rozwiń zwiń

My zdies' emigranty

Okładka książki My zdies' emigranty
Manuela Gretkowska Wydawnictwo: W.A.B. Seria: ...archipelagi... literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
...archipelagi...
Data wydania:
1999-05-01
Data 1. wyd. pol.:
1999-05-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
83-87021-82-2
Średnia ocen

                5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup My zdies' emigranty w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

My zdies' emigranty



książek na półce przeczytane 1686 napisanych opinii 759

Oceny książki My zdies' emigranty

Średnia ocen
5,6 / 10
580 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
41
13

Na półkach:

Pierwsza powieść Manueli przyjęta przeze mnie w latach debiutu z pewną ekscytacją, bo czasy były takie a nie inne, a ja trochę młodszy. Czy się broni po latach? Zasadniczo tak, szczególnie dla ludzi czujących klimat epoki, jak słynne Jest Dawida Bienkowskiego. Daję wysoką ocenę, bo wbrew pozorom (krytyka często nie na miejscu) to dobra literatura.

Pierwsza powieść Manueli przyjęta przeze mnie w latach debiutu z pewną ekscytacją, bo czasy były takie a nie inne, a ja trochę młodszy. Czy się broni po latach? Zasadniczo tak, szczególnie dla ludzi czujących klimat epoki, jak słynne Jest Dawida Bienkowskiego. Daję wysoką ocenę, bo wbrew pozorom (krytyka często nie na miejscu) to dobra literatura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1058 użytkowników ma tytuł My zdies' emigranty na półkach głównych
  • 907
  • 151
133 użytkowników ma tytuł My zdies' emigranty na półkach dodatkowych
  • 76
  • 17
  • 14
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki My zdies' emigranty

