Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945

Okładka książki Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945
Kazimierz Krajewski Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie powieść historyczna
928 str. 15 godz. 28 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2014-11-06
Data 1. wyd. pol.:
2014-11-06
Liczba stron:
928
Czas czytania
15 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308049327
Inne
Średnia ocen

                8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945

Średnia ocen
8,5 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
39
8

Na półkach:

Kazimierz Krajewski to jeden z najbardziej kompetentnych historyków zajmujących się dziejami Polskiego Państwa Podziemnego na kresach wschodnich. "Na straconych posterunkach" jest kompleksowym opracowaniem tego zagadnienia.
Książka ta mimo że jest prawdziwą cegłą (ponad 800 stron, nie licząc przypisów) jest napisana na tyle przystępnie, że może zainteresować zarówno kogoś nieobeznanego z tematem, jak i kogoś kto siedzi w tym od lat.

Autor opisał każdy aspekt działalności podziemia. Szczególnie dużo miejsca poświęcił partyzantce, która na kresach musiała zmagać się (z czego może nie każdy zdaje sobie sprawę) nie tylko z Niemcami, ale też z sowiecką partyzantką, ukraińskimi ludobójcami i litewskimi kolaborantami na Wileńszczyźnie. Polacy na kresach byli w jednym wielkim kotle, otoczeni wrogami z każdej strony. Dzięki książce można poznać dzieje polskiej konspiracji na kresach od jej genezy w 1939 r., przez przebieg i gorzki koniec operacji "Burza" aż po ostatnich wyklętych na przełomie lat 40/50-tych.

Książka praktycznie nie ma słabych punktów. Lektura obowiązkowa dla każdego zainteresowanego tematem.

Kazimierz Krajewski to jeden z najbardziej kompetentnych historyków zajmujących się dziejami Polskiego Państwa Podziemnego na kresach wschodnich. "Na straconych posterunkach" jest kompleksowym opracowaniem tego zagadnienia.
Książka ta mimo że jest prawdziwą cegłą (ponad 800 stron, nie licząc przypisów) jest napisana na tyle przystępnie, że może zainteresować zarówno kogoś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

198 użytkowników ma tytuł Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945 na półkach głównych
  • 160
  • 35
  • 3
57 użytkowników ma tytuł Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945 na półkach dodatkowych
  • 28
  • 12
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945

Inne książki autora

Okładka książki W imieniu Polski Walczącej - 6 - Zagra-Lin równa się odwet. Berlin – 24 lutego, 10 kwietnia 1943 Wrocław – 23 kwietnia 1943. Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Krzysztof Wyrzykowski, Sławomir Zajączkowski
Ocena 7,8
W imieniu Polski Walczącej - 6 - Zagra-Lin równa się odwet. Berlin – 24 lutego, 10 kwietnia 1943 Wrocław – 23 kwietnia 1943. Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Krzysztof Wyrzykowski, Sławomir Zajączkowski
Okładka książki Migawki z okupowanej Warszawy: 1939 Mariusz Bechta, Jerzy Eisler, Elżbieta Kowalczyk, Kazimierz Krajewski, Urszula Kraśnicka-Zajdler, Tomasz Łabuszewski, Wojciech Jerzy Muszyński, Bartłomiej Noszczak, Patryk Pleskot, Tomasz Roguski, Konrad Rokicki, Tadeusz Ruzikowski, Robert Spałek, Michał Zarychta, Maciej Żuczkowski
Ocena 6,7
Migawki z okupowanej Warszawy: 1939 Mariusz Bechta, Jerzy Eisler, Elżbieta Kowalczyk, Kazimierz Krajewski, Urszula Kraśnicka-Zajdler, Tomasz Łabuszewski, Wojciech Jerzy Muszyński, Bartłomiej Noszczak, Patryk Pleskot, Tomasz Roguski, Konrad Rokicki, Tadeusz Ruzikowski, Robert Spałek, Michał Zarychta, Maciej Żuczkowski
