Kuchnia książek

Okładka książki Kuchnia książek autora Kim Jee Hye, 9788382527124
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Kuchnia książek
Kim Jee Hye Wydawnictwo: Czarna Owca literatura piękna
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Book's Kitchen
Data wydania:
2024-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2024-04-24
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382527124
Tłumacz:
Marta Niewiadomska

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kuchnia książek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Wyróżniona opinia i

Kuchnia książek



książek na półce przeczytane 1916 napisanych opinii 1374

Oceny książki Kuchnia książek

Średnia ocen
6,6 / 10
395 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
329
147

Na półkach: , , ,

„Kuchnia książek” autorstwa Kim Jee Hye to książka, która od pierwszych stron wydaje się spokojna, wręcz powolna, ale właśnie w tym tkwi jej największy urok. Dla mnie była trochę jak literacki „ciepły koc”: historia, która nie pędzi do przodu, tylko pozwala się zatrzymać i na chwilę odetchnąć.

Powieść opowiada o Yujin, która po sprzedaży swojego start-upu zostawia za sobą życie w Seulu i przenosi się do niewielkiej wsi Soyang-ri. Tam otwiera niezwykłe miejsce – księgarnię połączoną z kawiarnią i pensjonatem, „Soyang-ri Book’s Kitchen”. Trafiają do niej różni ludzie: zmęczeni, zagubieni, często stojący na życiowym rozdrożu. Każdy z nich przyjeżdża z własnym bagażem doświadczeń, a Yujin próbuje pomóc im odnaleźć spokój, dobierając książki dopasowane do ich sytuacji i emocji.

Bardzo podobała mi się konstrukcja tej historii. Każdy rozdział skupia się na innej postaci i jej problemach, przez co książka przypomina trochę zbiór opowiadań połączonych jednym miejscem. Jedne historie czytało mi się bardzo płynnie, inne trochę wolniej, ale w wielu z nich odnajdywałam coś znajomego. Bohaterowie zmagają się z presją sukcesu, wypaleniem, zmęczeniem pracą czy poczuciem zagubienia – problemami, które w dzisiejszym świecie są niezwykle bliskie wielu ludziom.

W tej książce nie ma dramatycznych zwrotów akcji ani bardzo pogłębionych analiz psychologicznych. Emocje bohaterów często pozostają między wierszami. Mam jednak wrażenie, że to częściowo wynika z koreańskiej wrażliwości i kultury, w której wiele uczuć zostaje niewypowiedzianych. Podczas lektury często myślałam o koreańskim pojęciu „Han” – tej trudnej do uchwycenia mieszance melancholii, tęsknoty i cichego smutku, który jednak nie odbiera nadziei. Właśnie taki nastrój unosi się nad wieloma historiami z tej książki.

Jednocześnie całość jest bardzo ciepła i otulająca. Czytając, nie mogłam przestać myśleć o tym, jak cudownym miejscem musiałaby być taka księgarnio-kawiarnia. Myślę, że każdy bibliofil marzył kiedyś o przestrzeni pełnej książek, dobrej kawy i ludzi, którzy kochają czytanie tak samo jak on. Sama wielokrotnie łapałam się na myśli, że chciałabym choć na chwilę znaleźć się w takim miejscu – rzucić wszystko, uciec od codzienności i zaszyć się gdzieś wśród półek z książkami.

Ta książka trafiła do mnie też dlatego, że wielu bohaterów jest mniej więcej w tym samym momencie życia, w okolicach trzydziestki. To czas, kiedy wiele osób zaczyna zadawać sobie pytania o sens pracy, o marzenia, o to, czy idziemy w dobrą stronę. Sama powoli zbliżam się do tej „magicznej” liczby i momentami miałam wrażenie, że rozumiem bohaterów trochę bardziej, niż bym chciała.

