Nagła śmierć kibica

Okładka książki Nagła śmierć kibica
Jerzy Edigey Wydawnictwo: LTW Seria: Kryminał LTW kryminał, sensacja, thriller
206 str. 3 godz. 26 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Kryminał LTW
Data wydania:
2025-04-08
Data 1. wyd. pol.:
1978-01-01
Liczba stron:
206
Czas czytania
3 godz. 26 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375658989
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nagła śmierć kibica w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nagła śmierć kibica



książek na półce przeczytane 322 napisanych opinii 322

Oceny książki Nagła śmierć kibica

Średnia ocen
6,8 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
478
5

Na półkach:

Nie ukrywam – po Nagłą śmierć kibica sięgnąłem głównie z powodu brydża. Od jakiegoś czasu rozwijam cykl „Literacki brydż” i w książkach, także kryminalnych, tropię wszelkie wątki związane z tą pasją. Sam tytuł powieści może w pierwszej chwili sugerować sportowe emocje rodem ze stadionu piłkarskiego, ale tutaj chodzi o inny rodzaj gorączki – tę, która towarzyszy rozgrywce brydżowej, kiedy stawką jest choćby wielki szlem.
Muszę przyznać, że lektura wciągnęła mnie bardziej, niż się spodziewałem. To klasyczny kryminał w duchu Agathy Christie – zamknięte grono podejrzanych, każdy z własnymi motywami, a nad wszystkim czuwa pułkownik milicji z czasów PRL Adam Niemiroch, przypominający trochę Herculesa Poirota. Sama konstrukcja fabuły też jest bardzo „poirotowska”: po dynamicznym wstępie akcja zwalnia i przenosi się głównie do trzech pomieszczeń, gdzie kolejne przesłuchania odsłaniają nowe tropy.
Najbardziej urzekł mnie oczywiście pierwszy rozdział – towarzyski brydż u profesora Wojciechowskiego, pełen emocji i napięcia. A emocje te są mi bardzo bliskie. Moi rodzice także grywali towarzysko w brydża i do dziś pamiętam ich radość, gdy udało się wylicytować i wygrać wielkiego szlema. Tak wielką, że zapis tej pamiętnej rozgrywki… przenieśli aż na sufit! 🙂 Dlatego z uśmiechem czytałem o atmosferze przy stole, o kibicowaniu i o konflikcie, który wybucha, gdy ktoś nie wytrzymuje i podpowiada graczowi – bo któż z brydżystów nie zna takich sytuacji?
W sobotnie popołudnie w willi profesorstwa Wojciechowskich na Ochocie odbywa się brydżowo-towarzyskie spotkanie; oprócz gospodarzy w domu przebywa jeszcze osiem osób: kardiolog Witold Jasieńczak z żoną Krystyną, adwokat Leonard Poturycki z małżonką Janiną, dawny uczeń gospodarza docent Stanisław Lechnowicz z narzeczoną aktorką Mariolą Boweri oraz dwaj naukowcy spoza Warszawy – profesor Andrzej Badowicz i przybysz z Londynu, profesor Henryk Lepato. Podczas jednej z rozgrywek nie biorący w niej udziału i kibicujący docent Stanisław Lechnowicz podpowiada jednemu z graczy, co nie podoba się pozostałym; między brydżystami dochodzi do ostrego spięcia.
I właśnie w tym napięciu – przy kartach, wśród znajomych, w pozornie bezpiecznym świecie brydżowych wieczorów – pada trup. Najpierw wygląda na zawał, ale sekcja zwłok szybko pokazuje, że to cyjanek w kieliszku koniaku odebrał docentowi życie. Mamy więc klasyczne „kto zabił?” i zamknięty krąg podejrzanych.
Całość czyta się bardzo dobrze – to lektura i dla miłośników kryminału, i dla tych, którzy choć trochę liznęli brydża. A dla mnie – kolejny piękny przykład na to, że brydż potrafi być świetnym literackim motywem.

