Kuźnia ciemności

Okładka książki Kuźnia ciemności
Steven Erikson Wydawnictwo: Mag Cykl: Kharkanas (tom 1) fantasy, science fiction
640 str. 10 godz. 40 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Kharkanas (tom 1)
Tytuł oryginału:
Forge of Darkness
Data wydania:
2013-06-28
Data 1. wyd. pol.:
2013-06-28
Data 1. wydania:
2013-07-08
Liczba stron:
640
Czas czytania
10 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374803618
Tłumacz:
Michał Jakuszewski
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kuźnia ciemności w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kuźnia ciemności



książek na półce przeczytane 1095 napisanych opinii 751

Oceny książki Kuźnia ciemności

Średnia ocen
7,7 / 10
180 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
191
98

Na półkach:

Doskonałe wprowadzenie do serii Malazańskiej, które zdecydowanie powinno się czytać po lekturze Malazańskiej Księgi Poległych. Książka opisuje początek wydarzeń w Kurald Galain, do których Steven Erikson nawiązuje w MKP. Książka wiele wyjaśnia, rzuca światło na rasę Tiste oraz pradawnych bogów. Nie jest jednak napisana z lekkością głównej serii, jeśli można w ogóle napisać, że MKP ma w sobie coś lekkiego. W Kuźni Ciemności wydarzenia biegną przed siebie ale tempo nie jest zawrotne. W opowieść wplecionych jest sporo przemyśleń, nierzadko pełnych goryczy. Jeżeli ktoś liczy na wartką akcję, niestety nie dostanie tego. W zamian otrzyma zagadkową historię, chwilami brutalną i wzruszającą. Melodramatów, romansów brak. Za to pojawia się nutka dekadencji.
Czy polecę sięgnąć po Kuźnię przed główną serią Malazańską? Nie. Zdecydowanie odradzam, gdyż znajomość postaci pojawiających się w Kuźni oraz nakreślony w MKP obraz rasy Tiste (podzielony już na Andi, Edur i Liosan), bardzo ułatwia przyswojenie sobie zawartej w książce treści. Dzięki znajomości losów Tiste z Malazańskiej Księgi Poległych, dużo łatwiej jest zrozumieć ich naturę nakreśloną w Kuźni.

Doskonałe wprowadzenie do serii Malazańskiej, które zdecydowanie powinno się czytać po lekturze Malazańskiej Księgi Poległych. Książka opisuje początek wydarzeń w Kurald Galain, do których Steven Erikson nawiązuje w MKP. Książka wiele wyjaśnia, rzuca światło na rasę Tiste oraz pradawnych bogów. Nie jest jednak napisana z lekkością głównej serii, jeśli można w ogóle napisać,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1033 użytkowników ma tytuł Kuźnia ciemności na półkach głównych
  • 773
  • 247
  • 13
240 użytkowników ma tytuł Kuźnia ciemności na półkach dodatkowych
  • 169
  • 19
  • 18
  • 13
  • 12
  • 6
  • 3

