Masakra na wyspie Utøya

Okładka książki Masakra na wyspie Utøya
Adrian Pracoń Wydawnictwo: Pascal biografia, autobiografia, pamiętnik
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Hjertet mot steinen
Data wydania:
2013-07-17
Data 1. wyd. pol.:
2013-07-17
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376422015
Tłumacz:
Katarzyna Tunkiel
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Masakra na wyspie Utøya w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Masakra na wyspie Utøya



książek na półce przeczytane 1487 napisanych opinii 361

Oceny książki Masakra na wyspie Utøya

Średnia ocen
6,3 / 10
235 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
837
453

Na półkach: ,

72 minuty...tyle trwał atak terrorystyczny na wyspie Utoya w Norwegii. Dla tych, którzy znaleźli się w pułapce to całe wieki, lecz w książce to zaledwie kilka stron...
W pierwszej części Adrian Pracoń częstuje nas informacjami o sobie, które z czasem mają połączenie z późniejszymi wydarzeniami na wyspie.
Natomiast drugi rozdział, to w pierwszej kolejności zamach terrorystyczny w Oslo, a tuż po nim docieramy do sedna, czyli do tytułowej masakry.
W dalszym planie Adrian relacjonuje powrót do zdrowia fizycznego, jak i psychicznego, trudny powrót na wyspę spowodowany uroczystością uczczenia ofiar, proces oskarżonego, oraz swoje przemyślenia i wnioski których jest nieskończona ilość. Niewykluczone, że wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi.
Trudno powiedzieć czy książka ma się podobać, czy nie. Jest ona o rzezi, więc ocena tego, jak opisał ją autor jest niestosowna. Zwłaszcza, że swoje przeżycia zaczął spisywać w niedługim czasie po... znajdując się w stresie pourazowym.
Nie wyczułam chaosu, może jedynie niektóre informacje wydały mi się zbędne. Inaczej będzie je odbierał Norweg, a całkiem inaczej Polak, który patrzy w bardziej zdystansowany sposób.
Wydarzenia miały miejsce czternaście lat temu. Prawdopodobnie dla nowych pokoleń nie mają one takiego znaczenia. Czy zachęcam? Nie wiem. Patrząc oczami ofiary, która w efekcie znajduje się w traumie, można zaczerpnąć dla siebie psychologiczną stronę, jednak ogólnie patrząc, pozycja ta niewiele wnosi, lecz czy musi?

72 minuty...tyle trwał atak terrorystyczny na wyspie Utoya w Norwegii. Dla tych, którzy znaleźli się w pułapce to całe wieki, lecz w książce to zaledwie kilka stron...
W pierwszej części Adrian Pracoń częstuje nas informacjami o sobie, które z czasem mają połączenie z późniejszymi wydarzeniami na wyspie.
Natomiast drugi rozdział, to w pierwszej kolejności zamach...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

792 użytkowników ma tytuł Masakra na wyspie Utøya na półkach głównych
  • 471
  • 313
  • 8
116 użytkowników ma tytuł Masakra na wyspie Utøya na półkach dodatkowych
  • 85
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Masakra na wyspie Utøya

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Urodzony w obozie nr 14 Blaine Harden
Urodzony w obozie nr 14
Blaine Harden
Nie jest to pierwsza książka poświęcona Korei Północnej, jaką czytałam, więc wiele szczegółów dotyczących łamania praw człowieka w tym kraju nie było mi obcych. Jednak biografia Shina jest na swój sposób wyjątkowa, bo był pierwszą szerzej znaną osobą, która urodziła się w obozie dla więźniów politycznych i uciekła za granicę. Co więcej, Shin urodził się w obozie 14, uważanym za jeden z tych o najostrzejszym rygorze. Chłopak nie tylko nie znał świata poza Koreą Północną - on nie znał nawet Korei, nie poddano go "standardowemu" praniu mózgu. Urodził się w obozie, by pracować i