Nie ukrywam – po Nagłą śmierć kibica sięgnąłem głównie z powodu brydża. Od jakiegoś czasu rozwijam cykl „Literacki brydż” i w książkach, także kryminalnych, tropię wszelkie wątki związane z tą pasją. Sam tytuł powieści może w pierwszej chwili sugerować sportowe emocje rodem ze stadionu piłkarskiego, ale tutaj chodzi o inny rodzaj gorączki – tę, która towarzyszy rozgrywce...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

186 użytkowników ma tytuł Nagła śmierć kibica na półkach głównych
  • 140
  • 46
54 użytkowników ma tytuł Nagła śmierć kibica na półkach dodatkowych
  • 29
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Jerzy Edigey
Jerzy Edigey
Jerzy Edigey (właściwie Jerzy Korycki) - polski pisarz i działacz społeczny. Pochodził z rodziny o korzeniach tatarskich. Absolwent UW (prawo). Jeszcze w czasie studiów związał się polskim ruchem narodowym. Literacko debiutował późno, bo w wieku 51 lat. Wcześniej pracował jako aplikant adwokacki, dziennikarz sportowy oraz sędzia wioślarski. Uważa się go za głównego pisarza tzw. powieści milicyjnej. Aż trzy jego powieści sensacyjne posłużyły za scenariusz do telewizyjnej serii kryminalnej "07 zgłoś się". Wybrane książki autora: "Czek dla białego gangu" (Iskry, 1963), "Człowiek z blizną" (Iskry, 1970), "Błękitny szafir" (Czytelnik, 1971), "Elżbieta odchodzi|" (Wydawnictwo "Śląsk", 1973), "Dzieje jednego pistoletu" (KAW, 1976), "Alfabetyczny morderca" (Iskry, 1981).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czarny koń zabija nocą Jacek Roy
Czarny koń zabija nocą
Jacek Roy
W świnoujskim pensjonacie "Rybitwa" ma miejsce tajemnicze morderstwo kobiety. Zostaje ona uduszona szalikiem, gdy śpi obok męża. Dokładnie rok później w tej samej willi zbiera się dokładnie ta sama ekipa, co zeszłego lata i dochodzi do kolejnego zamachu. W czasie śledztwa wychodzi na jaw organizacja turnieju szachowego oraz jego stawka, która jest zdecydowanie wyższa niż butelka koniaku. O co naprawdę toczy się gra? Jakie powiązania łączą jej uczestników? Nie jest to typowy dla czasów PRL-u kryminał, gdyż dochodzenie prowadzą nie milicjanci, a naukowiec bawiący się w detektywa oraz działający na rzecz ówczesnych organów ścigania, o wdzięcznym imieniu Arystoteles. Nie ma tutaj również zamiennego dla tamtego okresu wychwalania pracy MO. Narracja została poprowadzona dwutorowo: pierwszoosobowo - z perspektywy majora nadzorującego śledztwo oraz trzecioosobowo, kiedy mamy już do czynienia z działaniami wyżej wspomnianego Arta Baxa. Autor przedstawia dość ciekawą intrygę, w której krew nie leje się strumieniami, a akcja nie pędzi na łeb na szyję. Powoli, tak jak po nitce do kłębka, docieramy do rozwiązania zagadki i poznania osoby zabójcy. Bohaterowie tworzą nietuzinkowy zlepek postaci, które zostały dość dobrze zarysowane. Zakończenie zaskakuje i powinno w pełni usatysfakcjonować czytelnika. Widać, że pisarz jest ogromnym miłośnikiem szachów oraz wiele o nich wie. Poświęca tej grze sporo miejsca w fabułę, a robi to w interesujący i nienużący sposób. Porównuje szachy do wojny pełnej podstępów, pułapek czy bezpardonowych bitew, ukazując tym samym ich trudność, ale też i piękno. To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników kryminałów rodem z PRL-u czy szachowych rozgrywek. Z pewnością wielbiciele cosy crime i ciekawie uplecionych intryga znajdą w niej coś dla siebie.