Tagi i tematy do książki Kuźnia ciemności

Inne książki autora

Steven Erikson
Steven Erikson
Steven Erikson zasłynął jako autor powieści z cyklu Malazan Book of the Fallen (wyd. pol. Malazańska Księga Poległych, 2000-2009 ); publikował również krótsze utwory. Przepracował osiemnaście lat jako archeolog, nim zawodowo zajął się literaturą. W 1990 r. ukończył Iowa Writers` Workshop. Publikował też pod pseudonimem Steve Lundin. Mieszka w Victorii w Kanadzie z żoną i synem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Imperium nieznające porażki Glen Cook
Imperium nieznające porażki
Glen Cook
Imperium Nieznające Porażki Na początek ważna uwaga: książka oprócz dwóch właściwych, kanonicznych powieści z cyklu „Imperium Grozy” zawiera kilka niepublikowanych dotąd opowiadań osadzonych w tym świecie. Z góry zaznaczam, że ich nie czytałem i ów omnibus oceniam tylko na podstawie kanonicznych dzieł. Po pierwsze dlatego, że nie jestem fanem krótkiej formy. Po drugie zaś dlatego że nie przepadam za wszelkiej maści (nieoficjalnymi) prequelami, tekstami pobocznymi, alternatywnymi zakończeniami itd. Tak więc sobie darowałem, dla mnie to opcjonalna ciekawostka, choć tak naprawdę strata miejsca. Nie musicie się zgadzać z moim podejściem i tyle. „Imperium nieznające porażki” zawiera dwa przedostatnie tomy cyklu czyli „Dojrzewa wschodni wiatr” oraz „Nadciaga zły los”. Mamy tu odpowiednio do czynienia z tomami numer 6 i 7, więc ciężko pisać coś więcej o fabule za wiele nie zdradzając. Powiem tak: „Dojrzewa wschodni wiatr” jest świetne, ma dobry klimat, podobał mi się motyw fabularny, szkoda że tak szybko....urwany. Z „Nadciąga zły los” jest ten problem iż momentami jest wręcz kopią...poprzedniego tomu! Dlaczego? Ponieważ jego akcja rozgrywa się przed, w trakcie i po wydarzeniach w „Dojrzewa wschodni wiatr”. Ten tom robi się ciekawy w zasadzie od połowy, bo wcześniej człowiek w dużej mierze czytał to co czytał wcześniej :) Momentami było to niesamowicie nużące. No i kolejna rzecz, która sprawia że ów tom nie może być przeze mnie wysoko oceniony: ma tak otwarte zakończenie, tak wiele niedomkniętych wątków, że głowa boli. W zasadzie....niewiele wyjaśnia. Ja wiem, po 22 latach Cook historię dokończył (o tym napiszę za kilka dni) w „Drodze Zimnego Serca”, ale co kazał fanom czekać to jego....Tak czy owak fani i tak po to sięgną. „Nadciąga zły los” jest tomem słabszym od poprzednich, co nie znaczy że złym.
Iselor - awatar Iselor
ocenił na 7 4 lata temu
Forteca w cieniu Glen Cook
Forteca w cieniu
Glen Cook
Imperium Grozy to mniej znany cykl autorstwa Glena Cooka, czyli tego pana od Czarnej Kompanii. Moim zdaniem gorsza rozpoznawalność tej serii nie jest do końca rzeczą przypadkową - ma swoje mocne strony, lecz jest dziełem mocno surowym, nieoszlifowanym. W jednym zdaniu: bardzo dobrze mi się to czytało, doceniłem ambitny zamysł autora i pracę potrzebną do stworzenia tak epickiej opowieści, tyle, że całość nieco rozbiła się o rafy nie dość zaawansowanego warsztatu twórczego. Fajny ptak, ale nie do końca umie on latać. Forteca w cieniu to nominalnie druga część cyklu, w praktyce jednak pierwsza - aby było ciekawiej postanowiono origin story Imperium Grozy umieścić w tomie drugim, podczas kiedy tom pierwszy opisuje wydarzenia chronologicznie późniejsze. Ma to sens, prawda? Spojler: nie, nie ma. Pewnie pani Bożenka z wydawnictwa się pomyliła i potem prezesowi głupio to było odkręcać, bo wiadomo, panie Bożenki zwykle mają więcej do powiedzenia niż by się mogło wydawać. Whatever. Pod względem samej opowieści Forteca w cieniu jest dziełem kapitalnym. Dzieje się tutaj bardzo, bardzo dużo, a i skala wydarzeń jest oszałamiająca. Jesteśmy świadkami narodzin Królestwa Pokoju, które zgodnie z nazwą jest ultra agresywne i destabilizuje sytuację w tej części świata. El Murid, czyli