktem obiecania przez Boga Abrahamowi, i pośrednio całemu jego ludowi, pomyślnego życia, co nie zostało do końca spełnione. Stąd rodzi się myśl, dlaczego? W drugim liście Scalfari skarży się na Kościół, widząc w nim jedynie instytucję, nie dopatrując się w nim natomiast znamion misyjności , propagowanej przecież usilnie przez Ojca Świętego. Skarży się też, że Kościół nie ma wcale charakteru horyzontalnego a jedynie wertykalny, nie ogarnia opieką biednych, nie dąży do zwoływania soborów, synodów, Biskupicho, konferencji duszpasterskich. Jest szczelnie zamkniętą instytucją skierowaną na władzę, hierarchię i majątek. W liście tym Scalfari pyta także o to, czy osoba niewierząca, nie szukająca Boga, może uzyskać od Boga przebaczenie za popełniony grzech? Czy grzechem jest myślenie, że w miejsce prawdy absolutnej można ulokować prawdy względne subiektywne? Oprócz tych pytań dwa listy pełne są ogólnej refleksji dziennikarza na temat wiary i kościoła. Przede wszystkim raz po raz pojawiają się rozważania związane z osobą papieża Franciszka, porównywanie go do poprzedników, chwalenie Jego działalności duszpasterskiej. Dziennikarz dostrzega w encyklice Lumen Fidei myśl zawartą już dawno w nauce św. Pawła, św. Augustyna oraz odwołania do osoby biedaczyny z Asyżu Franciszka czy Ignacego. Scalfari akcentuje też wyjątkowość dokumentu papieskiego na tle innych pism duszpasterskich napisanych wcześniej przez kolejnych papieży, znajdując ją w szczególnym skoncentrowaniu się na łasce, jaką obdarowywani są wierni przez Boga. Łasce, która jest tożsama z wiarą, a ta z kolei z miłosierdziem i miłością bliźniego. Takich dygresji i nawiązań jest bardzo dużo, co świadczy nie tylko o erudycji piszącego, ale też i o dużym pragnieniu znalezienia złotego środka, uspokojenia myśli i „poukładania siebie”. Trzeci list zawiera odpowiedzi papieża Franciszka na zadane mu pytania, a na kolejnych stronach pojawia się już arcyciekawy dialog dwóch serc, będący rozwinięciem myśli zaakcentowanych w kolejnych listach lub też rzeczy nowych, równie istotnych i delikatnych. Oprócz kwestii związanych z wiarą Scalfari porusza tematy mające bezpośredni związek z papieżem, np. pojawiają się takie pytania: Czy Ojciec Święty czuł powołanie już od młodości?, Czy komunizm uwiódł Waszą Świątobliwość? Czy Ojciec Święty ma mistyczne powołanie?, Czy Wasza Świątobliwość czuje się dotknięty łaską? Redaktor La Repubblica wspomina także swoje spotkaniez papieżem Franciszkiem z 24 września 2013 roku w pokoju papieża w Domu Santa Marta. Scalfari jest mocno zaskoczony bezpośredniością i otwartością Ojca Świętego, co nie może dziwić kiedy słyszy się w słuchawce takie słowa i to jeszcze od Kogo: Dzień dobry, tu papież Franciszek”. „Dzień dobry, Wasza Świątobliwość – odpowiadam, po czym dodaje: - Jestem wstrząśnięty. Nie spodziewałem się, że Ojciec do mnie zadzwoni”. „Dlaczego wstrząśnięty? Napisał Pan do mnie list z prośbą o osobiste poznanie. Ja miałem identyczne pragnienie”. Ten fragment rozmowy mówi sam za siebie… Na końcu książki znajduje się jeszcze ważne dopełnienie publikacji, czyli tekst encykliki Lumen Fidei. Ta trójdzielna kompozycja – listy, wywiad i dokument papieski, sprzyja lepszemu rozeznaniu się w lekturze. Wszystko