ewelina_read - awatar ewelina_read
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Msza za mordercę Jeremi Bożkowski
Msza za mordercę
Jeremi Bożkowski
Kryminał z czasów późnego Peerelu (wydany w 1988 roku), w stylu biurowych historii Joanny Chmielewskiej (gdzie biurem była pracownia projektowa) czy – współcześnie – Marty Kisiel (wydawnictwo książkowe). U Bożkowskiego (a faktycznie u Bożeny Ciecierskiej-Więcko, która przybrała taki pseudonim literacki) akcja rozgrywa się w redakcji dwóch gazet: „Zewu Nauki” i „Czynów Stal”, dzielących tak piętro pewnego budynku, jak i mieszczącą się tamże toaletę. W gabinecie jednego z dwóch naczelnych dochodzi do morderstwa, którego sprawcę próbują odnaleźć działający równolegle, jednak niekoniecznie wspólnie i w porozumieniu, porucznik Karbolek oraz sierżant Fidybus, obaj na milicyjnych etatach. Z założenia miała to być, jak się wydaje, historia śmieszna, co sugerują choćby nazwiska poszczególnych bohaterów. Pojawiają się tu bowiem Maciej Świerzop (z zamiłowania poeta), Napoleon Gnyś, Bolo Cynk, Gloria Przeciek czy wreszcie ksiądz Stanisław Przeogromny (postury raczej mikrej). Są też młodzi bohaterowie, którzy wprowadzają sporo zamieszania (wspomniany Bolo, który mimo 15 lat ma już na swoim koncie pobyt w poprawczaku, a obecnie pracuje jako redakcyjny goniec, tudzież – doraźnie – sprzątacz oraz dwunastoletnia Felicja Gwizdek – córka jednego z redaktorów – rezolutna i samodzielna w stopniu, którego dzisiejsze dwunastolatki mogłyby jej tylko pozazdrościć) oraz wrogie elementy, ostatecznie zaskakująco jednak niegroźne. Z punktu widzenia literackiego „Msza za mordercę” jest udana w stopniu raczej niewielkim. Za dużo tu chaosu, wątków, to co miało być śmieszne, śmieszy umiarkowanie a zagadka morderstwa nie jest specjalnie frapująca. Współcześnie czyta się to jednak znakomicie jako świadectwo epoki, czasów, których wielu nie tylko nie pamięta, ale nie miało szans doświadczyć (akcja, jak sądzę, dzieje się w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku). Pal sześć archaiczny styl pracy redaktorów gazet, jak również jeszcze bardziej archaiczny proces druku (choć sama pracowałam w mediach doby przedcyfrowej, montując materiały radiowe przy pomocy żyletki, musiałam sprawdzić w słowniku kim, do diabła, był metrampaż?!), ale te składkowe pół literka, obalane w godzinach pracy tak przez pracowników umysłowych, jak i fizycznych! Te dzieci puszczane samopas i odszczekujące się dorosłym, jak również wprowadzające z premedytacją w błąd organy ścigania! Te liczne i niedziwiące nikogo romanse, w godzinach pracy i poza nimi, będące czymś tak naturalnym jak to, że w segregatorze w gabinecie naczelnego przechowuje się kaszankę! Wyraźnie widać też w książce oznaki zbliżającego się przełomu, choć raczej przeczuwanego niż pewnego. Autorka zmarła na początku lutego 1986 roku, być może dlatego nie bała się wprowadzić do „Mszy…” szeregu odważnych, jak na owe czasy, wątków. Jednym z bohaterów jest tu robotnik skazany po poznańskich protestach w 1956 roku, który wyrasta na postać tragiczną. Wspomniany wcześniej ksiądz (a była to grupa zawodowa mocno w tamtych czasach inwigilowana i nielubiana przez władzę) jest bohaterem zdecydowanie pozytywnym, podczas gdy w szeregach milicji roi się (choć zdecydowanie w tle) od czarnych charakterów. I tylko żal, że wypowiedziane przez jednego z bohaterów zdanie: „Każdy fach, gdzie łatwo pokazać siłę, szybko może świnię zrobić z człowieka”, jest nadal, mimo zmiany ustroju i upływu czasu, tak boleśnie aktualne.