Okładka książki Sprzeczne narracje… Z historii powojennej Polski 1944–1989 Jerzy Eisler, Piotr Gontarczyk, Paweł Kowal, Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Andrzej Paczkowski, Jarosław Pałka, Patryk Pleskot, Robert Spałek, Mirosław Szumiło, Marcin Zaborski, Jan Żaryn
Ocena 6,7
Sprzeczne narracje… Z historii powojennej Polski 1944–1989 Jerzy Eisler, Piotr Gontarczyk, Paweł Kowal, Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Andrzej Paczkowski, Jarosław Pałka, Patryk Pleskot, Robert Spałek, Mirosław Szumiło, Marcin Zaborski, Jan Żaryn
Okładka książki Ruch Oporu Armii Krajowej Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski
Ocena 10,0
Ruch Oporu Armii Krajowej Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Historia polityczna Polski 1935-1945 Paweł Wieczorkiewicz
Historia polityczna Polski 1935-1945
Paweł Wieczorkiewicz
Piszę tę recenzję po dość długim czasie od przeczytania tej książki. I pomimo że minęły 2 lata nadal mam ją dość świeżo w głowie i nadal robi na mnie wrażenie. Dziwne - książka historyczna może robić wrażenie? Nie, nie jestem historykiem, amatorsko interesuje się historią ze szczególnym naciskiem na kulisy IIWŚ. Paweł Wieczorkiewicz jest postacią absolutnie wybitną, a dwa najważniejsze powody dla mnie to: w całości odrzuca nauczanie historii wprowadzone przez Sowietów. Jest w tej historii wiele odniesień do prawdziwych wydarzeń, ale tak mocno zmanipulowanych, że wyciąganie z tego jakichkolwiek wniosków obarczone jest błędami. Czyli historia Polski od czasów IIWŚ a nawet od IWŚ, powinna być napisana od nowa. A to robi m.in.. ta książka, jest w całości oparta na źródłach. Prof. Wieczorkiewicz nie kopiuje tu niczego z opracowań komunistycznych aparatczyków. A drugim punktem absolutnej wybitności i unikalności profesora jest jego odwaga, co umożliwia mu myślenie. Brzmi nieco dziwnie ale już wyjaśniam. Rekonstruując historię zawsze otrzymuje się pewną siatkę z ogromną ilością dziur. Dodatkowo, wiele rzekomych faktów faktami nie jest, albo pojawiają się "fakty" wykluczające. I tu wielu (a raczej ogromna większość) historyków przyjmuje postawę, fajtłap, biorą jakąś bezpieczną wersję wydarzeń, tłumacząc się: no takie są źródła. Te źródła czasem okazują się fałszywe. Prof. Paweł Wieczorkiewicz, był inteligentny i odważny, więc docierając do luk, potrafił myśleć, analizować i weryfikować, czy te "fakty" pasują do siebie. Jeżeli nie, to miał odwagę o tym pisać. Mas media często nazywają takich "oszołomami" albo łowcami "teorii spiskowych". Co do "Historii politycznej…" mamy w sposób nietuzinkowy i ciekawy ułożone wydarzenia poprzedzające IIWŚ ale także późniejsze losy. Co ciekawe, w zależności od naszej wiedzy będziemy inaczej interpretować opisane wydarzenia. Np. w mojej ocenie wcale tu nie wybrzmiewa, że Beck był nieudolny (o czym piszą inni w komentarzach) czy, że odpowiada za katastrofalny przebieg wydarzeń. Sytuacja była bez wyjścia. A Beck dobrze i realnie oceniał sytuację, np. rozmowa z ministrem Francji, gdy Beck wprost mówi (cytat z głowy): Jak Niemcy zaatakują Francję, to Polska po tygodniu będzie szturmować Berlin, w sytuacji odwrotnej, Francja może napisze o tym na ostatniej stronie gazety - co wprost pokazuje, że po stronie polskiej nie było złudzeń odnośnie pomocy zachodu. Potem dochodzą kulisy Katynia, gdzie dość mocno stawiana jest teza, że Zachód dobrze o tej zbrodni wiedział i miała kluczowy wpływ na późniejsze negocjacje. Kulisy śmierci Sikorskiego. A w tle cały czas rozgrywki w obozie władzy, rozgrywki nakręcane i sterowane przez tzw. "sojuszników" w szczególności z Francji. Jak wiele z tych wydarzeń wygląda znajomo:) Ta książka to absolutny "MUST HAVE" dla każdego amatora historii a także każdego, kto interesuje się współczesną polityką i geopolityką. Bardzo uczciwie i rzeczowo zrobiony materiał. Miłym dodatkiem jest ogrom wyszperanych smacznych detali ze zwykłego życia.