pokutować za "grzechy" rodziców, aż do przedwczesnej śmierci - po co mu było wiedzieć cokolwiek o Korei? Wiedza o państwie to jedno, Shina nie nauczono jednak tak podstawowych rzeczy jak miłość i troska, własną rodzinę uważał za konkurentów w walce o przeżycie, a donoszenie na nich wpojono mu jako podstawowy obowiązek. Harden wielokrotnie rozmawiał z Shinem, a także z wieloma specjalistami od Korei Północnej. Potwierdzali oni wiarygodność zeznań uciekiniera - w końcu jego historii nie da się zweryfikować, wszyscy jego bliscy już zapewne nie żyją, a państwo zaprzecza istnieniu obozów. Amerykański dziennikarz zebrał jednak w całość historię Shina, przeplatając ją znanymi faktami nt. koreańskich obozów koncentracyjnych oraz życia i zwyczajów uciekinierów z Północy po przybyciu do Chin, Korei Południowej czy Stanów Zjednoczonych. Książkę pomimo trudnej tematyki czyta się zaskakująco lekko, ale głównego bohatera ciężko darzyć sympatią, nawet jeśli współczuje się mu jego doświadczeń życiowych. "Urodzony w obozie nr 14" skupia się jednak na głównym bohaterze i jego przeżyciach, warto więc wcześniej zapoznać się z inną lekturą dot. Korei Północnej (moja mocna polecajka: "Światu nie mamy czego zazdrościć" Demick), a książkę Hardena potraktować jako ciekawe uzupełnienie.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 rok temu
Nadzieja. 10 lat w ciemności Amanda Berry
Nadzieja. 10 lat w ciemności
Amanda Berry Gina DeJesus
Amanda miała 17 lat kiedy została porwana przez Ariela Castro. Zamknięta w piwnicy, przykuta łańcuchami, wielokrotnie gwałcona, głodzona... Kurde, lekturę skończyłam wczoraj i miałam wrażenie, że kilka godzin wystarczy, aby ułożyć sobie tę historię w głowie... Nie wystarczyło. Zbrodni jakich dopuścił się ten socjopata, który sam siebie nazywał "seksualnym drapieżnikiem" nie można ogarnąć umysłem. Ktoś może mi powiedzieć, że był chorym człowiekiem... może, ale choroby się leczy, te psychiczne także. Nie porywa się kobiet, aby stworzyć z nimi wyimaginowaną rodzinę. Kobiet... bo prócz Amandy Castro więził także dwudziestojednoletnią Michelle a kilka miesięcy później uprowadził Ginę, która miała zaledwie lat czternaście. Wszystkie były bite, maltretowane psychiczne, gwałcone, głodzone. Były tresowane. Przez 10 lat praktycznie nie opuszczały swoich "pokojów". Za toaletę służyło im wiadro... Rodziny zaginionych dziewcząt nigdy nie przestały ich szukać. A uwiezione nigdy nie straciły nadziei. Po 10 latach udało się. Amanda napędzana wiarą, siła i determinacją uratowała nie tylko siebie, Michelle i Ginę, ale przede wszystkim swoją córeczkę... 10 lat. 10 pi**rzonych lat. I co najbardziej szokujące - Amanda w tym czasie urodziła (w dmuchanym, dziecięcym baseniku) córeczkę oraz zapewniła jej w miarę normalne środowisko do rozwoju (to, co doprowadziło mnie do łez to stworzenie klasy, "odprowadzanie" córeczki do "szkoły" i przebieranie się za nauczycielkę, aby Joce miała namiastkę normalności). Wstrząsająca historia opisana przez Amande i Ginę (Michelle zdecydowała się wydać własną wersję historii - "Znajdź mnie"). Nasuwa się ogrom pytań, a najważniejsze z nich to: jak możliwe, że kierowca dziecięcego autobusu przez 10 lat! więził w swoim domu trzy kobiety? Jak możliwe, że sąsiedzi, jego rodzina, znajomi nie rozpoznali niepokojących symptomów choroby psychicznej u Castro? Jak wielką trzeba mieć w sobie siłę, aby przeżyć 10 lat w takim piekle? Przerażające i bardzo ważne świadectwo osób porwanych i uratowanych - nigdy nie traćmy nadziei i na uratowanie i na odnalezienie swoich bliskich. Bardzo polecam, chociaż to bardzo ciężki kaliber.
