Lavondyss. Podróż do nieznanej krainy
- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Las ożywionego mitu (tom 2)
- Tytuł oryginału:
- Lavondyss: Realm of Fire
- Data wydania:
- 2004-08-04
- Data 1. wyd. pol.:
- 1997-01-01
- Liczba stron:
- 414
- Czas czytania
- 6 godz. 54 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788396419613
- Tłumacz:
- Michał Jakuszewski
To nietuzinkowa powieść. Można ją potraktować jako powieść przygodową z domieszką fantasy, ale można również zagłębić się w tytułowy "dyss" - otchłań, która nie jest sielankowa i która nie daje gwarancji szczęśliwego zakończenia. Autor w rewelacyjny sposób przedstawia wątek maski. Maska jako symbol, jej idea i jej zadania - to wszystko zostało przedstawione w mistrzowski sposób. W jej otoczeniu i za jej sprawą dzieją się rzeczy, "o których nawet filozofom się nie śniło".
Kup Lavondyss. Podróż do nieznanej krainy w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Lavondyss. Podróż do nieznanej krainy
Lavonliss . Tallis to specyficzna dziewczyna, żyjąca na angielskiej prowincji w latach 50. XX wieku. Wiecznie zabiegana, ma swoje ulubione drzewo do wspinania, czasami rzeźbi maski z drewna, innym razem postanawia uratować wojownika sprzed wieków, bo się jej spodobał. Wiecie, zwykłe, dziewczęce rzeczy i Lisioł musi przyznać, że czasami, ale tylko czasami, trochę mu nieswojo, kiedy przeskakuje Potok Łowcy, aby wkroczyć do świata żywych legend oraz mitotworów. Zaciekawieni? . Kiedy Lisioł zobaczył okładkę i zapowiedź „Lavondyss”, od razu wiedział, że musi wrócić do lasu Ryhope – podróż rozpoczął „Lasem ożywionego mitu”. Futrzak z miejsca powie i to z łapką na cudzej butelce i drugą łapką na sercu, że to nie jest przygodowa fantastyka. To fantastyka opowiadająca o mitach oraz sama będąca mitem. Wokół lasu Ryhope czas płynie inaczej, nakłada się i odkształca, jak nawijane na widelec spaghetti – pojawiają się wojownicy z dawnych czasów, a kiedy indziej ludzie z przeszłości pozostawiają po sobie ślad, który mówi, że widzieli Tallis. Futrzak tuptał śladem Połamańca, ogromnego jelenia, aby następnie poszperać w opuszczonym domu albo pośród kurhanów. . O czym jest „Lavondyss”? To książka o opowieści snutej przez wyjątkową dziewczynę, więc nie spodziewajcie się dynamicznej akcji, sarkastycznych komentarzy, pojedynków z gigantycznymi przeciwnikami. Nie, Lisioł musi pisnąć, że to książka innego kalibru. Ociekająca magią, baśniową atmosferą oraz działająca na takich zasadach, na jakich działały legendy o Arturze czy inne historie z brytyjskiego folkloru. O „Lavondyss” trudno opowiedzieć, bo sposób, w jaki autor snuje opowieść, jest całkowicie różny od dynamicznej awantury z mieczami. Tu trzeba podumać. . Kiedy pierwszy Lisioł wrócił do swego plemienia z opowieścią o wyjątkowej zdobyczy, a następnie przyniósł Wielką Truskawkę do wioski, zrodziła się pierwsza opowieść. Wielu ją powtarzało przez wieki, dodawano świeże elementy, tłumaczono na nowo kwestie, które przestały być zrozumiałe. Pojawili się licserze Okrągłego Stołu, zamki, magiczne miecze i puchate ogonki, ale gdzieś w sercu tej opowieści tkwi ziarno prawdy: historia o pierwszym łowcy i jego zdobyczy. Tym jest „Lavondyss”.
Oceny książki Lavondyss. Podróż do nieznanej krainy
Poznaj innych czytelników
291 użytkowników ma tytuł Lavondyss. Podróż do nieznanej krainy na półkach głównych- Chcę przeczytać 154
- Przeczytane 137
- Posiadam 39
- Ulubione 21
- Fantastyka 10
- Fantasy 9
- Chcę w prezencie 8
- Inwentaryzacja 2
- Na półce 2
- 2025 1
Opinia
I po raz drugi poprzez spotkanie z Robertem Holdstockiem „Nawiedziło mnie poczucie rozpoznania…”, podobne do tego, które towarzyszyło mi podczas czytania „Lasu ożywionego mitu”.
Pomiędzy tymi dwiema książkami nie ma bezpośredniego związku, można je zatem czytać w kolejności dowolnej (choć proponuję zacząć od Lasu). To, czego doświadczycie, obcując z powieściami Holdstocka – a piszę to szczerze – bliskie jest jakiemuś podskórnemu swędzeniu, drażniącej wysypce wywołanej kontaktem z czymś nieznanym, upojeniu magicznym wywarem, odurzeniu zapachem mokrego mchu i woni igliwia. Dawno żadna książka nie wywołała u mnie konkretnie takiego właśnie, trudno opisywanego, niezidentyfikowanego niepokoju, poczucia, że prócz mnie, tekstu i bohaterów jest jeszcze coś innego, czego autor nie chce ujawniać, a o czym doskonale wie, i trzyma nas w ciągłym napięciu. To jak stanie w lesie, gdy poprzez liściaste korony dębowych starców, pamiętających czasy przedwieczne, raz spływa na nas ciepły, niosący ulgę blask słońca, by po chwili zasnuć soczystą trawę chłodem i cieniem, zapowiedzią nieuniknionego końca.