„Kuchnia książek” nie jest historią spektakularną ani szczególnie zaskakującą. Ale jest spokojna, refleksyjna i pełna ciepła. To książka o zatrzymaniu się w biegu, o odnajdywaniu siebie i o tym, jak ogromną moc mogą mieć książki. A po jej przeczytaniu naprawdę trudno nie pomyśleć, że takie miejsce jak „Soyang-ri Book’s Kitchen” powinno istnieć gdzieś naprawdę.

„Kuchnia książek” autorstwa Kim Jee Hye to książka, która od pierwszych stron wydaje się spokojna, wręcz powolna, ale właśnie w tym tkwi jej największy urok. Dla mnie była trochę jak literacki „ciepły koc”: historia, która nie pędzi do przodu, tylko pozwala się zatrzymać i na chwilę odetchnąć.

Powieść opowiada o Yujin, która po sprzedaży swojego start-upu zostawia za sobą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1351 użytkowników ma tytuł Kuchnia książek na półkach głównych
  • 882
  • 454
  • 15
199 użytkowników ma tytuł Kuchnia książek na półkach dodatkowych
  • 92
  • 52
  • 18
  • 10
  • 10
  • 9
  • 8

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sto kwiatów Genki Kawamura
Sto kwiatów
Genki Kawamura
Książka "Sto kwiatów" autorstwa Genkiego Kawamury to niezwykle subtelna, a zarazem druzgocąca emocjonalnie opowieść o zanikaniu pamięci, która zasługuje na mocne 8/10. Japoński autor, znany wcześniej z bestsellerowej powieści „A gdyby tak ze świata zniknęły koty”, tym razem rezygnuje z elementów fantastycznych na rzecz bolesnego realizmu. Tworzy historię, która niczym japoński ogród, pod płaszczem pozornego spokoju skrywa głębokie, egzystencjalne napięcia i niewyleczone rany z przeszłości. Głównym bohaterem jest Izumi, pracownik wytwórni muzycznej, który musi zmierzyć się z postępującą chorobą Alzheimera swojej matki, Yuriko. Kawamura z chirurgiczną precyzją opisuje proces degradacji umysłu – od drobnych zapomnień, przez gubienie się w znanych miejscach, aż po całkowitą utratę łączności z teraźniejszością. Jednak "Sto kwiatów" to nie tylko medyczny zapis choroby. To przede wszystkim próba rekonstrukcji relacji matki i syna, która została naznaczona traumatycznym wydarzeniem sprzed lat. Gdy Yuriko zaczyna „znikać”, Izumi paradoksalnie zaczyna ją odnajdywać, odkrywając fragmenty jej życia, o których nie miał pojęcia, i konfrontując się z własnym żalem za to, że kiedyś został przez nią porzucony. Metaforyka i japońska wrażliwość Tytułowe „sto kwiatów” to metafora wspomnień – pięknych, różnorodnych, ale też ulotnych i podatnych na więdnięcie. Kawamura operuje językiem bardzo oszczędnym, typowym dla literatury japońskiej, gdzie więcej mówi się poprzez milczenie i niedopowiedzenia niż przez wielkie słowa. Autor po mistrzowsku wykorzystuje motyw sztucznej inteligencji i muzyki, aby pokazać kontrast między cyfrową nieśmiertelnością danych a kruchą naturą ludzkiego mózgu. Obrazy, takie jak połowiczne fajerwerki czy żółte kwiaty, zapadają w pamięć i działają na czytelnika silniej niż najbardziej dosłowne opisy cierpienia. Ocena „osiem” wynika z niesamowitej empatii, z jaką autor podchodzi do tematu starości i opieki nad chorym rodzicem. Kawamura nie ocenia swoich bohaterów; pokazuje ich słabości, zniecierpliwienie i egoizm, co czyni tę historię boleśnie ludzką. Książka zmusza do refleksji nad tym, co definiuje naszą tożsamość: czy jesteśmy sumą naszych wspomnień, czy może czymś więcej, co pozostaje nawet wtedy, gdy pamięć zawodzi? Niewielki spadek punktowy bierze się jedynie z bardzo powolnego tempa narracji, które choć klimatyczne, w pewnych momentach może wydawać się zbyt monotonne dla czytelnika przyzwyczajonego do zachodniej dynamiki prozy. Podsumowując, "Sto kwiatów" to literacki majstersztyk o wybaczaniu i pożegnaniach. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto szuka w literaturze prawdy o skomplikowanych więziach rodzinnych. Kawamura udowadnia, że choć kwiaty wspomnień mogą opadać, to ich zapach pozostaje w nas na zawsze, kształtując to, kim jesteśmy. To piękna, choć smutna lekcja pokory wobec czasu, która zostawia czytelnika z grubą warstwą wzruszenia pod skórą.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 18 dni temu
Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece Michiko Aoyama
Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece
Michiko Aoyama
Wszystkie wrażenia z lektury mogłabym zamknąć w jednym zdaniu: „Ta książka była milutka”. Milutka jak dobrze wychowany człowiek, z którym przyjemnie się rozmawia, ale do konwersacji dość szybko wkrada się nuda. Gadu gadu, jeden temat, drugi temat, a w międzyczasie dyskretnie zerkamy na zegarek. Ta książka była milutka, a ja przeczytałam ją z uprzejmości – jakbym wewnętrznie czuła, że porzucenie w trakcie sprawi jej przykrość. Nie pytajcie. „Wszystko, czego szukasz, znajdziesz w bibliotece” to jeden z tych tytułów skierowanych do miłośników książek o książkach – i o bibliotekach. Fabuła kręci się wokół konkretnej biblioteki, a pisarka po kolei wysyła tam bohaterów. Każdy poznaje pracującą tam kobietę o imponującej posturze, która jakby mimochodem daje mu radę. A może nie tyle radę, ile kierunkowskaz. Oraz ozdobę z włóczki, oczywiście pasującą do sytuacji życiowej danej osoby. Każdy bohater z czasem odnajduje własną drogę, zaczyna w siebie wierzyć i odkrywa, że jeszcze wiele może osiągnąć. Jeśli czytaliście już takie historie, ta kompletnie niczym Was nie zaskoczy. Jest przyjemna, choć niemiłosiernie przewidywalna, a jeśli czymś się wyróżnia, to dydaktyzmem. Tutaj czuję go najmocniej. Niektóre mądrości życiowe wybrzmiewają za bardzo, bo są zbyt łopatologicznie podane. Przyznam szczerze, że momentami mnie nużyły/męczyły. Doczytałam do końca głównie dlatego, żeby się przekonać, czy ostatni bohater adoptuje kraba. Żeby nie było, nie odradzam tego tytułu. Nie jest zły, kto wie, może znajdzie się ktoś, kogo lektura wprowadzi w błogi nastrój. Po prostu są lepsze książki z motywem „wizyta w bibliotece rozwiąże każdy problem”. O tej szybko zapomnę, bo nie skradła mi serca.
KenG - awatar KenG
ocenił na 6 2 dni temu
Galeria Snów DallerGuta Lee Mi Ye
Galeria Snów DallerGuta
Lee Mi Ye
Wyobraź sobie miejsce, w którym sen nie jest jedynie biologiczną koniecznością, lecz towarem, który można starannie wybrać z półki. Taką właśnie wizję roztacza przed nami Lee Mi-ye w swojej debiutanckiej powieści „Galeria Snów DallerGuta”. To książka, która stała się fenomenem w Korei Południowej, a teraz zdobywa serca czytelników na całym świecie. Moja ocena to solidne 7/10 – to literatura ciepła, kojąca, choć momentami zbyt ulotna. Główną bohaterką jest Penny, młoda dziewczyna, która spełnia swoje marzenie o pracy w legendarnym domu towarowym DallerGuta. Nie sprzedaje się tam