TylkoSkończęRozdział - awatar TylkoSkończęRozdział
ocenił na 8 2 lata temu
Po prostu zabijałem Artur Górski
Po prostu zabijałem
Artur Górski
7/10 Podczas podróży autem na majówkę postanowiłam wziąć jakaś książkę, która może mnie porwać a przynajmniej wciągnąć na tyle, że podróż minie mi szybko. I nie myliłam się, pisarsko Pana Górskiego jest zawsze dobrym wyborem, gdyż fabuły zawsze są niejednolite, czasem mocne a zarazem ciekawe i nie skomplikowane. Po prostu zabijałem to opowieść mężczyzny, który odsiaduje wyrok w więzieniu oczywiście za morderstwa. Typowy chłopak z patologicznej rodziny, nad którym znęcał się ojczym a matka nie wykazywała żadnej inicjatywy by obronić własne dziecko i dobrze wychować. Bohater postanawia uciec z domu po pierwszym morderstwie i tak zaczyna się dziwny zbieg okoliczności, gdzie trafia do grup przestępczych, a tam świetnie sobie radząc pnie się po szczeblach kariery. Życie w półświatku jest jemu zdecydowanie na rękę i nie ukrywa tego, popełnia wiele morderstw, o których chętnie opowiada ale totalnie nie wchodzi w szczegóły co trochę umniejsza klimatowi fabuły, gdyż momentami czytając to, ma się wrażenie, że bohater zmyśla. Na obecne czasy wydaje się tak wiele morderstw nie do uwierzenia ale na tamte lata 80/90 w Polsce życie wyglądało zupełnie inaczej, brak internetu, kamer, monitoringów ale mimo to, i tak mężczyzna w końcu został złapany w sidła policji. Artur Górski jako pisarz ma swój specyficzny styl, nie jest on wybitny ale zdecydowanie wciągający i potrafi przytrzymać Czytelnika w ciekawości.
Klaudia Kurti - awatar Klaudia Kurti
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Christiane F. Życie mimo wszystko Christiane F.
Christiane F. Życie mimo wszystko
Christiane F. Sonja Vukovic
„Życie mimo wszystko” jest uznawane za kontynuację „My, dzieci z dworca ZOO”. Jestem po obu historiach i jako czytelniczka czuje pewien mętlik. Pierwsza książka Christiane wywołuje wstrząs, współczucie, pokazuje ogromny problem nastolatków ówczesnych Niemiec. Człowiek zastanawia się, jak to możliwe, że dorośli i instytucje zawiedli? Jak to możliwe, że narkotyki i prostytucja wśród dzieci były tak powszechne? Bardzo dobra książka, warta przeczytania na każdym etapie życia. Druga książka jest z perspektywy dorosłej Christiane, opisuje swoje dalsze życie, nawroty nałogu, pobyt w więzieniu, dalsze problemy z prawem, relacje z mężczyznami, macierzyństwo, chorobę. Historia w książce jest uporządkowana, chronologiczna, podzielona na rozdziały i znowu podparta zdjęciami. Tę książkę czytało mi się dużo przyjemniej od poprzedniej. Jaki jest mój problem z „Życie mimo wszystko”? Po przeczytaniu „My, dzieci z dworca ZOO” czytelnik zakłada, że Christiane sie udało, że zawalczy o siebie, o swoje życie. W „Życie mimo wszystko ” burzy się to wrażenie. Christiane, owszem, próbuje, popełnia błędy jak każdy człowiek, stara się, ale całe swoje życie opierała na niezdrowych schematach z których sama nie chciała, a może nie miała tyle siły by wyjść. W tej książce wciąż śledzimy upadki Christiane, poważne błędy, które wpłynęły na resztę życia. Jednak to co mnie najbardziej kłuje, to to, że Christiane żałuje wydania pierwszej książki - ale pieniądze z niej wiele jej dały. Trzeba również podkreślić, że Christiane sama mówi o tym, że nigdy nie chciała wyjść z nałogu i dobrze jej, tak jak jest. Z pierwszą książką to stwierdzenie buduje bardzo mylny obraz Christiane. Obu książek nie można razem ocenić zero-jedynkowo. To jest czyjeś życie, ktoś przeżył to życie w ten, a nie inny sposób. Każdy odpowiada sam, za swoje wybory. My możemy czuć jedynie jakiś żal, jak to dalej się potoczyło. Na koniec mogę napisać, że mimo wszystko warto przeczytać obie książki. Dają nam ogląd na całe życie Christiane i to, jak niezdrowe schematy i nałóg mogą zniszczyć życie.
