Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych

Okładka książki Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych
Mieczysław Smolarski Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: SF [Wydawnictwo Poznańskie] fantasy, science fiction
244 str. 4 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
SF [Wydawnictwo Poznańskie]
Data wydania:
1988-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1988-01-01
Liczba stron:
244
Czas czytania
4 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8321007023
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych

Średnia ocen
6,5 / 10
82 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
357
346

Na półkach: , ,

,,Miasto Światłości" Mieczysława Smolarskiego to powieść bez wątpienia ciekawe, jakże interesująca – szczególnie pod względem fabuły, języka i młodopolskiej stylistyki, młodopolskich naleciałości. Jest to książka, która wymaga skupienia i zaangażowania ze strony czytelnika. Jest to rodzaj powieści, który ostrzega i przestrzega przed światem, który zdołaliśmy rozwinąć do tego stopnia, że już nigdy nie zdołamy go uchronić od zatracenia i całkowitego skończenia. To też książka o człowieku, który jako jednostka nic praktycznie nie znaczy, ale jako jednostka posiada wolną wolę, umiejętność zjednywania ludzi, etc...
To również książka o tym, że bujnie rozwinięta technika, która zatraca w sobie kulturę, sztukę i pewne wzorcowe normy wiedzie na zatracenie człowieka, dając mu złudną ułudę spełnienia, szczęścia i dostatku.
Mam wrażenie, że powieść ta w szczególny sobie sposób wybrzmiewa w dzisiejszych czasach, w których dane nam było żyć i walczyć o swój los. Idealnie wpasowuje się w wygląd człowieka z dzisiaj, idealnie nawiązuje do przyszłości (pisarz pisał swoją powieść w latach dwudziestych XX wieku!) i obrazu obecnego świata. Warto jest skonfrontować fabułę i życie dnia doczesnego, zwyczajnie codziennego. Można wyłapać wiele aluzji, można odszukać wiele wizji, które stały się faktem. Polecam zmierzyć się z tą powieśćią!

,,Miasto Światłości" Mieczysława Smolarskiego to powieść bez wątpienia ciekawe, jakże interesująca – szczególnie pod względem fabuły, języka i młodopolskiej stylistyki, młodopolskich naleciałości. Jest to książka, która wymaga skupienia i zaangażowania ze strony czytelnika. Jest to rodzaj powieści, który ostrzega i przestrzega przed światem, który zdołaliśmy rozwinąć do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

359 użytkowników ma tytuł Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych na półkach głównych
  • 233
  • 121
  • 5
66 użytkowników ma tytuł Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych na półkach dodatkowych
  • 48
  • 6
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka polskiego Stanisław Baliński, Jan Barszczewski, Wacław Filochowski, Konstanty Górski, Stefan Grabiński, Józef Korzeniowski, Zygmunt Krasiński, Antoni Lange, Stanisław Lem, Bolesław Leśmian, Janusz Meissner, Franciszek Mirandola, Anna Olimpia Mostowska, Józef Maksymilian Ossoliński, Józef Relidzyński, Władysław Stanisław Reymont, Bruno Schulz, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Józef Tyszkiewicz, Sygurd Wiśniowski, Roman Zmorski