jednak ubrań czy elektroniki, lecz sny: od tych o lataniu, przez spotkania z bliskimi, aż po koszmary, które mają nas czegoś nauczyć. Sklep odwiedzają klienci (ludzie i zwierzęta), którzy płacą za zakupy swoimi emocjami odczuwanymi po przebudzeniu – radością, pewnością siebie, a nawet nostalgią. Autorka stworzyła niezwykle urokliwy świat. System „płatności” i techniczne aspekty produkcji snów przez tajemniczych twórców są najbardziej intrygującymi elementami książki. Lee Mi-ye nie skupia się jednak na wartkiej akcji, lecz na małych, ludzkich historiach. Każdy rozdział to w zasadzie osobna przypowieść o tym, jak sen wpływa na nasze życie na jawie. Książka zasługuje na uznanie, ale ma też swoje ograniczenia, które powstrzymują mnie przed wystawieniem najwyższej noty. Efekt „plastra na duszę”: To idealna lektura na gorszy dzień. Jest przesycona optymizmem i wiarą w to, że każda trudność ma swój sens. Czytanie jej przypomina otulenie się miękkim kocykiem. Brak głębi w fabule głównej: Penny, choć sympatyczna, jest raczej obserwatorką niż aktywną bohaterką, która przechodzi znaczącą przemianę. Wątki osobiste są tu mocno zarysowane, ale potraktowane po macoszemu na rzecz anegdot o klientach. Lekkość vs. Banalność: Momentami refleksje autorki ocierają się o zbyt proste morały. Dla czytelnika szukającego mroczniejszego, bardziej skomplikowanego fantasy, Galeria Snów może okazać się zbyt naiwna. Mimo pewnej prostoty, powieść Lee Mi-ye ma w sobie coś magnetycznego. To manifestacja koreańskiego trendu „healing fiction”, literatury, która ma za zadanie leczyć i dawać nadzieję. Autorka przypomina nam, że sny to nie tylko ucieczka od rzeczywistości, ale narzędzie do lepszego zrozumienia siebie. Jeśli potrzebujesz literackiego wytchnienia od brutalnego świata i chcesz uwierzyć, że nawet Twój najgorszy koszmar miał Cię tylko wzmocnić, ta książka jest dla Ciebie. To piękna, pastelowa opowieść, która choć nie zmieni Twojego życia na zawsze, z pewnością sprawi, że najbliższa noc będzie nieco bardziej magiczna. To zasłużone siedem punktów za stworzenie miejsca, do którego chce się wracać w marzeniach sennych.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 dzień temu
Cztery pory roku w Japonii Nick Bradley
Cztery pory roku w Japonii
Nick Bradley
Izolacja. Niepewność. Dźwięki wody… Flo żyje w Tokio. Pewnego razy znajduje w metrze porzuconą książkę „Dźwięki wody”, którą postanawia przetłumaczyć. W ten sposób, razem z Flo, stałem się odkrywaczem historii Ayako i jej wnuka Kyo. Obie historie – Flo oraz Ayako i Kyo – zaczynają się przenikać, tworząc coś w rodzaju literackiej mozaiki dwóch światów. A ja, cóż mimochodem stałem się obserwatorem tych dwóch światów… ---------- Autor stworzył ciekawych bohaterów. Wszyscy oni mierzą się z własnymi lękami wywołanymi życiowymi niepowodzeniami. Każda i każdy z nich poszukuje… sensu życia po osobistym kryzysie, po niezdanych egzaminach, po latach powściągliwości i wycofania. Poprzez ich relacje, autor pokazuje, jak różne doświadczenia życiowe kształtują postrzeganie świata. ---------- To była ciekawa podróż czytelnicza. Niespiesznie smakowałem tej historii, pragnąc jak najdłużej z nią obcować. Dawkowałem sobie tej przyjemności. Mądrość bijąca z tej opowieści otulała mnie. Przy niej czułem się bezpiecznie. Tę książkę wyróżnia spokój, powolne i refleksyjne tempo oraz styl inspirowany japońską estetyką. I choć autor nie jest rodowitym Japończykiem, to jako fotograf i tłumacz wiele lat spędził w tym kraju, co wpłynęło na klimat tej powieści. ---------- Z szacunkiem do natury, z dbałością o szczegóły codzienności, autor pozwolił mi wsłuchać się w piękno pór roku i emocje bohaterek i bohaterów. To cudowna i bardzo dojrzałą opowieść, którą serdecznie polecam!