Arek - awatar Arek
ocenił na 9 3 lata temu
Monte Cassino Melchior Wańkowicz
Monte Cassino
Melchior Wańkowicz
Spotkałem kiedyś Mieczysława Gorzkę, polecał książki Melchiora Wańkowicza, Ja akurat byłem w tracie czytania tej książki. Opornie szło, bo to reportaż wojenny, ale w końcu – tak powiem! Przeczytałem Monte Cassino. W tej dużej książce znajdziemy opis walk polskich żołnierzy we Włoszech. ,, Niech lew mieszka w waszym sercu... Żołnierze!” Tak zachęcano oficerów polskich do walki. Śmiem twierdzić, że Polska cierpiała na winkelridyzm. Mieliśmy się odwdzięczyć Niemcom za kampanię wrześniową, za powstanie, za wszystkie zbrodnie, za które odpowiadają, ale to na obcej ziemi. Ratowaliśmy tyłki nie jednym narodom, a nas sprzedano Stalinowi. Braliśmy udział w obronie o Anglię, zdobywaliśmy Monte Cassino, a nam nikt nie pomógł. W książce jest też podkreślony stosunek amerykańskich dyplomatów do Polski. Oni rozmawiają, oni pokazują się na marszu zwycięstwa wśród wygranych tej wojny, a o nas nie można tego powiedzieć. Polacy mieli tylko wykonać czarną robotę, której nikt inny nie potrafił. Jest też ciut o polityce z czasów wojny. To smutne, jak właśnie rządzący potrafili tak szlachetne pojęcie, jak honor wykorzystać pod własną korzyść i to właśnie oni mają na sumieniu krew wielu niewinnych ludzi. Jestem zdania, że ta siła, która skupiła się na Monte Cassino, gdyby brała czynny udział w partyzantce antykomunistycznej, to Bolszewicy nie zdobyliby Polski tak łatwo. ,,Honor... co to jest honor wojskowy? Zastanawiał się ktoś inny. Jest to najbardziej celowe użycie ludzi i sprzętu z największymi choćby stratami, gdy się opłaca”. Dokładnie. Wykorzystano naszą waleczność, nasze bohaterstwo do wybronienia niepodległości Włoch, wyzwolenia z rąk faszystów, a nam nikt nie pomógł i Polska pół wieku nosiła sowiecką obrożę. Ostatnie wisienka na torcie, strzał w sedno. Podkreślenie zdrady zachodu przez autora: ,,Kłamstwa i dużo prawdy. Jest wszak po lutowej mowie Churchilla, w której w nagrodę za czteroletnią polską lojalność, za czteroletnie poświęcenie, któremu nie sprosta żaden naród, premier angielski przyznał połowę naszej ojczyzny Rosji. Od czasu tej mowy lutowej stosy artykułów kłamliwych i bynajmniej nie fair powypisywała prasa angielska. Usta naszej prasie polskiej zamknięto. Każdej enuncjacji rosyjskiej dawano szerokie echo. Żołnierz, który przeszedł piekło rosyjskie i wiedział, że moc niemiecka się kończy, nie miał nawet prawa do zdrowej strawy duchowej, do tego, aby mówić prawdę. Teraz z tą prawdą o drugim rabusiu, potężnym, przychodził słabnący rabuś”. Namawiano polskich żołnierzy do walki, aby wspólnymi siłami wybronić ojczyznę, tylko czyją? Bo w tej walce nie chodziło o Polskę. Nigdy w życiu! Książka