Ocena 7,5
Opowieści niesamowite z języka polskiego Stanisław Baliński, Jan Barszczewski, Wacław Filochowski, Konstanty Górski, Stefan Grabiński, Józef Korzeniowski, Zygmunt Krasiński, Antoni Lange, Stanisław Lem, Bolesław Leśmian, Janusz Meissner, Franciszek Mirandola, Anna Olimpia Mostowska, Józef Maksymilian Ossoliński, Józef Relidzyński, Władysław Stanisław Reymont, Bruno Schulz, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Józef Tyszkiewicz, Sygurd Wiśniowski, Roman Zmorski
Okładka książki Polska nowela fantastyczna. Niezwykły kryształ Stanisław Baliński, Jerzy Bronisław Braun, Feliks Burdecki, Kazimierz Czyżowski, Ferdynand Goetel, Stefan Grabiński, Aleksander Junosza-Olszakowski, Mieczysław Krzepkowski, Rafał Malczewski, Antoni Marczyński, Janusz Meissner, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Roman Umiastowski, Aleksander Wat, Leonard Życki
Ocena 6,7
Polska nowela fantastyczna. Niezwykły kryształ Stanisław Baliński, Jerzy Bronisław Braun, Feliks Burdecki, Kazimierz Czyżowski, Ferdynand Goetel, Stefan Grabiński, Aleksander Junosza-Olszakowski, Mieczysław Krzepkowski, Rafał Malczewski, Antoni Marczyński, Janusz Meissner, Mieczysław Smolarski, Jerzy Sosnkowski, Roman Umiastowski, Aleksander Wat, Leonard Życki
Mieczysław Smolarski
Mieczysław Smolarski
Polski poeta, prozaik, historyk literatury. Studiował na Wydziale Prawa UJ; także: literaturę, historię sztuki i filozofię. Jako poeta debiutował w 1909 na łamach kwartalnika literacko-artystycznego „Lamus". W 1911 uzyskał doktorat na podstawie pracy Poezja legionów. Czasy, pieśń i jej dzieje. Od 1912 do 1913 przebywał w Paryżu, zbierając materiały do pracy habilitacyjnej Wolter a Polska. Od 1914 pracował w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, później przeniósł się do Zakopanego, gdzie w latach 1916-1918 był nauczycielem prywatnego gimnazjum. Od 1918 zamieszkał w Warszawie. Zastępca dyrektora Biura Rady Senatu, naczelnik Wydziału Prac Parlamentarnych w Biurze Sejmu. W 1929 założył (działające do 1937) Zrzeszenie Beletrystów Polskich. Od 1945 do 1946 pracował na stanowisku zastępcy kustosza w oddziale Muzeum Narodowego w Nieborowie. Wygłaszał odczyty, brał udział w wieczorach autorskich. W 1951 powrócił do Warszawy. W ostatnich latach życia niemal całkowicie poświęcił się pisaniu powieści dla młodzieży
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Arsenał Marek Oramus
Arsenał
Marek Oramus
Książki o pierwszym kontakcie to z jednej strony stała w literaturze sci-fi, z drugiej jednak zawsze będzie to loteria – czy autor czegoś nie powieli? Czy to będzie świeże spojrzenie? Czy da się jeszcze coś nowego w tej kwestii napisać, czy to już tylko mielenie tego samego schematu i temat raczej został wyczerpany? Marek Oramus bierze się za bary z problemem pierwszego kontaktu w swojej drugiej książce pt. Arsenał. Czy jest w tej pozycji coś nowego i ekscytującego? Tytułowy Arsenał to sonda kosmiczna w kształcie chmury i pyłu, która przybywa w okolice gazowych gigantów. Dociera do niego ekspedycja z Ziemi a do kontaktu z Arsenałem zostaje wytypowany Adam Nyad – buntownik i kabotyn, który początkowo staje w poprzek kapitana statku. Szybko jednak okazuje się, że Ci najbardziej podporządkowani są przez sondę ignorowani, a to Adam wydaje się najbardziej ciekawą dla Arsenału postacią. Oramus w Arsenale przedstawia kilka problemów na wielu płaszczyznach. Po pierwsze mamy tutaj problem wspomnianego pierwszego kontaktu – jak może przebiegać, czego możemy się spodziewać i jak to się może skończyć. Po drugie, są tu rozważania na poziomie religijnym - czy i jak intepretować to co dzieje się w kontaktach pomiędzy Adamem a Arsenałem. Ile jesteśmy w stanie poświęcić, żeby udobruchać obcą cywilizację? Wątki religijne zostały mi zresztą potwierdzone przez samego autora. Adam i Arsenał prowadzą ze sobą pojedynek myślowy – intelektualny. Zacierają się tutaj granice rzeczywistości. Nie wiemy często, gdzie zaczyna się fantazja a zaczyna prawdziwy świat przedstawiony. Ogromna moc Arsenału cały czas grozi spustoszeniem umysłu Adama, który staje się pośrednikiem pomiędzy obcą cywilizacją a Ziemią. Ludzie z góry natomiast skazani są na porażkę – Arsenał uznaje ich za słabych w ich materialnych powłokach, których powinni się pozbyć. Arsenał nie jest najłatwiejszą lekturą, czasami można było się zgubić w wątkach, chociaż pytanie czy nie taki był cel autora powieści – wywołać zamieszanie równie duże które przeżywał Adam? Warto pamiętać, że przy walce z taką siłą, przegrana jest nieunikniona. Pytanie jest, co z tej klęski wyniknie.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca Jerzy Żuławski
Na srebrnym globie: Rękopis z Księżyca
Jerzy Żuławski
Wróciłem do tej klasycznej lektury po wielu latach, spodziewając się, że zrobi na mnie mniejsze wrażenie niż kiedyś. Tymczasem niespodzianka – zrobiła jeszcze większe. To nie jest urokliwa stara fantastyka, czytana z przymrużeniem oka i traktowana po latach jako ciekawostka. Żuławski miał świetne pióro i pisał pięknym językiem. Oczywiście jest on dla współczesnego czytelnika staroświecki ale nie w stopniu tworzącym jakąś barierę dla nawet średnio oczytanej osoby. Oczywiście strona naukowa książki trąci myszką ale też i wzbudza szacunek rozmachem wyobraźni, zwłaszcza gdy pomysły autora umieścimy w kontekście czasowym i technologicznym ich powstania. Weźmy chociażby ten statek-pocisk, na powierzchni Księżyca przekształcony w pojazd kołowy, ale czasem też w machinę kroczącą, o hybrydowym napędzie parowo-elektrycznym. Jednak techniczna strona wyprawy to tylko tło a cała fabuła to w zasadzie tylko pretekst, żeby napisać o czymś ważniejszym. Głęboko pesymistyczna powieść powstała w określonym momencie dziejowym, w schyłku jednej epoki i na progu kolejnej, niosącej wielkie zmiany opłacone zniszczeniem. Niepokój i niewiara w ludzkość wyzierają z każdej jej karty. Możemy opuścić Ziemię, ale wszędzie dokąd dotrzemy, tam zabierzemy ze sobą „człowieczeństwo”, które wcale nie brzmi dumnie, przynajmniej w kosmicznej wizji Jerzego Żuławskiego. A już tak mniej wzniośle to mam wydanie Wydawnictwa Literackiego z 1979 roku, ale jak pogrzebałem w Internecie, to widzę, że muszę dorwać to z 1956 roku, z niesamowitymi ilustracjami Stefana Żechowskiego.