Julia - awatar Julia
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Kim Dzong Il. Przemysł propagandy Paul Fischer
Kim Dzong Il. Przemysł propagandy
Paul Fischer
Kiedy na uczelni pewna młoda pani od psychologii postanowiła zachęcić nas do jej dziedziny nauki, włączyła nam stary film dokumentalny. Możliwe, że była to "Defilada" Andrzeja Fidyka z 1989 roku, bo zbierając wszystkie filmy o tej tematyce, przypomniałem sobie niektóre sceny. Dziś to zapewne nikogo już nie zaskoczy, ale dla nas – młodych niedokształconych z wielkich ośrodków miejskich – było to coś niespodziewanego. Obejrzeliśmy to nawet podczas przerwy, bo nie dało się odciągnąć wzroku od tej groteski, jako że patrzyliśmy na poważny dokument, ale jednak czuliśmy zabawną żenadę. Trudno było nam uwierzyć, że to wszystko o tej Korei tak naprawdę. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że tak wciągnie mnie tematyka, która powiązana jest z drugim moim ulubionym konikiem, czyli dystopią (w fantastyce). Jeśli z koszyka z promocjami w ręce wpada mi książka o KRLD, kupuję ją i czytam. Zawsze istnieje ryzyko, że stracę czas, bo naoglądałem się wszystkich tych filmów o Korei Północnej i parę książek już posiadam, ale póki co, mam to szczęście, że każda z nich wnosi jednak do mojej wiedzy coś nowego. Nie inaczej jest z "Przemysłem propagandy" Paula Fischera. Był wart zakupu. Ostrożnie podchodzę do dokumentów oraz książek o KRLD. Jestem wyczulony na poczucie wyższości autorów – takie poczucie wyższości wyczuwalne jeśli chodzi o decyzyjność władz totalitarnego reżimu. Ocena moralna to jedno, ale ja chcę czytać o faktach i nie mam chęci przytakiwać w ocenie autorów co do tego, czy uważają coś za złe, okrutne, głupie, naiwne, godne potępienia, a tym bardziej ich zgubnej pewności siebie, co to tego, że zawsze wiedzą lepiej i są tym głosem rozsądku. To nie pierwszy raz, kiedy na początku książki miałem obawy co do takiego podejścia. Ostatecznie przyznam, że byłem przewrażliwiony. bo książka jest raczej bardzo rzetelna, nie emocjonalna. Zaskakuje ilość detali i źródeł wiedzy. Autor wykonał kawał pracy, co biorąc pod uwagę izolację kraju. Imponuje mi to. Kupując książkę, liczyłem się z powtarzalnością informacji na temat kłamstw i ogłupiania ludu, form tego ogłupiania, tępej propagandy rozłożonej na czynniki pierwsze. Tu także się myliłem. To dzieło znacznie bardziej złożone, mocno pogłębiające wiedzę, którą miałem nie tylko na temat porwań między innymi mieszkańców Japonii w celach rozwoju kinematografii koreańskiej, ale w ogóle specyfiki kina koreańskiego. Nie wyobrażam sobie bardziej zaawansowanej wiedzy, jeśli chodzi o wymienione tematy. O samym kinie pewnie napisano więcej książek, bardziej technicznych, ale ma pewno nie o samych kulisach kina północno-koreańskiego, bo tę wiedzę zdobyć z więcej niż jednego źródła było ekstremalnie trudno. Nie znam tych filmów, ale czytanie o kulisach kina fascynuje. Po krótkim wstępie lekko uchylającym to, co czeka czytelnika podczas lektury, czytamy aż dziewięć podrozdziałów pozwalających zrozumieć główne postaci, czyli słynną południowo-koreańską parę z przemysłu filmowego – reżysera Shina i Madame Choi oraz syna przywódcy KRLD. Obaj Kimowie zresztą są w książce opisani, ale propaganda była akurat domeną Kim Dzong Ila, tak więc to jego postać autor stara się opisać jak najdokładniej, a robi to za pomocą wywiadów, raportów oraz dostępnych publicznie materiałów. Chociaż historia dwóch Korei nie jest najważniejszym punktem książki, sporo miejsca jest jej poświęcone ze względu na jej nierozłączność z przekazem propagandy. Porwania zaczynają się dopiero w następnym