momarta - awatar momarta
oceniła na 6 3 miesiące temu
Pensjonat na Strandvägen Jerzy Edigey
Pensjonat na Strandvägen
Jerzy Edigey
Astrid Brands prowadzi swój pensjonat ręką żelazną, a reguły są proste: pensjonariusze mają mieć spokój, ciszę, intymność, no i muszą być dość majętni. Tutaj nie ma miejsca na szaloną zabawę czy skandale. Chętnych nie brakuje, choć przed sezonem jest to akurat kilka osób. Jedną z nich jest lekarz policyjny i jednocześnie narrator opowieści. Pensjonariuszką jest też Maria Jansson, Szwedka polskiego pochodzenia, legenda szwedzkiego biznesu. To ona złamie zasady pani Brands pozwalając się zamordować w swoim pokoju. Śledztwo – co nie uchodzi uwadze narratora – prowadzi młody, niedoświadczony oficer. Póki co ma on jedynie mnóstwo domysłów, które niczego nie wyjaśniają i sprzecznych teorii, które podsuwa mu wybitny dziennikarz i wspomniany lekarz. Naciski „z góry” na szybkie odnalezienie sprawcy nie pomagają, a kiedy okazuje się, że sprawca nie powiedział ostatniego słowa wydaje się, że śledczy jest już na prostej drodze do spektakularnej porażki. Choć ofiar przybywa, śledczy nie wydaje się być przytłoczony, wkrótce okaże się, że wcale nie jest takim żółtodziobem na jakiego wygląda... Ciekawy kryminał w dość przewrotnej formie napisany. Autor od razu sprawę podaje nam na tacy strzegąc jednocześnie sposobu jego wykrycia, a poczynania śledczego wcale nie są oczywiste. Choć akcja toczy się w środowisku hermetycznym (skromna grupa świadków i zamknięty obszar działania) nie przytłacza monotonią. Kilka zwrotów akcji ma kosmetyczny wydźwięk, bo sprawca to „pewniak”, to jednocześnie plus i minus dramaturgiczny. Samym Szwedą też się „przykleiło”: ich święte oburzenie, że w tak cywilizowanym kraju zabójstwa mógł dokonać tylko dziki imigrant na co, co i rusz, zwracają uwagę oficjele, paradoksalnie przypomina współczesną Polskę z tym histerycznym przekonaniem o wspaniałości nieskończonej.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 6 2 miesiące temu
Piękna kobieta w obłoku spalin Jeremi Bożkowski
Piękna kobieta w obłoku spalin
Jeremi Bożkowski
Pamiętacie kryminały z jamnikiem? Lubicie niebanalne komedie kryminalne? To Wam się spodoba! Na ostatniej Aferze Kryminalnej Alek Rogoziński polecił leciwą książkę, której akcja toczy się w latach osiemdziesiątych. Z ciekawości zaczęłam szukać i znalazłam audiobook. Co za gratka! Malwina Kalecka odnosi ogromne sukcesy, ugania się za nią tabun przystojniaków i jest przez wszystkich lubiana. No, przynajmniej w jej własnych opowieściach, którymi zamęcza każdego, kto się nawinie. Jest modelową egocentryczką, która wszystko wie, wie najlepiej, wszystko potrafi i ma zdanie na każdy temat. A na dodatek opowiada tylko o sobie i to bez przerwy. Słowem kobita nie do zniesienia. Kiedy odwiedza przyjaciółkę, gospodarz zamyka się na długie godziny w łazience pod pretekstem malowana, przepychania wanny czy czegokolwiek. Monologi Malwiny sprawiają, że czytelnik ma ochotę babsko udusić. Nie trzeba długo czekać, bo ktoś zamyka jej buzię definitywnie… A kto? Podejrzanych jest wielu, a sprawę prowadzą PRL-owscy milicjanci sierżant Fidybus i porucznik Karbolek. Ten drugi przy pomocy mamusi. Bohaterów jest wielu, większość podejrzana, ale każda osoba jest nietuzinkowa i zaplątana w życiorys Malwiny niekoniecznie z chęci przyjaźnienia się z nią i każda ma swój powód, by pozbyć się Kaleckiej. Oprócz malowniczej plejady potencjalnych zbrodniarzy świetne wrażenie zrobił na mnie przezabawny język i humor sytuacyjny, który nieraz przyprawił mnie o salwy śmiechu, chichoty i rżenia. Polecam. Bardzo polecam, zwłaszcza na poprawę humoru w jesienny wieczór.