Killick - awatar Killick
ocenił na 8 7 dni temu
Człowiek Plus Frederik Pohl
Człowiek Plus
Frederik Pohl
Podbój kosmosu to jedna z tych gałęzi nauki, ekonomii i pokonywania ludzkich słabości, która interesuje chyba w mniejszym lub większym stopniu każdego. W okresie zimnej wojny kosmiczny wyścig był elementem walki – ideologicznej, technologicznej a także światopoglądowej. Rządy głównie USA i ZSRR prześcigały się w tym co kto zrobi pierwszy – co dość ciekawe, do czasu misji Apollo 11 wyścig ten wygrywał Związek Sowiecki. Pierwszy sztuczny satelita? Sputnik-1. Pierwsza żywa istota w kosmosie? Łajka. Pierwsze udane lądowanie na innym niż Ziemia ciele niebieskim? Łuna 9. Obsesja Amerykanów żeby w końcu przegonić Rosjan była ogromna. Podobnie jest w powieści Frederika Pohla. Chociaż brzmi kusząco, Człowiek Plus to nie nazwa nowego programu społecznego wprowadzanego na terenie Rzeczpospolitej. Człowiek Plus to główny bohater książki Pohla – cyborg, ulepszony człowiek, a w zasadzie maszyna z ludzkimi elementami. Główną osią fabuły Człowieka Plus jest wyścig i założenie kolonii na Marsie. Ziemia, przeludniona, zniszczona, targana konfliktami i wciąż będąca w zimnej wojnie, stoi w punkcie zwrotnym. Albo coś się zmieni, ludzie zaczną podbijać kosmos – albo zniszczą się na swojej rodzimej planecie. Amerykanie wymyślają więc program, który ma na celu założenie stałej kolonii na Czerwonej Planecie. Zbiegiem okoliczności w centrum tego programu staje Roger Torraway – krajowy bohater, który z przerażeniem dowiaduje się, że po śmierci swojego przyjaciela musi zostać poddany fizycznym zmianom, żeby przystosować jego ciało do życia na Marsie… Człowiek Plus to ciekawa historia. To opowieść o poświęceniu, o tym jak wiele jesteśmy w stanie oddać, żeby zrealizować wizję i plany swojego państwa. To opowieść o zdradzie, o tym jak bardzo ludzie, którzy nas otaczają nie doceniają tego poświęcenia, któremu się poddaliśmy, jak bardzo chcą nas wykorzystać i zostawić, kiedy cel został już spełniony. To opowieść o niewierności, o ludzkiej głupocie, o fałszywych przyjaciołach. O samotności. Ale to też opowieść o nadziei. O ratunku. O wielkich czynach. O miłości odkrytej i wielkiej. O Bogu. A także o maszynach, które budują świadomość.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Druga planeta słońca Ogg Péter Lengyel
Druga planeta słońca Ogg
Péter Lengyel
W moich poszukiwaniach literackich, no i dobrej literatury science fiction przy okazji również znalazłem na półce w bibliotece książkę Petera Lengyela zatytułowana „Druga planeta od słońca Ogg” i jest to niezwykle oryginalna pozycja z jednej strony analogiczna jest koncepcja, która pojawia się w „Powrocie z gwiazd" Stanisława Lema, tyle, że w książce węgierskiego pisarza mamy powrót astronautów po 600 latach, oczywiście było to któreś pokolenie w kosmosie, główny bohater Eelianin Igo Vandar urodził się na statku kosmicznym, część załogi była zahibernowana i wybudzana była co jakiś czas, a część tak jak Igo właśnie całe życie podróżowali w kosmosie. A jak już trafili na ojczystą planetę, musieli się uczyć na nowo, począwszy od mowy, po tym jak funkcjonować w codziennych, rutynowych czynnościach. Ekspedycja wyruszała w roku 6100, kiedy to cywilizacja tej planety była u szczytu rozwoju i gospodarkę stać było na wysyłanie drogich ekspedycji ,żeby wyjaśnić: co za licho siedzi w tym kosmosie? Dwóch rzeczy się dowiedzieli, że istnieją jacyś Obcy, który robią rozróby w kosmosie urządzają jakieś wojny