Inne książki autora

Okładka książki Dobranocki na Gwiazdkę Grażyna Bąkiewicz, Justyna Bednarek, Paweł Beręsewicz, Zofia Beszczyńska, Manuela Gretkowska, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Beata Ostrowicka, Zofia Stanecka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Agnieszka Tyszka
Ocena 7,9
Dobranocki na Gwiazdkę Grażyna Bąkiewicz, Justyna Bednarek, Paweł Beręsewicz, Zofia Beszczyńska, Manuela Gretkowska, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Barbara Kosmowska, Beata Ostrowicka, Zofia Stanecka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Agnieszka Tyszka
Manuela Gretkowska
Manuela Gretkowska
Pisarka, scenarzystka, felietonistka, działaczka społeczna, założycielka Partii Kobiet. Zwyciężczyni plebiscytu czytelników "Wysokich Obcasów" na Polkę Roku 2007. Nagrodzona Fenomenem 2006 przez redakcję tygodnika "Przekrój" oraz Elle Style Award 2007 w kategorii: Osoba Publiczna. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W Krakowie współpracowała z pismem "brulion". W roku 1988 wyjechała do Francji i w Paryżu ukończyła antropologię w École des hautes études en sciences sociales. Na początku lat 90. wróciła do kraju. Była zastępczynią redaktorki naczelnej "Elle", a potem dyrektorką literacką tego pisma. Pisała felietony do "Elle", "Cosmopolitan", "Wprost", "Polityki", "Machiny", "Cogito". Pracowała jako asystentka Józefa Czapskiego. Manuela Gretkowska debiutowała powieścią "My zdies' emigranty" (1991), w której w sposób ironiczny opowiedziała o doświadczeniach młodego pokolenia ludzi wyjeżdżających z Polski. Następne trzy książki Gretkowskiej opisywały żywot zamieszkałej we Francji współczesnej bohemy artystyczno-intelektualnej. W tym czasie pisarka zyskała opinię skandalistki i postmodernistki. Proza Manueli Gretkowskiej unikała patetycznego języka, bliżej jej było do lekkości i uszczypliwości eseju. W roku 1997 wyjechała do Szwecji. Jej książki tłumaczone były na języki: węgierski, serbski, ukraiński, litewski, rosyjski, niemiecki, hiszpański i fiński.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Opowieści przebrane Wojciech Kuczok
Opowieści przebrane
Wojciech Kuczok
Opowiadanka to raczej niż opowiadania, ale dały mi sporo frajdy. Na ostatniej stronie okładki autor zdradza, że pisał je, mając dwadzieścia kilka lat, „na gorąco”, „w biegu”. ”Jakbym się bał, że możliwość pisania została mi dana tylko na chwilę”. Ten pośpiech jest odczuwalny w pierwszych utworach, ale to nie pośpiech owocujący niedopracowaniem czy bylejakością. To pośpiech w sposobie pisania, w rytmie, zachęcający do połykania kolejnych stron, kolejnych historyjek. Sprawił, że czytałem tę książkę, jakbym bał się, że zaraz mi ją ktoś zabierze, wyrwie z rąk i wrzuci do pieca. Dziwaczne, bo musiałby zejść do piwnicy i nieposprzątanej „kotłowni”. Odradzam i obiecuję, że lada dzień będzie czyściutko. Na chwilę jakąś, na czas wystarczający na przeczytanie kolejnej książki. Sporo w tych opowiadaniach dziecięcych, młodzieńczych bohaterów, to zresztą już nie raz się Kuczokowi przytrafiało, jak choćby w najsławniejszej jego książce - „Gnój”. Tej, na podstawie której nakręcono „Pręgi”. Niby to tylko jeden akapit słowa od autora na ostatniej stronie okładki, ale jest w nim sporo informacji. Na przykład ta: „Przyszedł czas na to, by przebierając w plonach tych gorączkowych łapanek, zrobić nich książkę nie tyle przemyślną, ile przemyślaną.” Ja tego ogólnego zamysłu nie potrafię dostrzec, a tym bardziej wyartykułować, ale nigdy nie potrafiłem mówić o tym, „co poeta miał na myśli”. Tyle tylko, że od dawna mam to w nosie, albo innym otworze ciała — zależnie od nastroju. Książki czytam i odczuwam to, czy tamto, nie potrzebuję ich tłumaczyć. A Kuczok nieodmiennie mnie zachwyca warsztatem. Potrafi używać słów. Bez względu na to, o czym opowiada, widać, że robi to Pisarz, a nie grafoman.
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na 7 7 lat temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na 6 3 lata temu
W czerwieni Magdalena Tulli
W czerwieni
Magdalena Tulli