krzychu_and_buk - awatar krzychu_and_buk
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Kamogawa. Drugie danie Kashiwai Hisashi
Kamogawa. Drugie danie
Kashiwai Hisashi
Czy chciał_byś powrócić do smaków dzieciństwa? Albo do jakiegoś dania związanego z pewnym miejscem lub ważną dla Ciebie osobą? W pewnej małej rodzinnej restauracji gdzieś w Kioto jest to możliwe😉 ☕☕W powieści Hisashi Kashiwai "Kamogawa. Tropiciele smaków. Drugie danie" @wydawnictworelacja Nagare Kamogawa, emerytowany policjant i kucharz wraz z córką prowadzącą biznes nie tylko zajmują się gotowaniem, ale też prowadzą kulinarne biuro detektywistyczne. Poszukują bowiem smaków z przeszłości. W tej części są to m.in.: bento z wodorostami przyrządzane przez ojca synowi do szkoły, smażony ryż przygotowywany przez mamę wziętej modelce, ryż z tempurą będący przysmakiem gwiazdy sceny muzycznej. Mimo że powieść jest dość schematyczna i przewidywalna, czyta się ją przyjemnie i szybko. Potrawy odtwarzane z przeszłości ożywiają wspomnienia, przypominają o osobach, które odeszły, są sposobem na rozliczenie z bolesną przeszłością, pogodzeniem z losem. Mnie ta książka ujęła bogactwem kuchni japońskiej wykorzystującej lokalne i sezonowe produkty oraz pomysłem potrawy pomagającej osiągnąć równowagę w życiu. ☕☕☕ I choć detektywi z sukcesem tropią smaki, to wydaje mi się, że w rzeczywistości nie jest łatwo odtworzyć smak zapamiętany z przeszłości. Do dziś wspominam z dzieciństwa tabliczkę miodową "Maja", nie znalazłam nic podobnego, ale wciąż mam nadzieję i nie poddaję się 😁. Moja mama i ciocia próbowały ugotować danie z dzieciństwa, które serwowała im ich mama. Jakąś wariację kaszy na mleku (biedna wielodzietna rodzina) i choć obie świetnie gotowały, poniosły klęskę. Brakło zapewne jednej przyprawy - troski i miłości nieżyjącej już mamy.
an-ia1 - awatar an-ia1
ocenił na 7 4 miesiące temu
Kiedy byłyśmy ptakami Ayanna Lloyd Banwo
Kiedy byłyśmy ptakami
Ayanna Lloyd Banwo
Książka "Kiedy byłyśmy ptakami" autorstwa Ayanny Lloyd Banwo to debiut, który uderza w czytelnika z siłą tropikalnego szkwału, a jednocześnie otula go gęstą, oniryczną atmosferą Trynidadu. Moja ocena to mocne 8/10. Autorka stworzyła dzieło wymykające się prostym klasyfikacjom gatunkowym – to jednocześnie saga rodzinna, mroczny romans i przejmująca opowieść z nurtu realizmu magicznego, w której granica między światem żywych a krainą przodków jest cienka niczym pajęczyna. Dziedzictwo śmierci i pieśń życia Fabuła splata losy dwóch poturbowanych przez życie postaci: Yejide i Darwina. Yejide dorasta w cieniu niezwykłego rodzinnego dziedzictwa – kobiety z jej rodu pełnią rolę przewodniczek dusz, pomagając zmarłym przejść na „drugą stronę”. Gdy umiera jej matka, Yejide musi przyjąć na siebie ten ciężar, co wiąże się z bolesną transformacją. Z kolei Darwin, wychowany w surowych religijnych rygorach, łamie najświętsze