światów, żeby zagarnąć dobra planet, a tubylców wycinają w pień, albo wykorzystują jako niewolników. Ale dowiedzieli się jeszcze czegoś ciekawszego, że istnieją jacyś inni ludzie zwani homo sapiens z planety Ziemia. Co prawda na tą chwilę, 500 r. p. n. e. pożytku z nich nie ma wielkiego, ale dobrze zinterpretowali zagadnienie, że ta cywilizacja ma duży potencjał. Czyżby Eelianie zachowywali się jak Proteanie, albo Żniwiarze z „Mass Effecta”. Jedni i drudzy robili lustracje inteligentnych istot galaktyki. Pierwsi działali w dobrych intencjach, szukając sojuszników, żeby uporać się z zagrożeniem jaki robią Żniwiarze, a drudzy, żeby niszczyć na swojej drodze co się da, przy okazji pasożytniczo wykorzystywać potencjał jaki dają cywilizacje. Są dowody w uniwersum Mass Effecta, że Ziemia była przez wieki obserwowana i wnioski były wyciągane. No ale wracając, do tej książeczki, 2500 lat później Ziemianie peregrynując kosmos trafili na Eeli i znaleźli tam inny gatunek człowieka. Mogło dojść do jakiejś wojny pierwszego kontaktu, ale jednak obie, braterskie cywilizacje przekonały się do siebie, no i do tego, że potrzebują siebie, bo jest duże zagrożenie ze strony Obcych z kosmosu i trzeba walczyć w kosmicznej wojnie ramię w ramię, "za wolność naszą i waszą". Potem akcja nabrała rozpędu. Silniki rakiet zostały odpalone i wszelki sprzęt wojskowy jest przygotowany do kosmicznej walki. Oczywiście mamy mnóstwo spekulacji socjologiczno – filozoficznych co się dzieje na Eeli w roku 6700, przypominam 2500 lat temu. Poznajemy szczegółowo funkcjonowanie społeczności tej planety . No i jak zwykle w literaturze science fiction, jest mnóstwo ekologicznych postulatów, że trzeba dbać o planetę. Pod kątem filozoficznym oczywiście są moralne koncepcje jak to wszystko działa. Ale również motywy kosmiczne, że z logicznego punktu widzenia, że jeżeli istnieje jedna społeczność istot inteligentnych w kosmosie to musi istnieć takich bytów dużo więcej. Pytania są tego typu, czy cywilizacje jeśli już wpadną na siebie będą za wszelką cenę rywalizować czy znajdą sposoby na pokojową koegzystencję? Ciekawe motywy były w grach i książkach Drew Karpyshyna „Mass Effect” , klasyk to „Wojna światów” Herberta Georga Wellsa”, no i przede wszystkim „Odyseja Kosmiczna 2001”, i kolejne części, Arthura Charlesa Clarka i wiele innych pozycji książkowych, które można wymieniać praktycznie w nieskończoność. Oryginalne u Lengyela na pewno jest to, że w kosmosie ludzie nie muszą pochodzić tylko z Ziemi i nie chodzi wcale o motywy kolonizacyjne, o czym wspomina wiele książek z gatunku sf, ale ta ewolucja może przebiegać niemal identycznie na innej planecie niż na naszej Ziemi. Książkę na pewno warto przeczytać. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 8 4 lata temu
Krypta Bestii Alfred Elton van Vogt
Krypta Bestii
Alfred Elton van Vogt
Kooot! [w :] Alfred Elton van Vogt, Krypta bestii "Krypta bestii” van Vogta to zbiór opowiadań. Te opowiadania są różne, jedne dłuższe na kilkadziesiąt stron po nawet bardzo krótkie. Są to opowiadania science fiction traktujące o podróżach w czasie, o kosmicznych peregrynacjach, o relacjach z innymi rasami na gruncie obyczajowym, chociażby relacje typowo partnerskie, w kontekście damsko – męskim. Opowiadania, nawet te długie są formą krótką, nawet te teoretycznie dłuższe i skończoną, choć zdarza się, że z jednego opowiadania powstają książki, czasem nawet cykle, chociażby nasz „Wiedźmin” Sapkowskiego, inne mają potencjał, ale autorzy