rozdziale, ale zanim do nich dochodzi, czytelnik zapoznaje się z historią kina obu Korei, które po Wojnie Koreańskiej jakby konkurowały ze sobą. Nie będzie tajemnicą, jeśli sprostuję, że sytuacja finansowa obu krajów szybko wpływała na wyniki odbioru filmów. Najciekawsze są te początki kina, tuż po wojnie, kiedy bieda w Korei Południowej nie tylko odbijała się w jakości filmów, ale nawet jakości polityki. To uwaga na inną lekturę, inny czas, ale bardzo ciekawiły mnie przemiany zachodzące w południowym kraju, który dziś znamy ze sporego bogactwa, nowoczesności, raczej cywilizowanej polityki. Otóż po wojnie oba kraje nie różniły się od siebie tak bardzo. Te różnice powstawały z czasem, kiedy jak zwykle kapitalizm bogacił jednych, pogłębiał różnice zarobków, a Korea opętana komunizmem dosyć szybko równała w dół, tłumacząc to sobie sankcjami międzynarodowymi – ale wiemy przecież, że komunizm działa jak pasożyt, wzbogacając obywateli szybko, nieuczciwie, aby za moment zdechnąć z braku żywiciela. Wizja obu Korei przedstawiona jest na tle filmów. Autor zwyczajnie ma talent do opisywania słowem obrazu na ekranie, tak więc czyta się to bardzo przyjemnie, a nawet widzi się to wszystko w czarno-białych barwach, niemal czuje się zapach kina tamtych lat, tej analogowej prawdziwości, pracy włożonej w film. Aby zachęcić do lektury, powyższe może nie wystarczyć, a szkoda zdradzać wydarzenia, których nie powstydziłby się dobry thriller. Kulisy porwań ludzi przydatnych reżimowi Kimów już trochę znałem z filmów, ale w książce Paula Fischera dostajemy chyba wszystko, co można chcieć o tym wiedzieć. Dochodzi do dwóch najważniejszych porwań, na których oparta jest fabuła. Szczegóły są tam istotne. Inne porwania są już skrócone. Miejscami ma się wrażenie, że ta książka to jakby biografia dwójki koreańskich filmowców, ale to nie zarzut. Intensywność emocji, skomplikowane relacje między nimi, ale także ich relacja z przywódcą KRLD to powód, dla którego "Kim Dzong Il. Przemysł propagandy" jest tak dobrą lekturą. Nawet jeśli kogoś niespecjalnie interesuje kino albo jego twórcy, tak wspólna miłość do kina jak i sam reżyser oraz aktorka odsłaniają przed czytelnikiem umysł Wielkiego Przywódcy. Pokręcony umysł, warto dodać, do którego dostęp miało niewielu. Chore relacje między tym dziwnym człowiekiem a małżeństwem Shin i Choi to już materiał dla psychiatrów. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, próby ucieczki reżysera z miejsca, z którego uciec raczej się nie dało, zakończone więzieniem, dostarczają jeszcze ciekawszej wiedzy, mianowicie realiów więziennictwa, nieludzkiego traktowania i podstępności reżimu. Jeśli ktoś myśli, że Wielki Przywódca mógł mieć wyrzuty sumienia, najpierw niemal pozbawiając życia swojego ulubionego reżysera koreańskiego, a potem sprowadzając go do siebie, aby ten żył w luksusowej klatce, jakim były drogie posiadłości dla specjalnych gości, bawił się na najdroższych imprezach ze śmietanką polityków i wojskowych, realizował filmy droższe Kimowi od własnego narodu, który umierał wówczas z braku żywności, ten się myli. Jednego dnia Kim wysyła gościa niemal na pewną śmierć, po czym zagłaskuje – także niemal na śmierć. Historia nieprawdopodobna... gdyby tylko nie zdarzyła się naprawdę. Trzeci rozdział mówi o ucieczce, kończąc także historię trzech głównych bohaterów, ale tak naprawdę jest to rozdział o schyłku kina – tego dawnego kina, rządzącego się starymi, bardziej przewidywalnymi prawami. Czy ktoś dałby wiarę, że sam reżyser Shin niemal nakręcił kultowy film "Rambo: Pierwsza krew"? Ta zamiana starego na nowe, chociaż powinna mi się podobać, bo sam raczej wychowałem się na filmach z lat 70-tych i 80-tych, przyprawia mnie o smutek. Nie tylko dlatego, że nieuniknione jest odejście twórców tego kina wraz z nim, ale w ogóle po tylu fascynujących opisach najlepszych dzieł Shina zrealizowanych dla Korei Północnej i Południowej, to nowe kino zdawało mi się jakieś takie bez serca, bez głębi, niczym fast food. Fascynująca lektura.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 9 7 miesięcy temu