Adept, przekonany, iż realizuje wolę bogów nie zamierza zatrzymać się przed niczym zanim "uzdrowi" świat. Notabene historia El Murida ma wiele punktów stycznych z dziejami nijakiego Muhammada ibn Abd Allah ibn Abd al-Muttalib'a, szerzej znanego jako Mahomet. Bez wątpienia fakt, iż rzecz dzieje się praktycznie na pustyni, ale też nazewnictwo czy charakterystyczne imiona bohaterów, czy nawet ich zachowanie i rytuały (kobiety zakrywające twarze by wspomnieć tylko to) wprost sugerują jaki był punt odniesienia dla tej opowieści. To nie jest tak, że Forteca w cieniu pokazuje narodziny islamu w świecie alternatywnym (choć może jednak?), ale autor naprawdę mocno zaczerpnął z naszej rzeczywistości. I trochę to mi przeszkadza, bowiem nie do końca widzę w tym kreatywność twórcy. Za dużo w tym kalek językowych czy kulturowych copy and paste. Pod względem samej opowieści Forteca w cieniu jest bardzo w porządku i wręcz określiłbym tę pozycję mianem fascynującej, czy wręcz genialnej. Ale… do perfekcji brakło naprawdę sporo, tyle że na innym poziomie. Narracja jest, niestety, taka sobie. Brakuje temu płynności, ale i po prostu warsztatu literackiego - Cook popełnia nagminnie multum błędów charakterystycznych dla pisarzy początkujących i, co niezwykłe, takich którzy chyba sami nie czytają tego co napisali. Zdarza mu się zmieniać rejestr akcji w jednym akapicie. Regularnie w ogóle nie sygnalizuje takich drobiazgów jak np. faktu, że akcja przenosi się z miejsca na miejsce. Bywa, że bez sensownego wyjaśnienia skaczemy o wiele godzin, dni czy miesięcy. Często w ogóle jest trudno zorientować się gdzie jesteśmy i kiedy. Kiedy wydarzenia przyśpieszają szczegóły gubią się hurtowo. Pojawia się jakiś człowiek - nie, jednak jest ich dwóch. Nie, pomyłka, jednak trzech. Cofamy się, czytamy kilka akapitów po raz kolejny - wszystko się zgadza, jest jeden koleś, który metodą pączkowania rozmnaża się w czasie rzeczywistym. Bohaterowie materializują się w dziwnych miejscach, robią dziwne rzeczy, a moment później jesteśmy już z nimi lub bez nich gdzieś indziej, coś się urwało, krew wessał piach. Autor nie uznaje continuum nawet w kwestiach technicznych - dosłownie koło trzystaktórejś strony oddziały Gildii w magiczny sposób stają się… legionami rzymskimi, a kontraktowi żołnierze przeistaczają się w principes, hastati i triari (dosłownie tak są nazywani!), co zresztą w ogóle nijak się ma do realiów organizacji wojsk gildii (nie wnikając już w to, skąd się wzięły łacińskie nazwy), którym bliżej do struktur tercios (tyle, że z łucznikami zamiast arkebuzerów) niż piechoty antycznej. Takich drobiazgów, które nie mają sensu jest więcej, aczkolwiek są to w większości właśnie drobiazgi. Np. pustynia na której żyje Murid to faktycznie pustynia - nie ma tam nic, ale ludzie jakoś żyją. Generał Gildii określany mianem najlepszego dowódcy swoich czasów przez całą historię pakuje się w pułapki i nie potrafi podjąć nawet jednej sensownej decyzji, jawi się więc raczej jak chłop granatem oderwany od pługa niż legendarny przywódca. Dla odmiany pustynni dowódcy z niewiadomych względów potrafią opanować zaawansowane koncepcje taktyczne i strategiczne dosłownie na pstryknięcie palcem, a większość z nich zapędziłaby Napoleona do kącika wstydu - jak przystało na ludzi niepiśmiennych i mających ledwo pojęcie o wypasaniu kóz. W rezultacie lektura bywa po prostu męcząca - brakło mi tej czystej przyjemności, którą mógłbym uzyskać z obcowania z dziełem doszlifowanym, dobrze zredagowanym i bardziej przemyślanym - miałem nieustające wrażenie "WTF", ale po pewnym czasie zacząłem już machać ręką, przestałem szukać w tym sensu. Koniec końców czytałem aby poznać historię, bo ta mnie wciągnęła, ale aby dotrwać do finału musiałem zebrać ogromne pokłady cierpliwości. To po prostu nie jest wypracowana książka, ale zaawansowany szkic, czy