ich dalej nie rozwijają, bo mają inne zajęcia. Te opowiadania z tego zbioru raczej wielkiego potencjału tego typu nie mają i chyba autorowi o to dokładnie chodziło. Są krótkie treściwe, są jakimś luźnymi fragmentami rzeczywistości literackich, raczej nieskomplikowanych. W sumie ta forma ekspresji literackiej może być ciekawa dlatego warto czasem do zbiorów opowiadań zaglądać. Ja swoim zwyczajem wybieram jedno, ma ono bardzo swojski tytuł „Koot”. Fabuła opowiadania zaczyna się całkiem zwyczajnie. Kumple siedzą w knajpie, tańczą, popijają trunki, słuchają muzyki, luźno rozmawiają, itp., choć nie tylko luźno, bo w dyskursie pojawiły się tematy filozoficzne, w szczególności pytania o naturę ludzką. Do stolika tej grupy rozmówców zbliża się tajemniczy nieznajomy, bo zaintrygował go przebieg tej rozmowy, a konkretnie zagadnienie, problem jaki się pojawił w dyskursie. Zarówno czytelnik, jak i zapewne goście siedzący przy stoliku, dowiadują się, że nieznajomy spotkany w lokalu jest naukowcem,, biologiem. Postanowił zainteresować nowych znajomych pewną, dziwną historią. Otóż opowiada on niezwykłą historię, o spotkaniu z kotopodobną bestią z kosmosu. Rzecz jasna to rodzaj kamuflażu, bo zielony ludzik, czy jak tam niewyobrażalnie może wyglądać kosmita wzbudziłby niemałą sensacje, a tego przybysz z odległej planety z drugiego końca Drogi mlecznej chciał uniknąć. Bohater dokonał szczegółowej analizy anatomicznej i jest pewny, że kotem to on nie jest, czy zwykły człowiek poradziłby sobie równie dobrze, nie wiem. Tak czy siak obydwoje rozmówców człowiek i jak się okazało kosmita w ciele kota w etykietki się nie wczuwali, nazwali rozmowę spotkaniem z kotem. No i niczym bohaterowie książek Pilipiuka, ten bohater miał okazję z kotem sobie pogadać. Kotek opowiedział, że jest gościem z kosmosu, że jest studentem, który w ramach czegoś w rodzaju dyplomowej kosmicznej podróży przez galaktykę, na zakończenie studiów, poznaje cywilizacje galaktyki. Ta peregrynacja przez wielkie przestrzenie kosmosu ma trwać bagatela tysiąc lat. Szkoda. że rozmówca z Ziemi, nie zapytał ile trwają studia u nich, o i w ogóle ile żyją, wiemy tylko, że nie wiecznie, ale tyle co elfy z kilku uniwersów fantasy spokojnie zapewne. Student – kosmita - kot ma za zadanie porozmawiać z jedną istota z danego gatunku, zabrać jakiś artefakt o obdarować delikwenta życiem na tyle długim że niemal wiecznym. Kiciuś dostał od ziemianina krzyżyk z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, dowiedział się, że ziemianie są ludźmi religijnymi. No i to koniec całej historii. W sumie nie wiemy czy goście, rozmówcy z lokalu uwierzyli w tą niezwykłą historię i jak dużo czasu minęło od rozmowy z futrzakiem. Pytań byłoby więcej, ale opcji na ich zadawanie nie ma zbyt wiele. Atutem opowiadania jest, że pojawiła się możliwość do pofilozofowania. Ciekawe, czy gdyby kotek miał okazję pogadać z większą ilością ludzi to odpowiedź byłaby ta sama? No ale tego się nie dowiemy, autor również nie jest tym zainteresowany. Te opowiadanie jest interesujące. Książka jest ciekawa. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 6 5 lat temu
Twarzą ku ziemi Maciej Parowski
Twarzą ku ziemi
Maciej Parowski