Gdyby to była realistyczna książka, można byłoby ją zaliczyć do literatury, powiedzmy z nurtu “radości z odzyskanego śmietnika”, bo tu m. in. tak ukazany ukazany świt Niepodległości w 1918 r. Ale to książka, w której fabuła ma najmniejsze znaczenie. W przeciwieństwie do języka, bo fraza znów niezwykle oryginalna, jak w niedawno czytanej “Skazie”, której jednak ta książka nieco jednak ustępuje. Oryginalna to rzecz, do czego Autorka ma wybitną skłonność i aczkolwiek tematycznie zupełnie inna niż tamta, to pokrewieństwo z nią zdradza m. in silnie zaakcentowana bezcelowość ludzkich starań… Język także na tym samym mistrzowskim poziomie. Jako wyborna stylistka, Tulli posługuje się zdaniami, jakich przeciętny Autor dziś już nie tworzy, a przeciętny czytelnik nie trawi. Dla mnie to oczywiście największa wartość, zaraz po oniryczności tej prozy. Na szczęście to nie żadne reality, zwłaszcza że w centrum narracji jest rozpad rzeczywistości, kres marzeń głównych bohaterów, szaleństwo czy śmierć ważnych mieszkańców fikcyjnych Ściegów, leżącego gdzieś nad morzem miasteczka z pruskiego zaboru. Autorka na szczęście nie przywiązuje wagi do topograficznych i nie tyko szczegółów, dzięki czemu wraz z nią dajemy się ponieść fali niezwyczajnych zdarzeń. Magdalenie Tulli bliżej tu do klimatów Schulza czy Marqueza niż do dokumentowania historii, która jest tylko pretekstem do ukazania oryginalnych bohaterów poszczególnych części Autorka nie byłaby sobą, gdyby obok braku tradycyjnej narracji wprowadziłaby tu jednego bohatera. W centrum są tu bowiem kolejno trzy osoby, będące główną osnową każdej z trzech części, poświęconych kolejno: cierpieniu, konsumpcjonizmowi a na koniec szaleństwu. To taki niezwyczajny świat, w którym np. pieniądze z czasem bledną a zdjęcia ciemnieją. “To zły znak, najgorszy jaki może być [to ich zdjęcia ciemnieją] – denerwowały się pokojówki. – Wy głupie, pod koniec oszczędzał odczynniki, ot i wszystko – śmiał się z nich chłopiec od aptekarza, który znał się na rzeczy”. I tak do końca ten nieskończony dialog między tym co nierzeczywiste, a tym, co realne…. Nieco cytatów dla zachęty: “Byli to bowiem weseli grenadierzy o twardych sercach, którym życie wydawało się wszystkim, czego tylko można zapragnąć i czym prawie nigdy nie bywa”. “W fabryce płyt gramofonowych Neumanna szlachetne tenory, butne barytony, budzące grozę lub wesołość basy i przejrzyste jak szkło soprany wtłaczano z pomocą niemelodyjnie hałasujących maszyn w czarną materię ebonitu, gdzie pozostawały niewidoczne, lecz słyszalne, na zawsze owinięte w bawełnę niezrozumiałych włoskich słów”. “Garnizon szwedzki lepszy jest od rosyjskich, pruskich i austriackich pod każdym względem, tak jak szwedzki zabór lepszy jest od wszelkich innych możliwych zaborów”. “Werble, rechocąc prostacko, podawały takt dufnym puzonom, trąbka trąbiła, że życie jest piękne, a skrzypce, ledwo nadążając, z pijackim łkaniem skarżyły się, że za szybko ucieka”. “Proklamację o utworzenie Królestwa Polskiego odczytał mieszkańcom Ściegów drugi z kolei niemiecki komendant miasta”. “Nie było już w Ściegach niczego, co odwróciłoby uwagę cudem ocalałych żołnierzy od kałuży piwa na stole, po której wozili palcami, otwierając kanały łączące odległe jeziora, przekształcając małe zatoczki w ogromne oceany, zatapiając ostatnie skrawki suchego lądu”. “Kiedy gotyckie litery kolejowych napisów stały się już prawie niewidoczne, gimnazjaliści pozrzucali tablice wespół z uczniami szewskimi i piekarczykami. Podeptali niemieckie napisy i odebrali broń żołnierzom z kolejowego patrolu”. “Trzecim i ostatni niemieckim komendantem Ściegów był pijanym feldfeblem, nawykłym do dźwigania papierów i wycierania rękawem krzeseł. Jego samozwańcze rządy utrzymały się od śniadania do obiadu”. “Nikt już nie płakał, nawet narzeczone zabitych szeregowców. Zabrakło bowiem soli, która jest – jak wiadomo – esencją łez”. “Zagłodzeni oberwańcy wypatrywali po kałużach jakiegoś kartofla, żeby go podnieść i zjeść, choćby na surowo. Ale nie było ani jednego, bo skąd miałby spaść?”. “Na straganach leżało wszystko oprócz żywności. Ta jakby zapadła się pod ziemię, kryjąc się przed niepewnymi koronami polskimi i niemieckimi markami”. “Znali się na wszystkim, mogli od ręki sprzedać fałszywe portugalskie paszporty oficerom Wrangla albo na zlecenie upłynnić pakiet bezwartościowych przedwojennych akcji kolei transsyberyjskiej”. “Tango nieustępliwym rytmem pulsowało w skroniach pod kropelkami potu, przez chwilę każdy brał jego brutalność za własną i ledwo utrzymywał ją w ryzach, z fordanserką w jaskrawym makijażu balansując na przeciągniętej strunie, na granicy światła i mroku, miłości i nienawiści, życia i śmierci”. “Wyruszył do Buenos Aires w trumnie obłożonej lodem, z kopią listu przewozowego