może raczej hybryda brudnopisu i czystopisu. Fortecę w cieniu czytałem już raz, dawno temu (w 2012 roku), kiedy została wydana, a nawet pisałem jej recenzję dla pewnego portalu literackiego. Pamiętam, że była to recenzja negatywna. Bieżąca lektura jest więc powrotem do znanej pozycji, poniekąd podjętym z nadzieją na lepsze odczytanie. Cóż, nie pykło. Z drugiej strony to nie tak, że gotów jestem Imperium Grozy przekreślić - chyba to jest jedna z tych pozycji, które mają na tyle ogromny potencjał by w pewnych warunkach warto im było dać szansę. Ale - subiektywnie ostrzegam - to nie jest dzieło wybitne i totalnie nie rozumiem tych licznych 10tek i 9tek, którymi tutaj została zarzucona. Może to owczy pęd, może kwestia tego, że ja się nie znam. Nie ważne. Ja po znajomości - ale też z uwagi na frajdę, którą mimo wszystko miałem - daję 7 i wydaje mi się to maksymalną notą dla tej kiepsko przygotowanej książki. I totalnie, ale to totalnie nie rozumiem, czemu tak wiele lat po osiągnięciu przez Cooka miana twórcy kultowego ani jemu, ani wydawcy nie chciało się wykonać nad tą powieścią podstawowej roboty edytorskiej - po prostu żal, bo gdyby dorzucić do tego trochę szlifu byłoby to dzieło warte ustawienia obok Władcy pierścieni, czy co tam akurat ktoś uważa za top tierowe fantasy.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Republika złodziei Scott Lynch
Republika złodziei
Scott Lynch
„Republika złodziei” to trzeci, finałowy tom trylogii o Locke’u Lamorze — i choć trudno nie czuć żalu, że historia dobiega końca, to ocena książki wynika przede wszystkim z jej treści. Poprzeczka po dwóch poprzednich częściach była ustawiona bardzo wysoko i widać, że tym razem tempo akcji jest nieco wolniejsze. Miejscami pojawiają się dłużyzny, a narracja częściej niż wcześniej cofa się do przeszłości, wyraźnie nawiązując i rozwijając wątki z pierwszego tomu. To sprawia, że konstrukcyjnie książka jest połączeniem dalszego ciągu opowieści z „Niecnych dżentelmenów” i osobnej historii trzeciego tomu. W porównaniu z „Na szkarłatnych morzach” — które stawiało bardziej na jednolitą, pełną dynamiki fabułę — tutaj większy nacisk położono na retrospekcje i pogłębianie relacji między bohaterami. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych elementem, który spowalnia odbiór. Mimo tego trudno odmówić powieści wielu mocnych stron: świetnie prowadzonych dialogów, charakterystycznego humoru, dopracowanych emocji i konsekwentnego domknięcia historii. Finał jest satysfakcjonujący, zaskakujący i dobrze osadzony w całej opowieści — zdecydowanie warto dotrzeć do ostatnich stron i przeżyć to zakończenie. Podsumowując: to może nie najbardziej dynamiczna część trylogii, ale wciąż bardzo dobra, ważna i godna domknięcia całej historii. Dla fanów serii — lektura obowiązkowa i piękne pożegnanie z bohaterami.
Mateusz - awatar Mateusz
ocenił na 8 3 miesiące temu
Wojownik-Prorok R. Scott Bakker
Wojownik-Prorok
R. Scott Bakker
Wojska Świętej Wojny, dowodzone przez nowo mianowanych przywódców, rozpoczynają marsz. Oczy całego świata zwrócone są na gigantyczne masy przemierzające pogańskie ziemie. Ich jedynym celem jest dotarcie do świętego miasta Shimeh - za wszelką cenę. Richard Scott Bakker kontynuuje swoją mroczną, epicką opowieść – bez cienia wątpliwości spełnia obietnice złożone w poprzedniej książce. To niezwykłe, że napisanie drugiego tomu zajęło mu zaledwie około 2 lat. Historia jest tak gęsta i wielowątkowa, że ​​z pewnością wymagała skrupulatnej pracy. „Wojownik-Prorok” koncentruje się wokół trzech głównych tematów: Świętej Wojny, ludzi ją tworzących i epickich bitew. Zaczynając od pierwszego aspektu, trudno sobie wyobrazić ogromne armie i tłumy – setki tysięcy ludzi – przemierzające niezmierzone tereny, walczące, plądrujące i mordujące. Wszyscy po obu stronach są więźniami wojny, jej