Sylwia_J - awatar Sylwia_J
ocenił na 6 2 lata temu
Kłopoty ze spadkiem Antoni Marczyński
Kłopoty ze spadkiem
Antoni Marczyński
Bardzo sympatyczna komedia kryminalna. Co z tego, zapytacie - przecież dużo jest takich w Polsce. Ale niekoniecznie z lat 50., a to z tego właśnie okresu są "Kłopoty ze spadkiem", więc mamy tutaj Milicję Obywatelską. A do tego klimatu starego domu i walkę o spadek. Klasyka, jakby tak pomyśleć. Ale jaka pożądana! Jak w każdej książce z tego nurtu, mamy tutaj szybkie dialogi, żarty słowne (lub narracyjne, ale tutaj akurat ukryte są w dialogach) dość czarno-białych bohaterów, prędki rozwój wypadków i zagadkę bardziej niż śledztwo. I z tego ta ksiażka wywiązuje się bardzo dobrze - rzeczywiście aż do końca nie wiadomo, jakie będzie rozwiązanie, a śmiechu też trochę jest. To przede wszystkim powieść oparta na dialogach, do tego nierzadko pisanych w starym stylu (w końcu ta książka nie powstała dzisiaj). Piszę o tym, bo wiem, że niektórzy oczekują dowcipów już u narratora - tutaj tego nie ma. I jest jeszcze jedna rzecz, która może przytłoczyć - nawał bohaterów już od początku. To jeden z tych tytułów, w których autor na początku daje słowniczek bohaterów, przez co czuje się usprawiedliwiony tym, że dosłownie od pierwszego rozdziału dostajemy prawie wszystkie imiona i koligacje rodzinne do zapamiętania, co trochę odstrasza. Bywają też nielogiczne wnioski, ale tu akurat może być mojego braku nadążania. Tym niemniej, ta książka ma klimat i dobrze się ją czyta. A nawet powiedzmy, że dam nieco wyższą ocenę niż zwykle, przez wzgląd na to, że wówczas ten nurt nie był aż tak popularny.
SceNtriC - awatar SceNtriC
ocenił na 8 7 miesięcy temu
Zbrodniarz i panna Maciej Słomczyński
Zbrodniarz i panna
Maciej Słomczyński
Lubicie czytać kryminały? Ale takie nie za ciężkie, w lekkim, odrobinę humorystycznym stylu? Takie kryminały idealne na lato? Takie w stylu lat 60-tych XX wieku? Jeśli lubicie takie - to mam dla Was coś extra! Dwa tytuły nie za duże objętościowo, ale za to bardzo bogate w treść. Bawiłam się przy nich pierwszorzędnie! ▼ Książka "Zbrodniarz i panna" doczekała się ekranizacji z udziałem genialnych aktorów: Ewy Krzyżewskiej, Zbigniewa Cybulskiego i Adama Pawlikowskiego. Lektura ta oddaje doskonale ducha epoki czasów PRL-u, ukazuje zmiany, jakie zaszły w naszym kraju, zarówno polityczne, jak i światopoglądowe, a także pod względem kulturowym. Gdy go czytałam, przyszedł mi na myśl - "Pan Samochodzik" - czyli morderstwo i szukanie złoczyńcy, szkoda tylko że nie było szukania skarbów... W "Zbrodniarzu i pannie" poczytamy o śledztwie w nadmorskim kurorcie. Małgorzata, jako jedyny świadek napadu, ma rozpoznać mordercę. Prowadzący dochodzenie kapitan Ziętek zabiera ją do popularnego kurortu, w którym prawdopodobnie przebywa zbrodniarz, gdzie udają parę wczasowiczów. Przestępca rozszyfrowuje jednak plany milicji i ucieka... Mimo opieki Ziętka dziewczyna znajduje się śmiertelnym niebezpieczeństwie... Akcja "Śmierci i Kowalskiego" rozgrywa się w Trójmieście, gdzie od pewnego czasu powtarzają się tajemnicze morderstwa taksówkarzy. Sprawa jest tym bardziej niepokojąca, że można mówić już o serii podobnych przypadków. Każda z ofiar była widziana po raz ostatni w tym samym miejscu - w okolicach dworca w Gdyni. Kierujący śledztwem porucznik Szymański podejrzewa, że w zabójstwa zamieszany jest Kowalski, którego zmiennik dopiero co zginął... *** Obydwa tytuły to rozrywka na najwyższym poziomie! Obydwa tytuły okraszone wyjątkowym i niepowtarzalnym klimatem minionej epoki PRL.... Obydwa tytuły cały czas trzymają czytelnika w mocnym napięciu, tak, że trudno odłożyć jest książkę choćby na chwilę... Zdecydowanie polecam! Do wakacyjnego plecaka jak znalazł. Letni must-have