Holdstock po mistrzowsku potrafi tworzyć niepowtarzalny nastrój, który z jednej strony jest nieco przerażający, a z drugiej to niemal rzeczywiste dotykanie grozy pochłania nas i tak, chcemy tego więcej. „Lavondyss” jest jak tytułowy tajemniczy las – książka wciąga równie intensywnie w nieodkrytą, widzianą jedynie kątem oka otchłań kniei.
Wraz z młodą bohaterką, która na własnej skórze doświadcza potęgi puszczy, wybieramy się w podróż, której celem jest odnalezienie dawno zaginionego członka rodziny. Wszelkie „dziwaczności” które do tej pory spotkały Tallis są niczym w porównaniu z tym, co spotka ją po przekroczeniu niewidzialnej, magicznej granicy lasu. Za nią inaczej płynie czas i pory roku. Przeszłość jest teraźniejszością, a przeszłość minioną epoką, zaś postaci, które można tam spotkać, są obrazem jakiejś imaginacji, duchami wyobraźni, powidokiem – lecz nie autora książki, ale jej bohaterki. Szybko zapominamy, które z tej dwójki opowiada nam tę historię.
Nie zamierzam, zdradzać fabuły – blurb powie Wam wszystko. Bo paradoksalnie ona jest tylko pretekstem, by doznać niespotykanego. Jakże zgrabnie Holdstock wiąże celtyckie, arturiańskie mity (i wiele, wiele innych), wywleka je na zewnątrz, zmienia, doprawia całkiem potężną chochlą horroru i krwawej łaźni, nie boi zadawać śmierci. Podrzuca kąski stanowiące rozwiązanie tajemnicy i jednocześnie coraz mocniej osadza nas wśród już nie pojedynczych mitotworów, ale całych plemion, wojen i legend. To jest wyprawa bez końca (a prawdę mówiąc i bez początku, taki literacki przekładaniec), „zabawa” w wymyślanie i przekształcanie archetypicznych postaw i postaci, przewlekanie przez nie własnych doświadczeń, pamięci i poznanych legend, lepienie rzeczywistości z ulotnych mgnień po to, by stworzyć spójny, rządzący się własnymi prawami świat.
Poszukiwanie wymaga nieustannego krążenia i bycia w ruchu (nie możemy spocząć, las nie pozwali nam nabrać tchu). Tak właśnie działa puszcza, zdradziecko wysysając z nas soki życia, ale w zamian dodając duchowości graniczącej z magią. Zatem nawet jeśli jest to wyprawa toczącą się w kółko, to jest zaskakująco upajająca. Wędrujemy przez puszczę, przepływamy jeziora, spotykamy Stare Zakazane Miejsce, podróżujemy tunelami z pogranicza magii i snu, doświadczamy epickich bitew i tych, które toczą się w rozpadających się chatynkach. Cienie rzucają zaklęcia na konnych wojowników i wioskę, w której mieszka ktoś, który nie powinien się tam znajdować. Na dokładkę dostajemy chłopca, który do dziś śni mi się jako najstraszliwsza z nocnych zmór, genialne dziecko Holdstocka. Obłąkaniec, dzikus i największy z magów. Stwórca i ten, który odbiera życia. Demon.
I właśnie chyba w tym ciągłym wywoływaniu w czytelnikach niepokoju Holdstock wygrywa w walce o naszą uwagę i zaangażowanie. Udowadnia, jak ważna jest o p o w i e ś ć jako taka, jak wielka siła kryje się w pamiętaniu i przekazywaniu pamięci, tworzeniu nowych labiryntów znaczeń, zbudowanych z cegiełek tajemnicy, szczypty prawdy i iluzji, ledwie zapamiętanego obrazu.
Zaszczepia w nas myśl, wywołuje drżenie, jakąś niezrozumiałą obawę, że to, co czytaliśmy tylko m o ż e być fikcją. Pisze o lesie tak, jakby w nim był i w nim żył, jakby znał jego podszepty i sekrety.
To nie jest łatwa książka, fantastyka o stworkach hasających po zielonych polach i słonecznym lesie. Przeczołga, może zmęczyć, ale gwarantuje wyjątkowe doznania. Kawałek świetnej literatury, wyjątkowej w sposób absolutny.
I po raz drugi poprzez spotkanie z Robertem Holdstockiem „Nawiedziło mnie poczucie rozpoznania…”, podobne do tego, które towarzyszyło mi podczas czytania „Lasu ożywionego mitu”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomiędzy tymi dwiema książkami nie ma bezpośredniego związku, można je zatem czytać w kolejności dowolnej (choć proponuję zacząć od Lasu). To, czego doświadczycie, obcując z powieściami Holdstocka –...