Jeśli chcesz opuścić swoją strefę, musisz uzyskać pozwolenie. Pamiętaj jednak, że ta, w której mieszkasz, jest najlepszą i nie powinieneś nawet myśleć o tym, by na stałe ją opuszczać – w takim świecie żyje Neut. Gdy jego żona wyjeżdża, mężczyzna jest świadkiem wypadku i próbuje zbadać tkwiącą za nim tajemnicę. Rząd jednak właśnie do takich zachowań nie chce dopuszczać, wręcz wymuszając na obywatelach, aby ci skupili się na filmach pornograficznych i erotycznych zabawkach. Polska fantastyka socjologiczna to gatunek, który nie jest szczególnie dobry pod kątem artystycznym, co zauważył Maciej Parowski w posłowiu z 2013 do swojej powieści, „Twarzą ku ziemi”. Tę książkę napisał pod koniec lat 70. Na rynku pojawiła się zaś po raz pierwszy w 1981 roku i jeśli dobrze rozumiem: była właściwie jedną z wielu. Z jego kolegów po fachu wybił się szczególnie Janusz Zajdel, a inni twórcy, choć bardzo próbowali, w większości byli stosunkowo wtórni. Nie ma się co dziwić. W końcu te książki właściwie bazują na jednym schemacie. Mamy świat, w którym ludzie są w jakiś sposób ograniczani. Dystopię, która tylko udaje idealną rzeczywistość, lecz większość leniwych obywateli wcale tego nie zauważa i myśli, że żyje w świecie idealnym. I wtedy pojawia się ON (czasem ONA, ale jednak zwykle ON). Ten jedyny, który zaczyna zauważać, że w tym świecie nie wszystko gra. Powoli, powolutku zaś próbuje przekazać innym swoją wiedzę, kończąc na różne sposoby. Czasem mu się udaje, innym razem dołącza do rządu, kiedy indziej traci życie itd. Ówczesne książki z tego nurtu właściwie nigdy nie łamały tego schematu i „Twarzą ku ziemi” wyjątkiem nie jest. Choć Maciej Parowski był bardzo dobrym znawcą fantastyki, który dla gatunku zrobił wiele dobrego, jego powieść to po prostu dość przeciętne dzieło w swoim gatunku. W języku autora czuć pewien dobry ciężar. „Twarzą ku ziemi” to powieść dość zgrabna pod tym kątem, szczególnie że mimo głównego tematu dystopii obracającego się wokół seksualności zachowuje klasę w tym temacie. Choć gdyby ta książka była pisana dziś, pewnie byłaby tak czy siak nieco bardziej dosłowna, a niektóre ze słów byłyby używane nieco inaczej. Niemniej, od samego początku „czuć”, że Parowski wie co robi. Problem polega na tym, że jego książka gubi właściwie we wszystkich innych elementach składniowych powieści, wypadając naprawdę bardzo przeciętnie. Opis świata jest zbyt podobny do innych powieści z tego nurtu, aby mnie szczególnie zainteresował. Tematykę seksualności w sposób bardziej otwarty i naturalny poruszył już Huxley w „Nowym wspaniałym świecie”, a opresyjny rząd występuje w każdej historii tego typu. Fabuła zaczyna się od dobrej intrygi, ale następnie nieco się rozmywa i robi się wtórna; historia nie ma wybitnie dobrego tempa. Bohater również przynajmniej mnie nieszczególnie zainteresował. Po prostu był, służył, aby opowiedzieć nam o świecie, ale to byłoby właściwie na tyle. „Twarzą ku ziemi” naprawdę zdaje się niczym szczególnym nie wyróżniać, ani pozytywnie, ani bardzo negatywnie. Jeśli miałabym jednak wskazać jakiś ciekawy element do analizowania tej powieści współcześnie to byłyby chyba kwestie związane z LGBT, biorąc pod uwagę, że to obecnie głośny temat, a Parowski w swojej powieści regularnie o takich postaciach wspomina. Choć właśnie: wspomina. Nie mamy tu bohatera czy bohaterki homoseksualnej. Regularnie za to bohater (bo narracja jest pierwszoosobowa) oraz otaczający go ludzie wspominają „pedałów”, którzy robią takie a takie rzeczy. Ton ich wypowiedzi odbieram jako negatywny, ale mam wrażenie, że na tle całej tej historii wychodzi z tego pewna… ironia. Bo widzicie, postacie z jednej strony mają niekoniecznie przyjemne uwagi (np. bojąc się, że to oni byli obiektem pożądania), ale z drugiej… sami w kwestii seksualności