przykazanie swojej matki i podejmuje pracę jako grabarz na gigantycznym, labiryntowym cmentarzu Fidelis w Port-of-Spain. To właśnie tam, wśród nagrobków i szeptów przeszłości, ich ścieżki się przecinają. Głos wyspy i realizm magiczny Największym atutem powieści jest jej niesamowity, nasycony zmysłami język. Lloyd Banwo nie tylko opisuje Trynidad; ona pozwala go poczuć, usłyszeć i powąchać. Autorka genialnie wykorzystuje lokalny dialekt i rytm mowy, co nadaje narracji autentyczności i niemal hipnotycznej jakości. Realizm magiczny nie jest tu jedynie ozdobnikiem – to fundament świata przedstawionego. Ptaki, cienie i głosy zmarłych są tu tak samo realne jak bieda, kurz czy palące słońce. Autorka z ogromnym wyczuciem porusza tematy żałoby, traumy międzypokoleniowej i wyzwolenia spod wpływu dominujących matek. To opowieść o tym, jak odnaleźć własny głos w chórze przodków, który nieustannie domaga się uwagi. Ocena „osiem” wynika z odwagi, z jaką autorka podejmuje trudne tematy, oraz z niezwykłej plastyczności jej prozy. Banwo unika sentymentalizmu, serwując nam historię surową, a momentami wręcz brutalną, która jednak niesie w sobie potężny ładunek nadziei. Darwin i Yejide to bohaterowie z krwi i kości, których lęki i pragnienia są nam bliskie, mimo egzotycznego i metafizycznego sztafażu. Niewielki spadek punktowy bierze się jedynie z faktu, że tempo akcji w drugiej połowie książki bywa nieco nierówne, a niektóre wątki magiczne mogłyby zostać nieco szerzej wyjaśnione dla czytelnika spoza kręgu kulturowego Karaibów. Podsumowując, "Kiedy byłyśmy ptakami" to literacka perła, która udowadnia, że opowieści o duchach mogą być najgłębszymi historiami o życiu. To książka o przełamywaniu klątw, o sile miłości rodzącej się w cieniu śmierci i o tym, że każdy z nas musi kiedyś nauczyć się latać o własnych siłach. Ayanna Lloyd Banwo zadebiutowała z rozmachem, wprowadzając do współczesnej literatury powiew świeżości i magii, której tak bardzo potrzebujemy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 18 dni temu
Wyspa bijących serc Laura Imai Messina
Wyspa bijących serc
Laura Imai Messina
Laura Imai Messina po raz kolejny udowadnia, że posiada niezwykły dar opowiadania o sprawach ostatecznych z lekkością, która nie odbiera im powagi, a wręcz dodaje im świetlistości. „Wyspa bijących serc” to literatura piękna w najczystszej postaci – subtelna, nieco oniryczna i głęboko zakorzeniona w japońskiej wrażliwości, choć napisana przez autorkę pochodzącą z Włoch. Akcja powieści koncentruje się wokół niezwykłego miejsca, które istnieje naprawdę – Archiwum Serc na wyspie Teshima. To właśnie tam Christian Boltanski zgromadził tysiące nagrań ludzkich uderzeń serca. Messina wykorzystuje tę scenerię, by spleść losy dwóch poranionych osób: Shūichiego, czterdziestoletniego ilustratora ściganego przez wspomnienia o zmarłej matce, oraz Kenty, ośmioletniego chłopca, który mierzy się z własnym poczuciem zagubienia. Moja ocena 8/10 wynika z balansu między literackim kunsztem a emocjonalnym ciężarem, który – mimo trudnej tematyki – nie przygniata czytelnika. Język i styl: Autorka pisze w sposób niezwykle plastyczny. Każde zdanie zdaje się być przemyślane, a opisy przyrody i mechanizmów ludzkiej pamięci są wręcz poetyckie. Symbolika: Serce w tej książce nie jest tylko organem. To metronom