ciekawa, ale czasem mam wrażenie, jakby się powtarzał pisząc o tych, samych akcjach. Momentami mnie zanudzała, więc czytałem z przerwami, ale skończyłem – w końcu! Przeczytana w ramach uprzejmości kolegi ze śląska. Oboje jesteśmy miłośnikami historii i pożyczamy sobie książki. Pozycja ma 33 lata, ale to nic, bo jestem zdania, że te książki z lat dziewięćdziesiątych mają więcej historii i prawdy historycznej niż obecne…
bARTosz - awatar bARTosz
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Ikony. Opowieść o terrorystach Stefan Türschmid
Ikony. Opowieść o terrorystach
Stefan Türschmid
Książka, która powinna zaciekawić każdego, kto interesuje się okresem przełomu XIX i XX wieku w Europie Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji oraz rewolucji lutowej i przewrotu bolszewickiego w 1917 roku oraz niebanalnymi życiorysami wielu spośród głównych aktorów tamtych wydarzeń. Większy kłopot sprawia zakwalifikowanie tej pozycji. Czy jest to powieść historyczna, czy też może pięć nowel? A może fabularyzowane szkice biograficzne? Chyba najwłaściwszym byłoby określenie powieść dokumentalna (jak w przypadku „Zimowej drogi” Leonida Józefowicza) w pięciu odsłonach. Bowiem poszczególne części nie przechodzą płynnie jedna w drugą a nawet nie wszystkie są napisane w tej konwencji. Dla przykładu jedna z nich jest opowiadana w pierwszej osobie liczby pojedynczej (z perspektywy narratora, obserwatora ale i uczestnika wydarzeń), podczas gdy pozostałe w narracji trzecioosobowej, neutralnej, przeważnie o zmiennym punkcie widzenia. Cztery dotyczą konkretnych osób, mają pojedynczych bohaterów, ale jedna opisuje po prostu zamachy na jednego z carów, nota bene bardzo popularnego do tej pory,nie tylko w Rosji. Najdłuższa część ma nawet dwie wersje zakończenia, albowiem niedostatki źródłowe pozwalają na wiele interpretacji. Tym niemniej powieść – jest to bowiem niewątpliwie beletrystyka - czyta się znakomicie, co jest wspólną zasługą ciekawej tematyki, umiejętnego jej wyboru i sposobu podania przez autora oraz jego języka. Stefan Türschmid, w odróżnieniu od większości polskich współczesnych pisarzy, potrafi stworzyć ciekawą fabułę, interesujące dialogi czy przemyślenia i monologi bohaterów bez uciekania się do wulgaryzmów. W literaturze polskiej XXI wieku rzadkość, za co należy się co najmniej jeden plus. Nie uciekł się tez do wtykania tanich schematów z literatury popularnej, jak trudne dzieciństwo, wątki romansowe czy martyrologiczne. Bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, posiadającymi ludzkie wady i zalety, a nie superbohaterami, wygłaszającymi manifesty wobec torturujących i rozstrzeliwujących ich carskich czy bolszewickich oprawców. Życiorys Sawinkowa, postaci, której