poukładane - pytania, później odpowiedzi, następnie rozwijający przedstawione kwestie dialog. Od pierwszych stron lektura wciąga i zachwyca. Nie jest to nudny wykład na temat prawideł wiary, nie jest to moralizowanie, natomiast jest to ważna rozmowa Ojca Świętego ze Scalfarim, czy też może szerzej, z każdym niewierzącym poszukującym Boga, czy poszukującym po prostu samego siebie. Ze względu na charakter tej książki, zapewne będzie ona dobrym towarzyszem dla wielu. Odpowiedzią na twoje i moje pytania. Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie Papierowe Myśli i na moim blogu autorskim http://annanogaj31.blogspot.com/
AnnaNogaj - awatar AnnaNogaj
ocenił na 6 11 lat temu
Weź się w garść, bądź święty Leon Knabit OSB
Weź się w garść, bądź święty
Leon Knabit OSB
Jeśli uważasz, że duchowni są zacofani, potrafią tylko straszyć, pouczać, nie rozumieją człowieka, nie znają życia, to co mówią wydaje Ci się zupełną abstrakcją, a na dodatek są nudziarzami – mam dla Ciebie pewną propozycję. Przeczytaj „Weź się w garść bądź święty” – tak na marginesie ciekawa jestem co powiesz po przeczytaniu ? Zaznaczę, że nie mam zamiaru Cię do niczego przekonywać, jedynie chcę byś odkrył coś zadziwiającego. Otóż jest to króciutka książeczka – jedynie 137 stron, które przeczytasz w 4 wieczory przed snem, autorstwa Leona Knabita. Jest on 86 letnim benedyktynem o niesamowitej pogodzie ducha, który pisze z niewiarygodną lekkością, bardzo prostym językiem. Każda strona to ogromna dawka radości i humoru. Jednym słowem czytasz i chcesz więcej. Ja sięgnęłam po nią właściwie z trzech powodów: po pierwsze tytuł. Pomyślałam: to coś co zmobilizuje mnie do działania i pozwoli odkryć strefy mojego życia, które czekają na zmiany. Po drugie okładka; bardzo groteskowa. Po trzecie autor (zajmuje to miejsce, tylko dlatego, że zobaczyłam nazwisko na końcu). Te trzy fakty sprawiły, że z zniecierpliwieniem czekałam na książkę zastanawiając się, co znajdę w środku. Jak wskazuje tytuł książka jest o świętości, o tym, że ja i Ty jesteśmy do niej powołani. Ale nie opowiada o niej w sposób oklepany i oderwany od rzeczywistości. Przykłady i treść w niej zawarte dotyczą życia mojego i Twojego. Autor nie zostawia nas jedynie ze stwierdzeniem, że świętość jest naszym powołaniem, ale pokazuje w jaki sposób do niej dążyć. Pokazuje, że świętość nie jest równoznaczna z ubóstwem materialnym, umartwianiem się, zamknięciem w klasztorze i smutkiem. Daje wskazówki, a raczej dzieli się własnymi przemyśleniami, jak żyjąc w obecnych czasach, mając rodzinie, pracując – kroczyć drogą, która prowadzi do świętości. Pełna recenzja na: http://moznaprzeczytac.pl/wez-sie-w-garsc-badz-swiety-leon-knabit-osb/
MoznaPrzeczytac - awatar MoznaPrzeczytac
ocenił na 10 10 lat temu
Katolicki Pomocnik Towarzyski czyli jak pojedynkować się z ateistą Sławomir Zatwardnicki
Katolicki Pomocnik Towarzyski czyli jak pojedynkować się z ateistą
Sławomir Zatwardnicki