Zaczytana_Charlotta_ - awatar Zaczytana_Charlotta_
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie Krzysztof Kąkolewski
Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie
Krzysztof Kąkolewski
Nikt nie przejmuje się nazwiskiem jednego z największych specjalistów służby śledczej, bo dla każdego jest on po prostu Siwym. A Siwy to prawdziwa legenda, ma na swoim koncie setki rozwiązanych spraw i kilka zawałów. Jego ostatnią sprawą jest zuchwała kradzież utargu sklepowego, który przenosi do banku kierownik placówki, a sprawcą jest Lechosław Kerner. Młody mężczyzna, który swoje traumy życiowe pokrywa elokwencją, bezczelnością, cynizmem i cwaniactwem. I choć ta poza nie robi wrażenia na Siwym to faktem pozostaje to, że udowodnienie winy Kernerowi stało pod znakiem zapytania do czasu aż ten – w czasie procesu – dokonał samooskarżenia. To mocno zastanawia Siwego, a kiedy jakiś czas potem ginie świadek, który dał alibi Kernerowi, śledczy nie ma wątpliwości, że coś w tej sprawie jest mnie tak. I choć jako rencista nie ma już żadnej formalnej władzy ma nadal doświadczenie, instynkt i byłych kolegów, którzy nigdy w niego nie zwątpili, a to wystarczy do rozpoczęcia prywatnego śledztwa... Fabuła przedstawiona w formie pamiętnika nie jest czymś zupełnie typowym, ale i bohater do typowych nie należy. Jego stan zdrowia zapowiada rychłe pożegnania tego łez padołu, a poczucie sprawiedliwości każe jednak postawić na szali nadwątlone zdrowie. Siwy musi przełamać niechęć świadków obrony, musi zweryfikować swój osąd na „fakty”, skłonić osadzonego do współpracy i – najlepiej – przeżyć. Kąkolewski ukazuje pracę milicjanta w wyjątkowo surowy sposób. Ta praca daje spełnienie, satysfakcję, ale każe sobie za to płacić wysoką cenę. Ciekawie ukazuje też „nowe czasy”: młodzi śledczy, którzy znają Siwego „ze słyszenia” są w zdecydowanej opozycji. Brak doświadczenia życiowego nie pozwala im na obiektywizm, chętnie i z przekonaniem nazywając Siwego przestępcą. Z kolei starzy wyjadacze dobrze wiedzą, że nie wszystko dzieje się tak jak sugerują podręczniki, a poza regulaminem istnieje coś takiego jak zaufanie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Śmierć i Kowalski Maciej Słomczyński
Śmierć i Kowalski
Maciej Słomczyński
Dzień dobry, moje kochane Moliki! 🧡 Niekiedy mówi się, że przed przeznaczeniem nie da się uciec. Zgadzacie się z tym stwierdzeniem? W publikacji „Śmierć i Kowalski" przeznaczenie rzeczywiście odgrywa istotną rolę i skłania do refleksji. To właśnie ono przejmuje kontrolę nad fabułą – sięgnijcie po tę książkę, a przekonacie się sami. Gdyby to on, Kowalski, zdążył na kurs taksówki… gdyby nie zlekceważył karteczki znalezionej na tylnej kanapie w samochodzie… gdyby wtedy zdążył… gdyby nie chorobliwa zazdrość Marleny…, etc. „(…) Ale taki już los widać był mu pisany. Od losu człowiek nie ucieknie. (…) Los zawsze człowieka prędzej czy później dogoni. Nas wszystkich dogoni”. Tytuł: „Śmierć i Kowalski" Autor: Maciej Słomczyński Joe Alex Wydawnictwo: @wydawnictwobukowylas Moja ocena: 8/10 Ta z pozoru niepozorna książka snuje kryminalną opowieść rodem z PRL-u, z taksówkarzami w roli głównej. Akcja rozgrywa się w Trójmieście, gdzie od pewnego czasu dochodzi do tajemniczych morderstw wśród kierowców. Szczególne napięcie budzi fakt, że każda z ofiar była po raz ostatni widziana w okolicach dworca w Gdyni. Śmierć