autor poświęcił najwięcej miejsca, był mi dobrze znany, ale cieszę się, że w ciekawy sposób przedstawione zostały losy Wiery Zasulicz i Marii Spiridonowej, spinającej klamrą walkę części rosyjskich elit o wolność ludu, który niekonicznie jej chciał. No i nie należy nazywać obu Pań terrorystkami, albowiem były de facto wykonawczyniami zamachów na konkretnych oprawcach, bez używania materiałów wybuchowych oraz ofiar wśród osób postronnych. Szkoda, że niedawno zmarły Stefan Türschmid zaczął pisać w tak późnym wieku (po sześćdziesiątce). Mógł bowiem stworzyć jeszcze więcej ambitnych i interesujących powieści historycznych.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 3 lata temu
Fałszerz Przemysław Słowiński
Fałszerz
Przemysław Słowiński
Kiedy po klęsce III Rzeszy, alianci odnaleźli ukrytą kolekcję Goeringa, na którą składały się tysice dzieł sztuki, zrabowanych ofiarom nazizmu, zwłaszcza Żydom, niemal we wszystkich krajach Europy podjęto próbę odnalezienia ich właścicieli i zwrotu zagrabionego dziedzictwa. Jednym z obrazów w tej kolekcji był "Chrystus i jawnogrzesznica" autorstwa genialnego holenderskiego malarza Johannesa Vermeer z Delft. Ustalając drogę, jaką trafił on do Goeringa oraz jego potencjalnego byłego właściciela, dotarto do Hana van Meegerena, który prawdopodobnie pośredniczył w sprzedaży tego obrazu. Za kolaborację z okupantem groziła mu kara śmierci. Po spędzeniu kilku tygodni w więzieniu van Meegeren zdecydował się na wyznanie prawdy, jednak nie o nabywcy obrazu; przyznał się do autorstwa i fałszerstwa paru innych jeszcze dzieł. I w tym momencie rozpoczyna się niesamowicie fascynująca opowieść o życiu tytułowego bohatera, o jego pasji malarskiej, braku uznania ze strony krytyków, popadaniu w ubóstwo oraz o powstaniu pomysłu namalowania takiego obrazu, aby wreszcie zyskać uznanie. Pierwszym podrobionym dziełem (rzekomo autorstwa Vermeera) była "Wieczerza w Emaus"; była tak genialna, że żaden z ówczesnych krytyków sztuki nie rozpoznała w nim fałszerstwa. Do namalowania go van Meegeren przygotowywał się kilka lat, zgłębiając techniki XVII-wiecznego malarstwa, sposoby sporządzania farb, pigmentów, rozpuszczalników, werniksów. W tle tych artystycznych opowieści poznajemy holenderskie klimaty początku XX wieku, życie mieszkańców Holandii, atmosferę zbliżającej się wojny i okupację kraju. Z ciekawością zagłębiamy się w historię losów van Meegerena, poznajemy jego pasje, słabostki, uczucia, kobiety jego życia. Książka napisana w oparciu o bardzo bogatą bibliografię, ale nie jako suchy, kostyczny dokument, ale jako wciągająca i frapująca historia niedoścignionego fałszerza, który oszukał nie tylko Goeringa, ale światowych znawców i ekspertów na rynku dzieł sztuki. Polecam.