naszego życia, dowód na istnienie, który pozostaje nawet wtedy, gdy nas już nie ma. Messina pyta retorycznie: co po nas zostanie, gdy zamilkną słowa? Odpowiedzią jest ten rytmiczny, pierwotny dźwięk. Relacje: Więź rodząca się między Shūichim a Kentą jest rozpisana po mistrzowsku. To relacja pełna niedopowiedzeń, wspólnego milczenia i powolnego budowania zaufania na fundamentach wspólnej straty. Momentami tempo narracji bywa aż nazbyt kontemplacyjne. Dla czytelników przyzwyczajonych do wartkiej akcji, „Wyspa bijących serc” może wydać się zbyt statyczna. Autorka celebruje każdą chwilę, co jest piękne, ale niekiedy prowadzi do lekkiego rozmycia głównego wątku. Ponadto, pewne metafory mogą wydawać się dla niektórych zbyt abstrakcyjne. „Wyspa bijących serc” to lektura obowiązkowa dla fanów „Kawiarni pod Pełnią Księżyca” czy poprzedniej książki autorki, „O czym szumią cedry”. To opowieść o tym, że żałoba nie musi być końcem, a jedynie inną formą obecności. Messina uczy nas słuchać – nie tylko uszami, ale przede wszystkim empatią. To książka, która zostaje w czytelniku długo po odłożeniu jej na półkę. Przypomina, że każde uderzenie serca to krótka historia, którą warto docenić, póki wciąż wybrzmiewa. Jeśli szukasz literatury, która ukoi Twoje nerwy i zmusi do refleksji nad sensem przemijania, Teshima czeka na Ciebie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 10 dni temu
Rozbite lustro Mercè Rodoreda
Rozbite lustro
Mercè Rodoreda
Do przeczytania książki Merce Rodoredy przekonały mnie dwie rzeczy: to, że jeszcze nigdy nie rozczarowała mnie literatura hiszpańska, oraz zachęta wydawcy, że oto przede mną katalońskie Downton Abbey. Autorka w posłowiu pisze o książce tak: „Rozbite lustro to powieść, w której każdy zakochuje się, w kim nie powinien, a ten, komu brak miłości, chciałby ją otrzymać za wszelką cenę: na godzinę lub choć na chwilę.” Początkowo trudno było mi się przyzwyczaić do konstrukcji tekstu, w którym nie ma tradycyjnie wydzielonych dialogów, a wszystkie wypowiedzi przytaczane są w formie cytatów. Utrudniało to lekturę, ale po około 100 stronach udało mi się przywyknąć. Cieszę się, że mnie to nie zraziło, bo z każdą kolejną stroną coraz mocniej wsiąkałam w opowieść o rodzinie Valldaura. To opowieść o barcelońskiej socjecie z początku XX wieku. Obserwujemy obraz życia rodzinnego, gdzie pod powierzchnią skrywane są liczne sekrety i przemilczenia. Miraże i koligacje, zdrady i nieślubni potomkowie – wszystko to znajdziecie, ale przedstawione nie jako tania sensacja, a nostalgiczna opowieść. Bohaterowie połączeni są niewidzialnymi nićmi, które prowadzą czytelnika od rozdziału do rozdziału, ukazując kolejne perspektywy i fragmenty życia rodziny – nie tylko głównych członków rodu, ale też służby i innych osób z ich otoczenia. Czuć tętniący pod skórą niepokój, a towarzyszy mu przeświadczenie, że wkrótce wydarzy się coś złego. Możemy snuć na ten temat przypuszczenia, co dodaje lekturze napięcia i odrobiny dramatyzmu. Bo też nie brak tu nieszczęśliwych splotów okoliczności, które naznaczają ród Valldaurów. Ostatecznie sposób narracji, gdzie zmieniamy punkty widzenia, nie tylko bardzo mi się spodobał, ale też zostawił mnie z przekonaniem o kunsztowności tej powieści. Ostatni rozdział, bardzo dekadencki, z innej perspektywy i z inną wrażliwością, świetnie to dopełnił. To także piękna opowieść o przemijaniu – dóbr doczesnych, rodów, uczuć, nas samych. Tę książkę być może docenicie dopiero, gdy przeczytacie ostatnie zdania i zamkniecie okładkę. Warto dać się porwać tej literackiej przygodzie.