Kazika wydaje się najbardziej wstrząsająca – w końcu to przyjaciel głównego bohatera, Henryka Kowalskiego. Gdy na liście podejrzanych pojawia się sam Kowalski, historia nabiera tempa. Czy organom ścigania uda się rozwiązać zagadkę, zanim dojdzie do kolejnej tragedii? Zdradzę Wam, że z jednej strony Henryk i Marlena potrafili działać mi na nerwy swoim infantylnym i niezdecydowanym zachowaniem, a jednak to właśnie dzięki ich kreacji fabuła zyskuje głębię i wyrazistość. Myślę, że to książka idealna dla tych, którzy tęsknią za duszną atmosferą peerelowskiej rzeczywistości. Maciej Słomczyński świetnie „czuje” tamte czasy – język, realia, tempo narracji. Wiecie, co jest najlepsze? To, że sama fabuła trzyma w napięciu aż do ostatnich stron. Warto też wspomnieć o pięknym wydaniu – twarda oprawa i dopracowana szata graficzna sprawiają, że książka cieszy nie tylko umysł, ale i oko. Klasyka PRL-owskiego kryminału – zdecydowanie warto! #współpracareklamowa #współpracabarterowa
Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz - awatar Inspiracyjnymkrokiem Ciepielak-Kantorowicz
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Czas zatrzymuje się dla umarłych Andrzej Wydrzyński
Czas zatrzymuje się dla umarłych
Andrzej Wydrzyński
Czasem jest tak, że jakaś licha, słaba, nieporywająca historia kryminalna zostaje obudowana taką oprawą, jest opowiedziana w tak niezwykły sposób, że ten kontrast (między tym, jak bardzo nie było pomysłu na daną powieść, a sposobem w jaki ją napisano) aż razi. Tak, tak, to jest właśnie taki wypadek, ale… Ale naprawdę rzadko zdarza się, by to obudowanie zostało rozpisane aż tak dobrze, jak w to miało miejsce tu. Kur…, jaki ten facet musiał mieć talent właśnie do budowania opowieści. Nie do wymyślania, do budowania, podkreślmy to. Nie wiem, nie czytałem innych dziełek Moreny, ale tutaj skala tego talentu aż razi. Od początku czujemy, że będzie niezwykle i… jest. Najpierw płyniemy przez tę książkę, jesteśmy zarówno z głównym bohaterem, jak i z innymi postaciami, dosłownie zapala się nam w głowie lampka tak-właśnie-trzeba-pisać-kryminały. Potem to się lekko załamuje i zaczyna być widoczne, że autor podrasowuje specjalnie tekst, wyciąga go coraz to ku górze, ale co z tego, skoro i to robi bardzo dobrze? Wychodzi mu to zarówno na tym najbardziej podstawowym poziomie (śledzimy na przemian poczynania uciekającego przestępcy, jak i goniących go stróżów prawa i to jak najbardziej gra), jak i na tym głębszym, trudniej uchwytnym, tym tyczącym właśnie bycia z wykreowanymi przez pisarza postaciami. Nie jest to tam tak naturalne jak w początkowych partiach „Czasu...” (choć też momentami się do takiego stanu zbliża, vide strumień świadomości Pawła tyczący motywów i ogólnie osobowości Moniki), ale dalej jest bardzo dobre. Tak, napiszę to: można wręcz zapomnieć, do jakiego stopnia słaba jest cała ta historyjka, jak bardzo naciągana i licha. Mam zresztą wrażenie, że wielu czytelników autentycznie o tym w trakcie lektury zapomniało. Czyli – czytaj jak najbardziej i sprawdź, czy Ty też zapomnisz :) Autentycznie, to ciekawy eksperyment literacki :) PS: Ciekawe w sumie, że o ile losy postaci męskich totalnie mnie tu nie ruszały (choć w zamierzeniu pisarza chyba powinny), to to, co się działo z bohaterami już tak. PPS: Swoją drogą interesujące, jak autor rekonstruował język, którym w owym czasie posługiwali się ludzie z półświatka („ja jestem równa babka”, „No to klawo. Ty jesteś także pierwszorzędny facet. Uwielbiam takich facetów, którzy mają coś w głowie i coś w portfelu.”).