utracili jakiekolwiek moralne zasady. Widzą źdźbło w oczach innych, a nie dostrzegają, że sami w oczach mają belkę. Nie wiem, czy Parowski właśnie to miał na myśli, ale tak to odbieram, choć jednocześnie mam wrażenie, że gdyby ta powieść trafiła do bardziej publicznej dyskusji mogłaby być pod tym kątem krytykowana. Na pewno wolę nieco wtórną fantastykę socjologiczną, która jednak ma w sobie pewien ciężar, od licznych współczesnych, typowo rozrywkowych powieści, które ignorują zwykle na przykład logikę przy światotworzeniu. Nie zmienia to faktu, że chyba jednak Parowskiego wolę jako redaktora i człowieka analizującego gatunek. Z resztą, nie bez powodu to właśnie w tym koniec końców się wyspecjalizował, bo sam w jednym ze swoich tekstów zauważył, że pod kątem pisania nie jest wybitny i jest potrzebny fantastyce w nieco innej roli. Nie każdy w końcu musi być pisarzem, aby zrobić dla literatury masę dobrego. Mała uwaga. Książkę obecnie kupicie albo buszując w antykwariatach, albo na stronie dawnego Solarisu, czyli esef.com.pl. Nigdzie indziej jej po prostu obecnie nie ma.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 6 5 lat temu
Małe zielone ludziki Krzysztof Boruń
Małe zielone ludziki
Krzysztof Boruń
Fantastyka bliskiego zasięgu. Gdzieś w Afryce pojawia się anomalia, Vortex P. Zjawisko nieznanego pochodzenia (obcy?, natura?, ktoś z Ziemi?), wykazuje spore podobieństwo do Zony z "Pikniku...". Oddziałuje silnie na ludzką świadomość i rzeczywistość fizyczną. Z miejsca staje się ośrodkiem zainteresowania rozmaitych podmiotów życia geopolitycznego - lokalne państewka, agencje wywiadu, terroryści, naukowcy, religijni nawiedzeńcy, itp. Na tym tle mamy sensacyjną fabułę. Napisane to wszystko dość sprawnie (choć jest tu kilka mielizn, gdy autor przy pomocy bohaterów rozwlekle teoretyzuje na temat ekologii, dynamiki społeczeństw, teorii władzy i państwa, geopolityki i rozmaitych aspektów parapsychologii (dziś to śmieszy, ówcześnie był to temat modny) tudzież należałoby głębiej pomyśleć nad konstrukcja postaci), na bogato, z rozmachem. Rzecz jest dość kompleksowa, uwikłanych tu mamy wiele aspektów współczesnej rzeczywistości, i wbrew pozorom, powieść niespecjalnie się zestarzała. I choć autor nie ustrzega się chwilami banału, to nie raz i nie dwa bywa interesujący w spostrzeżeniach i celny w przewidywaniach. Ciekawe też jest uczynienie główną postacią kobiety i prowadzenie narracji z tej perspektywy. Sytuacja dość niecodzienna w zaangażowanej fantastyce tamtych czasów. Gdyby ktoś skłonił autora do pewnych skrótów i poddał tekst solidnej redakcji, mogłaby ta powieść być zaliczana do jednych z najważniejszych w dorobku polskiej fantastyki. Bo takiego np. Zajdla bije na łeb w każdym, w zasadzie, aspekcie. Zajdel jednak był o wiele prostszy w interpretacji i prostszy w ogóle, każdy łatwo odkrywał przesłanie (ten zły totalitarny ZSRR). W efekcie jego popularność była znacznie szersza. Mimo wszystko dziwi mnie nadzwyczaj niska recepcja tej pozycji w świecie miłośników fantastyki. Wysłuchałem w interpretacji Katarzyny Tokarczyk. W pierwszych chwilach jej wykonanie wydało mi się trudne do przyjęcia, jednak po krótkiej chwili przyzwyczaiłem się i słuchałem z przyjemnością. Finalnie uważam, że to była zupełnie niezła robota. Może trochę zawyżam, ale uważam, że to powieść którą warto poznać. 8/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych

Więcej
Mieczysław Smolarski Miasto światłości. Powieść z dni przyszłych Zobacz więcej
Więcej