Zakładnik ISIS Puk Damsgård
Zakładnik ISIS
Puk Damsgård
Zupełnie się nie spodziewałam, że ta książka tak mi przypadnie do gustu. Nie słyszałam dotąd o Danielu Rye, tytułowym zakładniku ISIS - młodym duńskim fotoreporterze, który został porwany w Syrii i ponad rok przetrzymywany w niewoli, czekając na okup. Państwo duńskie - w przeciwieństwie do wielu innych krajów - nie wspiera rodzin w kwestii okupu, więc sprawa była dużo cichsza, rodzina musiała samodzielnie zbierać pieniądze, unikając rozgłosu. Kompletnie inaczej było w przypadku np. francuskich zakładników, wykupywanych przez władze i witanych ze wszystkimi honorami po powrocie do Francji. A i tak najgłośniej było o Amerykanach i Brytyjczykach, których nikt nie wykupił, bo ISIS po prostu skazało ich na śmierć... Od pogrzebu jednego z nich, Jamesa Foleya, zaczyna się książka Damsgård. Autorka opowiada o porwaniu fotoreportera zarówno z punktu widzenia jego samego, jego rodziny oraz Artura - specjalisty w negocjacjach z porywaczami, który przez cały okres niewoli wspierał rodzinę Daniela. Jak wyglądało życie Duńczyka przed wybraniem tej ścieżki zawodowej, dlaczego pojechał do Syrii, jak doszło do porwania... Od tego momentu historie zaczynają się przeplatać - życie Daniela w niewoli (tortury, głodówki, zaprzyjaźnienie się z innymi zakładnikami) toczy się równomiernie do życia jego rodziny, która stara się skontaktować z porywaczami, tygodniami nie wie, czy Daniel żyje, a potem stara się uzbierać dwa miliony euro na okup. "Zakładnik ISIS" to książka, w której akcja nie zatrzymuje się ani na chwilę, pełno jest przerażających emocji (bo nikt nie chciałby doświadczyć tego co Daniel i jego rodzina), a znajomość historii - i świadomość, że niektórych znajomych z celi porywacze zabiją - nie nastraja optymistycznie. A jednak książkę czyta się bardzo szybko. Podoba mi się też podejście Damsgård do Daniela i innych zakładników. Nie ma tutaj oceny w stylu "sami sobie winni, po co się tam pchali?". Zakładnicy to byli pracownicy Lekarzy bez Granic oraz dziennikarze, bez poświęcenia których świat nigdy nie poznałby prawdy o zbrodniach i życiu w Syrii. To ludzie świadomi zagrożenia, ale z poczuciem misji - część z nich tę misję przypłacili życiem, inni "tylko" silnym urazem psychicznym. Daniel miał szczęście - mimo tortur i bicia wyszedł z więzienia i wrócił do Danii. Był w stanie szczegółowo opowiedzieć o swoich doświadczeniach, które w czytelniku nieraz wywołają dreszcz przerażenia. We mnie ta lektura wzbudziła jeszcze głębsze uczucie szacunku dla dziennikarzy i fotoreporterów, którzy relacjonują światu wydarzenia wojenne. Książkę bardzo polecam, choć nie spodziewajcie się, że znajdziecie tu analizę sytuacji politycznej w Syrii czy metod działania ISIS - oczywiście, drobne wstawki tematyczne pojawiają się w książce, ale służą one tylko zarysowaniu tła historii, a nie są tematem samym w sobie. "Zakładnik ISIS" skupia się na życiu w niewoli Daniela i na próbach kontaktu z porywaczami i zebrania środków na okup przez jego rodzinę. I to naprawdę wystarczy, by ta książka trafiła do czytelnika... :)
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 8 4 lata temu
W niewoli ambicji Céline Raphaël