Bartlox - awatar Bartlox
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Laseczka i tajemnica Zbigniew Nienacki
Laseczka i tajemnica
Zbigniew Nienacki
Zbigniew Nienacki kojarzony jest przez pokolenia czytelników przede wszystkim z serią o Panu Samochodziku. Jednak Laseczka i tajemnica to pozycja nieco inna – próba połączenia powieści milicyjnej, wątków sensacyjnych i lokalnego kolorytu Łodzi lat 60. Przyznaję tej książce ocenę 6.5/10. To solidne rzemiosło, które jednak trąci już nieco myszką i nie każdemu przypadnie do gustu tak bardzo, jak przygody Tomasza N.N. Fabuła oscyluje wokół tajemniczego morderstwa i zniknięcia cennych przedmiotów, a kluczem do zagadki staje się tytułowa laseczka. Nienacki, jak to ma w zwyczaju, świetnie buduje atmosferę tajemnicy osadzonej w konkretnych realiach historycznych. Autor z pasją odmalowuje obraz powojennej Łodzi – miasta kontrastów, pełnego mrocznych kamienic, tajemniczych podwórek i ludzi, którzy wciąż niosą w sobie traumy minionej wojny. Dla miłośników retro-kryminałów te opisy będą największą zaletą lektury. Głównym problemem, który obniża moją ocenę, jest specyficzny dla tamtej epoki sposób prowadzenia narracji. Główny bohater, kapitan milicji, jest postacią nienaganną, niemal kryształową, co w dzisiejszych czasach może wydawać się nużące i mało realistyczne. Nienacki nie ucieka też od pewnej dozy dydaktyzmu i ideologicznych wstawek typowych dla literatury PRL, co dla współczesnego czytelnika bywa barierą. Dialogi bywają sztywne, a niektóre zwroty akcji opierają się na dość szczęśliwych zbiegach okoliczności, co osłabia napięcie właściwe rasowym dreszczowcom. Moja ocena 6,5 wynika z balansu między sentymentem a obiektywną jakością literacką. Z jednej strony mamy do czynienia z ciekawą zagadką i świetnym warsztatem Nienackiego w opisywaniu detali. Z drugiej strony – konstrukcja kryminału jest tu znacznie prostsza niż w najlepszych tomach Pana Samochodzika, mimo końcowego plot twistu, który musiałam omówić z panią bibliotekarką :). Brakuje tu tej iskry geniuszu i humoru, która sprawiała, że inne książki autora czytało się z wypiekami na twarzy niezależnie od wieku. Laseczka i tajemnica to ciekawa propozycja dla kolekcjonerów twórczości Nienackiego oraz osób fascynujących się historią Łodzi. To lektura poprawna, zapewniająca kilka godzin niezobowiązującej rozrywki, ale niebędąca kamieniem milowym polskiego kryminału. Warto po nią sięgnąć jako po ciekawostkę literacką, pamiętając o kontekście czasów, w których powstała.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 14 dni temu

Cytaty z książki Nagła śmierć kibica

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nagła śmierć kibica