przyklejoną na wieku, mając w plecach ranę od sprężynowego noża”. “– Czy ja żyję? – pytał właściciel hotelu niknącym głosem. – Sam pan wie, drogi panie Lapidus - odpowiadał doktor, odkładając słuchawkę. – Skoro pan zadał pytanie, zna pan i odpowiedź”. “– Życie – mówił – samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre. Tak samo śmierć. Cała rzecz w proporcjach. Niestety, drogi panie, jak ze wszystkim, tak i z tym, najtrudniej utrafić w punkt”. “Chorzy na tyfus marudzili długo, nie mogli się zdecydować, czy chcą żyć, czy umrzeć. – Wyzdrowieć? Żeby znowu obnosić nicowane łachy? – za plecami śmiali się szorstko z doktora”. “Rozeszły się pogłoski o jakimś krawcu z gromadą dzieci, który po śmierci, tak jak za życia, spędzał dnie i noce nad robotą. O młodej matce, która nie chciała położyć się do trumny, zajęta kołysaniem niemowlęcia. O jedynaczce, której dla świętego spokoju pozwolono nacieszyć się nową lalką. Jakiś zazdrosny mąż rzekomo pragnął uniemożliwić wdowie ponowne zamążpójście, jakaś skąpa żona po śmierci codziennie przeglądała domowe rachunki, szukając dziury w całym”. “Nikt nie zapłakał. Ani nad kupcami, którzy spłonęli, zabarykadowani w swoich sklepach. Ani nad szwaczkami pogrążonymi w ciemnościach. Ani nad pijanymi marynarzami, którzy poszli na dno. Ani nad oszukanymi żołnierzami wielkiej wojny. Ani tym bardziej nad małpami”. “Kolejne wydarzenia zagubiły się w nadciągającym mroku, spowolniały w mroźnym powietrzu. Skąd brać nowe opowieści?”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 29 dni temu
Lubiewo Michał Witkowski
Lubiewo
Michał Witkowski
Zrobiłem sobie mały powrót do korzeni z twórczością Witkowskiego i sięgnąłem po jedną z jego pierwszych książek. Pod kątem formy nie jest może szczególnie zaskakująca, w zasadzie dostałem to czego się spodziewałem i coś co na łamach powieści Witkowskiego przewija się nieustannie, czyli cioty i luje. Ale tym razem mamy tu podział na dwie wyraźne części - geograficzne i historyczne. Bo to z jednej strony opowieść o homoseksualnym Wrocławiu, o jego zaułkach, parkach, barach, z drugiej zaś Michaśka rusza do Lubiewa, czyli "pasa dzikich plaż rozciągających się na odcinku kilkunastu kilometrów pomiędzy Międzyzdrojami a Świnoujściem", gdzie cioty przyjeżdżają na wakacje i próbują poderwać lujków (czyli heteroseksualnych mężczyzn). Na gruncie historycznym to opowieść o homoseksualizmie w czasach PRL, ale też o czasach teraźniejszych (no dobra pierwsze wydanie to 2005 rok) i o tym jak geje się odnaleźli po transformacji ustrojowej. U Witkowskiego przewija się cała galeria rozmaitych postaci. Zresztą, jak zrozumiałem, tak powstał później "Wielki atlas ciot polskich", czyli komiksowa adaptacja "Lubiewa". Poznajemy te cioty, wysłuchujemy ich opowieści, czytamy o ich przygodach (w końcu to powieść przygodowo-obyczajowa). Ba, nawet poznajemy różne "gatunki ciot", są cioty pobożne, parkowe itd. Zresztą warto zauważyć, że Witkowski w swojej powieści, schodzi do czeluści ciotowskiego świata. To też motyw, który nie spodobał się "Gazet Wyborcz" (jak mawiają bohaterowie książki), że cioty i geje to trochę inne kategorie homoseksualizmu, że Witkowskiego nie interesują geje z klasy średniej, które spotykają się w barach, lecz grając trochę na nostalgicznej nucie, interesują go cioty sponiewierane przez los, biedne, z rozrzewnieniem wspominające PRL. Ten rozdźwięk jest też widoczny na plażach Lubiewa, gdzie spotykają się dwa pokolenia gejów nie potrafiące znaleźć wspólnego języka. To w zasadzie monografia całej ciotowskiej kultury w czasach PRL, bo zobaczymy jak to się odbywało w parkach, koszarach, jak się podrywało, ale też jak mogły się kończyć takie historie. To cały anturaż obejmujący słownictwo jakim wypowiadają się bohaterowie książki, piosenki, które śpiewają, gesty, mimikę, papierosy, które palą. Miał to być "ciotowski Dekameron", ale w sumie trudno nie odnieść wrażenia, że przechadzamy się tu po różnych kręgach piekła. Jak wspomniałem, no kojarzę autora z innych powieści, więc w sumie tutaj mógłbym napisać to co dawniej, że jest zabawnie i humorystycznie, że jest obrzydliwie i wulgarnie, że w sumie to mimo wszystko lubię ten styl i co jakiś czas mam dziwną potrzebę do niego wrócić i poczytać o ciotach oraz lujkach, że Witkowski potrafi pokazać, że jest pisarzem inteligentnym, oczytanym, że trochę filmów w życiu obejrzał. Mimo, że jest to tematyka dość specyficzna i totalnie nie w moich klimatach, to u Michaśki zawsze jest ciekawie.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na 7 3 miesiące temu