okrucieństwa i bezwzględności. Wydarzenia opisane w tej książce skłaniają do refleksji: czy cokolwiek z tego jest uzasadnione? Co popycha tych ludzi do unicestwiania całych plemion, miast i ich dziedzictwa kulturowego? W książce znajduje się wyraźne odniesienie do krucjat, choć nie mam wiedzy historycznej, która pozwoliłaby mi ocenić, na ile inspiracja pochodzi z prawdziwych wydarzeń, więc mogły mi umknąć pewne szczegóły. Po drugie, R. Scott Bakker ma talent do tworzenia wiarygodnych postaci z krwi i kości. Autor szybko pozbawia nas wszelkich złudzeń – postaci czarno-białe tutaj nie istnieją. Relacje między nimi obarczone są również demonami z przeszłości, ciężarem który los każ im w czasie teraźniejszym dźwigać na swoich barkach. Nie wdając się w spoilery, obserwujemy wzloty i upadki relacji Achamiana i Esmenet, machinacje Kellhusa, by przejąć kontrolę nad Świętą Wojną, szaleństwo Xeriusa, psychologiczne dylematy Cnauira. Wszystko to, otulone refleksjami filozoficznymi, tworzy wyjątkowe doświadczenie czytelnicze. Na koniec - bitwy. Nie byłoby przesadą nazwać tę książkę czystą fantastyką militarną. Bakker przedstawia nam co najmniej trzy główne bitwy, wszystkie szczegółowo opisane, momentami wręcz irytujące swoją przesadną szczegółowością. Książka ma świetne tempo, przeplatając melancholijne sceny z epickimi bitwami - wszystkie te elementy idealnie się ze sobą łączą. Same opisy bitew są zazwyczaj nieco zawiłe i niejasne. Bakker rzuca dziesiątkami różnych nazw plemion, rang itp., które są nieistotne dla samej fabuły. Założę się, że celem jest naśladowanie prawdziwej kroniki historycznej napisanej w anachronistycznym stylu, ale nie pomaga to w lekturze. Mimo to, brutalność samej wojny i wiele jej elementów (ach, oblężenie Caraskand…) zostały ukazane w znakomity sposób, co czyni tę książkę jedną z najlepszych powieści fantasy w historii.
Witcher-Dunyain - awatar Witcher-Dunyain
ocenił na 9 1 rok temu
Składany nóż K.J. Parker
Składany nóż
K.J. Parker
Cyt.: „Mam wrażenie, że jeśli wartość, jaką przypisujemy ludzkiemu życiu, spadnie wystarczająco nisko, będziemy mieli szanse zaprowadzić powszechny pokój i dobrobyt. Jeśli owa wartość spadnie, wszyscy będą mogli pozwolić sobie na to, by być szczęśliwymi. Dopiero wtedy, gdy zaczynamy wypełniać koszyk luksusowymi dobrami, takimi jak wolność, godność i prawo do decydowania o własnym losie, cena wykracza poza możliwości biedaków.” K.J.Parker, „Składany nóż” K.J.Parker to pseudonim literacki brytyjskiego pisarza Toma Holta, autora powieści fantastycznych i historycznych, m.in. „Pieśni dla Nerona”, w której przedstawia alternatywną wizję fragmentu historii Cesarstwa Rzymskiego i panowania cesarza Nerona. Pojęcie fantasy czy fantastyki jest tak szerokie, że praktycznie można do tej kategorii literatury zaliczyć niemal wszystko. Znalazł się w niej również „Składany nóż”. To w rzeczywistości świetna powieść polityczna z bardzo szerokimi wątkami ekonomicznymi. Jeśli ktoś sądził kiedykolwiek, że ekonomia może być nudna – to polecam mu lekturę „Składanego noża”. Tworzenie systemów bankowych, aprecjacja bądź dewaluacja waluty, wprowadzanie papierowego pieniądza. Wydaje się to dość nieciekawe, lecz zostało przez autora przedstawione w sposób zaiste intrygujący a w dodatku stanowi to jedynie tło dla pasjonujących rozgrywek politycznych. I najważniejsze pytanie – czy można wygrać wojnę bez pieniędzy? Główny bohater – Bassianus Arkadiusz Honoriusz Sewer, pierwszy obywatel Republiki Wesańskiej, stoi na czele rządu a tak naprawdę jego marzeniem jest stworzenie imperium. Czy ten szalony dla wielu zamysł się powiedzie? W trakcie lektury aż nadto widoczna staje się fascynacja autora starożytnym Rzymem. Wiele pomysłów czy zdarzeń zostało zaczerpniętych z historii Republiki Rzymskiej czy początku Cesarstwa Rzymskiego i w powieści pobrzmiewają wyraźnie jej echa. Zdecydowanie pozycja ta wyróżnia się na tle wielu innych w tej kategorii. Nie ma tu magii, nie ma smoków – jest polityka, ekonomia, obsesja władzy. A wszystko to sprawnie i zajmująco napisane. Ciekawy i interesujący głos w nurcie fantasy. Polecam.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 7 4 lata temu