W niewoli ambicji
Céline Raphaël
Książka, która wpadła mi w oko (na szczęście nie bolało :>) w momencie, kiedy do bibliotecznego katalogu wpisałam autora „Wojny” Louisa-Ferdinanda Céline. Okładka mnie zmroziła, więc natychmiast wyszukałam informacje o autorce, Céline Raphaël. Ukazała mi się młoda, delikatnej budowy kobieta, z uśmiechem na twarzy, oparta o instrument, który zmienił jej życie w piekło... „W niewoli ambicji” to obraz dziecka maltretowanego przez własnego ojca, ogólnie szanowanego dyrektora, który w oczach postronnych był rodzicem idealnym. Jego rodzina mieszkała w pięknych domach, nigdy niczego im nie brakowało, uzdolniona muzycznie córka odnosiła sukcesy jako pianistka (zazwyczaj jako najmłodsza uczestniczka konkursów, w tym najbardziej wymagającego, Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina). Ta historia boli, z wielu powodów. Jest wyraźnym sygnałem, że przemoc fizyczna i psychiczna wyrządzana dzieciom nie wiąże się tylko z dysfunkcyjnymi rodzinami. Niespełnione marzenia przerzucane na potomków zazwyczaj robią więcej krzywdy niż pożytku. Instytucje społeczne, takie jak szkoły, zupełnie nie dostrzegają sygnałów, jakie wysyłają dzieci z przemocowych rodzin. Jasno i wyraźnie widać tu, jak bardzo potrzebna jest w szkole pielęgniarka, taka, która jest tam na stałe, a nie tylko z doskoku. Na studiach medycznych nie poświęca się w ogóle czasu na przerobienie materiału na temat nadużyć względem nieletnich (może teraz się zmieniło, choć mam wątpliwość). Skoro zaś już jestem przy medycynie, punkt najważniejszy, traumy z dzieciństwa, których dorośli nie przerabiają, bo wydaje im się, że jakoś z tego wyrośli, bardzo mocno oddziaływają na następne pokolenie. Krzywda wyrządzona dziecku przenosi się na kolejne... Warto sięgnąć po ten tytuł, żeby wyczulić się na sygnały, jakie dzieci wysyłają dorosłym, kiedy jest im źle... IG @angelkubrick
Angel KubRick - awatar Angel KubRick
ocenił na 8 2 lata temu
Zbrodnie Josefa Fritzla. Analiza faktów Stefanie Marsh
Zbrodnie Josefa Fritzla. Analiza faktów
Stefanie Marsh Bojan Pancevski
Uff, przebrnęłam. I nie, nie piszę tego, dlatego, że książka była zła. Wręcz przeciwnie - jest to doskonale przygotowana literatura faktu, w której autorzy przedstawili i przeanalizowali zbrodnie Josefa Fritzla kawałek po kawałku, uwzględniając szeroki kontekst historyczny i społeczny. Wydawało mi się, że tę historię znam, że już mnie nic nie zaskoczy, nie poruszy, a jednak Elizabeth z piwnicy mnie prześladowała. Gdy zamykałam oczy, widziałam tę biedną, przerażoną dziewczynę. Gdy odkładałam książkę, by oddać się zwykłym zajęciom, ona stąpała za mną, cicha, przepełniona bólem. Coś jest w tej historii, co porusza i nie pozwala przejść obojętnie. Coś jest w sposobie napisania tej książki, że nie pozwala przejść obojętnie. Wręcz szarpało mną poczucie niesprawiedliwość pomieszane z niedowierzaniem (czy to mogło się stać naprawdę?). Być może to "coś" to element pomijany w wielu reportażach i filmach dokumentalnych, a mianowicie osoba ofiary - jej wewnętrzna walka, uczucia, wątpliwości. W tej książce poznajemy Elizabeth całościowo, śledzimy jej cierpienia od jej najmłodszych lat, a później stajemy przed trudnym zadaniem - wyobrażeniem sobie tego, co mogła czuć dziewczyna uwięziona w piwnicy na wieczność. Bo czy 24 lata to już nie wieczność? Nie znalazłam w całym swoim zainteresowaniu prawdziwymi zbrodniami lepszego opracowania tej sprawy. Sprawy, która, choć minęło tyle lat, nadal boli.
Niku - awatar Niku
ocenił na 9 5 lat temu

Cytaty z książki Masakra na wyspie Utøya

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Masakra na wyspie Utøya