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 8 8 lat temu
Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej Michał Sobków
Osadnicy. Nowe życie kresowiaków na ziemiach zachodnich. Nadzieje i niemoc wobec władzy ludowej
Michał Sobków Jan Kurdwanowski Bronisław Kowacz Wiktoria Kwiatkowska Zdzisław Żaba Cyryl Priebe Stanisław Szymański
Osadnicy, uchodźcy, przesiedleńcy i najbardziej nieadekwatne dla Kresowian – repatrianci. To najczęściej używane określenia ludności, która opuszczała od 1943 roku wschodnie tereny należące przed II wojną światową do Polski, udając się na tereny zachodnie przyłączone do niej po wojnie. Na tak zwane Ziemie Odzyskane, jak określała je nowa władza komunistyczna. Świadomie nie użyłam określenia „musiała”, ponieważ obok zdecydowanej większości zmuszonej wyjechać, istnieli i tacy, którzy "znaleźli się na Zachodzie powodowani ciekawością czy chęcią łatwego zysku", jak pisze Agnieszka Knyt – autorka wstępu "Od Karty". Nie zmienia to jednak faktu, że migracja ludności cywilnej była efektem zmian politycznych przesuwających granice naszego kraju. Skutki ustaleń i decyzji podjętych przez Wielką Trójkę w Teheranie, Jałcie i Poczdamie odczuwam do dzisiaj również ja. Jestem trzecim pokoleniem Kresowian i mogłabym dopisać w imieniu moich dziadków kolejny rozdział do tej antologii wspomnień spisanych przez uczestników przesiedleń lub ich bliskich. Siedem relacji nieróżniących się przebiegiem wysiedlenia – przyczyną wyjazdu, samą podróżą w towarowych wagonach i ogromnym ładunkiem emocji człowieka skrzywdzonego materialnie, poniżonego moralnie i nierzadko oszukanego w rekompensacie utraconego majątku, ale przede wszystkim ogarniętego lękiem przed nieznanym. Różniących się natomiast celem podróży (każdy z bohaterów przyjechał do innej miejscowości – między innymi Szczecinka, Legnicy, Wrocławia, Strzelc), miejsca zamieszkania (dom na wsi, willa lub mieszkanie w mieście), stanu i zasobności zastanego majątku, postawą wobec mienia poniemieckiego i samych Niemców oraz podjętą pracą w nowym miejscu zamieszkania. Każde z tych wspomnień akcentowało jeden z wymienionych elementów, dając mi różnorodny i jednocześnie pełny obraz jednego zjawiska oraz skrajności ludzkich zachowań. Uważnie wsłuchiwałam się w relacje świadków nie tylko z powodu ciekawości ówczesnych formalnych procedur i nieformalnej strony ich przebiegu, ale i interesującego etapu funkcjonowania państwa tuż po zakończeniu wojny, kiedy na ziemiach zachodnich panował chaos informacyjny. Byłam nie tyle zaskoczona, ile przerażona totalnym bezprawiem, w którym "niedostatek jedzenia kompensowała nieograniczona wolność. Nie było żadnej władzy. Nie obowiązywało żadne prawo poza moralnym. Nie było własności prywatnej zatruwającej stosunki między ludźmi. Wszystko należało do wszystkich i do nikogo. Można było brać w posiadanie, nie odbierając innemu. Można było niszczyć, nie niszcząc cudzego". Włącznie z życiem. Również brakiem organizacji, sprzecznością polskich i sowieckich interesów, polityką silniejszego uzbrojonego w broń, grabieżą i wywozem wszystkiego, co wartościowe, do ZSRR, masowym szabrownictwem przez ludność cywilną ogarniętą „germanożerstwem” i „gorączką złota”. "To bogactwo, którego można było brać, ile się chciało, ale które miało wartość przysłowiowych diamentów na pustyni, wielu ludziom odbierało rozum. […] Nawet ja, choć z doktorskiej rodziny, traciłem chwilami zdrowy rozsądek na widok tych nagromadzonych przez wieki dóbr…" – wspominał Jan, opisując zasiedlanie Legnicy. Może dlatego niektórzy z opowiadających odważyli się mówić publicznie o tamtych czasach po bardzo wielu latach. Mój dziadek nie mówił o tym do śmierci. Babcia, w rzadkich chwilach słabości i przytłaczającej ją tęsknocie, wspominała jedynie z nostalgią pozostawiony orzechowy sad, którego nie mogła odżałować. Historię rodziny poznałam z relacji