Kocham Paula McCartneya Joanna Szczepkowska
Kocham Paula McCartneya
Joanna Szczepkowska
Jeśli ktoś ma niedosyt książek dziejących się w powojennej Warszawie, powinien koniecznie tu zajrzeć. Ta powieść to podróż do lat sześćdziesiątych XX wieku, do kamienic i podwórek starej Ochoty. Żyły tam sobie cztery małe przyjaciółki, które kochały się w czterech muzykalnych chłopcach z Liverpoolu. Ich życiu towarzyszył tajemniczy starszy chłopak bardzo podobny do Paula McCartneya, przesiadujący w kawiarni "Halinka", kwiaciarka, manikiurzystka, jakiś Cygan, sympatyczny kierownik mięsnego sklepu i sporo innych już nie tak sympatycznych postaci. Jedna z tych dziewczynek, już jako dorosła kobieta i utytułowana dziennikarka, usiłuje poukładać swoje sprawy, ale nie może ich zobaczyć we właściwym świetle, dopóki nie uporządkuje i nie wyjaśni tego, co zdarzyło się lata temu i co sama nabroiła... Jest więc tajemnica, jakieś stare dziwne fotografie, wspomnienia młodzieżowych festiwali muzycznych i spotkanie po latach czterech różnych kobiet złączonych wspólnym doświadczeniem przeszłości. Powieść jest fikcją, ale wydaje się, że Autorka opisując lata sześćdziesiąte sięga do własnych wspomnień. Czasy niełatwego bytowania w gomułkowskiej rzeczywistości, odpryski sławetnej afery mięsnej, żydowski exodus z 1968 roku, stają przed oczami jak żywe. I też czasy, kiedy zabawka z Zachodu, mebel zdobyty po wielu dniach stania w ogonku, książka, kolorowe rajstopy czy czajniczek z gwizdkiem mogły stać się powodem głębokiego konfliktu i wzajemnej niechęci. No i też czasy paranoi, gdzie państwo bezwzględnie tropi wroga wśród obywateli, zwykli ludzie zaś wierzą bezkrytycznie w tajemniczego wybawiciela, który ich broni, pomaga i wspiera (oficer podziemnego lotnictwa, jeden z pięciu na świecie - dacie wiarę? wow!). Cała historia wydaje mi się mało prawdopodobna a niektóre wątki jakoś słabo posklejane ale książka ma w sobie elegancję, delikatność i dużą siłę wyrazu - tak jak Pani Szczepkowska, która zresztą, przy interpretacji audiobuka dała prawdziwy pokaz aktorstwa przez wielkie A. Dawno, dawno temu, dwie boginie polskiej sceny - J. Szczepkowska i K. Janda, pokłóciły się na śmierć i życie. Nie ma nawet co wnikać w przyczyny tego konfliktu ani stawać po stronie tej czy innej artystki. Tak się tylko zastanawiam, czy te tak rażąco niskie i chyba nieco niesprawiedliwe oceny tej powieści nie są jakiś dalekim odpryskiem starej burzy?
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 1 rok temu
Mojry Marek Soból
Mojry
Marek Soból
„Nikt, kto przeżył obóz, kto spędził w nim wiele lat, tak jak ja, nikt taki nie jest całkiem normalny, zawsze będą do niego wracały wszystkie te nieznajome ciała leżące na kupach”. - „Mojry” - Marek Soból▪️. Trzy kobiety, trzy Mojry, trzy różne światy a łączy je .... miłość, cierpienie, ból, przeznaczenie, wiara, samotność i kobiecość▪️🌱Pierwsza z nich to, starsza pani mieszkająca we Francji a duszą i sercem oddana we władanie magicznemu miastu jakim jest Kraków, bo pamięta stary Kazimierz, kominy i Holokaust i czasy, które bolały ale były tak piękne, bo przepełnione miłością, ze warto do nich wracać▪️🌱Druga kobieta -mojra, to pielęgniarka z dziecięcego oddziału onkologii, gdzie smierć mówi jej „dzień dobry” i drwi z niej w każdej sekundzie. Cierpi po stracie miłości, nie potrafi się odnaleźć, szuka ukojenia, zrozumienia i empatii▪️Dziki i namiętny taniec, łączy ja z pierwsza mojrą. Gdzie łzy znajdują swoje ukojenie, gdzie choć na chwilę zapomina o przeszłości▪️🌱 Trzecia mojra, to polska kurtyzana, która jak nikt inny rozumie co to bieda, przemoc, brak perspektyw na przyszłość, brak rodziny, miłości i dzieci▪️ Paradoksalnie znajduje nic porozumienia z drugą mojra. Ta znajomość to coś więcej niż tylko kobieca solidarność▪️Te, trzy współczesne boginie, łączy siła i nadzieja, walka i odwaga. Ta książka daje tyle siły i wiary, ze na długo zostaje w pamięci▪️ Porusza i zmusza do refleksji▪️🌱Książka od mężczyzny dla kobiety▪️
Bożenka Wykurz - awatar Bożenka Wykurz
ocenił na 8 6 lat temu

Cytaty z książki My zdies' emigranty

Więcej
Manuela Gretkowska My zdies' emigranty Zobacz więcej
Manuela Gretkowska My zdies' emigranty Zobacz więcej
Manuela Gretkowska My zdies' emigranty Zobacz więcej
Więcej