Lekko, szybko i przyjemnie. Czytając da się rozpoznać obszerną wiedzę autora,czego świadectwem są liczne wtrącenia z poza dziedziny (na przykład wspomnienie góry Tajget) lub też pewne rzadko spotykane pojęcia jak acedia czy anamneza. Wszystko to doprawione inteligentnym humorem, lecz nie prześmiewczym. Autor co nieco ośmiesza wrogą ideologie, ale samych ateistów nigdy nie miesza z błotem, a argumenty ad personam są obce jego wywodowi. Ogólnie rzecz biorąc, wcale nie zła książeczka, poruszająca mnóstwo tematów, choć raczej nie wyczerpująca żadnego (i dobrze, bo wtedy byłby to drugi "Przewodnik Apologetyczny"). Niska ocena czytelników jest zapewne skutkiem tytułu który przyciągnął ateistów skuteczniej niż katolików, a to przecież do nich właśnie jest skierowana. Podejrzewam że ateista myśli sobie: "A, więc tutaj są argumenty mające mnie przekonać i nawrócić, dobra, zobaczmy co też ci katole przygotowali", po czym czyta i odkłada nieporuszony, jeszcze bardziej utwierdzony w swoich poglądach. "Katolicki Pomocnik Towarzyski" jednak ma inny cel, a przynajmniej w moim mniemaniu jest nim nie to aby przekonać ateistę o racji Kościoła, lecz raczej zapewnić katolikowi arsenał argumentów który pozwoli mu zachować opinie oczytanego i świadomego człowieka, kiedy znajdzie się w towarzystwie niezbyt religijnych dusz. Tu nie chodzi o to aby ateista się nawrócił, ale o to aby katolik nauczył się bronić. Na koniec dodam jeszcze że jest to bardzo dobry pomysł na dostarczenie wiedzy apologetycznej młodemu człowiekowi, wprost idealny prezent na bierzmowanie.
Mairon - awatar Mairon
ocenił na 8 8 lat temu
Tajemnica Marii Magdaleny Paweł Lisicki
Tajemnica Marii Magdaleny
Paweł Lisicki
„Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20, 11-18) Postać Marii Magdaleny spędza sen z powiek wielu osobą, wierzącym w teorie spiskowe. Rzekoma żona Pana Jezusa, ta, którą umiłował bardziej niż własnych uczniów. Mówią o niej Ewangelie Apokryficzne min. Ewangelia Filipa, czy jej własna Ewangelia Marii Magdaleny. Czy to możliwe, by Nauczyciel rozmawiał w ten sposób z nią, z kobietą, na temat tajemnych spraw, które nam nie są znane? Mamy więc zmienić nasze zwyczaje i wszyscy słuchać tej kobiety? Czyż naprawdę właśnie ją wybrał i upodobał sobie bardziej niż nas? Ewangelia Marii Magdaleny 17, 15–20. Marię Magdalenę Zbawca kochał bardziej niż wszystkich uczniów i całował ją często w jej usta. Pozostali uczniowie rzekli mu: „Dlaczego miłujesz ją bardziej niż nas wszystkich? Ewangelia Filipa 63, 34–35 Temat, który nie pojawia się w żadnej z kanonicznych ksiąg w Piśmie Świętym, mimo to pozostaje tak popularny, że o związkach tej kobiety i Chrystusa powstało także wiele filmów, seriali, dokumentów, oraz książek. Teologowie twierdzą, że Maria Magdalena pochodziła z Magdalii, miejscowości położonej na zachodnim brzegu jeziora Genezaret. Już dawno przestano ją utożsamiać z Marią siostrą Łazarza. Długo także wiązano jej postać z nawróconą jawnogrzesznicą, co również okazało się nieprawdą. Na obrazach kobietę uwiecznił między innymi Tycjan, L. Le Nain, G. de La Toura, P. Puvis de Chavannes. Maria Magdalena była obecna podczas śmierci Pana Jezusa oraz złożenia go do grobu. „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome.” (Mk 15, 40). Jako jedyna była świadkiem momentu zmartwychwstania, to jej pierwszej ukazał się zmartwychwstały Zbawiciel. Ludzie od zawsze uważali, że Panu Jezusowi podczas Jego życia na Ziemi towarzyszyło tylko dwunastu apostołów, co jest całkowitą