mamy, ale bardzo okrojoną i widzianą oczami malutkiej dziewczynki, pamiętającej przede wszystkim powszechny głód. Pamiętam emocje, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam rodzinne strony mojej mamy na zdjęciach zrobionych przez wujka, który pojechał na Kresy. Wykorzenienie – tak ujęłabym to, co poczułam. Poza emocjami ta antologia dostarczyła mi również informacji na temat wzorcowego wykorzystania człowieka, pełnego energii i wiary w odbudowę kraju, do własnych interesów ludzi władzy i partii. Przewrotność systemu socjalistycznego, który pozwalał najpierw zrobić obywatelowi najtrudniejsze, by potem uczynić go wrogiem ludu działającym na szkodę państwa. Prześledziłam dwa mechanizmy niszczenia człowieka i specyfiki działania układów partyjnych, za którymi stała żądza władzy i zysku. Jeden ze wspominających odbudowywał szkołę, a drugi młyn. Za sukcesy, praktycyzm i logiczne myślenie można było ostatecznie trafić do więzienia. Nic dziwnego, że dopiero teraz jeden z nich mógł jawnie podsumować tamte lata pracy dla ludowego państwa – "straciłem wszystko, co miałem – na wschodzie i na zachodzie – i jeszcze mam dług na 22,5 kwintala żyta. Oto dorobek mojego życia". Rozgoryczanie Kresowian nie dotyczyło tylko wysiedlenia. Ono tam się dopiero zaczynało, budując poczucie żalu, który czuli do śmierci. I w jakimś wymiarze trwa on do dzisiaj, dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Jestem tego przykładem. Warto czytać takie pozycje, by zrozumieć geografię podziałów politycznych na mapie Polski najbardziej uwidaczniających się podczas wyborów. By pojąć moje i mnie podobnym poczucie życia na cudzym, które czułam od zawsze. Budowano we mnie tożsamość, ucząc ogólnej historii Polski, bo ta regionalna jakoś tak zawsze, prędzej czy później, kończyła się na Niemcach. W szkole uczyłam się tańców narodowych od oberka na krakowiaku i kujawiaku skończywszy, bo jakiż to taniec regionalny był kultywowany na Pomorzu Zachodnim? Wielkie banery, które jeszcze w latach 80. widziałam w Szczecinie, zapewniające o polskości ziem trąciły fałszem, kiedy spod tynków domów w moim mieście do dzisiaj wyłażą niemieckie napisy, a na które, jako dzieci, natykaliśmy się stale. A piękny park, do którego chodzą właściciele z psami na „poranną i wieczorną toaletę”, to niemiecki cmentarz, którego części grobów jeszcze tu i ówdzie wystają spod ziemi, a których elementy zostały rozniesione po okolicy do różnych celów. Jeden z nich służy jako stoper przed wjazdem między garaże. Na szczęście polityka „germanożerności” już minęła. Jest dużo lepiej. O niemieckiej przeszłości mojego miasta mówi się wprost, a nawet pielęgnuje. Nawiązujemy przyjaźnie między miastami. Jdnak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dorastałam z Ukraińcami z akcji „Wisła”, będącymi w podobnej sytuacji, jak moja rodzina. Trochę groteskowej – my z Kresów uciekający przed Ukraińcami, Ukraińcy przesiedleni na siłę tak, jak my i oba narody na poniemieckich ziemiach. Nikt tak naprawdę u siebie. Takiego u siebie, z taką pewnością swojego z dziada pradziada, jak na przykład Podhalanie. I, mimo że jest już tyle lat po wojnie, moje odczucia nie różnią się od tych odczuwanych tuż po niej przez jednego ze wspominających na temat przesiedlanych Niemców – "Świadom byłem, że w jakimś stopniu łączy nas wspólny nieszczęśliwy los. Nas, zmuszonych przez banderowców do ucieczki z rodzinnych stron, i ich, którzy ponoszą teraz konsekwencje rozpętania wojny przez jednego diabła". Może dlatego tak bardzo utożsamiam się ze słowami jednej z relacjonujących kobiet – "Wędrówka, te wszystkie zabiegi, żeby urządzić się na Ziemiach Zachodnich, zasiedlając cudze kąty, jest bezsensowna, niesprawiedliwa. Sprawiedliwe jest powrócić do rodzinnego domu". Tylko, gdzie jest ten mój rodzinny dom Wyszyńskich? naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945