KsiążkowaBaronowa - awatar KsiążkowaBaronowa
oceniła na 7 10 miesięcy temu
Zaginiona księgarnia Evie Woods
Zaginiona księgarnia
Evie Woods
Lubicie odwiedzać małe księgarnie, antykwariaty lub klimatyczne sklepiki z różnymi osobliwościami? Ja uwielbiam. Mają w sobie tę magię. "Zaginiona księgarnia" to książka z niezwykłą historią. Wyobraźcie sobie, że jest taka księgarnia, która jest i jednocześnie jej nie ma. Nielogiczne prawda? A może trafia tam tylko ten, kto ma do niej trafić. Mamy tutaj perspektywę kilku osób, Opaliny, Marthy i Henrego. Nie znają się i pochodzą z zupełnie różnych czasów. Łączy ich tajemnicza księgarnia, miłość do książek (przynajmniej u Opaliny i Henrego) i coś najważniejszego - nadzieja. Autorka porusza wiele ważnych tematów jak np. przemoc psychiczna i fizyczna. Natomiast sami bohaterowie nie są słabi, wręcz przeciwnie, próbują zmienić swoje życie. Opalina żyje w czasach, w których kobieta miała tylko wartość wtedy, kiedy była żoną. A nawet jak nią zostawała, to dalej de facto nie była osobnym bytem. Despotyczny brat i matka chcą ją zmusić do posłuszeństwa i małżeństwa z wybranym przez nich kandydatem. Natomiast Opalina postanawia uciec, w międzyczasie się zakochuje. Różne okoliczności prowadzą ją do tajemniczego domu i sklepu, który można powiedzieć "żyje własnym życiem". Martha doświadczyła przemocy fizycznej ze strony męża i chcąc uciec od przykrych wspomnień rozpoczęła pracę w zupełnie nowym miejscu, jako gosposia. Henry poniewierany w dzieciństwie przez ojca, skończył Londyńską Szkołę Ksiąg Rzadkich. Chcąc pokazać wszystkim, że to co robi ma sens i wartość szuka zaginionej księgarni. Mamy tutaj połączenie przeszłości z teraźniejszością. Dodatkowo Martha ma pewną umiejętność, potrafi czytać w ludziach i jak się potem okazuje również w pomieszczeniach pełnych intensywnych wspomnień. Jak łączy się los tych 3 osób? Otóż ta księgarnia była powiązana z Opaliną, a Martha mieszkała tam, gdzie kiedyś ona. Henry szuka intensywnie tego miejsca i tak właśnie poznaje Marthę. Rozwiązanie całej zagadki miało być ukryte w rękopisie niejakiej Emily Brontë. Czy się udało? Cóż to już każdy sam musi się dowiedzieć. Minus to niekiedy słaba umiejętność połączenia tych wątków. Mam wrażenie, że pomysł miał ogromny potencjał, styl jest fajny, dobrze się czyta, ale czasami nie ma tego łącznika. Bardzo podobała mi się postać Opaliny. W książce autorka przytoczyła także sporo klasycznej literatury, pokazała czasy, w których przyszło żyć bohaterom. Opisy książek i tego uczucia, jakie daje możliwość obcowania z literaturą mnie zauroczyły. Każda z postaci miała w sobie tę nadzieję, że przyszłość może przynieść coś lepszego. Ogólnie podobała mi się ta historia. Ma pewne niedociągnięcia, ale ma też plusy i to z nimi warto się zapoznać. Okładka jest piękna, a czcionka dobra dla oczu.
ares_i_madzik_ - awatar ares_i_madzik_
ocenił na 7 24 dni temu

Cytaty z książki Kuchnia książek

Więcej
Kim Jee Hye Kuchnia książek Zobacz więcej
Kim Jee Hye Kuchnia książek Zobacz więcej
Kim Jee Hye Kuchnia książek Zobacz więcej
Więcej