Smocza droga Daniel Abraham
Smocza droga
Daniel Abraham
Jeśli podobał Wam się klimat Drogi Królów Sandersona, to Smocza droga będzie dla Was świetną rozrywką. Ja uważam, że to dobra, złożona, zaskakująca opowieść o władzy, dojrzewaniu, kształtowaniu postaw i życiowych wyborach. Fabuła osadzona jest w czasach, które możemy określić jako średniowiecze – to fantastyka, a nie powieść historyczna, dlatego nie pokuszę się o stwierdzenie, że to jest w ogóle jakaś konkretna epoka. Mamy więc rycerzy, królów, magów, ciężki sprzęt, prymitywne narzędzia, i wszędzie, gdzie chcemy się dostać, podróżujemy konno (a wędrówki jest tam dużo). Powieść zaczyna się od czwórki bohaterów – na początku nie mających ze sobą nic wspólnego, ale ich losy szybko splata wojna Wolnych Miast z Rozdartym Tronem. Sądzę, że właśnie bohaterowie są siłą tej powieści – oni nadają charakter zdarzeniom. Zatem nie będę się o nich rozwodzić, żebyście mogli sami odkryć ich historię. Powiem kilka zdań o mojej ulubionej bohaterce – Cithrin. Poznajemy ją jako sierotę wplątaną w proceder przemytu skarbu przez strefę działań wojennych, żeby ustrzec je przed grabieżą i pozostawienie krainy bez środków. Cithrin robi to, ponieważ jest własnością banku, opiekują się nią władze głównego skarbca jednego z królestw. W toku całej powieści Cithrin dorasta, napotyka na swej drodze różnych ludzi, z których czerpie życiową naukę i siłę. Oczywiście nie ma ideału – spotyka nie tylko tych dobrych i tylko tych miłych… ale każde z tych spotkań jest ważne i niesie ze sobą konsekwencje. Bardzo mi się podobało, w jaką stronę ewoluowała dziewczyna i jak autor ją opisał w „dorosłym życiu”. W tle losów Cithrin trwają przygotowania do wojny – chociaż nikt sytuacji nie traktuje jako groźną, mimo że gęsto w powietrzu. Ciekawie Abraham pokazuje nam wymyślony przez siebie świat – widać, że nie poznajemy wszystkich zakamarków, ale to, jak przechadzamy się po tej krainie daje nam spore wyobrażenie z czym mamy do czynienia. Bardzo podobało mi się jak potraktowana jest w powieści smocza droga – jest swoistym jedwabnym szlakiem, który z różnych powodów jest ważny dla fabuły. Technicznie książka jest podzielona na rozdziały, które zatytułowane są imionami bohaterów, których losy w danym momencie śledzimy – raz, że akcja dzieje się w różnych miejscach; dwa, że każdy z bohaterów ma swoją funkcję i znaczenie dla historii. Podobało mi się to, bo dzięki tej różnorodności postaci można łatwo się utożsamić z ich postawami. Książkę czyta się szybko – ilość bohaterów pozwala na swobodne śledzenie akcji bez obaw, że zgubimy się gdzieś po drodze. Wydarzenia nie galopują w zawrotnym tempie, aczkolwiek dzieje się sporo. Świat przedstawiony też nie zabija ilością nazw, krain, etc., do tego dość łatwo poruszać się po mapie umieszczonej na początku książki. Powieść jest godna polecenia, chociaż mistrzostwem świata nie jest – niektóre sceny są przegadane, przekombinowane i trudno mi było przebić się przez nie bez zmęczenia. Jedna z kluczowych postaci z kolei potraktowana jest w zbytnim uproszczeniu – ponieważ od początku widzimy do czego zmierza autor opisując jej losy. Mimo to chciałabym znać koniec całej serii, bo jednak końcówka tego tomu bardzo mi się podobała i myślę, że warto dać jej szansę.
fmds - awatar fmds
ocenił na 6 5 lat temu

Cytaty z książki Kuźnia ciemności

Więcej
Steven Erikson Kuźnia ciemności Zobacz więcej
Steven Erikson Kuźnia ciemności Zobacz więcej
Steven Erikson Kuźnia ciemności Zobacz więcej
Więcej