nieprawdą. Tymczasem ewangelista Łukasz zapisał: „Wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.” (Łk 8, 1-3). Ten fragment Ewangelii obala mit jakoby, tylko mężczyźni mogli obejmować godności kościelne. Święty Hipolit jako pierwszy nazwała Marię Magdalenę Apostołka Apostołów. Święty Bernard z Clairvaux porównywał ją z kobietą, która jest bohaterką Księgi Pieśni nad Pieśniami. Co jest prawdą, a co kłamstwem z informacji o tej z całą pewnością niezwykłej kobiecie nie wiadomo. Spekulacje tworzą mit, który staje się coraz bardziej popularny. Bezsprzecznie, jednak jest to jedna z ciekawszych i tajemniczych postaci ukazanych w Biblii. Pozycja Tajemnica Marii Magdaleny Pana Lisickiego jest kolejną z tych, które próbują wytłumaczyć czytelnikowi, kim była kobieta, która dostąpiła łaski ujrzenia Zbawiciela po zmartwychwstaniu. Ma bardzo ambiwalentne odczucia, co do pozycji Pisarza. Szeroko opisany kontekst historyczny, mimo swojej rzetelności pomija to co mówi w tej sprawie Biblia. W ogóle to wielka szkoda, że tak ważny temat z punktu widzenia tego mitu, który wokół niego wyrósł, nie jest w publikacji omówiony razem z Pismem Świętym. Oczywiście Pan Lisicki nie jest teologiem, ale tworząc tak obszerny tekst, uważam, że powinien on być skupiony bardziej wokół prawdy na temat Marii Magdaleny zawartej w Świętej Księdze chrześcijan. Warto tutaj byłoby nawet pochylić się nad apokryfami, które mówią o tej postaci mimo tego, że nie są uznane przez Kościół Rzymski. Pozycja ta to również szerokie spojrzenie na rolę kobiet, podczas życia i działalności Pana Jezusa. Te wątki poruszane przez Autora są nadzwyczaj ciekawe, zwłaszcza w kontekście tego, jakie zdanie o kobietach na przestrzeni lat miał Kościół Rzymski. Pod względem historycznym nie ma się do czego przyczepić. Tutaj Autor wykonała kawał dobrej roboty. Z historycznego punktu widzenia pozycja Tajemnica Marii Magdaleny jest godna polecenia. Czy wnosi ona coś nowego i świeżego do tego co już zostało napisane i powiedziane wcześniej? Nie wiem, nie miałam okazji czytać wielu książek o tej kobiecie. Trzeba, jednak napisać, że Pan Lisicki w sposób bardzo przystępny dla niewtajemniczonego czytelnika przedstawia tło historyczne, geograficzne, społeczne, oraz wynikłe z tego wierzenia dotyczące Marii z Magdalii. Osobiście uwielbiam pozycje, które poruszają tematy związane z Biblią. Mogę się z nimi zgadzać lub nie, ale zawsze z wielką chęcią je czytam i analizuje i właśnie książka Pisarza jest jedną z takich perełek. Trzeba dodać, że z całą pewnością zmusza ona do myślenia oraz do pogrzebania wśród dostępnych informacji, jak i zaczerpnięcia wiedzy z Pisma Świętego. Pan Lisicki to niezmiernie ciekawy i kontrowersyjny Autor. Z jego książkami jest różnie, ale posiadając wiele pozycji Autora na swoich półkach, będę Go polecała, mimo że nie jestem Katoliczką. Czekam na kolejną publikację, bardzo chciałabym, aby nowe książki, które wyjdą, miały w sobie więcej z Biblii, niż ze źródeł świeckich. Zachęcam do zapoznania się z historią niezwykłej kobiety, która miała wiarę godną pozazdroszczenia i naśladowania.
AniaCzyta - awatar AniaCzyta
oceniła na 7 3 lata temu

Cytaty z książki O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie